strategia?

IP: *.toya.net.pl 06.07.04, 22:19
Wyobraźcie sobie człowieka, który ma potrzebę popierania tego, o czym mówi
(temat... każdy) przykładami ze swojego życia, pozytywnymi lub negatywnymi o
różnym stopniu intymności. To uznaje za istotny argument w dyskusji. Jednak
krytykę, powątpiewanie czy też inną, niż on założył, interpretację, uznaje za
zniewagę jego osoby a człowieka ją wygłaszającego, za pozbawionego taktu,
kultury....jednym słowem grubianina. Czegoś tu nie rozumiem.
    • ouk a może jakiś przykład... 06.07.04, 23:05
      ... taki z życia ... własnego... może ?
      • moc_ca Re: a może jakiś przykład... 06.07.04, 23:22
        Był tu ktos na forum kto przykłady z własnego, tudzież rodziny, życia mnożył
        bez opamiętania udzielając rad innym, jednocześnie motając się jak pajak we
        własne sieci. Całkiem podobny 'okaz' jak opisany przez Ciebie! :-)
        • Gość: konsternacja Re: a może jakiś przykład... IP: *.toya.net.pl 07.07.04, 08:55
          Co sądzisz o takim postępowaniu? Jeżeli ktoś podaje jako przykład własne życie,
          to chyba liczy się z oceną? Czyżby sądził, że czytający wpadnie w zachwyt? A
          poza tym, wydaje mi się, że trudno rozmawiać, jeżeli temat sprowadza się do
          własnej osoby lub sytuacji bliskich, wtedy każda riposta może urazić.
          • moc_ca Re: a może jakiś przykład... 07.07.04, 09:13
            Sądzę że powodem takiego argumentowania wypowiedzi jest przekonanie że rozmowca
            uwierzy w niezwykłe doświadczenie interlokutora, wszak jeśli przeżył coś na
            własnej skórze lub jego mama, wujek, babcia, kolega znalazł się w takiej
            sytuacji wówczas jego opinia, jego rady są jedynymi słusznymi, najbardziej
            trafionymi, słowem EKSPERT życiowy się nam trafia! :-)))
            • Gość: konsternacja Re: a może jakiś przykład... IP: *.toya.net.pl 07.07.04, 09:58
              Sądzę że powodem takiego argumentowania wypowiedzi jest przekonanie że rozmowca
              >
              > uwierzy w niezwykłe doświadczenie interlokutora, wszak jeśli przeżył coś na
              > własnej skórze lub jego mama, wujek, babcia, kolega znalazł się w takiej
              > sytuacji wówczas jego opinia, jego rady są jedynymi słusznymi, najbardziej
              > trafionymi, słowem EKSPERT życiowy się nam trafia! :-)))
              Chyba to też nie tak. Mnie także się zdarza podawanie przykładów z życia
              wziętych ale robię to raczej wtedy, kiedy chcę pokazac wyjątek a nie regułę.
              Może to tez źle? Najbardziej mnie zdumiewa potrzeba "spowiadania" sie przed
              obcymi ludźmi z intymnych spraw. Można sprawy nie zauważyć raz, drugi, trzeci
              ale za kolejnym takim podejściem czuję irytację bo mam wrażenie, że ktoś
              oczekuje ode mnie reakcji a nie bardzo czuję się upoważniona. Z kolei reakcja
              powoduje obrazę. I co z tym zrobić? W takich przypadkach zastanawiam się, czy to
              ze mną jest wszystko w porządku, stąd ten wątek :-)
          • j_ar Re: a może jakiś przykład... 07.07.04, 09:14
            to takie podpieranie braku logiki doswiadczeniem zyciowym, dosc zabawne prawde
            mowiac
            • Gość: konsternacja Re: a może jakiś przykład... IP: *.toya.net.pl 07.07.04, 09:59
              To nie jest zabawne, bo godząc się na rozmowę na takich zasadach, sprawiam komuś
              przykrość. Jaki wniosek? Nie rozmawiać?
              • j_ar Re: a może jakiś przykład... 07.07.04, 11:36
                jaka przykrosc? dlaczego?... jezeli nie mozesz wyargunmentowac swoich racji to
                mozesz wziac pod uwage racje wszystkowiedzacego, on tez moze miec dobre
                spojrzenie.. a jezeli chcesz miec cos jako sile przekonywania dla niego to
                wymysl po prostu historyjski i podawaj jako doswiadczenie swopich dobrych
                znajomych, skoro tak wazne w argumentacji jest doswiadczenie a nie logika
                • Gość: konsternacja Re: a może jakiś przykład... IP: *.toya.net.pl 07.07.04, 18:22
                  Biorę pod uwagę to, że każdy może mieć coś sensownego do powiedzenia i
                  próbowałam odpowiedzieć historyjką dotycząca znajomych....niestety, zostało to
                  przyjęte jako plotka...wyszłam na plotkarę. Ale mniejsza o to.
                  Dzięki za odpowiedzi
Inne wątki na temat:
Pełna wersja