co_to_za_taki_swiat
06.05.12, 20:59
Świetnie, znów mnie dopadło. :/ 4 dni wolnego, ambitne plany... i cały ten czas poświęciłem na piciu i siedzeniu w necie. A teraz zdałem sobie sprawę z tego, jaki jestem beznadziejny, czuję do siebie wstręt, mam ochotę się zabić. Zrozumiałem już, że nie ma dla mnie nadziei. Kurwa, przechlałem cały długi weekend i teraz już wiem, że nigdy niczego nie osiągnę. Miałem czytać, pracować i nadrabiać zaległości.
Powiedzcie mi: dlaczego niektórzy rodzą się tak bardzo zjebani? Czy da się w ogóle z tego syfu wyjść, czy już zawsze tak będzie, raz trochę lepiej, raz trochę gorzej, ale nigdy dobrze? Nie mam już nadziei, że kiedykolwiek będzie choćby w miarę dobrze. Nie wierzę w to.