glassempire
11.09.04, 09:11
Mezczyzna zonaty od poltora roku, kochajacy bardzo swoja zone (przynajmniej
tak twierdzi) wydzwania na sextelefon.
Wydaje mu się przy tym ze nikt się o tym nie dowie.
Sa jednak bilingi telefoniczne gdy rachunek siega sufitu – wtedy się zazwyczaj
go sprawdza.
Zona się dowiaduje – na poczatku zastanawia się co Z NIA nie tak (typowa
kobieca reakcja, szukanie winy w sobie), potem ze może to jakas pomylka bo maz
ja kocha, ona tez, sa szczesliwi... Bzdurna niby sprawa ale zabolec może bo
dotyczy tych najintymniejszych sfer naszego zycia, które dzielimy tylko z
wybranymi i najblizszymi.
Zona mowi to mezowi, bez wyrzutu, liczy się z tym ze maz może poczuwac się do
winy i nie chce go dodatkowo wpedzac w stres, czuje się bardzo zraniona ale
jednoczesnie nie chce ranic jego uczuc.
Maz reaguje zdziwieniem (gra nietoperza w trampkach), on o niczym nie wie.
Zona pokazuje biling. Maz przez chwile patrzy i nagle wybucha: „A bo ty...” (A
u was to Murzynow bija – był taki kawal).
Zona zaczyna plakac bo jest jej przykro. Bardzo przykro. Tlumaczy mu ze nie
chodzi o pieniadze ale o to ze zdradzil ich intymnosc i to ja boli. Ze nie
chce wyjasnien, stalo się i już, ale zwykle, ludzkie: „przepraszam”.
On na to ze powinna zablokowac te linie 0700 czy jak im tam i będzie po
klopocie. Ona tego nie zrobi bo wierzy w rozsadek i wolnosc wyboru. Moim
zdaniem glupia baba – facet się NAPRASZA o kontrole, o ustawienie mu granic
WYRAZNIE, bo się sam gubi! Mniejsza z tym.
Jednak przeprasza i tlumaczy się. Ze jej wtedy nie było. On czul się samotny.
(Jakby do zony nie mogl zadzwonic i z nia tak pogadac – ale to już mój
komentarz.) A poza tym tam to się kilkanascie minut czeka i tak naprawde to
sobie nawet nie pogadal.
Zona placi rachunek i puszcza sprawe w zapomnienie. Jest tyle wazniejszych i
przyjemniejszych...
Sytuacja się powtarza w dwa lata pozniej. Z tym ze rachunek jest bardzo,
bardzo wysoki. Czyli – sprawa w warunkach recydywy. Kolejna glupota?
Pyta meza spokojnie o te telefony i slyszy znajomego nietoperza w trampkach na
poczatek. Nie daje za wygrana i w odpowiedzi ma stek wyzwisk i oskarzen pod
swoim adresem. Facet zamiast przeprosic (czego kobieta oczekiwala i doskonale
ja rozumiem), powiedziec ze zaplaci te rozmowy z wlasnych zaskorniakow (jak
prawdziwy, honorowy mezczyzna, odrobine pokory jak się zapierdzielilo - coz,
każdy popelnia bledy i glupota tez kazdemu może się zdarzyc) – zaczyna zone
oskarzac o jakies przewiny wydumane lub rozdmuchane typu „zupa była za slona”
Koniec koncow wychodzi na to ze to ona jest wszystkiemu winna bo jej wtedy nie
było! I dlaczego do cholery jak jej poprzednio mowil żeby zablokowala 0700 to
tego nie zrobila? Jakby zrobila...
Zona zaczyna rozumiec te sygnaly – ze on doprasza się, wola o kontrole. Wola o
wyznaczenie mu granic co wolno a co nie. Bo sam tego nie potrafi. Dorosly
czlowiek.
Zona musi albo przewartosciowac caly swój dotychczasowy swiat i wiare w wolna
wole – albo spakowac manatki i się wyniesc. Ani jedno ani drugie nie jest
latwe – ale w koncu kto powiedzial ze zycie ma być latwe?
I co najsmutniejsze – zona traci zaufanie do meza. Nie wierzy nawet ze jest on
w stanie zrobic cokolwiek by je odbudowac.
Opisalam te historie bo chcialabym poznac opinie glownie panow. Pan tez – jak
one by zareagowaly gdyby spotkala ich taka sytuacja?
Dla mnie facet to zalosny pajac. Brzydzilabym się nim. Czlowiek powinien umiec
przyznac się do bledu i postarac się go naprawic bo tego wymaga zasada
odpowiedzialnosci za samego siebie i dojrzalosci. Odpowiedzialnosci wobec
innych ludzi którzy nas otaczaja i na nas licza.
Niby drobiazg a sklania do refleksji...