Dodaj do ulubionych

rozwód a wątpliwości?

14.01.13, 22:59
Witam Was. Moja historia jest dosć długa, obfita w mase nieprzyjemnych wydarzeń, jednak opisze to tylko "po łebkach". Mam męża od 6 lat, znamy sie 8 lat. Dwójka dzieci 2 i 5 lat. Chodzi o to, że maż od poczatku lubił przebywac z kolegami, pic alkohol, mnie traktował okrutnie. Ublizał mi, nigdy nie podniósł na mnie ręki, jednak jego słowa były straszne. Przezywał mnie dosc czesto, były to epitety np. idiotka, kretynka skonczona, tyle ułomnosci w jednej osobie jeszcze nie widziałem, lecz sie, jestes chora psychicznie, nic mi nigdy nie dałaś, kompletnie nic nie robisz, jestes tragiczna, jestes nikim itp. Słowa te bardzo obniżyły moja samoocenę. Ale najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, ze on potem mówi, ze wcale tak nie mysli i chciał mi tylko dopiec. W zeszłym roku jego sytuacje z alkoholem i kolegami były bardzo czeste i nasilone. Potrafił nie wracac do domu an noc, bo spał u kolegów. Ja ocknęłam sie dopiero we wrzesniu zeszłego roku, gdy on pewnego ranka, gdy zwróciłam mu uwage, ze powinien juz wstawac z łózka..., zaczał sypac we mnie epitetami i wulgaryzmami typu: wyp..., gów..., lecz sie itp. i z emocji wylał na mnie kawę, na szczescie juz schłodzoną. To wszystko widział nasz starszy 4-letni wówczas synek, który stał i tylko patrzył.. Ja spojrzałam na niego i juz wiedziałam, ze to koniec, po kilku jeszcze awanturach złozyłam w Sadzie pozew o rozwód bez orzekania o winie. Potem była jeszcze jedna sytuacja u męża z nocowaniem u kolegi i alkoholem. Ja wówczas zadzwoniłam na policje, gdyz próbowałam wejsc z dziecmi do domu, a on nie otwierał długo drzwi. No, w kazdym razie od tego momentu mąż przestraszył się, duzo zrozumiał, zaczął sie starac, zaczął uczeszczac na terapie dla osób uzaleznionych. Okazuje sie, ze nie jest uzalezniony od alkoholu fizycznie, tylko był psychicznie. Faktycznie dobrze sobie z tym radzi do dzis, nie musi pic. Ograniczyc kontakty z kolegami, stara sie opanowywac swoje emocje, wyzwiska... W listopadzie miala miejsce nasza sprawa rozwodowa, jednak na prosbe męża zawiesiłam ją, gdyz on obiecał, ze bedzie sie starał. I faktycznie starał się, lecz we mnie uczucie do niego zamieniło sie w lęk przed kolejnymi takimi sytuacjami z wyzwiskai. Wiem, ze juz wiecej nie zniosę. Boję sie, ze nedzie znowu mnie wyzywał, krzyczał, nie daj Boze przy dzieciach... Od wakacji zeszłego roku nie łaczy nas juz łóżko... Ja nie potrafie juz z nim być, emocjonalnie, w łóżku, przyzwyczaił mnie do tego wczesniej, do swoich nieobecnosci w nocy, do tego, ze zaczęłam czuc sie dobrze sama tylko z dziecmi, ze zaczełam myslec o przyszłosci bez niego... Odciełam sie od niego psychicznie, W zeszłym roku we wrtzesniu ja równiez zaczęłam uczeszczac na terapie, lecz dla rodzin osób stosujacych przemoc w rodzinie. Terapia indywidualna i grupowa bardzo mi pomaga, zrozumiałam, ze to, co działo sie u mnie w zwiazku nie było normalne! Ale wracajac do rzeczy, zawiesiłam postepowanie rozwodowe, bede mogła odwiesic je na wiosne. Nie wiem, co mam zrobic, bo jest tak, ze on jest teraz spokojny, próbuje panowac nad emocjami, wyzwiskami, jednak ostatnio nawet kilka dni temu była sytuacja, gdy powiedział, ze jestem pasożytem, że jestem kretynka, i znowu słowa typu :odpierd... sie. Przyznał wczoraj, ze nie potrafi zapanować nad wyrażaniem emocji. Ja natomiast boję się zblizyc do niego, bo boje sie, ze takie sytuacje znowu beda miały miejsce, szczególnie te wyzwiska, te słowa, ktore tak strasznie mnie ranią i powodują, że czuję się jak ścierka... Ja w tej chwili szukam pracy bardzo aktywnie, poza tym prowadze dom, wychowuje dzieci. Wczesniej pracowałam przez kilka dobrych lat, mam wykszt. wyższe, jednak po macierzynskim moja umowa została rozwiązana, a pracy jak na razie nie mogę znaleźć. Ja naprawde nie jestem pasożytem! Prowadzenie domu i wychowywanie dzieci to ciezka praca, ktora nie konczy sie o 16! Nie wiem juz co robic, bo z jednej strony chciałabym sie rozwieść, nie byłabym narazona wtedy na wyzwiska, na ewentualne sytuacje niemiłe, które moim zdaniem i tak w życiu bedą sie powtarzac. Poza tym nie dzielę z mężem łóżka i boję sie je dzielic. Wiem, ze on bardzo by chciał, jednak kilka razy słownie kiedys bardzo mnie zranił równiez jesli chodzi o sprawy intymne. Ja jestem atrakcyjną kobietą po trzydziestce, jednak on potrafił "podciać mi" skrzydła komentując kiedys moje "lenistwo" w łóżku. Jak moge byc aktywna, gdy mi mąż w łóżku dogryza. Przeciez kazdy człowiek wówczas raczej by sie zamknał. Zastanawiam sie, czy ten stan kiedys minie, czy ja jeszcze bede potrafiła sie na męża otworzyc. Owszem, mogłabym, na siłe, dla dobra rodziny byc z nim, ale nie umiem :( On mówi, bym zapomniała o przeszłosci, bo te sytuacje juz sie nie powtórzą, jednak to wszystko co robił i mówił we mnie jest. Jak mam sobie z tym wszystkim poradzic? Nie potrafie juz byc z nim blisko po tym wszystkim, po sytuacjach i wyzwiskach, które bądź co bądź miały miejsce jeszcze niedawno... Poza tym mój mąż jest bardzo zaborczy, podejrzliwy, nie wierzy gdy mówię mu prawdę, ma manie kontrolowania mnie, sprawdzania moich poczynań. Gdy np. mówię mu przez telefon, ze jestem na takiej a takiej ulicy i ze za chwileczke bede w domu (godziny ranne, powrót z przychodni z pobierania krwi), on potrafi krzyknąć na mnie przez telefon;"Kłamiesz! Wcale nie jestes tam, gdzie mówisz!" Ja wtedy jestem kompletnie zszokowana, ponieważ FAKTYCZNIE jestem tam gdzie mówię, opisuje dokładnie miejsce, nazwe ulicy, a on mi mówi, ze ja kłamię. No, naprawde rece opadają! Po kilku minutkach jestem faktycznie w domu. A on nadal nie moze uwierzyc, ze byłam tam, gdzie mówiłam, to troszkę dziwne. Ale jak dla mnie męczące i upokarzajace. Wiele było przykrych sytuacji w przeszłosci, ale skupiam sie teraz na tym, co sie dzieje. Jednak jego zachowanie nadal nie jest takie, jak powinno być. Co jakis czas wyrywa mu sie w złosci wyzwisko, wulgaryzm, straszy moje kolezanki, szantażuje mnie, ze nie powinnam miec z tą lub z tamtą koleżanką kontaktu. Mówi mi o nich straszne rzeczy mimo, ze to szanujace sie kobiety, mające pełne rodziny. Podsumowując: mąż bardzo chce byc ze mną, kocha nasdze dzieci, tatą jest dobrym, ale za to mnie traktuje źle, choc sie stara, zdarzają mu sie jeszcze wyzwiska, wulgaryzmy, nie wierzy mi, podejrzewa o różne przykre rzeczy (sam przyznał, ze chyba ma zespół Otella), nie potrafi zaufac, kontroluje, poucza. Nie zalezy mi juz na zwiazku z nim, szczerze. Poradźcie, dobre babki, co robić... Ja myśle o tym wszystkim codziennie od kilku miesiecy i juz mi głowa pęka z bólu.
Obserwuj wątek
    • l.witch.l Dlugi ten post.... 14.01.13, 23:22
      Zyjesz z alkoholikiem. Tu sie nie ma co zastanawiac. Tylko uciekac jak najdalej.

      Poszukaj pracy bys byla niezalezna...teraz widzisz czym jest alkohol- to nie zarty. Szkoda jedynie dzieci.

      Z alkoholizmu czlowieka sie nie wyleczy. Zawsze bedzie cos sie dzialo w glowie takiego nawet jak nie pije, to jest agresywny.
      Alkohol wywoluje uszkodzenie kory mozgowej oslabia odradzanie sie szarych komorek, taki czlowiek spada w swoim czlowieczenstwie prawie do zera.

      Ratuj swoje dzieci. Poczytaj sobie forum o DDA tam pisza dzieci alkoholikow. To duza tragedia.
    • szaman.ka Re: rozwód a wątpliwości? 14.01.13, 23:46
      Jak czytam Twój post to mi się przypomina film :"Sypiając z wrogiem".
      Masz jeszcze wątpliwości czy masz opuścić swego największego wroga?
      Kobieto,chyba ta przemoc psychiczna ,którą wobec Ciebie stosował rzeczywiście wywarła taki skutek,że nie potrafisz teraz zatroszczyć się o siebie, tylko zastanawiasz czy nie złożyć siebie w ofierze na ołtarzu małżeństwa?
      Nie łudź się,że terapia jaką odbywa Twój mąż nie przemieni go w aniołka.Może jakiś czas powstrzymać się od picia,ale wcale nie jest pewne,że tak będzie na zawsze.Poza tym jak sama widzisz,jego skłonność do przemocy i poniżania Cię ujawnia się nawet teraz, bez alkoholu.
      A Ty się jeszcze zastanawiasz?
      • ach_dama_byc_z_kanady Re: rozwód a wątpliwości? 15.01.13, 04:38
        Mam pytanie

        a co TY naprawde chcesz?

        zostac, czy odejsc?

        Minnie
        • tiramisu80 Re: rozwód a wątpliwości? 17.01.13, 19:11
          Racja, nie odpowiedziałam, juz odpowiadam DAMO :)

          Wolałabym odejsć. Nie słyszec przykrych słów i czepialstwa. Choć będzie to ciezkie dla niego, równiez dla jego taty, który jest wspaniałym człowiekiem, pomaga nam i sie nami przejmuje. Serce go boli, gdy u nas jest źle, choc o wiekszosci sytuacji nie wie.
          • ach_dama_byc_z_kanady Re: rozwód a wątpliwości? 18.01.13, 02:36
            tiramisu80 napisał(a):
            Wolałabym odejsć. Nie słyszec przykrych słów i czepialstwa. Choć będzie to ciezkie dla niego, równiez dla jego taty, który jest wspaniałym człowiekiem, pomaga nam i sie nami przejmuje. Serce go boli, gdy u nas jest źle, choc o wiekszosci sytuacji nie wie.

            Nareszcie :)

            I sprawa jasna jak slonce.
            Chesz odejsc. To odejdz.

            Za meza szczescie a zwlaszcza dobrego taty -odpowiedzialna nie jestes.
            to dorosli ludzie, przezyja to, i nie tylko ze pzrezyja,
            poradza sobie z tym,, poukladaja ten rozwod. nie tylko, bedzie lepiej i zdrowiej i dla nich
            jak skonczy sie ten dramat.

            Co jest najwazniejsze to abys ty po pierwsze nie zyla wiecej w strachu i pzremocy
            a co jeszcze wazniejsze nie wychowala dzieci w zlym - bardzo zlym przykladzie.
            Bo jak na razie, zebys nie wiem jaksie starala, twoj syn nauczy sie radzenia ze stresem
            od tatusia,
            a corka od ciebie. -
            - Bo ty na to pozwolisz, jesli zostaniesz.

            Musisz zdac sobie z tego sprawe.

            Jestes silniejsza niz ci sie wydaje. Poradzisz sobie, na pewno, i to lepiej niz z nim.
            Nie boj sie :)

            Minnie
      • leda16 Re: rozwód a wątpliwości? 15.01.13, 08:00
        szaman.ka napisała:


        > A Ty się jeszcze zastanawiasz?


        Nie tak łatwo zamienić trzaskanie garami w domu i beztroską zabawę z dziećmi na pracę dwu etatową, wstawanie rano o szóstej, 8 godzin za niską pensyjkę, a drugie tyle w domu jako samotna matka, rozwódka, już za darmochę, gdy mąż przestanie łożyć kasę na nią i na jej " terapie".
        • ach_dama_byc_z_kanady Re: rozwód a wątpliwości? 16.01.13, 01:02
          leda16 napisała:
          Nie tak łatwo zamienić trzaskanie garami w domu i beztroską zabawę z dziećmi na pracę dwu etatową,

          trzaskanie garami i "beztroska zabawa"??
          mam watpliwsci czy ty umiesz czytac ze zrozumieniem:

          Ja nie potrafie juz z nim być, emocjonalnie, w łóżku, przyzwyczaił mnie do tego wczesniej, do swoich nieobecnosci w nocy, do tego, ze zaczęłam czuc sie dobrze sama tylko z dziecmi, ze zaczełam myslec o przyszłosci bez niego..

          Nie wiem juz co robic, bo z jednej strony chciałabym sie rozwieść, nie byłabym narazona wtedy na wyzwiska, na ewentualne sytuacje niemiłe, które moim zdaniem i tak w życiu bedą sie powtarzac. Poza tym nie dzielę z mężem łóżka i boję sie je dzielic.

          Nie potrafie juz byc z nim blisko po tym wszystkim, po sytuacjach i wyzwiskach, które bądź co bądź miały miejsce jeszcze niedawno... Poza tym mój mąż jest bardzo zaborczy, podejrzliwy, nie wierzy gdy mówię mu prawdę, ma manie kontrolowania mnie,
          sprawdzania moich poczynań. Gdy np. mówię mu przez telefon, ze jestem na takiej a takiej ulicy i ze za chwileczke bede w domu (godziny ranne, powrót z przychodni z pobierania krwi), on potrafi krzyknąć na mnie przez telefon;"Kłamiesz! Wcale nie jestes tam, gdzie mówisz!"



          to ma byc
          BEZTROSKIE ???

          to jest przeciez zycie w 24/7 horrorze, na ktory patrza sie DZIECI.
          Co gorsza, z ojca bierze przyklad syn, ktory wyrosnie na takiego samego drania
          a z corki - rosnie taka sama ofiara jak matka.

          rece opadaja....

          Owszem, nie tak latwo ale lepiej- i dla zony i dla DZIECI.

          Minnie
          • leda16 Re: rozwód a wątpliwości? 16.01.13, 07:57
            ach_dama_byc_z_kanady napisała:
            > trzaskanie garami i "beztroska zabawa"??
            > mam watpliwsci czy ty umiesz czytac ze zrozumieniem:


            A cóż Ona robi innego w tym domu? Zakupy, gotowanie, zabawa z dziećmi , itp. Przecież to są zajęcia łatwe, miłe i przyjemne dla kogoś o mentalności kury domowej. A niby po wyższych studiach...Tyle, że w łóżku niedopieszczona i bez szacunku traktowana. Ale to jest cena, którą płaci za siedzenie w jego kieszeni. I wniosek stąd jeden - albo chłopu ciężko przychodzi utrzymanie domu więc go wkurza, że on musi o 5-tej wstać do roboty podczas gdy ta spokojnie przewraca się na drugi bok w cieplutkim łóżku, zamiast chociaż 800 stówek przynieść co miesiąc do domu, albo wyszła za chama, dała sobie spłodzić 2 dzieci i od 6-ciu lat dla wałkonienia się w domu chama toleruje. Ciekawe, jak długo miała zamiar to ciągnąć. Przecież te trwające od lat wyzwiska mają jakąś przyczynę a ona dawała na to przyzwolenie. No i to manipulowanie swoją dostępnością seksualną - żałosne. Natomiast w te codzienne "noclegi u kolegów" 32 letniego faceta nie wierzę. Raczej u kochanki, ale wtedy sprawa jest prosta - rozwód z winy męża. Ta niby wyższe studia ma ukończone a zdolność przewidywania skutków swoich poczynań gorsza niż u ociężałej umysłowo. Rozwód bez orzekania o winie :))). W łóżku nie potrafi...to jest najważniejsze...A w ogóle trzyma się tego chłopa jak rzep psiego ogona i siedzi na jego utrzymaniu nie myśląc kto ją utrzyma jak będzie miała 40 lat, skoro teraz tak ją traktuje, to za 5 lat dostanie od niego kopa w dupę. Chłopu co miesiąc odkładają się składki rentowe i emerytalne. A Ona? Na naszym utrzymaniu chce być?


            > [i] Nie wiem juz co robic, bo z jednej strony[b] chciałabym sie rozwieść, nie b
            > yłabym narazona wtedy na wyzwiska,


            A o to, że będzie narażona na bezrobocie i nędzę jakoś się nie troszczy.


            >
            > to ma byc
            > BEZTROSKIE ???


            To jest życie kobiety głupiej i zacofanej. Takie życie zorganizowała sobie na własne życzenie. Widać te studia ukończone tylko we własnej wyobraźni a miotła jako sposób na życie nie bardzo pasuje. Jak baba plaszczy dupę w domu, to musi być wybór OBOJGA, nie jej samej. On ją po prostu wyzwiskami typu "pasożyt" motywuje do roboty. I musi do niej iść wcześniej czy później. Im wcześniej, tym lepiej. Powinna to zrozumieć już 2 lata temu. Ale zamiast myślenia, wzięła się za rodzenie następnego dziecka. Po co, żeby mieć następny pretekst do siedzenia w jego kieszeni? Teraz zaś najważniejszy jest rozwód, nie praca.

            • tiramisu80 Re: rozwód a wątpliwości? 16.01.13, 22:48
              Leda, dziekuję Tobie za to, ze napisałaś, ale te słowa od Ciebie są straszne, nie znasz mnie. Ja bardzo chcę isć do pracy, mam duzego doła, bo nie mogę jej obecnie znaleźć, choć nie poddaję się. Nie mam mentalnosci kury domowej, Nie mam pracy od ponad roku, fizycznie 2,5 roku. Jest mi z tym źle. Mimo ukończonych studiów i doświadczenia zawodowego obecnie chciałabym znaleźć pracę obojetnie gdzie, szukam również jako sprzataczka, choć tam przeważnie chca osoby ze stopniem niepełnosprawności. Wcale nie gardzę taka pracą! Wykonuję ja przecież na codzień, a przynajmniej w pracy ktos by mi za nią płacił.

              "W łóżku niedopieszczona"... - możesz mi wierzyć, ze nie to jest dla mnie priorytetem. Mam inne zmartwienia na głowie. Chciałabym, by maż był ze mnie dumny, chciałabym dać mu to, na co obecnie zasługuje, ale jest we mnie ból z przeszłosci, który on stworzył. Pisząc to płaczę, bo kur.de sama nie wiem, czy problem tkwi we mnie, czy ja jestem zbyt wrażliwa, moze wyzwiska i wulgaryzmy w zwiazkach są czyms normalnym, a ja się rozczulam lub jestem zbyt wrażliwa, by te obelgi unieść? One mnie strasznie dołują i sprawiają, że czuję się nikim...

              Toleruję jego zachowania... to jest właśnie ten problem , masz rację, od kilku lat to samo, niemiła sytuacja, potem kilka dni spokoju(ja szczesliwa) i mam nadzieje, ze TO złe juz sie nie powtórzy, potem znowu to samo..., a ja ciagle przyjmowałam to "przepraszam" i dawałam szansę, znów wierzyłam, ze sie nie powtorzy i tak na okragło... Ale muszę wspomniec, ze TERAZ sie uspokoił, jest dobrze, tylko boje sie... na jak długo. To mnie tak bardzo zastanawia, ciagle o tym myślę i boję sie, ze sie powtórzy. A moze właśnie chciałabym? Może tak byłoby lepiej? Wtedy moze ostatecznie podjęłabym kroki tylko w jedną stronę bez wyrzutów sumienia?

              Jeśli chodzi o nocowanie u kolegi naszego i picie.. to faktycznie było tylko picie, mąż ma taki ciezki charakter, ze nawet nie potrafi obejrzec sie za kobieta. Wolałabym wlasnie, by wyluzował, by nie był taki zaborczy wobec mnie, by potrafił z kims pogadac, posmiac się (chodzi o kobiety), a on nic, niezłomny i wymagajacy tego samego ode mnie.

              Trzymam sie chłopa jak rzep psiego ogona, cos w tym jest, ale wiesz dlaczego? Dlatego, ze jest dobrym ojcem i nie chcę robic mu przykrosci i ograniczac kontaktów z dziecmi, to wlasnie mnie przy nim trzyma. Dla niego traumą byłoby rozstanie z maluchami. Owszem, po rozwodzie tata moze przychodzic, nawet nocowac z nimi itd., ale to nie to samo, wiem, ze serce będzie mu za nimi pękać.

              Płaszczenie dupy w domu" - nie płaszcze mojej d... :) , cały czas załatwiam sprawy zwiazane z dziecmi , domem, sprzatam, tak wyglada cały dzien, nie moge usiasc sobie z nogami do góry. Przyzwyczaiłam sie do tego ciagłego ruchu i sprzątania, schudłam bardzo mocno, grozi i anemia, mam bardzo niski poziom żelaza, małą ilość pustych czerwonych krwinek. Jestem po badaniach, zażywam Mg i Fe, mam nadzieje, ze mi to jakos pomoże. W końcu jestem matką i prowadzę dom, musze sie trzymać, muszę mieć siłę.

              Drugie dziecko było po to, by właśnie mieli siebie nawzajem. By starszy miał brata :) By nie był sam. To była dobra decyzja, są razem, świetnie się bracia dogadują. Wtedy faktycznie miałam klapki na oczach, twierdziłam, ze sytuacja w moim domu jest normalna. Robiłam wszystko, by było ok. Nie żałuję, ze chłopcy są na świecie, sa wielką radością i zrobię wszystko, by byli spokojni i szczęśliwi. Tylko nie wiem co..., właśnie nie wiem, co... Mam czekać na kolejną złą sytuację? Moze już tych złych nie będzie? Ciekawi mnie to, dlatego czekam, obserwuję, choć już wczesniej, gdy były te akcje sytuacje, byłam pewna, zorganizowana, szczesliwa, pełna sił, ze sobie poradze, pełna dobrych, choc skromnych planów na przyszłosc, ale była przede mną wizja spokoju dla mnie i dzieci... A teraz nie wiem, co robić.
              pozdrawiam
            • ach_dama_byc_z_kanady Re: rozwód a wątpliwości? 17.01.13, 01:23
              leda16 napisała:
              To jest życie kobiety głupiej i zacofanej. Takie życie zorganizowała sobie na własne życzenie. Widać te studia ukończone tylko we własnej wyobraźni a miotła jako sposób na życie nie bardzo pasuje. Jak baba plaszczy dupę w domu, to musi być wybór OBOJGA, nie jej samej. On ją po prostu wyzwiskami typu "pasożyt" motywuje do roboty. I musi do niej iść wcześniej czy później. Im wcześniej, tym lepiej. Powinna to zrozumieć już 2 lata temu. Ale zamiast myślenia, wzięła się za rodzenie następnego dziecka. Po co, żeby mieć następny pretekst do siedzenia w jego kieszeni? Teraz zaś najważniejszy jest rozwód, nie praca.

              Wiesz co Leda?
              ty powinnas poznac sie z jej mezem i razem zamieszkac. swietnie pasujecie do siebie...

              Minnie
        • tiramisu80 Re: rozwód a wątpliwości? 16.01.13, 22:27
          leda, dziekuje za wpis, juz odpowiadam:

          Mąż nie łozy na moja terapię, gdyż ta terapia jest zupełnie bezpłatna, inaczej nie mogłabym sobie na nia pozwolić. To bezpłatna terapia w ośrodku terapeutycznym. Sa tam odpowiedni terapeuci dla osób uzależnionych od środków psychoaktywnych, jak alkohol, marihuana, jak również od komputera i mnóstwa innych rzeczy. Ja uczęszczam tam na terapię dla RODZIN osób uzależnionych i/lub stosujących przemoc fiz./psych.

          To zupełnie bezpłatne.


          A jeśli chodzi o pracę męża. On ma dział. gosp., która jak na razie niezbyt dobrze prosperuje, jednak on nie wstaje rano, nie chodzi do pracy, śpi do 10-11-12:00... To ja wstaje wcześnie rano, myję im ząbki, ubieram, robię, mleko, śniadanie, sprzątam w domu, robię obiad itd. Starszy chodzi do przedszkola, więc przygotowuję go i zaprowadzam do przedszkola.
    • leda16 Re: rozwód a wątpliwości? 15.01.13, 07:54
      tiramisu80 napisał(a):
      z
      > łozyłam w Sadzie pozew o rozwód bez orzekania o winie.




      I to największa głupota jaką mogłaś zrobić. Nie wiesz przecież co cię jeszcze w życiu spotka. A jak na przejściu dla pieszych potrąci cię auto i wyjdziesz z tego z paraliżem kończyn dolnych, choroba nowotworowa albo coś w tym stylu. To są sytuacje nieodwracalne. W przypadku rozwodu bez orzekania o winie ( a z tego co piszesz wynika, że masz podstawy do rozwodu z winy męża) on wobec Ciebie nie ma żadnych obowiązków alimentacyjnych. Na rentę też nie masz co liczyć, bo za "pracę w domu" ZUS Ci nie zapłaci. Zostaniesz z ręką w nocniku. Więc pierwsze co musisz zrobić, to zmienić pozew na rozwód z orzeczeniem winy męża.


      Potem była jeszcze jedna
      > sytuacja u męża z nocowaniem u kolegi i alkoholem. Ja wówczas zadzwoniłam na p
      > olicje, gdyz próbowałam wejsc z dziecmi do domu, a on nie otwierał długo drzwi.


      Jak to, nie masz kluczy od własnego domu czy też usiłowałaś z dziećmi wedrzeć się do mieszkania kolegi?


      Ograniczyc kontakty z kolega
      > mi, stara sie opanowywac swoje emocje, wyzwiska...


      Dziwne jest to, co piszesz, bo skoro sama masz wyższe wykształcenie, to chyba nie wyszłaś za mąż za jakiegoś prymitywnego łoma po zawodówce. Tymczasem mąż zachowuje się jak typowy menel i ci jego "koledzy"...wszyscy z patologii, którzy zamiast nocować z żonami, zajmować się dziećmi, twojego chłopa biorą sobie na noc do łóżka?



      Ja nie p
      >W zeszłym roku we wrtzesniu ja równiez zaczęłam uczeszczac na
      > terapie, lecz dla rodzin osób stosujacych przemoc w rodzinie. Terapia indywidua
      > lna i grupowa bardzo mi pomaga,


      A kto się opiekuje dziećmi jak ty tak zawzięcie ganiasz po terapiach? Terapie ani Tobie ani im chleba nie zapewnią. I widać nie pomogły skoro nadal to mąż utrzymuje rodzinę a Ty się "dokładasz" przewracając gary w kuchni.


      zrozumiałam, ze to, co działo sie u mnie w zwia
      > zku nie było normalne!


      Widać też pochodzisz z rodziny "nienormalnej" skoro zaraz po ślubie tego nie zauważyłaś.



      .. Ja w tej chwili szukam pracy bardzo aktywnie, poza tym prowadze dom, wycho
      > wuje dzieci. Wczesniej pracowałam przez kilka dobrych lat, mam wykszt. wyższe,
      > jednak po macierzynskim moja umowa została rozwiązana, a pracy jak na razie nie
      > mogę znaleźć.


      A po jakich studiach jesteś? Poza tym, po rozwodzie bez orzekania o winie kto cię będzie utrzymywał?


      Ja naprawde nie jestem pasożytem! Prowadzenie domu i wychowywani
      > e dzieci to ciezka praca, ktora nie konczy sie o 16!


      No nie przesadzaj. Setki tysięcy kobiet pracują zawodowo, prowadzą dom i wychowują dzieci. Ty masz ten komfort plaszczenia tyłka w domu, za co płacisz pewną cenę. Więc albo to znosisz, albo załatwiasz sobie drugi etat i codziennie lecisz do roboty a po powrocie z uśmiechem na ustach wykonujesz tę "ciężką" pracę w domu. Coś Ty sobie wyobrażała, że założenie rodziny to życie lekkie, łatwe i przyjemne?


      Nie wiem juz co robic, bo
      > z jednej strony chciałabym sie rozwieść, nie byłabym narazona wtedy na wyzwiska
      > , na ewentualne sytuacje niemiłe, które moim zdaniem i tak w życiu bedą sie pow
      > tarzac. Poza tym nie dzielę z mężem łóżka i boję sie je dzielic. Wiem, ze on ba
      > rdzo by chciał, jednak kilka razy słownie kiedys bardzo mnie zranił równiez jes
      > li chodzi o sprawy intymne. Ja jestem atrakcyjną kobietą po trzydziestce,


      Skoro nie wypełniasz należycie obowiązków żony, a facet chciałby "łóżka", to wcześniej czy później zacznie cię zdradzać i sam wniesie pozew o rozwód. Będzie wówczas na lepszej pozycji przetargowej niż ty. Sąd przysądzi mu głodowe alimenty na dzieci, góra jakieś 600 zł na dwoje a ty zostaniesz na lodzie. Nie piszesz jak z mieszkaniem, może trzeba będzie się wynieść. Rynek pracy jest trudny i będzie trudny przez parę najbliższych lat. Więc zacznij wreszcie trzeźwo patrzeć na życie. Dzieci do żłoba, ty do roboty na 2 etaty a w sądzie rozwód z winy męża. Mam nadzieję, że byłaś na tyle przezorna, żeby nagrać na dyktafon to jego "ranienie" i wyzwiska. Inaczej sąd ci po prostu nie uwierzy, da rozwód bez winy albo coś gorszego - np. ustali miejsce pobytu dzieci przy...ojcu.


      > Jak moge byc aktywna, gdy mi mąż w łóżku dogryza. Przeciez kazdy człowiek wówcz
      > as raczej by sie zamknał. Zastanawiam sie, czy ten stan kiedys minie, czy ja je
      > szcze bede potrafiła sie na męża otworzyc.


      Przypuszczam, że dla takiego prymitywa Twoje "otwieranie się" interesuje go tylko w jednym, wąskim zakresie. Reszta może nie istnieć. Na dom płaci pewnie wystarczająco, bo tu nie narzekasz. Po rozwodzie może być z tym tylko gorzej.



      (sam przyznał, ze chyba ma zespół Otella),


      Nie sądzę. Zresztą jakie to ma znaczenie?


      Ja myśle o tym wszystkim codziennie od kilku miesi
      > ecy i juz mi głowa pęka z bólu.



      I dopóki będziesz "myśleć" zamiast działać, nic nie zyskasz. Materia jest twarda, na myślenie odporna.
      • tiramisu80 Re: rozwód a wątpliwości? 16.01.13, 23:04
        Co do alimentów, mam swój honor, nie chcę nic dla siebie, tylko dla dzieci. Nie chce, by ktos myslał o mnie źle, dlatego złozylam pozew bez orzekania o winie. Ja chce miec tylko spokój i szacunek.

        Jeśli chodzi o klucze, owszem, mam swoje klucze, ale on wczesniej od nas wszedł do środka i zamknął się od środka, a wówczas osoba z zewnatrz nie otworzy drzwi, choćby nie wiem, co.

        Wykształcenie męża, równiez wyzsze, jest bardzo inteligentnym facetem, tzw. "madra głowa", na wszystko ma dobre rady, elokwentny, ąz mnie to czasem przeraza, bo jak widać w stosunkach z żoną źle wykorzystuje swoje mozliwosci rozumowe - ma urojenia zdrady, podejrzenia, chęć kontroli (zespół Otella), choc wspomne znów, ze teraz stara sie nad tym panowac.


        Jeśli chodzi o terapię to ona pomaga mi psychicznie wyjsc z dołka, buduje we mnie motywację, dzieki temu potrafie wrócic do domu usmiechnieta, pełna energii, dowartosciowana, czego maż mi nie daje... , a czego potrzebuję, ponieważ konieczna jest pewnosc siebie w poszukiwaniu pracy i w dawaniu dzieciom radosci, usmiechu Nie chce, by widziały matke płaczaca, smutna i zdołowaną.
        W osrodku terapeutycznym jest swietlica, wiec w trakcie trwania spotkania mozna powierzyc dzieci pani opiekunce, są tam zabawki, sala bardzo ładna, zadbana, kolorowa. Jeśli maż jest w domu to on zajmie sie dziecmi, jesli nie, to wlasnie swietlica lub sąsiadka raz kiedys, czasem moja babcia.

        Mieszkanie jest nasze wspólne, choc zakupione z pieniedzy ze sprzedazy mojego mieszkania od rodziców. On nie jest takim chamem raczej, który chciałby zabrac mi dzieci, choc kto wie. Czesto mi tym groził, ze zabierze mi dzieci.
        Nagrania miałam, ale on pewnego razu wyrwał mi telefon i wszystko pousuwał :( Zdązyłam moze trzy nagrania przesłać na serwer na moją pocztę.

        Na dom płaci, owszem, opłaty są dokonywane, choc czesto dzwoni do mie lub do niego ktos, bo rata kredytu niezapłacona itp., z zapłata przedszkola tez sie ociąga, a to przeciez priorytet. Jeśli chodzi o pieniadze, gdy ja czegos potrzebuję... nie umiem go prosic, nie mogę, mam opory, zreszta nie patrze na siebie, ja niczego nie potrzebuje, ważne, ze mam z czego zrobic dzieciom sniadanie, kupic chlec do domu itd. Zreszta on woli nie dawac mi pieniedzie, tylko sam robi zakupy. Jak juz wspomniałam lubi niec kontrole, ja jestem bardzo oszczedna i jak wspomniałam nie wydaje pieniedzy na siebie jesli je mam, no, ale jaos tak wyszlo, ze od tych spraw finansowych jestem niestety odcieta.
      • ach_dama_byc_z_kanady Re: rozwód a wątpliwości? 22.01.13, 02:24
        leda16 napisała:
        Dziwne jest to, co piszesz, bo skoro sama masz wyższe wykształcenie, to chyba nie wyszłaś za mąż za jakiegoś prymitywnego łoma po zawodówce. Tymczasem mąż zachowuje się jak typowy menel i ci jego "koledzy"...wszyscy z patologii, którzy zamiast nocować z żonami, zajmować się dziećmi, twojego chłopa biorą sobie na noc do łóżka?

        > A po jakich studiach jesteś? Poza tym, po rozwodzie bez orzekania o winie kto c
        > ię będzie utrzymywał?


        > No nie przesadzaj. Setki tysięcy kobiet pracują zawodowo, prowadzą dom i wychow
        > ują dzieci. Ty masz ten komfort plaszczenia tyłka w domu, za co płacisz pewną c
        > enę. Więc albo to znosisz, albo załatwiasz sobie drugi etat i codziennie lecisz
        > do roboty a po powrocie z uśmiechem na ustach wykonujesz tę "ciężką" pracę w d
        > omu. Coś Ty sobie wyobrażała, że założenie rodziny to życie lekkie, łatwe i prz
        > yjemne?


        Leda, leje cie twoj najdrozszy, i to na trzezwo? wyzywa od starych pasztetowych qrew?
        bpoisz sie odejsc?

        to powiedz to po prostu, zamiast wyzywac sie na bogu ducha winnej kobiecie.

        Minnie
    • to.niemozliwe Re: rozwód a wątpliwości? 16.01.13, 06:08
      Poczytaj sobie forum "Rozwod i co dalej". Nie rozumiem dlaczego bez orzekania winy, skoro naprawde z jego winy. I wcale nie bedzie szybciej i grzeczniej. Troche reprezentujesz postawe, "niech pije i bije, byle portki w domu byly". Ale to zrozumiale, bo dziewczynki sa socjalizowane do zaspokajania potrzeb innych, kosztem swoich.
      Tez to robisz.
    • tiramisu80 Re: rozwód a wątpliwości? 16.01.13, 22:20
      Witam

      W odpowiedzi na pytania:
      Zajmuję się dziećmi i domem, owszem, są to obowiazki, jest i przyjemnosć. Nie mam za bardzo czasu na zabawę z nimi, choć staram się jak mogę. Szukam ambitnie pracy, chodzę na spotkania, prezentacje, rozmowy rekrutacyjne, mimo doświadczenia na stanowiskach: tłumacz niemieckiego, referent sprzedaży, księgowa, asystent biura, nie mam niestety jak na razie szczęścia :(
      Nie mam wygórowanych potrzeb jeśli chodzi o moją osobą, nie siedzę w kieszeni męża i uwierzcie bardzo nie chce. Gdy brakuje mi jakiejs rzeczy, chodzę do lumpeksu (nie chwaląc się jestem mistrzynią w znajdowaniu fajnych ciuchów). Chodzę tylko wtedy gdy już naprawdę czegos potrzeba, np. spodnie. Jeszcze rok temu, gdy miałam dochód mogłam pozwolić sobie na miłe "buszowanie" w ciuszkach tanich, teraz niestety nie. Nie mam dostępu do pieniedzy męża i nigdy nie miałam. On nigdy nie wtajemniczał mnie w swoje sprawy zawodowe, trochę nad tym ubolewam, ponieważ ja bardzo lubię rozmawiać, wspierac i rozmowa o pracy na pewno byłaby kolejnym miłym tematem własnie do wieczornej konwersacji :( Nie zależy mi na pieniądzach tylko na spokoju psychicznym, gdyż od kilku lat zawsze po różnych niemiłych sytuacjach dawałam mu szansę. W zeszłym roku jednak on zdeptał mnie psychicznie, złamał mi serce piciem, wyzwiskami, pękłam i pogodziłam sie z tym, ze on taki jest, postanowiłam odejsć. On jednak teraz się zmienił, a ja... jestem zraniona... tamtymi rzeczami..., one we mnie są, siedzą jak nie wiem jakie cholerstwo i nie chcą wyjsc, bym mogła znów z uśmiechem być z nim, przyjąć go. Jest to dla mnie smutne, choc z drugiej strony boję się, że wyzwiska i agresja znów mogą wrócić.
      Zastanawiam się nad jedną sprawą, maż jest zdiagnozowany przez terapeutę jako nieuzależniony fizycznie, ale BYŁ psychicznie przez ten okres czasu, gdy tyle pił. Jak to jest z tym uzależnieniem, czy należy sie go bać? Czy należy być czujnym wówczas, gdy on teraz wypije sobie piwko wieczorem dwa razy w tygodniu? Wydaje mi się jak na razie, ze on faktycznie nie potrzebuje alkoholu, że w porę dzięki mnie sie opamiętał i nie przekroczył tej strasznej, cienkiej linii uzależnienia.
      Jesli chodzi o"łóżko", mąż zablokował we mnie "te" sprawy. Nie potrzebuję tego, nie potrafię wkroczyc z nim na nowo w sprawy intymne po tym, co było. W łóżku też potrafił mi ubliżyć, dopiec, zranić słownie. Dlatego mam teraz takie opory. Uwierzcie, nie chciałabym mieć. Chciałabym, by wszystko było dobrze, by sie ułożyło. Wiec dlaczego te sytuacje, które BYŁY zostawiły we mnie taki ślad, który stworzył niechęć do męża?


      Bardzo Wam dziekuję za wszystkie wpisy, również te dla mnie niemiłe, ponieważ one dają mi dużo do myślenia, do przeanalizowania moich poczynań, moze ja robie coś źle? Sama już nie wiem, staram, a raczej starałam sie z całych sił, by był szczęśliwy. Zawsze robiłam wszystko, by jemu było dobrze, by się nie zdenerwował, by był szczęśliwy. Od czasu, gdy był ten incydent z wylaniem na mnie kawy i wyzwiskami, przy którym było dziecko zrozumiałam, że powinnam pomysleć o dzieciach i o sobie samej.

      Dziękuję raz jeszcze za wpisy i proszę o jeszcze. Może jakieś odpowiednie rozwiązanie wpadnie mi do głowy...
      • kryska-etka Re: rozwód a wątpliwości? 16.01.13, 22:26
        tiramisu80 napisał(a):


        >
        > Dziękuję raz jeszcze za wpisy i proszę o jeszcze. Może jakieś odpowiednie rozwi
        > ązanie wpadnie mi do głowy...

        rozwiązanie jest tylko jedno:
        Odejść, zabrać dzieci, wyciągnąć kasy jak najwięcej ( koniecznie orzekanie o winie musi być), iść na terapię, zacząć wszystko od początku bez popełniania tych samych błędów.
        • kryska-etka Re: rozwód a wątpliwości? 16.01.13, 22:28
          I to jak najszybciej!!!!!!!!!!!!!!!
      • kobza16 Re: rozwód a wątpliwości? 16.01.13, 22:35
        ech, a ja napiszę tak:
        dobrze ze byl ten incydent z kawą i wyziskami - może wkoncu kobieto się otrząsniesz i zrozumiesz jak marnujesz swoje zycie. Marnujesz tez zycie swoich dzieci.

        Dlaczego tak sie upierasz aby z nim byc? Jesli nawet głęboko w sobie pali ci się czerwony otrzegawczy sygnał??? Dobrze wiesz co masz robic, dlaczego się samooszukujesz?

        To mi niestety przypomina moją znajomą, ktora "jest" z facetem 10 lat, babka po 30stce, on ja zdradza, wyzywa, obgaduje przy innych, nawet pobił, a ona dalej z nim jest. Tzn od kilkunastu miesięcy twierdzi, ze juz psychicznie się od niego odcięła, ale fakty sa takie ze z nim jest nadal. Teraz to tylko taki "znajomy" z ktorym tak przy okazji sypia i ktory tak przy okazji kupuje jej rozne rzeczy. Gość jest lekarzem.
        Mimo, ze moją znajomą lubię, to w niej jest coś takiego samego co w tobie - dupowatość i niewolnicza mentalność.

        Złoz pozew o rozwod z jego winy i stan na nogi! Z nim związku bedzie coraz gorzej, nie oszukuj siebie, bo wiesz, ze on sie NIE ZMIENIL!
        • tiramisu80 Re: rozwód a wątpliwości? 16.01.13, 23:16
          Kobza, on własnie sie zmienił, jest ok, zaczął myc naczynia, odkurzac czasem, stara sie dzwignąc swoja prace, uspokoił sie, mówi, ze nie bedzie wiecej mnie wyzywał, jak na razie stara sie faktycznie hamowac, stara sie byc dobry, kocha mnie bardzo, tylko ja po prostu nie wiem, czy tak juz bedzie zawsze, czy jeszcze jakas niemiła sytuacja sie wydarzy, Mi przestało na nim zalezec, odcięłam sie od niego psychicznie, ale teraz gdy jest jak jest zastanawiam sie czy nie powalczyc, czy nie dac kolejnej szansy, moze sie uda... Choc jest we mnie ból poprzednich sytuacji. Moze powinnam poczekac, obserowac... To trudny charakter, bardzo ambitny, zasadniczy, ja nie jestem szczesliwa z nim, a moze powinnam spróbowac poczuc sie szczesliwa, moze powinnam dac sie uszczesliwic, spróbowac sama w sobie zniszczyc jakos ten mur, ktory on we mnie stworzył? Myślę, że czas pokaże... moze on sie złamie, nie wytrzyma... Ech, sama nie wiem, chciałabym dla wszystkich jak najlepiej, taka juz jestem, jestem skłonna do poświecen kosztem moich uczuc, choc czasem wolałabym pomyslec tez o sobie, o wlasnym szczesciu, a wtedy czuje sie jak egoistka...
          • zuzi.1 Re: rozwód a wątpliwości? 17.01.13, 00:36
            poczytaj sobie ten wątek, trochę Ci się rozjasni w głowie:

            forum.gazeta.pl/forum/w,898,139374645,139374645,Cechy_charakteru_i_zachowania_przemocowca_.html
            • ach_dama_byc_z_kanady Re: rozwód a wątpliwości? 17.01.13, 01:24
              Ja ci Tiramisu zadalam pytanie, ale odpowiedzi jakos nie widze...

              Minnie
              • aroden Obywatelko - w Kanadzie nie ma Dam. 17.01.13, 09:57
                sa tylko Obywatelki wlasnie.
                A jesli sie jusz nia jest - to prosze sie przeniesc do Zjednoczonego Krolestwa Wielkiej Brytfanny.
            • kobza16 Re: rozwód a wątpliwości? 17.01.13, 01:41
              Ja bym tego lepiej nie ujęła.
              Autorka tego watku tkwi w czymś, co jest tysiąckrotniej gorsze od samego kłamstwa - samooszukiwanie się! Gdzie Twoje czlowieczenstwo? Poczytaj ponizej!


              Autor: hunkis 07.10.12, 20:11

              Dodam coś jeszcze do dyskusji.Niejedna osoba, która kiedyś związała się z przemocowcem, podporządkowała się systemowi życia z nim, mieni się ofiarą, kiedyś, na początku, faktycznie nią była z niewiedzy, z zagubienia, z uwarunkowań otoczenia, itd. Po latach życia razem często jest jej dużo wygodniej nadal w tym związku być, niż wysilać się na życie samodzielne. Ma już świadomość, nie ma żadnego przymusu, ale nie odejdzie. Zawsze znajdzie powody dla których nie może odejść od przemocowca. Czy to dzieci, czy to sprawy majątkowe, cokolwiek. Broni swojej pozycji "ofiary" sama nie chcą się zmieniać ani trochę. Wkurza się gdy od otoczenia już nie dostaje tych głasków co kiedyś "o jakaś ty biedna a on okropny". Przecież ona określiła się ofiarą, więc po jej stronie jest dobro, po jego stronie zło, karty rozdane i można spocząć na laurach w aurze "tej jedynej dobrej". Buntuje się, gdy ktoś od niej wymaga by coś sama zadecydowała i by się przemocowca pozbyła z życia. ONA NIE CHCE SIĘ GO POZBYWAĆ. Ona chce tkwić i czerpać z tego korzyści. Woli to, boi się, że bez przemocowca nie poradzi sobie samodzielnie z życiem i nie będzie miała "tła" bardzo wygodnego, oraz...osoby na którą będzie zwalać swoje frustracje. To jak uzależnienie od alkoholu. Alkoholik wie, że mu picie szkodzi, ale jak przestanie pić to będzie musiał sam na siebie zarobić (mamusia/żona/opieka społeczna już nie da utrzymania) , będzie musiał znaleźć jakiś cel w życiu, spojrzeć w lustro, ..a to zbyt ciężkie, za dużo wysiłku. Lżej jest nadal pić i szukać łatwych argumentów, by otoczenie przekonać że się pić musi lub pije "przez kogoś innego".
              Co więcej, literatura nie raz podnosi, że role kat-ofiara bywają zamienne. Przed laty mąż dominował żonę, przez lata się dostosowywała nienawidząc go równocześnie, gdy mąż się starzeje i opada z sił to żona podnosi głowę i zaczyna się "odwdzięczać za swoje krzywdy" agresją, wrzaskami, pogardą, nienawiścią już nie ukrywaną, próbą dominowania męża. Bo wreszcie odważyła się mu oddać. Ale nadal nie zamierza go zostawić... Swoiste sado-macho. Osoby które nie są same przemocowcami, zaburzonymi - nie zostają w związku z przemocowcem. Bo umieją się porozumiewać innym językiem i znajdą też poza takim związkiem sens życia. Te, które zostają często same za agresją (bierną,czynną) tęsknią i ją stosują...


              Kolejna rzecz rzucająca się w oczy u typu "ofiar" to ich przemożna niechęć do odpowiedzialnego używania własnej woli. Zawsze jest wymówka "robię, ale to przecież inni ode mnie tego oczekują!". Często taka "ofiara" jest wspólniczką przemocowca, np w robieniu dzieciom piekła z dzieciństwa. Często to dzieci muszą ją "bronić" przed drugim rodzicem. "Wychowywać" sobie tych rodziców(gdy już dzieci przekroczą 20l) by mieć spokój w domu. Dziecku w ten sposób na grzbiet kładzie się zbyt trudne wymagania (bycia dorosłym) a "ofiara" niby metrykalnie dorosła może nigdy nie dorosnąc emocjonalnie.. wiecznie w aurze "to ja dla was się poświęcałam". ustawia się w pozycji dziecka, którym się trzeba zajmować. Ofiara nie widzi, że będąc w związku "dzieckiem/wychowanką" a nie równoprawnym dorosłym partnerem - sama robi dużo zła na emocjach dzieci. Jeden rodzic przemocowy, drugi rodzic nie dający alternatywy i zmuszający do dorastania w przemocy. Dzieciom tylko współczuć można bo zawsze mają spaprane emocje.
              • kobza16 Re: rozwód a wątpliwości? 17.01.13, 02:01
                Intensywnie myślałam nad takimi kobietami i w sowim otoczeniu spotkałam się z 2 takimi przypadkami, ta wspomniana znajoma wczesniej, dupowata, w pracy uległa, poświecajaca się, w ogole zaląca się na swojego "partnera", praktycznie jak tylko się poznałysmy, szczegóły w które mnie wprowadziła szokowały mnie niejednokrotnie - nei wiedziałam jak mam się zachować, kiedy mi powiedziała, ze ja zdradza i ze ją pobił, jak byłam zbyt szczera to się obraziła. w ogole miałąm wrazenie ze nic jej po moich radach, ona chciała sobie po prostu pogadac. Zawsze go tlumaczyla.

                Kolejny przypadek, to rodzice mojej przyjaciolki. Ludzie bogaci, kilka wlasnych firm, okazało się, ze ojciec sie znęcał nad rodziną w rozny sposob. Jego zona - z porozu bardzo silna kobieta, bez niej cały biznes by sie nie krecił - dała się stłamsic jak jakis baranek. Moja przyjacolka wiele razy prosiła wrecz matke, aby sie z ojcem rozwiodła - ostatni raz zrobila to na studiach. Matka tluamczyla roznie, ale ostatecznie skwitowala ze na stare lata nei chce zostac sama. W kazdym razie moja przyjacolka od kilku lat siedzi za granicą, praktycznei uciekla z polski, nienawidzila tego kraju, a ze miala mozliwosci finansowe to osiedlila sie w egzotycznym, drogim miejscu. ocja i matke widuje sporadycznie, 1, 2 razy w roku. Nienawidzi i ojca i matki, ktora nic nie zrobila przez te cale lata.
    • 72barbara72 Re: rozwód a wątpliwości? 20.01.13, 02:44
      Najważniejsza w życiu jest miłość. Jeżeli nic już do niego nie czujesz to daj sobie spokój. Nie bądź z nim dla dzieci, to (moim zdaniem)największy błąd. Dzieci szybko staną się dorosłe i pójdą w świat. Pomyśl o sobie ,o swoim szczęściu.Chyba że kochasz go choć trochę, to walcz całym sercem. Ja jestem 21 lat po ślubie, mój koszmar zaczął się rok temu.Mój mąż nie bije,nie pije nie ubliża.Po prostu zachorował, diagnoza psychiatry: psychoza, urojenia.Oskarża mnie o rzeczy których nie zrobiłam,głównie o zdradę.(i wiele,wiele innych).Problem polega na tym, mój mąż uważa że jest zdrowy i nie chce się leczyć.W moim przypadku to on chce rozwodu, Kocham go nad życie ale nie mogę tak dłużej żyć, zrobiłam wszystko co mogłam zrobić, po 14 miesięcznej walce poddaję się zgadzam się na rozwód.Czasem myślę że gdyby bił.pił itp...byłoby mi łatwiej zakończyć to wszystko.Przy życiu trzymają mnie moje dzieci (20,17 i 6 lat)gdyby nie one......????? Życzę Ci szczęścia i dużo siły,powodzenia.
      • tiramisu80 Re: rozwód a wątpliwości? 20.01.13, 18:39
        72barbara72, dziękuję za odp., faktycznie smutna ta sytuacja u Ciebie, ale wiesz, co.. u mojego męża jest właśnie podobnie. On ma urojenia zdrady. Muszę tłumaczyć się ciagle z czegoś, czego nie zrobiłam lub nie powiedziałam! Jestem wierna i zawsze byłam, a on mi nie wierzy, to mnie boli strasznie, bo ja sie bardzo szanuję, mam swoją godność i nigdy nawet nie pomyślałabym o kimś innym. Czuję, że coś jest z nim nie tak, podejrzewam, ze on też jest tego świadomy, bo przyznał jakiś czas temu, że zapoznał się z problemem zespołu Otella i dużo z tego u niego jest... Ja generalnie jestem coraz silniejsza, choć miałam duze wątpliwości, czy odejść, po przemysleniu wszystkiego jednak stwierdzam, że to byłoby najlepszym rozwiązaniem, bo niestety te złe sprawy nie kończą się. Odzywa się do mnie nieprzyjemnie, np. spierd..., gówn., lecz się, kretynka, idiotka, krzyczy przy dzieciach. Ze złosci potrafi walnąć w drzwi i zrobić w nich dziurę itp. To ciężka sytuacja, ale myslę, że powinniśmy podjąć decyzję o rozstaniu zgodnie. Jak na razie on się złości, ostrzega, grozi, ale mam nadzieję, że gdy dojdzie co do czego to rozstaniemy się w zgodzie i nie będzie robił mi pod górkę. U mnie sytuacja jest ciężka, bo ja nie mam pracy. Owszem, miałam bardzo fajną pracę, ale pracodawca pożegnał się ze mną po zakończeniu macierzyńskiego. Teraz szukam pracy codziennie przez internet, PUP itp. Ale nic, nie można ciagnąć czegoś, co jest przykre, toksyczne, bolesne..., dzieci to widzą i uczą się naszych zachowań. Chcę dać im radosny dom, a nie taki wypełniony lękiem i stresem. Pozdrawiam serdecznie!
        • giga70 Re: rozwód a wątpliwości? 21.01.13, 21:40
          Dziwie sie ,ze w tak waznej sprawie jaka jest rozwod radzisz sie ludzi tu na forum .Musisz sluchac swojego serca. Taki tempak jak Leda napewno nic madrego Ci nie powie bo to zle zyczaca kazdemu stara panna albo gej.
          • ach_dama_byc_z_kanady Re: rozwód a wątpliwości? 22.01.13, 02:19
            Czuję, że coś jest z nim nie tak, podejrzewam, ze on też jest tego świadomy, bo przyznał jakiś czas temu, że zapoznał się z problemem zespołu Otella i dużo z tego u niego jest...

            to bardzo ladnie ze on nad tym probuje pracowac, ale to jest JEGO problem nie TWOJ
            i JEGO obowiazek to naprawic bez twojego udzialu a nawet wsparcia- przypominam ze tobie zadnego nie udziela a wrecz przeciwnie.

            Musisz zrozumiec ze jedna z zagrywek takiego typa to manipulowanie poczuciem winy-
            wzbudzanie w tobie litosci i poczucia winy ze "zostawiasz go biednego jak on sie meczy, probuje itd"
            - sorry, g///o z tego- jest dorosly, to musi byc odpowiedzialny za swoje wlasny czyny.

            Zrozum to.

            Minnie
            • tiramisu80 Re: rozwód a wątpliwości? 22.01.13, 12:37
              Masz rację, doszłam do tego również. To wszystko prawda, co piszesz.
              • ach_dama_byc_z_kanady Re: rozwód a wątpliwości? 23.01.13, 02:54
                Super :)
                Tak trzymac !! :)

                Minnie
          • tiramisu80 Re: rozwód a wątpliwości? 22.01.13, 12:35
            giga, dziekuje za wpis.

            Moze nie liczę na poradę odnośnie kroku ostatecznego, ile na ujawnienie, czy takie sytuacje, jak u mnie, sa wszedzie. Porównuję, tak, przyznaję, porównuję! Chciałabym wiedzieć, czy takie sytuacje, jak te u mnie są normalne i czy powinnam z tym jakoś żyć, "bo każdy tak ma"? Czuję, ze nie jest to do końca tak jak chciałabym, by było... Niektórzy mają jednak gorzej, patologia, chlanie, bicie straszne, siniaki. Ale też niektórzy mają lepiej, maja wsparcie, ciepłe słowa, spokój, zero czepialstwa, wyzwisk, podejrzeń, urojeń, kontroli itp... Chcę postąpić sprawiedliwie. Obecnie jestem już silniejsza, czuję, że nie chcę, by było tak jak jest. Myślę, że faktycznie każdy kto musi, poukłada sobie ten rozwód jak napisała jedna z moich dobrych "doradczyń". Dobre określenie-poukłada... to mi pomogło, w końcu czas jakoś wszystko tłumaczy i leczy rany. Odkryłam, że nie jestem byle kim, jestem osobą, która wymaga szacunku, jeśli chodzi o moją osobę, jeszcze wczoraj czułam się stłamszona przez męża, bo mi naubliżał..., ale dziś od jednej osoby usłyszałam, ze jest zainteresowana moimi kwalifikacjami i umiejętnościami (chodzi o poszukiwanie pracy przeze mnie). To dodało mi skrzydeł! Niesamowicie! Zaczynam w siebie wierzyć, tak sądzę. Mam tylko nadzieję, ze maż nie będzie próbował "sprowadzać mnie na ziemię". Ja chce w siebie wierzyc i nie chcę już słuchać tych jego przykrych słów, które mnie dołują i czuję wtedy, że jestem nikim. Nie mogę na to pozwolić. Muszę znaleźć sposób, by te słowa mnie nie raniły, choć to będzie cieżkie zadanie. Poza tym od dwóch osób, kochanych, porzadnych, fajnych babek usłyszałam, że one chciałyby przyjaźnić sie ze mną (nie znają siebie nawzajem te koleżanki i jedna z nich nie wie o sytuacjach, jakie u mnie są , wiec to na pewno nie litość :) ). To strasznie miłe i chyba świadczy o tym, że mam w sobie jakieś dobro, które one zauważyły i chcą być blisko. To piekne, zawsze marzyłam o dobrej przyjaźni, bezinteresownym koleżenstwie...
            To na razie tyle, pozdrawiam! :)
            • ach_dama_byc_z_kanady Re: rozwód a wątpliwości? 25.01.13, 10:46
              tiramisu80 napisał(a):
              Muszę znaleźć sposób, by te słowa mnie nie raniły, choć to będzie cieżkie zadanie.

              Cos mie ise przypomnialo, to chcialam dopisac.

              Dam ci taki przyklad.
              zalozmy ze spotykasz na ulicy czlowieka, widzisz ze jest nienormalny, tzn chory psychicznie-
              nie ma co do tego watpliwosci. alkoholu od niego nie czuc.
              I nagle, jak to z takimi bywa, przyczepia sie do ciebie gdy ty go mijasz.
              zaczyna krzyczec ze ukradlas mu portmonetke, ze ukradlas mu pieniadze, ze widzial jak
              wynioslas mu z domu telewizor i takie rozne bzdury.
              Wymysla ci od najgorszych, klnie okropnie itd itp.

              Jak sie czujesz?
              na pewno nie jest ci przyjemnie, ale tez na pewno nie bierzesz tego do serca,
              patrzysz z politowaniem, obojetna na slowa, na oskarzenia,
              bo pierwsze wiesz ZE TO JEST NIEPRAWDA !!!
              po drugie, wiesz ze to czlowiek stukniety (za przeproszeniem i z calym szacunkiem do ludzi chorych psychicznie)
              po trzecie czlowiek chory psychicznie nie zyje w swiecie realnym, wiec tym bardziej nie mozna traktowac tego co on mowi na serio.

              Czwarte i najwazniejsze - NIE BIERZESZ TEGO DO SIEBIE , prawda?

              Nie bierzesz tego do siebie poniewaz to tak jakbys wziela do serca slowa dwulatka
              rzucajacego sie na podloge, kopiacego nozkami i wrzeszczacego ze on wie ze na pewno
              nie moze jesc szpinaku, i jak mu kazesz to zjesc to on ci tego do konca zycia nie wybaczy :D

              No pomysl :)

              twoj maz ma zle w glowie, jego slowa sa tyle warte co czubka na ulicy,
              gdyby nie to ze to takie powazne, to moglybysmy sie posmiac.

              teraz przepraszam ze tak sie wyrazilam o twoim mezu, ale zwykle mowie co mysle...

              No a co nowego u ciebie?

              Minnie
              • jasminize Re: rozwód a wątpliwości? 05.02.13, 00:52
                Kobieto,pakuj się i uciekaj....aż dziwne że jeszcze tego nie zrobiłaś.
                Niestety z opisu sytuacji wynika że Pan mąż jest mocno zaburzony i szkoda Twojego życia i dzieci.
                Odwieś sprawę rozwodową i zdecydowanie nie reaguj na żadne przeprosiny tudzież obietnice poprawy niestety można je sobie w takich sytuacjach między bajki włożyć.
                3mam kciuki....
              • tiramisu80 Re: rozwód a wątpliwości? 05.02.13, 19:00
                Dziekuję...

                Co u mnie. Mam metlik w głowie, już piszę o co chodzi. Pewnej niedzieli, tydzień temu umówiłam sie z kolezanka i jej dziecmi na kawe i zabawe ze mną i moimi dziecmi. Poszłam do niej z dziećmi, gdyz mieszka kilka ulic dalej. Postanowiłysmy wziac dzieci na spacer. Zadzwoniłam po meza, by po nas przyjechał, bo było bardzo zimno, a ja wiedzialam, ze on gdzies krąży samochodem... Przyjechał po nas na wskazana ulicę (lub raczej chodnik :) ). Po tym jak moja kolezanka z dziecmi juz wyszła z samochodu i poszła do domu, on odjechał kawałek, zatrzymał samochód i zaczał strasznie na mnie wrzeszczec przy dzieciach. To był taki wrzask jakiego nigdy jeszcze nie słyszałam. Jakby krzyczały naraz trzy osoby. Było to przy dzieciach! Starszak siedział na siedzeniu tuz za nim, zatykał uszy i jeczał. Młodszy siedział przy mnie z tyłu. Maz wykrzykiwał, że go zdradzam, ze wcale mnie tam nie było albo że ja byłam gdzies na spotkaniu z jakims gosciem, a kolezanka potem do mnie doszła, ze niby byłysmy razem. Pokazywał mi ślady opon naszego samochodu, by udowodnic, ze stał w pewnym miejscu na sniegu i obserwował domy... Powiedział, ze nie widział, bym wychodziła i nagle dzwonie, ze jestem na innej ulicy! To było straszne oskarzenie, bo ja naprawde byłam tylko i wyłacxznie na spotkaniu z kolezanka, dzieci pobawily sie troche u niej, potem wszyscy poszlismy na spacer, ja, ona i nasze dzieci. Ludzie przechodzący obok samochodu na pewno słyszeli te krzyki i to jak on na swoim siedzeniu wrecz skakał z nerwów. On jednak zaślepiony swoją złoscia nawet nie miał pojęcia, ze ktokolwiek słyszy. Nie wiedzialam czy uciekac z dziecmi z samochodu czy wezwac policje. On by pewnie wówczas odjechał i policja szukałaby nas Bóg wie gdzie. Natomiast nie mogłam uciec, dzieci były przypięte w samochodzie, ja też, zanim bym je uwolniła, on mógłby juz ruszyc z miejsca. Żałuję jednego, że z tego szoku nie nagrałam telefonem tego krzyku. Oj, jak strasznie załuję tego! :( Na drugi dzień natomiast, gdy po tych wszystkich akcjach powiedziałam mu w domu, ze ja juz naprawde nie chcę z nim być, bo nie mogę pozwolic, by dzieci narażone były na takie krzyki, na takie dramaty psychiczne, on wziął jakis kabel i poszedł do garderoby, myslalam, ze on tak udaje, a po chwili usłyszałam, jak drąg garderobie sie łamie i mąż spadł z kablem na szyi. Dzieci były wtedy w domu! Potem poszedł do łazienki, połozył głowe na ubikacji zamknietej i udawał, ze sie nie rusza, ddychał, lecz gdy lezał tak dłuzej zadzwoniłam po pogotowie, bo nie wiedziałam, co sie tak naprawde dzieje. Wolałam ich wezwac, by nic mu sie nie stało. Gdy on usłyszał, ze ich wezwałam, wstał, ubrał sie i wziął ten kabel mówiac do dzieci "wybaczcie to matce". Nie zdążył wyjsc, gdy zadzwonił domofon, to pogotowie. Przyszli do góry, on zdążył wczesniej usiadł, udawał, ze jest mu słabo. Gdy opowiedzialam ratownikom, co sie stało, mąż powiedział, ze uderzył sie w garderobie w głowe przypadkiem siegajac po cos, co było wysoko. Był niemiły dla ratowników, nie dał sobie pobrac krwi na badanie cukru itp. Gdy ratownicy wychodzili, bylismy juz na korytarzu, jeden z nich odwrócił sie do mnie, by ich odprowadzałam i powiedział do mnie cicho:"współczuje".
                W ostatnich dniach natomiast zdarzały sie niemiłe słowa typu wypier... itp. Teraz natomiast, tzn. od dzis jest ZUPEŁNIE inny znowu. Nie moze pogodzic sie z tym, ze ja chce odejsc, płacze, obiecuje, ze gdybym dała mu OSTATNIA szanse (choc było ich wiele), to zobaczyłabym, ze sie zmienił. Szansa w jego rozumieniu to bliskosc fizyczna, ponieważ on powiedział, ze bardzo mu mnie brakuje. Że facet w jego wieku ma wielkie potrzeby seksualne. Mówi, ze gdybym tylko pstryknęła palcem i zgodziłabym sie na łóżko to wtedy on by sie uspokoił i byłoby to gwarancja spokoju w naszym donu. Że jak bedzie łóżko to bedzie spokój. Wczoraj nawet zaproponował mi cos, mimo, ze sie wstydził to powiedziec. powiedzial, ze przeszlo mu przez mysl, ze moze będzie mi płacił. Poczułam się dziwnie i było mi przykro, bo tak naprawde w człowieku siedzi wszystko w głowie, nie moge sie sprzedawac, natomiast przez sytuacje, które wczesniej miały miejsce ja nie potrafie otworzyc sie na niego fizycznie. Po prostu tych sytuacji, które były przy dzieciach nie potrafie mu wybaczyc i boje sie, ze tak moze jeszcze być, ze kiedys jeszcze powtórzą sie te akcje. A widzę, że dzieci nie sa szczesliwe, gdy te krzyki i przezwiska wobec mamy nie ustepują. Żal mi go, gdy tak płacze, ale jednoczesnie boję sie, co by było gdybym dała mu szanse. Podświadomie wiem, ze to sie nie zmieni. Mysle, ze charakteru człowieka nie mozna zmienic ot tak na pstryknięcie palca. Choc chciałabym, jednak wiele razy przekonałam sie, ze to nie działa... Szans było wiele. Wczesniej jeszcze powiedziałam mu, że mimo rozwodu zawsze będzie miał dostęp do dzieci, będzie mógł przychodzic kiedy mu sie podoba, nawet codziennie, bedzie mógł cały czas z nimi spedzac, bedzie mógł nawet spac z nimi w pokoju. Nigdy ich nie straci, bo je bardzo kocha. Podsumowując, jest mi przykro, że nie potrafi opanowac swoich emocji, ze ma jakies urojenia zdrady, ze sa sytuacje z krzykiem, wyzwiskami i to przy dzieciach, a potem.. jest smutny, przygnębiony, wali mu sie świat, a mi go żal. Wiem, ze gdyby doszło do rozwodu, ja na pewno odżyłabym psychicznie, on by mnie nie kontrolował, przynajniej nie tak jak teraz (obecnie przeglada telefon, torebki, komputer...), mogłabym nie spinać sie w domu w jego obecnosci, poczułabym sie wartosciową kobietą, z drugiej strony jest mi go najzwyczajniej w swiecie żal.

                pozdrawiam
                • hatroha Re: rozwód a wątpliwości? 05.02.13, 20:06
                  Ku... dla mnie jestes, podkładasz sie i nie masz za to zadnych pieniędzy...to ciebie jest mi zal
                  • tiramisu80 Re: rozwód a wątpliwości? 05.02.13, 20:43
                    Hatroha, nie podkładam się od prawie pół roku. Po pierwsze jedna z przesłanek uzyskania rozwodu jest rozkład pozycia, po drugie on przez te wszystkie sytuacje trwające długi czas stworzył we mnie blokadę psychiczną..., ja juz po prostu nie chcę, nie przełamie się, przykro mi. Jestem porządną kobietą, za wyzwiska, upokarzanie, ubliżanie itp. nie potrafię dać siebie :(
                    • hatroha Re: rozwód a wątpliwości? 05.02.13, 22:19
                      Tyramisu, to nie ważne co powiedziałem (napisałem), ważne jak to odebrałaś.
                      Nie tłumacz się, rób swoje.
                      Jedna ważna rada. Wypie...j z forum, wystarczająco czasu zmarnowałaś na gniota.
                      Wyjdź z domu, namaluj obraz!
                      Ja też jestem porządny, nawet bardzo i tu ważna zasada "kto ma miękkie serce, musi mieć twardą dupę".
                      Bądź spartanką. Lakonicznie miażdż wroga wyrywając mu krtań z dupy.
          • larusse Re: rozwód a wątpliwości? 02.03.13, 10:43
            Bardzo proszę nie obrażać Ledy.

            giga70 napisała:

            > Taki tempak jak Leda napewno nic madrego Ci
            > nie powie bo to zle zyczaca kazdemu stara panna albo gej.
    • ese1 Re: rozwód a wątpliwości? 05.02.13, 09:42
      nie czytalam wypowiedzi poprzednikow, ale to co mi w tym momencie do glowy przychodzi to
      wspolna terapia dla was z mezem - nie osobno, ale razem, zebyscie w obecnosci psychologa mogli powiedziec sobie to co was rani
      to ze maz przez jakis czas po zlozeniu rpzez ciebie papierow sie ocknal i zaczal panowac troche nad soba to dobry znak, bo to oznacza, ze mu zalezy, ale nie do konca sam sobie z tym radzi
      trzeba wiec znalezc powod takiego zachowania, to moze wyjsc po spotkaniach z terapeuta

      teraz ty - nie wiem jakie masz wyksztalcenie i jaka masz szanse na znalezienie pracy, ale mysle ze powinnas postarac zajac sie czyms zawodowo, odnalezc swoja wartosc i umocnic jej poczucie w sobie. Znalezc czas raz w tygodniu na salon pieknosci czy fitness, cos co cie oderwie na moment od prozy twojego zycia rodzinnego. Maz inaczej cie bedzie docenial widzac w tobie sile i niezaleznosc.

      Nie wiem jak dalej potocza sie wasze losy, ale duzo bardziej wartosciowe jest to, o co sie walczy i stara, niz to co przychodzi bez trudu. Jezeli twoj maz ma problem, trzeba mu jakos pomoc. Moze to depresja?

      Zycze powodzenia
      • 1lapaz Re: rozwód a wątpliwości? 05.02.13, 11:42
        Maz inaczej cie bedzie docenial widzac w tobie sile i niezaleznosc.

        nie lubie takiego podejscia, że kobieta ma miec w sobie wszystkie pozytywne cechy, zeby maz ja wreszcie docenił. Ma ja docenic pomimo, ze jest niedoskonala itd.. bo to jej maz, jezeli jest inaczej to jest to zakomleksiony czlowiek, wiecznie innych ponizajacy zeby samemu poczuc sie lepiej.

        Maz autorki jest dotkniety powazna choroba i tak trzeba do niego podejsc , jak do czlowieka chorego. Jezeli bedzie chcial sie leczyc i przejawial jakiekolwiek zaangazowanie w wyjscie z choroby to trzeba zaczac leczenie. Leczenie calej rodziny, ktora jest dotknieta chorobą.

        Rozwod nie oddzieli kobiety z dziecmi od tego czlowieka. Nic juz nie rozdzieli. Takze lepiej cos robic zeby jakos sprawe unormowac. Wizyty w poradniach i szukanie wyjscia z sytuacji dla wszystkich bedzie lepsze niz szarpanie z rozwodem i niszczeniem siebie wzajemnie.
        • ese1 Re: rozwód a wątpliwości? 05.02.13, 15:01
          1lapaz napisała:

          > Maz inaczej cie bedzie docenial widzac w tobie sile i niezaleznosc.
          >
          > nie lubie takiego podejscia, że kobieta ma miec w sobie wszystkie pozytywne cec
          > hy, zeby maz ja wreszcie docenił.

          a ktoz powiedzial ze mamy miec pozytywne cechy? Mamy byc niezalezne psychicznie i w miare mozliwosci materialnie, co nie oznacza ze mamy brac rozwod

          Ma ja docenic pomimo, ze jest niedoskonala it
          > d.. bo to jej maz, jezeli jest inaczej to jest to zakomleksiony czlowiek

          moze istnieje gdzies idealny swiat bez zakompleksionych facetow - ja takiego miejsca nie znam

          Zadko ktory mezczyzna do konca szanuje swoja zone, ktora jest kura domowa uzalezniona od swego pana i wladcy
      • ach_dama_byc_z_kanady Re: rozwód a wątpliwości? 06.02.13, 01:30
        ese1 napisała:
        nie czytalam wypowiedzi poprzednikow, ale to co mi w tym momencie do glowy przychodzi to
        wspolna terapia dla was z mezem - nie osobno, ale razem, zebyscie w obecnosci psychologa mogli powiedziec sobie to co was rani


        To moze lepiej przeczytaj bo po pierwsze sprawa nieaktualna bo zona jest zdecydowana na rozwod- nie chce byc z mezem,
        po drugie rozjasni ci sie w glowie jaki to "wartosciowy maz" jak poczytasz.

        Minnie
        • mika514 Uwolnij się 09.03.13, 06:42
          Sytuacja autorki posta bardzo podobna do mojej historii...nie mogę patrzeć na facetów. To jakieś genetycznie zmutowane potwory....Całe zło tego świata: wojny, przemoc, nienawiść, podboje, premedytacja, zawiść to faceci. Nigdy więcej..nigdy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka