elsea
13.08.13, 22:44
Coś co dręczy mnie i męczy. Nie chodzi mi o zdroworozsądkowe, rzadkie ukłucia zazdrości, które chyba czasami każdy może odczuwać. W moim przypadku to bardziej permanentne uczucie, którego nie mogę się pozbyć.
Mam nieodparte wrażenie, że od roku nie dość że stoję w miejscu, to w przeciągu ostatnich
12 miesięcy zrobiłam milowy krok wstecz. Nieustanne poszukiwanie pracy połączone z wnikliwą obserwacją rzeczywistości każdego dnia pozostawiają we mnie posmak żalu, smutku i ciągłej zazdrości, że to ciągle tym "innym" wszystko się udaje, mnie zaś nie. Pewnie typowa postawa dla frustratki życiowej... Facebookowe foty z aktualnie publikowanymi zdjęciami z wakacji - dla mnie kolejnym źródłem tezy, że powodzi się ludziom, oj powodzi. I tak bez końca...
Nie chodzi mi o racjonalizowanie...czas na terapię?