fnoll
02.10.04, 19:17
pytanie skierowane naturalnie do tych szczęśliwców, co na co dzień gotują :)
bo chodzi mi o takie codzienne obiady, a nie o jakieś odświętne, dla gości,
czy coś
zauważyłem, że ludzie w tym względzie znacznie się różnią - jedni jedzą obiad
o 18-tej, a inni tuż po 16-tej, kończąc pracę o tej samej porze i podobny
czas poświęcając dojazdowi (załóżmy, że w domu są o 15.30 - co daje
rozpiętość od 40-tu minut do dwóch i pół godziny!) - i jest to stała cecha
charakteru, utrzymująca się latami!
z czego to wynika? i co się może z tym wiązać? (może np. próchnica? w
przypadku długiego przygotowywania posiłku, co skazuje współbiesiadników,
komensalistów, na podjadanie, zwykle słodyczy; albo refluks, bo się człowiek
rychło kładzie z napchanym kałdunem?)