Gość: Lilka
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
10.10.04, 23:12
Pytam, bo zaczelam sie zastanwiac, ze moze powinnam poszukac pomocy i ze to
juz przesada jak kilka miesiecy "wstaje lewa noga"...
Nie mam nawet 30tki, a moje zycie jest czekaniem na smierc. Nie mysle o
samobojstwie (nigdy tego nie zrobie), ale jak mam sie za cos zabrac..to
mysle "a po co sie meczyc?i tak umre"...Potem przychodzi rozsadek i mowi, ze
to zle, wiec wysylam CV szukajac pracy, ale o zadnych dodatkowych kursach nie
chce slyszec (choc bylam jedna z najlepszych studentek na roku)...z ludzmi
sie czasem spotykam, bo wiem ze "powinnam" przy nich udaje ze jestem w dobrym
humorze, maskuje sie, w domu tez...ale jak tylko moge zamykam sie w swoim
pokoju i robie NIC. Czesto placze...do tego ludzie (mama, siostra) przywalaja
mnie swoimi problemami, wiec ja im o swoich nie opowiadam, tylko udaje ze
jestem silna i pocieszam...a potem rycze, bo brak mi sil...po prostu brak mi
sil. Nie chce mi sie o nic zabiegac, bo po co? Nie chce rozmawiac z ludzmi bo
tak naprawde nie ma nikogo, komu bym mogla powiedziec wszystko. Rodzinie nie,
bo mnie nie rozumie nic a nic (sama doprowadzila w pewnej czesci do tej
sytuacji, choc niby dla mojego dobra), a przyjaciolkom powiem o innych
zmaganaich, ale nie o tym, jak zle sie czuje przez rodzine, bo mi wstyd.......
Czy to objawy czegos groznego? Czy samo minie...pytam, choc zawsze sie
uwazalam za taka Zosie-samosie...ze ja zrobie wszystko sama i udowodnie
swiatu na co mnie satc..rezultat jest taki, ze nic mi sie nie chce udowadniac
i wszystko jest mi obojetne..