Dodaj do ulubionych

depresja i syf w mieszkaniu

24.02.13, 20:04
Poradźcie proszę.

Mój przyjaciel ma depresję i próbę samobójczą na koncie. W tej chwili jest w szpitalu, czuje się coraz lepiej. Pobędzie tam jeszcze kilka tygodni. Zebrała się wokół niego grupa ludzi, która mu pomaga - odwiedza, podrzuca coś do jedzenia, przejmuje rzeczy do prania, itd.
Pojawiła się natomiast kwestia mieszkania. Jest tam syf, a nawet SYF. Albo i S Y F. Pościel jest ciemnoszara. Zlew pełen naczyń, na których kwitną nowe formy życia. Podłogi nie widać spod błota. Cała łazienka - zabłocona i pełna kociego żwirku. Wszędzie pełno kurzu i kociej sierści. Do tego koszmarny smród, bo mimo regularnego opróżniania kuwety, jeden z kotów sika na chodniczek. Wszystko jest tym smrodem przesiąknięte.
W pierwszej chwili wymyśliliśmy, że posprzątamy mu w tym mieszkaniu. Zebrała się ekipa gotowa poświęcić na to weekend (praca nie będzie łatwa, bo tam jest naprawdę okropnie). Ale w tej chwili pojawiła się opcja, że to nieterapeutyczne. Że jak już wyjdzie, to powinniśmy mu powiedzieć, że chętnie pomożemy mu ze sprzątaniem.
Ja oczywiście wiem, że nie jest metodą wyręczanie osób z problemami/depresją. Znam go również i wiem, że generalnie ten konkretny człowiek ma wysoką tolerancję na brud, i nie przeszkadza mu to, co mnie by obrzydzało i doprowadziło do szału.
Ale wydaje mi się, że jeśli miał pomysł, by ze sobą skończyć, to rzeczywistość go troszkę przerosła. I jeśli teraz w szpitalu nabierze trochę sił i poczuje się pewniej, po czym wróci do tej koszmarnej, skrzeczącej rzeczywistości i śmierdzącej nory, to efekt terapeutyczny może iść w diabły.

Podpowiedzcie, co zrobić?
Obserwuj wątek
    • szaman.ka Re: depresja i syf w mieszkaniu 24.02.13, 20:17
      Ja myślę,że można posprzątać i jakoś go wspólnie zobligować do tego,żeby nie dopuszczał do takiego stanu mieszkania,bo to oddziałuje negatywnie na psychikę. Może poczuje się zawstydzony tym i trochę się poprawi ?
      • jedr-ek28 Re: depresja i syf w mieszkaniu 25.02.13, 01:02
        Też tak sądzę. Poza tym zadbajcie o te koty, bo przecież nie ma ich kto nakarmić. Ja akurat jestem miłośnikiem kotów, więc proszę, zróbcie coś.
        • k_maria_r Re: depresja i syf w mieszkaniu 25.02.13, 01:06
          jedr-ek28 napisał:

          > Też tak sądzę. Poza tym zadbajcie o te koty, bo przecież nie ma ich kto nakarmi
          > ć. Ja akurat jestem miłośnikiem kotów, więc proszę, zróbcie coś.

          Z kotami nie ma najmniejszego problemu, co najmniej raz na dobe ktos u nich jest, karmi, poi i czysci kuwete.
      • to.niemozliwe Re: depresja i syf w mieszkaniu 26.02.13, 05:52
        Myslisz, ze zawstydzanie osoby w depresji jest skutecznym sposobem na wychodzenie z niej?
    • polifonia1983 Re: depresja i syf w mieszkaniu 24.02.13, 23:29
      Mnie się wydaje, że sprzątanie z nim może go przerosnąć. Raz, że sprzątnięcie takiego syfu pewnie jest dla niego niewyobrażalne, dwa, że może odebrać pomoc jako coś wstydliwego.

      A macie możliwość zapytania jego lekarza o to?

    • sandrad2 Re: depresja i syf w mieszkaniu 25.02.13, 00:26
      Ja bym posprzątała. Powrót do czystego pachnącego mieszkania jest super. A czysta pościel zachęca do normalności.
      facet z depresją nie będzie miał sił na ogarnianie syfu..
      • aqua48 Re: depresja i syf w mieszkaniu 25.02.13, 10:28
        Posprzątajcie mu, będzie miał motywację do utrzymywania mieszkania w czystości. A poza tym powrót z czystego szpitala do powszedniego brudu może jeszcze bardziej depresyjnie podziałać i zniechęcić do wszelkiego działania.
        A potem róbcie mu cotygodniowe już wspólne sprzątanie, pranie, prasowanie, układanie wyprasowanych rzeczy w szafie, odkurzanie, zakupy, żeby się przyzwyczaił do wykonywania pewnych czynności odruchowo, zajął czymś i mógł do siebie zaprosić kogoś bez wstydu jakby się gorzej poczuł..
    • violetta222 Re: depresja i syf w mieszkaniu 25.02.13, 11:54
      k_maria

      fajnie, ze on ma takich przyjaciol, jak Wy.
      Moja 60 letnia sasiadka przez ciezka depresje (samotnosc i bezrobocie), rozpila sie, przestala sprzatac, wynosic smieci, w tym odchody swojego kota.. Na zewnatrz robila wrazenie osoby dobrze sobie radzacej, nie skarzyla sie. Miala syna i wnuka, ale rzadko mieli z soba kontakt (byla dosc trudna z charakteru, bardzo wybuchowa, niezrownowazona).
      Dopiero problem z przeciekiem wody w lazience sprawil, ze do jej mieszkania musieli wejsc fachowcy i zobaczyli w jakim ono jest stanie. Zawiadomili wlasciciela budynku, on wymowil jej mieszkanie, a poniewaz nie zareagowala, po jakims czasie wyeksmitowano ja. Teraz podobno mieszka w jakims przytulku.

    • croyance Re: depresja i syf w mieszkaniu 25.02.13, 14:58
      Oj tam nieterapeutycznie. Gdyby to byla sytuacja, ze cos sie robi RAZ - ale sprzatanie to akurat czynnosc powtarzalna, i pomagajac raz w zaden sposob nie zwalniacie go z poznijeszego obowiazku regularnego sprzatania.

      Depresja to choroba jak kazda inna - wyobrazacie sobie takie niesprzatanie w celu terapeutycznej nauczki u kogos, kto np. wraca ze szpitala po mastektomii? Badzcie ludzmi, Wasz kolega to nie dziecko do wychowywania, ale oslabiony czlowiek po chorobie, niech sobie wroci do czystego i przyjemnego domu, to nie czas chyba na jakies lekcje wychowawcze w kwestii utrzymywania higieny.
    • to.niemozliwe Re: depresja i syf w mieszkaniu 25.02.13, 15:16
      Oprócz jednoraozowego sprzątania, konieczne może się okazać sprzątanie z nim razem pózniej, żeby nauczyć go dbania o mieszkanie, a także wspomóc wsparciem w okresie rekonwalecscencji. Polegałoby to np. na wizytach, okresowych, pomocy przy sprzątaniu, a nastepnie wspólnie - gotowaniu, wyjściu do kina, pograniu w karty, itp. Musze przyznac, ze to, co robicie jest wspaniałe.
      • paris-texas-warsaw Re: depresja i syf w mieszkaniu 25.02.13, 15:25
        Mój przyjaciel będąc jeszcze studentem medycyny był na jakimś wakacyjnym wyjeździe do ośrodka leczenia psychiatrycznego. Tam razem z innym studentem poznali osobę chyba właśnie chorą na poważna depresję. Z tego co pamiętam ta osoba opowiadała, że nie sprzątała w domu ze dwa lata. I oni zaproponowali jej pomoc. Ona tę pomoc przyjęła z wielką wdzięcznością, choć najpierw bardzo się wstydziła, ale zapowiedziała im, że w ŻADNYM przypadku nie zgadza się, żeby weszli do jej łazienki, bo tam jest już wszystko w takim stanie, że by się za bardzo wstydziła. I tam sama chciała posprzątać. I oni rzeczywiście pomagali sprzątać, ale nie mogli zaglądać do łazienki.
        Przypomniawszy sobie powyższy przypadek, wydaje mi się, że należałoby spytać przyjaciela, czy chce takiej pomocy i w jakim zakresie. Różne podejście mogą mieć osoby do swojej prywatności, do poczucia wstydu itd. W domu można też mieć bardzo osobiste rzeczy i nie chcieć, żeby ktoś ich dotykać. Z tego względu ja bym najpierw spytała o zgodę na takie sprzątanie i ustaliła w jakim zakresie (np. czy układamy też w szafie ubrania i bieliznę, czy tylko jest zgoda na naczynia kuchenne).
        • to.niemozliwe Re: depresja i syf w mieszkaniu 25.02.13, 15:56
          Słusznie, nie może to być kosztem poczucia prywatności.
          • k_maria_r Re: depresja i syf w mieszkaniu 25.02.13, 16:01
            O prywatności, przyznam, nie pomyślałam... Cenne, bardzo cenne, dziękuję.
            Ale sądzę, że akurat to nie byłby problem - jedno z nas dostało od niego login i hasło do komputera, chciał też dać dane umożliwiające wejście na konto bankowe, żeby popłacić rachunki (pojechaliśmy do niego z laptopem i dostępem do internetu, zrobił to sam). Więc wydaje mi się, że raczej ze sprzątaniem nie miałby problemu.
            Więc tak - jeśli się na nie zdecydujemy, zapytamy go o zdanie, na pewno.
            Pytanie - czy to jest terapeutyczne, czy antyterapeutyczne?
            I dodam - mieszkanie naprawdę wymaga bardzo, bardzo solidnego sprzątania.
            • to.niemozliwe Re: depresja i syf w mieszkaniu 25.02.13, 16:39
              Terapeutyczne (IMHO), to jest bycie z człowiekiem i okazywanie mu empatii, a także autentycznego wsparcia, i wymiernej pomocy i nauki w utrwalaniu nowych nawyków i zmiany sposobu postrzegania spraw. I nie ma to nic wspólnego z wyręczaniem.
              Rzecz w tym, żeby on nie bał się mieć i artykułowac potrzeby i żeby nauczył sie je zaspokajać przy pomocy innych ze wzajemnoscią. Dawać i brac i czerpać z tego satysfakcję - tego uczyć.
              • k_maria_r Re: depresja i syf w mieszkaniu 25.02.13, 17:05
                Wiesz, wydaje mi się, że to jest dalszy etap, i rola jednak głównie psychologa teraz, a potem terapii (na którą - jak mamy nadzieję - on pójdzie po wyjściu ze szpitala). Długoterminowa pomoc, wsparcie, bycie_z - oczywiście że tak, ale to za chwilę. Na razie pomagamy mu dowożąc rzeczy do szpitala i będąc w kontakcie, na resztę przyjdzie czas.
                A ze sprzątaniem chodzi mi o to, że, hm, może od początku - ja jestem higienicznym freakiem. Podejrzewam nawet leciutką nerwicę natręctw u siebie, w każdym razie mam niską tolerancję na brud (nie bałagan, bo twórczy nieporządek to ja miewam). Ale niezależnie od mojego skrzywienia, w jego mieszkaniu jest syf, naprawdę syf, co potwierdzają wszyscy. I ja (z moim skrzywieniem) mam taką wizję: że on wychodzi ze szpitala, jedzie do domu, i wchodzi do śmierdzącej nory. A my stajemy w progu "stary, jeśli chcesz, to chętnie pomożemy Ci sprzątnąć". A on widzi pleść na garnkach w kuchni, rozwaloną, ciemnoszarą pościel i zabłoconą podłogę, wszystko w stanie jaki zostawił miesiąc wcześniej, wywożony do szpitala przez pogotowie. Rozumiesz?
                I zastanawiam się, co lepsze - czy zagadać z nim "słuchaj, mamy taki pomysł, ogarniemy ci mieszkanie, co ty na to?" (wiem, że pozrzędzi, ale się na to zgodzi) i wpuścić go po szpitalu do czystego, pachnącego, uporządkowanego mieszkania, czy właśnie go terapeutyzować "pomożemy ci sprzątnąć jak chcesz".
                Ja osobiście jestem ZDECYDOWANIE za pierwszym rozwiązaniem, ale potrzebuję argumentów, zarówno za jak i przeciw.
                • croyance Re: depresja i syf w mieszkaniu 25.02.13, 17:35
                  Mysle ze zamiast zastanawiac sie czy cos jest terapeutyczne czy nie, najpierw trzeba sie zastanowic, czy jest ludzkie i przyzwoite. A - jak pisalam wczesniej - nie wydaje mi sie, zeby powrot do domu osoby po probie samobojczej byl dobrym momentem na jakies terapeutyczne tricki i lekcje wychowawcze. Ten czlowiek ma juz i tak na glowie mnostwo problemow, z ktorych -mimo najszczerszych checi - nie da sie go wyreczyc, ze zwykle posprzatanie mieszkania to naprawde nie jest pole do terapeutycznych popisow. Rownie dobrze by mozna odmowic osobie, ktorej zona zginela w wypadku pomocy w sortowaniu jej rzeczy, bo 'musi prawidlowo przezyc zalobe'. Badzmy najpierw ludzmi i przyjaciolmi, potem terapeutami.

                  Wiem, ze chodzi Ci o to, zeby kolega nie uniknal odpowiedzialnosci za swoje czyny, zmierzyl sie z konsekwencjami etc., ale skutkow depresji nie mozna do konca traktowac jak np. zamiatania pod dywan zobowiazan zdrowiejacego alkoholika. Twoj kolega nie ma wplywu na to, ze jest chory, i dowalac mu 'terapeutycznie' jakichs nowych trudnosci (do tych naprawde powaznych jak budowanie zycia od nowa) wydaje mi sie przesadne i nieco protekcjonalne. Przeciez jednym sprzataniem zycia mu nie naprawicie - to nie jest tak, ze dzieki Wam wroci sobie wygodnie do domu 'jakby nic sie nie stalo'. Stoi przed nim na pewno mnostwo naprawde trudnych decyzji i zawalonych spraw, i ja bym nie dowalala mu na sam poczatek latania ze szmata. Pomijajac wszystko inne, nie wydaje mi sie, zeby cokolwiek terapeutycznego z tego wyniklo tak czy siak - oprocz dobicia czlowieka i obciazenie go jeszcze wieksza iloscia spraw, kiedy inne moga byc pilniejsze i bardziej istotne.

                  Ja bym posprzatala, kupila jakies jedzenie, tak na dobry poczatek. Trudna droga i tak dopiero przed nim.
                  • k_maria_r Re: depresja i syf w mieszkaniu 25.02.13, 17:43
                    Widzisz, JA się z Tobą zgadzam w 100%. Mam takie "myślenie symboliczne" - damy my kopa na rozpęd, dzięki czystemu mieszkaniu pokażemy, że zaczyna coś od nowa (co nawiasem mówiąc wcale nie jest łatwe, proste, ani przyjemne, bo jego sytuacja jest dość skomplikowana).
                    Chodzi o to, że decyzję podejmuje kilka osób, a część z nich skłania się ku innemu podejściu...
                    • croyance Re: depresja i syf w mieszkaniu 01.03.13, 16:17
                      Mysle, ze nie ma co mieszac rol - jestescie w koncu jego przyjaciolmi, a nie terapeutami. Po pierwsze nie do konca wiecie, co mogloby byc tak naprawde terapeutyczne a co nie, po drugie nie do Was nalezy wprowadzanie jakichs terapeutycznych technik. Ja bym to zostawila specjalistom.
                • aqua48 Re: depresja i syf w mieszkaniu 25.02.13, 17:43
                  k_maria_r napisał(a):

                  > I ja mam taką wizję: że
                  > on wychodzi ze szpitala, jedzie do domu, i wchodzi do śmierdzącej nory. A my st
                  > ajemy w progu "stary, jeśli chcesz, to chętnie pomożemy Ci sprzątnąć". A on wid
                  > zi pleść na garnkach w kuchni, rozwaloną, ciemnoszarą pościel i zabłoconą podło
                  > gę, wszystko w stanie jaki zostawił miesiąc wcześniej, wywożony do szpitala prz
                  > ez pogotowie.

                  Nie mam depresji, ale po powrocie z czystego szpitala mnie by taki widok zdołował i pomyślałabym, że NIKT nie da rady uprzątnąć tego mieszkania.

                  > czy właśnie go terapeutyzować "pomożemy ci sprzątnąć jak chcesz".

                  Ale jeśli on nie widzi sensu i celu tego sprzątania w takiej sytuacji, a na dodatek go ono przerośnie?
                  Ja zdecydowanie posprzątałabym mieszkanie na błysk podczas nieobecności właściciela, po czym pilnowałabym go, motywowała i pomagała nadal w cotygodniowych grubszych porządkach, szorowaniu łazienki, zmianie pościeli, praniu, układaniu w szafie, większych zakupach, itp, dopóki nie stanie na nogi. Tę dodatkową pomoc traktując jak "terapeutyzowanie" - czyli udzielanie wsparcia. Wydaje mi się, że osoba z depresyjną osobowością wszelki większy wysiłek, w którym na dodatek cel jest odległy, albo go wyraźnie nie widać może potraktować jako sprawę niedosiężną. A zasada jest taka, że należy wyznaczać sobie małe cele i realizować je po kolei, ciesząc się z małych sukcesów, a nie zastanawiając się za bardzo nad dalekosiężnym skutkiem, który może się wydawać takiej osobie całkowicie poza jej zasięgiem.
            • zombiekitty Re: depresja i syf w mieszkaniu 26.02.13, 07:38
              k_maria_r napisał(a):


              > Pytanie - czy to jest terapeutyczne, czy antyterapeutyczne?
              > I dodam - mieszkanie naprawdę wymaga bardzo, bardzo solidnego sprzątania.

              walić terapeytyzm czy nieterapeutyzm, jak straci chłop mieszkanie, to to na pewno nie będzie terapeutyczne...
    • l_witch_l Nie kochanie.... 25.02.13, 23:10
      Absolutnie mu nic w jego domu nie sprzatac. Nie wazne czy to terapeutyczne, czy nie, ale on musi ten etap powstawania z wlasnych gruzow sam przerobic.
      A jak pomagac to tylko ktos, kto zna sie na tym jak postepowac z osobami w kryzysie.

      Mysle, ze nie dlatego 'popelnial' to nieudane samobojstwo- bo ma syf w domu, ale dlatego ze ogolnie zycie go przerasta na wielu obszarach. Moze zaczac od wsparcia go w pracy- czy na studiach aby poczul, ze jest gdzies chlop na schwat...
      • to.niemozliwe Re: Nie kochanie.... 26.02.13, 05:50
        Na czym praktycznie mialoby polegac wsparcie w pracy?
        • l_witch_l Re: Nie kochanie.... 26.02.13, 11:00
          Praktycznie o ile ma prace, na docenieniu jego wkladu i wysilku. O ile jest kreatywny na zauwazeniu tego...
          • zombiekitty Re: Nie kochanie.... 26.02.13, 12:21
            l_witch_l napisał(a):

            > Praktycznie o ile ma prace, na docenieniu jego wkladu i wysilku. O ile jest kre
            > atywny na zauwazeniu tego...

            Jesteś jego pracodawcą/wykładowcą? jeśli nie, marnie to widzę.
      • zombiekitty Re: Nie kochanie.... 26.02.13, 07:34
        l_witch_l napisał(a):

        > Absolutnie mu nic w jego domu nie sprzatac. Nie wazne czy to terapeutyczne, cz
        > y nie, ale on musi ten etap powstawania z wlasnych gruzow sam przerobic.

        Wierzysz, że on po powrocie z psychiatryka to posprząta?


        > A jak pomagac to tylko ktos, kto zna sie na tym jak postepowac z osobami w kryz
        > ysie.
        >
        > Mysle, ze nie dlatego 'popelnial' to nieudane samobojstwo- bo ma syf w domu, al
        > e dlatego ze ogolnie zycie go przerasta na wielu obszarach. Moze zaczac od wspa
        > rcia go w pracy- czy na studiach aby poczul, ze jest gdzies chlop na schwat...

        Ale najpierw musi przecież wrócić do domu i coś z nim zrobić - dlaczego mu w tym nie pomóc? Dać wiarę w ludzi? Końca świata nie będzie.
        • l_witch_l Re: Nie kochanie.... 26.02.13, 11:13
          A skad wiesz,ze to byla depresja, a nie jakies inne schorzenie? A moze zwykly impuls, w ktorym doszedl do wniosku ze nie chce dluzej zyc.

          Poza tym depresja nie jest jakims kompletnym kalectwem, ktore wyklucza posprzatanie
          wookol siebie....
          Mysle,ze nie ma nic dobijajcego i bardziej paskudnego jak wchodzenie komus ze szmata w jego katy i robienie mu porzadkow, na swoja wlasna modle...Bo to cie wyleczy.Nie wyleczy a dobije...Bo ukaze jeszcze bardziej nieudolnosc niweczy czesc tego co moze ma jakies tam znaczenie dla niego w czasoprzestrzeni i symbolach...i moze jest czescia jego samego...na danym etapie zyciowym.


          Do leczenia takiego stanu potrzebny jest specjalista, a nie koledzy. Jak sie nie znasz na psychologii na problemach i zaburzeniach, a widac ze nie, to sie do tego nie zabieraj.
          • k_maria_r Re: Nie kochanie.... 26.02.13, 11:20
            l_witch_l napisał(a):

            > A skad wiesz,ze to byla depresja, a nie jakies inne schorzenie? A moze zwykly i
            > mpuls, w ktorym doszedl do wniosku ze nie chce dluzej zyc.

            Bo tak zostal zdiagnozowany. Czy to wystarcajacy argument?

            > Poza tym depresja nie jest jakims kompletnym kalectwem, ktore wyklucza posprzat
            > anie
            > wookol siebie....

            Z cala pewnoscia nie wyklucza, ale mocno je utrudnia. To stan, kiedy czlowiek nie jest w stanie wziac prysznica, o wycieraniu kurzu nie wspominajac.

            > Mysle,ze nie ma nic dobijajcego i bardziej paskudnego jak wchodzenie komus ze s
            > zmata w jego katy i robienie mu porzadkow, na swoja wlasna modle...Bo to cie wy
            > leczy.Nie wyleczy a dobije...Bo ukaze jeszcze bardziej nieudolnosc niweczy czes
            > c tego co moze ma jakies tam znaczenie dla niego w czasoprzestrzeni i symbolach
            > ...i moze jest czescia jego samego...na danym etapie zyciowym.

            Moge sie mylic, ale na ile go znam - nie bedzie mial z tym problemu. To akurat nie bedzie kompletnie zadna kwestia...

            > Do leczenia takiego stanu potrzebny jest specjalista, a nie koledzy. Jak sie ni
            > e znasz na psychologii na problemach i zaburzeniach, a widac ze nie, to
            > sie do tego nie zabieraj.

            Hehe, a czy Ty doczytales do konca moj pierwszy wpis? On jest pod opieka specjalistow. I jeszcze kilka tygodni tam pozostanie.
            Przy okazji - Ty sie znasz na psychologii, problemach i zaburzeniach? Czy to z tej glebokiej znajomosci tych zagadnien wynika Twoj protekcjonalny ton?

            Jestem dzis umowiona na rozmowe z jego lekarzem. Zobaczymy, co mi powie.
            • l_witch_l Dziewczatka... 26.02.13, 19:06
              A dlaczego chcecie mu pomagac? Czy to wasz bliski jaki? Podniesie to wasze ego w jego oczach? waszych? A co jako ten depresyjny i chwiejny emocjonalnie, wywali was za kolejnym razem za drzwi, bez slowa dziekuje?

              • zombiekitty Re: Dziewczatka... 26.02.13, 19:43
                l_witch_l napisał(a):

                > A dlaczego chcecie mu pomagac? Czy to wasz bliski jaki?

                Czy tylko bliskim się pomaga? Czy pomoc to coś złego?

                >Podniesie to wasze ego
                > w jego oczach? waszych?

                a nawet gdyby, to co się stanie? myślisz, że właśnie tym się ci ludzie motywują chcąc mu pomóc? ponoć sądzi się innych według siebie, więc jeśli to prawda, to Ci (i otaczającym Cię ludziom) bardzo współczuję.

                >A co jako ten depresyjny i chwiejny emocjonalnie, wywa
                > li was za kolejnym razem za drzwi, bez slowa dziekuje?

                A czy Ty pomagasz tylko tym, którzy Ci potem podziękują? Jak napisałam - b. Tobie i otaczającym Cię ludziom współczuję.
                • l_witch_l Re: Dziewczatka... 26.02.13, 21:01
                  otaczającym Cię ludziom współczuję.

                  W moim otoczeniu nie ma osob o tak niskiej inteligencji, ktorzy nie radza sobie ze soba i swoimi problemami! Zatruwajac zycie innym, a swoje cztery katy zapuszczaja do stanu wybiegu dla swin. Brrr...:=/

                  Poza tym uwazam,ze pojecie bliskosci nie polega na tym- aby ktos mial byc mu jeszcze blizszy sprzatajac jego syf...SYF jak to zostalo okreslone...No chyba ze sam ma zachwiane poczucie wlasnej wartosci.

                  jednym slowem moze w koncu zacznij wspolczuc sobie, i ze w ogole w takiej sytuacji sie odnajdujesz...
                  • zombiekitty Re: Dziewczatka... 26.02.13, 21:41
                    l_witch_l napisał(a):

                    > otaczającym Cię ludziom współczuję.
                    >
                    > W moim otoczeniu nie ma osob o tak niskiej inteligencji, ktorzy nie radza sobie
                    > ze soba i swoimi problemami! Zatruwajac zycie innym, a swoje cztery katy zapus
                    > zczaja do stanu wybiegu dla swin. Brrr...:=/

                    Jeśli uważasz, że ludzie chorujący na ciężką depresję to ludzie o niskiej inteligencji, to... cóż mogę więcej powiedzieć...

                    > Poza tym uwazam,ze pojecie bliskosci nie polega na tym- aby ktos mial byc mu j
                    > eszcze blizszy sprzatajac jego syf...SYF jak to zostalo okreslone...No chyba z
                    > e sam ma zachwiane poczucie wlasnej wartosci.
                    >
                    > jednym slowem moze w koncu zacznij wspolczuc sobie, i ze w ogole w takiej sytu
                    > acji sie odnajdujesz...

                    Po prostu nie wiesz, co znaczy "prawdziwa" depresja i stąd ta cała polemika, którą wobec powyższego należy z Panem zakończyć.

                    Pozdrawiam.
                  • kropidlo5 Re: Dziewczatka... 26.02.13, 22:09
                    Nie wiem, czy nalezy sprzatac u takiej osoby na stale, pewnie nie, ale jednorazowo- z wyjasnieniem, ze to jednorazowe- czemu nie? Na tym w koncu polega wzajemna pomoc. Nie na naduzyciu, ale na byciu obecnym w trudnej chwili. Raz ja, raz ty. Moze ten zdepresjonowany, gdy wroci do czystego mieszkania i podniesie sie bedzie mogl w przyszlosci pomoc komus innemu. Jak nie da rady i znowu zapusci mieszkanie- trudno, ale szanse chyba mozna dac?
                    No chyba ze wolisz brutalne reguly gry, slabi musza zginac, i tak dalej- no to ok, ale zycze powodzenia, bo kryzys moze trafic kiedys i ciebie i wtedy nie bedzie nikogo kto by ci podal lape, bo kazdy zastosuje twoja logike.
                    • l_witch_l Re: Dziewczatka... 26.02.13, 22:15
                      jakis ty glupi...
                      • kropidlo5 Re: Dziewczatka... 26.02.13, 22:21
                        l_witch_l napisał(a):

                        > jakis ty glupi...


                        bardzo merytoryczny argument.
                    • l_witch_l Re: Dziewczatka... 26.02.13, 22:46
                      No chyba ze wolisz brutalne reguly gry, slabi musza zginac, i tak dalej- no to ok, ale zycze powodzenia, bo kryzys moze trafic kiedys i ciebie i wtedy nie bedzie nikogo kto by ci podal lape, bo kazdy zastosuje twoja logike.


                      Jakaz to niby jest regula gry i czy nie mam prawa do wlasnej opinii i wlasnego punktu widzenia- bo ty lezkami sie zalejesz, a ile ty lat masz chlopasiu zes sie za slabego uwazasz...?

                      A moze ty nie facet tylko jaka baba....?

                      SYF jak bylo napisane nie ma nic wspolnego z DEPRESJA. Fakt syfu takiego jak to opisane jest faktem ze facet olewa swoje otoczenie i dom, bo jest flejem.

                      Mozliwe ze ma i inne zaburzenie nie tylko depresje...bardziej powazne...

                      Przyzwalanie aby inni po nim sprzatali swiadczy o nim zle. Bo nawet jako chory powinien miec odrobine honoru...aby nie dopuscic aby obarczac innych swoim flejstwem...

                      No ale rozumiem ze tobie to pasi jak inni po tobie wynosza twoj syf ...Mozliwe ze to dobre wytlumaczenia dla flejow i leni wszelkiej masci....Brrrr...:=/
                      • k_maria_r l_witch_l 26.02.13, 22:51
                        l_witch_l napisał(a):

                        Słowem wstepu - czy Ty masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem?

                        > SYF jak bylo napisane nie ma nic wspolnego z DEPRESJA. Fakt syfu takiego jak to
                        > opisane jest faktem ze facet olewa swoje otoczenie i dom, bo jest flejem.

                        Ma duzo wspolnego. Ludzie w depresji nie sa w stanie umyc zebow. Sprzatanie absolutnie przekracza ich mozliwosci.

                        > Mozliwe ze ma i inne zaburzenie nie tylko depresje...bardziej powazne...

                        Na razie badania tego nie wykazaly.

                        > Przyzwalanie aby inni po nim sprzatali swiadczy o nim zle. Bo nawet jako chory
                        > powinien miec odrobine honoru...aby nie dopuscic aby obarczac innych swoim flej
                        > stwem...

                        On nic o tym nie wie. Ja - osoba z grupy jego przyjaciol - zapytalam o to tutaj, na forum. On nas o to nie prosil, ani tego nie oczekuje.

                        Czy zrozumiales, co napisalam?
                        • zombiekitty Re: l_witch_l 26.02.13, 22:53
                          k_maria_r napisał(a):

                          > Czy zrozumiales, co napisalam?

                          Pewnie nie zrozumiał ;) ale nie ma co sobie głowy zawracać, nie tylko tu ubliża innym (forum.gazeta.pl/forum/w,210,142771179,142771179,mam_wrazenie_ze.html)
                          • zombiekitty Re: l_witch_l 26.02.13, 22:54
                            forum.gazeta.pl/forum/w,210,142771179,142771179,mam_wrazenie_ze.html
                            (bo się z błędem wkleiło)
                        • l_witch_l Re: l_witch_l 26.02.13, 23:28
                          A ty zrozumialas co ja ci napisalam. Pytam sie ciebie czy zrozumialas?

                          W jednym miejscu piszesz, ze masz jego przyzwolenie gdzie indziej piszesz, ze
                          /../On nas o to nie prosil, ani tego nie oczekuje.

                          Fuck! Puknij sie w ten durny leb! Na ktorym dupa siedzisz...

                          Facet cie nie prosi to po co chcesz wlazic mu w jego dom, bo co, syf ci sie nie podoba, uszczesliwisz go swoja szmata? Z depresji wyleczysz....Jeszcze zostaw swoje stringi w wyrze. Najlepiej niedoprane...

                          Idz moze i dupe w szpitalu mu podetrzyj bo moze i tego nie potrafi, bo taki depresyjny, ty kretynko durna!
                          • k_maria_r Re: l_witch_l 26.02.13, 23:32
                            Rany!

                            Ale mi pomogles!
                            Nie wiem jak moglam zyc dotad bez Twoich swiatlych rad, serio!
              • k_maria_r Re: Dziewczatka... 26.02.13, 19:47
                l_witch_l napisał(a):

                Po pierwsze - czy Ty masz jakies kompleksy? Co leczysz ta nieco zalosna poblazliwoscia i protekcjonalnym tonem?

                > A dlaczego chcecie mu pomagac? Czy to wasz bliski jaki?

                Moj akurat owszem, co napisalam w _pierwszym_ poscie.

                > Podniesie to wasze ego
                > w jego oczach? waszych?

                Nie mam problemu z moim ego.

                > A co jako ten depresyjny i chwiejny emocjonalnie, wywa
                > li was za kolejnym razem za drzwi, bez slowa dziekuje?

                No i?
                Czy to znaczy, ze nie nalezy pomagac?
                Tobie nikt nie chce pomoc?
          • zombiekitty Re: Nie kochanie.... 26.02.13, 12:28
            l_witch_l napisał(a):

            > A skad wiesz,ze to byla depresja, a nie jakies inne schorzenie? A moze zwykly i
            > mpuls, w ktorym doszedl do wniosku ze nie chce dluzej zyc.

            Stąd wiem, bo autorka wątku pisze o depresji.

            > Poza tym depresja nie jest jakims kompletnym kalectwem, ktore wyklucza posprzat
            > anie
            > wookol siebie....

            Chyba nie widziałeś osoby w "prawdziwej" depresji (nie mówię tu o dołku pod tytułem "o jaki jestem nieszczęśliwy"). Stety albo niestety ja widziałam - ludzi, którzy miesiącami nie myją się, a nawet załatwiają pod siebie. Porządki wokół siebie schodzą wówczas - jak się zapewne domyślasz w takiej sytuacji - na dalszy plan.


            > Mysle,ze nie ma nic dobijajcego i bardziej paskudnego jak wchodzenie komus ze s
            > zmata w jego katy i robienie mu porzadkow, na swoja wlasna modle...

            Autorka wątku napisała przecież, że chłopak nie miałby nic przeciwko, poza tym napisała, że wcześniej zapytałaby go i poprosiła o zgodę. Jesliby się zgodziły - nie widzę tu nic nieodowiedniego ani tym bardziej paskudnego.

            >Bo to cie wy
            > leczy.Nie wyleczy a dobije...


            No chyba przegięcie z dobiciem. Wyleczyć faktycznie nie wyleczy, ale może pomóc.


            >Bo ukaze jeszcze bardziej nieudolnosc niweczy czes
            > c tego co moze ma jakies tam znaczenie dla niego w czasoprzestrzeni i symbolach
            > ...i moze jest czescia jego samego...na danym etapie zyciowym.

            Jeśli się zgodzi, jeśli przyjmie pomoc - nie widzę w tym nic niweczącego itp... Przecież on będzie o tym wiedział. Jeśli dziewczyna spyta go i zobaczy, że się on z tym źle będzie czuł, to nie wwali się do mieszkania ze szmatą na siłę.

            > Do leczenia takiego stanu potrzebny jest specjalista, a nie koledzy. Jak sie ni
            > e znasz na psychologii na problemach i zaburzeniach, a widac ze nie, to
            > sie do tego nie zabieraj.

            a zdziwił(a)byś się na czym się znam, a na czym nie - na szczęście forum jest anonimowe i nie muszę nic udowadniać.
      • zombiekitty Re: Nie kochanie.... 26.02.13, 07:37
        l_witch_l napisał(a):

        >Moze zaczac od wspa
        > rcia go w pracy- czy na studiach

        chcesz za niego chodzić do pracy albo pisać prace zaliczeniowe na studia? chyba lepiej posprzątać...
    • zombiekitty Re: depresja i syf w mieszkaniu 26.02.13, 07:30
      Ja bym mu posprzątała, to wg mnie będzie większy pożytek niż szkoda. Raz, że - jak napisałaś - powrót do tej śmierdzącej nory może go znów załamać, a dwa, że może być to mobilizujące (jak zobaczy, jak miło może być w czystym, ładnym miekszaniu, jest szansa, że będzie się starał to utrzymać), trzy - nikt nie powinien żyć w takich warunkach, cztery - z powodu narastającego smrodu itp. moze w końcu stracić mieszkanie, bo sąsiedzi nie wytrzymają i zaczną składać skargi.
    • lejdi111 Re: depresja i syf w mieszkaniu 26.02.13, 10:31
      Zaproście perfekcyjną panią domu to go nauczy.
      • alfredka1 Re: depresja i syf w mieszkaniu 26.02.13, 14:49

        "Perfekcyjna pani domu" ... brzmi wyjątkowo smutno i nierealnie.
        Najlepiej byłoby gdybyście Wy /przyjaciele/ złożyli się po 100zlotych, najęli 3 - 4 osoby z prywatnej firmy sprzątającej i załatwili to możliwie szybko.. Mieszkanie nie musi błyszczeć - ma być uładzone i nieśmierdzące /najlepszy sposób to nasypć na płytkę kuchenną kilkanaście goździkówi i niech się tlą./
        najważniejsze to wyniesienie smieci. omiecenie ścian, "użycie dużej ilości płynów o dość intensywnym zapachu. Najważniejsza jest sypialnia. W Ciuchlandzie za grosze można kupić calą pościel.
        • k_maria_r Re: depresja i syf w mieszkaniu 26.02.13, 14:53
          Alfredka, pomysl skladki padl na poczatku i wszyscy go zaakceptowali, ale potem pomyslelismy, ze pieniadze beda potrzebne na inne cele, a z kolei w naszej grupie sa ludzie, ktorzy nie maja problemu z poswieceniem 1-2 dni w trakcie weekendu i zrobieniem tam porzadku.

          Dziekuje za rade z gozdzikami!

          A o koty sie nie martw, sa w swietnej formie, tylko niedopieszczone mocno. Ale to nadrobi juz wlasciciel jak tylko wroci.
    • zombiekitty Do k_maria_r 26.02.13, 12:32
      Gdyby było więcej takich osób jak Ty i reszta ludzi, którzy tak pomagają chorym, to świat byłby znacznie piękniejszy:) Ten pan ma szczęście mając takich przyjaciół.
      • apersona Re: Do k_maria_r 26.02.13, 20:39
        Wywalić psujące się jedzenie i zasikany chodniczek od razu. Zamieść podłogę żeby karmiący koty się nie porzygali. Przed powrotem ze szpitala przebrać pościel.
        Po powrocie właściciela regularnie odwiedzać i wtedy ewentualnie zaproponować pomoc w gruntownym sprzątaniu
    • kitajka.online Re: depresja i syf w mieszkaniu 27.02.13, 00:37
      Nic nie rob,pozwol mu aby mogl zrobic porzadek w swoim domu sam,bo to bedzie poczatek z uparzakowaniem swojego zycia czyli depresji.Czlowiek musi miec cel aby moc dzialac.
      Pocztaj o CBT,najskuteczniejesza metoda w leczeniu depresji.Sluze pomoca,jakby co,pozdrawiam.
    • k_maria_r zakończenie tematu 27.02.13, 21:06
      Udało mi się dziś porozmawiać z jego lekarzem-psychiatrą. Jej opinia jest tak, że to bardzo dobry pomysł, żebyśmy wysprzątali mu mieszkanie - właśnie na dobry początek nowej części życia.
      Postawiła dwa warunki, o których również Wy pisaliście, za co dziękuję.
      Po pierwsze - należy go zapytać o zdanie (zapytałam, powiedział, że mu głupio, ale tak, zgadza się).
      Po drugie - by jasno określić, że to jednorazowa akcja. Co też zrobiłam.

      Zatem w sobotę do mieszkania wkracza ekipa sprzątająca :)

      Dziękuję za odpowiedzi!
      • zombiekitty Re: zakończenie tematu 27.02.13, 21:26
        Powodzenia, trzymajcie się :)
        • alfredka1 Re: zakończenie tematu 28.02.13, 13:03

          Po ostatnich wpIsach moja depresja jaKBY SIĘ SKURCZYŁA.:)
          • k_maria_r Re: zakończenie tematu 28.02.13, 13:37
            Dzieki za wsparcie!
      • to.niemozliwe Re: zakończenie tematu 01.03.13, 19:32
        :-) Pozwole sobie jednak miec nieco odmienne zdanie niz pani doktor. :-)
        Tu nie chodzi o utrwalanie rytualu, ze ktos mu co tydzien robi generalne porzadki, to oczywiste. Jednak wasza okresowa obecnosc i dyskretna kontrola, takze objawiajaca sie wspolnym z nim (byc moze) sprzataniem moze byc przydatna.
        Chodzi przeciez o to, by powrocil "do zywych", mowiac symbolicznie i nie bal sie formulowac swoich potrzeb, wyznaczac celow i dopelniac swoich aktow woli. To sie wiaze z treningiem nowych nawykow. Wizyta u lekarza tez bedzie powtarzana, az doktor uzna, ze jej rola jest zakonczona. Dlatego wlasnie, wasza rola to nie tylko jednorazowy (wspanialy) akt, ale takze pewna starannosc w zakresie utrwalenia u nim tych, naturalnych kazdemu, czynnosci dbalosci o swoje otoczenie, a z czasem - czerpania z tego satysfakcji. Dopoki on nie ma wewnetrznej satysfakcji z tego, ze jest sprawczy wobec siebie, to nie ma efektu finalnego.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka