lilllian
21.09.11, 19:36
co sadzicie?
wiele lat temu, spotykalam sie z mezczyzna. bardzo go cenilam intelektualnie. w jakiejs mierze jako czlowieka. z jakimis drobnymi faux pas z jego strony, bylo ok. bardzo dobrze sie czulam w jego towarzystwie. nie zostalismy jednak para, bo:
a)preszkadzaly mi te faux pas
b)nie krecil mnie fizycznie az tak zeby chciec zwiazku
c)nie spieszylo mi sie do zwiazku wtedy w ogole
minelo sporo lat, bo 14. w miedzyczasie 2 razy rozmawialismy telefonicznie /mniej wiecej 4 lata po i 8/, ja mialam 2 pozarelacyjne rzeczy z nim do ustalenia. irytowalo mnie, ze za kazdym razem wracal do przeszlosci.
teraz, po 14 jakos zaczal mi przychodzic do glowy. chyba chcialabym niec z nim jakis rodzaj kumpelskiej relacji. bo cenilam go jako czlowieka.
mam 2 ale.
1. nie chce zadnego zwiazku ani ani troche. i nawet jesli mu powiem mysle, ze bedzie probowal zagrywac zeby tak bylo. a to mnie strasznie wkurzy. nie wiem czy go stac na uklad bezzwiazkowy. a bardzo chcialabym zeby tak.
2. to jest chyba glupie .))
to bylo tak dawno temu. jego obraz i same zdarzenia z tamtego czasu jakos "wydluzaja" mi zycie. tzn. on jest czescia tamtego "swiata", tamtych zdarzen, tamtego etapu zycia.
mam jakies dziwne uczucie, ze ta os czasu sie zeskoczy, skroci, jesli sie teraz spotkamy. i tamten etap, jakos.... zniknie..?