Dodaj do ulubionych

problem z siostrą

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.04, 15:00
Od wielu lat nie mam dobrych relacji z siostrą. Tak naprawdę nie wiem,
dlaczego.
Nie stało się moim zdaniem nic takiego z mojej strony w naszym życiu,
przynajmniej nic takiego nie pamiętam, aby darzyła mnie ona taką nienawiścią,
jaką darzy.

Kiedyś, gdy byłam znacznie młodsza, moi bliscy, ż którymi na ten temat
rozmawiałam, twierdzili, że to dość częste zjawisko wśród rodzeństwa, i że z
wiekiem jej przejdzie (jest młodsza ode mnie), lata jednak mijały, a nic się
nie zmieniło.

Siostra jest osobą skrytą, trudno do niej dotrzeć i porozmawiać, wszelkie
próby spełzały na niczym.
Niedawno znowu doszło do przepychanek słownych, ze względu na to, że ojciec
pomógł mojej rodzinie finansowo, dając pieniądze na dom, który kończymy
budować.
Sprawa była o tyle kuriozalna, że moja siostra dostała wcześniej od ojca
mieszkanie oraz nowy samochód, i przeliczając wartość jej „prezentów” można
powiedzieć, że ja dostałam ok. 10% z tego, co dostała ona.

A jednak to ona zadzwoniła do mnie z pretensjami, co ja robię z pieniędzmi,
że wszystkie pieniądze rozwalam, nie umiem oszczędzać, co nie jest prawdą, bo
budżet domowy planuję z ołówkiem w ręku.

Obecnie wychodzi za mąż, o czym wiem od ojca.
Niedawno mój 14 letni syn powiedział, że na jego pytanie, gdzie na weselu
posadzi mamę, (czyli mnie) siostra powiedziała, że przy koszu na śmieci.
Wczoraj zadzwonił tata i powiedział, że ma zaproszenie na wesele dla mnie i
męża, które siostra zostawiła u niego.

W naszej rodzinie istnieje tradycja osobistego zapraszania na ślub, i wiem,
że siostra prosiła resztę rodziny osobiście, a rzekomo jak twierdzi tata, nie
ma czasu przyjechać do mnie, choć mieszka w sąsiednim mieście, bo jest zajęta
przygotowaniami, choć ślub dopiero za miesiąc.

Co ciekawsze, mój mąż nawet nie zna jej narzeczonego (ja go raz spotkałam,
przez przypadek u ojca).
Z tego wszystkiego nie wiem, co zrobić, bo szczerze mówiąc nie mam chęci
pójść na to wesele.
Chodzi mi tylko o tatę, który na pewno będzie to przeżywał, i nie wiem jak mu
to powiedzieć.
Czuję się fatalnie.
Obserwuj wątek
    • ziemiomorze Re: problem z siostrą 31.08.04, 15:18
      Nic sie nie dzieje bez powodu, najmniej - emocje.
      Ktora z Was byla 'dobra Dorotka'? Same piatki, w pokoju zawsze porzadek,
      uczesana i z czystymi bucikami?
      Albo - ktora z Was miala lepsze uklady z rodzicami? Z ktorym? Ktora chwalono,
      stawiano za wzor?
      Pytam o to, bo wydaje mi sie, ze ona jest nastawiona rywalizacyjnie do Ciebie
      (rywalizuje o wzgledy ojca? - A co z mama?).

      Tak mi sie psychoanalitycznie wydaje, ze w rodzinie (zwlaszcza wspolczesnej)
      dawanie forsy to synonim okazywania cieplych uczuc; ona ma ich wyrazny niedosyt
      i ciagle Ci zazdrosci. Dlaczego?

      Piszesz, ze jest skryta. Skryte dzieciaki zazwyczaj sa bardzo samotne i zdarza
      sie im zyc latami w wymyslonym swiecie, albo/i z wymyslonymi przyjaciolmi.
      Wiesz cos o tym? Ile o niej wiesz? Dorastalyscie razem? Kiedy Wasza relacja
      ulegla pogorszeniu - co takiego sie stalo?

      Zastanawiaj sie, draz, pytaj. Jesli Ci zalezy - sprobuj mimo wszystko (pewnie
      nie bedzie chciala) pogadac z siostra; jesli sie nie da - napisz list i to
      najlepiej tak, zeby go przeczytala zanim wywali do kosza.
      Milosc, uwaga i szacunek

      z.
      • Gość: mada Re: problem z siostrą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.04, 15:54
        Nie pochodzimy z tzw. rodziny patologicznej, jednak nie była to normalnie
        funkcjonująca rodzina, ze względu na ciężką, wieloletnią chorobę matki i jej
        późniejszą śmierć.
        Ojciec biegał razem z nami po szpitalach, choroba matki spowodowała również
        jakiś zmiany w jej sposobie rozumowania, co powodowało agresję i nieracjonalne
        zachowania.

        W końcu zmarła, a ja żyję w poczuciu winy, bo wielu ludzi nam współczuło
        słownie, choć nikt nie pomógł, widziałam nad sobą rozczulone oczy, a ja w duchu
        czasami życzyłam mamie śmierci.
        Na pewno to się na nas odbiło, ja w dorosłym życiu chorowałam na depresję,
        obecnie na agorafobię, jak twierdzi mój psycholog, dlatego ponieważ sądzę, iż
        tylko chorując zasługuję na miłość.

        Uczyłam się bardzo dobrze, moja siostra raczej też, choć jak twierdzi ojciec,
        mnie wszystko przychodziło z łatwością, ona w naukę musiała wkładać wysiłek.
        Wyprowadziłam się z domu, gdy siostra miała 14 lat, tak się potoczyło moje
        życie, że nie skończyłam studiów, wyszłam za mąż z powodu ciąży, rozwiodłam się.

        Mimo, że było tragicznie poradziłam sobie sama, mam dobry zawód, który mogę
        wykonywać w domu, wyszłam ponownie za mąż, źle nie zarabiam, ale mam wrażenie,
        że to budzi czasami małą zazdrość w siostrze i ojcu.

        Siostra skończyła studia, mieszkała z ojcem prawie do trzydziestki. Zarabia
        mniej ode mnie, co ojciec często podkreśla w rozmowach ze mną, jakby się
        usprawiedliwiał, że jej pomaga, choć ja nie powiedziałam mu nigdy, że mam o to
        pretensje.

        Charakter gorszy chyba miałam ja, byłam bardziej „niepokorna”, kłóciłam się z
        ojcem, ona nigdy. Do porządku w pokojach nikt nie przywiązywał nadmiernej
        uwagi, po prostu było zawsze czysto i u mnie i u niej.

        Ale pomimo tego, że umiałam jak to się mówi „pyskować”, czuję ogromny strach
        przed ojcem, rzadko go odwiedzam, bo objawy agorafobii bardzo mi się u niego w
        domu nasilają, na dodatek ojciec odpowiedzialność za konflikt nakłada na nas
        obie, a ja mam dość tłumaczenia, że to przecież nie moja wina. Ojciec też nie
        potrafi konkretnie powiedzieć, o co chodzi, zawsze tylko powtarza „dwie
        jesteście, a nie potraficie się dogadać”.

        A teraz jeszcze jej wesele, nie wiem jak się zachować, czy iść czy nie iść, jak
        to wytłumaczyć, czasami chciałabym odseparować się od nich na zawsze, tyle
        zdrowia mnie kosztują.
        O liście myślałam, ale raczej go nie napiszę, bo ona go obróci przeciwko mnie.
        • Gość: bez mada, moze nie znam wszystkiego, ale IP: *.arcor-ip.net 31.08.04, 16:00
          nie czuje Twoich watpliwosci.

          moze sie zdazyc, ze siostra zostawi Ci zaproszenie na slub u ojca,
          ale powinna wtedy do Ciebie zadzwonic i Ci o tym powiedziec.
          jezeli tego nie zrobila, jest to zaproszenie "per noga".
          ja bym nie poszedl.
          mimo ojca.
        • ziemiomorze Re: problem z siostrą 31.08.04, 16:37
          Jesli chodzisz na terapie, to jest ok - masz duza szanse odczarowac rodzinne
          traumy.
          Jest tez tak, ze jesli jeden element ukladu sie zmienia na lepsze (to jest
          celem terapii), to i inne, sila rzeczy, tez drgna. Pracuj nad soba, to
          najlepsze, co mozesz zrobic - takze dla ojca i siostry.

          Nie masz ochoty - nie idz na slub (chociaz siostra moze i to wykorzystac
          przeciw Tobie: 'zostawilam jej zaproszenie, a ona sie wypiela'); na Twoim
          miejscu zrobilabym sporo, zeby porozmawiac z siostra i w zadnym wypadku nie
          _tlumaczyla_sie_ ojcu - jedynie _wyjasnila_ sytuacje (krotko, bez wdawania sie
          w zawile historie).

          Ale najpierw pogadaj z siostra.
          z.
        • melanie Re: problem z siostrą 31.08.04, 19:55
          Gość portalu: mada napisał(a):

          > A teraz jeszcze jej wesele, nie wiem jak się zachować, czy iść czy nie iść,
          jak
          >
          > to wytłumaczyć, czasami chciałabym odseparować się od nich na zawsze, tyle
          > zdrowia mnie kosztują.
          *************************
          Oto sama sobie odpowiedzialas. Tyle zdrowia cie kosztuja, zle na ciebie wplywa
          ta cala sytuacja. Dobrze zrobisz, jezeli sie odseparujesz. Powiedz ojcu, ze cos
          pilnego ci wypadlo i nie mozesz przyjsc na slub i na wesele. Zrob to w
          przeddzien wesela, najlepiej telefonicznie. I grzecznie popros ojca, aby
          przekazal mlodej parze najlepsze zyczenia. Odseparuj sie na jakis czas, moze z
          czasem to wszystko sie jakos ulozy.
          • zwierciadelko Re: problem z siostrą 31.08.04, 19:58
            melanie napisała:

            > Gość portalu: mada napisał(a):
            >
            > > A teraz jeszcze jej wesele, nie wiem jak się zachować, czy iść czy nie iś
            > ć,
            > jak
            > >
            > > to wytłumaczyć, czasami chciałabym odseparować się od nich na zawsze, tyl
            > e
            > > zdrowia mnie kosztują.
            > *************************
            > Oto sama sobie odpowiedzialas. Tyle zdrowia cie kosztuja, zle na ciebie
            wplywa
            > ta cala sytuacja. Dobrze zrobisz, jezeli sie odseparujesz. Powiedz ojcu, ze
            cos
            >
            > pilnego ci wypadlo i nie mozesz przyjsc na slub i na wesele. Zrob to w
            > przeddzien wesela, najlepiej telefonicznie. I grzecznie popros ojca, aby
            > przekazal mlodej parze najlepsze zyczenia. Odseparuj sie na jakis czas, moze
            z
            > czasem to wszystko sie jakos ulozy.

            niegłupi pomysł, ona Cię poprzez osoby trzecie zaprasza, a Ty jej poprzez osoby
            trzecie wręcz kartkę z życzeniami.
            Tylko czy lepiej się poczujesz odpłacając pięknym za nadobne?

            • melanie Re: problem z siostrą 31.08.04, 20:09
              zwierciadelko napisała:

              > Tylko czy lepiej się poczujesz odpłacając pięknym za nadobne?
              ******************
              Nie powiedzialam, ze ma to byc zemsta. Tak ma zrobic, gdyz choruje z powodu
              toksycznych ukladow z rodzina. Dlatego powinna ograniczyc je w tej chwili do
              minimum. Zadzwonic do ojca i sie wytlumaczyc, owszem wypada, gdyz to ojciec ja
              zaprosil posrednio. Uniknie rowniez niepotrzebnych tlumaczen.
              • zwierciadelko Re: problem z siostrą 31.08.04, 20:16
                melanie napisała:

                > zwierciadelko napisała:
                >
                > > Tylko czy lepiej się poczujesz odpłacając pięknym za nadobne?
                > ******************
                > Nie powiedzialam, ze ma to byc zemsta. Tak ma zrobic, gdyz choruje z powodu
                > toksycznych ukladow z rodzina. Dlatego powinna ograniczyc je w tej chwili do
                > minimum. Zadzwonic do ojca i sie wytlumaczyc, owszem wypada, gdyz to ojciec
                ja
                >
                > zaprosil posrednio. Uniknie rowniez niepotrzebnych tlumaczen.

                Masz rację, jeżeli wykorzystane zostały wszystkie możliwości porozumienia,
                pozostało się odciać.
                Tyle, że dla niektórych to trudniejsze niż życie w toksycznym ukladzie.
                To trudna i dlatego ostateczna decyzja, gdy nie pozostało nic innego
        • Gość: Izka Re: problem z siostrą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.04, 21:06
          Ja na Twoim miejscu porozmawiałabym z siastrą . Szczrze. I tak nie masz nic do
          stracenia. Zapytaj sie - co jest powodem tej całej niejasnej i męczacej
          sytuacji.Pozdrawiam. Pa
    • serengetti Re: problem z siostrą 31.08.04, 16:42
      Jeśli mogę coś podpowiedzieć odnośnie ślubu - idź tylko do kościoła i
      ewentualnie na cywilny (nie wiem, jak teraz się śluby bierze, dwa czy tylko
      jeden), a na wesele nie idź. W końcu masz pełne prawo nie czuć się zaproszoną.
    • Gość: ryb Nigdzie nie idz... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 31.08.04, 16:52
      Olej ja doszczetnie i ojca tez ochrzan i to zdrowo, ze broni coreczke...Powiedz
      mu, ze nie masz watpliwosci, ze jak bedzie potrzebowala nerke, to sie do Ciebie
      zglosi...To im da duzo do myslenia.
    • j_ar Re: problem z siostrą 01.09.04, 13:43
      najbezpieczniej wydaje sie (tak jak ktos tu powiedzial) isc na slub, na wesele
      nie, zrobic to dla ojca, ktory sie stara (ale czego on zazdrosci tobie to nie
      moge pojac)
    • ettrich Re: problem z siostrą 02.09.04, 07:48
      czy możesz opisać całą sytuację
      z pozycji swojej siostry jakbyś
      była nią?
    • malwina7 Re: problem z siostrą 02.09.04, 10:50
      Nie zgadzam się z dawanymi tu radami "nie iść na ślub".
      Miłość, przyjaźń i zaufanie mojej siostry to uczucia nie do przecenienia i
      jestem w stanie zrobić bardzo wiele żeby ich nie stracić. Pomyślicie
      szczęściara - być może, ale to uczucie jak każde wymaga pracy. Nam też nie
      zawsze było łatwo, ale obie jesteśmy przekonane o istnieniu czegoś takiego
      jak "więzy krwi".
      Moim zdaniem warto jeszcze raz zawalczyć o miłość siostry.
      Czy pójście na ten ślub nawet kosztem robienia "dobrej miny do złej gry" to dla
      Ciebie tak wiele? Zgadzam się ona nie postępuje fer w stosunku do Ciebie, ale
      może jest jeszcze młoda (nie mam tu na myśli wieku kalendarzowego) i głupia.
      Może z czasem też coś zrozumie, a czując wyciągniętą rękę z Twojej strony
      będzie jej łatwiej. Daj jej jeszcze jedną szansę, może to będzie ta
      najważniejsza.
      Dzień ślubu, to emocjonalnie bardzo ważny dzień w życiu. Kiedyś doceni ten gest
      który dla niej zrobiłaś, a nawet jeśli nie to pójdź tam dla siebie - choćby po
      to żeby kiedyś nie żałować - w końcu to Twoja jedyna siostra.
      • Gość: mada Re: problem z siostrą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.04, 14:03
        Miłość, przyjaźń i zaufanie to piękne słowa.
        Tylko czy można je czuć do osoby, która przez całe dorosłe życie ma do ciebie
        pretensje i żale, nie wiadomo, dlaczego. Nie wiem jak długo, mogę to
        usprawiedliwiać faktem, że jest młoda i głupia. Tym bardziej, że w sumie nie
        jest już, ani taka młoda, ma 30 lat, ani głupia.
        Skończyła studia i żeby było śmieszniej była to psychologia.

        Na terapii poznałam dziewczynę, dosłownie katowaną przez matkę - alkoholiczkę i
        gwałconą przez jej konkubinów, chłopaka gwałconego przez brata, i brak reakcji
        rodziców.
        Takie więzy krwi też istnieją. Powiesz takim ludziom, że mają kochać.

        U mnie nie było alkoholizmu, ani przemocy, ale nieustanne tortury psychiczne,
        zrobienie ze mnie kozła ofiarnego, który ta rolę przyjął na siebie, bo naprawdę
        zaczęłam wierzyć, że jestem do niczego.
        Do dzisiaj widzę w lustrze wychudzonego potwora, bo ojciec mi ciągle powtarzał,
        że nic ze mnie nie zostało tylko wielkie oczy.

        Potrafił wyciągnąć zza łóżka moje rysunki i wyśmiewać się z nich i ze mnie, ze
        swoim bratem, że jestem popierdoloną artystką i gówna rysuję, wsadzał kota do
        worka na śmieci i tłukł go, bo kot sikał na dywan, co oczywiście było moją
        winą, bo ja kota kupiłam, krzyczał gdzie kurwo znowu idziesz, gdy szłam do
        teatru, że czytam książki, że słucham Szymanowskiego, wszystko było źle.

        Najgorzej, jak zachorowałam, dostawał wtedy szału, jak miałam kaszel, to nie
        spałam całą noc, tylko kaszlałam pod kołdrą, aby nie słyszał.

        Za dwa dni mu mijało, byłam kochaną córunią, ładną, zdolną, tatuś to zawsze
        wiedział.
        Gdy ośmieliłam się przypomnieć poprzednie wydarzenia, znowu wpadał w szał, nie
        bił, tylko krzyczał, że go wykończę, że jestem psychicznie chora, lecz się,
        lecz.

        No i leczę się, kolejny psychiatra, terapie, czy pomagają, sama nie wiem, czuję
        się jak wywalony nerw na wierzchu, jak drzewo bez korzeni, za to z dendrytami
        wyrastającymi ze skóry na 10 centymetrów w górę.

        Czasami w nocy płakał, wołał mamę po imieniu, szlochał i pytał: dlaczego.
        Pytał mamę, której nie było, dlaczego zachorowała, a może dlaczego jego to
        spotkało.
        Nie wiem.
        Było mi go żal, nie umiałam go nienawidzić.

        Zaczęłam się modlić do portretu Jezusa, z którego jego oczy zawsze patrzyły na
        mnie niezależnie gdzie stałam.
        Mama umarła, ale wcześniej, gdy była w domu, biła mnie szmatą po twarzy, jej
        też nie umiałam nienawidzić. Bo płakała, że jest chora, a czasami sikała pod
        siebie, bo nie umiała dojść do ubikacji. Sprzątałam.
        Nikt ze mną o tym nie rozmawiał.

        Jak umarła, to ojciec przyszedł ze szpitala i powiedział - no to mamy już nie
        ma.
        Każdy zamknął się w swoim pokoju.

        Leżała w trumnie żółta, przedwcześnie stara, w sukience, którą chowała na
        lepsze okazje.
        Rodzina pokazywała gestami, aby pocałowała ją na pożegnanie.
        Nie umiałam. Mieli później pretensje.

        Siostrę broniłam prze ojcem, czasami miała omdlenia, ojciec znowu się wściekał,
        krzyczałam, aby dał jej spokój, na święta kupowałam jej zawsze drogie prezenty,
        moje dziecko takich nie dostawało, nawet jak było krucho z pieniędzmi, dla niej
        zawsze miałam.

        Ale ojciec na mnie się wyżywał, nie umiałam być cicha, tak jak ona. I myślę, że
        ona tak jak ja, nie mogła nienawidzić ojca, zaczęła nienawidzić mnie.
        Po prostu. Dlatego nie potrafi powiedzieć, dlaczego i unika rozmów.
        Bo ona ciągle nie wie, dlaczego, a mnie nikt nie uwierzy. Przecież jestem
        psychicznie chora.
        • Gość: Moni Re: problem z siostrą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.04, 14:29
          Przeczytałam wszystko co napisałaś. Współczuję tak wielkiej traumy.
          Wygląda na to, jakby siostra miała siłę do wywalania agresji za cały rodzinny
          układ i Ty byłabyś adresatem, który ma to przyjąć. Tego oczywiście nie możesz
          tego wziąć na siebie - ze względu zaróno na siebie jak i na nią. Zmienić
          siostry też nie dasz rady. Możesz tylko siebie.
          Ja nie za specjalnie wielbię terapię i nie wierzę ,że zawsze da się wszystko
          pięknie poukładać. Innego wyjścia jednak nie widzę. Jeśli normalnymi sesjami
          nie jesteś w stanie popchnąć tych relacji naprzód polecam metodę Berta
          Hellingera - pozwala sięgnąć do źródeł zaburzeń ukrytych czasem bardzo głęboko.
          Poza tym nie wymaga takiej wiwisekcji jak inne metody Nawet jesli sprawa wydaje
          się dla pacjenta za trudna z reguły nie wybija z rytmu życia i daje
          się "odłożyć" na potem bez szczegłonych objawów.
          Pozdrawiam.
        • malwina7 Re: problem z siostrą 02.09.04, 14:52
          O tym czy ktoś jest, czy nie jst psychicznie chory nie nam (forumowiczom)
          decydować.
          Z tego co opisujesz nie miałaś w życiu łatwo, bardzo Ci współczuję, ale jeśli
          nie przebaczysz innym czasu minionego ( i tego co Ci zrobili) nigdy się z tego
          nie otrząśniesz. Miniony, rozdrapywany ból rzuca cień na nasze przyszłe życie.
          Po co pielęgnować w sobie żal?
          A co do siostry pisząc "młoda i głupia" miałam na myśli po części siebie.
          Jestem od mojej siostry sporo młodsza (10 lat) i to ona wykazała się dużą
          cierpliwością aż ja do naszego "siostrzanego uczucia" dorosnę. A stało się to
          właśnie tak mniej więcej po mojej 30. Może u Was też jeszcze nie wszystko
          stracone?????
          Zaryzykuj jeszcze raz i daj swojej siostrze szansę. To wesele to w końcu tylko
          jeden wieczór z Twojego życia (nawet gdyby miał być dla Ciebie średnio udany),
          może za klika lat Ci za to podziękuje. Nie wierzę, że dla niej to bez znaczenia
          czy siostra będzie, czy nie bęzie blisko niej w tak ważnej chwili - nawet jeśli
          nie potrafi Ci o tym teraz opowiedzieć.
          Może jej ból (związany z dzieciństwem) też jest wielki, tylko jeszcze nie
          dojrzała do rozmowy o tym (może jakoś podświadomie wiąże ten ból z Twoją osobą
          jako świadkiem tamtych zdarzeń; to że ją jak piszesz chroniłaś nie ma
          znaczenia - ona jako młodsza mogła tego nie dostrzegać). Żeby ją zrozumieć
          musisz jej wysłuchać. Jednak do rozmowy potrzebna jest chęć obu stron. Na razie
          więc nie pozostaje Ci nic innego jak wykazać się większą dojrzałością i kolejny
          raz pokazać, że Ci na niej zależy. Jak wiele stracisz idąc tam (nawet bez
          osobistego zaproszenia - co rozumiem bardzo Cię dotknęło), a jak wiele zyskasz
          pokazując jej "kto jest górą"? Twoją obecność koło niej potraktuj jako "gest
          wyciągniętej dłoni" - uwierz, że warto nawet jeśli teraz ona tę dłoń odrzuci.
        • paranormalny Re: problem z siostrą 03.09.04, 08:14
          Mado, postąp za radą Ryba!!
          Pamiętaj o SWOIM zdrowiu (w tym psychicznym), a także przyjmij do wiadomości,
          że życie jest jednorazowego użytku:((
          Tatuś z siostrzyczką do Ciebie przyjdą, gdy dojrzą że jesteś psychicznie silna
          i masz życie dobrze poukładane. Bo oni są słabi!
          Jeśli nie przyjdą, to ich strata!
          Powodzenia:)))
          • zgryzliwa_raszpla Re: problem z siostrą 03.09.04, 09:09
            mysle mysle
            i chyba przytakne temu.
            jesli siostra cie osobiscie nie zaprosi to nigdzie nie idz. albo idz tylko na
            slub. nie bedzie cie na weselu- to paradoksalnie Zauwaza cie w koncu, moze sie
            zastanowia dlaczego i jakas iskra sie zrodzi. wiele gorzej i tak byc nie moze..
            nie podkladaj sie.
            zainteresuj sie nimi jak beda naprawde potrezbowac tej nerki, a teraz niech
            swoje problemy lecza sami-nie twoim kosztem.

            taka dawke nienawisci jaka zaabsorbowalyscie w dziecinstwie nie da sie
            przelamac jedna rozmowa, czasem to zostaje na cale zycie..

            ty zadbaj o komfort Swojego zycia a nie o to by oni mieli obiekt do
            wyladowywania swoich negatywnych emocji i agresji...
            odetnij sie od nich. zyj.
      • j_ar Re: problem z siostrą 02.09.04, 14:49
        o nie, bylem za tym aby isc na slub, tak dla ojca... ale teraz uwazam, ze nie
        trzeba, ...wiezy krwi??? o czym ty piszesz, czasem nie ma po co walczyc o tzw
        wiezy krwi, to jakas bzdura, ze co? ze krew z krwi kosc z kosci, wszyscy
        jedesmy szczesliwi i radosni?... zdradze ci tajemnice... nie zawsze te wiezy
        krwi sa wazne
        • malwina7 Re: problem z siostrą 02.09.04, 15:05
          A co zyska nie idąc? To w końcu drobny gest i jedno popołudnie "stracone".
          Więzy krwi są ważne jako wspólnota doświadczeń wczesnego dzieciństwa, ta sama
          lub bardzo podobna hierarchia wartości wpajana w domu rodzinnym. Nie do końca
          potrafię to nazwać.
          Dla mnie rodzina (ta z krwi) to ludzie którzy NIGDY mnie nie zawiedli gdy ich
          potrzebowałam, czego nie mogę powiedzieć o innych (nawet ludziach nazywanych
          kiedyś przyjaciólmi). Którzy ZAWSZE chcieli dla mnie dobrze, nawet gdy
          krytykowali lub robili coś co mi nie do końca odpowiadało w danej chwili. Ale
          może to "działa" tylko u mnie? Nie wiem. Wiem jednak wiem, że mam na świecie
          osoby, które choćby nie wiem co to staną za mną murem (i z wzajemnością), a to
          pozwala iść i zdobywać świat. Chyba mam szczęście w życiu - ha!
          • j_ar Re: problem z siostrą 02.09.04, 15:21
            po prostu odetnie sie od meczacych klimatow

            jasne, ze masz szczescie w zyciu, i bardzo dobrze, ...ale czemu nie masz takich
            przyjaciol na ktorych bys mogla zawsze liczyc? jak tam takich mam hehehe
            • malwina7 Re: problem z siostrą 03.09.04, 07:53
              Kilku mam - przyjaźnimy się od kilkunastu lat i są to osoby "sprawdzone" w
              biedzie i dostatku - po prostu PRZYJACIELE, ale inni się nie sprawdzili (nie
              skreśliłam ich, ale teraz nazywam ich znajomymi) - ot życie.
    • cossa Re: problem z siostrą 03.09.04, 15:26
      moim zdaniem problem jest z ojcem
      fachowo nazwac nie potrafie
      ale wydaje mi sie, ze mu w pewnym sensie odpowiada ta Wasza walka..
      jakbyscie podejmowaly wlasne decyzje w obawie o jego samopoczucie
      nie patrzac na to co serce podpowiada

      poszlabym na slub
      nawet zdjecie bym zrobila
      na wesele juz nie


      pozdr.cossa
    • Gość: fleurette Re: problem z siostrą IP: 81.219.* / *.grs-3.g1.pl 03.09.04, 15:34
      poszłabym na ślub ale nie na wesele. i to byłby mój ostatni gest dobrej woli wobec nich. potem juz bym się od nich odcięła. okrzepłabym psychicznie, zajęła się męzem, synkiem i dażyła do właśnego szczęscia i stabilizacji psychicznej. jeśli kiedys zatesknia sami się odezwa. jeśli nie - trudno. pamiętaj mada, nie wolno ci sie obarczac winą za ich sytuację. świata nie naprawisz. a brnąc w ten chory układ sama pogrązasz się w swojej chorobie niestety. przede wszystkim teraz zadbaj o siebie, męza i syna. oni bardziej cie potrzebują niż siostra i brat.
    • vielonick Re: problem z siostrą 05.09.04, 01:34
      wiecie jak jest czasem z rodzenstwem
      starsze 'chroni' mlodsze przed rodzicami i oczekuje wdziecznosci
      mlodsze ma zal o 'komitywe'
      (nawet chwilowa, nawet wymaiginowana przez siebie)
      starszego z rodzicem/ami
      nie umie przyjac do wiadomosci, ze starsze jest taka sama ofiara rodzicow
      jak ono samo

      obie jestescie chore, przezylyscie gehenne w dziecinstwie
      to nie Twoja wina ale tak sie stalo i czasu sie nie cofnie

      siostra jest skryta, to pewnie jej pancerz ochronny przez rzeczywistoscia
      Ty chorujesz, ona zamyka sie w sobie
      kazde dotarcie, probe zblizenia traktuje jak zagrozenie
      cos ja musi "ogrzac"
      moze zrobi to maz, moze wlasne dziecko
      ale do tego potrzeba czasu
      a slub niebawem

      piszesz, ze najchetniej bys nie poszla, ze chcialabys sie od nich odciac
      ale przeciez... caly czas kontakt trwa
      nie jest idealny ale jest
      a to znaczy ze sama go takze podtrzymujesz, ze nie potrafisz zakonczyc
      wiec na Twoim miejscu poszlabym na ten slub
      bo mysle, ze nie idac na niego wcale nie poczujesz sie lepiej
      powiem wiecej - cokolwiek zrobisz bedziesz sie czula zle
      wiec trzeba wybrac po czym bedziesz sie czula "mniej zle"

      slub to jedna z najwazniejszych chwil w zyciu
      moze po latach to doceni ze bylas, ze zlozylas zyczenia patrzac prosto w oczy
      moze to bedzie ta iskierka co rozpali plomien?

      powodzenia zycze :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka