Dodaj do ulubionych

moja mama vs. moja bezdzietność

05.01.12, 23:41
Dobry wieczór; po godzinnym miotaniu się w łóżku, przyszła pora na poszukanie właściwego forum...
Jesteśmy małżeństwem od dwóch lat, prawdopodobnie nie będziemy mieli dzieci - moje zdrowie nie pozwala. Mój mąż się z tym pogodził, ale mnie jest ciężko, bo oprócz najzwyklejszej chęci posiadania dziecka, chyba jakoś sobie ubzdurałam, że po (trochę nieprzeciętnych) smutkach i stresach, których przysporzyłam mojej mamie, wnuki i stworzenie tzw. pełnej rodziny będzie rodzajem rekompensaty moich burzliwych lat ...
Wiem, że nie moi rodzice tu są najważniejsi i że nie można rodzić dziecka dla kogoś. Największym moim problemem jest, paradoksalnie, relacja z mamą. Jest bardzo ciepłą, życzliwą osobą, nigdy nie skąpiła mi uczucia, nie dołowała hasłami typu: do niczego się nie nadajesz, staniesz się kobietą dopiero wtedy, gdy urodzisz dziecko itp. Ale nie potrafię się powstrzymać od płaczu (w dowolnej chwili, np. w pracy), myśląc o jej trosce i miłości do mnie i o tym, że nie będę mogła przekazać swojemu dziecku tego, co od niej dostałam (wiem, takie jest "zadanie" rodziców). Teraz ryczę od dobrych kilku godzin - dziś jej w końcu powiedziałam, że ze starań o dziecko raczej nici (leczenie nic nie dało); w odpowiedzi usłyszałam, że to moje potrzeby są najważniejsze, że w żadnym wypadku nie mogę się przejmować tym, że ona i tata chcieliby wnuka. Czyli chyba odpowiedź "właściwa"?
Nie umiem sobie poradzić z tymi uczuciami i płaczem; mąż stara się mnie wspierać, ale nie do końca potrafi zrozumieć, co czuję. Może to po prostu moja niedojrzałość? Mam 32 lata...
Może moglibyście coś doradzić, może znacie jakiś artykuł na ten temat?
Obserwuj wątek
    • cynta Re: moja mama vs. moja bezdzietność 06.01.12, 01:18
      Bierzesz moze jakies hormony w ramach leczenia? One moga byc powodem rozchwiania emocjonalnego i czestego placzu. Oczywiscie oprocz ewidentnego powodu. Naprawde myslisz ze twoja mama potrzebuje wnuka? po co? dziadkowie zajmuja sie dziecmi z przyjemnosci, kiedy chca ale tak ogolnie to wogole ich nie musza miec.... biologicznie nie ma to zadnego uzasadnienia. To po pierwsze. Po drugie, czesto sie zdarza ze ludzie ktorzy juz wlasnie odpuscili sobie posiadanie wlasnych dzieci zachodza w ciaze. Prawdopodobnie zmienia sie z powodu zmiany podejscia chemia w organizmie i nagle jednak wszystko jest na miejscu.... Radze sobie odpuscic intensywne starania. Powiedz sobie ze dlatego nie masz dziecka bo byloby nieszczesliwe lub chore i dlatego nie przychodzi. A jak bedzie czas na jego przyjscie samo znajdzie droge i przyjdzie ... A moze Wam jest przeznaczone zaadoptowanie jakiegos bardzo wybitnego dziecka? a moze ono juz gdzies jest i dlatego u Was zostaje miejsce na niego/nia? Przemysl to....
    • lifeisaparadox Re: moja mama vs. moja bezdzietność 06.01.12, 03:08
      Lekarz tak zawyrokował czy sama tak stwierdziłaś że nie ma szans na dziecko?
    • to.niemozliwe Re: moja mama vs. moja bezdzietność 06.01.12, 05:13
      To smutne, jesli faktycznie lekarze ostatecznie i zgodnie tak to okreslili. To, ze placzesz, to naturalne i dobre, to jest poczatek cyklu godzenia sie ze strata - rozpacz. Z drugiej jednak strony, tak jak Cie czytam, to w Waszej rodzinie jest duzo wzajemnej akceptacji, szacunku i wsparcia. To jest klimat w ktorym rodzi sie milosc i jest tylko kwestia czasu, kiedy zdecydujecie sie na adopcje lub przysposobienie dziecka. Mysle, ze wkrotce bedzie w Was ( w Tobie i mezu) pewnosc, ze chcecie ta miloscia obdarzac.
      Nawet w pewnym sensie jej doswiadczac w rodzicielskiej interakcji.
      To naturalne, bo my jestesmy biologicznie uwarunkowani do opiekowania sie dziecmi. Wszystko bedzie OK. :-)
      • mary-101 Re: moja mama vs. moja bezdzietność 06.01.12, 08:03
        Dziękuję Wam za odpowiedzi.
        Już się nie leczę, nie biorę od pewnego czasu hormonów. Lekarze w sumie nie powiedzieli niczego ostatecznego, ale ja się nie mogę przemóc do in vitro. Na adopcję nie zgadza się mąż; ja myślałam jeszcze o rodzinie zastępczej, ale zanim zacznę ewentualnie myśleć konkretniej o jakimś kroku, muszę zrobić porządek za sobą.
        Chyba gryzie mnie poczucie winy wobec mamy; mam nadzieję, że z czasem te negatywne uczucia osłabną i będę umiała się cieszyć jej towarzystwem bez napadów płaczu.
        • nangaparbat3 Re: moja mama vs. moja bezdzietność 06.01.12, 16:53
          Miałam koleżankę, która przez kilka lat nie zachodziła w ciążę, wreszcie trafiła na starego lekarza, który badał, szukał, wreszcie powiedział, że może już tylko doradzić zmianę pracy - przeniosła się do innej firmy, a do nas wróciła już po urlopie macierzyńskim.
        • lfi Re: moja mama vs. moja bezdzietność 06.01.12, 17:08
          In Vitro jest dosc dobra forma pomocy kobietom. Moze zanim zrezygnujesz poczytaj cos wiecej na temat. Jakby nie bylo nauka i technika przychodza z pomoca, wiec dlaczego odrzucac cos z czego skorzystalo juz miliony kobiet na calym swiecie.
        • lifeisaparadox Re: moja mama vs. moja bezdzietność 06.01.12, 19:07
          To jak in vitro nie próbowałaś to o czym Ty właściwie piszesz??
          Przecież to praktycznie tak jak antybiotyki w leczeniu zapalenia płuc.

          Tak myślałem że to po prostu przerysowujesz, dlatego zapytałem o opinię lekarzy. Zdecydowanie cierpisz na depresję i jest to ciężka dolegliwość bo powstaje w sprzeczności z logiką, z atmosferą panującą w otoczeniu itp. Po prostu polecam Ci udać się do lekarza psychiatry i po paru tygodniach staniesz na nogi.
    • easyblue Re: moja mama vs. moja bezdzietność 06.01.12, 11:49
      A depresji czasem nie masz?
    • paco_lopez Re: moja mama vs. moja bezdzietność 06.01.12, 12:48
      pocieszam pocieszliwie, co tu mozna doradzić - adopecję ??? nie wiem. nie podejmuje się.
    • mona.blue Re: moja mama vs. moja bezdzietność 06.01.12, 13:28
      A korzystałaś z naprotechnologii - metody leczenia opartej o badanie naturalnego cyklu?

      I chyba nie musisz się poddawać, moja koleżanka zaszła w ciążę po 7 latach starania się, w sposób naturalny.

      Druga koleżanka też po długim okresie (ci dziwniejsze nie mogła zajść w drugą ciążę). I paradoksalnie dopiero, jak sobie "odpuścili" to udało się.

      Znam też pary, które adoptowały dzieci i wszystko w porządku.
    • cynta Re: moja mama vs. moja bezdzietność 06.01.12, 14:09
      Kiedy osiagniesz spokoj i pogodzenie, byc moze jakas inna misje zyciowa zrealizujesz, dziecko przyjdzie samo, ale nic na sile.... W madrej ksiedze jest napisane: Proscie a bedzie wam dane.... proste nie? :)

      Natomiast musze przyznac ze nie rozumiem Twojego poczucia winy.... uwazasz ze twojej mamie nalezy sie od ciebie dziecko??? przepraszam ale to absurd!

      Kazdy z nas zna wiele przypadkow narodzin dzieci tam gdzie ich jakby nie mialo byc ale czasem okazuje sie pozniej ze ich naprawde nie mialo byc, sa chore albo maja inne problemy....
    • nangaparbat3 Re: moja mama vs. moja bezdzietność 06.01.12, 17:00
      Mam już dorosłą córkę więc mogę Ci powiedzieć, że dla matki córka, która jest, jest ważniejsza od potencjalnych wnuków.
      Pytasz o radę - wydaje mi się, że dobrze radzą Ci te osoby, które piszą o odpuszczeniu, zajęciu się czyms innym - znam sama co najmniej 5 przypadków, kiedy to podziałało.
      A gdzie mieszkasz? Bo jeśli nie nad morzem, to namawiałabym na długie morskie wakacje :)
      • mary-101 Re: moja mama vs. moja bezdzietność 06.01.12, 19:58
        Mieszkam daleko od morza, ale wkrótce jedziemy na Mazury:) i bardzo dziękuję za wzmiankę o Twojej córce - dała mi do myślenia.

        O procedurze in vitro wiem sporo, od jakichś trzech lat śledzę ten temat na bieżąco; w specjalistycznej klinice rozmawiałam z lekarzami. Ostatnią naszą próbę na lekach wspominam źle - bo znowu skończyło się niczym. Przeżyłam okropne rozczarowanie, bo pomyślałam, że skoro lekarz z całym "osprzętem" nas wspomaga, to musi w końcu się udać. In vitro w moim mniemaniu daje jeszcze większą nadzieję - a ja się boję jeszcze większej porażki; w ogóle nie chodzi w moim przypadku o kwestię światopoglądu.

        Tak sobie myślę, że te moje smutki to może być rezultat nieprzeciętej pępowiny.
        Jestem zupełnie świadoma, że wiele rzeczy, które mnie dręczą, jest irracjonalnych. Po prostu liczyłam, że Wasze posty otworzą mi jakąś klapkę w głowie i znajdę sposób, żeby sobie poradzić z emocjami.
        • cynta Re: moja mama vs. moja bezdzietność 06.01.12, 22:54
          Obawiasz sie in vitro bo obawiasz sie ze nie wyjdzie? Jak bedziesz tak myslec to nie wyjdzie, to pewne..... a jak nie sprobujesz to napewno nie wyjdzie ;) Musisz solidnie stanac na wlasnych nogach, nie jako coreczka ukochanej mamusi, tylko jako TY taka jaka jestes, niezalezna i wolna . Zbuduj twoje zycie z tego co masz i zyj nim, kazdego dnia, patrz wokol uwaznie i mysl, moze ten psiak co go kolezanka znalazla wczoraj na ulicy? moze dziecko sasiadki do popilnowania? moze ta mloda dziewczyna z niechciana ciaza? a moze cos zupelnie innego ..
          Zyj, nie czekaj, dawaj radosc bliskim, badz madra ... i docen to co masz bo czasem zycie otwiera klapki kopem ...
    • nangaparbat3 Re: moja mama vs. moja bezdzietność 07.01.12, 00:23
      A ja się tak jeszcze zastanawiam - jesteście małżeństwem od dwóch lat, a od kiedy możesz być w ciązy? Bo moze za wcześnie zaczęłaś się leczyć - tym bardziej że sądząc z tego co piszesz nie bardzo wiadomo, na co byś sie miała leczyć. Wiesz, czasem to wszystko jest w głowie.
      • lifeisaparadox Re: moja mama vs. moja bezdzietność 07.01.12, 00:38
        To też swoją drogą co napisała nangaparbat3 może być dobrym spostrzeżeniem.
        • mary-101 Re: moja mama vs. moja bezdzietność 07.01.12, 08:00
          Leczenie zaczęłam jeszcze przed ślubem, choroba jest zdiagnozowana.
          • easyblue Re: moja mama vs. moja bezdzietność 07.01.12, 18:16
            1-2 miesiące przed zaciążeniem usłyszałam: z takim poziomem hormonów niech pani zapomni o ciąży...
            Co Ci jest, jeżeli mozesz napisać?
            • mary-101 Re: moja mama vs. moja bezdzietność 07.01.12, 21:55
              Mięśniaki i endometrioza.
              • nangaparbat3 Re: moja mama vs. moja bezdzietność 08.01.12, 10:03
                Znaleźli mi mieśniaki jak miałam 25 lat, lekarz (najlepszy w wielkim mieście) dał mi jakieś prochy i kazał zachodzić w ciąże, chociaż nie miałam zamiaru, potem oznajmił: nawet jak pani zajdzie, to pani nie donosi. Przeżywałam to strasznie, wyrzuciłam leki, przestałam do niego chodzić, w ogóle odpuściłam ginów, chłop mnie rzucił i zmieniłam pracę. I po tym wszystkim (mineło kilka lat) poszłam do innego gina, do kontroli, o mięśniakach nic nie gadał, pytam, a on: Jakie mieśniaki? Są tu jakieś małe mięśniaczki, ale to nieistotne. W ciążę zaszłam od pierwszej próby, najmniejszych problemów z donoszeniem, przenosiłam za to. Potem myśl, jakie szczęście, że dmuchałam na zimne, ginowi straszącemu nigdy do końca nie uwierzyłam i zabezpieczałam się, dopóki nie byłam pewna, że to to.
                Nie mam pojecia jak jest z endometriozą, jednak mięśniaki są w głowie na 100%.
    • kol.3 Re: moja mama vs. moja bezdzietność 07.01.12, 11:21
      Mojej mamie po latach leczenia lekarz stanowczo powiedział, że dzieci nie będzie miała. Mam się z tym pogodzila i wtedy zaszła w ciążę. Dużą rolę przy niemożności zajścia w ciążę odgrywa presja, blokady psychiczne itp.
    • sabinac-0 Re: moja mama vs. moja bezdzietność 07.01.12, 18:21
      mary-101 napisała:

      > po (trochę nieprzeciętnych) smutkach i stresach, których przysporzyłam mojej m
      > amie, wnuki i stworzenie tzw. pełnej rodziny będzie rodzajem rekompensaty moich
      > burzliwych lat ...

      Dzieci jako podarunek dla rodzinki?
      Zapakujesz je w kolorowy papier i przewiazesz wstazeczka...

      > Wiem, że nie moi rodzice tu są najważniejsi i że nie można rodzić dziecka dla k
      > ogoś.

      Wlasnie.

      > nigdy nie skąpiła mi uczucia, nie dołowała hasłami t
      > ypu: do niczego się nie nadajesz, staniesz się kobietą dopiero wtedy, gdy urodz
      > isz dziecko itp. Ale nie potrafię się powstrzymać od płaczu (w dowolnej chwili,
      > np. w pracy), myśląc o jej trosce i miłości do mnie i o tym, że nie będę mogła
      > przekazać swojemu dziecku tego, co od niej dostałam (wiem, takie jest "zadanie
      > " rodziców).

      Kto powiedzial ze wartosci nabyte w rodzinie musisz przekazac koniecznie progeniturze?
      Jest wielu potrzebujacych na swiecie.

      P.S. Czy myslalas o adopcji?
      • mary-101 Re: moja mama vs. moja bezdzietność 07.01.12, 21:53
        Pisałam o adopcji nieco wyżej - nie jestem do końca przekonana, mąż podobnie.
      • nangaparbat3 Re: moja mama vs. moja bezdzietność 08.01.12, 10:12
        Wiesz, Sabina, mnie wcale nie oburza pragnienie urodzenia dziecka także dla dziadków, rodziców. Moja bardzo niezależna córka powiedziała niedawno, że chciałaby żeby jej babcia poznała jej dziecko (babcia już po 80).
        Myślę, że to zupełnie naturalne pragnienie, oczywiście przy założeniu, ze samemu chce się mieć dziecko - tak po prostu.
        A obserwując starych ludzi, też takich, któzy odnieśli w zyciu wielki zawodowy sukces, dochodzę do wniosku, że w ostatecznym rozrachunku okazuje się, że właśnie to sie liczy - dzieci, wnuki, prawnuki.
        • mary-101 Re: moja mama vs. moja bezdzietność 08.01.12, 10:21
          No właśnie - tak najzupełniej i po prostu byłoby to dla mnie dopełnienie tego kim jestem.
          • sabinac-0 Re: moja mama vs. moja bezdzietność 08.01.12, 16:34
            mary-101 napisała:

            > No właśnie - tak najzupełniej i po prostu byłoby to dla mnie dopełnienie tego k
            > im jestem.

            Jako matka dorastajacego syna stwierdzam, ze dzieci nie sa nasza projekcja ani "dopelnieniem"- sa to inni ludzie.
            • nangaparbat3 Re: moja mama vs. moja bezdzietność 08.01.12, 18:51
              Oczywiście.
              Jednoczesnie jednak stajesz się człowiekiem tylko wśród ludzi, i zazwyczaj tymi ludźmi jest rodzina.
              • sabinac-0 Re: moja mama vs. moja bezdzietność 08.01.12, 19:05
                nangaparbat3 napisała:

                > Jednoczesnie jednak stajesz się człowiekiem tylko wśród ludzi, i zazwyczaj tymi
                > ludźmi jest rodzina.
                >
                Grupe ludzi zwana "rodzina" zwyklo sie idealizowac, ale w realnym zyciu wiezy krwi nie sa jedynymi, ktore lacza nas z reszta ludzkosci. I ja znam, i Ty zapewne znasz wielu ludzi, ktorzy ze swoja biologiczna rodzina nie maja zbyt scislych kontaktow a ich "rodzina zastepcza" staje sie grono bliskich przyjaciol.
                Zbytnie przywiazanie sie do rodziny nie jest dobre, bo nieraz wymusza na nas decyzje, ktore wszystkim szkodza (rodzenie dzieci "by sie mama cieszyla ze zostala babcia", trwanie w destrukcyjnym zwiazku "dla dzieci", decydowanie o przyszlosci dzieci zamiast pozwolic im wybrac itp.).

                Rodzenie dzieci bo "tak wypada" lub "by stac sie w pelni czlowiekiem" to nienajlepsza motywacja. Dowodem sa statystyki dotyczace depresji poporodowych i kryzysow malzenskich wywolanych narodzinami potomka oczekiwanego bardziej przez babcie niz przez "szczesliwych rodzicow".
                • nangaparbat3 Re: moja mama vs. moja bezdzietność 08.01.12, 19:56
                  Rodzenie dzieci bo "tak wypada" lub "by stac sie w pelni czlowiekiem" to nienaj
                  > lepsza motywacja.

                  Taż ani Autorka wątku (jak mi się zdaje), a ni ja o tym nie piszemy.

                  Dowodem sa statystyki dotyczace depresji poporodowych i kryzy
                  > sow malzenskich wywolanych narodzinami potomka oczekiwanego bardziej przez babc
                  > ie niz przez "szczesliwych rodzicow".
                  >

                  BArdzo bym się chciała zapoznać z tymi statystykami, gdzie je znajdę?
                  • sabinac-0 Re: moja mama vs. moja bezdzietność 09.01.12, 00:46
                    nangaparbat3 napisała:

                    > BArdzo bym się chciała zapoznać z tymi statystykami, gdzie je znajdę?

                    W tym trudno mi bedzie ci pomoc, nie pamietam tytulu pracy, w ktorej o tym czytalam (traktowala o depresji poporodowej) i nie przechowalam egzemplarza.
                    Sprobuj poszukac w googlu pod haslem "depresja poporodowa".
                • nangaparbat3 Re: moja mama vs. moja bezdzietność 08.01.12, 23:25
                  sabinac-0 napisała:


                  > Rodzenie dzieci bo "tak wypada" lub "by stac sie w pelni czlowiekiem" to nienaj
                  > lepsza motywacja. Dowodem sa statystyki dotyczace depresji poporodowych i kryzy
                  > sow malzenskich wywolanych narodzinami potomka oczekiwanego bardziej przez babc
                  > ie niz przez "szczesliwych rodzicow".
                  >

                  A czy ktoś tu zachęca do takiej motywacji?
                  Mnie sie nie wydaje.
                  Zastąpienie rodziny grupą przyjaciół - mimo że właściwie jestem mizantropką, sądzę, że potrzeba w życiu i jednych, i drugich :P
                  • sabinac-0 Re: moja mama vs. moja bezdzietność 09.01.12, 00:48
                    nangaparbat3 napisała:

                    > Zastąpienie rodziny grupą przyjaciół - mimo że właściwie jestem mizantropką, są
                    > dzę, że potrzeba w życiu i jednych, i drugich :P

                    W zyciu potrzeba wielu rzeczy ale nie zawsze dane jest miec wszystko naraz.
        • sabinac-0 Re: moja mama vs. moja bezdzietność 08.01.12, 16:31
          nangaparbat3 napisała:

          > Wiesz, Sabina, mnie wcale nie oburza pragnienie urodzenia dziecka także dla dzi
          > adków, rodziców.

          Pod warunkiem ze jest "takze".

          > Moja bardzo niezależna córka powiedziała niedawno, że chciałab
          > y żeby jej babcia poznała jej dziecko (babcia już po 80).

          Chciec a wychodzic za byle kogo byle tylko dac babci prezent w postaci ceremonii i wnusia, to dwie rozne sprawy.
          A jesli to dziecko urodzi sie np. uposledzone - to co, tez bedzie podarunek dla babci?

          > A obserwując starych ludzi, też takich, któzy odnieśli w zyciu wielki zawodowy
          > sukces, dochodzę do wniosku, że w ostatecznym rozrachunku okazuje się, że właśn
          > ie to sie liczy - dzieci, wnuki, prawnuki.

          Jesli sa zdrowe i mile.
          Jesli nie sa - liczy sie wlasna wartosc i wlasny sukces.
          • nangaparbat3 Re: moja mama vs. moja bezdzietność 08.01.12, 19:26
            To nie jest takie proste - na szczęście.
            Nie przyszło mi do głowy, że Autorka wątku ma na myśli cos w rodzaju "podarunku". W ogóle.
            Ale rozumiem, że w życiu oczekuje się jakiejś ciągłości pokoleń, że ktoś kto kocha rodziców, dziadków, chciałby, by jego własne dzieci ich poznały. A im chciałby pokazać własne dziecko.
            To prawda, że nie myśli się o dzieciach chorych, upośledzonych, których jest zresztą jakby coraz więcej. W mojej rodzinie, gdzie sami prawie lekarze, zawsze się myślało - wiedziano, co może się zdarzyć. Ryzyko. Ale w zyciu ryzykujemy co chwile.
            Znajoma mojej mamy ma wnuczka z zespołem Downa. Kocha go bardzo i robi co może, by pomagac synowi i synowej. Przyjmuje, co zycie przyniosło, a nawet choruje znacznie rzadziej niż przedtem.
            • kiszczynska czary-mary 09.01.12, 00:33
              i jest!
            • sabinac-0 Re: moja mama vs. moja bezdzietność 09.01.12, 00:53
              nangaparbat3 napisała:

              > Nie przyszło mi do głowy, że (...)

              W kazdym poscie piszesz ze "nie zauwazylas", nie pomyslalas", "nie wyczytalas" lub "nie przyszlo ci do glowy".

              Moze warto, bys popracowala nad percepcja?

              > w życiu oczekuje się jakiejś ciągłości pokoleń, że ktoś kto ko
              > cha rodziców, dziadków, chciałby, by jego własne dzieci ich poznały. A im chcia
              > łby pokazać własne dziecko.

              "Oczekuje sie" czy tez oczekujesz ty lub inna osoba?
              Mam nadzieje ze zauwazasz roznice.
              • mary-101 Re: moja mama vs. moja bezdzietność 09.01.12, 07:50
                nangaparbat - chyba uchwyciłaś w 100% o co mi chodzi.
                sabina - jaka jest według Ciebie prawidłowa motywacja do posiadania dzieci? Czy to może czysty popęd? Instynkt? Czy składowa tego, o czym piszemy?
                • cynta Re: moja mama vs. moja bezdzietność 09.01.12, 13:41
                  mary-101 napisała:

                  > sabina - jaka jest według Ciebie prawidłowa motywacja do posiadania dzieci? Czy
                  > to może czysty popęd? Instynkt? Czy składowa tego, o czym piszemy?

                  a moge ja tez odpowiedziec?
                  Czysty poped, instynkt i wszelka biologia. Oczywiscie ubrana w itelektualizm naszego gatunku a wiec nakladamy na to perspektywe ciaglosci rodzinnej, milosci rodzicielskiej itp. Kiedy przyjzysz sie zachowaniom zwierzat ktorych celem jest przezycie potomstwa, niczym sie one nie roznia od nas. Kobiety w okresie rozrodczym wychodza za maz tylko i wylacznie aby sie rozmnozyc... niestety .... sama mam 4 dzieci ;)
                • sabinac-0 Re: moja mama vs. moja bezdzietność 09.01.12, 14:05
                  mary-101 napisała:

                  > sabina - jaka jest według Ciebie prawidłowa motywacja do posiadania dzieci?

                  Ze to TY chcesz urodzic i wychowac dziecko (jesli maz sie dolacza do tej checi, wtedy jest super) - nie ze maz chce przedluzyc nazwisko, mama bawic wnusia, ludzkosc widziec ciaglosc itp. a Ty uwazasz, ze "powinnas" spelniac cudze oczekiwania.

                  Zauwaz: jesli NAPRAWDE chcesz wychowywac mlodego czlowieka (a nie dac progeniture rodzince), koniec koncow przestaje miec znaczenie czy urodzisz je Ty, czy inna osoba.
              • nangaparbat3 Re: moja mama vs. moja bezdzietność 09.01.12, 08:02
                Widzę, że bardzo Cię rozzłościłam. Nie wiem dlaczego.
                • sabinac-0 Re: moja mama vs. moja bezdzietność 09.01.12, 14:06
                  nangaparbat3 napisała:

                  > Widzę, że bardzo Cię rozzłościłam.

                  Nie, nie rozzloscilas mnie. To tylko luzne pogwarki na forum, jakim cudem moglyby kogokolwiek rozzloscic?
    • alimbale Re: moja mama vs. moja bezdzietność 13.12.12, 14:26
      Cześć, nie wiem czy ten blog jest nadal aktualny, ale chciałabym dołączyć do dyskusji. Staramy/staraliśmy się z mężem 5 lat i nic. Musze nauczyć się z tym żyć. Jest ciężko i fajnie mieć wsparcie osób z podobnymi problemami.
      Nie potrafię sie rozpisywać ale definitywnie tego potrzebuję. Powinnam jeszcze dołączyć do blogu: depresja, tylko że powodów depresji jest bardzo dużo, więc wolę pisać z wami, ponieważ moją depresję powoduje brak dziecka.
      Brak dziecka spowodowało też problemy w związku, czuję że nie ma on sensu. Ciągle się kłócę z mężem o wszystko.
      Bezdzietność spowodowała że odsunęłam sie od znajomych którzy maja dzieci, bo spotykanie z nimi było zbyt bolesne. Teraz nawet nie mam z kim się spotkać na kawie. Poza tym każdy zajęty jest swoją rodziną, której ja nie mam.
      Mogłabym tak pisać w nieskończoność.
      Chętnie popiszę o moich problemach, bo rozmawiać o nich nie mam z kim. Nie znam innej bezdzietnej pary z którą mogłabym porozmawiać.
      Co mi radzicie, piszcie.


      • woi.mi Re: moja mama vs. moja bezdzietność 29.12.12, 21:40
        Może poszukaj innego forum, gdzie jest więcej osób bezdzietnych, chcących adoptować np. Kojarzy mi się forum "Nasz bocian".
    • jedr-ek28 Re: moja mama vs. moja bezdzietność 29.12.12, 21:50
      Jak widzisz, Twoi rodzice nie wywierają na Ciebie żadnej presji, więc atmosfera jest jak najbardziej zdrowa. Co poradzić? Z przyczyn zdrowotnych nie będziesz mogła mieć dzieci i musisz się z tym pogodzić.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka