kol.3
27.05.12, 18:20
Znajoma mi się wyżaliła. Sąsiaduje ona na działce z bardzo zamożną rodziną. Dotąd stosunki były dobre, wzajemne herbatki, nawzajem świadczono sobie drobne przysługi i uprzejmości, przy czym znajoma tej rodzinie jakby więcej, bo pani domu z tej rodziny ciągle lata do niej z jakimiś prośbami, czasem w nadmiarze. Od paru miesięcy sąsiedzi mówili o potrzebie pilnego opróżnienia ze starych mebli swojego miejskiego domu, który idzie do remontu kapitalnego, okazało się jednak, że nie wiedzą co zrobić z niepotrzebnymi meblami, po prostu nie mają głowy ani czasu, aby rozdać, sprzedać, aby to jakoś zorganizować. Zaproponowali znajomej, że może by wzięła parę sztuk starych mebli. Dogadali się z nią co by chciała wziąć. Znajoma wobec tego opróżniła teren w swoim domu, powyrzucała swoje stare graty, aby zrobić miejsce pod meble od sąsiadów. I wtedy okazało się, że pani domu rodziny sąsiadującej postawiła weto, nie da niektórych mebli, chociaż nie wie co z nimi zrobić, twierdzi, że to za dobre meble i ich nie odda. W domyśle - mogłaby je sprzedać znajomej, za darmo nie da.
Znajoma twierdzi, że o te meble nie prosiła, sami się narzucili. Toteż wycofała się z brania mebli ale jest rozżalona, bo raz że wpuścili ją w kanał, po drugie jak jest potrzebna do przysług, to drogę do niej pani domu zna.
No i naszła mnie refleksja na temat chciwości i pazerności ludzkiej i postawy: nie dam, chociaż mi to niepotrzebne, dlaczego ktoś ma skorzystać za darmo.