agataseg
06.11.19, 10:54
Witam. Jestem forumowa tzw. nowa. Mam na imię Agata i zazwyczaj nie bywam na forach innych niż branżowe. Ale teraz, mimo że skończyłam 40 lat, nie wiem co myśleć o tym, co mnie spotyka. Zawsze miałam pogląd, stanowisko w sprawie . Teraz nie. Stąd prośba o pomoc. Liczę, że będzie to konstruktywna opinia. Nie chcę być wyśmiania,ale wysłuchać rzeczowych uwag.
Od początku.
Rozwiodłam się 2 lata temu. To był związek z przemocą ze strony partnera, z jego zdradami. Związek z którego leczyłam się profesjonalną terapią.
Kiedy stanęłam na nogi, po starcie dziecka, postanowiłam zacząć życie na nowo. Pełna energii randkowałam, bez parcia na związek, z dozą ostrożności. Zazwyczaj jednak byli to mężczyźni, z którymi zwyczajnie do siebie nie pasowaliśmy, toteż kończyło się po kilku randkach na mieście. Do czasu, gdy spotkałam Artura. Spokojny, wyważony, w moim guście, ten sam styl ubierania, podobne wykształcenie, zainteresowania i wiele innych wspólnych rzeczy. On od początku zaznaczył, że interesuje go tylko stała relacja, że szuka czegoś stabilnego, uczucia itd. Mnie to bardzo pasowało. Uznaliśmy, że fakt iż mieszkamy w dwóch różnych miastach na ten moment nam nie przeszkadza.
Spotkamy się ponad 3 miesiące. Od początku było ekstra. Szybko poczuliśmy się z sobą dobrze. Po kilki tygodniach poznałam jego mamę, przyjaciół. Wyjechaliśmy wspólnie w jeden na weekend, potem w drugi.
4 tygodnie temu mieliśmy jechać do moich znajomych, ale okazało się że Artur musi wyjechać służbowo zagranicę. Przełożyliśmy ustalone spotkanie. Żaden problem. Był daleko, ale pisał, dzwonił, stale byliśmy w kontakcie. Gdy wrócił i mieliśmy realizować wyjazd znowu okazało się, że musi wyjechać i nasz plan znowu runął. Wiem na pewno że to był służbowy wyjazd, taką ma pracę.
Kiedy wrócił z pierwszego wyjazdu było prawie tak jak zawsze, chociaż przez moment miałam wrażenie że zaczynamy funkcjonować troszkę jak stare małżeństwo, a euforia zmieniła się w stabilizację.
Co było dalej? No właśnie.
Wyjazd nie wypalił, ale w przedostatni weekend w odwiedziny przyjechała moja siostra. Chciałam ich sobie przedstawić, zobaczyć jego reakcję, gdy to zaproponuję. Był na tak. Zero wymówek. Ucieszyłam się ponieważ w jakimś stopniu potwierdzało to, moim zdaniem, że traktujemy się poważnie.
Spotkanie było udane, nocował u mnie, po czym pojechał do swojej mamy , a zgodnie z tym co ustaliliśmy, miał wrócić do mnie po wyjeździe siostry. Wieczorem pisał, że będzie rano, że tęskni, dobranoc kochanie i tak dalej.
Za to rano nie odezwał się ani przez przez kolejnych kilka godzin, miał wyłączony FB , co wydało mi się dziwne w jego przypadku. Zadzwoniłam ponieważ się zwyczajnie martwiłam tym bardziej że jeździ brawurowo, lecz nie odebrał. Oddzwonił po jakimś czasie i powiedział, że jednak nie przyjedzie, że ma przemyślenia czyli nie wie czy mnie pokocha choć mu we wszystkim pasuje i jest nam razem wspaniale. Dodał, że ma wątpliwości od powrotu z zagranicy, ponieważ liczył na euforię u siebie gdy wróci . Mimo, że tęsknił bardzo. Na koniec powiedział, że zadzwoni wieczorem. Oczywiście tego nie zrobił.
To zachowanie nie było fair, w końcu umówiliśmy się- wystarczyło napisać rano, że nie przyjedzie. Z szacunku dla drugiego człowieka. Słowa w tej rozmowie mnie zamurowały tym bardziej, że jeszcze wieczorem było kochanie , tęsknie itd.
Odezwał się, ale dopiero gdy dzień później napisałam.Ze nie rozumiem i chciałabym wiedzieć o co chodzi. Wtedy dowiedziałam się, że on nie wie co się stało i zdecydował w drodze, że nie przyjedzie do mnie, że przeprasza, ale sądzi że chyba bał się konfrontacji . Zapytany wprost czy to koniec naszej relacji, bo lubię jasne sytuacje, odpowiedział że nie i wszystko ode mnie zależy. To wszystko oczywiście w sms.
Cóż, ponieważ zawsze staram się wiedzieć na czym stoję w kolejny wieczór napisałam sms , że mi zależy na nim, ze jest dla mnie ważny , ale właśnie dlatego chcę by się poważnie zastanowił nad swoimi uczuciami. Napisał ok i znów milczenie . A następnego dnia sms z pytaniem, jak się czuję. Gdy napisałam, że nie najlepiej, odpowiedział pytaniem, czy to przez jego słowa podczas owego feralnego dnia. Zgodnie z prawdą odpisałam, że zachowanie mnie rani, natomiast wątpliwości rozumiem, są naturalne i trzeba je weryfikować. Odpisał że porozmawiamy o tym. To było wczoraj wieczorem. kiedy zadzwonił było o wszystkim tylko nie na ważny temat, a kiedy chciałam wspomnieć, to musiał kończyć. Co z tym zrobić? Czekać? Mieliśmy plany na nadchodzący weekend, nie chcę się teraz narzucać, czuję się idiotycznie. I nie chodzi nawet o te wątpliwości, jakie ma , lecz o zachowanie faceta, który niebawem skończy 45 lat.
Tchórz? Czy co innego?