Dodaj do ulubionych

Odchodzę od męża

05.08.15, 00:26
Miało być dobrze, miał to już być dobry, dojrzały związek. Niestety moja osoba jest dla mojego męża za pracą, za matką, za jego dzieckiem z pierwszego małżeństwa.
Byłam już w dwóch nieudanych związkach. Pierwszy rozpadł się przez alkohol, drugi przez zdrady.
Ten jest trzecim. Poznałam go 5 lat temu. Po pół roku mi się oświadczył. Po trzech latach ślub.
Mówił, że nigdy nikogo tak nie kochał jak mnie, że nie znał tak wesołej i pełnej optymizmu kobiety, tak pięknej, inteligentnej ....
Po rozstaniu ze swoją pierwszą żoną zrozumiał, że praca nie jest najważniejsza, że samotność jest okropna. Obsypywał mnie prezentami, kupował kwiaty, mówił że nie wiedział że tak można kochać. Wszyscy moi znajomi, moja rodzina go polubili od razu,że taki porządny facet, taki dobry, że w końcu trafiłam na prawdziwego mężczyznę.
Niestety wszystko zaczęło się psuć.
Jak mu zależało to mieszkał ze mną. Ale potem praca zaczęła znowu odbierać go tym razem mnie. Ma swoje mieszkanie w tej samej miejscowości co praca - ma prywatną firmę. Zawsze pracował do późna, ale zawsze do mnie przyjeżdżał, do domu. Niestety od tego roku coraz częściej zostawal w swoim mieszkaniu. Teraz juz praktycznie do mnie nie przyjeżdża. Dzisiaj wracał z daleka, zrobiłam obiad, czekałam, rozmawiał ze mną dlugo przez telefon , aż dowiedziałam się że już dawno przejechał moją miejscowość i jest już u siebie. Gdy zaczęłam dopytywac się dlaczego nie przyjechał do domu to stwierdził że musi się wyspać i wyłączył telefon.
Piszę to teraz i płacze. Nie mam siły walczyć dalej o tę miłość, nie czuję by mnie kochał.
Obserwuj wątek
    • lilith70 Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 00:41
      A w tym mieszkaniu, nie ma tam kogoś? A jego poprzedni związek rozpadł sie przez pracę czy może zdradę? Wiesz w związku to niebywałe, żeby tak się zachowywać, a co dopiero w małżeństwie hmm. Nawet nie wiem co powiedzieć, żeby przejeżdżać niedaleko i nie przyjechać do swojej zony. A te miejscowości są jak daleko od siebie położone? Może dojazdy dla niego to rzeczywiście zbyt męczące?
      Choc ludzie dojeżdżają do pracy i to wiele km dziennie i jednak do domu wracają....
      Postaw sprawę na ostrzu noża, zobaczysz co zrobi...
    • evunia5 Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 00:43
      Może pomyślicie, ze baba wymyśla, ale ja już tak nie umiem żyć. Kiedyś rozmawialiśmy, że jego mieszkanie mniejsze znacznie od mojego sprzedamy, że zamieszkały w moim, że potem się wybudujemy, tak mi obiecywał. Teraz mówi, że nie ma zamiaru się budować bo będzie ,usiadł kosić trawę, a on nie ma czasu na takie bzdety.
      Ostatnio dosyć poważnie zachorowalam, biorę dosyć mocne leki , chodzę jak pijana i go potrzebuję ale go nie ma.
      Zaczęliśmy chodzić do psychologa na terapię par, ale jak to pani psycholog powiedziała, nie widzi by mój mąż chciał uczestniczyć w sesjach. On wymaga od niej by powiedziała kto w naszym związku ma rację a kto nie. Gdy usłyszał że nie na tym terapia polega, stwierdził że nie widzi w niej sensu.
      Wydaje mi się że nie jestem ważna dla mojego męża, że nie uważa mnie w podejmowaniu decyzji. Ciągle mi wypominasz, że tyle dla mnie zrobił, a ja jestem taka niewdzięczna, że kupił mi tyle rzeczy, że musi pracować bo ma kredyty, bo ja ciągle chce pieniądze. Ale ja przecież nieźle zarabiam, jak chce by mi cos dal, to na zakupy, albo do jakiegoś rachunku żeby się dołożył (moje leczenie jest bardzo drogie stąd czasami brakuje mi na zakupy).
      Gdy po weselu otrzymaliśmy niezłą gotówkę umówiliśmy się, że trzymamy ją na podróż marzeń, że nic z tych pieniędzy nie bierzemy. Jakie było moje zdziwienie gdy okazało się że nie ma ponad połowy oszczędności. A co mój mąż na to? Że brakowało mu akurat na faktury i zapomniał mi powiedzieć, a potem wyzwał mnie od materialistek i nie odzywał przez kilka dni. Oczywiście siedział w swoim mieszkaniu.
      Przepraszam, że tak chaotycznie piszę, ale jestem w bardzo złym stanie.
      Dochodzi do mnie, że nie jestem kochana, że zostałam oszukana.

      • evunia5 Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 00:46
        Nie ma nikogo, wiem doskonale. Miejscowości są od siebie 15 km. Poprzedni związek rozpadł się przez zdradę ale jego żony. Żona znalazła sobie kochanka, bo mąż całe dnie i prawie noce spędzał w pracy, bo jak twierdzi pracował na żonę j dziecko by niczego im nie zabrakło, a ta sobie znalazła kochanka.
      • lilith70 Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 00:54
        Wiesz wydaje mi się że byłaś zakochana i nie widziałaś u niego tych wad i zwyczajnie źle wybrałaś. On owszem tez mógł zachowywać się wobec Ciebie inaczej, bo ludzie zakochani zazwyczaj tak mają. A cala prawda wychodzi wtedy gdy te różowe okulary spadają i przychodzi wspólne płacenie rachunków.
        Dlatego w fazie zakochania warto zawsze patrzeć nie tylko na to jaki partner jest wobec nas ale też dla innych, o potem będzie nas tak samo traktował jak tych innych i trzeba mieć tego świadomość.
        Ale nie ma sensu teraz Ci udzielać dobrych rad, o zycie jest życiem i czasem zwyczajnie niewypala.
        Może jesteś zbyt ugodowa i grzeczna....trochę postaw się i postaw sprawę jasno, albo mieszkacie razem albo Wasze małżeństwo to fikcja i czas je zakończyć. Po co to znosisz...i tak nie masz od niego wsparcia...
        Wypłacz się i idź spać, a jutro wyłóż sprawę na ławę a jak nie będzie się kwapił, to spakuj Pana. Przynajmniej ja bym tak zrobiła
        • evunia5 Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 01:37
          Wiem że trzeba obserwować osobę z którą chce się związać na resztę życia. I tak też robiłam. Mój mąż do wszystkich odnosi się bardzo dobrze, każdemu pomaga . Co do pracy każdy weekend spędzał ze mną i pamiętam jak mówił, że ma własną firmę i jest za nią odpowiedzialny i żebym nie była zła jak czasami będzie musiał wyskoczyć w sobotę na godzinę do firmy.
          Teraz wiem, że jest nerwowy gdy się mu przeciwstawia, gdy w pracy ktoś ma inne zdanie niż on, szef.
    • evunia5 Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 00:53
      Ciągle mi mówi, że jestem niewdzięczna, że go nie kocham, że mam go w dopiero, że mam tyle samo kilometrów co on i mogłabym ruszyć d..ę , (ale przecież mieliśmy mieszkać w moim mieszkaniu).
      Twierdzi ze tyle dla mnie zrobił a ja niczego dla niego.
      • lilith70 Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 00:56
        A ile lat jesteście po ślubie? I jak mieszkaliście od początku?
        • evunia5 Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 01:32
          Rok po ślubie. Do stycznia tego roku mieszkaliśmy u mnie, czasami na weekend jechaliśmy do niego. Ze mną mieszka córka (studentka) i można powiedzieć zostawiłam jej wolną chatę.
          Od stycznia coraz rzadziej mąż do mnie przyjeżdżał, a ostatnio prawie w ogóle.
          Ale kontakt mamy ciągle. .. telefoniczny. Godzinami potrafimy wisieć na słuchawce, ale coraz częściej są to tylko rozmowy o pracy.
          Gdy jedzie na szkolenie zawsze mnie zabiera ze sobą, na imprezy poszkoleniowe również, wszystkim przedstawia mnie. Ale jak jesteśmy w "domu" wtedy jesteśmy osobno.
      • lilith70 Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 00:59
        Teraz doczytałam....15 km? Toć to rzut beretem i jemu sprawia problem, żeby dojechać do pracy? Coś jest nie tak...
        Może facet po prostu nie umie prowadzić życia rodzinnego, nie nadaje się, w pierwszym małżeństwie też wybierał pracę niz dom. Przeciez kasa to nie wszystko, trzeba jeszcze budować więzi rodzinne.
        Może to typ którego dusi życie rodzinne.
        • evunia5 Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 01:06
          Nie wiem, chyba tak.
          Ale wiem, że chciał żyć w związku, wiem że widział jakie błędy robił poprzednio.wiem, że mu zależało. Mi wypominasz, że na zakupy potrzebuje czasami pieniędzy (w końcu on tez przecież korzysta z tych zakupow) a sam wydaje majątek na ciągłe swoje szkolenia, chce być najlepszy w swoim fachu. Niech sobie będzie najlepszy,ale niech nie cierpi na tym związek. Ostatnie nasze rozmowy dotyczą tylko jego pracy.
          • evunia5 Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 01:20
            W hierarchii jego ważności jestem na końcu
            Miałam jechać dzisiaj do lekarza , a że to kawał drogi a ja mocnych lekach po których nie powinnam prowadzić i w piątek dzwonie do niego czy że mną pojedzie. On że nie za bardzo może bo strasznie mu rzucili dużo roboty tak, że cały weekend będzie siedział w pracy . Wiec pytam się a co teraz robi, a on że z mama swoją jadą do rodziny 60 km dalej. To się wkurzyłam i pytam czy konieczny był dzisiaj wyjazd jak ma tak dużo pracy ze nawet z chorą żoną nie może pojechać do lekarza, a on do mnie że teraz nagle juz mi przeszkadza jego matka i się wyłączył. Nie odzywał się do mnie przez cały weekend. Dzisiaj rano zdałam mu pytanie czy skończył prace i pojedzie ze mną do lekarza po recepty? Najpierw mówił że nie wie, bo przecież nic dla mnie nie robi (niby moje to zarzuty sa) a potem że woli sam szybko pojechać i załatwić te recepty. No i pojechał, praktycznie całą podróż rozmawialiśmy przez telefon,były nawet już żarty, w międzyczasie robiłam szczęśliwa obiad, aż tu trach! On już jest u siebie a recepty jutro przywiezie mi jego pracownik.
            • evunia5 Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 01:43
              Jest według mnie przewrazliwiony na swoim punkcie. Kiedyś powiedziałam mu w żartami, że odkąd mieszkamy razem to rachunki za wodę podskoczyly. I co? Stwierdził że w takim razie nie będzie się u mnie był a prania sam u siebie będzie robił. No i tak robi . Przyjeżdża do mnie juz wykąpany, w mojej szafie gdzie bylo miejsce na jego ciuchy, zero ciuchów, bo przecież pierze sobie i ubiera się u siebie.
              Kiedyś nie wytrzymałam i wykrzyczeć am że chcę mu prać, prasować, gotować to stwierdził że to kłamstwo ze zacznę mu prać itd a potem będę to wypominać.
              • evunia5 Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 01:46
                Nie będzie mył - tak miało być
                • lilith70 Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 05:10
                  rzeczywiście chore to wszystko, spróbuj ostatnia rozmowę....ale nie wróżę dobrze, to chory facet
            • kobza16 Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 23:17
              związałaś się z przedsiębiorcą, to sorry, ale na co liczyłaś? Przedsiębiorca to człowiek zapracowany, często władczy, konkretny, nie lubiący trucia i duperel. Pewnie mu trujesz, jęczysz, smędzisz jaka to chora nie jesteś i facet ma już dość. To tylko moje przypuszczenia, sama to będziesz wiedziała najlepiej. Swoją drogą na co chorujesz, że leki Ci świadomość zmieniają - co to za leki? Sorry za bezpośredność, ale to forum, a ja jestem jednym z tzw "hejterów";)

              Coś z tobą jednak musi być nie tak, ze związku nie umiesz utrzymąć - możę jest wlasnie tak jak twierdzi twój mąż - wymagasz, nic z siebie nie dajesz, tylko oczekiwania masz pod niebiosa. Twoj mąż ma swoje zobowiązania, więc trudno abyś byłą non stop w centrum jego uwagi, przecież nie masz 15 lat abym jakiś hejter musiał ci to tłumaczyć. Lepiej zajmij sie sobą, znajdz rozrywke, zainteresowania, nie uwieszaj się tak na facecie bo staniesz się nudna i męcząca. Zwiazek to praca po obu stronach, a nie tylko bukiet życzeń....
              • lilith70 Re: Odchodzę od męża 06.08.15, 00:00
                Ale po co ma utrzymywać ten związek, przeczytaj niżej jak Pan przedsiębiorca się zachowuje. Mieszkać nie chciał, a teraz sceny robi, że pojechała do rodziców, zastrasza i szaleje.
                Podobnie z poprzednimi związkami, co miała utrzymywać, jeśli ktoś pił czy zdradzał, musiałaby nie mieć poczucia własnej wartości.
                Jedyny problem jaki może mieć, to problem z wyborem odpowiedniego człowieka na partnera. Może miłość za bardzo ją zaślepia, ale nie z utrzymaniem związku, bo tu nie ma co utrzymywać.
                Poza tym jak hejtujesz, to czytaj jej wypowiedzi, przecież pisała, że ma swoje zainteresowania i nie oczekuje, żeby jej czas umilał tylko, żeby z nią był jak większość ludzi w związku, a nie osobno, w osobnych mieszkaniach.
    • marta_51 Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 07:51
      Wydaje mi się, Evunia, że Twój mąż należy do tych mężczyzn, którzy boją się bliskości, bo postrzegają jako uzależnienie. Takich mężczyzn jest bardzo wielu, może nawet większość. My kobiety nie mamy żadnych problemów z oddaniem wolności za szczęście i wiemy, że każdy związek uczuciowy niesie ze sobą ryzyko rozczarowania - i bólu. Wchodząc w związek musimy ten lęk przezwyciężyć i zaufać kochanej osobie na kredyt wierząc, że z miłości nas nie zrani ani nie oszuka.
      Mężczyzna natomiast stoi przed dylematem, którego nie potrafi rozstrzygnąć, chciałby być związany i jednocześnie całkowicie wolny, a to się nie da. Samotny tęskni za bliskością, angażuje się bardzo w zdobycie serca kobiety, a jak już ją zdobędzie, ta bliskość zaczyna mu uwierać i tęskni za wolnością. Ale jeśli go kochasz, nie rezygnuj tak szybko. Uczucia potrafią zmieniać się diametralnie.
    • mona.blue Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 08:15
      Słyszy się niekiedy, o niektórych parach celebryckich, że mieszkają osobno.
      • evunia5 Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 08:49
        Ja nie chcę tak żyć. Chcę męża mieć przy sobie, chcę z nim żyć blisko.
        Nie wiem czy jakakolwiek rozmowa coś zmieni, tych rozmów i tez na ostrzu noża było wiele
        • mona.blue Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 12:00
          Przeważająca liczba par chce mieszkać razem, więc Twoje pragnienia są jak najbardziej naturalne. A może dałoby się wprost porozmawiać na ten temat z mężem, określając jasno problem?
        • feministkapl Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 14:59
          Wedlug mnie macie dwa rozne wyobrazenie tego jak malzenstwo powinno wygladac. Dobrze byloby usiasc razem i sobie to przedyskutowac.

          Z tego co wyczytalam to on najzwyklejszy facet - zona, firma, dom, a nawet dwa. Ptaszki przystawil i chodzi jak kon w kieracie. Powiedzialas ze rachunki ci rosna - no to stara sie zeby nie rosly.

          Ty, mysle, oczekujesz zanadto ze on sie domysli czego ty pragniesz, chcialabys przezywac uczucia jak w bajce, i ze on bedzie bez slow odgadywal na ktore to wlasnie masz ochote - tak jak z tymi rachunkami ze to nie o koszty w tym mieszkaniu ci chodzilo tylko o cos innego... nawet ja nie wiem...

          Powiedz ty mu wyraznie o co ci chodzi! W razie czego narysuj!

          I pamietaj, ze jesli on nie jest typem romantycznego, odgadujacego w lot mysli, faceta to takim go w zaden sposob nie dasz rady zrobic!!!
          • evunia5 Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 19:18
            Przed ślubem dużo rozmawialiśmy o naszym wyobrażeniu związku, on mówił, że już wie, że praca nie jest najważniejsza, że trzeba żyć, że chcę normalnego życia, spędzać razem każdą wolną chwilę. W czasie związku dalej rozmawialiśmy i naprawdę było dobrze, mówił i siebie w pracy, że to cudownie jest wracać do żony po całym ciężkim dniu.
            Pamiętam jak na Początku naszej znajomości powiedział, że on chce zrobić wszystko by mieć normalny dom, ale żebym czasami się nie gniewala jak raz na jakiś czas pójdzie do pracy w sobotę na godzinkę.
            Jemu nie muszę niczego rysować, już nie raz rozmawialiśmy jak.uzdrowic nasz związek, ba, nawet spisalismy na kartce czego oczekujemy, ustaliliśmy razem zasady. Niestety zasad juz nie ma.
            • feministkapl Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 21:00
              No to moze z tego wynika ze to nie ty od meza odchodzisz tylko on od ciebie odszedl juz?

              Jakkolwiek by nie bylo to i tak cie rozmowa z nim czeka!

              Powodzenia!
    • amanda-lear Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 09:41
      Wiesz Ewka( jezeli masz tak na imie to jestes moja imienniczka) mysle sobie, ze po raz kolejny popelniasz ten sam blad...czyli opierasz swoje poczucie wartosci na tym ze jest przy tobie 1,2,3 facet...Sorry ze tak z grubej rury, ale moze dlatego ze ja w pierwszym zwiazku przezylam i zdrady i alkohol i przemoc... i powiedzialam sobie nigdy wiecej. Jestem w kolejnym zwiazku ale mam swoje sprawy, swoje pasje swoja prace i nie zamierzam czekac na kolejnego mezusia z goracym obiadkiem... To juz bylo, nie sprawdzilo sie i bardziej teraz interesuje mnie to co ja mam do zrobienia niz co kolejny mezus by chcial i pragnal...Tak, stalam sie zolza...Tego nauczylo mnie zycie. Facet nie jest lustrem w ktorym sie przegladam i dowartosciowuje...Dojrzaly zwiazek to zwiazek gdzie wazne sa obie strony nie tylko On nie tylko Ty... Moze okazalo sie ze jestes kobieta bluszczem i facet po prostu zaczal sie dusic i dlatego coraz czesciej szuka zapomnienia w pracy... Nie gniewaj sie bo nie chce Cie hejtowac ale tak sobie mysle ze jesli kolejny 3 zwiazek jest nie z tym wlasciwym to moze przyczyna nie lezy w nich tylko w Tobie? Moze nie dajesz im wytchnienia i zatracaja sie po kolei...1 w alkoholu, 2 w innych kobietach, a 3 w pracy? Zastanow sie nad tym i jezeli podejmiesz decyzje ze po raz kolejny odchodzisz od 3 meza to idz na terapie i po prostu przepracuj samotnosc. Tyle ode mnie, twojej imienniczki.Pozdrawiam
      • evunia5 Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 19:33
        Nie sądzę bym była bluszczem. Pierwszy mąż pochodził z rodziny alkoholickiej, jego ujrzeć zapil się na śmierć, jego młodszy brat tez jest alkoholikiem od którego odeszła żona. Zanim wyszłam za pierwszego męża on już pił wiec nie sądzę bym ja była przyczyną alkoholu. Drugi facet nie mąż, zawsze.lubił szemrane towarzystwo, jak się potem okazało kradł samochody i lubił narkotyki, a panienki przyszły przy okazji.
        Zaś drugi mąż obecny to pracoholik
        Pierwsza jego żona zostawiła go bo znalazła zainteresowanie w ramionach kochanka. Jak to mój obecny mąż mówił, miała wszystko, swobodę, on pracował na nią i na dziecko całe dnie i prawie całe noce, bo wracał do domu grubo po północy jak wszyscy spali.
        Wiec dlatego nie uważam bym to ja ich osaczala.
        Oczywiście korzystałam z terapii DDA, na której nauczyli mnie szacunku do siebie, do swoich wartości, do tego by mieć swoje pasje i je zgłębiać.
        No i tak jest. Ale.mojemu mężowi to nie za bardzo się podoba, mówi mi ze jestem twarda,. Kiedyś powiedziałam mu ze nie pozwolę się krzywdzić bo siebie kocham. No to się zaczęli, że jestem egoistka no tylko siebie kocham.
        Mój mąż zazdrosny jest o moje pasje, często słyszę że takiej to dobrze, bo ma czas na bieganie. Gdy mówię mu, że też może poddać się swoim paskom, że mu pomogę w pracy by miał czas na inne rzeczy, to on odrzuca moją pomoc, gdyż uważa że przede wszystkim czadu dla niego nie znajdę a po drugie że będę zapewne mu wypominac tę pomoc.
        Ręce opadają.
        • lilith70 Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 20:04
          Autorko nie jesteś ani bluszczem ani nie wymagasz cudów. Bluszcz siedziałby już przy nim na tym mniejszym mieszkaniu...a Ty zostałaś u siebie. Facet już w pierwszym małżeństwie uciekał w pracę, a żona raczej bluszczem nie była bo pocieszyła się kim innym. Twój mąż ma ewidentnie problem ze sobą, ma manię wyższości ale podszytą niedowartościowaniem, to wypominanie i w dodatku przypisywanie Tobie własnych wad (że mu coś wypomnisz), to wieczna chęć wywołania u Ciebie poczucia winy a wobec niego wdzięczności, to negowanie jakiegokolwiek Twojego pomysłu, nawet terapii dla par -
          • evunia5 Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 20:17
            Właśnie na czym polega mania wyższości z niedowartosciowaniem? Juz kiedyś moja mama tak.określiła mojego męża.
            • lilith70 Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 20:32
              Aby poczuć się lepiej, dowartościować się, wywyższa się nad innymi, umniejsza i nie docenia kogoś wysiłków, pracy, wkładu, czy mądrości, a nawet poniża, bo jedynie wtedy czuje się ważny, dominując nad kimś czuje się kimś, w ten sposób zagłusza swoje prawdziwe kompleksy...
              • evunia5 Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 22:37
                To może być prawdą. Jego rodzice i brat to lekarze, ja mam skończone dwa fakultety i wysokie stanowisko w.pracy i mój mąż czasami mówi, że on jest głupi bo nie ma studiów i pewnie z innymi mi się lepiej rozmawia.
                • evunia5 Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 23:14
                  Wyjechałam do moich rodziców. On nie wiedział. Teraz wydzwania do mojej córki i przeklina, krzyczy że jak ja nie zadzwonię do niego to wszystko rozp.... Zadzwoniłam. Krzyczał. Każe natychmiast wracać do domu. Mówi że zablokuje zdalnie mi zaraz samochód. Rzucił chyba telefonem.
                  Boję się że tu przyjedzie i nie wiem jak to się skończy. Ma około 250 km.
                  • evunia5 Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 23:16
                    Wypominania mi, krzyczy że go nie doceniam, że tyle dla mnie zrobił. Ze zaraz zobaczę jaki potrafi być zły.
                    • lilith70 Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 23:53
                      Czyli jest agresywny, daj spokój...mieszkać z Tobą nie chciał, a teraz robi sceny, że jesteś u rodziców....niezrównoważony. I niech przyjedzie, pokaże swoje prawdziwe oblicze. Nie wracaj czasem.
                      • evunia5 Re: Odchodzę od męża 06.08.15, 12:49
                        Po godzinie napisał, że bardzo przeprasza, że go poniosło, że zdenerwował się bo wyjechałam, a on mnie szukał by porozmawiać. Ze nie chce mnie stracić i kocha, że będzie ze mną mieszkać i zrobi tak bym była szczęśliwa. Prosił bym wróciła.
                        Nie wróciłam, powiedziałam że muszę to wszystko przemyśleć.
                        Prosił o ostatnią szansę, że będzie czekał.
                        Zobaczymy.
                        • lilith70 Re: Odchodzę od męża 06.08.15, 12:53
                          Oby coś do niego dotarło.... zatem trzymam kciuki😊
                    • amanda-lear Re: Odchodzę od męża 06.08.15, 09:14
                      Wiem, że masz na pewno problem z wybieraniem odpowiedniego faceta. Mylisz sie po raz 3 w odpowiednim odbiorze tych osob, albo brniesz w to mimo oczywistych sygnalow z ich strony. To nie jest zdrowe. Przyjmij krytyke a nie bron sie przed nia, bo krytyka nie jest rownoznaczna z tym ze ktos chce cie skrzywdzic. Wiedzialas ze 1 maz pochodzi z rodziny walkoholickiej(sama to tak okreslilas). Wiedzialas, ze 2 lubi szemrane towarzystwo. Wiedzialas, ze 3 jest pracoholikiem( to ze jest agresywny dowiedzialas sie rozumiem teraz). Mowi sie do 3 razy sztuka. Odejdz od niego i nie szukaj kolejnego ksiecia narazie. Przepracuj samotnosc i zobacz co sie stanie. Moze w koncu ten wlasciwy sam sie znajdzie kiedy przestaniesz tak bardzo o to zabiegac. Ja sie obawiam, ze jezeli nie przepracujesz tego ze caly czas zle wybierasz to nastepnym razem trafisz na sadyste ktory cie w koncu zabije lub jesli bedziesz miala troche szczescia to pobije. Moja rada odejdz od niego i zostan sama dopoty dopoki nie nauczysz sie wybierac kierujac sie rozumem a nie naiwnoscia probujac zmieniac ludzi ktorych zmienic nie mozna
                      • evunia5 Re: Odchodzę od męża 06.08.15, 10:15
                        Trochę w tym racji jest. Tylko że jeden lubi szemrane towarzystwo dowiedziałam się będąc z nim już kilka lat. Bardzo przede mną to ukrywał. To że obecny mąż jest pracoholikiem nie zdawalam sobie z tego sprawy, bo ja też często długo pracuję ale znajduję czas dla rodziny, na pasje, wiec nie sądziłam że pracoholizm może być aż taki. Jedynie będąc bardzo młodą i niedoswiadczoną przez życie weszłam w pierwszy związek z alkoholikiem. Ale sama jestem DDA i jak wiadomo osoby takie często wiążą się z alkoholikami.
                      • evunia5 Re: Odchodzę od męża 06.08.15, 11:26
                        Trochę w tym racji jest. Tylko że jeden lubi szemrane towarzystwo dowiedziałam się będąc z nim już kilka lat. Bardzo przede mną to ukrywał. To że obecny mąż jest pracoholikiem nie zdawalam sobie z tego sprawy, bo ja też często długo pracuję ale znajduję czas dla rodziny, na pasje, wiec nie sądziłam że pracoholizm może być aż taki. Jedynie będąc bardzo młodą i niedoswiadczoną przez życie weszłam w pierwszy związek z alkoholikiem. Ale sama jestem DDA i jak wiadomo osoby takie często wiążą się z alkoholikami.
    • leda16 Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 22:24
      3 nieudane małżeństwa. I nawet takiego anioła udało Ci się do siebie zrazić...Może więc wreszcie i na siebie popatrzysz krytycznie.
      • evunia5 Re: Odchodzę od męża 05.08.15, 22:42
        :)
    • perfum mam żone na karku 33 lata... 05.08.15, 22:39
      i tesz ledwie wyrabiam.
      ale przeciesz nie bende pytal dzieciarni - co robic...

      PS. eta zyzn - a nie szutka.
      • kobza16 Re: mam żone na karku 33 lata... 06.08.15, 23:46
        Szkoda mi tego twojego męża autorko postu. Jakie ty masz zainteresowoania - jogging? śmiech na sali, to nie jest zadna pasja. dla twojego męza pasja jest praca, on jest prawdziwym pasjonatem, a ty oczywiscie widzisz w tym same nagatywne rzeczy - pracoholizm. A sama pewnie wykonujesz jakas nikomu niepotrzebną biurową robote i szczycisz sie ze masz 2 faktultery. pewnie jakies z d.... Gigantem inteletkualnym to ty nie jesteś. Facet niezle musi byc zdesperowany ze z tobą jest. Sorry, nie widze jakos tej jego agresji - świętego byś i do szewskiej pasji doprowadzila. i przestań pitolić o DDA, taki syndrom to wymyślona bajeczka. Dokształć się i znajdz sobie jakies prawdziwe pasje i daj wkońcu chłopu spokój księżniczko
        • lilith70 Re: mam żone na karku 33 lata... 06.08.15, 23:55
          Hahaha a Tobie co? Zgorzknienie czy kolejna hejterka z wiejskiego skwarka :D
          • lilith70 Re: mam żone na karku 33 lata... 06.08.15, 23:56
            Skwerka :P
          • 1klementyna Re: mam żone na karku 33 lata... 07.08.15, 00:10
            Obstawiam jedno i drugie. ;)
            • lilith70 Re: mam żone na karku 33 lata... 07.08.15, 00:19
              ;)
              • leda16 Re: mam żone na karku 33 lata... 09.08.15, 08:56
                lilith70 napisała:

                > ;)


                Hejterka, skwerka...? A Ty z jakiej pozycji pierdzielisz? Tej prymitywnej, kołtuńskiej normy? Niby 2 fakultety, a oczekiwania na poziomie głupkowatej, z trudem ukończonej podstawówki. Ma chłop siedzieć w domu, za dupę ją trzymać i gałami z zachwytu obracać, jaka to wykształcona 40-to letnia piękność się mu trafiła, której "pasją" jest bezrozumne ganianie w te i wewte. Po "recepty" do lekarza jechać mu się nie chciało... A któryż to lekarz bez zbadania pacjenta recepty wystawia :))). Inaczej mówiąc kłamie Ewka, a nos jak u Pinokia - coraz dłuższy :)))
                • 1klementyna Re: mam żone na karku 33 lata... 09.08.15, 10:03
                  Niedzielna kawka w ogrodzie zaszkodziła, pobudziła? ;)

                  Jesteś w błędzie, bo przy chorobach przewlekłych lekarze wypisują recepty bez oglądania pacjenta. Wystarczy zostawić w rejestracji zapotrzebowanie na receptę ze spisem leków. Więc nie "pierdziel", jak nie masz orientacji w temacie.
                • lilith70 Re: mam żone na karku 33 lata... 09.08.15, 10:10
                  Nie zauważyłam żeby autorka pisała iż ma takie oczekiwania od swojego partnera. Najgorzej jak ktoś dokonuje nadinterpretacji i wie wszystko lepiej :)
          • evunia5 Re: mam żone na karku 33 lata... 07.08.15, 07:17
            Też się nieźle uśmiałam :) :)
            • marta_51 Re: mam żone na karku 33 lata... 07.08.15, 09:44
              Evunia, przez wiele lat (ponad 20) nie mogliśmy porozumieć się z miłością mojego życia. Uważałam, że przyczyna leży po jego stronie, bo z cudownego, otwartego faceta stał się zamknięty, przestał słuchać i cokolwiek rozumieć. Też uciekał, tylko nie w pracę (jak Twój mąż) lecz do łóżek innych kobiet. Pogodziłam się z tym, uznałam, że źle ulokowałam swoje uczucia i wycofałam się. Po jakimś czasie pojawiła się szansa na przyjaźń, której postanowiłam nie odrzucać, bo jako człowiek był nadal wspaniały; odrzuciłam tylko zakłamanego, niewiernego mężczyznę. Minęło ok. 15 lat, w jego życiu były kobiety, w moim nikogo. Przez cały czas spotykaliśmy się, miałam najlepszego przyjaciela, jakiego można sobie wyobrazić. I tak by pewnie trwało do końca życia, gdyby nie jego wypadek - jesienią ubiegłego roku spadł ze schodów i porządnie się połamał. Przez dwa m-ce prawie u niego mieszkałam, do czasu wykurowania się. Dowiedziałam się, że kocha mnie od lat, od dawna zrezygnował z innych kobiet i bardzo cierpi z powodu mojej oziębłości. Ale dlaczego do licha nic mi nie powiedział? Przecież w każdej chwili mógł to zmienić, bo moje uczucie też nie minęło, tylko zostało "zamrożone" - myślałam po prostu, że mnie nie kocha, więc zamknęłam przed nim serce, a ciało stało się zimne. Od stycznia tego roku wiedzieliśmy już, że chcemy być razem, ale nie mogliśmy się porozumieć. Aż pewnego razu przyszła mi do głowy myśl: czy jest możliwe, że cudowny, silny facet stał się słaby, zakłamany, zamknięty z tego powodu, że ja go odrzuciłam? Czyżbym nie zdawała sobie sprawy z własnej roli? Może się mylę myśląc, że mam wpływ tylko na moje 50% wkładu w związek? A jeśli tak, to czy da się to odwrócić? Przestałam szukać przyczyny w nim, powiedziałam sobie teraz: ty jesteśw ok, ja jestem ok, zło leży między nami, trzeba usunąć te góry nieporozumieć, które uniemożliwiają nam harmonię. I ze zmianą mojego nastawienia wszystko się zmieniło jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej. Najpierw "ożyło" moje ciało, potem zniknęła jego emocjonalna blokada. Znowu możemy szczerze rozmawiać, słuchamy się i wreszcie - po tylu latach - rozumiemy. Może i Was jest podobnie? Może od Twojego nastawienia do niego wszystko zależy? Moim zdaniem wszystko wskazuje na to, że się kochacie, a przyczyną też (jak u nas) są nieporozumienia, z którymi można sobie poradzić.
              • duchswiety6 Re: mam żone na karku 33 lata... 08.08.15, 18:30
                marta 51 to gratuluję - jednak nie zawsze happy end.
                Najgorzej chyba gdy wychodzisz na przeciw emocjonalnym potrzebą partnera a jesteś kompletnie zlewana.
                Ja juz kilka lat temu widziałam co się dzieje.Przeprowadziłam rozmowę aby być razem dla domu,dzieci przynajmniej przez jakiś okres i poczekać co z tego wyniknie.Obuchem o ścianę.
                Obecnie gadamy nie kłócimy się ale gdyby miał mnie dotknąć to bym chyba zwymiotowała.

            • leda16 Re: mam żone na karku 33 lata... 09.08.15, 08:58
              evunia5 napisała:

              > Też się nieźle uśmiałam :) :)


              Z naiwności Lilith i Wiolci, które się na Twoje bajdy dały nabrać? Rzeczywiście, śmiechu warte.
              • lilith70 Re: mam żone na karku 33 lata... 09.08.15, 09:21
                Lepiej być naiwnym niz zgorzkniałym Pani wszechwiedząca :)
    • witchland Wszystkie te zwiazki... 07.08.15, 09:09
      wbrew pozorom sa do siebie niezwykle podobne. Maja cechy uzaleznienia i wspoluzaleznienia.

      Moze byly jakies takie podobne wypadki w rodzinie? A moze jestes dzieckiem np. samotnej matki.
      Ci mezczyzni nie byli dobrzy od samego poczatku. Lacznie z tym ostatnim. Ale przegapilas pewne sygnaly ostrzegawcze jak np. jego szybkie parcie na zwiazek. Ucieczke od jakiegos wiekszego problemu. Takie wewnetrzne zabijanie pustki, przez alkohol, zdrady u poprzednich a u tego szukanie zwiazku, ktorego tak na dobra sprawe nie jest mu do niczego potzrebny...

      Tak to juz jest ze pustka w czloiweku jest jak ogromny worek, ktorego niczym nie da sie wypelnic....Wiec taki wlasciciel takiej pustki w sobie pozera swoje kolejne ofiary, nie baczac na to jak bardzo krzywdzi drugiego czlowieka...

      Moze zamiast wpadac w kolejna rozpacz, szukac nowych wyjsc, nowego zwiazku, zastanow sie dlaczego stajesz sie ofiara tych pustych ludzi, ktorzy maja wyraznie problemy ze soba...?

      Gdzie lezy przyczyna? Moim zdaniem w niskim poczcuia wlasnej wartosci.

      Tej wartosci, ktora czlowiek ma w sobie, ktorej nie wypelnia zadne slowa, status spoleczny czy pieniadze....

      Kazdy z nas musi to poczucie wlasnej wartosci znalezc sam w sobie. Bo dla kazdego jest inne... I gdy to w koncu znajdziesz, to inaczej potoczy sie twoje zycie...Nie nabierzesz sie ponownie prawdopodbnie na takich facetow.

      • feniks_4 Re: Wszystkie te zwiazki... 07.08.15, 15:03
        witchland,
        swietnie napisane.. Nic dodac nic ujac.
        Uzaleznienie i wspoluzaleznienie, majace zrodlo w niskim poczuciu wlasnej wartosci.
        Jak autorka nie zmieni nic u siebie, nastepny zwiazek moze byc podobny, niestety.
        Nie ma sensu irytowac sie niezdolnoscia partnera do zwiazku.
        Nie mozna nikogo zmienic.
        Mozna popracowac nad soba, docenic siebie, dostrzec swoja wartosc. Jak mamy szacunek do siebie, wymagamy tego szacunku rowniez od innych. Nie pozwalamy sie lekcewazyc i nie interesuja nas "zwiazki" z narcyzami.
        • evunia5 Re: Wszystkie te zwiazki... 09.08.15, 13:47
          Mój mąż przyjechał do mnie, rozmawialiśmy. Stwierdził że wszystko przemyslal, że przeprasza mnie że o mały włos nie doprowadziłby znowu do rozpadu swojego związku. Nie chce bym czuła się samotna, chce bym mu mówiła gdy znowu się zapędzi w pracę. Postara się tak ułożyć pracę by spędzać ze mną więcej czasu, a mieszkanie wynajmie. Nie może sprzedać bo ma wzięty kredyt pod hipotekę.
          W każdym razie daliśmy sobie szansę, no i oczywiście kontynuujemy dalej terapię małżeńską.
          • 1klementyna Re: Wszystkie te zwiazki... 09.08.15, 14:16
            Myślę, że to była bardzo ważna rozmowa. Powodzenia. :)
          • amanda-lear Re: Wszystkie te zwiazki... 09.08.15, 17:23
            A ty wciaz swoje klepiesz jak mantre . Mysle ze nie chcesz nic zmieniac i nic nie rozumiesz z tego co ci tu mowia. Nie chodzi mi o to co mowie akurat ja, ale feniks czy leda tez to zauwazyli. Po prostu koniecznie chcesz by twoja bajka trwala, ksieciunio przyjechal przeprosil a ty mu uwierzylas w jego zapewnienia. No wiec wrocicie do siebie, miodowy miesiac znow potrwa jakis czas i znow za jakis czas ucieknie do kolejnego projektu...Dlaczego nie wierze w cudowne zakonczenie waszej historii? Bo jest oparta na ludziach rozchwianych emocjonalnie, ktorzy potrzebuja innych by moc podbudowac swoje ego. Bez niego nie ma ciebie, bez ciebie nie ma go. Napedzacie sie wzajemnie i potwierdzacie swoja wartosc dla swiata ze istniejecie. Zastanawia mnie po jakim czasie po 1 rozwodzie znalazlas 2 ksiecia i analogicznie kiedy po 2 nastapil ten 3 zwiazek. Pytam nie bez kozery bo to by mi duzo wyjasnilo.
          • marta_51 Re: Wszystkie te zwiazki... 09.08.15, 17:46
            Powodzenia, Evunia, wszystko będzie dobrze, bo się kochacie i Twój mąż rozumie, że o mało nie doprowaddził do rozpadu Waszego związku. Nie słuchaj głosów tych, które próbują wmówić Ci poczucie winy i zakwestionować Twoją wartość jako kobiety i człowieka.
          • lilith70 Re: Wszystkie te zwiazki... 09.08.15, 18:43
            Powodzenia Ewa, widzisz czasem warto postawić wszystko na ostrzu noża, bo wówczas druga strona uświadamia sobie, że może coś nieodwracalnie stracić. A jak sama wiesz że gdy kolejny raz wchodzi się w związek, to jednak bardzo się pragnie, aby ten był już tym właściwym, ostatnim. Oboje macie takie doświadczenia, dlatego obojgu Wam bardziej zależy. Pozdrawiam. Bądź szczęśliwa ;)
            • evunia5 Re: Wszystkie te zwiazki... 09.08.15, 23:49
              Dziękuję tu wszystkim za swoje opinie,.pomoc, rady. Sądzę, że każdy z Was miał pewne cenne uwagi, jedne trafniejsze inne mniej.
              Zawsze staram się patrzeć na sprawy, problemy z różnych perspektyw.
              Uważam, że muszę Wam za jakiś czas zdać relację jak to się u mnie potoczyło.
              Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję.
              Ps. Oczywiście z terapii nie rezygnujemy, pozwala ona nam poszukiwać i rozumieć powody naszych postępowań.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka