Dodaj do ulubionych

Dlaczego chcę od niego odejść? Zrobić to?

IP: *.acn.waw.pl 06.09.04, 20:19
Hej...zupełnie nie wiem, jak zacząć to wszystko opowiadać.
Poznaliśmy się przez internet, potem zaczęliśmy regularnie
spotykać...zbliżyła nas moja choroba i krok po kroku postanowiliśmy razem
zamieszkać. Zaczęłam studia w mieście, w którym On mieszka i przeprowadziłam
się do Niego. Od tego czasu minął rok. Kiedyś postanowiłam, że będę kochać
człowieka, którego sobie wybrałam nie zważając na wady i na to, co mi się w
nim nie podoba, a przede wszystkim nie będę go zmieniać. Ale odkąd jesteśmy
razem zawsze tkwią we mnie zadry, których nie mogę się pozbyć. Fatalny
początek i dalszy ciąg kontaktów z Jego rodzicami, szok kulturowy, że
zupełnie nie umie o mnie zadbać (brak szarmanckości, elegancji), to, że przy
każdej kłótni doprowadza do tego, że na końcu to ja Go przepraszam,
nieumiejętność przeproszenia i przyznania się do błędu...nie wiem, czy jest
sens to wyliczać.
Co jakiś czas inicjuję rozmowę o naszym związku, mówię , czego mi brakuje,
czego pragnę, pytam o jego uczucia i myśli, ale mam wrażenie, że On nie ma w
ogole potrzeby rozmawiania o tym. A codziennie jest zbyt zapracowany, zbyt
zmęczony, zbyt zajęty czymś innym...Podczas wielkiej awantury dowiedziałam
się rzeczy, o ktorych nigdy mi nie powiedział normalnie....czy musi być tak
ciężko się dotrzeć, zrozumieć? Kiedyś koncentrowaliśmy się na podobieństwach,
dziś On szuka przeciwieństw, a ja zaczynam się temu poddawać.
Humorzasty bardzo, często nieprzyjemny, taki Piotruś Pan z domieszką
pracoholizmu. Obojętny, czasem wieje chłodem na 10 kilometrów. A jednocześnie
wiem, że mnie bardzo kocha, tylko nie umie okazywać emocji, w ogóle jest
bardzo skryty, co kiedyś wydawało mi się wyczuciem taktu, a dziś straszy
wielkim murem. Pomijam sprzeczki o drobne rzeczy, żeby się golił codziennie,
ładnie pachniał, dobrze ubierał, właściwie zachowywał, opiekował się mną,
dodawał mi wsparcia. Doszło do tego, że pojęcia "wsparcie, otucha"
rozbrzmiewają w naszym mieszkaniu głupim, pustym echem...w jego wydaniu
oczywiście.
Wiem, że może mieć dość mojej choroby, mojej upiornej przewidywalności,
stateczności, tego, że wielu rzeczy nie możemy razem robić. A jednak jesteśmy
razem. Trzyma nas też (a może tylko mnie) niełatwa sytuacja finansowa,
ponieważ on płaci częściowo za moje studia i de facto utrzymuje mnie w tym
mieście. Więcej takiego błędu nie popełnię, nie uzależnię się, ale jak mam
się nauczyć żyć bez popełniania błędów? I cieszę się, że nawet nie poprosił
mnie o rękę, bo byłoby mi teraz dużo trudniej.. W ciągu tego roku mieszkania
razem dowiedziałam się więcej niż przez pozostałe 1.5 roku spotykania się na
odległość. Najgorsze jest to, że właściwie to nie wiem, czy Go jeszcze
kocham. Więcej nawet : nie wiem, czy w ogóle Go kochałam. W łóżku czasem jest
cudownie, ale częściej się nudzę, w życiu się spieram i walczę, a nawet nie
wiem po co. Co robić? Odejść? Zostać? Uwierzyć w niespełniane obietnice pracy
nad naszym związkiem? Jak sprawdzić, czy jeszcze Go kocham? Jednocześnie jest
moim wielkim przyjacielem i bez Niego będzie mi ciężko żyć, wiem to.
Pogubiłam się całkiem, jak jeszcze nigdy w życiu. Poradźcie...:(
Obserwuj wątek
    • marusia_ogoniok Luty, prawda że pomnażam dobro i mądrość? 06.09.04, 20:56
      Masz kilka wyjść, jałówko. Między innymi:
      - zwrócić się do doktora Komandosa o skierowanie do Tworek
      - zainteresować swoją osobą Pana Az - a, który robi licencjat z wolnościowych
      pasów cnoty, tak szczelnych, że się nawet wyszczać nie można....i przeprowadzić
      się do niego
      - skorzystać z mojego gabinetu chujoterapii, zamawiając czy to chujobicze czy
      to 50-tkę spermy na czczo lub inny, droższy zestaw odnowy....
      - możesz też skorzystać z pomocy miejscowych wróżów, którzy za pozorną
      darmochę / w duchu myślą, że im te porady będą liczone na Sądzie Ostatecznym/
      powiedzą ci: jebać się dalej na kartę rowerową, tylko głębiej w gardło wpychać
      i w żadnym razie nie wypluwać...tego.......wiesz.... czy ewakuować swoje
      piździsko do innego frajera z forsą...


      • katja Re: Luty, prawda że pomnażam dobro i mądrość? 06.09.04, 23:23
        marusia-ogonok jestes prawdziwa chamka , masz problemy ze soba? Zwroc sie do
        Tworek, tam ci poradza
        • Gość: Ocean Re: Luty, prawda że pomnażam dobro i mądrość? IP: *.bredband.comhem.se 06.09.04, 23:36
          Mysle ,ze powinnas przeczytac artykul pt: "Pielegnujcie Milosc", to chyba
          odpowiedz dla ciebie. Ktos tu zaczal pisac watek o tym.
        • marusia_ogoniok Re: Luty, prawda że pomnażam dobro i mądrość? 06.09.04, 23:36
          katja napisał(a):

          > marusia-ogonok jestes prawdziwa chamka , masz problemy ze soba? Zwroc sie do
          > Tworek, tam ci poradza

          Wyyyyychadiła na biereg Katiusza....na biereg krutoj...
          Uważaj żebyś nie spadła z tego stromego brzegu... bo cię nawet czerwonym
          powrozem nie wyłowią..... hihihi....
        • zwierciadelko Re: Luty, prawda że pomnażam dobro i mądrość? 06.09.04, 23:50
          katja napisał(a):

          > marusia-ogonok jestes prawdziwa chamka , masz problemy ze soba? Zwroc sie do
          > Tworek, tam ci poradza

          Po chamsku, to prawda, niemniej istota rzeczy została ujeta.
      • Gość: krish Re: Luty, prawda że pomnażam dobro i mądrość? IP: 62.233.233.* 06.09.04, 23:34
        marusiu, poczytaj dezyderate, tam jest jedno zdanie...

        cholera ide, bo zapomne o zdaniu i sie przylacze do Ciebie
      • witch-witch Re: Do maruski -ogoniok 09.09.04, 18:43
        Oszczedz piekno bieli i nie zaczerniaj.
    • mskaiq Re: Dlaczego chcę od niego odejść? Zrobić to? 07.09.04, 05:02
      Ty mozesz zmienic w Nim wszystko. Potrzebujesz wiary ze to mozesz zrobic i
      dzialac. Zmieniac zle przyzwyczajenia nie przychodzi latwo. W kazdym z nas jest
      wiele opozycji do pozytywnych zmain. Trzeba cierpliwosci, trzeba rozmawiac ale
      nie wtedy kiedy On jest zmeczony ale kiedy jest rozluzniony. Bedzie ignorowal
      na poczatku ale to co powiesz On uslyszal i to jest wazne. Powtorzysz to wiele
      razy za nim cos sie zacznie dziac ale sie zacznie.
      Jesli chodzi o milosc to mysle ze Go kochasz tyle ze za ta miloscia ciagna sie
      sprawy ktore podwazaja ja. Milosc trzeba pielegnowac, trzeba zmieniac to zle co
      stoi na jej drodze. Zobaczysz ze rozblysnie ona pieknie tylko walcz o nia.
      Mysle ze warto.
      • Gość: zibi Re: Dlaczego chcę od niego odejść? Zrobić to? IP: *.acn.waw.pl 07.09.04, 08:29
        Wczoraj znów był cudowny wieczór. On naprawdę jest kochany, a ja chyba po
        prostu straciłam zapał, żeby to odczuwać.
        Nachodzą mnie różne pytania. Może nie potrafię utrzymać dłuższego stałego
        związku? Czy jest sens powtarzać te same schematy zachowań? Ja będę tłumaczyć,
        a on słuchać i potem ja będę czekać na coś nowego, co może się na skutek
        rozmowy wydarzyć? Czy mężczyźni w ogóle są tacy ciemni w te 'klocki'? Czy
        naprawdę trzeba wszystko tłumaczyć jak pięciolatkowi? Czy warto się upierać
        przy rzeczach, które są dla mnie ważne? Jak mu przekazać, że kompromisy to
        istotna część każdego związku? Dlaczego On tego nie rozumie, do diabła?
        Dlaczego mam wrażenie, że to jeden wielki egoista, a przedtem tego nie
        widziałam? Wiem, że ludzie się zmieniają, może nadszedł też czas na zmiany,
        które On powinien przeprowadzić?
        Doszło do tego, że wczoraj zaczęłam szukać sobie kogoś nowego i przeglądałam
        katalog znajomych, żeby określić, czy jest w tej grupie ktoś, kto mógłby ze mną
        być. Bo wierzę, że potrafię dać komuś szczęście i mam prawo oczekiwać tego
        samego. Tymczasem czuję się wypalona i trochę wykorzystana, oszukana.
        No i wciąż go b. lubię. Może to przyzwyczajenie?

        Dziękuję za pozytywne komentarze, trochę mi pomogły, ale jeszcze nie
        zdecydowałam co dalej.

        P.S. Komentarze o obraźliwej treści już zostały zgłoszone administratorowi do
        usunięcia, więc proszę, żeby osoba , która je napisała nie trudziła się więcej,
        bo będzie to trud daremny.
        • Gość: wolno Re: Dlaczego chcę od niego odejść? Zrobić to? IP: *.pronet.lublin.pl 07.09.04, 09:13
          Jestes podła. Zwykła rozkapryszona gówniara.
          • Gość: zibi Re: Dlaczego chcę od niego odejść? Zrobić to? IP: *.acn.waw.pl 07.09.04, 09:20
            Jeśli tak uważasz, niepotrzebny mi Twój komentarz. Nie pomożesz mi, więc po co
            masz mi dowalać?
    • scylla Re: Dlaczego chcę od niego odejść? Zrobić to? 07.09.04, 10:05
      Może użyty język nie jest zbyt poetycki, ale ma w sobie coś nad czym się warto
      zastonowić, dziewczyno!
      Ewidentnie puściły ludziom nerwy jak przeczytali to co napisałaś:)

      Weź sobie odwróć sytuacje, tak jak by facet pisał tak o tobie:

      . A jednak jesteśmy
      > razem. Trzyma nas też (a może tylko mnie) niełatwa sytuacja finansowa,
      > ponieważ on płaci częściowo za moje studia i de facto utrzymuje mnie w tym
      > mieście.
      Dla mnie jest to ewidentne wykorzystywanie drugiej osoby, nbajzwyklejsze
      oszustwo.

      Fatalny
      > początek i dalszy ciąg kontaktów z Jego rodzicami, szok kulturowy, że
      > zupełnie nie umie o mnie zadbać (brak szarmanckości, elegancji),
      CZy ty dbasz o niego?

      facet ma się golić jak ty sobie życzysz i ma ładnie pachnieć, a może on nie ma
      ochoty się codziennie golić, daj mu być sobą, chcesz go dopasować do siebie,
      a całkowite przegięcie że przeglądasz listę znajomych, by sobie znaleźć kogoś
      komu dasz szczęście.
      Dziewczyno czy ty czytasz to co piszesz?
      Nie dziw się więc, że co wrażliwszym puszczają ich jakże delikatne nerwy:)
    • tomcat69 Re: Dlaczego chcę od niego odejść? Zrobić to? 09.09.04, 14:51
      Najpierw komentarz do komentarzy.Oczywiscie tych sensownych a nie takich śmieci
      jak to co wydala z siebie marusia _ogoniok ( tak na marginesie to ciekawe czy
      pod tą ksywka ukrywa sie sfrustrowana, napastliwa maszkara o aparycji
      Chylińskiej czy jakiś onanista plujacy nienawiscia do kobiet za swoje
      nieudacznictwo ).Mskaiq napisał(-a?), ze o miłośc trzeba walczyć...No, ja mam
      co do tego wątpliwości - miłośc jest tego rodzaju stanem emocjonalnym, który
      usprawiedliwia, toleruje i pokonuje wszystko wiec nie musi być przedmiotem
      bitew bo albo tego typu uczucie jest albo go nie ma, pojawia sie spontanicznie
      albo nie zaistnieje nigdy a wszelkie próby rozpalania go to oszukiwanie samego
      siebie. Co innego pielęgnowanie własciwych relacji w stałym zwiazku - te
      wymagają rozmów, oliwienia zgrzytów usuwania kłód spod nóg. Wolno nazwał(-a?)
      Cię gówniara...A niby dlaczego? Bo masz minimum wymagań jakie się stawia komuś
      z kim sie żyje??? Zacznę od tego, ze finansowo jestem niezalezny, mam zonę,
      dziecko ( i kota;)), model rodziny postrzegany przez znajomych jako
      patriarchalny i wszelkie atrybuty raczej typowego faceta a nie jakijś cioty ale
      mimo to nie wyobrazam sobie ignorowania oczekiwań, zastrzezeń czy próśb
      kobiety, z którą złączyłem swoje życie. Nie przejmuj sie tym, ze scylla zarzuca
      Ci chęć urobienia swojego partnera do konsystencji totalnie posłusznej Ci
      maszyny - nie widzę nic nienormalnego w tym, ze chcesz by twój facet nie robił
      Ci przymusowego pilingu zarośnietą gębą, zniechęcał do łóżkowych igraszek
      smrodem potu ( conajmniej )albo robił obciachu idac obok Ciebie w jakichś
      buraczanych szmatach. Wcale się nie dziwię, bywaja wieczory gdy zagladasz do
      skorowidzu znajomych po kolejnym dniu jałowych prób przypomnienia swojemu
      menowi o tym, ze męższyzna to nie tylko osobnik z penisem w kroku, plemnikami w
      jadrach ( no i od czasu do czasu w Tobie ;))i testosteronem we krwi tylko ktos
      kto poda rękę przy wysiadaniu z taxi, pocieszy gdy płaczesz bo po prostu
      masz'tylko"chandrę albo przytuli jak dziecko choćbyś i była zelazna damą
      biznesu. To zupełnie normalne,ze masz wątpliwości co do swoich uczuć bo po
      kilku/kilkunastu/kilkudziesieciu ( właściwe zaznaczyc;)orgazmach w trakcie
      upojnej nocki mozna zapomnieć o bolączkach ale kiedy wstaje powszedni dzień
      wszystko co Cie w nim wkurza odzywa sie nawet ze zwielokrotniona mocą i pewnie
      z kazdym dniem coraz bardziej rozwala. Moim skromnym zdaniem skoro facet jest
      tak odporny na Twoje próby osiagniecia akceptowalnego dla Was OBYDWOJGA modelu
      zwiazku, skoro zlewa to o co go prosisz pod płaszczykiem jakiejś tam skrywanej
      miłości, skoro wychodzi z załozenia, ze wyrwał Cie z jakiejś wiochy, płaci i
      moze zamknać w złotej klatce to wydaje mi sie ze Wasz zwiazek jest skazany albo
      na wegetacje albo całkowity rozpad. Skoro juz teraz chcesz SPRAWDZAĆ czy go
      koschasz to znaczy,z e nic do niego nie czujesz poza wdziecznością za kasę i
      strachem przed przyszłoscią. Ale to juz inna bajka. Krótko - skoro masz tyle
      wątpliwosci na tym, etapie Waszego pozycia z biegiem czasu bedzie coraz gorzej
      tak więc znajdź sobie kogoś przy kim poczujesz co to prawdziwa miłośc a tym
      obecnym zostańcie przyjaciółmi. Amen. Koniec wymadrzania sie:)
      • scylla do tomcat69 12.09.04, 19:56
        Gdybyś nie miał jak piszesz żony, to wróżyłbym wam piękna przyszłość z autorką
        wątku:Ty wiecznie ogolony i pachnący, taki męski i taki patriarchalny i ona
        kochająca cię za to że jesteś wiecznie ogolony i pachnący i taki męski i taki
        patriarchalny i taki kasiasty.
        Wręcz wspaniały związek, oparty na uczuciach do kasy i węchu.
        A jak byście sie nie dogadywali , to potem wspólnie przeglądalibyście adresy
        swoich ewentualnych celi.
        Ty chyba też nie czytasz tego co piszesz?
        Bo po co miłość????????????
    • witch-witch Re: Dlaczego chcę od niego odejść? Zrobić to? 09.09.04, 18:55
      Kazda milosc z czasem traci na swej sile, a zwlaszcza po wspolnym zamieszkaniu,
      kiedy nie da sie ukryc tak latwo swoich wad. Najlepszym rozwiazaniem jest sie
      rozstac z nim i sprobowac dawc sobie rade zyjac samemu, na wlasna reke. Napewno
      o wiele trudniej bedzie ci sie zylo ale zachowasz jakis szacunek dla siebie
      samej. Z tego jak go opisujesz to jest on "beznadziejny" przypadek i po prostu
      tobie jest go zal zostawic. To litosc przeszakadza ci w podjeciu decyzji o
      odejsciu i rozstaniu.Mozna tez zyjac z druga osoba zajac sie tak bardzo swoim
      prywatnym zyciem, ze czlowiek nie zauwaza wad drugiej osoby. W kazdym badz
      razie decyzje podejmij powoli i dobrze sie zastanow.
    • Gość: wiewiórka Re: Dlaczego chcę od niego odejść? Zrobić to? IP: *.aster.pl 11.09.04, 20:27
      Kochana zibi! Przeczytałam Twojego posta dwukrotnie. Niektóre fakty się nie
      pokrywają, ale są zblizone. Odczucia i uczucia jednak identyczne.Jakbym
      przejrzała się w zwierciadle. Przeraziły mnie rady jakie mi się nasuneły w
      pierwszym momencie. W sumie byłyby też dla mnie. A pewnie bym ich nie
      posłuchała. Ja z moim małym "nieczułym, zimnym egoistą" męczę się już z siedem
      lat. Też zastanawiam się czy go nadal kocham. To cięzki związek. Nigdy
      wcześniej nie płakałam z powodu faceta. Teraz wylewam łzy bezsilności,
      bezreadności. Czuje się zagubiona a jednak tkwię dalej. Bo wydaje mi się że go
      kocham pomimo wszystko, ale czesto mam też wątpliwości czy to co do niego czuję
      to jednak miłość. Za duzo kolców, ran, niezrozumienia, moich monologów,
      przytulania, głaskania po czole.
    • enarenal Re: Dlaczego chcę od niego odejść? Zrobić to? 11.09.04, 20:39
      zibi, im prędzej od niego odejdziesz tym lepiej, przemyśl bo będziesz się z nim
      męczyć przez cale życie, on po prostu jest nierefolmowalny
    • Gość: balerina Re: Dlaczego chcę od niego odejść? Zrobić to? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.04, 23:39
      bardzo ci współczuję
      i wcale nie uważam, że twoja wypowiedź nie jest normalna czy jakaś tam
      sama mam mase dylematów związanych z facetem i trudno mi sobie z nimi poradzić.
      trzymaj się
    • Gość: Maja Re: Dlaczego chcę od niego odejść? Zrobić to? IP: 217.96.1.* 13.09.04, 09:05
      Niestety, moja rada: uciekaj jak najszybciej. Będzie dobrze dopóki to Ty
      będziesz się naginać , łagodzić konflikty, przepraszać choć nie Twoja wina.
      Kiedyś jednak braknie Ci sił i zaczniesz się buntować, bo niby dlaczego tylko
      Ty masz walczyć o ten związek. Co wart jest taki związek prawda? A gdzie
      miejsce na Ciebie i twoje oczekiwania i pragnienia? A on? On jest tak naprawdę
      uzależniony od Ciebie. To on potrzebuje ciągłej troski, aprobart i uznania dla
      siebie. Zupełnie jak małe dziecko. Każda krytyka lub złe słowo jest odbierane
      przez niego jak osobista porażka. Odtrącenie. Nie jest raczej zdolny tworzyć
      normalny związek , partnerski związek gdzie oboje się liczą. No i to zamknięcie
      ciebie w czterech ścianach, jeżeli jeszcze nie to już niebawem , próby
      uzależnienia , tak byś uwierzyła, że bez niego nic nie znaczysz, a tylko po to
      byś go nie zostawiła. No i ta ciągła krytyka, kłótnie o pierdoły, szukanie
      dziury w całym, próby wpędzenia Ciebie w poczucie winy. Wieczne niezadowolenie.
      Wcześniej czy później się wypalisz. Tego się nie da zmienić. Ja właśnie
      przygotowuję pozew rozwodowy, po 5 latach małżeństwa z takim facetem a 9 latach
      bycia razem.
      • Gość: zibi Re: Dlaczego chcę od niego odejść? Zrobić to? IP: *.acn.waw.pl 13.09.04, 09:48
        Heh...właśnie po raz kolejny nachodzą mnie takie różne myśli i dlatego chciałam
        zasięgnąć opinii ludzi niezaangażowanych i dalekich od naszego związku. To nie
        jest związek oparty na kasie, jak sugeruje scylla. Gdyby tak bylo, znalazlabym
        sobie jakis substytut milosci i żylabym tak nie skarżąc sie na nic, bo wszystko
        byloby wyrachowane i z zimną kalkulacją zysku. Tymczasem nie o to zupelnie
        chodzi i dziękuję za refleksje innych osób, bo dały mi dużo do myślenia. Po
        prostu jest taki moment w życiu, kiedy dochodzi się do ściany, a wcześniej
        myslało się, że jest to mięciutka zasłonka. Zbyt wiele podejmowałam prób
        przekonywania, proszenia, moze rzeczywistośc nie jest reformowalna, jak tu ktos
        napisał. Rezygnacja to własćiwe określenie stanu, w jakim bylam, kiedy
        napisalam pierwszego posta. Zwłaszcza, ze wlasnie pojawiła się szansa dla mnie
        na uniezaleznienie finansowe, więc juz mi sie swiat nie zawali, jeśli od niego
        odejdę. Ale mimo wszystko dałam nam obojgu ostatnią szansę. Przecież mam prawo
        do szczęścia, a złota klatka nikomu go nie dała. I niewatpliwie kiedys to
        szczęście i miłość była, więc może warto ją obudzic? Z drugiej strony wiem, jak
        to łatwo tkwić w związku bez przyszłości i postaram się nie przegapić momentu,
        w którym na zmiany juz będzie za późno. Dzięki.
        • scylla do zibi 13.09.04, 10:28
          Rezygnacja to własćiwe określenie stanu, w jakim bylam, kiedy
          > napisalam pierwszego posta. Zwłaszcza, ze wlasnie pojawiła się szansa dla
          mnie
          > na uniezaleznienie finansowe, więc juz mi sie swiat nie zawali, jeśli od
          niego
          > odejdę.

          Jak w takim bądź razie mogę zrozumieć to sformułowanie?
          Czego nie odeszłaś wcześniej, jak jeszcze nie miałaś szans na uniezależnienie?

          Ale mimo wszystko dałam nam obojgu ostatnią szansę. Przecież mam prawo
          > do szczęścia, a złota klatka nikomu go nie dała. I niewatpliwie kiedys to
          > szczęście i miłość była, więc może warto ją obudzic? Z drugiej strony wiem,
          jak
          >
          > to łatwo tkwić w związku bez przyszłości i postaram się nie przegapić
          momentu,
          > w którym na zmiany juz będzie za późno. Dzięki.

          Gratuluje decyzji, mam tylko nadzieje że nie jest ona podyktowana uspokojeniem
          swojego sumienia, w stylu daje szansę ale i tak wiem że z tego nic nie będzie,
          bo takie coś to jest zadna szansa.
          Chodzi mi o uczciwość i miłość w związku, bo to jest podstawa, powiedz mu o tym
          co tu napisałaś, powiedz o swoich odczuciach, ale nie wtedy gdy chłop
          przychodzi zajechany z pracy.
          Warto walczyć o związek, bo może się okazać że zdasz sobie zapoźno sprawę z
          tego że na własne życzenie straciłaś kogoś kogo kochałaś.
          Tak na marginesie myślałem że kocha się kogoś za osobowość, za to jakim
          człowiekiem jest, za zalety ale też wady, a nie za ubiór i ładny wygląd.
          Szukasz powodów dla których możesz odejśc od faceta?
          Naprawdę życzę powodzenia i przemyślanych decyzji.
          Wszystko jest nauką.
        • minggu Re: Dlaczego chcę od niego odejść? Zrobić to? 13.09.04, 11:18
          Gość portalu: zibi napisał(a):

          > Heh...właśnie po raz kolejny nachodzą mnie takie różne myśli i dlatego
          chciałam
          >
          > zasięgnąć opinii ludzi niezaangażowanych i dalekich od naszego związku.


          ludzie niezaangazowani mogliby wyrazic sensowna opinie jesli byloby im dane
          przeczytac tu rownie otwarte posty Twojego meza.
          Nic nie ujmujac Twojej prawdomownosci i umiejetnosci analizowania sytuacji,
          jest to wciaz bardzo jednostronny opis.

          z drugiej strony poczatek Twojego opisu jest bardzo egocentryczny: "Kiedyś
          postanowiłam, że będę kochać
          człowieka, którego sobie wybrałam nie zważając na wady i na to, co mi się w
          nim nie podoba, a przede wszystkim nie będę go zmieniać. Ale odkąd jesteśmy
          razem zawsze tkwią we mnie zadry, których nie mogę się pozbyć."

          I dalej juz o tym, ze on nie jest taki, jaki Ty uwazasz, powinien byc - niby
          nie chcesz zmieniac, ale chcesz by byl inny... Itd...





          > Po prostu jest taki moment w życiu, kiedy dochodzi się do ściany, a wcześniej
          > myslało się, że jest to mięciutka zasłonka.

          Wyglada na to ze ta sciana jest w Tobie - zwiazalas sie z czlowiekiem, a teraz
          placzesz, ze nie jest to lalka z plasteliny....

          >Zbyt wiele podejmowałam prób przekonywania, proszenia, moze rzeczywistośc nie
          >jest reformowalna,

          Chcesz by byl soba, nie chcesz go zmieniac, byle byl takim jakim ty sobie
          wyobrazalas SWOJEGO MEZA ... ot taki model w glowie masz. prawda?

          piszesz ze zwiazalas sie z nim mimo jego wad - widzialas zatem jaki byl, znalas
          jego wady - to nieuczciwe,oczekiwac teraz od niego zeby sie zmienil tylko po to
          bo nie odpowiada twoim standardom . Teraz nie odpowiada, na poczatku nie
          mialas nic naprzeciw??? Prawda?


          > Ale mimo wszystko dałam nam obojgu ostatnią szansę.


          chyba zartujesz? To nie szansa, to ultimatum chyba?


          PS. Tak sobie mysle, ze to fprum mogloby byc swietna terapia gdyby malzonkowie
          zakladali po dwa watki i kazdy z nich opisywal "swoja strone medalu" - mogloby
          byc bardziek konstruktywnie i mniej "bo ja,/ bo on"
    • j_ar Re: Dlaczego chcę od niego odejść? Zrobić to? 13.09.04, 11:29
      a co to za choroba, ktora was zblizyla?
      • Gość: zibi Re: Dlaczego chcę od niego odejść? Zrobić to? IP: *.acn.waw.pl 15.09.04, 19:26
        Choroba jest moja. Nie będę pisać jaka, to chyba nie jest istotne tutaj.
        Pojawiła się nieoczekiwanie, jak większość chorób; jest nieuleczalna. Czasem
        się chowa, czasem uaktywnia. Gdy się o tym dowiedziałam, byłam właśnie w
        szpitalu, poprosiłam Go,żeby przemyślał czy nadal możemy być razem, bo nie
        chciałam Go obciążać. Zdecydował się. Minęło już trochę czasu, ja nie
        wyzdrowieję, Jemu nie będzie ona nie przeszkadzała zawsze. Choroba kogoś
        bliskiego zmienia życie, czy się tego chce, czy nie. Ale czy jest coś dziwnego
        w tym, że chcę, żeby realizował swoje obietnice?
        A z wadami to nie jest tak, że wszystkie są widoczne i od razu na dzień dobry
        ludzie, którzy chcą być razem je wyjawiają, bo i po co? Nie piszę, że było
        wszystko cudownie i wspaniale, ale mi nagle przeszkadza. Pojawiły się rzeczy,
        które bardzo trudno mi zaakceptować, ale zaczęły się dopiero, gdy
        zamieszkaliśmy razem. Z niektórymi sobie radzę od razu, nie są aż tak ważne,
        żeby z ich powodu psuć związek. Tylko zmęczyły mnie drobne, ale częste
        sytuacje, kiedy slucham po raz kolejny, że 'ok, postaram się to
        zmienić', 'będzie inaczej', 'następnym razem' a w efekcie zero. Wiem co gorsza,
        że nie biorą się one ze złej woli tylko z najzwyklejszego lenistwa. Tymczasem
        ja też rezygnuję z wielu rzeczy, które Go drażnią lub denerwują. I nie ma się
        co licytować czy to kompromisy czy ultimatum. Nigdy tego nie robiłam.
        W związku gdzie ludzie się szanują i kochają, trzeba brać pod uwagę zdanie tej
        drugiej osoby i czasem przestawiać ją niejako ponad sobą. Czy tylko ja tak
        myślę?
        Z plasteliną nikt się nie będzie wiązał, ja też tego nie chciałam i nie chcę. W
        końcu m.in. za charakter Go pokochałam (żeby było ściślej : za cechy, które
        dane mi było poznać, kiedy Go pokochałam). I wcale nie skupiam się tylko na
        sobie, gdybym chciała być sama, byłabym. Tymczasem nasze relacje to jest nasz
        wspólny problem.
        A że zaczynam zdanie od " JA " ("Kiedyś obiecałam sobie..") to chyba nic
        dziwnego, przecież piszę o sobie i moich planach.

        Generalnie już nam się lepiej układa i kolejna próba, mam nadzieję, nie
        zostanie zmarnowana, bo ja tego nie chcę. I On chyba też nie.
        Tylko pamiętam o tym, że niektórzy ludzie są niereformowalni i zastanawiam się,
        czy On taki nie jest i, czy ja też taka przypadkiem nie jestem.
        Tyle przemyśleń.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka