Dodaj do ulubionych

Uwolnić się od poglądów i spojrzeń innych ludzi !

22.02.13, 18:13
Nadal pragniesz tego,czego pragnęli dla Ciebie niańka,perceptor (nauczyciel) albo matka?Nie zdajesz sobie sprawy ile zła Ci życzyli? Ach jakąż przeszkodą są dla nas pragnienia najbliższych! Nie dziwią mnie już zgoła wszystkie nieszczęścia,jaki ciągną się za nami od dzieciństwa:wrastaliśmy w przekleństwie pragnień naszych rodziców.
Seneka Listy do Lucyllusa

Jak wynika z powyższych słów Seneki Młodszego,stoickiego filozofa żyjącego w czasach Chrystusowych, już wtedy były dostrzegane negatywne skutki wychowania i kształtowania dziecka przez opiekunów według swoich pragnień.Nie wymyśliła tego odżegnywana tutaj przez niektórych od czci i wiary Susan Forward- autorka książki -"Toksyczni rodzice."
Obserwuj wątek
    • jan_stereo Najlatwiej od Twoich n/t 23.02.13, 23:45
      ..
    • kropidlo5 Re: Uwolnić się od poglądów i spojrzeń innych lud 24.02.13, 11:55
      Tak, literatura i sztuka opisuja wszelkie rozne problemy emocjonalne, a nawet na nich bazuja.
      Co do meritum, to to jest (problem zaspokajania pragnien rodzicow przez dzieci) jak zebatka, ktora przesunela sie o jeden szczebel. No bo lepiej niech kazdy spelnia marzenia swoje, a tutaj rodzice dziadkow, dzieci rodzicow, wnuki dzieci, a nikt swoich?
      Akurat czytalem ksiazke Forward i mysle, ze zaden zwyczajny rodzic nie powinien miec z nia problemu. Nie ma tam nic kontrowersyjnego tak naprawde, sa powiedzmy wrecz glownie 'oczywistosci'. Nie wiem, czemu sie obrazac na te ksiazke. JEsli ja nie zabijam to nie obrazam sie na paragraf za zabojstwo, jezeli nie jestem toksyczny to czemu mam sie obrazac na taka ksiazke?
    • leda16 Re: Uwolnić się od poglądów i spojrzeń innych lud 24.02.13, 13:00
      A z czego to cytat? Chodzi mi o wydawnictwo i rok. Zresztą filozofowi nie zajmowali w starożytności zbyt wysokiej pozycji społecznej z uwagi na nieumiejętność bądź niemożność dostosowania się do obowiązujących norm społecznych. Innymi słowy - Seneka w tych okrutnych, barbarzyńskich czasach nie nadawał się na wojownika, więc zaczął filozofować. I to jest przyczyna jego poglądów. Na wskroś osobista.Zaś S.Forward najpierw wymyśliła psychopatyczną, dochodową teoryjkę a potem zaczęła szukać kazuistyki. W tym sensie teoria ta nie ma jakichkolwiek wartości naukowych.
      • kropidlo5 Re: Uwolnić się od poglądów i spojrzeń innych lud 24.02.13, 13:37
        Watpie, by filozofowie to byl ktos zbt glupi- raczej zbyt madry.
        A co do Forward to w ogole czytalas te ksiazke? 'Toksyczni rodzice'? Nie wiem, co konretknie w tej ksiazce moze Cie oburzac, nie ma tam nic kontrowersyjnego. To nie jest tez jakas teoria tylko zbior spostrzezen, uszeregowany w porzadek logiczny.
        Chyba nie znasz tej ksiazki, bo nie wiem co moglby powodowac taka obsesje. To, ze Forward pisze o przemocy fizycznej, psychicznej i seksualnnej? ze pisze o nadiernej kontroli, manipulacji, wpedzaniu w poczucie winy? To, ze pisze, aby zmieniac siebie, a nie rodzicow? To, ze kazdy mowic o swoich odczuciach i potrzebach otwarcie, a nie zza wegla?
        Nie widze w tym nic zdroznego.

        Co wiecej, forward nie nawoluje do nienawisci wobec rodzicow, zemsty, wnoszenia do sadow spraw o odszkodowania czy nasylania zbirow. Pisze, ze fajnie byloby gdyby dalo sie przebudowac relacje na taka, ktora satysfakcjonuje obie strony- i zarazem nie zostawia zludzen, ze nie zawsze jest to mozliwe. Pisze ze zrozumieniem o uczuciach milosci i przywiazania do rodzicow, nawet takich, ktorzy czynia krzywde wiele lat. Nie namawia, by pozbywac sie milosci- namawia, by budowac relacje partnerskie, miedzy doroslymi ludzmi
        (bo nie wiem czy wiesz, ale ta ksiazka jest dla ofiar blednego wychowania, a nie dla malych dzieci).
    • l_witch_l Problem z Suzan...! 24.02.13, 13:45
      Uwazam, ze pania ta nalezy wpisac na liste czarnych pisareczek...Bo wiele szkod spolecznych czyni ludziom.

      I owszem ma styl pisania ciekawy, dla ludzi mniej oczytanych w temacie, wrecz jawi sie zadziwiajaco ciekawym, ale jezeli ktos pojdzie sciezka tej wspolczesnej Freji, to wyladuje na manowcach problemow, ktore i tak nigdy sie nie zakoncza, sklocony najczesciej z rodzina, zagubiony w sobie wewnatrz i na zewnatrz, bez odpowiedzi....

      Jezeli juz sie od kogos tu uwalniac, to od tych wspolczesnych mentorow w psychologii, i 'mitow' teorii jakie tworza.

      Oni poprzez burzenie, jak nazywaja stereotypow- tworza nowe sterotypy, ktore niczym nowym nie sa, a jedynie zlepkiem zdan, dobrze skonstrulowanych i latwo pasujacych w krajobraz psychiki srednio inteligentnego czlowieka, ktory z jakis tam przyczyn czuje sie pokrzywdzonym.
      • kropidlo5 Re: Problem z Suzan...! 24.02.13, 13:55
        l_witch_l napisał(a):

        > Uwazam, ze pania ta nalezy wpisac na liste czarnych pisareczek...Bo wiel
        > e szkod spolecznych czyni ludziom.
        >
        > I owszem ma styl pisania ciekawy, dla ludzi mniej oczytanych w temacie, wrecz
        > jawi sie zadziwiajaco ciekawym, ale jezeli ktos pojdzie sciezka tej wspolczesne
        > j Freji, to wyladuje na manowcach problemow, ktore i tak nigdy sie nie zakoncza
        > , sklocony najczesciej z rodzina, zagubiony w sobie wewnatrz i na zewnatrz, be
        > z odpowiedzi....
        >


        Alez tam nie ma zadnych zakretow ani zawijasow, to jest proste jak cep opisanie problemow w rodzinach i propozycja ich rozwiazania- jeszcze prostsza, bo jak problem sie juz poprawnie zdiagnozuje to rozwiazanie samo przychodzi.
        Moze wymien jakie konretnie 'manowce' masz na mysli? Sklocenie z rodzina? A jak to definiujesz? Jesli ktos zle traktuje druga osobe, to rozumiem, ze stanem 'sklocenia' nazywasz zaklocenie tego mechanizmu?
        Zadnej rewolucji w tej ksiace nie ma a jedyna rewolucja jest to, ze dotyka tematu dla wielu ludzi tabu- ze rodzice, moga byc lepsi i gorsi w swoich rolach. Ze rodzice nie sa nieomylni jak Papiez albo swietymi krowami. Ale nie ma zadnego demonizowania. Zapewniam, ze forward ani zlego slowa nie mowi o rodzicach, ktorzy nie bija, nie klamia, nie gwalca czy nie znecaja sie.





        • l_witch_l Re: Problem z Suzan...! 24.02.13, 14:18
          czytalam wiecej ksiazek Suzan niz tylko toksyczni rodzice.

          Problem jej to potworne splaszczanie tematu i sprowadzanie go tam gdzie Suzan juz wczesniej sobie ten problem postawila i go nazwala...

          Jesli ktos zle traktuje druga osobe, to rozumiem, ze stanem 's
          > klocenia' nazywasz zaklocenie tego mechanizmu?


          Ten mechanizm, o ktorym piszesz jest typu 'wielozabkowego'...Taki dosc zawily w swojej mechanice. I dlatego nie ma w nim jedynego skutecznego rozwiazania, ktore zadziala.

          I oczywiscie, tam gdzie wystepuje przemoc w roznych jej formach, tam jest aparat scigania, tam sa paragrafy karne...To jest juz inna dzialka...tzw. patologii.

          W wiekszosci wypadkow natomiast z tzw.rodzin z normami spolecznymi to temat ten jest dosc zawily. Jest tak zawily i skomplikowany, ze regulki Suzan sa wrecz infantylne, a uzywanie i poslugiwanie sie nimi szkodliwe dla przyszlosci...

          • kropidlo5 Re: Problem z Suzan...! 24.02.13, 14:37
            Piszesz bardzo ogolnie, o jakie regulki chodzi, ktore to powoduja to zlo? Ja nie zauwazylem nic sprzecznego z logika czy zdrowym rozsadkiem. Wiecej, ta ksiazka i postulaty tak naprawde sa dosc ostrozne i lagodne. Ktos z wiekszym tupetem moglby napisac cos w rodzaju :'co, wkur...iaja cie starzy? a olej ich, przestan sie odzywac i nie odbieraj telefonow albo postrasz policja'. albo 'podaj ich do sadu, jak dali dupy niech teraz placa odszkodowania na raty przez 30 lat'. Natomiast tutaj zalecana jest wstrzemiezliwosc, rozsadek i raczej chlodna logika niz dzialania w ekstazie.
            W ogole zreszta ksiazka glownie kierowana jest do 'dziecka' i sugeruje prace nad samym soba, rodzice sa tutaj tylko dodatkiem. Rodzice maja za 'zadanie' wysluchac w milczeniu (aby nie zakrzyczec albo nie trzasnac drzwiami) tego, co syn czy corka maja do powiedzenie- to jest tzw konfrontacja. Czy to tak duzo? Taki wielki wysilek?
            Dodatkowo, Forward zaleca, by mowic o konkretach i wlasnych uczuciach, unikac ogolnych oskarzen i obrazania. zadne 'jestescie zli, slabi, glupi' tylko 'dnia X zlapales mnie za pupe, poczulam odraze'.

            A co do aparatow scigania- jest rzeka roznicy i odstepu miedzy morderstwem a pocalunkiem. W toksycznych rodzinach nie musi dochodzic do lamania prawa- jesli juz, to prawa zwyczajowego czy kodeksu honorowego. Oklamywanie wlasnych dzieci na przyklad nie podpada pod zaden paragraf, a czy jest dobre? Ciagla kontrola to tez nie przestepstwo karne? Komentarze pod adresem wygladu czy pogladow to tez nie przestepstwo?

            I przyklad konkretny: masz rodzicow i 35 letnia corke. Corka odwiedza ich czasem na weekend i oni za kazdym razem narzekaja, ze nie maja wnuczkow, ze ona za malo oszczedza i za duzo wydaje (wlasnych pieniedzy), krytykuja jej chlopaka bo za biedny, i tak dalej. Corke to strasznie irytuje i boli.
            Pani forward by zalecila, by rodzicom powiedziec, ze nie chce sie sluchac takich oskarzen, a jesli beda trwaly to taki komentarz oznacza koniec odwiedzin.
            A jaki inny scenariusz proponujesz? Leda rozumiem powiedzialaby, ze corka ma sluchac komentarzy jak krowa slucha drzwi do obory, i ze matka i ojciec skoro wychowali to maja zasrane prawo robic z corka co chca i mowic jej co chca, a ktora opinie podzielasz Ty- Susan czy Ledy?
            • l_witch_l Tak od konca... 24.02.13, 16:55
              Ksiazki Suzan mam w mojej bibliotece...Moge w kazdej chwili do nich siegnac...Dlaczego nie siegam? Ano nie siegam juz od ponad dwudziestu paru lat. Bo z tej pseudopsychologii juz dawno wyroslam, nie ciekawi mnie, ani nie bawi. Dzis pewne bym sie nawet zastanawiala,czy aby warto bylo wydac pieniadze na jej ksiazki i poradnictwo...Raczej nie warto. Czas poszedl do przodu...Z czego sie ciesze...

              Nie wiem co pisze leda16, w tej sprawie, ale mysle, ze jej do konca nie rozumiesz. A moze i samej ledzie jest trudno wyjasnic, tak aby bylo to jasnym dla innych...W relacjach z rodzicami czesto slyszy sie zale dziecka, jednak gdyby i rodzic dolozyl swojej prawdy, to obraz zmienilby sie natychmiast i posiadl realistyczny wymiar.

              Nadal uwazam ksiazki tego typu jakie pisze Suzan za bardzo, bardzo niebezpieczne, bo jezeli ktos potraktuje je doslownie, to moze doprowadzic do zlych reakcji i zerwania z rodzina. Co czasami moze okazac sie bardzo zle i czesto mija sie z etyka i tym co nakazuja morale.
              A z bolem i cierpieniem zostanie nadal, i w tym mu ksiazki Suzan nie pomoga...No ale Suzan dobrze je sprzedaje, bo sa po prostu dobrze i ciekawie napisane, jak taki prawdziwy 'dreszczowiec' z dobrym wyborem faktow, ktore ona sobie jakos tam tlumaczy tak aby trafialy do wiekszosci czytelnikow i ich serc...czyli przecietnosc jest tu miarka.

              Sama Suzan, jest dzis starsza pania, ponad 62 lata, jedna z tzw, dzieci kwiatow, a wiec nadal pod urokiem amerykanskich -koniec- lat 50- 60 i infantylnej dzieciniady tamtego pokolenia, ktore jakas glebia myslowa i duchowa sie nie wyroznilo, oprocz uzywek typu LSD i masy innych narkotykow, nigdy to pokolenie nie odslonilo sobie zaslonietych horyzontow. Najwazniejsze bylo sie bawic, byc wesolym, szczesliwy, bron boze- nigdy nie byc smutnym, no bo jezelis smutny, to zaraz pytanie jak z kryminalu z tamtych lat, kto tu jest winny? A jak nie ma winnych, to winni sa tata i mama...

              I to jest to co czynia ksiazki Suzan, zaslaniaja horyzonty, jednym slowem oglupiaja. Ba, ucza jak uciekac, w koncu wkomponowane jest to w czas, ktory ja sama uksztaltowal, Suzan...Uciekano dosc czesto w narkotyczne, halucynacyjne stany...z dala od rzeczywistosci...Suzan napewno nie narkotyzuje swoimi ksiazkami, to zagwarantowane, lecz skutecznie umie zagmatwac obraz i pole widzenia.

              No ale do twojego przykladu...

              I przyklad konkretny: masz rodzicow i 35 letnia corke. Corka odwiedza ich czase
              > m na weekend i oni za kazdym razem narzekaja, ze nie maja wnuczkow, ze ona za m
              > alo oszczedza i za duzo wydaje (wlasnych pieniedzy), krytykuja jej chlopaka bo
              > za biedny, i tak dalej. Corke to strasznie irytuje i boli.
              > Pani forward by zalecila, by rodzicom powiedziec, ze nie chce sie sluchac takic
              > h oskarzen, a jesli beda trwaly to taki komentarz oznacza koniec odwiedzin.


              Koniec odwiedzin powiadasz...
              Corke to irytuje...ale dlaczego ja to irytuje? Osoba, ktora ma stala i dosc silna kontrole nad swoim zyciem i emocjami - tego typu blahe uwagi nie irytuja, raczej doszukalaby sie w tym jakiejs troski.

              Moze powiedzmy sobie tak, ze akurat ci rodzice sa tacy jacy bywali od lat-wcale nie sa az tacy zli, aby z nimi konczyc, wrecz na odwrot zaczac spotykac i wprowadzic jakis konkretny dialog, rozmowe, szczera uczciwa i na poziomie, w ta relacje, gdzie jak widac jest jej dotad brak.

              W swoich lekach sa jak male dzieci...I wszyscy ludzie tacy sa czasami- dorosli, a w momencie strachu regraduja w lata z dziecinstwa, gdy reagowali na sprawy, nad ktorymi nie mieli wiekszej kontroli - niepokojem. Corka podobnie dzis reaguje...
              Ucinanie relacji z rodzicami nic dobrego nie przyniesie, bo w koncu problem jest jej.

              W udanej relacji jest duzy zapas na wszelkie jej anomalia i odchylki od normy, nawet te mniej przyjemne. Jedni okreslaja to jako tolerancje, inni jako doroslosc emocjonalna.
              Chodzi o to ze relacje rodzice- dzieci nie sa specjalnie 'demokratyczne', a tak jak wiele innych relacji ´cechuje je pewna sztywnosc, zwlaszcza ze strony rodzicow. Natomiast dziecko, ten uczen, biorca i nosiciel genow w przyszlosc, ma wykazac i wyksztalcic - fleksyjnosc- wyrosnac z problemu.
              To dziecko, a nie rodzic ma powiedziec..."Eureka!" W kontekscie rodzinnych relacji.

              W jednym zdaniu i w skrocie, to rola corki jest rozwiklac ten 'supel gordyjski'. Ba, powinna zrozumiec go, aby wniesc innowacje. Odnalezc siebie na jego tle i wyjscie na przeciw problemom z rodzina bez jakiegos uszczerbku na swoim ego...z dystansem...

              Konczenie relacji z rodzicami- nie jest dobre, bo problem narasta...z biegiem lat coraz bardziej, a juz zupelnie zaczyna byc trudny w udzwignieciu, gdy rodzice umieraja. I wtedy niektorym wydawalo sie,ze problem sie konczy a paradoksalnie wlasnie wtedy dla wielu sie zaczyna.

              To jest taka osobista prywatna lekcja do przerobienia i kazdy z nas musi ja sobie sam przerobic. Dopiero jak przerobi ten problem sam, wlasnymi srodkami, problem sam znika...Zadna wtedy mamuska, tatus- chocby staneli na glowie gderajac, nie jest w stanie sprawic jakiegos emocjonalnego dyskomfortu u dziecka...


              No ale to temat szeroki jak ocean... i kazda okolicznosc jest inna...Ja tylko ostrzegam przed byciem bezkrytycznym wobec tych psychologicznych guru, ktorzy z taka latwoscia biora sie nam do glowy, dyktujac co mamy robic i nazywajac sprawy po imieniu tam, gdzie moze sa to sprawy bezimienne....Zdrowia to nikomu nie zapewni, a nie ma statystyki, ktora by powiedziala ilu osobom pomogly ksiazki Suzan, i czy po nich radza sobie lepiej z trudnosciami w zyciu...:=)





              • kropidlo5 Re: Tak od konca... 24.02.13, 17:45
                Coz, moznaby latwo odwrocic sytuacje i oczekiwac, by rodzice tez wykazywali 'tolerancje' wobec zachowan dzieci. Dzieci obwiniaja- zle, a jak rodzice obwiniaja to nagle dobrze? Najlepiej jakby obwiniania nie bylo w ogole, raczej moznaby nazwac to rozwiazywaniem problemow.
                Pytanie pojawia sie nastepujace: co rodzicom zalezy, by spelnic oczekiwanie dziecka? Jesli corka prosi, aby nie krytykowac jej zycia osobistego, to dlaczego tak trudno rodzicom wysluchac tej prosby? Co stoi na przeszkodzie? Jesli twierdza, ze to troska- i slysza, ze ta troska jest zle przyjmowana- co stoi na przeszkodzie, by zmodyfikowac zachowanie?
                Tym bardzej ma to zastosowanie, gdy 'dzieci' sa dorosle.

                Takie myslenie na zasadzie 'rodzic urodzil to ma prawo robic co chce' albo jakies hierarchizowanie na sile przypomina mi relacje chlopa panszczyznianego i szlachcica, ktory jest jego wlascicielem. Kto ma z tego pozytek i pod kogo ten system jest ustawiony- nie musze mowic. to jest system opresji.

                Ale to chyba charakterystyczne dla spoleczenstw zacofanych, tego typu struktury spoleczne, z bizantyjskimi obyczajami. Kiedys ktos ladnie to rozroznil- opisujac roznice miedzy wspolczesnym wschodnim a zachodnim systemem politycznym- gdzie wedle jednego wladza to przywilej, a wedle drugiego to zaszczyt i zarazem obowiazek.

                I najwazniejsze- zamaist na teoriach, dywagacjach i przypuszczeniach lepiej skupic sie na faktach. Fakty sa z reguly dosc trudne do zmanipulowania. Wystarczy zadac pare pytan- co takie czy inne zachowanie oznacza, jaki ma cel, jakie skutki, jakie korzysci i straty i co dla kogo.

                Zrywanie kontaktow z rodzicami czy rodzina to jak najbardziej sprawa bardzo trudna i ostatnia z optymalnych. Rzecz jednak nie w tym, aby te stosunki zrywac, ale aby nie tkwic w pozycji osoby szantazowanej, ktora cokolwiek by sie nie dzialo nie ma manewru ruchu. I to wlasciwie dotyczy dwoch stron- bo rodzice tez moga zerwac kontak z 'wyrodnym' dzieckiem. Sa przeciez tak samo jak zli rodzice- i zle dzieci. Sa ludzie, ktorzy bija wlasnych rodzicow, znecaja sie, okradaja, wykorzystuja.

                • l_witch_l Och ta tolerancja, tolerancja.... 24.02.13, 18:19
                  Szkoda,ze juz nie pamietasz ile to tolerancji wniesli rodzice aby cie wychowac...Stojac w kolejkach za kaszka, sprzatajac po tobie i tysiace czynnosci...za ktore nigdy jeszcze nie dostali slowa dziekuje a tym bardziej odrobiny szacunku...Niby byl to ich zasrany obowiazek...Tak to prawda, ale ten obowiazek wykonywali zapewne z wielka miloscia i szacunkiem do ciebie, czy wielu innych...Mogli cie w koncu- na wychowanie oddac cioci Kloci i po sprawie...

                  Wiec ta milosc i to co robili w imie milosci to te extra, ktore ci dali, to tez jest milosc...W imie pamieci o tym wszystkim, a nawet gdyby tej pamieci nie mial, mozna przymknac oka ze zrozumieniem dla ich zdania na tematy, w ktorych ich generacja ma inne poglady...Zreszta, czy takie zle sa to poglady, ktore mowia:- moze bys pomyslal o rodzinie, o sobie, czy moze bys byl bardziej oszczedny, wszak nadchodza ciezkie czasy w ekonomii itp...

                  Jezeli nie ma powaznych problemow, to uwazam ze z duperelow nie warto robic wielkiej sprawy, bo to raczej o tobie dobrze nie swiadczy....Sam jestes kowalem swojego losu wiec naucz sie rozmawiac z twoimi rodzicami, aby byli przyjaciolmi a nie wrogami, wszak ta milosc pierwotna, jej iskra pomiedzy wami, pomimo modyfikacji ciagle jednak trwa...
                  • kropidlo5 Re: Och ta tolerancja, tolerancja.... 24.02.13, 19:07
                    A skad wiesz, ile tolerancji mieli moi rodzice? Skad wiesz, ze nie dostali slowa dziekuje? Ani szacunku? Spekulujesz. Akurat trafilas kula w plot. Jabylem bardzo oddanym dzieckiem. Az za bardzo. Ale to nie o mnie.
                    Dzis sa takie czasy, ze nawet zwierzeta maja jakies 'prawa'. Jak kupujesz psa, to niewazne, ze jako szczeniak ten pies sra po dywanach i wymaga karmienia- nie upowaznia to do tego, aby potem w ramach 'odebrania zaplaty' tego psa kopac, bic, przypalac zelazkiem czy glodzic.
                    Nie dogadamy sie, bo mamy inne priorytety. Do Twojej wiadomosci- zasady, ktore postuluje wobec rodzicow w sensie ogolnym bede stosowal rowniez wobec siebie. Jesli kiedys bede rodzicem. Nie bede szukal wymowek, aby kopnac dziecko w twarz bo je splodzilem.
                    I proslibym o niewchodzenie na sciezke osobista, bo nie mowimy o mnie, tylko o ogonych zasadach.
                    • l_witch_l Re: Och ta tolerancja, tolerancja.... 24.02.13, 19:25
                      Dzis sa takie czasy, ze nawet zwierzeta maja jakies 'prawa'. Jak kupujesz psa, to niewazne, ze jako szczeniak ten pies sra po dywanach i wymaga karmienia- nie upowaznia to do tego, aby potem w ramach 'odebrania zaplaty' tego psa kopac, bic, przypalac zelazkiem czy glodzic.

                      Takie przypadlosci nie bralam w ogole pod uwage. Bo to co piszesz to juz patologia.
                      Mialam na mysli zwyklych ludzi uwiklanych w nieporozumienia rodzinne.

                      Nie pisze aby dochodzic do stanu calowania rodzica po butach bo laskawca zycie nam darowal, mogl w koncu usunac....To tez patologia, jezeli ktos tak mowi swojemu dziecku.

                      Pisalam o rodzinach, gdzie czesto dzieci maja pretensje do rodzicow,ze z siebie zyl nie wypruli i nie zacharowali sie do konca dla nich...CUDOWNYCH DZIECIACZKOW ktorym bron boze, slowa zlego nie powiedz, co je drazni, bo je tak ogromnie skrzywdzisz- ze nazwa cie - toksycznym rodzicem. Dzieciom nalezy sie wszystko, natomiast rodzicom nie wolno nic...To jest kolejna bajeczka w ktora coponiektorzy wierza....
                      z malej sprawy zrobi taka duza i jakos do glowy mu czy jej nie przyjdzie, ze w koncu rdzic to nie plastikowa lala, to tez zywy czlowiek, ktory tezma swoje slabe i silne strony, problemy, choroby itp.

                      A czy ty bedziesz dobrym rodzicem? Watpie. Mysle ze ci sie to raczej nie uda. Z samego juz zalozenia jestes na straconej linii, no ale ludzic sie mozesz, to w koncu nic nie kosztuje...Ludzie ktorzy maja zle relacje z wlasnymi rodzicami czesto przenosza je na wlasne dzieci i od inteligencji owych dzieci zalezy jak szybko emocjonalnie uwolnia sie od tego typu zwiazkow.

                      • kropidlo5 Re: Och ta tolerancja, tolerancja.... 24.02.13, 20:27
                        Dzieki za wiare we mnie i proroctwa:) Raczej sie nie spelnia;)
                        A co do moich relacji z rodzicami to sa lepsze niz myslisz:)
                  • kropidlo5 Re: Och ta tolerancja, tolerancja.... 25.02.13, 11:54
                    A tak pominalem jeszcze to:

                    l_witch_l napisał(a):
                    Jezeli nie ma powaznych problemow, to uwazam ze z duperelow nie warto robic wie
                    > lkiej sprawy, bo to raczej o tobie dobrze nie swiadczy....Sam jestes kowalem sw
                    > ojego losu wiec naucz sie rozmawiac z twoimi rodzicami, aby byli przyjaciolmi a
                    > nie wrogami, wszak ta milosc pierwotna, jej iskra pomiedzy wami, pomimo modyfi
                    > kacji ciagle jednak trwa...


                    Co to znaczy duperele? Pomysl, jak ludzie dobieraja sie w przyjaznie. Zwiazki. Jak lubia sie lub nie w pracy i co z tego wynika? Chyba nie odkryje Ameryki, jak powiem, ze gdy kogos sie lubi, to raczej sie o taka osobe troszczy, zyczy jej dobrze, lubi z nia przebywac, widzi w niej zalety, wspiera. Pisze 'raczej' bo wiadomo, ze moga pojawic sie trudne momenty, ale generalna linia jest taka.
                    Jak sie z kims nie lubimy to sie zaczyna dogryzanie, kpiny, krytyka, obgadywanie, zyczy sie zle, nie zartuje sie, rozmowa jest sztywna a nie swobodna. Nie ma nawet specjalnej checi ani pozytku z takiego kontaktu, trwa on z jakiejs koniecznosci.

                    Tak tez powinny wygladac relacje w rodzinie. Ze strony dzieci, rodzicow, rodzenstwa, dziadkow i wnukow, jesli jest to rodzina tzw prawidlowa. Bo w prawidlowej rodzinie ludzie sie kochaja i lubia. Natomiast wedle Twoich slow (jak sie moge domyslac) zatruwanie komus zycia przez niesympatyczna postawe opisana wczesniej nazywasz 'duperelami'.
                    W ogole tego nie rozumiem i z tym sie nie zgadzam.

                    Jaki jest w takim razie cel spotkan rodzinnych, kontaktow? Jaka jest natura wiezi? Czy jest ona jak socjalizm zawsze dobra z samego zalozenia? Czy ocenia sie fakty, czy fakty dopasowuje sie do tezy?

                    Wszystko mozna usprawiedliwic, a raczej znalezc wymowke. Najbardziej kasliwa wredna uwage moge zamienic w troske. Moge faceta na ulicy wyzwac od warchlakow i powiedziec, ze to z troski. Moge isc do wykladowcy na uczelni i powiedziec mu, ze jest glupim nudziarzem- i wytlumaczyc to checia zmobilizowania go do akcji.

                    Tylko ze to sie nazywa manipulacja.



                    A co do relacji dzieci-rodzice, oczywiscie ze jest niesymetryczna. To rodzice sa starsi, powinni byc madrzejsi i powinni kierowac. Szczegolnie przed 18 r.z. Jak mozna porownywac moce logiczne i zdolnosci spoleczne czy emocjonalne 5-cio czy 12-latka z doroslym rodzicem? Przeciez to kuriozum.

                    • kropidlo5 Re: Och ta tolerancja, tolerancja.... 25.02.13, 11:59
                      ps i znowu o czyms zapomnialem.

                      Otoz wymagania wobec rodzicow wcale nie stoja w sprzecznosci z miloscia do nich czy wdziecznoscia. Wrecz odwrotnie. W atmosferze wzajemnego szacunku duzo latwiej jest o milosc, oddanie, troske, a nawet codzienna zyczliwosc i pomoc. Jesli jednak pod pokrywka kipia stlamszone emocje, ukryte niewypowiedziane zale i pretensje, to wtedy latwiej o niechec, niegrzecznosc a nawet nienawisc (ktora idzie w parze z miloscia i jest strasznym koktajlem).

                      Dla mnie 'obrona rodziny' polegajaca na zamiataniuu brudow pod dywan albo falszowaniu rzeczywistosci w imie dogmatow typu 'rodzice maja zawsze racje' albo 'rodzice wychowali wiec maja prawo robic co chca' jest obrona iluzoryczna, a wrecz jest szkodzeniem.
                      • l_witch_l Re: Och ta tolerancja, tolerancja.... 25.02.13, 23:02
                        To my sie nie rozumiemy...Nie, rodzice nie zawsze maja racje. Nie ma takiej osoby, ktora zawsze mialaby racje, wszak pomylki najwiecej ucza...

                        Ani nie wolno im robic wszystkiego...Podobnie jak i ich dzieciom.
      • torado Re: Problem z Suzan...! 24.02.13, 13:59
        l_witch_l napisał(a):

        > Uwazam, ze pania ta nalezy wpisac na liste czarnych pisareczek...Bo wiel
        > e szkod spolecznych czyni ludziom.
        >
        > I owszem ma styl pisania ciekawy, dla ludzi mniej oczytanych w temacie, wrecz
        > jawi sie zadziwiajaco ciekawym, ale jezeli ktos pojdzie sciezka tej wspolczesne
        > j Freji, to wyladuje na manowcach problemow, ktore i tak nigdy sie nie zakoncza
        > , sklocony najczesciej z rodzina, zagubiony w sobie wewnatrz i na zewnatrz, be
        > z odpowiedzi....
        >
        >

        oj błądzisz moje dziecko, błądzisz ;-) :-D
    • shachar Re: Uwolnić się od poglądów i spojrzeń innych lud 24.02.13, 13:55
      Nie rozumiem przekazu tego posta. Nie rozumialam go juz wczoraj, ale dalam sobie troche czasu.

      Co ma tytul do tresci?

      Co ma zrobic dziecko?
      • szaman.ka Re: Uwolnić się od poglądów i spojrzeń innych lud 24.02.13, 16:31
        Inspiracją do napisania tego postu był wątek założony przez Tallar-Wyrażać własne zdanie-boję się.
        Ten problem uzależnienia od czyichś opinii i emocji przewija się też w wątkach Zatroskanej.


        Co ma zrobić dziecko,które jest nieszczęśliwe z tego powodu ? Uczyć się żyć własnym życiem.Zastanowić się jakie są jego pragnienia,co je może uszczęśliwić i do tego dążyć,zamiast starać się zadowalać innych.

        Wszystkim,dziewczynom,które mają z tym problem, polecam lekturę książkę Renate Gockel-" Grzeczne dziewczynki zjadają wilka".Jest tam odpowiedź na pytanie; dlaczego kobiety wyrzekają się własnych uczuć i potrzeb?
        Ta książka wraz z książką Susan Forward może stanowić samopomoc w wyjściu z takich problemów.
    • paco_lopez Re: Uwolnić się od poglądów i spojrzeń innych lud 24.02.13, 15:08
      aaa to był seneka. powaznie sie zastanawiam, po co nam szkoła w tradycyjnej formie klasowego spendu od ósmej do drugiej, szczególnie w dobie internetu i wujka gugla.
    • lifeisaparadox Re: Uwolnić się od poglądów i spojrzeń innych lud 24.02.13, 19:38
      To jest zdaje się obraz schizofrenii, gdzie zniekształceniu ulega odbiór rzeczywistości, a ludzie przychyli są postrzegani jako wrogowie.
      Przykład nauczyciela czy rodziców, w domyśle zbioru najbardziej przychylnego młodej osobie - pokierowania, wsparcia, kształtowania postawy i wzorców, podgrzewania ambicji i dobrych celów - tutaj uzyskuje obraz zła i krzywdy.

      Jedynym wyjątkiem mogą być alkoholiczne rodziny i jakieś krzywe klimaty gdzie ta rodzinna atmosfera jest toksyczna, ale w tym przykładzie tego nie ma.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka