Dodaj do ulubionych

czy mąż ma prawo zmuszać do gotowania?

02.10.04, 18:55
to taki bardziej codzienny problem - interesują mnie doświadczenia zamężnych
kobiet, których wybrankowie nie wyrażali powszedniego zainteresowania
kuchnią, jeśli już robili zakupy spożywcze to z kartką w ręce przygotowaną
przez małżonkę, i żywili głębokie przekonanie, że żarcie ze strony kobiety po
prostu im się należy

skąd się biorą tacy faceci i jak z nimi żyć?
Obserwuj wątek
    • Gość: Ala Re: czy mąż ma prawo zmuszać do gotowania? IP: *.daminet.pl 02.10.04, 19:01
      1. spadek po mamie, która gotowała wszystko co syn sobie zażyczył :D
      2. kupić talony na obiady :D
      • fnoll Re: czy mąż ma prawo zmuszać do gotowania? 02.10.04, 19:07
        ale czy taki "maminy smakosz" nie będzie zniesmaczony kupnym obiadem?
        • Gość: Ala Re: czy mąż ma prawo zmuszać do gotowania? IP: *.daminet.pl 02.10.04, 19:14
          mój brat gdy miał około 12 lat twierdził, że nikt nie potrafi tak gotować jak
          pani ze szkolnej stołówki - nawet mama :D
          • fnoll Re: czy mąż ma prawo zmuszać do gotowania? 02.10.04, 19:19
            to jeszcze jest zabawne

            ale pomyśl - gdyby tak mówił o... macdonaldzie - to się robi straszne
          • Gość: wypierdek mamuta Re: czy mąż ma prawo zmuszać do gotowania? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.10.04, 19:27
            Jak powiedzialem mamie, ze bardzo mi smakowaly mielone kotlety (bardziej od
            jej) z cebulka (wlasnie ta cebulka byla jezorkiem uwagi) ze szkolnej
            jadlodajni, to do dzisiaj ma do mnie o to pretensje.
      • caorle Re: czy mąż ma prawo zmuszać do gotowania? 02.10.04, 19:07
        ja gotuję wszystko, czego mój syn sobie zażyczy co oznacza że...nie wiem co

        A jak wygląda zmuszanie do gotowania?
        Jestem ciekawa - przywiązanie sznurem do kuchenki?
        najwyżej można sobie stać tak przy niej i nie ruszyć palcem...
        :-)))
        • fnoll jak zmusić - jeden z modeli 02.10.04, 19:26
          przykład:

          w czasie głodu on mówi: głodny jestem, zamówmy sobie pizzę
          ona: a może byśmy coś ugotowali?
          on: to ugotuj

          kobieta ma wtedy dwie alternatywy:
          je pizzę codziennie (jemu wydaje się to nie przeszkadzać) albo zaczyna gotować

          rozwinięcie sytuacji:

          pojawia się dziecko
          on dziecku nic nie ugotuje, nawet z kaszką ma kłopoty (dziecko pluje, bo są w
          niej gluty)
          ona gotuje więc dziecku
          a skoro dziecku to i sobie i jemu
          on czasem coś przypali, żeby przypomnieć, że gotowanie nie jest jego domeną
          • caorle Re: jak zmusić - jeden z modeli 02.10.04, 19:29
            tak - to jest model prawdziwy i cholera...tak...prawdziwy...

            uświadomiłeś mi coś fnoll...
            :-)))
            • fnoll Re: jak zmusić - jeden z modeli 02.10.04, 19:41
              przy założeniu, że para się naprawdę kocha, "zmuszanie" musi mieć formę utajoną
              i subtelną, stąd czasem stronie "wrobionej" ciężko się połapać, a
              i "wrabiający" może nie być w pełni przytomny, co robi - choćby może nie być
              świadom, że jego przekonanie o własnej "kulinarnej dysfunkcji" jest wydumane

              nie ma na świecie człowieka, który nie nauczyłby się gotować - gdyby chciał!
              • caorle Re: jak zmusić - jeden z modeli 02.10.04, 19:57
                najważniejsze jest aby uświadomić "uczniowi" że gotowanie jest jak np.
                przygotowanie zaprawy murarskiej czy farby do malowania ścian

                że gęstość zupy to nie jest abstrakcja ale konkret łatwy do uchwycenia - tak
                jak np. gęstość farby akrylowej...

                nie wiem czy mnie rozumiesz -
                :-)
                • fnoll nauka gotowania makaronu 02.10.04, 22:22
                  łapię analogie caorle, ale tak naprawdę to chodzi o uważność podczas nauki i
                  właśnie, o czym wspomniałaś, znajomość pożądanego efektu (nie abstrakcyjne "coś
                  do zjedzenia", ale konkretna potrawa o konkretnym smaku, konsystencji i
                  temperaturze)

                  były takie zabawne, ale i ciekawe, badania ludzi uczących się gotować makaron -
                  co różniło tych, co opanowali sztukę otrzymywania makaronu w sam raz od tych,
                  którzy go na ogół rozgotowywali? otóż znaleziono różnice

                  w początkowej fazie nauki ci piersi często smakowali, czy makaron jest już
                  dobry, gdy ci drudzy kierowali się tylko czasem i wzrokiem, sprawdzając rzadziej

                  ci pierwsi wyrobili sobie stopniowo "wyczucie" i pod koniec nauki sprawdzali
                  tylko raz czy dwa, akurat w okolicach właściwego czasu na odlanie wody,
                  natomiast ci drudzy... stwierdzili, że najwyraźniej nie mają talentu do
                  gotowania

                  a tu chodzi o metodę nauki, nie o talent do czynności

                  jasne, że niektórzy są lepsi, ale każdy może opanować abecadło
                  • caorle Re: nauka gotowania makaronu 02.10.04, 22:37
                    To teraz małe pytanko.
                    Mój mąż jak gotuje ziemniaki posługuje się metodą nr 2.

                    I za mało soli wodę i kartofle są bez smaku, brrr...
                    On je i dziwi się, że mi nie smakuje...uważa że są akurat słone w sam raz.
                    Dziwne, bo jak ja gotuję to wsypije do wody duużo soli i kartofelki są
                    bardziej - nawet dużo bardziej słone - i też jest OK...?
                    To znaczy co...nie czuje różnicy w smaku...jak sam gotuje ...to...no o co
                    chodzi...?
                    • fnoll Re: nauka gotowania makaronu 02.10.04, 23:00
                      Chodzi o zmysły. Małe dziecko wszystko pakuje sobie do buzi, no nie? I ten
                      naturalny odruch "smakowania" świata jest szybko i skutecznie "ucinany" -
                      słusznie zresztą, bo świat nas obecnie otaczający jest w dużej mierze wybitnie
                      niejadalny, nawet trawkę z trawnika miejskiego jakoś niesmacznie zerwać do
                      żucia. W zastępstwie smaku i węchu, i po części dotyku, promowany jest zmysł
                      wzroku i "abstrakcyjne modelowanie zjawisk". To wszystko jest bardzo
                      praktyczne, ale akurat nie w przypadku gotowania. Nawet jajecznicy nie robi
                      dobrze "abstrakcyjne modelowanie". Choć akurat tak się składa, że znam osobę
                      która gotuje dość przyzwoicie (to kobieta) prezentując podejście
                      czysto "teoretyczne" - wręcz wzbrania się przed smakowaniem i woli, żeby kto
                      inny smakował i doprawiał potrawy, które robi. Ale skutki są właśnie -
                      przyzwoite, a niekiedy... dziwne. Generalnie nie jest to "sztuka gotowania"
                      lecz raczej "chemia gotowania". Idąc dalej - jakoś tak się dzieje
                      statystycznie, że, pomijając stereotype "kobiety stworzonej do gotowania", to
                      zwykle mężczyźni są głębiej "zanurzeni" we wzrokowej, abstrakcyjnej kulturze,
                      kobiety pozostają zaś bliżej swych zmysłów. Dlaczego? Trudno spekulować... z
                      jednej strony winne są różnice w wychowaniu, i może one wszystko tłumaczą, a z
                      drugiej... nie jestem pewien, ale kobiety chyba mają wrażliwszy zmysł węchu, i
                      może w ogóle czynniki bardziej "biologiczne" też się tu liczą.

                      Warto jednak zaznaczyć, że człowiek, jako istota "ucząca się", może odzyskać
                      swe zmysły, wcześniej zepchnięte na dalszy plan, może je trenować. Także
                      twój "ziemniaczany" probrel, Caorle, rozwiązałbym poprzez wspólne kosztowanie
                      różnie ugotowanych ziemniaków, poprzez zabawę w smaki, może być z zawiązanymi
                      oczami ;)
                      • caorle Re: nauka gotowania makaronu 02.10.04, 23:04
                        fnoll, to jest najciekawszy wątek na tym forum!!!!

                        podoba mi się!!!!
                        :-)))

                        Lubię jak się wszystko przekłada na żarło, ach...
                        :-)))
                        • caorle Re: nauka gotowania makaronu 02.10.04, 23:07
                          A ta zabawa w smaki to trochę garnkochłonna - bo by wypadałoby tak ugotować
                          ziemniaczki na 7 czy 6 różnych sposobów pod względem solności...ale pewnie warto

                          • fnoll Re: nauka gotowania makaronu 02.10.04, 23:15
                            to jest moc frajdy za fryko :D warto poświęcić parę garnków

                            dzieci w przedszkolu mojej córki miały ostatnio zabawę w zgadywanie "jaki to
                            owoc?" tylko po smaku - z zasłoniętymi oczami - ile emocji! obiecuję sobie to
                            powtórzyć w domu (sam chcę spróbować!) jak tylko uzbieramy odpowiednią
                            różnorodność owoców :)

                            teraz, w ogóle, jesień - bardzo pachnie... :)
                            • procesor Re: nauka gotowania makaronu 02.10.04, 23:20
                              Fnollu - córa w zerówce?? :)
                              Bo jak moja była to to samo przerabiała. A jej siostra cioteczna tez teraz
                              dopiero co.
                              • fnoll Re: nauka gotowania makaronu 02.10.04, 23:24
                                pani droga, u nas to już w pięciolatkach się tak wesoło darami natury dziatki
                                pychają, acz niewykluczone, że program przewiduje owocne powtórki za rok
                                • procesor Re: nauka gotowania makaronu 02.10.04, 23:31
                                  Yhm. :)

                                  Fnollu - ty palisz paierosy, dobrze pamietam? (takie pytanko -obok)
              • Gość: gf co to jest 'kulinarna dysfunkcja' ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.04, 00:00
                Niegotowanie jest tak samo naturalne jak gotowanie.
                • vielonick odpowiedz: 06.10.04, 02:53
                  to jest to, ze ktos predzej umrze z glodu
                  niz sam sobie cos ugotuje - bo nie umie
    • scylla Re: czy mąż ma prawo zmuszać do gotowania? 02.10.04, 19:25

      Nie jestem zamężną kobietą, ale jako mężczyzna muszę bronić naszej pozycji:)
      Tak zgadzam się jest to WIELKI CODZIENNY PROBLEM
      Uzasadnienie!
      Normalnie człowiek wraca zmęczony z pracy, a tu mu dają jeszcze kartkę do ręki,
      i idz teraz rób zakupy, cały dzień się siedziało za biurkiem, a tu trzeba
      jeszcze chodzić, można zdrowie zmarnować, kurde co my jesteśmy?
      Tak to sobie można posiedzieć przed telewizorem, piwko popić i politować się
      nad swoim losem, jaki to ja biedny bo obiad 10 min. później, a co z tą kobietą
      jakaś niezdara, nie wyrabie się, przecięż mogła wczoraj wieczorem jak już sobie
      spałem zrobić obiad a nie dzisiaj jak wraca z pracy, odbierze dzieci ze
      szkoły,wyjdzie z psem, posprząta, jeszcze lekcje z dziećmi odrabia, takiej jak
      się nie zaplanuje to się gubi.
      No właśnie jeszcze plan muszę jej ułożyć!
      Oj jaki ja biedny:)))))
      • Gość: krish Re: czy mąż ma prawo zmuszać do gotowania? IP: *.chello.pl 02.10.04, 19:45
        powiem wiecej!!!

        czlowiek haruje, zapierdala tak ze nie ma czasu taczki naladowac
        wroci a tu dostaje jakas lichote
        na drugi dzien rano jeszcze zlew pelen garow
        nawet sie kurwa nie ma gdzie wyszczac
    • procesor Re: czy mąż ma prawo zmuszać do gotowania? 02.10.04, 22:52
      Fnoll - zona strajk ogłosiła?? :)

      Wiesz, gdybym czekaął na to ż emój mąż coś ugotuje - musiałąbym jadac obiady na
      śniadanie. Trudno oczekiwac zwłaszcz amając dziecko że obiad ugotuj efacet
      ktory wraca z pracy najwczesniej koło 18-tej a zwykle dużo, dużo później albo
      jak sytuacja wymaga - dzwoni że nie wraca. :)

      Siłą rzeczy karmicielką jestem ja.
      Co nie oznacza że nie potrafi zrobic sobie - i nam - śniadania czy kolacji w
      weekend. Albo zaskoczyć mnie zrobnieniem sernike na zimno (z gotowca nie
      ukrywam) i to tak że sie nie zorientowałam - kuchnia była idealnie wysprzatana
      ze sladów jego wyczynów kulinarnych. Dopiero jak mi zaserwowano deserek to się
      dowiedziałm. :)

      PS Lubię karmić tych których kocham i lubię.
      • fnoll Re: czy mąż ma prawo zmuszać do gotowania? 02.10.04, 23:08
        u nas się akurat gotuje na zmianę, zależnie kto ma pomysł, choć najczęściej
        pichcę ja

        ale to, o czym napisałaś - te godziny powrotów - to jest rzeczywiście killer,
        tego nie da się przeskoczyć i nawet nie zdajemy sobie czasem sprawy, jak
        głęboko odbijają się one, owe "godziny", na tym jednym życiu, które mamy - że
        całe połacie doświadczeń już... nie są nam dane

        szczęśliwi ci, co kończą pracę o 15-tej...
        • Gość: gf Re: czy mąż ma prawo zmuszać do gotowania? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.04, 00:02
          > szczęśliwi ci, co kończą pracę o 15-tej...


          Wątpię - raczej po dobranocce są nieżywi.
          • j_ar Re: czy mąż ma prawo zmuszać do gotowania? 04.10.04, 09:20
            Gość portalu: gf napisał(a):

            > > szczęśliwi ci, co kończą pracę o 15-tej...
            >
            >
            > Wątpię - raczej po dobranocce są nieżywi.


            no tak, lepiej konczyc po 20 stej hehehe
            • Gość: gf Re: czy mąż ma prawo zmuszać do gotowania? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 22:38
              j_ar napisał:

              > Gość portalu: gf napisał(a):
              >
              > > > szczęśliwi ci, co kończą pracę o 15-tej...
              > >
              > >
              > > Wątpię - raczej po dobranocce są nieżywi.
              >
              >
              > no tak, lepiej konczyc po 20 stej hehehe

              Zdejmij skarpetki, to będzie Ci sie lepiej liczyło.

              Już? No to jazda - razem masz 20 paluszków. Schowaj nóżki pod krzesło i jedną
              łapkę za plecki. Ile paluszków zostało Jareczkowi? ;)

              Gdybym miała zaczynać pracę o 7, palnęłabym sobie w łeb.
              • j_ar Re: czy mąż ma prawo zmuszać do gotowania? 05.10.04, 09:36
                > Zdejmij skarpetki, to będzie Ci sie lepiej liczyło.
                >
                > Już? No to jazda - razem masz 20 paluszków. Schowaj nóżki pod krzesło i jedną
                > łapkę za plecki. Ile paluszków zostało Jareczkowi? ;)
                >
                > Gdybym miała zaczynać pracę o 7, palnęłabym sobie w łeb.


                nooo.. 6... ale zaloze skarpetki, bo koledzy narzekaja, ze im slabo
                cos....dranie, policzyc mi nie dadza dokladnie
                • Gość: gf Re: czy mąż ma prawo zmuszać do gotowania? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.04, 22:11
                  j_ar napisał:

                  > > Zdejmij skarpetki, to będzie Ci sie lepiej liczyło.
                  > >
                  > > Już? No to jazda - razem masz 20 paluszków. Schowaj nóżki pod krzesło i j
                  > edną
                  > > łapkę za plecki. Ile paluszków zostało Jareczkowi? ;)
                  > >
                  > > Gdybym miała zaczynać pracę o 7, palnęłabym sobie w łeb.
                  >
                  >
                  > nooo.. 6... ale zaloze skarpetki, bo koledzy narzekaja, ze im slabo
                  > cos....dranie, policzyc mi nie dadza dokladnie

                  to odstaw skarpetki gdzieś dalej :)

    • cossa Re: czy mąż ma prawo zmuszać do gotowania? 02.10.04, 23:19
      prawo ma
      bo mu nasza obyczajowosc na to pozwolila :)

      nasze mamy daly im to prawo
      goniac corcie do kuchni
      i tym samym pozbawiajac
      synkow mozliwosci poznania
      czarow jakie mozna odczynic
      gotujac wode z wloszczyzna ;)

      a jak z nimi zyc?
      albo podjac probe opoznionego wychowania
      albo tez sie poddac :)

      pozdr.cossa
      • procesor Re: czy mąż ma prawo zmuszać do gotowania? 02.10.04, 23:25
        Zawsze miałam wrażnie że pochodze z całkowiecie normalnego i przeciętnego domu.

        Ale jak czytam to forum to nieustannie odkrywam że jednak trochę inny jest. :)

        Bo i mój tata gotował, i mój brat całkiem jest w tym dobry, i ja owszem bywałam
        zaganiana - ale to wtedy kiedy byłam ta osobą w rodzinie która pierwsza wracała
        do domu.. Jakoś nie było ścisłego podziału męskie-damskie. Wiertarka, wałek
        malarski i kombinerki i śrbokrety sa dla mnie naturalnymi narzedziami pracy.
        Tylko z prądem jestem ostrożna ale i tu czasem wykonuje różne prace.

        Czy żona ma prawo wymuszac na mężu malowanie lub tapetowanie ścian i budowanie
        regałów na książki?? :D
        • Gość: pies To ciekawe, co mowicie ...bardzo ciekawe ... :D IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.04, 10:13
          www.photo.net/photodb/photo?photo_id=144824
    • Gość: helga Re: czy mąż ma prawo zmuszać do gotowania? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.10.04, 10:19
      mo były niedoszły nie został moim mężem a już bywały ciche dni kiedy zupa była
      za słona...
    • ziemiomorze Re: czy mąż ma prawo zmuszać do gotowania? 04.10.04, 11:40
      Prawidlowo postawione pytanie - czy ja mam prawo go zmuszac do zmywania?

      I jak to zrobic?
      • fnoll jak się zjadło trzeba pozmywać... 04.10.04, 12:08
        słuszne pytanie ziemiomorze - skłonienie kogoś do zmywania wydaje mi się
        wyzwaniem przerastającym niejednego oraz znacznie cięższego kalibru od
        nakłaniania do gotowania

        pomywaczki nie bez przyczyny są jeszcze niżej w hierarchii od szeregowych
        kuchcików... zaraz, zaraz... jaka to przyczyna?
        • ziemiomorze Re: jak się zjadło trzeba pozmywać... 04.10.04, 13:08
          Przyczyna taka, ze to dzialanie odtworcze, zero inwencji, poszalec nie mozna,
          no i obcuje sie z brudem, jakimis tlustymi resztkami, a brud w naszej kulturze
          (okazuje sie, ze nie w kazdej) jest fe.

          A szkoda, bo nic tak nie kreci jak facet przy zlewie,
          z.
          • fnoll Re: jak się zjadło trzeba pozmywać... 05.10.04, 22:08
            dziwna z ciebie kobieta... co można zrobić z facetem przy zlewie??

            co do brudu i odtwórczości - podział kastowy w Indiach - ci od brudu i trupów
            są na samym dnie

            hmm...
            • ziemiomorze Re: jak się zjadło trzeba pozmywać... 06.10.04, 00:09
              fnoll napisał:

              > dziwna z ciebie kobieta... co można zrobić z facetem przy zlewie??

              To najprostszy sposob na podryw - a jesli juz sie poderwalo, to najlepszy
              sposob na gre wstepna do gry wstepnej.

              > co do brudu i odtwórczości - podział kastowy w Indiach - ci od brudu i trupów
              > są na samym dnie

              No i wlasnie,
    • Gość: bn Re: czy mąż ma prawo zmuszać do gotowania? IP: *.devs.futuro.pl 04.10.04, 13:05
      Prawde mówiąc nie mam pojęcia jak żyć z takim facetem, bo mój mąz bardzo dobrze
      gotuje.
      Ale gdybym znalazła sie w takiej sytuacji, ze facet nie chce nic robić, tzn z
      łaską idzie na zakupy, uważa , ze to ja powinnam gotować i go obsługiwać. To
      robiłabym to samo co on, czyli czekała az on coś zrobi ugotuje. jako że ja
      mniej jem, niż facet, i nie potrzebuje co dzień przysłowiowego "kotleta", to on
      chyba prędzej by sie znudził(zgłodniał) i wziął do roboty.
      • Gość: malgo Re: czy mąż ma prawo zmuszać do gotowania? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 22:28
        Nie wiem czy wzialby sie do roboty,czy zaczal zywicsie
        na miescie np. u jakiejs chetnej karmicielki :)
        Maz nie ma prawa zmuszac ,czesto kobieta sama sie
        zmusza. Tresura od dziecinstwa ,(gotowala babcia,gotowala
        mama,wszystkie wokol gotowaly)powoduje ,ze gotowanie
        dla partnera staje sie prawie imperatywem moralnym.Wszystkie
        dobre zony gotuja,chce byc dobra zona ,wiec tez gotuje.Jak
        jestes matka to juz wogole przechlapane.Tylko zla matka nie
        karmi dzieci domowym jedzeniem(paranoja).
        Porozmawiajcie z tymi ,ktore nie gotuja jak sie beda
        usprawiedliwiac,jakby byly winne i robily cos podlego.Wszystko,
        to wplyw kultury.Oczywiscie sa wyjatki,ktorych tak nie zmani-
        pulowano i oczywiscie te, ktore autentycznie uwielbiaja
        gotowanie.
        Co do samej umiejetnosci,wystarcza checi i duzo ,duzo uwagi.
        Chyba uwaga jest najwazniejsza,bo nawet przy duzym doswiadczeniu
        zajmowanie sie w czasie gotowania plotkami,czytaniem itd prowadzi do
        przypalen.Dziwne ale nawet wech nie jest do gotowania konieczny moja mama nie
        czuje zapachow od dziecinstwa a gotuje pysznie.
        Fnoll podales cwiczenie dla dzieci.To samo wersja dla zaawansowanych
        zaslon oczy , zatkaj nos i dopiero sprobuj odgadnac jaki to owoc.



        wplyw kultury
        • Gość: bn Re: czy mąż ma prawo zmuszać do gotowania? IP: *.devs.futuro.pl 05.10.04, 08:40
          > Nie wiem czy wzialby sie do roboty,czy zaczal zywicsie
          > na miescie np. u jakiejs chetnej karmicielki :)

          Mój sie wziął do gotowania. I jak dobrze mu to wychodzi ;))

          > Porozmawiajcie z tymi ,ktore nie gotuja jak sie beda
          > usprawiedliwiac,jakby byly winne i robily cos podlego

          Ja nie gotuje i jakoś winna sie nie czuje. I nie usprawiedliwiam sie. Nie
          gotuje bo nie lubie i nie umiem. Mam męża od tego.
          • Gość: malgo Re: czy mąż ma prawo zmuszać do gotowania? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.04, 11:16
            Widocznie nalezysz do niezmanipulowanych.
            Masz szczescie ,ze Twoj maz takze...

            ciesz sie
        • ziemiomorze Re: czy mąż ma prawo zmuszać do gotowania? 06.10.04, 00:06
          To prawda, ze kuchnia byla terytorium kobiet - ale histeryczny ton Twojego
          postu jest nieco przesadzony. Mam wrazenie, ze kulinarna matka odchodzi w
          przeszlosc - z roznych powodow, niesmialo jeszcze, ale nieublaganie.
          No i - gotowanie moze byc czynnoscia tworcza i zmyslowa (cztalas u Hrabala o
          tym, jak abisynski cesarz krzyczal z zachwytu po zjedzeniu pieczonego
          wielblada?). Cieple, mile miejsce, wypelnione przyjemnymi woniami i przytulnym
          nieladem - ludzie dziela sie na tych, ktorzy wola siedziec w kuchni i tych z
          salonu.

          Zarcie, do zrobienia ktorego wykorzystano terror nigdy nie bedzie smaczne - jak
          sztuka stworzona pod przymusem - dobra; i dlatego zmuszanie do gotowania nie ma
          sensu,
          • Gość: malgo Re: czy mąż ma prawo zmuszać do gotowania? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.04, 02:23
            Kurcze ,martwie sie,naprawde brzmialo histerycznie?
            Musze popracowac nad stylem.Dziekuje ,ze zwrocilas
            mi na to uwage.
            Wiem ,ze gotowanie moze byc tworcze ,zmyslowe,nie
            polemizuje z tym.Zgadzamy sie tez,ze nie ma tych
            walorow ,gdy jest przymusem i sprowadza sie do pospie-
            sznego,codziennego karmienia domownikow.Pospiech,bo
            praca,zakupy,kazdy wraca o innej porze itd...to nie
            sztuka tylko wyrobnictwo.
            Sztuka to bywa,gdy jest czas,uwaga(o czym pisalam w
            tamtym poscie),celebracja,chec zachwycenia karmionych,ich
            zadowolenie i mile slowo.
            Zgadzamy sie,ze bez sensu zmuszac.
            Pytanie brzmialo:czy mąz ma prawo zmuszac.Ja uwazam,ze nie
            ma .Jednak (i o tym pisalam, wiec powtorka)czesto mąz nie
            wywiera presji a kobieta ,choc nie ma checi,pichci.Tak ja
            wychowano,ze uwaza gotowanie za swoja powinnosc.Nie chcem
            ale muszem.Mowisz,ze kulinarne matki odchodza w przeszlosc,
            moze obracamy sie w innych grupach wiekowych?Ja ciagle je
            spotykam i ich kulinarne corki,ktore maja wyrzuty sumienia,
            bo obiadu nie wydaly.Karuzela kreci sie dalej.
            Nie chodzi o to, zeby wszyscy byli na jedno kopyto.
            Wszystkie niech kochaja gotowanie albo wszystkie odmawiaja
            gotowania_,co kto lubi.Mi chodzi tylko o to ,zeby nie-
            gotujace dla mezow i dzieci nie mialy etykiety zlej zony i
            matki.Przeciez temu, zeby chlop i dzieci z glodu sie nie
            skrecali mozna jakos zaradzic.

            JEST JESZCZE TESCIOWA I MAMUSIA:)











            s



          • Gość: malgo Re: czy mąż ma prawo zmuszać do gotowania? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.04, 02:38
            p.s. Dopiero teraz wpadlo mi w oko
            dlaczego sadzisz ,zem dziewczynka?
            Czy,gdybys uwazala mnie za chlopca,
            post tez uznalabys za histeryczny.
            Kurcze zaintrygowalas mnie.Odpowiedz
            prosze.

            • ziemiomorze Re: czy mąż ma prawo zmuszać do gotowania? 06.10.04, 11:14
              Mam wrazenie, ze faceci tez przejawiaja zachowania histeryczne, wiec z gender
              corectness chyba nie mamy problemu - gdybys byla chlopcem, napisalabym to samo,
              ale tak na oko to jednak jestes dziewczynka, bo znasz problem gotowania i
              terroru kobiet od podszewki ;-)

              A - wlasnie tesciowe i mamusie smuca mnie najbardziej; ale i na to jest metoda.
              Znajoma mezatka, ktora od dziesieciu lat slyszy od tesciowej przy kazdej
              wizycie to samo pytanie: 'dlaczego Marus ma nie uprasowana koszule?' odpowiada
              niezmiennie z usmiechem 'bo sobie nie wyprasowal'.

              Puszczac uprzejmie mimo uszu,
              zet
    • vielonick ale fajny watek! :)))) 06.10.04, 02:52
      tytul mnie zniechecil ;)

      tak sobie przeczytalam wszystkie wypowiedzi
      szczegolnie o tym 'terrorze kuchennym'
      i se pomyslalam - kurcze, przeciez to cos fajnego patrzec jak ktos zajada ze
      smakiem co ugotowalismy/lysmy ;)
      a, ze kobiety/zony to takie dogadzaczki, kwoki i Matki-Polki
      to podtykaja i podtykaja i juz tak zostaje ;)

      re tapetowanie i regaly: moze to nie z/wymuszanie
      ale jest takie oczekiwanie
      ze mezczyzna robi te grubsze prace (remont, malowanie itp.)
      a kobieta? no wlasnie... gotuje na codzien ;)
      • Gość: malgo Re: ale fajny watek! :)))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.04, 03:34
        Fajnie,fajnie byle z wlasnej checi.
        Mezczyzni jak nie czuja powolania
        albo dwie lewe rece maja ,niech
        nie tykaja mlotka.Na to tez sa
        sposoby np.sasiad.

        Wolnosc dla wszystkich zniewolonych
        Matek Polek i Ojcow Polakow hura
        hura hura(oczywiscie jesli chca).

        A i jeszcze palmy staniki..ups
        wpadam w histerie :)

        P.S.Wielu mezczyzn nie wykonuje tych
        prac.Jednak mam wrazenie ,ze rzadziej
        sa za to krytykowani,niz niegotujace
        kobiety.

      • ziemiomorze Re: ale fajny watek! :)))) 06.10.04, 11:18
        Mnie wychowano w ten sposob, ze umiem gotowac, przyszyc guzik, polozyc
        wykladzine, tapetowac i naprawic kaloryfer.
        Mysle, ze fajnie by bylo, gdyby kazdy czlowiek potrafil byc samodzielny, a
        podzial domowych obowiazkow przebiegalby nie automatycznie a refleksyjnie, na
        zasadzie upodoban i dobrych checi. Bo gdybym miala wybierac, to wolalabym raz
        na dwa miesiace zmienic uszczelke albo wbic gwozdz w sciane zamiast codziennego
        sprzatania, przewijania dziecka i zmywania garow.

        zet
        • Gość: malgo Re: ale fajny watek! :)))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.04, 11:51
          Ziemiomorze dziekuje za odp.
          A pod Twoim postem(tym pietro wyzej)moge sie
          podpisac obiema rekami.
          Teraz ide do garow albo wyfugowac glazure w
          lazience:)
          • vielonick Re: ale fajny watek! :)))) 08.10.04, 01:36
            ja tez! :)

            i tak w ogole chyba mozna stwierdzic,
            ze fajniej sie cos robi raz na miesiac
            niz kilka razy dziennie ;)

            btw - jutro maluje okno,
            ktore sama zaszpachlowalam, zakitowalam i uszczelnilam
            to tyle samochwalstwa ;DDD
            • Gość: malgo Re: ale fajny watek! :)))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.04, 03:12
              I o to chodzi ,o to chodzi :)

              A co do samochwalstwa,to popoludniu

              wybieram sie na watek Lutego "kiedy

              jestes dumny z siebie" ,czy jakos tak...

              Popuszę sie trochę...a co.


              Nie wiem,czy pogoda dobra na malowanie?
              Deszcz zostawia trwale ślady..poważnie

              powodzenia
    • milk.chocolate się - tak n/t 08.10.04, 12:41
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka