Dodaj do ulubionych

Samotność

12.04.13, 04:22
Patrzę z boku na swoje życie i przykro mi coraz bardziej, że cały czas jestem sam a nawet z biegiem czasu staję się coraz bardziej samotny. Mam już 30 lat i dowiedziałem się, że ludzie mówią "on to nie ma dziewczyny, pewnie z nim coś nie tak". Od tego momentu czuję się bardzo przybity, bo ludzie postrzegają mnie jako kogoś gorszego. A ja po prostu jestem zamknięty w sobie, nie potrafię się otworzyć. Wiem, że to, co mówią o mnie ludzie bierze się ze mnie samego, nie mniej zabolało mnie to, kiedy usłyszałem jak koledzy w ten sposób rozmawiali o mnie. Tak naprawdę w ogóle nie wychodzę do ludzi, bo myślę, że po prostu nie mam po co, że ludzie mnie nie chcą, bo nie mam nic o sobie do powiedzenia, żadnych zdolności, bo brak możliwości, żadnych sukcesów, bo nie umiem odnosić sukcesów, po prostu mam bardzo niskie poczucie wartości. Coraz bardziej zaczynam sobie uświadamiać, że na wszystko jest już za późno, że już do końca życia będę sam, za późno na zmianę pracy, bo musiałbym się przekwalifikować, skończyć inne studia, za późno na dziewczynę, bo wszyscy już kogoś mają, za późno na rozwijanie jakichś zdolności, bo nie mam na to czasu, bo muszę iść do pracy, po prostu mam czarną wizję przyszłości. Praca to dla mnie ucieczka od rodziców, którym nie zależało na tym, by mi dać na start bym rozwinął pasje, które miałem. Muszę do niej chodzić, żeby mieć na życie, ale nie mam za wiele niestety. Co najgorsze z tego wszystkiego to to, że ludzie postrzegają mnie jako kogoś gorszego. Próbowałem już terapii, pani psycholog zrobiła już wszystko co mogła, ale niestety jak było tak jest, psychospace.pl to amatorszczyzna, bo może jeden prawdziwy psycholog tam jest a reszta to wzięci "z ulicy" doradcy a projekt kosztował milion złotych. Przykro mi, że nie mam się komu wygadać na żywo.
Obserwuj wątek
    • ese1 Re: Samotność 12.04.13, 08:00
      30 lat to nawet nie polowa, wiec wszystko przed toba
      Nie ma na to pigulki szczescia, mozesz ewentualnie siegnac po antydepresanty, ale to na krotka mete. Musisz zdac sobie sprawe z tego, ze twoja postawa wzgledem siebie i innych zalezy TYLKO od ciebie. Zostaw to co inni gadaja - bo gadaja zawsze i nie masz na to wplywu. Zajmij sie tym na co masz wplyw - czyli pokochaj siebie, bo zaloze sie ze jest w tobie bardzo duzo wartosci zagluszonych i dobijanych przez twoj nastroj. Proponuje abys gdzies odnalazl film Luc'a Besson pt AngelA. I zycze abys spotkal takiego aniola w swoim zyciu.
    • 1lapaz Re: Samotność 12.04.13, 10:10
      Jakże często ktoś samotny jest postrzegany jako mniej zaradny życiowo, nieszczęśliwy. To jest tzw generalizowania. Tak żyje się łatwiej, wkładając różne sprawy do jednego worka. To ludziom daje jakiś szablon, wzorzec, wg którego mogą żyć. System działa w ten sposób.

      Poobserwuj ludzi dookoła i zastanów się kogo z nich mógłbyś naśladować. Czy znajdziesz taki przykład szczęścia do wzorowania się? Później spróbuj się w to szczęście zagłębić z bliska i zobaczysz, że pryśnie jak bańka mydlana. Bo życie to nie bajka.



      • jedr-ek28 Re: Samotność 12.04.13, 18:51
        Ale ja właśnie nie jestem mało zaradny, wręcz przeciwnie - pracuję, utrzymuję się sam, wynajmuję mieszkanie, w dodatku potrafię gotować, wszystko sam.
        • to.niemozliwe Re: Samotność 12.04.13, 21:01
          Jedrek, piszesz jaki jestes i co umiesz. A co dajesz ludziom? Tak od siebie?
        • jedr-ek28 Re: Samotność 12.04.13, 23:50
          No właśnie problem w tym, że uważam, że niczego nie jestem warty i nic im nie daję. Uważam, że nic nie mam, dlatego nic im nie daję.
          • malwi.2 Re: Samotność 13.04.13, 09:44
            ludzie dają innym przede wszystkim swoją OBECNOŚĆ
            na pewno masz wśród znajomych ludzi, którzy lubią z tobą porozmawiać, spędzić z tobą czas
    • to.niemozliwe Re: Samotność 12.04.13, 10:23
      Jędrek, już jest wiosna, zaplanuj sobie działania, które sprawia, że będziesz częściej z ludźmi coś wspólnie robił. Możesz:
      - dołączyć się do grupy wycieczek rowerowych
      - grać w siatkówkę/koszykówkę w parku
      - spływać kajakiem
      - wybierać się na plenery fotograficzne
      - jeździć na wyjazdy turystyczne
      - pomagać coś remontować lub budować
      - itd...
      I wyłącz ten wewnętrzny telewizor z ponurym programem. Jeśli chcesz, żeby ludzie Cię lubili, to zacznij im coś dawać, choć niekoniecznie musi to być na początku Historia Twojego Smutku. Nie wysysaj z nich radości, bo Cię będą unikać.
      Jeśli chcesz kontaktu, to robiąc powyższe nie stój z boku i nie alienuj się, tylko znajdź sobie osobę lub osoby, które wyraźnie nudzą się lub oczekują kontaktu i zagadnij je.
      Jak masz z tym problem, to przygotuj sobie kilka bezpiecznych wariantów różnych zagajeń, dołącz do nich uśmiech, lub pogody wyraz twarzy i najważniejsze - jak rozmawiasz, to bardziej interesuj się nimi, niż swoją wewnętrzną, negatywną narracją.
      Czasem pomaga banalna rzecz - trzymaj w kieszeni mały guzik, albo włącznik elektryczny. I jak czujesz, że zaczynasz smęcić, to ręka do kieszeni i robisz sobie swoje małe wewnętrzne "klik". :-)
    • zabieganab Re: Samotność 12.04.13, 10:25
      Mam ok. 10 lat wiecej niż Ty ;-)
      i z mojego doświadczenia mogę ci tylko podpowiedzieć, że w dzisiejszych czasach niestety coraz wiecej ludzi odczuwa samotność. Zdziwisz się, jak wielu ludzi przyznałoby się do swojej samotności w trakcie osobistej rozmowy. I do tych ludzi nie będą należeć tylko Ci "bez pary"!
      Nawet ludzie w małżeństwach osaczeni codziennymi sytuacjami czują samotność. Jeśli on pracuje dużo, a ona jest z dzieckiem w domu, albo ze względu na pracę jedno z nich wyjeżdża na tygodnie.. Ale jakos tak sie dzieje, że nawet w takich "zwyczajnych"parach mieszkajacych razem mozna odczuwać samotność!
      Ja ze wzgledu na swoje ambicje zawodowe też często czuję samotność...
      Wydaje mi się, że najczęściej dobrze jest miec kontakt z ludźmi ze szkoły. Bo w szkole bylismy sobą i na co dzień, poznalismy się i wiemy jacy jesteśmy ;-)
      Łatwiej się rozmawia, bo wiele tematów i płaszczyzn jest jakoś wspólnych.

      Postaraj sie jednak mimo pracy pomyśleć o działaniu w weekend. Skup sie na sobie (to wcale nie jest samolubność!!!!). Zastanów się jakie drobiazgi Cie cieszą, bo na bank takie są ;-) i nimi sie "zajmuj"
    • gremlinka234 Re: Samotność 12.04.13, 11:09
      Nie będę dawać Ci rad, które pewnie słyszałeś już wiele razy i jak widać niewiele pomogły. Ktoś napisał, że można być samotnym mając dookoła ludzi, ja się zaliczam do takich osób. Wydaje mi się, że dobrze mieć kogoś, kto Cię wysłucha bez względu na to Jędrku, czy zawsze smutny jesteś czy akurat masz dobry dzień.
      We wcześniejszej odpowiedzi ktoś napisał by nie zamęczać ludzi swoimi problemami. Ja jednak doskonale wiem, że jak się jest w dołku, to próba udawania bycia kimś, kim się nie jest jest prawie niewykonalna, a potem jest jeszcze gorzej.
      Jeżeli chciałbyś mieć kogoś, z kim możesz o wszystkim porozmawiać, zawsze, nie żartuję..to napisz gremlinka234@gmail.com ...
      Nie jestem z takich osób co po prostu "higlife" idziemy na ostro, skończ mędzić i psuć nam wieczór. Chętnie z Tobą pogadam o wszystkim jeśli tylko chcesz...Może jakoś razem będzie raźniej:)
      Jeśli się zdecydujesz to czekam na Twojego e-maila Jędrku:)
    • malwi.2 Re: Samotność 12.04.13, 12:53
      jedr-ek28 napisał:

      > Coraz bardziej zaczynam sobie uśw
      > iadamiać, że na wszystko jest już za późno,

      no coś ty?? masz dopiero 30 lat!!
      mam wrażenie, że brakuje ci energii, ja bym ci doradziła jakąś aktywność, może bieganie?? aktywność fizyczna poprawia nastrój i daje poczucie satysfakcji, zadowolona osoba ma dość siedzenie w czterech ścianach i udaje się do ludzi, tematy do rozmów same się znajdą, wystarczy trafić na odpowiednich ludzi

      a to że nam marudzisz?? nie przejmuj się, może to pierwszy krok do poprawy swojej sytuacji, moim zdaniem to normalne, ze ludzie marudzą i oczekują wsparcia, następnym razem wsparcie dadzą oni innym

      to jak będzie twoja przyszłość zależy od ciebie, musisz tylko CHCIEĆ coś zmienić
    • lifeisaparadox Re: Samotność 12.04.13, 16:40
      Patrzysz na takie rzeczy jak "pozycja społeczna", "kasa", "posiadanie zdolności i sukcesów", a to jest mentalność wyzuta z całej ogromnej sfery uczuć wyższych.
      Te rzeczy nie stanowią wartości człowieka jako istoty społecznej i akceptowanej, WRĘCZ PRZECIWNIE!. Jedynie dla skromnej garstki społeczeństwa, która akuratnie najbardziej błyszczy i stara się zwrócić na siebie uwagę przez co znajdują odrobinę naśladowców - narcyzm społeczny, poczucie wyższości i umniejszanie osobom którym się mniej powodzi (często nieświadome). Nikt nie chce słuchać pajaca który wywyższa się i fantazjuje na swój temat, ma urojenia wielkościowe, a innym daje do zrozumienia że są mniej warci. Takie osoby budzą albo politowanie albo, częściej, stają się obiektem drwin i nie rozumieją dlaczego są odpychani przez środowisko.
      Innymi słowy w mojej opinii w takich kręgach zidentyfikowałeś się mentalnością i tkwisz w tej pułapce która ogranicza twoją samoocenę, blokuje poczucie więzi społecznej, tożsamości bez żadnych atrybutów. Najczęściej wynosimy to z domu, a później takie podejście cechuje nasze znajomości, podobieństwami dobieramy sobie ludzi którzy myślą w ten sposób i suma sumarum myślisz że taką mentalnością cechuje się cała rzeczywistość społeczna, a to jest zupełnie nieprawdziwe. 3% ludzi tylko. Powiesz niemożliwe?

      Tak że nie wiem ile z tego wywodu zrozumiesz, ale naprawdę psychoterapia to nie są mrzonki i coś bez sensu, a brak kontaktu osobistego i odczuć z terapeutą (np. w formie elektronicznych e-porad i terapii) jest pozbawione sensu przy problemach w tej sferze.
      • jedr-ek28 Re: Samotność 12.04.13, 18:59
        lifeisaparadox napisał:

        > Nikt nie chce słuchać pajaca który wywyższa się i fantazjuje na swój temat, ma urojenia >wielkościowe, a innym daje do zrozumienia że są mniej warci. Takie osoby budzą albo politowanie >albo, częściej, stają się obiektem drwin i nie rozumieją dlaczego są odpychani przez środowisko. >Innymi słowy w mojej opinii w takich kręgach zidentyfikowałeś się mentalnością
        > i tkwisz w tej pułapce która ogranicza twoją samoocenę, blokuje poczucie więzi
        > społecznej, tożsamości bez żadnych atrybutów.

        Bzdura! A w którym miejscu napisałem Ci, że tkwię w takiej mentalności? Fakt, w moim zespole są ludzie, którzy wyśmiewają się z innych sądząc, że są nieomylni, ale to nie wpływa to moją samoocenę.
        • lifeisaparadox Re: Samotność 12.04.13, 19:32
          Nic nie rozumiesz. Cokolwiek chłopie.
          • to.niemozliwe Re: Samotność 12.04.13, 20:52
            Mow zrozumiale.
            • lifeisaparadox Re: Samotność 12.04.13, 22:02
              Osobowość unikająca po prostu. Długie leczenie.
        • malwi.2 Re: Samotność 12.04.13, 20:11
          nikt tu nie chciał cię zaatakować, wszyscy starali się ci pomóc, dać pozytywnej energii, chyba za bardzo bierzesz do siebie niektóre sprawy
          • jedr-ek28 Re: Samotność 13.04.13, 08:08
            lifeisaparadox już kiedyś oznaczyłem jako trola, bo pokazał, że często robi wywody zupełnie od czapy...Stąd mój komentarz.
            • lifeisaparadox Re: Samotność 13.04.13, 15:01
              Fajne podziękowanie za mój wkład i próbę rozwiązania twojego problemu.
              Wystawiasz sobie sam świadectwo jakim jesteś typem.
              • jedr-ek28 Re: Samotność 14.04.13, 00:08
                Żebyśmy się rozumieli, ja już Tobie niejednokrotnie mówiłem, że nie odnoszę się do Twoich wpisów z szacunkiem a jeśli ja nie mam życzenia, abyś na nie odpisywał to nie odpisuj na siłę.
                • lifeisaparadox Re: Samotność 14.04.13, 01:05
                  Rozkapryszony dzieciak jesteś i tyle, a do tego straszny głąb. Za kogo ty się masz pajacu żeby ludzi obrażać i umniejszać w tak arogancki sposób?
                  Szkoda nerwów... twoje miejsce z takim zachowaniem, to faktycznie samotność.
                  Sam trolujesz prowokując takie spięcia.
            • to.niemozliwe Re: Samotność 23.04.13, 02:26
              Jesli masz sytuacje, ze czyjes wypowiedzi Cie wkurzaja, to warto dokonac na wlasny uzytek introspekcji i odpowiedziec sobie "dlaczego to wywoluje we mnie te emocje?". Sam sobie zadaj to pytanie i szczerze sobie, dociekliwie odpowiedz dlaczego Lifeisaparadoks Cie wkurza? To jest czasem sygnal, ze stajemy w obliczu czegos, co wypieramy, lub czego nie rozumiemy.
              • lifeisaparadox Re: Samotność 23.04.13, 03:24
                Ja myślę że za bardzo trafiam w sedno problemu i jest to takie niepoprawne politycznie, a tym bardziej abstrakcyjne dla stylu poznawczego kogoś z odmiennym usposobieniem, tkwiącym na zupełnie innym biegunie.
                Za każdym razem mam właściwie podobną reakcję, wypada pisać "polecam dobrą psychoterapię" i na tym zakończyć każdą próbę wyłuszczenia czegokolwiek w formie krótkiej, trafnej sugestii na forum. Terapeuci czy psycholodzy mają czas, 50 minut spotkania, raz czy dwa razy w tygodniu, powolne i łagodne odkrywanie różnych sfer i stopniowa asymilacja z nowymi skojarzeniami, uczuciami, płynne przechodzenie metamorfozy. Po pół roku takich spotkań, roku, pojawiają się stopniowe zmiany i poprawa funkcjonowania we właściwym kierunku.
                Ja chcę w formie krótkiego wpisu na forum zawrzeć lwią część tych przemian, na ile potrafię głęboko, chociaż wyobrażam sobie że to jak wrzucić kostkę lodu na bardzo rozgrzaną metalową płytę.
                Zdarzało mi się oberwać takim lodowym klocem, wiem że to jest bardzo trudne w odbiorze, ale po czasie powoduje że jeśli takich impulsów pojawia się więcej i częściej, zaczyna się to przeradzać w coś bardziej konstruktywnego i nowego, odkrywczego.
    • szaman.ka Re: Samotność 12.04.13, 22:22
      Jędrek wiesz muszę być brutalna i powiedzieć Ci,że Ty psychoterapii nawet nie zacząłeś.
      Psychoterapia zaczyna się tam gdzie kończy się obwinianie,a zaczyna odpowiedzialność. A TY tak samo jak rok temu narzekasz,użalasz się nad sobą,obwiniasz rodziców,a sam nic nie robisz w tym kierunku,by ten niezadowalający Cię stan zmienić.Nie podejmujesz żadnej aktywności,by wyjść z tego.To bzdura,że nie masz czasu by się rozwijać,bo chodzisz do pracy.Setki tysięcy osób pracuje,a jednocześnie studiuje i podnosi kwalifikacje.Praca też nie stoi na przeszkodzie ,by uprawiać sport,ćwiczenia fizyczne,albo zacząć się uczyć grać .Przecież Ty nie masz małych dzieci,które by absorbowały Twój czas,tylko musisz sobie go zorganizować i konsekwentnie wymagać od siebie samodyscypliny.
      Myślę,że wygodniej jest Ci tak narzekać,użalać się nad sobą i obwiniać rodziców,bo wygodniej tak Ci jest.Czerpiesz z tego określone korzyści.Ty w takim układzie nic nie musisz robić,a poprzez narzekanie wymuszasz współczucie i skupiasz na sobie uwagę.Wszyscy się angażują,dostajesz swoją porcję głasków i sprawa na tym się kończy.
      Zadaj sobie pytanie czy chcesz tak spędzić resztę życia?
      Nie dawno pisałam jakiejś dziewczynie ,która też tak narzekała na jakoś życia i brak motywacji
      by wyobraziła siebie na łożu śmierci za kilkadziesiąt lat i pomyślała jakie było jej życie.Czy może o nim powiedzieć,że było udane? Jeśli nie było udane i szczęśliwe to dlaczego? Czego w nim brakowało,co spowodowałoby,by to życie było szczęśliwe?
      Odpowiedz sobie na te pytania,a potem; zamiast co jakiś czas narzekać wziąć się od następnego dnia do roboty i całkowicie zaangażować, by te Twoje marzenia przekształcić w cele,które będziesz realizował.Musisz się całkowicie zaangażować w pracę nad realizacją tych celów ciałem i duszą i wtedy odniesiesz sukces.Nie będziesz miał czasu wtedy na użalanie się nad sobą.
      Będziesz wtedy na łożu śmierci mógł powiedzieć: moje życie było udane,bo zrobiłem wszystko, co tylko mogłem,by takie było.Nie będziesz obwiniał rodziców,że Ci nie pozwalali rozwijać swoich pasji.
      • jedr-ek28 Re: Samotność 12.04.13, 23:56
        Zacząłem psychoterapię, chodzę już chyba z 3 rok, ale nie potrafię nic zmienić. Od czasów liceum zacząłem się bać, że ludzie zobaczą, że nie umiem grać na gitarze, że nie umiem tego i tego, bo rodzice mi w tym przeszkadzają i ... tak jest do dzisiaj. Ja się po prostu boję, że ludzie się dowiedzą, że nie nic nie jestem wart, że nie mam żadnych umiejętności i nie będą chcieli ze mną przebywać i utrzymywać kontaktu.
        • szaman.ka Re: Samotność 13.04.13, 15:04
          Może ta psychoterapia nie jest odpowiednia dla Ciebie? Trzy lata to wystarczająco dużo by nastąpiły u Ciebie zmiany.Postaraj się wobec tego dostać do jakiegoś ośrodka,albo do szpitala,który prowadzi oddział dzienny leczenia nerwic i depresji.Myślę,że bardziej byłaby odpowiednia dla Ciebie psychoterapia w grupie.Miałbyś okazję zweryfikować swoje myślenie o sobie.W indywidualnej terapii tego nie zrobisz.
      • jan_stereo Re: Samotność 13.04.13, 01:29
        szaman.ka napisała:

        > Jędrek wiesz muszę być brutalna i powiedzieć Ci,że Ty psychoterapii nawet nie z
        > acząłeś.

        Dziewczyno, jesli ktos tu potrzebuje psychoterapii to Ty w pierwszej kolejnosci za te bzdety ktorymi innych raczysz tutaj namietnie, to chyba jakis rodzaj grafomanii, ktory biedni forumowicze musza znosic abys Ty sie lepiej poczula w swych przewalach intelektualnych....
        • szaman.ka Re: Samotność 13.04.13, 14:53
          Jeśli uważasz,że bzdety piszę,to przecież nikt Cię nie zmusza byś je czytał.Pozwól,że ja sama ocenię,czy mi jest potrzebna psychoterapia czy nie.Pozdrawiam.
      • kropidlo5 Re: Samotność 13.04.13, 18:44
        Caly czas , w kontekscie watku i Twojej wypowiedzi, bedace w tonie wielu podobnych wypowiedzi psychologow itp- nie rozumiem pojecia 'korzysci' i 'wygody'.

        Ja zarowno 'korzysc' jak i 'wygoda' interpetuje jako wartosc dodana. Korzysc to jest posiadniecie czegos, a wygoda jest tego efektem.

        Jaka jest korzysc z obwiniania, uzalania sie czy nic nie robienia? Jaka wartosc dodana? wedlug mnie zadnej. Ja nie nazwalbym tego korzyscia jesli juz brakiem strat (subiektywnych). A to zupelnie co innego.

        Moze wydac sie, ze sie czepiam, ale slowa typu 'korzysci', 'wygody', i pytania psychologow na zasadzie 'co ci to daje' w kontekscie autodestrukcyjnych zachowan wedlug mnie nie tylko nie oddaja rzeczywistoci, ale przekierowuja uwage w zlym kierunku. Dodatkowo moga tworzyc bariere i bunt, bo osba, ktora cierpi i wyje z bolu slyszac ze ma rzekome korzysci i rzekomo wybiera wygode moze sie poczuc bezsilnie wsciekla.

        Uwazam, ze bardziej celne byloby zwrocenie uwagi na prawdziwe efekty takiego dzialania, a wiec nie korzysci i wygody, bo tych nie ma, tylko na unikanie bolu, cierpienia, negatywnych emocji, bo to jest tutaj problemem.

        Nalezaloby sie zmierzyc z tym, jakiego konkretnie bolu sie boje, jakich emocji. Dlaczego sie boje? Czy te obawy sa racjonalne? A co jak sie ziszcza? Jakie startegie dzialania? Jakie krozysci i straty w dlugim i krotkim okresie?


        • szaman.ka Re: Samotność 13.04.13, 22:33
          Korzyści w tym sensie,że te zachowania zaspokajają pewne potrzeby.Takimi potrzebami jest np.potrzeba zainteresowania,uwagi,współczucia.
          Często dzieci,które nie czują się wystarczająco kochane i nie dostają zbyt dużo uwagi od rodziców chorują ,by w ten sposób pozyskać uwagę i troskę rodziców.
          To jest mechanizm często podświadomy i dziecko niekoniecznie musi udawać tę chorobę,chociaż i tak też się może zdarzyć,że symuluje.Często choruje naprawdę. Ważniejsza dla niego jest" korzyść" jaką w ten sposób uzyskuje w postaci zaspokojenia tych potrzeb. Innym sposobem dzieci jest odmawianie jedzenia.Wtedy rodzice czy rodzic poświęcają takiemu dziecku- niejadkowi o wiele więcej uwagi z obawy,że się zagłodzi.
          Oczywiście,że to jest korzyść problematyczna, jak zresztą w przypadku wszystkich mechanizmów obronnych,do których się uciekamy ponieważ inaczej nie umiemy zaspokoić swoich potrzeb lub nie umiemy poradzić sobie inaczej ze zbyt trudnymi dla nas emocjami..
          Niestety,wielu ludzi przenosi te niedojrzałe sposoby zachowania w dorosłe życie.
          Celem psychoterapii jest między innymi zdemaskowanie tych mechanizmów obronnych i nazwanie tych "korzyści,które dana osoba zastępczo uzyskuje w ten mało efektywny sposób.Uczy się też zaspokajać te potrzeby w sposób bardziej satysfakcjonujący.
          Taką korzyścią może też być np.potrzeba bycia ofiarą.Jako ofiara czujemy się niewinni.Możemy obciążyć winą za swój stan innych.Sami nie musimy wtedy nic robić z sobą.Unikamy w ten sposób ryzyka i nie musimy się mierzyć z różnymi lękami np.lękiem przed niepowodzeniem,lękiem przed odrzuceniem.Nie podejmujemy prób nawiązania bliższych kontaktów towarzyskich,bo to grozi ,że zostaniemy odrzuceni.Tak się boimy tego bólu,że wolimy się ranić sami i swój brak działania usprawiedliwiamy swoim negatywnym myśleniem o sobie.Czyli inaczej mówiąc; jeden lęk zastępujemy innym i jedno cierpienie innym.
          Biorąc za przykład Jędrka,który kiedyś marzył,by grać na gitarze,ale tego nie zrobił,bo mu mama nie chciała pozwolić.Jest już od dawna dorosły i mógłby się sam nauczyć teraz sam dawno grać, bez pytania mamy,ale przypuszczam,że za brakiem działania w tym kierunku stoi lęk: a co będzie jak się okaże,że nie mam talentu ?
          Masz rację,że w procesie psychoterapii takie demaskowanie mechanizmów obronnych nierzadko budzi wściekłość,a także początkowo dezorientacje i pytania jak to? To ja tak cierpię,a Ty tutaj mi mówisz,że mam z tego korzyści ?
          Trzeba to jednak zrobić,bo inaczej trudno doprowadzić do zmian zachowania.Jesteśmy istotami,które uwielbiają się samooszukiwać.
          Czy teraz stało się bardziej zrozumiałe ?
          • jedr-ek28 Re: Samotność 13.04.13, 23:17
            Przeczytałem Twój post i powiem, że zastanowiłem się chwilę nad Twoimi słowami i muszę Ci powiedzieć, ze masz rację, szamanko, tak to właśnie ze mną jest....

            Widzę, że zmieniałaś ton wypowiedzi i teraz wszystko stało się zrozumiałe:)
            • to.niemozliwe Re: Samotność 14.04.13, 07:22
              Na psychoterapii nie przedstawiano Ci tych mechanizmow, o ktorych wspomina Szamanka?
              • jedr-ek28 Re: Samotność 14.04.13, 20:43
                Nie
          • kropidlo5 Re: Samotność 14.04.13, 09:07
            Tak, zebysmy sie zrozumieli, ja nie kwestionuje istnienia tych mechanizmow ktore opisujesz, moje zastrzezenie dotyczy ich nazwania. Po prostu, slowo 'korzysc' kluje mnie w uszy. Bo te 'korzysci' sa albo iluzoryczne, albo polegaja raczej na unikaniu strat.

            Na przyklad, jaka jest korzysc z bycia 'ofiara' i bycia 'niewinnym'? Oraz z 'nic nie robienia ze samym soba'? Obiektywnie- zadnej. Subiektywnie pewnie tez nie. JEsli krozysc bylabny nawet subiektywna, to ludzie z mentalnoscia ofiary i zalegli w marazmie nie biegaliby od psychiatry do psychologa albo na forum, tylko beztrosko sobie zyli.

            To tylko iluzja korzysci, a raczej iluzja bezpieczenstwa. Taki czlowiek chce byc caly niewinny i pokrzywdzony, bo sie boi. Boi sie, ze jak wyjdzie z pozycji ofiary w pozycje podmiotu to sobie emocjonalnie nie poradzi. To nie jest fakt, to jest obawa. Jeszcze nikt nie umarl od emocji tego typu. Rola ofiary jest owszem bezpieczna, bo zwalnia z niewygodnych aspektow zycia.

            Watpie, by w chodzilo tylko o poczucie 'niewinnosci' bo to korzysc dosc abstrakcyjna, choc ma dodatkopwe aspekty, powiazane z innymi korzysciami- bo mysle, ze chodzi o cos wiecej. Rola podmiotu wymaga podejmowania nieprzyjemnych decyzji. Ryzkowania- to raz. Bycia asertywnym i dbania o siebie, inicjowania sytuacji, bycia rownorzedna strona w sytuacjach czy to problemu, czy wyboru, czy konfliktu.

            Po prostu czlowiek bedac podmiotem ciagle balansuje na granicy ryzyka- bo komus nie spodoba sie jego decyzja, bo zajmie jakas pozycje, bo komus musi zwrocic uwage, bo gdzies musi sie o cos upominec lub powalczyc. Bycie podmiotem to tez odpowiedzialnosc- za siebie, za skutki swoich dzialan, a takze za innych (np za wlasne dzieci i rodzine).

            To wszystko dla osoby z odpowiednim stosukiem do zycia to cos naturalnego. raz sie uda, raz nie. Czasem sie pomyle, czasem ktos mnie obgada, ktos bedzie mi zazdroscicl, ktos bedzie z kolei wobec mnie zupelnie obojetny. To jest naturalne, nie jestem pepkiem swiata.

            Dla czlowieka z lekami te wszystkie scenariusze o katastrofy, potencjalne dramaty, dlatego unika ich jak ognia. woli byc podczepiony pod kogos, by nie przezywac tych 'katuszy'. Bedac zaleznym tez traci, tez sie denerwuje, ale to jest tzw mniejsze zlo, oczywiscie to wszystko iluzja chorego umyslu.

            Wiem, bo mam wiele z tych strachow w sobie, choc dzis juz mocno okrojone, oswojone i zrozumiane, ale pare lat temu dzialalem tak wlasnie instynktownie. dzis czasem tez dzialam tak nawykowo, zanim sie nie zlapie za reke. Jedyna metoda walki z tym to rezygnacja z perfekcjonizmu, nadmiernych oczekiwan, krytycyzmu wobec siebie, porownywania sie, oceniania, mierzenia, kalkulacji.

            • szaman.ka Re: Samotność 14.04.13, 09:39
              Oczywiście,że nikt nie ustawia się w roli ofiary tylko dlatego,że tak lubi.Za taką potrzebą kryje się wiele lęków, o których wspomniałeś.Największą "korzyścią" z bycia ofiarą jest to,że to my czujemy się skrzywdzeni.Takie poczucie zwalnia nas z odpowiedzialności za swoje życie ,bo to sprawca jest winien,a nie my.
              Tak jak piszesz; jest to chore myślenie,które w trakcie terapii powinno być skorygowane.
              Zasygnalizowałam problem skrótowo,by go nie zagmatwać.
              • kropidlo5 Re: Samotność 14.04.13, 12:30
                szaman.ka napisała:

                > Oczywiście,że nikt nie ustawia się w roli ofiary tylko dlatego,że tak lubi.Za
                > taką potrzebą kryje się wiele lęków, o których wspomniałeś.Największą "korzyści
                > ą" z bycia ofiarą jest to,że to my czujemy się skrzywdzeni.Takie poczucie zwaln
                > ia nas z odpowiedzialności za swoje życie ,bo to sprawca jest winien,a nie my.
                > Tak jak piszesz; jest to chore myślenie,które w trakcie terapii powinno być sko
                > rygowane.
                > Zasygnalizowałam problem skrótowo,by go nie zagmatwać.

                Tak, jestem tego swiadom. Jak wspomnialem jednak, odnioslem sie do pewnego rodzaju tendencji, aby nazywac te kwestie pod takem korzysci, i to nazewnictwo wydaje mi sie jest moze nie bledne, ale zle akcentuje. Brak strat to nie to samo co korzysci, tak bym to ujal.

                Bo na przyklad, to co, ze moge czuc sie skrzywdzony, to co ze moge nie brac odpowiedzialnosci za swoje zycie? Jaka z tego korzysc? Namacalna, mierzalna? Zadna.
                No chyba ze jestem w stanie wmanewrowac w moje dzialnia otoczenie i udajac biednego na przyklad wyludzac pieniadze, ale to juz pdchodzi pod manipulacje. Reszta rozgrywa sie w sferze emocji i mysli, a nie faktow.

                Moge dostac wspolczucie, zwalic wine, moge dostac 'glaski', moge kogos sponiewierac- ale to nic nie daje. Przynajmniej jak tak to widze i we mnie rodzi to bunt, na poziomie semantycznym.

                Czasem faktycznie biernosc czy postawa roszczeniowa jest motywowana checia korzysci, gdy np ktos uchyla sie przed odpowiedzialnoscia w pracy, dzieki czemu nie ryzykuje trudnych decyzji i zagrozenia zwolnieniem, ale ja upieram sie, ze w 'nerwicowych' przypadkach nalezaloby mowic o braku strat i lekach- czyli unikaniu negatywnych emocji.

                Jak analizuje typowe zaniechania, ucieczki, rezygnacje- to wszystko jest motywowane strachem i lekiem. Owszem, w wewnetrznym przekonaniu jest 'zysk', bo gdy ktos boi sie zaczepic dziewczyne ktora sie podobala, to w koncu po wewnetrznej rozterce decyduje na nie i oddycha z ulga 'uff', ale co to za ulga? Ulga wynikajaca z unikniecia wyobrazonych lub wrecz urojonych zagrozen.

                • szaman.ka Re: Samotność 14.04.13, 12:50
                  Mam wrażenie,że w międzyczasie odpowiedziałam Ci na Twój post. To nie chodzi o obiektywne,materialne korzyści, tylko o korzyści psychologiczne.
          • kropidlo5 Re: Samotność 14.04.13, 09:24
            PS CO DO SAMOOSZUKIWANIA TO TAK, ZGADZAM SIE W PELNI.
        • szaman.ka Re: Samotność 14.04.13, 12:45
          kropidlo5 napisał:

          > Caly czas , w kontekscie watku i Twojej wypowiedzi, bedace w tonie wielu podobn
          > ych wypowiedzi psychologow itp- nie rozumiem pojecia 'korzysci' i 'wygody'.
          >
          > Ja zarowno 'korzysc' jak i 'wygoda' interpetuje jako wartosc dodana. Korzysc to
          > jest posiadniecie czegos, a wygoda jest tego efektem.
          >
          > Jaka jest korzysc z obwiniania, uzalania sie czy nic nie robienia? Jaka wartosc
          > dodana? wedlug mnie zadnej. Ja nie nazwalbym tego korzyscia jesli juz brakiem
          > strat (subiektywnych). A to zupelnie co innego.
          >
          > Moze wydac sie, ze sie czepiam, ale slowa typu 'korzysci', 'wygody', i pytania
          > psychologow na zasadzie 'co ci to daje' w kontekscie autodestrukcyjnych zachowa
          > n wedlug mnie nie tylko nie oddaja rzeczywistoci, ale przekierowuja uwage w zly
          > m kierunku. Dodatkowo moga tworzyc bariere i bunt, bo osba, ktora cierpi i wyje
          > z bolu slyszac ze ma rzekome korzysci i rzekomo wybiera wygode moze sie poczuc
          > bezsilnie wsciekla.
          >
          > Uwazam, ze bardziej celne byloby zwrocenie uwagi na prawdziwe efekty takiego dz
          > ialania, a wiec nie korzysci i wygody, bo tych nie ma, tylko na unikanie bolu,
          > cierpienia, negatywnych emocji, bo to jest tutaj problemem.
          >
          > Nalezaloby sie zmierzyc z tym, jakiego konkretnie bolu sie boje, jakich emocji.
          > Dlaczego sie boje? Czy te obawy sa racjonalne? A co jak sie ziszcza? Jakie sta
          > rtegie dzialania? Jakie krozysci i straty w dlugim i krotkim okresie?

          Nie do końca mogę się z Tobą zgodzić.
          By ten ktoś mógł się zmierzyć z tymi emocjami,których stara się w ten sposób uniknąć musi sobie najpierw zdać z nich sprawę
          .Jak chcesz inaczej pokazać i uświadomić mu te emocje; jeśli on ich nie czuje ,bo je wyparł ?
          Pokazanie mu korzyści psychologicznych ( a nie obiektywnych korzyści) pomaga mu uświadomić sobie te emocje i przejąć nad nimi kontrolę poprzez rozum.
          Podświadomość ma to do siebie,że zawsze stara się nas chronić i chce naszego dobra.Nie kieruje się jednak logiką,a my mamy często potrzeby i pragnienia,które stoją ze sobą w sprzeczności.Takie typowe; chciałabym a boję się.
          Podświadomość dokonując takiego,a nie innego wyboru, robi to ,by nas ochronić przed tymi negatywnymi emocjami,których się lękamy.
          Samo uświadamianie negatywnych konsekwencji takiego zachowania niewiele daje.Czy pomoże np.narkomanowi,alkoholikowi czy innemu uzależnionemu pokazywanie negatywnych konsekwencji jego działania? Po trzykroć nie.
          Lekarze chyba najlepiej zdają sobie sprawę z konsekwencji palenia papierosów,a palą.Narkomani też wiedzą i czują,że to co robią ich niszczy.
          Jędrek, czy nawet Ty, też czujecie doskonale,że nie jesteście zadowoleni ze swego życia i cierpicie z tego powodu,a mimo to nie potraficie go zmienić.I znowu wyraźnie zaznaczę,że nie jest to Wasza wina.Nikt sobie dobrowolnie nie niszczy życia.Jeśli to robi,to oznacza,że ma swoje powody do tego.Tymi powodami są,że nie umie, lub nie potrafi inaczej.





          • kropidlo5 Re: Samotność 14.04.13, 15:18
            Rozumiem, co masz na mysli. Pociagnijmy to zatem dalej.
            Osoba, ktora unika wyzwan i tkwi w miejscu, odnosi z tego powodu korzysci psychologiczne. Glowna korzyscia jest mniejszy lek, albo innego rodzaju lek. Bo tak naprawde wszystykie inne korzysci sprowadzaja sie do tego. Lek przed lekiem- o tym swoim 'odkryciu' niedawno pisalem- czyli tak naprawde lek przed samym soba- stoi za wszystkimi takimi dysfunkcjami.
            Nie szukasz lepszej pracy, bo boisz sie- ze nie znajdziesz, ze znajdziesz i wywala, ze nie dasz rady, ze bedzie stres, ze inni cie nie polubia. Za wszystkim stoi lek na zasadzie 'co bdzie'- i odpowiedz automatyczna 'bedzie zle' i za tym idzie panikczny strach 'oj jak bedzie zle to nie wytrzymam psychicznie'.
            Nei zaczepie dziewczyny, bo sto 'ale', nie ubiore sie odwaznie, nie wyjade na urlop, nie zglosze sie do glosu na zebraniu wyborczym, nie zareklamuje wadliwej uslugi w sklepie- i nie zrobie setek innych rzeczy, bo sie boje.

            Pytanie- czego sie boje? Czy naprawde boje sie realnych konsekwencji? Czy naprawde jestem tak irracjonalny, ze boje sie, iz zabranie glosu na zebraniu wyborczym zakonczy sie wygnaniem z miasta? Ze niesprawdzenie sie w innej pracy oznacza kare smierci? Nie.

            Strach dotyczy negatywnych (wyolbrzymionych) alternatyw w aspekcie wlasnej reakcji na nie. Czlowiek ucieka przed emocjami, kotrych tak naprawde nie zna, tylko sobie je wyobraza. to tak, jak ktos kto nie sprobuje jakiejs potrawy, bo z gory zaklada, ze mu nie posmakuje.

            I tutaj mamy korzysc: rezygnuje z tych wszystkich wysilkow, wyborow, decyzji, z powodu tego nieznanego leku i zamiast tego mam lek mniejszy, oswojony. Lek staly, dreczacy, niszczacy tak naprawde ale lek obeznany. Smrod, do ktorego przywykam.

            I teraz pytanie, na czym plega to uswiadomienie uczuc wypieranych w tym kontekscie? Na uswiadomieniu, ze nic sie takiego nie stanie, ze strachy sa wyolbrzymione, chyba tylko na tym, bo na czym innym? Rozbiroka na czynniki pierwsze tych wyobrazonych katastrof i nieszczesc i sprowadzenie ich do poziomu realnego.

            • szaman.ka Re: Samotność 14.04.13, 15:58
              Niezupełnie na tym polega to uświadomienie. Te wszystkie przykłady,które podałeś np.nie zaczepisz dziewczyny,nie zabierzesz głosu na zebraniu wyborczym,boisz się zareklamować wadliwy towar są spowodowane pierwotnym lękiem,lękiem przed odrzuceniem,którego się obawiałeś,albo,który nieraz realnie przeżywałeś w stosunkach z matką.Te bardzo bolesne uczucia nadal w Tobie tkwią głęboko ukryte.Być może intelektualnie o nich wiesz,ale nie przeżyłeś ich ponownie i nie zamknąłeś tych tematów.
              Stosunki z rodzicami tworzą taką matrycę wzorcową,którą nieświadomie przenosimy w relacje z innymi.Dlatego ten lęk jest nieadekwatny do rzeczywistego zagrożenia tutaj i teraz.
              Ile razy próbowałam Cię zawrócić i zachęcić do przerobienia tego kluczowego problemu,Ty uciekałeś od niego i twierdziłeś,że masz większy problem z toksycznym znajomym.
              ( Ja to tutaj mocno upraszczam,ale sens jest taki.)
              • shachar Re: Samotność 14.04.13, 16:26
                szamanka, najlepsze jest to ,że przeżycie tego ponownie nic nie zmieni :-) to jest BS dla ubogich
                • szaman.ka Re: Samotność 14.04.13, 16:51
                  Nie wiem co rozumiesz przez ponowne przeżycie,ale nie masz racji.
                  Ponowne przeżycie w czasie terapii daje możliwość przezwyciężenia tego lęku i to się robi z pacjentem w prawidłowo prowadzonej terapii.
                  • shachar Re: Samotność 14.04.13, 17:20
                    Czyli, wg Ciebie, jeśli rodzice nie odzywali się do mnie latami, wystarczy wejść w tę sytuację ponownie, poskrobać się po głowie, że byli nienormalni i wszystko mi się wyprostuje, stanę się Człowiekiem Z Okładek Tygodnika?
              • kropidlo5 Re: Samotność 14.04.13, 17:34
                Tak, na pewno uciekam od doglebnej analizy moich prywanych przezyc publicznie, mimo ze to anonimowo i tak dalej. A czy uciekam poza tym, troche pewnie tez, kierowany wypaczonym sumieniem.
                Mam natomiast jedno pytanie, na czym konkretnie polega ponowne przezycie tych emocji? Duzo o tym mowimy, ale na czym to wlasciwie polega? Rozumiem, ze robi sie psychodrame, ktos wciela sie w role osoby znaczacej- matki, ojca itp- i nastepuje- now lasnie, co? Rozmowa? Wykrzyczenie emocji?
                Na czym polega owo przezycie? Na obecnosci drugiej osoby? Grupy? I czemu nie mozna zrobic tego wobec np manekina?

                Na czym to konretrnie polega? Jakbys mogla opisac tok takiego wydarzenia.


                A druga rzecz, to rozumiem, ze sam fakt odbycia takiego doswiadczenia oczyszcza? troche nie jest to dla mnie jasne. Czy sila starych nawykow nie wroci? A poza tym, taka psychodrama nie zmieni np rodzicow czy partnera, czy to tez jesy uwzglednione?

                No po prostu, co to znaczy przezyc emocje?
                • lifeisaparadox Re: Samotność 14.04.13, 17:37
                  kropidlo5 napisał:

                  > Tak, na pewno uciekam od doglebnej analizy moich prywanych przezyc publicznie,

                  Mało nie spadłem z krzesła :D
                  • shachar Re: Samotność 14.04.13, 17:52
                    I like your wpis
                    dlatego wchodząc na forum psy najlepiej siedzieć na podłodze
                • szaman.ka Re: Samotność 14.04.13, 19:02
                  Podczas psychoterapii stopniowo przypominasz sobie różne zdarzenia ze swego życia i uczucia z tym związane.Dopuszczasz je do siebie,albo sam,albo pod wpływem grupy lub terapeuty.Grupa w zasadzie nie robi nic innego niż my tutaj.Każdy wypowiada swoje odczucia na Twój temat .Jednak ,gdy nawet jesteś mimowolnym świadkiem czyjejś psychodramy z pozoru wcale Cię nie dotyczącej, nagle możesz zacząć się źle czuć,albo wybuchnąć płaczem,bo rozgrywająca się scena,której jesteś świadkiem, wyłoniła z odmętów nieświadomości jakieś bolesne wydarzenie,o którym dawno zapomniałeś.Nagle czujesz,że to również dotyczy Ciebie,że to jest Twój problem też,tylko inaczej ubrany.Wtedy,gdy terapeuta zapyta mówisz jak się czułeś i co Ci to przypomniało.Po każdej psychodramie wypowiadają się wszyscy i jest to przekaz o wiele silniejszy niż może dać indywidualny terapeuta.
                  Co to znaczy ponownie przeżyć te uczucia,które zostały dawno temu pogrzebane ?(wyparte,stłumione itd.)
                  Dopuścić je do siebie ,przeżyć i wyrazić.W trakcie terapii można to zrobić w sposób bezpieczny,a mimo to, często temu towarzyszy ogromny lęk.
                  Jak taka psychodrama wygląda ? Różnie.Jeden będzie krzyczał i wyrzucał z siebie nienawiść,inny płakał i mówił o swym żalu itd.Wybierasz sobie osobę z grupy,która najlepiej Ci pasuje do roli matki (jeśli psychodrama ma dot.relacji z nią).Ta osoba mniej więcej zna już Twoje problemy i próbuje się wcielić w Twoją matkę.Jeśli Ty masz jakieś pretensje do matki i je wypowiadasz ona stara się Ci odpowiedzieć tak ,jakby była tą Twoja matką.Generalnie będzie się raczej broniła,a Ty musisz się starać mimo to wypowiedzieć wprost swoje uczucia.
                  Pytasz czy nie można zrobić tego wobec manekina? Można nawet to zrobić wobec pustego krzesła.W wyobraźni sadzasz swoją matkę( czy inną osobę) na tym krześle i mówisz do niej to co chcesz powiedzieć.Ma to silniejsze działanie i pozwala głębiej wejść w swoje uczucia niż mówienie o tych uczuciach- opowiadanie terapeucie.( Czasami terapeuta też może grać taką znaczącą dla Ciebie osobę i wtedy mówisz wprost do niej.)
                  Jednak psychodrama z żywą osobą ma o wiele silniejsze oddziaływanie.Zdarza się,że osoba,która w niej uczestniczy tak głęboko przeżywa te zdarzenia z dzieciństwa,że przenosi się w tamten czas i następuje regres w jej zachowaniu i zaczyna mówić jak dziecko,a nie dorosła osoba. Po zakończeniu psychodramy może się nadal tak zachowywać jakby była małym dzieckiem.Wtedy, należy taką osobę przywrócić do rzeczywistości pytając ile ma lat i gdzie jest.
                  W zasadzie dopiero od tego momentu,jeśli uda się przeżyć i wyrazić te uczucia człowiek zaczyna się leczyć i składać w całość.
                  Opisałam już tak to dokładnie jak tylko byłam w stanie.
    • jan_stereo Re: Samotność 13.04.13, 01:27
      Posiadanie dziewczyny to zadne mecyje, wiem bo sie tym kiedys rozkoszowalem wielokrotnie, jak jeszcze hormony mna sterowaly i mi w glowie odjebywalo na widok jednej z druga...

      A co do samotnosci, to jak sobie sam nie pomozesz to druga osoba Cie w niej nie wyreczy, bo to wlasny stan umyslu jest.
    • marta_51 Re: Samotność 13.04.13, 10:02
      Halo, jędrek,
      to co piszesz jest smutne na tyle, że koniecznie powinieneś zacząć coś robić.
      Zdaj sobie sprawę, że sam musisz naprawić to, co inni zepsuli. Bo to jest subiektywne uczucie, największy wpływ mają rodzice, którzy często gotowi by życie oddać z miłości do dziecka, ale jednocześnie robią mu nieświadomie krzywdę odbierając poczucie własnej wartości. Przyczyna dla mnie tkwi w tradycyjnym systemie wychowawczym, bardzo dokładnie znam ten problem, bo "studiowałam" go przez kilka lat, kiedy zaczęły sie kłopoty z nastoletnim synem. Oceniasz się wg przyjętych na świecie jako najważniejsze kryteriów: wygląd, intelekt, zdolności, status materialny i wychodzi Ci, że nie jesteś interesujący da innych. Można to zakwestionować, mnie swego czasu bardzo pomogło uświadomienie sobie, że o prawdziwej wartości człowieka stanowią całkiem inne przymioty: uczciwość, zdolność do autentycznych uczuć, wierność, także odwaga zaufania innym, której Tobie brakuje pewnie najbardziej. Przekonałam się, że na tym polu nie na prawie konkurencji, bo większość ludzi jest zajęta rywalizacją na płaszczyźnie materialnej. Ale nie powinno Cię to zwieść, napewno masz wokół także ludzi ceniących wartości wewnętrzne i poznał byś ich może, gdybyś odważył się wyjść ze swojej klatki. Gybyś chciał do mnie napisać na adres gazety, też bardzo bym się ucieszyła. Mam dużo czasu i zrozumienia dla problemów innych, może moje doświadczenia mogłyby Ci pomóc odzyskać - czy zbudować od zera - poczucie własnej wartości? To się da zrobić, sam jesteś w stanie, jestem o tym głęboko przekonana, ale nic bez pracy :-))).
    • anmes Re: Nie martw się stary... 13.04.13, 13:37
      ci którzy niby są z kimś często są bardziej samotni od singli, albowiem najgorszą samotnością jest ucieczka od prawdy....
    • wiktorka_24 Re: Samotność 14.04.13, 00:35
      Rozumiem, że możesz czuć się samotny i pragniesz bliskości.

      Jednak ja jestem 29letnia kobietą, również bez partnera i nie mam takich odczuć. Piszę to dlatego, abyś wiedział, że to że czujesz się gorszy tylko z tego powodu, że akurat nie jesteś w związku, to tylko Twoje, subiektywne odczucie. Może ja mam odwrotny problem, bo ja znowu jestem wielką indywidualistką, lubię też czas spędzać sama i jestem zadowolona. Cieszę się też, że jeszcze jestem wolna, mam sporo czasu, robię to co lubię. Doceniam to i patrząc na związki oraz malżeństwa znajomych (niektorzy już po rozstaniu), wiem że w związku pojawiają się inne problemy i powody do smutku. Nieraz koleżanki mówią mi, że mi zazdroszczą, kiedy nie dogadują się z partnerem, nie czują się z nimi dobrze czy oni nie zachowują się odpowiedzialnie. Naprawdę nie wiem, co jest gorszego w tym, że jest się samemu? Faktycznie u Ciebie może mieć wpływ niska samoocena i nad tym należy popracować, zwłaszcza że masz dużo pozytywnych cech- umiesz gotować, sam się utrzymać, jesteś wrażliwy. Samo to, że będziesz mial dziewczynę, podniesie Twoją samoocenę na chwilę, później znowu problem wróci. Może pomyśl o innym psychoterapeucie?
      • shachar Re: Samotność 14.04.13, 01:07
        CZlowiek, nawet sredni o inteligentny rozumie brak czegoś, bo nie jest w stanie tego dodrapać się, a nie dlatego, że mu się nie chce.
        • kropidlo5 Re: Samotność 14.04.13, 09:16
          shachar napisała:

          > CZlowiek, nawet sredni o inteligentny rozumie brak czegoś, bo nie jest w stanie
          > tego dodrapać się, a nie dlatego, że mu się nie chce.


          A co to znaczy 'nie moze sie dodrapac'? czesto to znaczy wlasnie- nie chce, boi sie, wstydzi.

          Tak naprawde poza naprawde utalentowanymi ludzmi to na przyklad w mediach czy show biznesie istnieje cala masa ludzi niczym specjalnym sie nie wyrozniajacych poza pewnoscia siebie. Co takiego ma w sobie taki Kamel, Prokop, Popek, Rusin czy inny Lis? Owszem, maja pewien poziom intelektu, prezencji, bystrosic- ale wielu ludzi ma a nie sa naich miejscu, czemu? Bo oni mieli wiare w siebie, pewnosc siebie, i maja nadal.
    • l_witch_l Niewolnik w XXI w... 14.04.13, 09:51
      jedr-ek28 napisał:



      Muszę do niej
      > chodzić, żeby mieć na życie, ale nie mam za wiele niestety. Co najgorsze z tego
      > wszystkiego to to, że ludzie postrzegają mnie jako kogoś gorszego. Próbowałem
      > już terapii, pani psycholog zrobiła już wszystko co mogła, ale niestety jak był
      > o tak jest, psychospace.pl to amatorszczyzna, bo może jeden prawdziwy psycholog
      > tam jest a reszta to wzięci "z ulicy" doradcy a projekt kosztował milion złoty
      > ch.


      Jak myślisz dlaczego tak się dzieje?

      Bo... gdyby ktoś z tych pracujących na posadkach psychologów, wzioł się w garść i powiedział ci co tak naprawdę myśli, to prawdopodobnie straciłby te posadkę, w natychmiastowym tempie...

      A tak niewolnik wspiera drugiego niewolnika i tak jak przysłowiowy 'ślepy prowadzi kulawego'....Idą sobie równo- rączka w rączkę...

      Tego typu miejsca, przypuszczam, nie są do wspierania ludzi tych, których życie przeraża...A życie to wolność...
      Ten kto dziś boi się życia, staje się szybko częścią maszynerii zwanej 'współczesne niewolnictwo'... Ludzie są jak maszynki wyprane z własnego rozumu, bez pasji...no bo tatuś, mamusia zawinili, że tych pasji nie rozwinęli... Ktoś zawsze, ktoś, a nie oni sami są winni, że im się w życiu nie układa...

      Nie mam dziewczyny- bo..., nie mam tego i tamtego- bo.... Równie dobrze możnaby dać ci chłopcze kopa w zad i wysłać na bezludną wyspę, ale tam pewnie też byś sobie nie poradził ...BO...! I tak będą biadolić bez końca....Podczas gdy żyjemy w jednych, z najbardziej ciekawych czasów, w jakich ludzkość kiedykolwiek się znalazła...Otwierają się bramy nowych możliwości- każego dnia. Powstaja nowe zawody, nowe kierunki, trendy, nowe sposoby na życie, lepsze...No ale ty, zawsze znajdziesz jakiś wytłumaczenie dla swojego niewolnictwa... które masz w swoim umyśle. Czyjesz to dziedzictwo?

      BO, po prostu lubisz to niewolnictwo...Niewolnik w twojej postaci, nie wie co to jest wolność, bo wolność to życie! A ty zaklęśniony w swojej małej przestrzeni nie wiesz co to jest życie...Lepiej być zniewolonym na ciepłej posadce, niz wziąć sprawy w swoje ręce...i się wyłamać z trybu...

      Wolność-życie, zakłada błędy, pomyłki, rozczarowania,łzy, cierpienie, wstyd, cała masę innych rzeczy, ale też i zbliża nas do.... Do tego prawdziwego DO.... Prawdy, do radości, do sensu istnienia....
      Niewolnik, to taka istota, która wbrew pozorom bardziej walczy o przetrwanie, niż człowiek -wolny, np. tak który wykonuje swój zawód z miłości, bo jego pasją, nagle zamyka drzwi i wychodzi na zalaną słońcem polanę i ma wszystko gdzieś przez resztę dnia, żyje swoją chwilą, podczas gdy ta chwila niwolnikowi jest zaprogramowana, ustalona z góry przez ...kogoś tam....system trybików.

      Zarówno ten starożytny niewolnik jak i niewolnik współczesny to ludzie którzy żyli i żyją w kłamstwie. A kłamstwo zarówno wtedy jak i teraz miało na celu możliwość przeżycia i tylko przeżycia, w trudnych okolicznościach...Dopóty niewolnik nie zwiał...

      Zyjąc w czasach, gdy jest tyle przemian i wydarzeń wkrótce ludzkość dojdzie do momentu, gdzie dla zdobycia potrzebnych wartości takich jak dom, jedzenie, i cała reszta, może będą pracować tylko kilka godzin w tygodniu...

      I wtedy pytanie do ciebie, skoroś taki niewolnik, to jak poradzisz sobie z wolnością w kierunku, której zmierza ludzkość? Czy jesteś duchowo przygotowany na otwarcie bram wiezień? Chę....:-)

      • kropidlo5 Re: Niewolnik w XXI w... 14.04.13, 12:39
        BO, po prostu lubisz to niewolnictwo...Niewolnik w twojej postaci, nie wie co
        > to jest wolność, bo wolność to życie! A ty zaklęśniony w swojej małej przestrze
        > ni nie wiesz co to jest życie...Lepiej być zniewolonym na ciepłej posadce, niz
        > wziąć sprawy w swoje ręce...i się wyłamać z trybu...



        Lubi? Jakby lubil to by tu nie pisal, he?
        Nikt szczesliwy nie szuka porad.

        Nie bierzesz pod uwage emocji, ktore sa integralna czescia czlowieka. czlowiek zniewolony to czlowiek zniewolony wlasnymi emocjami, a nie okolicznosciami. A te emocje to jest uksztaltowany latami i dziesiatkami lat i milionami doswiadczen rdzen. Nie da sie pstryknac palcami i zrezygnowac z wlasnych emocji. Moze kiedys beda mogli zrobic przeszczep emocji i np jakis optymista umrze w wypadku i bedzie na przeszczep jego mozdzek, ale poki co to pozostaje mozolna dlubanina poprzez powolne zmienianie nawykow.

        Wez sobie dzikiego psa z lasu i sprobuj zrobic z niego kanapowca. Albo wez szczura z piwnicy i naucz go zaufania. Ale jak wezmiesz psa czy szczura od niemowlaka to bez problemu. Z kolei jak wypuscisz w las psa kanapowca albo do piwnicy szczura z akwarium to bedzie na tej wolnosci martwy po tygodniu albo i dniu.


        • szaman.ka Re: Niewolnik w XXI w... 14.04.13, 12:57
          Kropidło napisał"

          > Lubi? Jakby lubil to by tu nie pisal, he?
          > Nikt szczesliwy nie szuka porad.
          >
          > Nie bierzesz pod uwage emocji, ktore sa integralna czescia czlowieka. czlowiek
          > zniewolony to czlowiek zniewolony wlasnymi emocjami, a nie okolicznosciami. A t
          > e emocje to jest uksztaltowany latami i dziesiatkami lat i milionami doswiadcze
          > n rdzen. Nie da sie pstryknac palcami i zrezygnowac z wlasnych emocji.


          Całkowicie się z Tobą Kropi zgadzam.Dodam tylko,że najczęściej człowiek zmaga się z emocjami,których najczęściej nie jest świadomy,lub w pełni świadomy.Emocje, których jesteśmy świadomi nie sprawiają nam aż takiego kłopotu.
        • l_witch_l Re: Niewolnik w XXI w... 14.04.13, 18:31
          Wez sobie dzikiego psa z lasu i sprobuj zrobic z niego kanapowca. Albo wez szczura z piwnicy i naucz go zaufania. Ale jak wezmiesz psa czy szczura od niemowlaka to bez problemu. Z kolei jak wypuscisz w las psa kanapowca albo do piwnicy szczura z akwarium to bedzie na tej wolnosci martwy po tygodniu albo i dniu.

          Coś mało się znasz na zwierzątkach...

          Latem uratowałam życie małemu zajaczkowi, z którym norweski kot bawił się tak,że mały zajczek był przestraszony...

          Z trawnika, który był krótko przystrzyzony, wystawały dwa wibrujące uszka, podeszłam bliżej...mały gdy tylko mnie zauważył podskoczył na małych nózkach do mnie, choć ja w jego oczkach musiałam być jak Mont Ewerst i zaczął podpiskiwać, więc ja do niego:- wskakuj w sweterek, który maiałam na plecach i tak oboje uciekliśmy kotu, który miał bardzo rozbawioną minkę...Zajączka spotkałam parę mięsiecy po tym wydarzeniu, to był właśnie ten, który pośród całej pozostałej płochej gromady przystaną na chwilę i poruszył jakoś tak znajomo uszkami....:-)))
          Jak widzisz przyjaźń pomiędzy człowiekiem, a zupełnie dzikim zwierzątkiem jest możliwa...
          I dalej snując ta myśl- zapewne wszystko inne też jest możliwe...
          • l_witch_l Acha to było nie na temat..:-)) 14.04.13, 18:34
            • to.niemozliwe Re: Acha to było nie na temat..:-)) 14.04.13, 21:32
              Twoja ta grafika na wizytowce?
              • l_witch_l Re: Acha to było nie na temat..:-)) 14.04.13, 23:02
                Nie...:=) Sorry. Juz zmieniam na moja wlasnosc....:=)
                • to.niemozliwe Re: Acha to było nie na temat..:-)) 23.04.13, 02:21
                  Dlaczego sorry? Fajny pomysl ktos mial, zagladac z ciekawosci pod fale, jak pod narzute. Oryginalne. :-)
                  • l_witch_l Re: Acha to było nie na temat..:-)) 23.04.13, 10:52
                    to.niemozliwe napisał:

                    > Dlaczego sorry? Fajny pomysl ktos mial, zagladac z ciekawosci pod fale, jak pod
                    > narzute. Oryginalne. :-)


                    Tak to prawda, niestety nie wiem kto jest autorem tego fajnego obrazka...:=) Wpadl mi na pulpit calkiem przypadkiem... Z kolei inny pomysl w tym stylu, to: Ktos zrywa brzydka, szara tapete, spod ktorej wylania sie piekna, sloneczna polanka... To taki form_aforyzm do np. leczenie depresyjnych stanow, gdzie progress nastapil...:=)
          • kropidlo5 Re: Niewolnik w XXI w... 14.04.13, 21:33
            Rozne rzecy sa mozliwe, mnie chodzilo o ogolony kierunek, jest powiedzenie 'nie nauczysz starego psa nowych trikow'.
            No ale chodzilo mi bardziej o to, ze taka zmiana to dlugi proces, a nie pykniecie palcami.
      • marta_51 Re: Niewolnik w XXI w... 14.04.13, 14:59
        With, długo chyba jeszcze nie otworzą się więzienia. Nie po to od tysięcy lat kapłani różnych religii budowaly klatki i różnymi metodami (stosy też!) przekonywały masy, że bez przewodnika pogubią się w labiryncie własnych uczuć. Od kiedy kościoły straciły monopol na rząd dusz, do oświeconych wybrańców zaliczają się także psycho- i socjolodzy. Dziś na stosach nie palą, ale tabu jest tak silne, że niemal nikt nie odważy się na własną rękę zgłębiać tajemnic duszy.
        Ja też taka byłam, do czasu, aż zdobyłam się na odwagę sforsować ściany swojej klatki i stwierdziłam, że zmurszałe rozpadły się pod dotknięciem palcem. Klatka była w mojej głowie, ale to się wie dopiero po wyjściu z niej.
      • jedr-ek28 Re: Niewolnik w XXI w... 14.04.13, 20:53
        Na tę chwilę nie...
    • szaman.ka Re: Samotność 14.04.13, 09:54
      Jedruś ja Cię nie obwiniałam za to,że nie zrobiłeś wystarczających postępów na terapii.Wiem,że te terapie różnie wyglądają.Sądzę raczej,że potrzebna byłaby Ci taka terapia w grupie gdzie zweryfikujesz te wszystkie mylne sądy o sobie.Dobrze,by to była taka intensywna terapia w ośrodku, gdzie grupa się spotyka codziennie i ma okazję obserwować się i stykać z sobą również przy innych okazjach,a nie tylko stricte terapeutycznych.Tak, jak Ci pisałam poszukaj takiego ośrodka,albo szpitala,który specjalizuje się w leczeniu depresji i nerwic systemie dziennym.Najlepsza byłaby moim zdaniem terapia w nurcie psychodynamicznym.
      Sam tego nie przezwyciężysz jeśli nie pomogła Ci pomoc terapeutki.Szkoda życia byś je marnował.Naprawdę możesz to wszystko jeszcze u siebie zmienić.Wcale nie jesteś na to zbyt stary.Jeszcze kawał dorosłego życia przed Tobą.
      • jedr-ek28 Re: Samotność 14.04.13, 20:56
        Ja się na tym nie znam i nie wiem gdzie szukać:( Jakiś pomysł?
        • to.niemozliwe Re: Samotność 14.04.13, 21:28
          Jedrek, moze sprobuj terapii grupowej, gdzie zobaczysz i uslyszysz na wlasne oczy i uszy ludzi o podobnej nadwrazliwosci w pewnych obszarach, co Twoja i latwiej bedzie Ci zrozumiec zrodla jej irracjonalnosci?
      • jedr-ek28 Re: Samotność 14.04.13, 20:59
        I ktoś tam wcześniej słusznie powiedział, że gdyby terapeutka czy psycholog powiedział to co naprawdę o tym myśli, to by stracił pracę. Na pewno doradzają, bo etyka wymaga, ale na pewno myślą sobie, że jestem już na straty...
        • szaman.ka Re: Samotność 14.04.13, 21:25
          Bzdury.Trudno mi wręcz uwierzyć,by jakiś terapeuta w ten sposób się zachowywał wobec klienta.
          Psychoterapię można skutecznie przeprowadzać do 45 roku życia.Później też można,ale rezultaty mogą nie być tak dobre.
          Napisz mi gdzie mieszkasz to postaram Ci się coś poszukać. możesz napisać na priv.
          • jedr-ek28 Re: Samotność 14.04.13, 21:47
            Mieszkam w Łodzi. Your help is invaluable:)
            • szaman.ka Re: Samotność 15.04.13, 18:05
              ODDZIAŁ DZIENNY ZABURZEŃ NERWICOWYCH
              Oddział Dzienny Zaburzeń Nerwicowych, istniejący przy ZOZ MSWiA w Łodzi ul.Północna 42, w ramach świadczeń refundowanych przez NFZ, prowadzi terapię grupową.
              W skład leczenia wchodzi:
              - terapia grupowa
              - terapia indywidualna
              - zajęcia warsztatowe z zakresu komunikacji i radzenia sobie ze stresem
              - psychoedukacja
              - arteterapia
              - twórcza wizualizacja
              - psychodrama
              - psychorysunek
              - trening zachowań asertywnych
              Leczymy zaburzenia:
              - lękowe
              - obsesyjno - kompulsywne
              - psychosomatyczne
              - osobowości
              - adaptacyjne
              - reakcji na stres
              Przyjęcie do Oddziału odbywa się na podstawie rozmowy kwalifikacyjnej. Leczenie trwa 12 tygodni, codziennie w godzinach 8.30-14.00. Tel. (0-42) 63-41-581,228,138


              Niestety, jaki jest poziom leczenia tego nie wiem.Wiem,że jest jeszcze drugi ośrodek w innym szpitalu w Łodzi,ale ten wydaje mi się lepszy.
    • olamagato Re: Samotność 22.04.13, 16:44
      Te same problemy mają kobiety, tyle że we wcześniejszym wieku. Za 2-3 lata zobaczysz prawdziwy wysyp kobiet - tak samo samotnych i zdesperowanych, a za dekadę zobaczysz w swoim otoczeniu kolejny wysyp kobiet, które 15-20 lat wcześniej popełniły błąd lub nie umiały utrzymać związku i będą po rozwodzie rozpaczliwie próbowały pozbierać swoje życie do kupy.
      Tak więc nie masz co się zamartwiać bo to jest normalna faza i jak najbardziej przejściowa. Nierzadko jest tak, że spotkasz kogoś, zaczniesz się lepiej czuć, łatwiej negocjować o pracę, co jeszcze podkręci Twoją atrakcyjność jako faceta (poza Twoimi naturalnymi cechami) i wszystko poleci tak po maśle, że ani się obejrzysz i zostaniesz zaobrączkowany jak złapany we wnyki pelikan. ;)
      I dopiero wtedy powinieneś się martwić bo zacznie się ostra jazda bez trzymanki... ;)
      Ale to już inny temat. :)
    • to.niemozliwe Re: Samotność 23.04.13, 02:29
      Mija 10-ty dzien od Twojego postu poczatkowego. Co zrobiles, jakie dzialania podjales w tym czasie, zeby cos zmienic?
      • jedr-ek28 Re: Samotność 27.04.13, 17:50
        W zeszły poniedziałek rozmawiałem z psychologiem. Okazuje się, że trafiłem na dobrego psychologa, bo dobrze nazwał to, co spowodowało, że jestem w takim momencie życia a nie innym i czuję, że to psycholog, który może mi pomóc. Już więcej rozumiem na temat tego, co się zadziało kiedyś, co sprawiło, że odczuwam dzisiaj to, co odczuwam, wydostanie się z tego mnie przerasta, nie mniej jednak spróbuję. Albo teraz, albo nigdy.
    • tomarzr Re: Samotność 23.04.13, 23:44
      Ja też czasem łapię się za głowę czemu jestem taką ciotą... Twój problem tkwi w tym ze jesteś ciotą. Nikt Ciebie nigdy nie lubiał, byłeś spokojny i cichy, nie miałem swojego zdania, łatwo było Ći coś wmówić i Tobą manipulować. Narzekać jak taka ciota, ze masz 30 lat i nic nie osiagnales? a Czyja to wina? Czyja wina w tym ze jestes ciota i nic ci sie nie chcialo czy tam samozaparcia nie miales..To tylko Twoja wina? Czyja to wina ze w wieku 30 lat jak niektrorzy maja swoje rodziny, splacaja kredyty, zyja normalnym zyciem Ty wypisujesz o swoich problemasz na forum? To tylko Twoja wina wiec wez sie za robote bo tym wpisem ukazujesz ze jestes taka ciota ze inni moga Ći tylko wpolczuc. Zadaj sobie pytanie czemu jestem taka ciota i rob cos aby to zmienic.
      • clarissa3 Re: Samotność 24.04.13, 10:42
        To fajnie tomarzr ze nam o sobie opowiedziales - ze jestes ciota. Nic to jednak wnosi do sprawy zalozyciela watku. Zaloz swoj.
        • lifeisaparadox Re: Samotność 24.04.13, 11:47
          Też kiedyś stosowałem technikę prowokacji i uderzania w boleści aż wywoła to porządną reakcję. Niestety jednak w praktyce oznacza to zrobienie z kogoś psychopaty chowającego swoje wrażliwości i drażliwości.
          • clarissa3 Re: Samotność 24.04.13, 13:51
            techniki technikami ale i one maja granice - z ta ciota to nadzwyczaj niesmacznie tu wyjechal, jak cham. Poza tym kazdy ktory mial jakis dol wie jak zalosne sa rady typu 'wez sie w garsc'. Juz lepiej zeby taki nic nie mowil!

            Ja najbardziej lubie zeby sie nade mna troskliwie pouzalac, zapytac czy nie pomoc, pogadac ze mna - od razu mi sie wtedy lepiej robi!;)))
            • lifeisaparadox Re: Samotność 27.04.13, 22:07
              clarissa3 napisała:

              > techniki technikami ale i one maja granice - z ta ciota to nadzwyczaj niesmaczn
              > ie tu wyjechal, jak cham. Poza tym kazdy ktory mial jakis dol wie jak zalosne s
              > a rady typu 'wez sie w garsc'. Juz lepiej zeby taki nic nie mowil!
              >
              > Ja najbardziej lubie zeby sie nade mna troskliwie pouzalac, zapytac czy nie pom
              > oc, pogadac ze mna - od razu mi sie wtedy lepiej robi!;)))

              No ale jesteś kobietą, inne wartości uczuciowe, retoryka ich składni odnosi się do psychiki kobiecej.
              Niektórzy faceci, szczególnie tacy "twardziele" preferują inaczej te swoje uczucia układać.
          • to.niemozliwe Re: Samotność 25.04.13, 07:26
            Też myślę, że słabo to działa (taka technika prowokacji i uderzenia). Jest odbierana ofensywnie i gubi się wtedy wizję stanu "B", stanu do którego chce się dążyć. Ludzie zwykle nie potrafią sobie wyobrazić, że czegoś nie będą robić, nawet, jeśli im to na co dzień przeszkadza, dopóki, nie upewnią się coś innego im wypełni tę przestrzeń działania.
            To są dwie, kluczowe sprawy przy przemianie: co będę robić w zamian i jak będę inny.
            Dopóki połączenie między tymi dwiema kwestiami nie jest mocno zinternalizowane, to można sobie i opowiadać bajeczki czego nie robić i snuć fantazje, jakim się jest innym w świecie marzeń (przystojnym, zgrabną, itd..).
            Sądzę, ze jednak podejście emaptyczne, okazanie autentycznego szacunku i wyciągniecie pomocnej dłoni są cenniejsze. Inaczej próbuje sięalbo brać odpowiedzialność za cudze życie, albo - czasem - zarządzać cudzymi emocjami. Świadomie piszę "zarządzać", bo to zawiera element przymusu.
    • 1annemarie Re: Samotność 24.04.13, 11:57
      Mój Drogi, o czym ty piszesz.Masz dopiero 30 lat i wszystko przed tobą.Studia/mozesz robic zaocznie ew.podyplomowe/.Nie ma ludzi doskonałych,nawet ci podsmiewający się z Ciebie mają swoje problemy."Wyjdż do ludzi" ale spokojnie i nie pozwól się wykorzystywać.Ja równiez miałam problemy z "otwartością' ,krótka terapia pomogła.Szukaj znajomych wszędzie, w internecie ,na ulicy ,w pracy i nie zrażaj się niepowodzeniami.Powodzenia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka