ayelet
07.07.04, 10:26
Chyba tylko facet może zrozumieć psychikę drugiego faceta, więc może
moglibyście mi pomóc.
Mam męża i dziecko. Mąż od 3 lat jest na rencie (akurat likwidowali jego
firmę a że miał kłopoty z kręgosłupem dostał czasową rentę, na rehablitację).
Ja myślałam, że to będzie czasowa sprawa a potem sobie czegoś poszuka. A on w
ogóle ani o tym myśli. Z tego co mówi to chyba liczy, że ja go utrzmam do
końca życia.
Poza tym jak się urodziło dziecko zdecydowaliśmy, że on sie nim zajmuje a ja
wracam do pracy. Ja sądziłam, że zajmie się wszystkim w domu. A jak wracam to
czekają mnie pretensje, że nie gotuję, nie sprzatam,nie odkurzam. Czasami mam
wrażenie jakby miał pretensje o to, że nie umożliwiam mu spędzania życia na
kanapie z krzyżówkami w ręku.
Na wszelkie próby rozmowy słyszę jedno, że ja to bym umarłego do pracy
popędziła,a przecież tak nie jest, zgodziałam się , żeby nie pracował, na
razie też go nie wyganiam do pracy, ale chciałabym, żeby w czasie kiedy
dziecko pójdzie do przedszkola on, też żeby zaczął czegoś szukać. A tu
nic,mówi za to o następnym dziecku co mnie osłabia totalnie, nie muszę mowić
dlaczego?
Ja tego nie rozumiem, zawsze myślałam, że faceci się źle czują bez pracy,
lubią mieć świadomość, że utrzymują rodzinę a tu nic takiego, jak to możliwe?
Jak go poznałam wydawało mi się, że jest energicznym, przedsiębiorczym
facetem.
Kolega mi powiedział, że popełniłam błąd, że na początku mu postawiłam niską
poprzeczkę, czy to możliwe?
Czy on nie rozumie, że każda kobieta potzrebuje poczucia bezpieczeństwa,
faceta, który daje poczucie stabilizacji?