tiramisu80
14.01.13, 22:59
Witam Was. Moja historia jest dosć długa, obfita w mase nieprzyjemnych wydarzeń, jednak opisze to tylko "po łebkach". Mam męża od 6 lat, znamy sie 8 lat. Dwójka dzieci 2 i 5 lat. Chodzi o to, że maż od poczatku lubił przebywac z kolegami, pic alkohol, mnie traktował okrutnie. Ublizał mi, nigdy nie podniósł na mnie ręki, jednak jego słowa były straszne. Przezywał mnie dosc czesto, były to epitety np. idiotka, kretynka skonczona, tyle ułomnosci w jednej osobie jeszcze nie widziałem, lecz sie, jestes chora psychicznie, nic mi nigdy nie dałaś, kompletnie nic nie robisz, jestes tragiczna, jestes nikim itp. Słowa te bardzo obniżyły moja samoocenę. Ale najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, ze on potem mówi, ze wcale tak nie mysli i chciał mi tylko dopiec. W zeszłym roku jego sytuacje z alkoholem i kolegami były bardzo czeste i nasilone. Potrafił nie wracac do domu an noc, bo spał u kolegów. Ja ocknęłam sie dopiero we wrzesniu zeszłego roku, gdy on pewnego ranka, gdy zwróciłam mu uwage, ze powinien juz wstawac z łózka..., zaczał sypac we mnie epitetami i wulgaryzmami typu: wyp..., gów..., lecz sie itp. i z emocji wylał na mnie kawę, na szczescie juz schłodzoną. To wszystko widział nasz starszy 4-letni wówczas synek, który stał i tylko patrzył.. Ja spojrzałam na niego i juz wiedziałam, ze to koniec, po kilku jeszcze awanturach złozyłam w Sadzie pozew o rozwód bez orzekania o winie. Potem była jeszcze jedna sytuacja u męża z nocowaniem u kolegi i alkoholem. Ja wówczas zadzwoniłam na policje, gdyz próbowałam wejsc z dziecmi do domu, a on nie otwierał długo drzwi. No, w kazdym razie od tego momentu mąż przestraszył się, duzo zrozumiał, zaczął sie starac, zaczął uczeszczac na terapie dla osób uzaleznionych. Okazuje sie, ze nie jest uzalezniony od alkoholu fizycznie, tylko był psychicznie. Faktycznie dobrze sobie z tym radzi do dzis, nie musi pic. Ograniczyc kontakty z kolegami, stara sie opanowywac swoje emocje, wyzwiska... W listopadzie miala miejsce nasza sprawa rozwodowa, jednak na prosbe męża zawiesiłam ją, gdyz on obiecał, ze bedzie sie starał. I faktycznie starał się, lecz we mnie uczucie do niego zamieniło sie w lęk przed kolejnymi takimi sytuacjami z wyzwiskai. Wiem, ze juz wiecej nie zniosę. Boję sie, ze nedzie znowu mnie wyzywał, krzyczał, nie daj Boze przy dzieciach... Od wakacji zeszłego roku nie łaczy nas juz łóżko... Ja nie potrafie juz z nim być, emocjonalnie, w łóżku, przyzwyczaił mnie do tego wczesniej, do swoich nieobecnosci w nocy, do tego, ze zaczęłam czuc sie dobrze sama tylko z dziecmi, ze zaczełam myslec o przyszłosci bez niego... Odciełam sie od niego psychicznie, W zeszłym roku we wrtzesniu ja równiez zaczęłam uczeszczac na terapie, lecz dla rodzin osób stosujacych przemoc w rodzinie. Terapia indywidualna i grupowa bardzo mi pomaga, zrozumiałam, ze to, co działo sie u mnie w zwiazku nie było normalne! Ale wracajac do rzeczy, zawiesiłam postepowanie rozwodowe, bede mogła odwiesic je na wiosne. Nie wiem, co mam zrobic, bo jest tak, ze on jest teraz spokojny, próbuje panowac nad emocjami, wyzwiskami, jednak ostatnio nawet kilka dni temu była sytuacja, gdy powiedział, ze jestem pasożytem, że jestem kretynka, i znowu słowa typu :odpierd... sie. Przyznał wczoraj, ze nie potrafi zapanować nad wyrażaniem emocji. Ja natomiast boję się zblizyc do niego, bo boje sie, ze takie sytuacje znowu beda miały miejsce, szczególnie te wyzwiska, te słowa, ktore tak strasznie mnie ranią i powodują, że czuję się jak ścierka... Ja w tej chwili szukam pracy bardzo aktywnie, poza tym prowadze dom, wychowuje dzieci. Wczesniej pracowałam przez kilka dobrych lat, mam wykszt. wyższe, jednak po macierzynskim moja umowa została rozwiązana, a pracy jak na razie nie mogę znaleźć. Ja naprawde nie jestem pasożytem! Prowadzenie domu i wychowywanie dzieci to ciezka praca, ktora nie konczy sie o 16! Nie wiem juz co robic, bo z jednej strony chciałabym sie rozwieść, nie byłabym narazona wtedy na wyzwiska, na ewentualne sytuacje niemiłe, które moim zdaniem i tak w życiu bedą sie powtarzac. Poza tym nie dzielę z mężem łóżka i boję sie je dzielic. Wiem, ze on bardzo by chciał, jednak kilka razy słownie kiedys bardzo mnie zranił równiez jesli chodzi o sprawy intymne. Ja jestem atrakcyjną kobietą po trzydziestce, jednak on potrafił "podciać mi" skrzydła komentując kiedys moje "lenistwo" w łóżku. Jak moge byc aktywna, gdy mi mąż w łóżku dogryza. Przeciez kazdy człowiek wówczas raczej by sie zamknał. Zastanawiam sie, czy ten stan kiedys minie, czy ja jeszcze bede potrafiła sie na męża otworzyc. Owszem, mogłabym, na siłe, dla dobra rodziny byc z nim, ale nie umiem :( On mówi, bym zapomniała o przeszłosci, bo te sytuacje juz sie nie powtórzą, jednak to wszystko co robił i mówił we mnie jest. Jak mam sobie z tym wszystkim poradzic? Nie potrafie juz byc z nim blisko po tym wszystkim, po sytuacjach i wyzwiskach, które bądź co bądź miały miejsce jeszcze niedawno... Poza tym mój mąż jest bardzo zaborczy, podejrzliwy, nie wierzy gdy mówię mu prawdę, ma manie kontrolowania mnie, sprawdzania moich poczynań. Gdy np. mówię mu przez telefon, ze jestem na takiej a takiej ulicy i ze za chwileczke bede w domu (godziny ranne, powrót z przychodni z pobierania krwi), on potrafi krzyknąć na mnie przez telefon;"Kłamiesz! Wcale nie jestes tam, gdzie mówisz!" Ja wtedy jestem kompletnie zszokowana, ponieważ FAKTYCZNIE jestem tam gdzie mówię, opisuje dokładnie miejsce, nazwe ulicy, a on mi mówi, ze ja kłamię. No, naprawde rece opadają! Po kilku minutkach jestem faktycznie w domu. A on nadal nie moze uwierzyc, ze byłam tam, gdzie mówiłam, to troszkę dziwne. Ale jak dla mnie męczące i upokarzajace. Wiele było przykrych sytuacji w przeszłosci, ale skupiam sie teraz na tym, co sie dzieje. Jednak jego zachowanie nadal nie jest takie, jak powinno być. Co jakis czas wyrywa mu sie w złosci wyzwisko, wulgaryzm, straszy moje kolezanki, szantażuje mnie, ze nie powinnam miec z tą lub z tamtą koleżanką kontaktu. Mówi mi o nich straszne rzeczy mimo, ze to szanujace sie kobiety, mające pełne rodziny. Podsumowując: mąż bardzo chce byc ze mną, kocha nasdze dzieci, tatą jest dobrym, ale za to mnie traktuje źle, choc sie stara, zdarzają mu sie jeszcze wyzwiska, wulgaryzmy, nie wierzy mi, podejrzewa o różne przykre rzeczy (sam przyznał, ze chyba ma zespół Otella), nie potrafi zaufac, kontroluje, poucza. Nie zalezy mi juz na zwiazku z nim, szczerze. Poradźcie, dobre babki, co robić... Ja myśle o tym wszystkim codziennie od kilku miesiecy i juz mi głowa pęka z bólu.