Dodaj do ulubionych

Nie wiem o co mi chodzi :(

29.06.13, 17:38
Od kiedy mam synka moje wahania nastrojow zaczely mnie martwic bo uderzaja w dziecko.
Jak maly jest pogodny to ja tez, a jak zaczyna kwekac marudzic to ja szalu dostaje, wsciekam sie, chce mi sie plakac, rozczulam sie nad soba ze mam takie zycie do dupy teraz bo sprowadzone do roli matki 24h :(
nie wiem jak sobie z tym radzic, dzieci zawsze mnie irytowaly, synka kocham ale jego zachowania typowo dzieciowe, jakies piski, krzyki, wyginania sie na rekach strasznie mnie denerwuja

poszlam nawet do psychologa ale jakos nie bylam przekonana, terapeutka na kazdym spotkaniu kazal mowic to co w danym momencie chce a ja nie mialam sily ani ochoty z nia gadac i rozkminiac moich emocji.
czemu taka jestem, jak z tym walczyc?
potem mam wyrzuty sumienia ze warcze na wlasne dziecko, nie chce byc taka matka :(
Obserwuj wątek
    • marcin905 Re: Nie wiem o co mi chodzi :( 29.06.13, 18:01
      Zawsze irytowały Ciebie dzieci ale jednak urodziłaś. Już samo to było błędem bo założyłaś jak wielu mało przewidujących ludzi że akurat z Tobą będzie inaczej. Wygląda na to że tutaj nie występują żadne tymczasowe problemy tylko to Twoja integralna część osobowości. Mówisz że kochasz syna ale źle wyrażana miłość może być w przyszłości wcale nie dostrzeżona. Na tym forum są z tego co pamiętam dwa pokaźne wątki o toksycznych matkach. Najprawdopodobniej są to właśnie kobiety które urodziły dziecko nie będąc na nie gotowymi a później nawet nie są obojętne bo dziecko postrzegają jako kogoś kto zepsuł im życie. No ale już po ptakach, urodziłaś i trzeba coś z tym fantem zrobić. Zacznijmy od tego że nie powinnaś CAŁY czas siedzieć przy dziecku bo jest to zbędne. Kup sobie ten.. to takie coś o wyglądzie krótkofalówki która przekazuje do bazy stan w pokoju dziecka :D Kobiety pewnie znają nazwę. Postaraj się rozłożyć obowiązki między domowników zależy ilu ich masz. Dobrym wyjściem może być zadeklarowanie chęci powrotu do pracy! No chyba że poślubiłaś talibana i Ci zabroni -.- To na początek :)
      • koralinka1988 Re: Nie wiem o co mi chodzi :( 29.06.13, 19:52
        Tobie chodzi o elektroniczną nianię.
        nieprzydatne, jeśli nie masz kojca albo jesteś jego przeciwnikiem, a twoje dziecko zaczęło naukę chodzenia i zwiedzania mieszkania. Takiego malucha trzeba faktycznie miec na oku cały czas.

        O tyle dobrze, ze spi 3 razy dziennie :D
    • nvv Re: Nie wiem o co mi chodzi :( 29.06.13, 18:14
      Magnez może trochę pomóc na nastroje. Światła dużo. Dobrze jest też dojść do przyczyny
      • marcowa_aprilla Re: Nie wiem o co mi chodzi :( 29.06.13, 21:18
        maz pomaga i to bardzo,
        zastanawiajac sie czemu taka jestem zauwazylam ze jak maz ma zly humor to ja tez go trace
        jakos dziwnie jestem zalezna od jego nastroju a teraz takze od synka
        i to jest jakies chore, bo to przeciez ja powinnam dbac o to zeby synek byl pogodny i usmiechniety
        a jak on zaczyna kwekac, marudzic to ja zamiast dojrzale mu pomoc, zabawic, to czesto sie wsciekam, mam nierealne oczekiwania ze powinien byc zawsze zadowolony
        z mezem to samo, wkurzam sie na niego jak on nie ma humoru
        wychodzi na to ze nie daje innym prawa do bycia nie w sosie, tylko ja moge byc skwaszona :(
        dzizaz czy to niedojrzalosc czy jakies problemy emocjonalne czy wuj wie co
        racjonalnie i zdroworozsadkowo jak to wszytko rozumiem a nad emocjami swoimi nie panuje
    • dressja Re: Nie wiem o co mi chodzi :( 29.06.13, 18:38
      Nie jestes ani pierwsza, ani ostatnia matke, ktora ma tego typu problemy. Decydujac sie jednak na dziecko, bylas swiadoma odpowiedzialnosci, wiedzialas, ze beda krzyki, piski, rozrabianie i cale mnostwo pracy. Taka rola matki, zeby to wszystko okielznac. Pracuj nad soba, nad wlasnymi emocjami, patrz na dziecko i mysl, jakiego masz skarba, badz konsekwenta w wychowaniu. Mnie akurat dzieci nigdy nie irytowaly, a moja corka dziala na mnie jak balsam dla duszy, jej krzyki i rozrabianie tez. Krzyknac tez czasem nalezy na dziecko i nie ma w tym nic zlego, musi sie uczyc, ze nie wszystko mu wolno. Jak pozwolisz na zbyt wiele, to wejdzie Ci na glowe i bedziesz miala powazny problem. Tak, ze glowa do gory, bedzie dobrze.
      • marcowa_aprilla Re: Nie wiem o co mi chodzi :( 29.06.13, 21:19
        no wlasnie bylam swiadoma i wydawalo mi sie ze bede w stanie temu sprostac, a teraz jestem zdziwiona ze to takie trudne
        • dressja Re: Nie wiem o co mi chodzi :( 29.06.13, 21:21
          marcowa_aprilla napisała:

          > no wlasnie bylam swiadoma i wydawalo mi sie ze bede w stanie temu sprostac, a t
          > eraz jestem zdziwiona ze to takie trudne

          Pozwolilas sobie na to, zeby Twoj maly synek byl Twoim szefem i masz problem?
          • marcowa_aprilla Re: Nie wiem o co mi chodzi :( 29.06.13, 21:54
            nie rozumiesz mnie, mi chodzi o moje reakcje na zachowanie dziecka, jestem zla na siebie ze sie denerwuje zamiast mu pomoc, on jest jeszcze za maly zeby wejsc mi na glowe, chodzi mi o momenty kiedy dziecko krzyczy, marudzi, jest niezadowolone bo czegos nie moze siegnac itp
            mnie to irytuje a myslalam ze bez problemu sobie z tym poradze bo przeciez to male dziecko i trzeba mu pomoc przez to przejsc
            • dressja Re: Nie wiem o co mi chodzi :( 29.06.13, 22:02
              Dziecko nie jest glupie, w kazdym wieku moze wejsc Ci na glowe jak na to pozwolisz.
    • koralinka1988 Re: Nie wiem o co mi chodzi :( 29.06.13, 19:50
      Ja jestem córką toksycznej matki. Zapraszam do przeczytania wątku: forum.gazeta.pl/forum/w,210,145198634,145198634,nienawidze_mojej_matki.html

      Mam niespełna rocznego syna. Generalnie to spokojne dziecko, ale od kiedy zaliczył duuuuzy skok rozwojowy (w ciągu miesiąca nauczył się czworakować, siadać, później wstawać, a teraz chodzi trzymając się mebli i oczywiście wszystko co zakazane interesuje go najbardziej) i zabrania mu się np wkładania do buzi wyciągniętej przezeń wtyczki z laptopa, zaczyna się płacz, krzyk, wrzask, nawet histeria.
      Musisz znaleźć sposób na uspokojenie swojego dziecka. Ciężko mi było, gdy mój synek ze spokojnego aniołka stał się marudzącym rozrabiaką, bo tak nagle to nastąpiło i kompletnie nie wiedziałam, jak spowodować by się uspokoił. ale znalazłam - odwracam jego uwagę, daję inny przedmiot, pozwolę bawić się pilotem ale ze smoczkiem bo wtedy go nie "je", śpiewam mu melodię ze Smerfów ;) albo mówię w dziwny, dla niego zabawny sposób. Mamy też pewne dźwięki, które mu sie podobają i które zawsze przykuwają jego uwagę, jak np. naśladowanie tupotu koni. Musisz znaleźć sposób! Na każdego malucha coś innego zadziała.
      Więcej dystansu do siebie, jeżeli jestes z tych kobiet, które nie "potrafią" bawic się w ten sposób z dzieckiem. Każda potrafi. Trzeba tylko chcieć zabawić swojego malucha ;)

      A gdy opanujesz już tę sztukę, humory Twojego dziecka nie będą powodem do rozpaczy tylko wyzwaniem. Naprawdę wszystko się wtedy zmienia, kiedy wiesz, ze potrafisz zapanować i "ujarzmić" swoje dziecko.
      Ja na przykład czuję się dzięki temu w pewnym sensie lepszą matką dla swojego syna, bo rozumiem swoje dziecko, mimo iż nie potrafi mi powiedzieć jeszcze o swoich potrzebach i lękach.

      Macierzyństwo to trudna sprawa. I łatwo to spieprzyć. pamietaj, ze od tego jaka będziesz dla swojego dziecka, zalezy jakim człowiekiem będzie twoje dziecko w przyszłości.
      Jeżeli kiedyś w chwili złości wspomnisz moje powyższe zdanie i powiesz sobie "a w d... to mam!", to wiedz, że jeżeli sobie odpuścisz, twoje relacje z dzieckiem bedą coraz gorsze, a tobie przysporzą więcej problemów. Dlatego warto odnaleźć w sobie trochę cierpliwości i ją zainwestować w dziecko :)
      • marcowa_aprilla Re: Nie wiem o co mi chodzi :( 29.06.13, 21:23
        "Macierzyństwo to trudna sprawa. I łatwo to spieprzyć. pamietaj, ze od tego jaka będziesz dla swojego dziecka, zalezy jakim człowiekiem będzie twoje dziecko w przyszłości"

        to mnie mocno stresuje :(

        nie umiem byc taka fajna matka co zawsze ze spiewem na ustach zabawia dziecko
        czasem daje rade a czasem jestem zla jak osa i wizja spiewania smerfow czy inne takie powoduje odruch wymiotny, nie kreci mnie to wcale i robie to tylko z milosci do dziecka, ale frajdy z tego nie mam, uwielbiam go przytulac, bawic sie w jakies laskotki i inne takie wtedy on sie zarykuje ze smiechu, ale inne zabawy to robie z obowiazku troche :(

        mam nadzieje caly czas ze im bedzie starszy tym wspolnych rozrywek wiecej ale gdzies tam w srodku boje sie czy bede dobra matka, skoro tak czesto moj zly humor ma pierwszenstwo przed jego potrzebami i nie umiem wyzbyc sie egoizmu....
        • dressja Re: Nie wiem o co mi chodzi :( 29.06.13, 21:27
          Kto Ci kaze spiewac i smurfy ogladac?
          Rob co chcesz, to Ty jestes matka i Ty jestes szefem. Chcesz pograc z synem w pilke w porze smurfow, to graj w pilke, nie szukaj na sile problemow tam, gdzie ich nie ma.
        • koralinka1988 Re: Nie wiem o co mi chodzi :( 29.06.13, 21:40
          a ja lubię śpiewać. Tylko czasem mam już dość tych dziecięcych piosenek i zaczynam synowi spiewać inne, takie moje, które lubię. Najbardziej lubi, gdy sa dźwięki, ktore trzeba "wyciągnąć". a jak nie wyjdzie - jak krzywo patrzy na mnie :D
    • malwi.4 Re: Nie wiem o co mi chodzi :( 29.06.13, 21:47
      moje dziecko tez takie było, bez przerwy płakało, wiło się, nie chciało spać w ciągu dnia w łóżeczku, moja depresja poporodowa ponad rok trwała, a dziecko takie stany wyczuwa...

      on nie chce na tobie nic wymusić, on nie jest niegrzeczny, jemu twojej bliskości emocjonalnej brakuje, wiem jakie to trudne się przełamać i zachować spokój, ale te ciężkie chwile miną...

      ja dziś miło wspominam te pierwsze miesiące, gdy w ciągu dnia moje dziecko spało przytulone do mnie na moich rękach a ja siedziałam w fotelu i książkę czytałam

      przytulaj go dużo, ten czas już nie wróci
      • marcowa_aprilla Re: Nie wiem o co mi chodzi :( 29.06.13, 21:55
        ja to wszystko wiem, ale mimo wszystko emocje w danej chwili biora gore i sie wsciekam a potem mam wyrzuty sumienia....
        • malwi.4 Re: Nie wiem o co mi chodzi :( 29.06.13, 22:14
          może mu coś dolega, u mojego dziecka okazało się że jest uczulone na mleko krowie, gluten i owoce tez działały nie najlepiej na brzuszek, ale zanim to odkryliśmy długo się męczyliśmy

          nie wiem jak małe jest twoje dziecko, wiem, ze tak chyba do 6 miesiąca dziecku się wydaje, ze jest częścią matki i chce być jak najbliżej niej

          dziecko bez powodu nie płacze... a może ząbkuje??

          możesz sobie pomóc idąc do lekarza po środki przeciwdepresyjne (by przetrwać ten najgorszy okres, choć czy pomagają to nie wiem), ale je chyba tylko psychiatra wypisuje
          • dressja Re: Nie wiem o co mi chodzi :( 29.06.13, 22:16
            Juz Komandos sie we mnie odezwal, co Ty pie...sz za glupoty malwi, ku...ca mnie powoli bierze
            • malwi.4 Re: Nie wiem o co mi chodzi :( 29.06.13, 22:29
              ok, niech to będą głupoty dla ciebie, ja swoje przeszłam...
              • nvv Re: Nie wiem o co mi chodzi :( 10.12.22, 19:45
                Malwi... Wszedłem tutaj po latach. Twój nick brzmi znajomo. ;)
          • marcowa_aprilla Re: Nie wiem o co mi chodzi :( 30.06.13, 10:01
            ale ja nie pisze ze moje dziecko duzo placze czy marudzi, nic mu nie jest wg mnie, po prostu czasem ma gorszy dzien i trzeba go zabawiac intensywnie a mnie to wkurza, nie lubie i nie umiem
            pisze o swoich reakcjach, ze wg mnie sa jakies zaburzone, za bardzo sie wkurzam, nie umiem caly czas wyzbyc sie swojego egozimu i poswiecic sie dziecku
            nie mowie ze zawsze, ale czasem sie to zdarza :(
            • dressja Re: Nie wiem o co mi chodzi :( 30.06.13, 12:28
              marcowa_aprilla napisała:

              > ale ja nie pisze ze moje dziecko duzo placze czy marudzi, nic mu nie jest wg mn
              > ie, po prostu czasem ma gorszy dzien i trzeba go zabawiac intensywnie a mnie to
              > wkurza, nie lubie i nie umiem
              > pisze o swoich reakcjach, ze wg mnie sa jakies zaburzone, za bardzo sie wkurzam
              > , nie umiem caly czas wyzbyc sie swojego egozimu i poswiecic sie dziecku
              > nie mowie ze zawsze, ale czasem sie to zdarza :(

              Aprilla, poswiecenie to takie "wielkie" slowo, ktore ladnie i wzniosle brzmi. Dziecko madrze i czule wychowuj, to wszystko. Nie poswiecaj sie, musisz tez myslec o sobie, bo to Ty masz dziecko i to Ty jestes dla niego wazna. Ty tez musisz byc zdrowa i szczesliwa, zeby miec wystarczajaca ilosc sily i cierpliwosci na wychowanie dziecka. I nie ma to nic wspolnego z poziomem glutenu w diecie.
              • ach_dama_byc_z_kanady Re: Nie wiem o co mi chodzi :( 30.06.13, 12:42
                a ile jestes po porodzie?
                zreszta to nie ma znaczenia,
                mozesz miec tzw depresje poporodowa, nie mowil ci tego terapeuta?
                zwykle zaczyna sie wkrotce po porodzie i trwa krotko
                jest spowodowane wahaniem hormonow
                bywa jednak ze moze przerodzic sie w cos powazniejszego i trwac od kilkunastu niesiecy do kilku lat. wtedy moze zajsc koniecznosc pobrania anty-depresantow. jak dlugo, tez zalezy jak bedziesz sie czula i jak dlugo na antydepr.

                czasem jednak trzeba, tak jest lepiej i dla ciebie i dla dziecka. czasem lepiej jest zrezygnowac z karmienia piersia aby byc dobra matka,
                i nie zniszczyc dziecka psychicznie dla glupiego cycka.

                Zastanow sie nad tym, jak twoj teraputa tego nie wzial pod uwage to matol jakis i idz do innego.

                Poza tym zrob badania krwi - zrob podstawowe, plus mineraly, zelazo magnez, wit B12, wit D,
                wapn, itd zbadaj hormony i spytaj lekarza co jeszcze mozna zbadac jak sie ma niski nastroj
                • dressja Re: Nie wiem o co mi chodzi :( 30.06.13, 13:16
                  ach_dama_byc_z_kanady napisała:

                  > czasem jednak trzeba, tak jest lepiej i dla ciebie i dla dziecka. czasem lepiej
                  > jest zrezygnowac z karmienia piersia aby byc dobra matka,
                  > i nie zniszczyc dziecka psychicznie dla glupiego cycka.

                  Nie kazdy jednak to rozumie. Zdarzylo sie, ze dziecko skonczylo w szpitalu w stanie krytycznym, bo matka wolala je zaglodzic, niz dac butelke. W butelce pewnie dla tej idiotki diabel siedzial.
    • yadaxad Re: Nie wiem o co mi chodzi :( 30.06.13, 23:34
      Zmień psychologa, jeśli nie zauważył że odbierasz cudze emocje, jako klęske osobistą. Uważasz, że twoje starania muszą wpływać na stan bliskich tak, że jak nie są w stanie rozanielenia, to ty zawiodłaś. Dziecko powinno być słodkie i milutkie, kiedy ty się o nie starasz, a jak marudzi, to twoja wina. Z jednej strony masz poczucie zawodu z siebie,że nie stwarzasz sytuacji, w której dziecko tylko szczebiocze ze szczęścia, z drugiej, że dziecko jest tak niesprawiedliwie przeciw twoim wysiłkom. Zły humor męża też cię pogrąża, bo przy tobie powinien być tylko w euforii, bo przecież się starasz. Nie jest, znaczy, że zawodzisz, wszystko wygląda dennie, bo przecież robisz jak najlepiej, nie powinno tak być. Masz zawyżony poziom własnej roli i jej spełnienia w odbiciu cudzych zachowań. Musiano od ciebie za wiele wymagać w dzieciństwie.
      • marcowa_aprilla Re: yadaxad 01.07.13, 09:45
        jestem w szoku ;( mozesz mi cos wiecej o tym napisac? bardzo to trafne, mozna gdzies o tym poczytac?
        czy bez terapii sie nie obejdzie?
        • yadaxad Re: yadaxad 01.07.13, 20:06
          Od razu terapia. Oczywiście psychologowi zależy mieć kogoś w terapii. Owszem psycholog się przyda i na jednym spotkaniu się nie skończy, ale potrzebę terapii musisz poczuć ty. Możliwe, że psycholog, z którym się spotkałaś za bardzo chodził do okoła problemu. Psycholog musi cię zaciekawić twoim problemem, czy to pozytywnie, czy negatywnie, że chcesz mu udowodnić, że się myli, w każdym razie wchodzisz z nim relacje na temat swojego problemu. Jak ci babka każe ot tak coś zapisywać, czego sensu nie czujesz, to jej klapa. Jej by takie zapiski pomogły, czy popchnęły akcję do przodu, bo miała by punkt zaczepienia, ale jak nie umiała cię do tego pobudzić, to jest do niczego. Mam jedno pytanie, czy masz uczucie, że twój mąż ukrywa przed tobą swoje życie wewnętrzne, by się nie narażać na twój spadek humoru, czy reaguje na to irytacją, ale przynosi do domu siebie, jak się ma?
          • marcowa_aprilla Re: yadaxad 01.07.13, 21:31
            moja psycholog skupila sie bardziej ogolnie na macierzynstwie, ze zmienilo sie moje zycie, i ze sobie z tym nie radze, krazyla wokol depresji itp
            mowilam jej ze podobnie reaguje na zly humor meza to podziekowala za to cenne spostrzezenie i nic z nim nie zrobila
            na spotkaniach prosila zeby mowic co slina na jezyk przyniesie i jakos tak poczulam ze to bez sensu i nic mi nie daje
            jedynie co mi zdiagnozowala ze jestem maksymalnie racjonalna i chce miec kontrole nad wszystkim, w tym nad wlasnymi emocjami, oraz ze wartosciuje swoje emocje, a tak sie nie da, emocje nie moga byc dobre lub w zle, w sensie własciwe lub nie, czyli ze mam problem bo ja sie obwiniam o swoje zle emocje


            to co mi radzisz oprocz znalezienia dobrego psychologa?

            a maz, nie, on ogolnie z reguly ma humor, to mnie tez w nim ujęlo, ze zawsze byl wesoly, wiadomo ze teraz rozne problemy ma a to w pracy, a to w rodzinie, a to ogolnie ma zly dzien i raczej widze ze nie ma humoru, nie ukrywa tego
            ja tez od kiedy sobie uswiadomilam swoja zaleznosc od tego staram sie juz nie wkurzac na niego za to ze ma zly humor ale wytykam mu ze po co sie wscieka, ze nie ma o co, bo np krzyknie na psa ze mu pod nogi wszedl, to mu zwracam uwage zeby sie nie wyżywal na niewinnym stworzeniu :) i wtedy jemu troche para puszcza i jest lepiej
            ale kiedys mialam dola i mu powiedzialam jak mi zle jak wracam do domu a on mnie nie wita z usmiechem i sie przejal wtedy i faktycznie od tamtej pory jakby czesciej ma dobry nastroj, moze faktycznie ukrywa, stara sie zeby mnie nie dolowac dodatkowo i chyba sam sie nakreca w dobry nastroj zeby mi sie udzieli
            ale irytacja nigdy nie reagowal, jest kochany
            • yadaxad Re: yadaxad 01.07.13, 22:27
              To babka się bała twojego profilu, albo nie miała ochoty z tym pracować. Jesteś nastawiona na kontrolę, nie jesteś racjonalna, tylko nastawiona na efektywność swojego zachowania, - to musiałaś przejść z rodzicami niezłą szkołę doskonałości. Można w to zabrnąć w dorosłym życiu, i nawet osiągając niezwykłe efety swoich działań, czuć się całe życie, jak ty z wijącym się dzieckiem, bez satysfakcji, z nieustannym rozdrażnieniem. Ciągłe poczucie, że coś nie tak, że ma być inaczej, lepiej i przeżyty dzień na gie, a następny znowu, i znowu i tak do końca. Trafiam? By zbytecznie nie rozwijać.
              • marcowa_aprilla Re: yadaxad 02.07.13, 08:20
                trafiasz w sedno, mam tak nie tylko z dzieckiem ale z calym moim zyciem, ze powinno byc lepsze, inne, o rany dokladnie tak jest, nie umialam tego tylko tak nazwac trafnie, caly czas mialam poczucie ze jestem nieszczesliwa, ze chce cos wiecej, ale nie wiedzialam co
                wiecznie niezadowolona, tzn umialam sie cieszyc z roznych rzeczy ale tak ogolnie w glebi siebie caly czas bylo cos nie tak

                od kiedy mam dziecko przestraszylam sie z takim nastawieniem je skrzywdze w jakis sposob dlatego zaczelam szukac pomocy

                czyli mam juz diagnoze przez interenet i mam teraz isc z nia do terapeuty? ;)

                bardzo Ci dziekuje, nadal jestem wstrzasnieta.....
                • yadaxad Re: yadaxad 02.07.13, 16:57
                  Jeszcze jedno. Czy twoi rodzice " karali" cię za osiągnięcia, czyli zamiast być zachwyceni tym czego się dopracowałaś, mówili, masz na więcej ? I w kontakcie z tobą, czułaś, że jakbyś była lepsza, to dopiero by cię naprawdę kochali i zdobyli na nieuwarunkowane przygarnięcie, zrozumienie, pomoc, miłość, czysto emocjonalny kojący kontakt.

                  • marcowa_aprilla Re: yadaxad 02.07.13, 17:54
                    pamietam tylko czeste pytanie, czemu czworka a nie piatka
                    ale jakos nie czulam ze mnie nie kochaja, nie byli zbyt wylewni fakt, ale ja nie czulam ze musze cos wiecej zeby mnie bardziej kochali, nie pamietam tego przynajmniej i nie staralam sie zeby mnie kochali w pewnym momencie jak podroslam przestalam sie wogole tym przejmowac i mialam w szkole trojki :)
                    duzo mnie wspierali, mowili ze jestem zdolna, madra i moge duzo osiaganac, wiec czulam motywacje i presje iteraz jak nieduzo osoagnelam to czuje sie nieszczesliwa, tzn mam dobra prace, rodzine itp ale mialam poczucie ze moje zycie ma byc wyjatkowe a jest zwyczajne

                    moze dlatego tez jakos nie pamietam poczucia ze musze zasluzyc na milosc bo babcia bardzo mnie kochala, niczego nie wymagala i bylam najlepsza wnusia pod sloncem, a potem tak strasznie zakochalam sie w obecnym mezu bo od niego tez dostalam takie wielkie bezinteresowne uczucie, do tej pory jak jade gdzies bez niego i nocuje w obcym miejscu to zdarza mi sie plakac jak male dziecko wieczorem ze jestem sama
                    • yadaxad Re: yadaxad 02.07.13, 18:43
                      Jednak. To, że nie masz poczucia krzywdy, sam fakt potrzeby jakiejś wyjątkowości, świadczy o zaburzeniu relacji. Nawet idź do tej swojej psycholog, tylko postaw sprawę inaczej. Jak ona sama nie umie się tym zająć niech cię skieruje do kogoś, kto umie się tym pokierować. Powiedz jej, że nie masz problemu z macierzyństwem, z mężem, tylko, że twoje starania nie dają wyjątkowych efektów, których oczekujesz, a bez nich czujesz się niespełniona. Co sprawia, potocznie jej powiedzieć, masz złość. Masz oczekiwania, pracujesz nad nimi i masz poczucie , że życie te oczekiwania bojkotuje, nie dość, że nie czujesz swojej wartości, to dziecko, mąż, życie nie odpowiada "wkładem", którego pragniesz. Podyskutuj z dobrym psychologiem. Może wcale nie potrzeba terapii, tylko konfrontacji. A jak poczujesz potrzebę terapii, to tylko twoje pragnienie. Nie daj się wpuszczać w terapię, bo nic ci nie da, jak nie poczujesz wewnętrznej potrzeby. Od psychologa chciej parę wizyt, by wyhaczyć problemy. A psycholog też nie jest bogiem, tylko może ci otworzyć oczy na twoje problemy, z którymi możesz, wiedząc o co chodzi, poradzić sobie sama, wbrew jego systematyce. Ale pogadać o tym warto, bo masz problem . Wyjątkowość nie jest tym, co ci się zaryło.
                      • marcowa_aprilla Re: yadaxad 02.07.13, 21:51
                        dzieki, napisz mi jeszcze raz ostatnie zdanie bo wkradla sie literowka i nie rozumiem.

                        no wlasnie chcialabym byc wyjatkowa a tu nic, zwyczajna jestem i mi z tym zle.
                        do tej psycholog u ktorej bylam nie mam ochoty isc, nie wiem tez jak szukac dobrego, zeby sie znowu nie sparzyc.
                        nie wiesz czy mozna gdzies o tym poczytac?
                        chodzac na terapie poczulam sie zmeczona gadaniem i chwilowo nie mam ochoty sie wywnetrzac przed kims. duzo mi dalo to co napisales, tyle czasu sie zastanawialam o co mi tak naprawde chodzi, skad we mnie te uczucia, poczucie niespelnienia. teraz przynajmniej juz wiem, pytanie co z tym zrobie. Pewnie bede sie musiala pogodzic z rzeczywistoscia i cieszyc sie tym co mam ;)
                        sa dni ze jest ok, a potem przychodzi dol kiedy wszystko jest nie tak i chodze zla jak osa
                        czulam ze cos z rodzicami moze miec znaczenie, od kiedy mam dziecko widze jak ich metody wychowawcze mi nie odpowiadaja i myslalam ze moze to kwestia braku czulosci w dziecinstwie a nie wpadlam ze chodzi o za duze wymagania
                        ja od synka chyba tez za duzo wymagam, zeby nie marudzil i nie kwekal
                        • yadaxad Re: yadaxad 02.07.13, 22:29
                          Z niczym się nie pogodzisz, na zasadzie rezygnacji, w poczuciu straty. Brak ci współczucia, w stosunku do dziecka. Nawiąż z nim kontakt emocjonalny, jak się drze to cierpi, to to ma jeszcze proste reakcje, a jak je kochasz, to chce potwierdzenia uczucia, tym samym bezpieczeństwa. Ja bym zaczęła od nawiązania kontaktu, dziecko nie jest lodówką, którą jak dobrze obsługujesz dobrze mrozi. Nie jest ci go żal? Zaspokają cię tylko poukładane klocki?
                          • marcowa_aprilla Re: yadaxad 03.07.13, 09:18
                            jest mi go zal jak placze a jak kweka, krzyczy, i inne tego typu dzwieki wydaje to mnie to irytuje :(
                            teraz np mam go na rekach a on zaczyna krzyczec, i sie wkurzam bo teraz musze z siebie zrobic malpe zeby go zabawic a mi to radosci nie daje, nudzi mnie to
                            nie umiem wymyslec zabawy fajnej dla oboga i zmuszam sie do dzialan ktore dla niego sa frajda a dla mnie nie, tzn cieszy mnie jego radosc ale dla mnie to ciezka praca a nie spontan
                            • yadaxad Re: yadaxad 03.07.13, 20:21
                              Instynkt macierzyński ci się nie włączył. Dziecko jest na poziomie szczeniaka, kocięcia, potrzebuje potwierdzenia opieki matki, zamarudzi, instynktownie matka prostymi środkami potwierdza, że jest i się opiekuje, żadne odstawianie małpy, zabawianie, bo dziecko nie jest w stanie się na skomplikowanym działaniu skoncentrować, raczej je przestraszy. Potrzymać, przytulić, pokazać twarz rozanieloną, nakarmić, ma poczucie bezpieczeństwa, chrapie i rośnie. Druga sprawa, jeśli jest zbyt uciążliwe, to może ma rozwojowy problem. Im wcześniej się to wyłapie, tym prędzej to się unormuje. I zamiast siebie ciągać po psychologach, rzuć pedriatrowi problem.
                              • marcowa_aprilla Re: yadaxad 03.07.13, 20:52
                                byc moze mi sie nie wlaczyl,
                                ja nosze i przytulam, ale dziecko juz jest na etapie poznawania swiata i ządne atrakcji
                                jak zabawiam to sie chichra a jak nie zabawiam i nie chodze w ciekawe miejsca tylko np usiade z nim na chwile to jest kwik
                                i to mnie irytuje,
                                a teraz mnie zirytowalo ze po godzinie usypiania juz niby zasnal a za chwile otworzyl oczy i wyspany
                                zostawilam tatusiowi bo mnie takie cos z rownowagi wyprowadza i nie mam dosc empatii aby usypiac ponownie
                                wiem ze on nie robi tego celowo, ani mi na zlosc, ale mimo wszystko nie umiem do tego podejsc spokojnie
                                • yadaxad Re: yadaxad 03.07.13, 21:26
                                  Dziecko, nie dziecko, rzeczywiście dałaś się wmanipulować w system akceptowalnego życia, wbrew swojej wewnętrznej motywacji. To dziecko by ci bardzo odpowiadało, ale nie w tym momencie i czasie. Mineliście się. Psycholog nie zmieni ciebie. Uświadomi ci tylko reguły. Jak tak to widzisz, to się w tobie odkłada niezła bomba. Ona się rozładuje. By konsekwencje, nie były tragedią, to znajdź psychologa, by pogadać, o tobie. Nie o macierzyństwie, małżeństwie, ale o twoim wyobrażeniu swojej roli w rzeczywistości.
    • szturmownik głowa do góry 03.07.13, 21:15
      Czasem tak jest, że ma się gorsze dni..
      • marcowa_aprilla Re: głowa do góry 03.07.13, 21:22
        dzieki :)
        tylko u mnie sa czasem te dobre dni, a te gorsze sa na porzadku dziennym....
        • yadaxad Re: głowa do góry 03.07.13, 21:47
          Masz same gorsze dni, tylko niektóre są lepsze, bo w swoim życiu nie czujesz się jak u siebie.
          • marcowa_aprilla Re: głowa do góry 04.07.13, 20:51
            teraz to sie na dobre wystraszylam :(
            skad ty to wszystko wiesz?
            nie wiem co napisac,
            cale zycie jest mi zle i strasznie ale to strasznie boje sie momentu jak bede miec te 80 lat i stwierdze ze zycie mi przez palce przecieklo, bo tak sie czuje
            wiecznie jakbym byla tu na chwile, przejsciowo a prawdziwe zycie dopiero na mnie czeka
            jakies 6 lat temu sobie uswiadomilam ze tak nie bedzie, ze zycie jest wlasnie tu i teraz, mialam niezly dol przez pare tygodni i to nadal we mnie siedzi i nie wiem jak sobie pomoc
            niby zyje, niby funkcjonuje normalnie, mam rodzine, prace, ciesze sie milym wieczorem czy udanym weekendem, ale w srodku mam gule w brzuchu, cos mnie meczy
            • yadaxad Re: głowa do góry 04.07.13, 21:48
              Nie wiem, poprostu trafiam, znając pewne , jak się o nich nieempatycznie mówi, mechanizmy. Akcja, reakcja, konkluzja. Z tym, że więcej ci nic mądrego nie powiem. Masz problem i radząc sobie z nim sama, zabrniesz w sytuacje, których rozwiązywanie drze z człowieka pasy. Spróbuj poszukać wyjścia. Nie musisz od razu przywiązywać się do jakiegoś psychologa, czy terapii, ale taki kontakt może cię popchnąć w kierunku drzwi, których nie widzisz. Otworzysz je i przestaniesz się dusić. Bo ty już masz uczucie, że życie przeciekło między palcami i starasz się tego dostosować. Już tak i nigdy inaczej. Zamknięta w tym samym pokoju na zawsze. A to nie prawda. Bo w tym pokoju mogą się dziać jeszcze różne rzeczy, coraz przykrzejsze, z którymi coraz mniej będziesz mogła sobie poradzić,bez wpadania w wir zgorzknienia..
              • marcowa_aprilla Re: głowa do góry 05.07.13, 11:26
                dziekuje, musze tylko znalezc dobrego psychologa, czy szukac do skutku az mi ktorys podpasuje czy kierowac sie opiniami?
    • quaz0 Re: Nie wiem o co mi chodzi :( 05.07.13, 12:19
      A nie jest czasem tak, jak napisal Marcin ze moze nie doroslas do roli macierzynstwa?
      Zamiast instynktow macierzynskich epatuje od ciebie egoizm i egocentryzm.
      Zbyt wiele obowiazkow, bycie matka 24/dobe, jak sie jest matka to jest sie nia 24 na dobe i jest to normalne. Dla ciebie z tego co widac syn i maz sa przeszkoda w zyciu na zasadzie hulaj dusza piekla nie ma. Tyle ode mnie a na psychologa to szkoda czasu i pieniedzy, nie pomoze, bo ty masz w zyciu inne priorytety.
      • marcowa_aprilla Re: Nie wiem o co mi chodzi :( 05.07.13, 15:33
        to fakt, egoistka jestem i musze sie nauczyc stawiac potrzeby innych przed moje, ale widze ze jest coraz lepiej...
        rodzina nie jest przeszkoda, bez nich to dopiero bym miala zycie do d.....
        kocham ich i to oni sprawiaja ze sie ciesze, nic innego nie daje mi takiej radosci jak oni
        • yadaxad Re: Nie wiem o co mi chodzi :( 05.07.13, 17:03
          Masz w pewien sposób ukształtowany charakter i to czy jesteś egoistyczna, egocentryczna,czy narcystyczna ( nie traktuj narcyzmu, jako zakochania w sobie, bo to błędny potoczny sąd, to oznacza pewien, ukształtowany stosunkiem do dzieci rodziców, sposób uzyskiwania niesatysfakcjonującej satysfakcji w relacjach między ludzkich i stosunku siebie samego do siebie), nie ma znaczenia. Na siłę tłumić swoje potrzeby i wbrew sobie się poświęcać, bo tak wypada, do niczego dobrego nie prowadzi. Potrzebujesz poczucia realizacji, a ponieważ sama nie masz żadnej wizji i czekasz z dnia na dzień na cud, że świat będzie inny, potrzebujesz czegoś co realnie cię ukierunkuje. Psycholog nie zaszkodzi. Ale spokojnie spróbuj tego, czy innego. Masz najlepszy moment, do szukania wyjścia, zamiast się miotać po zamkniętym pokoju, którym jest teraz twoje życie, bo może w jakiś kącie leży rozwiązanie. " bez nich to dopiero bym miała życie do d..." Absolutnie fałszywa argumentacja, prowadząca do klęsk w różnych aspektach.
    • l_witch_l Nie dobrze ze 24/h ... 05.07.13, 16:27
      Moze powinnas odpoczac. Gdzies wyjedz sam,a choc na tydzien... Odpocznij.

      Twoje zachowanie swiadczy, ze ciagle jestes tzw. alert, czyli na wysokim stresie. Wtedy gdy czuwasz... taki rodzaj stresu powstaje. On jest dobijajacy...
      W ogole to znak ze czas zajac sie odrobine soba. Nie wszystko dla dziecka, choc ono i tak najwazniejsze. Ale gdy ty wysiadziesz to kto sie nim zajmie? Uchyl sobie okna gdy drzwi sa zamkniete. Dom rodzina i dziecko to nie caly swiat i nie przejmuj sie tak mocno rola matki...Moze znajdz sobie jakis 'pokoj obok', gdzie siebie odnajdujesz i gdzie mozesz byc soba...
      • marcowa_aprilla Re: Nie dobrze ze 24/h ... 05.07.13, 17:01
        masz racje, jestem w ciaglym napieciu, nawet jak synek ma drzemke to ja nie umiem sie wylaczyc, czekam az sie obudzi a w tym czasie siedze w internecie,
        i jakos nie umiem tak na luzie podchodzic do opieki nad nim, tylko mysle zadaniowo, na zasadzie obudzil sie, zje, wtedy na macie sie pobawi, i caly czas czekam az sie znudzi i zacznie kwekac, wtedy go ponosze, wtedy znowu cos tam, troche na dwor itp
        no jakos za chiny nie odnajduje frajdy w etatowym zajmowaniu sie niemowlakiem

        mysle ze jak wroce do pracy to sie zmieni
        tam glowe zajme czyms innym i wroce do domu z ochota mam nadzieje :)
        tylko oby mnie stres inny nie zzarl jak zostawie synka z niania
        • l_witch_l Re: Nie dobrze ze 24/h ... 05.07.13, 17:21
          To jest powazny problem. Mam na mysli stres. No chyba ze praca niestresowa. To i fajniej....

          Wybrac nianie pomiedzy paniami zatrudnic na probe...Jezeli mozesz i stac cie to juz teraz...I odpoczac.

          Taki stres jak 'wejdzie' w cialo to latami pozostaje, przysparzajac problemow zdrowotnych.
        • yadaxad Re: Nie dobrze ze 24/h ... 05.07.13, 18:32
          Upięlaś się na pracy, jak na zbawieniu, a praca przyniesie si dalsze stresy, które wobec oczekiwań zmiany , tylko dalej będą cię pogrążać w frustracji.. Masz moment, by sobie poukładać swoją osobowość, poznać jak chces iść przez życie, kim jesteś, bo zupełnie siebie nie znasz. Nie masz despotycznego męża, który szufladkuje swoje oczekiwania od żony, a jak nie, to ja cię wychowam. Toleruje twoje zagubienie. Tak na prawdę, poszukaj czegoś, co ci pomoże się odnaleźć. Masz tę chwilę, teraz. Nie chodzi o to by cię terapeutyzować. Chodzi o otworzenie twojej osobowości na szersze myślenie. Bo jak napisałam, masz zamknięte drzwi i obijasz się po ścianach.
          • marcowa_aprilla Re: Nie dobrze ze 24/h ... 05.07.13, 22:27
            masz racje, tylko nie wiem jak to zrobic, jak zrozumiec kim jestem i czego potrzebuje do szczescia?
            tak jak pisalam 6 lat temu mialam wielkiego dola, kupilismy wtedy dom i zaciagniecie kredytu sprawilo ze poczulam ze trace swoja niezaleznosc i swobode, mama byla wtedy chora i bylo ryzyko ze straci wzrok i strasznie mnie to smucilo i wystraszylo, wrocily mysli o nieuchronnosci smierci ktore zawsze gdzies tam odsuwalam i wszystko to razem sprawilo ze stracilam kompletnie radosc zycia
            potem powoli zaczelam niby wychodzic na prosta, na nowo sie usmiecham, ale jakos tak powierzchowne wszystko mi sie wydaje,
            myslalam wtedy duzo co robic, jak zyc zeby tego zycia nie marnowac, ale jakos nic z tego nie wyszlo, bo ja nie wiem,
            jestem typ co mu wiecznie zle
            mamy dom na wsi i jest super ale jednoczesnie tesknie za miastem z ktorego pochodze
            ale jak sobie pomysle ze mialabym mieszkac tam w wakacje i sie dusic w upale, to wiem ze by mi to miasto zbrzydlo
            chcialabym miec duzo znajomych i rozrywek, ale jak mam gdzies wyjsc i pogadac to zbyt czesto mi sie nie chce, bo mnie to na dluzsza mete nudzi, (moze to kwestia grona znajomych i tematow do rozmowy)
            chcialabym podrozowac, to mi sprawia autentyczna radosc, ale na razie to jest jeden urlop w roku, na czesciej nie mozemy sobie pozwolic bo mamy 2 psy, ktore uwielbiam i to wybor, miec psy na codzien i sie tym cieszyc, czy czesciej wyjezdzac
            no i tak ze wszystkim

            a i tak nie wiem czy to o to chodzi, o takie zmiany, czy o co
            a moze juz sie tak utrwalilam w tym swoim niezadowoleniu ze juz sama nie wiem o co mi chodzi, i nie umiem nic zrobic, bo to poczucie braku czegos skutecznie mi zycie zatrulo

            i wiem ze wraz z praca wroca stresy, ale moze mi sie to wydaje zbawieniem bo wroce na stare tory, ale no wlasnie, nadal to bede dawna ja, niezadowolona :(
            • yadaxad Re: Nie dobrze ze 24/h ... 05.07.13, 23:35
              Chcesz czekać do 55, aż ci w bojach i klęskach coś poukłada, bo musi? ja ci tylko proponuję dowiedzieć się czegoś o sobie. Czego nie nie dała ci rodzina, ani miłość.
              • marcowa_aprilla Re: Nie dobrze ze 24/h ... 06.07.13, 09:28
                nie chce czekac, ale nie mam pomyslu jak mam sie dowiedziec kim jestem? co mam robic? szukac innych pomyslow na zycie i probowac?
                • quaz0 Re: Nie dobrze ze 24/h ... 06.07.13, 18:35
                  A czy wiesz w ogole kim chcialabys byc i co chcialabys robic?
                • yadaxad Re: Nie dobrze ze 24/h ... 07.07.13, 00:02
                  Sama nie uwierzysz w swoją incjatywę , bo masz poczucie winy, że jest tak dobrze, a ty się nie sprawdzasz. Masz potrzebę - dziania się-, ale czekasz, że to przyjdzie samo, spadnie z nieba, bo wtedy to nie jest twój ruch i nie można cię zbijać z tropu, że sobie wymyślasz, siedź na tyłku i ciesz się słońcem. Musisz nadrobić wiedzę o sobie samej, bo coś ci ją ztłamsiło, na etapie dojrzewania osobowości. Najprościej to rozwiąże kontakt z kimś psychologicznie kompetentnym. Ale musisz czuć, że to jest autorytet, za który możesz się schować, że nikt nie podważa twojego działania na swoją rzecz, bo co ty tam wiesz, rób dziewczyno co trzeba i nie głupiej. A samotne próby i błędy, odradzam, bo jesteś w tej chwili doskonałm "mięsem" dla oszołomów, bo cokolwiek ci podniesie adrenalinę, temu się oddasz. Nawet już tuż koło ramienia, masz dziką miłość z jakimś egzotem, która cię porwie "pełnością" życia. Nie potrzebujesz terapi, chyba, że po czasie poczujesz potrzebę absolwowania jakiejś wiedzy. Ale masz dobry moment poocierać o rozmowę z psychologiem, z tym, z innym, by wyhaczyć twój temat. Musisz się czegoś o sobie dowiedzieć, by zażądzać swoim życiem, bo masz ewidentną dziurę. A co ci z tego przyjdzie, że po kupie katastrof zrozumiesz o co chodziło w 50siątce?
                  • marcowa_aprilla Re: Nie dobrze ze 24/h ... 07.07.13, 08:39
                    tak siezastanawiam
                    meza poznalam jak mialam 16 lat i wpadlam po uszy
                    ale tak wczesny zwiazek sprawil ze skupilam sie na nim
                    zaniedbalam znajomych, on byl z innego srodowiska i nie pasowal do mojej paczki
                    potem studia zaoczne bo nie chcialam byc osobno, przeprowadzka do niego do malego miasteczka
                    itp
                    dla milosci do niego zrezygnowalam z wielu rzeczy, wtedy nie odczuwalam tak tego, nie mialam zalu, ale teraz mam, do siebie
                    kocham go i dobrze nam razem ale wiem ze on dla mnie nie zrobilby tego i czasem mi przykro
                    i chyba dlatego oczekuje ze bedzie mi to w jakis sposob wynagradzal, chocby tym ze musi miec dobry humor bo ja mam akurat zly
                    idealem by bylo byc z nim a robic to co ja chce
                    chce byc z nim, kocham go, ale faktycznie przejelam jego zycie
                    • yadaxad Re: Nie dobrze ze 24/h ... 08.07.13, 00:38
                      Może i fajny ten mąż, ale zatrzymałaś się na tych 16tu latach i jest faktem, że związek z nim ciebie nie rozwija. Jesteś chodzącą bombą emocjonalną, masz na "ucieczkę z listonoszem". Nie kontrolujesz jaki impuls zrobi ci tornado. Chcesz składać swoje życie po katastrofie, czy jej zapobiec?
                      • marcowa_aprilla Re: Nie dobrze ze 24/h ... 08.07.13, 09:56
                        oczywiscie ze chce zapobiec, chce byc szczesliwa, tylko za chiny nie wiem jak to osiagnac
                        • summerland Re: Nie dobrze ze 24/h ... 11.12.22, 16:43
                          Czy cos sie zmienilo w twoim zyciu?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka