kropidlo5
22.04.13, 20:14
Od dawien dawna mam sklonnosc do nadmiernego (w moim przekonaniu, dlaczego- za chwile) sentymentalizmu. Czesto wspominam dawne czasy, lubie odwiedzac miejsca z mlodosci czy dziesinstwa, czuje sie przez to czasem jak stary czlowiek. Ale to nie jest problem, ten polega na tym, ze te wspomnienia sa dosc bolesne. Wynika ona z myslenia, ze kiedys to bylo fajnie, tesknota za starymi czasami, miejscami, znajomymi. Czesto doluje mnie to, bo mam wrazenie, ze cos sie skonczylo, a wlasciwie- wszystko co dobre sie skonczylo, ze kiedys to bylo tak pieknie i wrecz chcialbym wrocic w czasie do starych czasow.
Inna sprawa, ze to jest ciagly proces, pamietam jak juz gdy szedlem do szkoly sredniej to bylem zdolowany, bo ciezko mi bylo zostawic znajomych, miejsca, rozstac sie z pewnym rizdzialem i pogodzic sie, ze to juz koniec pewnego etapu, ze zaczyna sie inny rozdzial. Pozniej jednak, po latach szkoly sredniej, myslalem dokladnie w ten sam sposob idac na studia, czyli to, czego nie chcialem znowu stalo sie obiektem tesknoty. To sie powtarza cyklicznie, przy kazdej wiekszej zmianie, a ze tych wiekszych zmian mialem juz w zyciu dosc sporo to caly cykl powtorzyl sie kilka ladnych razy.
Czasem mam wrazenie, ze mam mentalnosc jakas taka malomiasteczkowa, ze moglbym urodzic sie i umrzec w tym samym miejscu posrod tych samych ludzi i miejsc i nic moglby sie nie zmieniac.
Zarazem jednak mam w sobie ciekawosc swiata, zawsze lubilem podrozowac i do miejsc, ktore odwiedzialem w podrozach tez mam wielki sentyment, tez czesto wracam myslami. Tak wiec na dzien dzisiejszy to nawet nie wiem, do jakich czasow i miejsc chcialbym wrocic i tam mieszkac, bo musialbym sie nawet nie rozdwoic, ale roczterdziescic:)
Zastanawiam sie, czy taki sentymentalizm to jest jakas ukryta obawa przed zmiana (ktorych ciagle dokonuje wiele, moze wbrew sobie?) czy jakis objaw sklonnosci do marzen i zycia w nierealnym swiecie. Pamietam tez bowiem, ze zaqwsze tez mialem zbyt bujna wyobraznie, tak jak porownuje do rowiesnikow na roznych etapach. W dziecinstwie i mlodosci bardzo duzo czytalem i czesto marzylem o odwiedzeniu miejsc, o ktorych czytalem, a nawet jak ylem gdzies na wakacjach to szukalem takich jakby miejsc ktore by oddawaly te miejsca z lektur, niewazne, ze ksiazka byla o Australii a ja bylem w swietokrzyskiem:)
Jako nastolatek z kolei ogladalem wiele filmow i znowu, marzylem o tym, zeby zamieszkac tam, dzie bohaterowie filmow. Bylem tez fanem muzyki i sporo czytalem o zyciu prywatnym moich 'idoli' i znowu, zazdroscilem im ich zycia i zalowalem, ze ich nie znam itp.
Jak widac, troche to sprzeczne, ale pozornie, bo to, ze przywiazuje sie do miejsc laczy sie tez z tym, ze przywiazuje sie do marzen z danego okresu, do 'klimatow' i na przyklad jak wspominam rozne skwery z mojego rodzinnego miasta to one mi sie tez kojarza z miejscami z ksiazek czy z jakimis filmami z okresu, w ktorym w tych miejscach przebywalem.
A wszystko jak mowie podlane sporym sosem sentymentu, wzruszenia, zalu za przeszloscia.
Czy ktos ma podobne odczucia?