mary-101
05.01.12, 23:41
Dobry wieczór; po godzinnym miotaniu się w łóżku, przyszła pora na poszukanie właściwego forum...
Jesteśmy małżeństwem od dwóch lat, prawdopodobnie nie będziemy mieli dzieci - moje zdrowie nie pozwala. Mój mąż się z tym pogodził, ale mnie jest ciężko, bo oprócz najzwyklejszej chęci posiadania dziecka, chyba jakoś sobie ubzdurałam, że po (trochę nieprzeciętnych) smutkach i stresach, których przysporzyłam mojej mamie, wnuki i stworzenie tzw. pełnej rodziny będzie rodzajem rekompensaty moich burzliwych lat ...
Wiem, że nie moi rodzice tu są najważniejsi i że nie można rodzić dziecka dla kogoś. Największym moim problemem jest, paradoksalnie, relacja z mamą. Jest bardzo ciepłą, życzliwą osobą, nigdy nie skąpiła mi uczucia, nie dołowała hasłami typu: do niczego się nie nadajesz, staniesz się kobietą dopiero wtedy, gdy urodzisz dziecko itp. Ale nie potrafię się powstrzymać od płaczu (w dowolnej chwili, np. w pracy), myśląc o jej trosce i miłości do mnie i o tym, że nie będę mogła przekazać swojemu dziecku tego, co od niej dostałam (wiem, takie jest "zadanie" rodziców). Teraz ryczę od dobrych kilku godzin - dziś jej w końcu powiedziałam, że ze starań o dziecko raczej nici (leczenie nic nie dało); w odpowiedzi usłyszałam, że to moje potrzeby są najważniejsze, że w żadnym wypadku nie mogę się przejmować tym, że ona i tata chcieliby wnuka. Czyli chyba odpowiedź "właściwa"?
Nie umiem sobie poradzić z tymi uczuciami i płaczem; mąż stara się mnie wspierać, ale nie do końca potrafi zrozumieć, co czuję. Może to po prostu moja niedojrzałość? Mam 32 lata...
Może moglibyście coś doradzić, może znacie jakiś artykuł na ten temat?