edmundzia
12.10.04, 11:54
prawie rok temu wprowadziłam sie do domu ówczesnego narzeczonego, obecnie
męża. mieszkamy w trójkę (my i jego mama). powoli mam dośc atmosfery
panującej w domu a raczej w całej jego rodzinie. moim zdaniem oni nie
potrafią ze soba normalnie rozmawiac. wiecznie ktoś ma do kogoś pretensje.
każda rozmowa kończy się ostrą wymianą zdań a własciwie kłótnią. o zwykłych
wydarzeniach codziennych mówią podniesionym głosem. idziemy z wizytą do
babci - to samo, idziemy do ojca - to samo. a ja stoję z boku i tylko sie
przygladam. i wiadomo jak się czuję. najgorsze jest to, że to jest chyba
zaraźliwe. stałam sie nerwowa, byle błachostka wyprowadza mnie z rownowagi.
wyprowadzić się an swoje nie chcemy, bo mamy wiele planów związanych z domem,
w którym mieszkamy. mamy wyprowadzić się nie da, bo to był jej dom. ja
pochodze z rodziny, w której nawet głosu sie nie podnosiło. i nie umiem sobie
radzić w takich sytuacjach. rozmawiałam o tym nieraz z mężem, przyznawał mi
rację, mowił, że bedzie się opanowywał ale rezultatów nie widać. dobrze, że
chociaż na mnie nie wrzeszczą. czy jest jakis sposób aby wybudować sobie
bariere ochronną aby to na mnie nie przechodziło? jak tak dalej pojdzie, to
strace ochotę na powroty do domu albo nabawię się nerwicy..