smutek

IP: *.detekt.pl / 192.168.1.* 24.04.02, 23:38
Zatrzymuje sie czasem w biegu i rozgladajac sie widze, ze ludzie wokol ciesza
sie zyciem, wiedza dokad daza, znaja jego sens...
Odkad pamietam marzylam by umrzec
Jak na zlosc jestem katoliczka i tylko to powstrzymywalo mnie przed
samobojstwem... smieszne - prawda...
Czasem jest lepiej i mowie sobie wtedy, ze moze jeszcze troche wytrzymam
Wtedy jest znosnie... ale nie zeby mnie cos cieszylo albo sprawialo ze jestem
szczesliwa - poprostu jest znosnie
Na zewnatrz jestem normalna
Przez lata zauwazylam ze ludzie odsuwaja sie od smutnych i ponurych osob
Nauczylam sie wiec udawac zadowolona, zdecydowana i wesola
Swietnie mi to wychodzi - to moja obronna poza, maska, ktorej uzywam juz z
wielka wprawa bez najmniejszego wysilku...
Jestem energiczna, usmiechnieta, kompetentna i wiele osob nawet mnie uwaza za
wzor do nasladowania - paranoja...
A mi poprostu nie chce sie zyc, nie widze sensu, jestem ciagle smutna i nic
mnie nie cieszy - NIC
Jest tak odkad pamietam...
    • wredna2 Re: smutek 24.04.02, 23:57

      To dziwne co piszesz... powiedzialabym nawet troche irracjonalne...

      zrozumialam, ze nie ma wlasciwie zadnej " namacalnej" przyczyny Twojego
      smutku...wiec wystarczy chyba tylko chciec, aby sie z nim uporac

      bo smutek i wyciszenie tez sa w zyciu potrzebne,
      ale stosowane w nadmiarze moga umeczyc wszystkich w kolo, lacznie z Toba
      ale chyba tez nie powinny stanowic powodu do mysli samobojczych...

      przeciez skoro udawanie wesolej,kompetentnej, energicznej,zadowolonej,
      zdecydowanej...tak dobrze Ci wychodzi, to znaczy ze potrafisz byc taka , to
      znaczy , ze sprawia Ci to jakas radosc, daje satysfakcje...lubisz chyba, gdy
      daja cie za przyklad, gdy okazuja Ci sympatie...

      czemu wiec nie " przeszczepisz " sobie tej maski...na stale...
      traktujac ja jak wlasna twarz


      wez sie w garsc i nie rozczulaj sie tak nad soba, bo szkoda na to Twojego zycia
      tyle jest przeciez ciekawych, wesolych, interesujacych spraw na tym swiecie, ze
      nie ma zadnej potrzeby by porzucac je dla innego swiata, na ktory i tak jeszcze
      zdazysz sie zalapac...

      wr.2
      ale stosowane w nadmiarze faktyucnie staja sie meczace, dla wszystkich




      Gość portalu: x napisał(a):

      > Zatrzymuje sie czasem w biegu i rozgladajac sie widze, ze ludzie wokol ciesza
      > sie zyciem, wiedza dokad daza, znaja jego sens...
      > Odkad pamietam marzylam by umrzec
      > Jak na zlosc jestem katoliczka i tylko to powstrzymywalo mnie przed
      > samobojstwem... smieszne - prawda...
      > Czasem jest lepiej i mowie sobie wtedy, ze moze jeszcze troche wytrzymam
      > Wtedy jest znosnie... ale nie zeby mnie cos cieszylo albo sprawialo ze jestem
      > szczesliwa - poprostu jest znosnie
      > Na zewnatrz jestem normalna
      > Przez lata zauwazylam ze ludzie odsuwaja sie od smutnych i ponurych osob
      > Nauczylam sie wiec udawac zadowolona, zdecydowana i wesola
      > Swietnie mi to wychodzi - to moja obronna poza, maska, ktorej uzywam juz z
      > wielka wprawa bez najmniejszego wysilku...
      > Jestem energiczna, usmiechnieta, kompetentna i wiele osob nawet mnie uwaza za
      > wzor do nasladowania - paranoja...
      > A mi poprostu nie chce sie zyc, nie widze sensu, jestem ciagle smutna i nic
      > mnie nie cieszy - NIC
      > Jest tak odkad pamietam...

    • Gość: kasia28 Re: smutek IP: *.atol.com.pl 25.04.02, 00:28
      X nie wiem ile masz lat, ale ja też będąc nastolatką byłam smutna, wyobcowana
      i samotna, bo ludzie tak jak piszeez nie lubia takich smutasów. I też miałam
      takie myśli, chciałam umrzeć, miałam dość życia. W końcu moje życie się
      odmieniło za sprawa dwóch osób: przyjaciółki i obecnego męża. Stałam się
      szczęśliwą, wesołą, kochaną kobietą, która jest lubiana, od której ludzie już
      nie uciekają. Tylko ze los jest złośliwy: jestem chora, niedługo umrę i teraz,
      gdy tak patrzę wstecz głupio mi i szkoda tych wspaniałych lat młodosci tak
      idiotycznie zmarnowanych na łzy, zale i smutki. Ciesz się życiem dziewczyno
      póki mozesz, bierz z życia to co najlepsze, bądź wesoła i roześmiana tylko
      dlatego, ze żyjesz. Bo jak juz przyjdzie na Ciebie czas to juz będzie za
      późno. Szkoda byłoby zmarnować sobie życie.

      Pozdrawiam
      Kasia
      • Gość: x Re: smutek IP: *.detekt.pl / 192.168.1.* 25.04.02, 09:38
        Glupio sie przynac,szczegolnie po tym co przeczytalam... jestem starsza od Ciebie
        i to sporo...
        Zycie jest pelne zakretow i potrafi niezle z nas drwic
        Gdy czegos pragniemy to przychodzi to nie w pore
        Wspolczuje Ci takiej odmiany - naprawde mi przykro
        Wiesz, ja tez jestem chora... ale moj organizm poradzil sobie z choroba. Choroba
        jest, owszem, ale organizm sie do niej przystosowal i prawie jej nie zauwazam.
        Czy to nie drwina... taka odmiana... gdyby sie nie przystosowal umarlabym przy
        najblizszej okazji... ale niestety zlosliwosc losu
        Ty szczesliwie zaczelas chciec zyc i umrzesz a ja chcialabym umrzec a zyje
        Faktycznie, kiedys mialam powody do smutku, zycie zle mnie potraktowalo od
        dziecka... nawet nie warto o tym mowic bo dalam sobie z tym rade i teraz nie mam
        wiekszych zmartwien - takich zewnetrznych
        Problemem nie jest to co jest wokol mnie tylko to co we mnie... poprostu to co
        innych cieszy mnie mija jak za zaslona tiulu
        Zaliczam nowe zadania (wszystko jedno jakie - moga to byc zadania w pracy,
        spotkania z ludzmi, zakupy) i nie czuje z tego satysfakcji...
        Trudno to wytlumaczyc
        Czasem zastanawiam sie widzac rozesmianych ludzi - czy oni naprawde sie ciesza
        Usmiecham sie do ludzi by im nie popsuc humorow a tak naprawde to wszystko mi
        wisi Nie chcialam sie rozczulac nad soba ale tak wyszlo To dziwne...





        > X nie wiem ile masz lat, ale ja też będąc nastolatką byłam smutna, wyobcowana
        > i samotna, bo ludzie tak jak piszeez nie lubia takich smutasów. I też miałam
        > takie myśli, chciałam umrzeć, miałam dość życia. W końcu moje życie się
        > odmieniło za sprawa dwóch osób: przyjaciółki i obecnego męża. Stałam się
        > szczęśliwą, wesołą, kochaną kobietą, która jest lubiana, od której ludzie już
        > nie uciekają. Tylko ze los jest złośliwy: jestem chora, niedługo umrę i teraz,
        > gdy tak patrzę wstecz głupio mi i szkoda tych wspaniałych lat młodosci tak
        > idiotycznie zmarnowanych na łzy, zale i smutki. Ciesz się życiem dziewczyno
        > póki mozesz, bierz z życia to co najlepsze, bądź wesoła i roześmiana tylko
        > dlatego, ze żyjesz. Bo jak juz przyjdzie na Ciebie czas to juz będzie za
        > późno. Szkoda byłoby zmarnować sobie życie.
        >
        > Pozdrawiam
        > Kasia
        >

        • Gość: Sol Re: smutek IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.04.02, 16:23
          powiedz, a chcesz znalezc cel dla siebie? albo czy chcesz zeby ktos pomogl Ci go znalezc?
          cel wiekszy niz zadania w pracy. Albo moze mniejszy ale o wiekszym priorytecie...
          nie chcesz nic zmieniac? czy boisz sie?
          • Gość: x Re: smutek IP: *.detekt.pl / 192.168.1.* 25.04.02, 17:52
            Gość portalu: Sol napisał(a):

            > powiedz, a chcesz znalezc cel dla siebie? albo czy chcesz zeby ktos pomogl Ci g
            > o znalezc?
            > cel wiekszy niz zadania w pracy. Albo moze mniejszy ale o wiekszym priorytecie.
            > ..
            > nie chcesz nic zmieniac? czy boisz sie?


            "Cel" to pojecie wzgledne...
            Ja zawsze do czegos daze ale gdy juz to osiagam to nie sprawia mi to radosci
            Zawsze jest sporo rzeczy do zrobienia, gdzies trzeba pojsc, kogos odwiedzic...
            Jestem w tym wszystkim a jakbym byla obok
            Pewnie ze bym chciala zmienic - przykro mi czasem ze jakos tak nie potrafie jak
            inni...
            Ciekawa jestem czy znasz takie uczucie gdy o cos zabiegasz, starasz sie, dajesz z
            siebie duzo by dotrzec do celu - a potem to osiagasz i to ze wszystkimi
            szczegolami dokladnie to co chcialas... tutajwlasnie powinna byc radosc a ja jej
            nie czuje... najwyzej ulge a nie mija chec znikniecia...
            Kiedys pomyslalam sobie, ze jak mi sie cos uda to wlasnie w tej chwili ktora
            opisalam powyzej zastanowie sie czy chce jeszcze zyc... i cholera nie chcialam
            Marze o tym by zniknac i zeby nikt o mnie nawet nie pamietal
            Wiesz, tak zeby nikomu przykro nie bylo ze mnie juz nie ma


    • Gość: kamfora Re: smutek IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 25.04.02, 18:22
      Gość portalu: x napisał(a):

      > Zatrzymuje sie czasem w biegu i rozgladajac sie widze, ze ludzie wokol ciesza
      > sie zyciem, wiedza dokad daza, znaja jego sens...

      A może tylko tak ich postrzegasz?

      > Odkad pamietam marzylam by umrzec
      > Jak na zlosc jestem katoliczka i tylko to powstrzymywalo mnie przed
      > samobojstwem... smieszne - prawda...

      Moze nie tyle śmieszne, co dziwne... Bo co w tym kontekście znaczy "jestem
      katoliczką"? Czy to lęk przed karą piekielnych mąk ?

      [cut]

      > A mi poprostu nie chce sie zyc, nie widze sensu, jestem ciagle smutna i nic
      > mnie nie cieszy - NIC
      > Jest tak odkad pamietam...


      Masz oczywiscie na myśli "smutek wewnętrzny"? Bo piszesz, że jesteś wesoła i
      uśmiechnięta "do ludzi"

      Jak się tak głębiej zastanowić to na tym świecie może więcej jest powodów do
      smutku, niż do radochy...A właściwie to dlaczego chcesz, żeby Cię ludzie lubili?
      Mniej się wtedy smucisz?

      Coś mi tu nie pasuje...;-)
      • Gość: x Re: smutek IP: *.detekt.pl / 192.168.1.* 25.04.02, 22:47
        Gość portalu: kamfora napisał(a):

        > Gość portalu: x napisał(a):
        >
        > > Zatrzymuje sie czasem w biegu i rozgladajac sie widze, ze ludzie wokol cie
        > sza sie zyciem, wiedza dokad daza, znaja jego sens...
        >
        > A może tylko tak ich postrzegasz?
        >
        > > Odkad pamietam marzylam by umrzec
        > > Jak na zlosc jestem katoliczka i tylko to powstrzymywalo mnie przed
        > > samobojstwem... smieszne - prawda...
        >
        > Moze nie tyle śmieszne, co dziwne... Bo co w tym kontekście znaczy "jestem
        > katoliczką"? Czy to lęk przed karą piekielnych mąk ?
        >
        > [cut]
        >
        > > A mi poprostu nie chce sie zyc, nie widze sensu, jestem ciagle smutna i ni
        > c mnie nie cieszy - NIC
        > > Jest tak odkad pamietam..
        > Masz oczywiscie na myśli "smutek wewnętrzny"? Bo piszesz, że jesteś wesoła i
        > uśmiechnięta "do ludzi"
        > Jak się tak głębiej zastanowić to na tym świecie może więcej jest powodów do
        > smutku, niż do radochy.A właściwie to dlaczego chcesz, żeby Cię ludzie lubili?
        > Mniej się wtedy smucisz?
        > Coś mi tu nie pasuje...;-)



        Z tym katolickim podejsciem do samobojstwa to masz racje - to irracjonalne
        ale "nie odpowiada mi" wizja mak piekielnych po smierci z wlasnej reki...
        Marzy mi sie nieistnienie, udanie sie w niebyt a nie pieklo czy niebo lub
        jakakolwiek forma istnienia...
        Mysle o tym juz tak dlugo ze te wszystkie watki mam gruntownie przerobione...
        Chyba jestem bardzo dokladna...

        Jasne ze mowie o smutku wewnetrznym
        Na zewnatrz staram sie byc usmiechnieta i nie zrazac innych do siebie
        A dlaczego tak robie
        bo lubie ludzi - sa bardzo sympatyczni i mili
        Po coz mialabym im psuc nastroj swoimi problemami
        Ludzie uciekaja przed smutasami
        Ja lubie byc lubiana, lubie pomagac innym, lubie kontaktowac sie z innymi
        A ludzie uciekaja przed smutasami - dlatego udaje wesola - smutek nie jest
        atrakcyjny, wrecz odstrasza - a ja nie chce odstraszac ludzi bo mi na nich zalezy
        Jak juz mam zyc to lepiej wsrod ludzi ktorzy mnie lubia
        Moj smutek nie ma zwiazku (chyba ) z otoczeniem
        To jest we mnie
        Mowisz - ze moze mi sie wydawac ze inni sie ciesza lub sa rozesmiani ze wiedza o
        co chodzi w zyciu
        Ja kiedys myslalam ze inni tez udaja zadowolonych - tak jak ja i w tym samym celu
        Zaczelam obserwowac innych
        I nie!
        Ludzie bywaja szczesliwi, ciesza sie, sa radosni - wcale tego nie udaja
        To chyba jest normalne
        A mnie nie cieszy nic
        Jest albo bardzo zle albo znosnie
        Zawsze jednak marze o koncu

        • Gość: Sol Re: smutek IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.04.02, 10:18
          Gość portalu: x napisał(a):

          > Chyba jestem bardzo dokladna...

          Moze dlatego nie ciesza Cie osiagniecia? Nie, to glupia teoria.... Ale moze...bo jesli jestes tak bardzo
          poukladana...tam nie ma miejsca na emocje. Skoro wszystko ma swoja szufladke to emocje tam nie
          pasuja...

          > Ja lubie byc lubiana, lubie pomagac innym, lubie kontaktowac sie z innymi
          > A ludzie uciekaja przed smutasami - dlatego udaje wesola - smutek nie jest
          > atrakcyjny, wrecz odstrasza - a ja nie chce odstraszac ludzi bo mi na nich zale
          > zy
          > Jak juz mam zyc to lepiej wsrod ludzi ktorzy mnie lubia

          Wiec jak to jest? chcesz byc lubiana, zalezy Ci na ludziach - ale po co Ci oni? Lubia Cie ale sa obok, a
          raczej Ty jestes obok nich. A jednoczesnie chcesz zniknac, nie chcesz zeby o Tobie pamietali? Teraz
          maja Cie lubic a po smierci zapomniec? Tak sie nie da...

          Powiedz...gorska polonina rogrzana sloncem, gotycka katedra, letnia burza, sztuka.literatura, muzyka - czy
          to wszystko tez nie wywoluje w Tobie emocji? Radosci? Nie odczuwasz tak silnego piekna, ze az boli?
          Oczywiscie, to nic wobec wiecznosci...
    • Gość: fnoll Re:skad smutek? IP: *.bydgoska.krakow.pl 26.04.02, 11:48
      bo ja to slyszalem, ze smutek to taka "zablokowana" zlosc, czyli im wiecej
      rzeczy nam przeszkadza, nam dokucza, nas krzywdzi, a my nie mamy mozliwosci
      sie na nie porzadnie zezloscic, kopnac, odsunac od siebie, to sie w nas
      odkladaja poklady takiej niewyrazonej zlosci w postaci smutku wlasnie

      wniosek z tego jeden:
      zlosc sie wiecej smutasie!!!

      bo lepiej byc zlosnikiem niz swym wlasnym zalobnikiem

      [ja dajmy na to napisalem ten post ze zlosci... na twoj smutek!]

      pzdr :)

      fnoll
    • Gość: :-) Re: smutek IP: 10.30.42.* 26.04.02, 11:49
      Chłopa Ci trzeba!
      • Gość: fnoll Re: smutek IP: *.bydgoska.krakow.pl 26.04.02, 11:52
        Gość portalu: :-) napisał(a):

        > Chłopa Ci trzeba!

        by moc sie przerzucic na watki o problemach damsko-meskich? ;)
    • Gość: Shy Re: smutek IP: 2.5.PRE* / 141.11.119.* 26.04.02, 12:39
      Doskonale Cie rozumiem, przynajmniej co do pewnych rzeczy. Cale zycie za czyms
      gonie, a jak to juz mam nie sprawia mi to radosci. Czasem zadaje sobie pytanie:
      moze rzeczywiscie chodzi o to by "gonic króliczka" a nie "zlapac go"?.
      Lubie tez obserwowac ludzi, ale staram sie nie angazowac w ich problemy. Mysle,
      ze spokojnie moglbym zyc na bezludnej wyspie jakis czas, potem wrocic do ludzi,
      a potem znow na wyspe. Do szczescia potrzeba mi tylko moich wspanialych dzieci,
      dziewczyny która bardzo kocham. A reszta ludzi? Nie przeszkadzaja mi - tak bym
      to okreslil.
      Mam pytanie - czy masz kogos?
      Pozdrawiam
      Niesmialy
      • Gość: x Re: smutek IP: *.detekt.pl / 192.168.1.* 26.04.02, 17:00
        Zawsze bylam przekonana, ze taki temat jak "smutek" nie przyciagnie wielu
        komentarzy... z moich obserwacji wynika ze przed smutkiem ludzie uciekaja...
        To nie jest nic zlego tak uciekac przed smutasami - ja to rozumiem - nikt nie
        lubi sie dolowac...
        A tu prosze ile listow - dzieki...

        Odpowiadam:
        Dlaczego zalezy mi na ludziach ale wolalabym zniknac
        - bo lubie ludzi, dlatego tez udaje wesola i staram sie usmiechac by ich nie
        dolowac... ale wolalabym nie musiec tego robic... jakbym umarla to nie byloby
        problemu czy bylam usmiechnieta czy nie...
        A wolalabym by o mnie nie pamietano - bo ludzie ktorzy mnie kochaja nie cierpieli
        by z powodumojego mojego odejscia...

        Ktos mi poradzil by sie zloscic
        - slyszalam ze zlosc tez poprawia apetyt :-)
        Ale na coz ja mam sie zloscic?
        Wiem - pewnie ja sama moim smutnym humorem potrafie kogos niezle wkurzyc
        Ale naprawde dlatego sie staram udawac pogodna by innych nie wkurzac ani nie
        smucic...

        No i jeszcze z tym, ze chlopa mi trzeba...
        - to racja kazdemu trzeba... no i mam tego chlopa - bidny jest przy mnie bo w
        domu wesolej nie udaje - tak sie nie da - czasem trzeba byc soba...
        A sex - hmmm - jakby to powiedziec - jakos sie tym nie zachwycam - moze to
        niepopularne co napisalam ale tak jest...
        Powiedzmy - gdybym miala do wyboru sex i hmmm... co by tu... kieliszek koniaku
        Martell z czarna naklejka - to wole koniak - naprawde!

        A co do gonienia i lapania kroliczka
        - ja go lapie juz rutynowo. Gonisz, gonisz i cap... masz go a nastepny ucieka i
        znowu go gonisz...
        Kiedys gdy bylam w kiepskiej sytuacji finansowej gonilam by sobie poprawic te
        sytuacje... i teraz chyba juz gonie tak z przyzwyczajenia... ale jak juz capne
        takiego kroliczka to wcale mnie nie cieszy
        Do tej pory spotykalam ludzi ktorych te kroliczki cieszyly
        Ty jestes chyba pierwszym ktorego nie ciesza...
        ...i na dodatek uwazasz ze mnie po czesci rozumiesz... hmmm
        Mi tez ludzie nie przeszkadzaja - choc mysle ze jezeli mam juz zyc to chyba ich
        potrzebuje wokol siebie - przy milych ludziach jest jakos znosniej
        Pytasz czy mam kogos - mam, ale nie wiem jak dlugo ze mna wytrzyma
        pozdrawiam





        Gość portalu: Shy napisał(a):

        > Doskonale Cie rozumiem, przynajmniej co do pewnych rzeczy. Cale zycie za czyms
        > gonie, a jak to juz mam nie sprawia mi to radosci. Czasem zadaje sobie pytanie:
        >
        > moze rzeczywiscie chodzi o to by "gonic króliczka" a nie "zlapac go"?.
        > Lubie tez obserwowac ludzi, ale staram sie nie angazowac w ich problemy. Mysle,
        >
        > ze spokojnie moglbym zyc na bezludnej wyspie jakis czas, potem wrocic do ludzi,
        >
        > a potem znow na wyspe. Do szczescia potrzeba mi tylko moich wspanialych dzieci,
        >
        > dziewczyny która bardzo kocham. A reszta ludzi? Nie przeszkadzaja mi - tak bym
        > to okreslil.
        > Mam pytanie - czy masz kogos?
        > Pozdrawiam
        > Niesmialy

    • Gość: Jurek Re: smutek IP: *.rocsth01.mi.comcast.net 27.04.02, 05:52
      Zasmucilas mnie tym swoim smutkiem. Zostalem smutasem. Czy to nie smutne? Tak.
      Chcesz sie rozweselic? Popatrz na mnie, smutny czlowiek, siedzacy o polnocy przed
      komputerem i odpowiadajacy na smutne mysli smutnej kobiety. O, chyba zejde na dol
      zeby cos zjesc...A jesli o ciebie chodzi. Nie powinnabys sie moze kims innym niz
      sama soba zainteresowac?



      Gość portalu: x napisał(a):

      > Zatrzymuje sie czasem w biegu i rozgladajac sie widze, ze ludzie wokol ciesza
      > sie zyciem, wiedza dokad daza, znaja jego sens...
      > Odkad pamietam marzylam by umrzec
      > Jak na zlosc jestem katoliczka i tylko to powstrzymywalo mnie przed
      > samobojstwem... smieszne - prawda...
      > Czasem jest lepiej i mowie sobie wtedy, ze moze jeszcze troche wytrzymam
      > Wtedy jest znosnie... ale nie zeby mnie cos cieszylo albo sprawialo ze jestem
      > szczesliwa - poprostu jest znosnie
      > Na zewnatrz jestem normalna
      > Przez lata zauwazylam ze ludzie odsuwaja sie od smutnych i ponurych osob
      > Nauczylam sie wiec udawac zadowolona, zdecydowana i wesola
      > Swietnie mi to wychodzi - to moja obronna poza, maska, ktorej uzywam juz z
      > wielka wprawa bez najmniejszego wysilku...
      > Jestem energiczna, usmiechnieta, kompetentna i wiele osob nawet mnie uwaza za
      > wzor do nasladowania - paranoja...
      > A mi poprostu nie chce sie zyc, nie widze sensu, jestem ciagle smutna i nic
      > mnie nie cieszy - NIC
      > Jest tak odkad pamietam...

    • kwieto Re: smutek 27.04.02, 08:48
      Hmm.. tak na prawde nie powiedzialas najwazniejszego - dlaczego jestes smutna?
      Z nikad? Nie wierze. Zawsze jest jakis powod, trzeba tylko do niego dotrzec.
      Wtedy znajdziesz klucz do swojego smutku.

      Nie rozumiem tez - po co udajesz? Zeby innym bylo przyjemniej? A skad wiesz,
      czy jak jestes wesola to im jest przyjemniej? A moze wrecz przeciwnie? Bo
      widza, ze sie usmiechasz i Ci na przyklad zazdroszcza "szczescia"? Smutni
      ludzie wyzwalaja w ludziach opiekuncze instynkty, a niemal kazdy chce sie
      poczuc swego rodzaju "zbawca" drugiej osoby. Gdyby tak nie bylo, to nie
      siedzialo by na tym forum tyle osob :"))

      Nie jest tak, ze za bardzo sie przejmujesz tym, co mysla inni? I np. kroliczki
      ktore lapiesz to bardziej po to, zeby spelnic cudze oczekiwania (rodzicow,
      partnera, znajomych) niz swoje wlasne?

      Nie da sie jednoczesnie byc szczesliwym i przejmowac sie wylacznie tym "co
      ludzie pomysla". A Ty chyba chcesz cos takiego wlasnie uprawiac - i to jest
      skazane z gory na porazke.

      A na koniec - zauwazylem kiedys zabawna rzecz. Ze jesli zrobie cos, co "nie
      jest w moim stylu" i popatrze na reakcje ludzi - to oni najczesciej tego nawet
      nie zauwaza! I wychodzi na to, ze przejmujac sie ludzmi, to bardziej Tobie
      wydaje sie, ze oni sie Toba przejmuja (tym czy jestes smutna czy wesola, zla
      czy dobra) niz jest w rzeczywistosci.
      Czy nie stwarzasz sobie sztucznego problemu mowiac ze jestes i chcesz byc
      wesola dla ludzi bo oni Cie beda bardziej lubili?
      • Gość: x Re: smutek IP: *.detekt.pl / 192.168.1.* 28.04.02, 23:25
        ...powod smutku... czasem to jest tak, ze do kompletnej rozpaczy doprowadzaja
        mnie drobiazgi... takie, ktorych inni nawet nie zauwazaja
        Ja na takie rzeczy reaguje jakims wycofaniem... tzn wolalabym juz nie musiec sie
        starac wysilac itd Nagle przychodzi taka ogromna chec znikniecia, zapadniecia sie
        w niebyt... zeby poprostu mnie nie bylo, zebym nic nie musiala, zebym nie czula
        ani nie slyszala... To zycie poprostu mi sie nie podoba i nawet nie wiem czy
        podobaloby mi sie jakies inne zycie... tzn nie mowie o jakiejs innej formie
        inkarnacji np w ptaszku czy motylku, z calym szacunkiem dla Krisznowcow :-)...
        Nie odpowiada mi istnienie mojej swiadomosci... trudno mi to powiedziec
        inaczej... mam dosyc bycia - nie chodzi o bycie tu i teraz tylko poprostu o
        bycie, istnienie.
        Wczesniej napisalam ze jestem katoliczka. Dlatego nie popelnilam samobojstwa.
        Przeraza mnie - nazwijmy to - pieklo... ale bardziej jeszcze swiadomosc ze po
        smierci moge jeszcze istniec jako jakas niesprecyzowana forma nazywana - dusza
        lub duchem... Jezeli mam po samobojstwie stac sie np. aniolkiem lub diablica to
        to mi tez nie odpowiada bo nadal bede istniala...
        Czy ktos to rozumie?
        ...bede nadal czuc, slyszec, istniec i myslec
        To wszystko jest do d... i znikad pomocy... bo jak sie unicestwic skutecznie...
        Zastanawialam sie dlugo czy to normalne - ze istota zywa pragnie swego
        unicestwienia... Prawde powiedziawszy to kiedys nawet myslalam ze wszyscy tak
        mysla jak ja, ze tak jak ja udaja ze sa szczesliwi, weseli... potem zauwazylam ze
        jednak wiele osob czuje radosc autentyczna... pomyslalam - no dobra ale pewnie
        woleli by i tak umrzec... i znowu blad, bo ludzie chca zyc... to widac ze nie
        klamia, nie udaja Naprawde chca zyc...
        A tylko ja nie chce... pomyslalam wiec ze jestem nienormalna...
        Ale przeciez kazdy ma jakies swoje dziwactwa... ja na przyklad nie chce zyc i
        umieram ze smutku juz dlugo - szkoda ze nie skutecznie

        aaa... a zajmowanie sie innymi nic mi nie pomaga... wrecz dobija mnie jeszcze
        bardziej bo jak widze jakies nieszczescie to zamartwiam sie tym okropnie i
        jeszcze bardziej popadam w dolek z ktorego coraz trudniej mi sie wygramolic... co
        nie znaczy ze nie pomagam innym ludziom - robie to i to nawet skutecznie

        A to udawanie wesolej to juz jakby rutyna... nic mnie nie kosztuje wiec to robie
        dla swietego spokoju (mojego i innych - po co im psuc humory)... nie jest to tez
        jakims problemem... poprostu to robie i juz, nie moge przeciez w pracy byc
        ponurasem i smutasem bo nikt by ze mna nie wytrzymal - ale dla mnie to nie problem

        Ciekawa jestem czy jest ktos podobny do mnie wsrod Was?





        kwieto napisał(a):

        > Hmm.. tak na prawde nie powiedzialas najwazniejszego - dlaczego jestes smutna?
        > Z nikad? Nie wierze. Zawsze jest jakis powod, trzeba tylko do niego dotrzec.
        > Wtedy znajdziesz klucz do swojego smutku.
        >
        > Nie rozumiem tez - po co udajesz? Zeby innym bylo przyjemniej? A skad wiesz,
        > czy jak jestes wesola to im jest przyjemniej? A moze wrecz przeciwnie? Bo
        > widza, ze sie usmiechasz i Ci na przyklad zazdroszcza "szczescia"? Smutni
        > ludzie wyzwalaja w ludziach opiekuncze instynkty, a niemal kazdy chce sie
        > poczuc swego rodzaju "zbawca" drugiej osoby. Gdyby tak nie bylo, to nie
        > siedzialo by na tym forum tyle osob :"))
        >
        > Nie jest tak, ze za bardzo sie przejmujesz tym, co mysla inni? I np. kroliczki
        > ktore lapiesz to bardziej po to, zeby spelnic cudze oczekiwania (rodzicow,
        > partnera, znajomych) niz swoje wlasne?
        >
        > Nie da sie jednoczesnie byc szczesliwym i przejmowac sie wylacznie tym "co
        > ludzie pomysla". A Ty chyba chcesz cos takiego wlasnie uprawiac - i to jest
        > skazane z gory na porazke.
        >
        > A na koniec - zauwazylem kiedys zabawna rzecz. Ze jesli zrobie cos, co "nie
        > jest w moim stylu" i popatrze na reakcje ludzi - to oni najczesciej tego nawet
        > nie zauwaza! I wychodzi na to, ze przejmujac sie ludzmi, to bardziej Tobie
        > wydaje sie, ze oni sie Toba przejmuja (tym czy jestes smutna czy wesola, zla
        > czy dobra) niz jest w rzeczywistosci.
        > Czy nie stwarzasz sobie sztucznego problemu mowiac ze jestes i chcesz byc
        > wesola dla ludzi bo oni Cie beda bardziej lubili?

        • Gość: Alicja Re: smutek IP: *.pilicka.net.pl 29.04.02, 03:30
          oczywiście, że są tacy ludzie, jak Ty !
          ja też wpakowałam się w taki dołek, że postanowiłam "odejść w diabły"
          z tego świata, każdy następny dzień wydawał mi się bezsensowny...
          prowadzę strasznie nudne życie, ale jestem jeszcze komuś potrzebna,
          więc postanowiłam żyć jeszcze 13-cie lat, żeby nie wiem co...
          ale w soboty dopada mnie taki smutek, że nie wiem czasami czego się
          napić, żeby nie myśleć o niczym...
          • Gość: x Re: smutek IP: *.detekt.pl / 192.168.1.* 29.04.02, 12:35
            Gość portalu: Alicja napisał(a):

            > oczywiście, że są tacy ludzie, jak Ty !
            > ja też wpakowałam się w taki dołek, że postanowiłam "odejść w diabły"
            > z tego świata, każdy następny dzień wydawał mi się bezsensowny...
            > prowadzę strasznie nudne życie, ale jestem jeszcze komuś potrzebna,
            > więc postanowiłam żyć jeszcze 13-cie lat, żeby nie wiem co...
            > ale w soboty dopada mnie taki smutek, że nie wiem czasami czego się
            > napić, żeby nie myśleć o niczym...


            Wiesz co, UCIESZYL mnie Twoj list - ale paradoks!!!
            A dlaczego akurat 13 lat?
            x
            • Gość: Gabi Re: smutek IP: *.sympatico.ca 30.04.02, 23:45
              Mysle ze wielu z nas w pewnych momentach przezywa jakis tam "swoj wlasny
              smutek"czasami nawet trudno sprecyzowac skad sie on pojawil.
              Ale to tylko od Ciebie zalezy czy bedziesz go pielegnowac w swoim mozgu czy
              poprostu pokierujesz tak swoim mysleniem ze sie go pozbedziesz.
              Ty i tylko Ty mozesz sobie sama pomoc!Nikt tego za Ciebie ani dla Ciebie nie
              zrobi jezeli Ty tego nie bedziesz chciala.
              Powinnas naprawde isc do dobrego psychologa i zastanowic sie gdzie lezy
              przyczyna Twojego smucenia sie.To moga byc b.oddlegle chwile np dom
              rodzinny,dziecinstwo...Ty w sobie cos "pielegnujesz"sama siebie karzesz tym
              smutkiem!Musisz pokochac siebie..popatrz jaka jestes ladna,zgrabna,madra,dobra
              etczaakceptuj wszystko co w Tobie jest KOCHAJ SIEBIE zrob cos dla SIEBIE nie
              rob dla innych,najpierw dla siebie a potem przyjdzie nastepny krok.
              Stan przed lustrem popatrz w swoje oczy...usmiechnij sie do siebie.
              Musisz pozatym wiedziec czego Ty sama oczekujesz od zycia!Zobacz jaki swiat
              jest piekny!Ile ludzi wokol nas walczy o 1 godz zycia!Ty WALCZ o siebie bo
              jestes tego warta
              Usmiechnij sie do mnie,trzymaj sie!
        • kwieto Re: smutek 01.05.02, 17:20
          To co napisala Gabi jest wg mnie bardzo prawdziwe. Mi sie rowniez wydaje, ze Ty
          wrecz pielegnujesz swoj smutek. Troche tak, jak z ta szklanka co jest do polowy
          pusta lub pelna. Jeden bedzie zauwazal glownie braki (mysle ze to troche Twoj
          sposob postrzegania swiata) a inny bedzie dostrzegal plusy. Jeden zacznie
          zlozeczyc ze mu skradziono rower, inny powie "trudno" i doceni piesze spacery.
          A wszystko zalezy od tego w jaki sposob sama postrzegasz swiat. Nietshe
          powiedzial kiedys "jesli zbyt dlugo wpatrujesz sie w otchlan - otchlan zaczyna
          wpatrywac sie w Ciebie". I tak dokladnie jest - jesli wystarczajaco dlugo
          postrzegasz swiat jako miejsce szalenie dolujace - trudno bedzie Ci przestawic
          sie na inny tok myslenia, stare przyzwyczajenia beda Cie ciagnac do utartego
          sposobu postrzegania. Czy warto starac sie postrzegac swiat in plus? Chyba
          warto, skoro do tej pory nie zabilas sie, a szukasz pomocy.
          Bardzo moze pomoc Ci porada psychologa. Ale jeszcze wiecej moze pomoc jesli
          sama odlozysz na bok swoj smutek, postarasz sie przestac o nim w kolko myslec -
          i zajmiesz sie zwykla codziennoscia, wyluskiwaniem z niej milych i przyjemnych
          wrazen - tego ze zakwitly kwiaty, ze gdy wracasz (nawet totalnie zmeczona)
          okolo polnocy do domu - slyszysz spiew slowika z pobliskiego drzewa. Wierz mi,
          samo wypicie herbaty moze byc niemal przezyciem mistycznym - i Tylko od Ciebie
          zalezy czy pozwolisz sobie samej odbierac w ten sposob rzeczywistosc.
    • anntad Re: smutek 01.05.02, 15:58
      Postaraj się przeczytać książkę włoskiego zakonnika-psychologa Serafino Falvo
      pt "Jak zwyciężyć depresję". Mie to bardzo pomogło , właściwie wracam do tej
      książki jeżeli mam takie potrzeby duchowe.
      Trzymaj się
      Ania
      • Gość: x Re: smutek IP: *.detekt.pl / 192.168.1.* 02.05.02, 20:26
        Bylam u psychologa...
        Powiedzial ze mam depresje i najlepiej by bylo leczyc sie jakimis proszkami
        Jestem przerazona...
        Jak mozna wyleczyc mozg jakimis farmakologicznymi srodkami skoro nauka jeszcze
        tego organu do konca nie poznala
        A jak mi po tych proszkach wyrosna wlosy na kolanach...
        Tak serio... naprawde jestem przerazona
        Wiecie ze depresja to choroba psychiczna -
        Nigdy nie myslalam ze jestem chora psychicznie
        Na codzien daje sobie rade z zyciem i wszystkim wokolo
        Tylko ten brak emocji i ciagly smutek
        Musze to przetrawic - bo narazie to wszystko mnie dobilo jeszcze bardziej
        Dziekuje Wam wszystkim za posty
        ...jak sie dzis upije na smutno to sie powiesze...
        hmm - to nawet dobry pomysl
        x
        • kamfora Re: smutek 02.05.02, 20:31
          Gość portalu: x napisał(a):

          > ...jak sie dzis upije na smutno to sie powiesze...
          > hmm - to nawet dobry pomysl

          To glupi pomysl.

          Wino jest stworzone "KU UWESELENIU" serc, a nie w celach samobojczych.

          Jak chcesz pogadac - napisz.
      • Gość: x Re: smutek IP: *.detekt.pl / 192.168.1.* 02.05.02, 20:27
        anntad napisał(a):

        > Postaraj się przeczytać książkę włoskiego zakonnika-psychologa Serafino Falvo
        > pt "Jak zwyciężyć depresję". Mie to bardzo pomogło , właściwie wracam do tej
        > książki jeżeli mam takie potrzeby duchowe.
        > Trzymaj się
        > Ania

        postaram sie jak do jutra dozyje :-)
        dzieki
        x

        • Gość: Slawek x,x,x zyjesz jeszcze? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 03.05.02, 22:39
          Gość portalu: x napisał(a):

          > anntad napisał(a):
          >
          > > Postaraj się przeczytać książkę włoskiego zakonnika-psychologa Serafino Fa
          > lvo
          > > pt "Jak zwyciężyć depresję". Mie to bardzo pomogło , właściwie wracam do t
          > ej
          > > książki jeżeli mam takie potrzeby duchowe.
          > > Trzymaj się
          > > Ania
          >
          > postaram sie jak do jutra dozyje :-)
          > dzieki
          > x
          >

          droga X
          jeśli żyjesz jeszcze, przeczytaj koniecznei moj post, no a jeśli nie to szkoda
          mojego pisania...
          Też myślałem o samobójstwie, ale z zupełnie innej przyczyny, jak nam obu nie
          wyjdzie możemy to zrobić razem.
          Bardzo polecam ci książkę, którąś ktoś mi polecił na tym forum "Inteligencja
          Emocjonalna" Daniela Golemana oraz "Inteligencja Emoicjonalna w praktyce" tegoż ,
          myślę że pomogą ci spojrzeć na siebie. To bardzo mądre książki, oparte na
          rzetelnych badaniach procesów myślowych i emocjonalnych, jak je przeczytasz
          zrozumiesz kawałeczek siebie, może i więcej.

          Teraz chwilkę o mnie - mam taki nieszczęśliwy zawód, że jestem odpowiedzialny
          głową za to co robię, czyli gdyby np. przez moją niedbałość, niewiedzę czy
          zapomnienie zawaliła się budowla mojego projektu, a zwłaszcza zginęliby przy tym
          ludzie, no to wtedy myślę saombójstwo byłoby dobrym,samurajskim wyjściem z życia.
          Mam dośc szybki samochód, mogę się rozpedzic do 220 i przyłożyć np. w most na
          drodze do Łowicza, ma bardzo solidne przyczółki i jest dość wąski, bedzie
          wyglądało na wypadek (ubezpieczenie dla rodziny). Ale, gdyby taka sytuacja
          nastąpiła, dowiesz się na pewno z tv , możemy sie wtedy umówić na wspólną ,
          ostatnią przejażdżkę, samochód mam czarny więc jakby pasuje.

          To był taki żart troszkę, chociaż wolałbym siebie nie testować na okoliczności
          jak wyżej i nikomu tego nie życzę.
          Widzę że pani X ma poważne braki w emocjonalnej inteligencji, niektóre z nich
          można poznawać, inne zmieniać (mózg jest dość plastyczny) , a inne są wynikiem
          somatycznego uszkodzenia albo nieprawidłowej budowy mózgu (połączeń między nim) i
          niewiele można poradzić, aczkolwiek spróbowac zawsze warto, wypisać się z życia
          zawsze można.
          Przy okazji - nie jest prawdą, że człowiek ma być cały czas szczęśliwy, albo
          uśmiechniety. Jeśli jest ci smutno, możesz być smutna, to jest twoje prawo jako
          człowieka. Płacz, śmiech, smutek- to naturalne ludzkie odruchy.
          Koniecznie przeczytaj książki o których mówiłem, można je jeszcze nabyć
          gdzieniegdzie ( wydawnictwo Media Rodzina), potem sobie powaznie pogadamy.
          pozdrawiam, życze powodzenia.
    • Gość: evenus Re: smutek IP: *.plock.cvx.ppp.tpnet.pl 01.05.02, 20:47
      Every Night & every Morn
      Some to Misery are Born.
      Every Morn & every Night
      Some are Born to sweet delight
      Some are Born to sweet delight
      Some are Born to Endless Night.
      • Gość: Gabi Re: smutek IP: *.sympatico.ca 03.05.02, 01:43
        jezeli stwierdzono u Ciebie depresje to naturalnie najpierw musisz wziac pewna
        dawke lekow ktore pomoga Ci yjsc z tego ale rownoczesnie mozesz pracowac z
        dobrym psychologiem ktory pozwoli Ci poznac przyczyny tej choroby.
        Postaraj sie wyszukac w necie cos o depresji,b.wiele inteligentnych ludzi
        nietsety ta choroba dopada i sa wowczas dni bardziej smutne ale one mijaja i
        znowu dla Ciebie zaswieci sloneczko
        a mowienie o skonczeniu ze swoim zyciem jest niepowazne bo nie mozna igrac z
        zyciem moze przez to przez co przechodzisz nusisz doswiadczyc aby cos nowego
        sie zbudzilo w tobie
        Badz pozytywnie nastawiona idz do dr psychiatry wez leki a oprocz tego szukaj
        cos w alternatywnej medycynie
        trzymaj sie
        • Gość: x zyje, zyje... IP: *.detekt.pl / 192.168.1.* 05.05.02, 16:44
          zyje, zyje...

          ...jechalam ostatnio samochodem noca, prosta, rowna droga...
          jechalam bardzo szybko i az mi w uszachdudnilo wyobrazone zdezenie ze stojacym
          na poboczu drzewem...
          To jest takie pociagajace... walnac w cos mocno i niech sie to wszystko
          skonczy... raz na zawsze i w jednej chwili...
          Nikogo w poblizu nie bylo , ani ludzi, ani samochodow, jechalam sama...
          Nic by sie nikomu nie stalo...
          Najgorzej jest chyba jednak przezyc taki wypadek... ale przy 150 km/h to chyba
          nie grozi...
          Ale wiecie co, nie mialam odwagi tego zrobic
          Czasem mowi sie ze samobojcyto tchorze
          A ja mysle ze trzeba byc odwaznym by ssie zabic
          Przezwyciezyc ten cholerny strach i odruch samoobronny ktory bezsensownie mnie
          od tego kroku odwodzi
          Nie potrafie dalej sie posunac mimo tego ze bardzo chce
          Co z tego ze depresja to choroba "inteligentmycjh
          co z tego ze poziom IQ
          na co te wszystkie ksiazki co to je czytasz i znajdujesz w nich siebie
          a lzy naplywaja pod takim cisnieniem ze az boli z tylu glowy
          i slysze wez sie w garsc, o co ci chodzi, czego ty chcesz
          ja chce zeby to sie skonczylo
          juz nie czuc nie myslec nie byc
          a nie mam odwagi
          k.... nie mam odwagi
          to nie jest tak
          to tak nie powinno byc
          nie
          • Gość: Ciekawy Re: zyje, zyje... IP: *.czestochowa.sdi.tpnet.pl 05.05.02, 16:55
            X , proszę , nie potraktuj tego , jak nieszczerą radę . Sam przeżywałem
            kilkakrotnie kilkumiesięczne epizody głębokiej depresji . Twoje problemy
            iodczucia nie są mi obce .

            Czy byłaś u lekarza ? Wydaję mi się , że moje wychodzenie z depresji
            zawdzięczam w 70 % lekom psychotropowym . Co o tym sądzisz ?
          • Gość: Mart@ Re: zyje, zyje... IP: *.acn.pl / 10.135.130.* 05.05.02, 18:36
            Gość portalu: x napisał(a):

            > zyje, zyje...
            >
            > ...jechalam ostatnio samochodem noca, prosta, rowna droga...

            Na ogół rad się nie słucha, więc pominę wszelkie argumenty.
            Depresja nie jest stanem do dyskusji, tylko do natychmiastowego leczenia. Czy
            możesz w to uwierzyć, że do wyleczenia? Uwierz.
            Poszukaj bardzo szybko lekarza (psychiatrę), którego ocenisz, że jest trochę
            inteligentniejszy od Ciebie.
            Marta
          • Gość: Slawek Juz mialem zapalic swieczke.... IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 05.05.02, 21:06
            Droga x
            troche to głupi masz ten nick, moze chociaz podaj swoje imie albo imie swojego
            psa. Ciesze sie ze sie w koncu odezwałaś, już miałem zamiar zapalić ci
            świeczkę , albo pomodlić się za twoją duszyczkę (mieszkam 100 m od katedry, ale
            tam jeszcze nie byłem).
            Tej książki co ci polecałem sam jeszcze nie doczytałem oczywiscie, ale rozdział
            o depresji już przerobiłem, tobie potrzebna będzie najpierw terapia
            farmakoligiczna, jest ona bardzo skuteczna, ale krótkotrwała ,dlatego powinna
            być połączona z psychoterapią, klasyczną albo jako trening grupowy, masz duże
            szanse na wyleczenie się.
            Samobójstwo ogólnie nie jest złym rozwiązaniem, o ile nie podejmuje się go w
            depresji.W stanie depresji żadna decyzja jaką podejmiesz nie jest tak naprawdę
            dobra, bo nie wychodzi od ciebie, tylko od interferencji chemicznych i
            elektycznych zachodzących w twoim mózgu. Mózg to jednak biomechanizm i ma swoje
            prawa, myśli nie mają nad nim pełnej kontroli. Ale to wszystko dowiesz się z
            tych książek, jak byś miała kłopoty żeby je kupić, to mogę kupić dla ciebie i
            wysłać pocztą, nawet nie będziesz musiała płacić, to ja w końcu jakiś dobry
            uczynek zrobię.
            Opowiem ci teraz krótką historyjkę: trzy lata tamu byliśmy w Chorwacji,
            żeglaować po ichnim morzu. Pierwszego dnia poszedłem z naszym kapitanem na
            plażę, i on tam pływał i nurkował. W pewnej chwili widzę że go nie widzę,
            skanuję morze z kwadrans i śladu życia, muślę sobie , k..., facet po
            czterdziestce, dzieci odchowane jemu to kuśka kiedy umrze i jak, ale co będzie
            z nami - z naszym żeglowaniem, kto ciało wyłowi, kto za to zapłaci - same
            problemy. No i co to za śmierć dla żeglarza- utopic sie na plaży, ale okazało
            się że to jakiś nurek znamienity, w ogóle badzacz morza i żyjątek,i wyszedł z
            morza trzysta metrów obok, tylko że tego nie widziałem.
            A wakacje w Chorwacji były przecudowne, jakbyś tylko miała okazję wybierz się
            do Dalmacji, a najlepiej oczywiście na żagle- trochę drożej, ale za to jak
            fajnie, żaden wypoczynek nie może równać się z przygodą na morzu.
            Pozdrawiam, gdybyś kiedyś chciała na priva, mam coś takiego jak gg 3931055, tam
            można mnie znaleźć, opowiem ci co trzeba mieć i umieć żeby się na taki wyjazd
            na żagielki wybrać.
    • Gość: Slawek x, co jest z tobą???? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 08.05.02, 22:48
      X, co sie z tobą stało?
      Potwierdź , że zyjesz i że leczysz się z depresji.
      Chociaż jedno słowo. Właściwie powinnaś się tu teraz regularnie odliczać,
      założyłaś wątek to chyba go kontynuuj.
      pzdr
      • Gość: x Re: x, co jest z tobą???? IP: *.detekt.pl / 192.168.1.* 18.05.02, 21:40
        czesc - jeszcze zyje i juz mi lepiej - aaaaa... w taki dol popadlam ze strach -
        ale juz lepiej - wygramolilam sie bez prochow i jakos sobie daje rade
        zauwazylam ze im wiecej kontaktuje sie z ludzmi to tym bardziej staje sie
        aktywna i jakos mi lepiej
        Dziekuje Wam za posty
        Slawek - fajny z Ciebie Czlowiek
        dzieki
        chyba jeszcze troche pozyje :-)
        • Gość: Slawek dla X - od Slawka IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 19.05.02, 10:48
          Gość portalu: x napisał(a):

          > czesc - jeszcze zyje i juz mi lepiej - aaaaa... w taki dol popadlam ze strach -
          >
          > ale juz lepiej - wygramolilam sie bez prochow i jakos sobie daje rade
          > zauwazylam ze im wiecej kontaktuje sie z ludzmi to tym bardziej staje sie
          > aktywna i jakos mi lepiej
          > Dziekuje Wam za posty
          > Slawek - fajny z Ciebie Czlowiek
          > dzieki
          > chyba jeszcze troche pozyje :-)

          Witaj X
          naprawde niepokoilem sie o ciebie. Bardzo sie ciesze, ze jednak odezwalas sie,
          twoje milczenie bylo przygnebiajace.

          Gdybys chciala, powiem ci trzy slowa o moich problemach.

          W zeszlym roku, zeby kupic mieszkanie dla mnie i mojej kobiety konkubiny,
          zapozyczylem sie u najlepszego przyjaciela. Zeby brakujaca czesc kasy na
          mieszkanko i jego remont zdobyc, "zapomnielismy" w naszej mini firmie poplacic
          VAT, podatki itp, bo nie bylo innego sposobu. Mieszkanko jest kupione oficjalnie
          na moja kobiete, a ja , wraz z moimi przyjaciólmi jestem poreczycielem kredytu na
          te czesc co brakowalo.
          mialem nalot trzech albo czterech komornikow, bo przy okazji cos ostatnio ucichlo
          z koniunktura i pieniazkow jakby mniej, zeby to wszystko posplacac. Miesiac temu
          zepsulo mi sie auto, i od tego czasu stoi w warsztacie, bo nie mam kasy na
          bebechy do niego.
          A teraz, wlasnie rozstalem sie z moja kobieta, tak ze ostatnie dwa dni
          spedzilem u mojej rodziny. Czyli nie jest dobrze, bo musze splacac dlugi za cos,
          z czego jez nie bede korzystal. Scislej biorac, ona mnie wyrzucila, ale to
          nieistotne.

          Ale w calej tej sytuacji sa pewne pozytywy.
          Rozstalem sie z kobieta, ktora mnie nie kochala tylko ukladala sobie ze mna
          zycie, bo zawodowo uzupelniamy sie.
          Wiem juz, z kim na pewno nie chce zyc dalej, i to wiedza warta kazde
          pieniadze , tak ze niczego w moim zyciu nie zaluje.
          Jestem wolny. Od 48 godzin w kazdej chwili czuje wolnosc, i jest mi z tym
          bardzo dobrze.
          W ogole czuje sie swietnie, jeszcze tylko przydalaby sie jakas rozsadna robotka
          za ciekawe pieniazki, i bedzie tak jak powinno.

          Pzdr, i oby twoj kolejny list byl bardziej pozytywny :)
          • Gość: x Re: dla Slawka - od x IP: *.detekt.pl / 192.168.1.* 19.05.02, 22:49
            Gość portalu: Slawek napisał(a):

            > Gość portalu: x napisał(a):
            >
            > > czesc - jeszcze zyje i juz mi lepiej - aaaaa... w taki dol popadlam ze str
            > ach -
            > >
            > > ale juz lepiej - wygramolilam sie bez prochow i jakos sobie daje rade
            > > zauwazylam ze im wiecej kontaktuje sie z ludzmi to tym bardziej staje sie
            > > aktywna i jakos mi lepiej
            > > Dziekuje Wam za posty
            > > Slawek - fajny z Ciebie Czlowiek
            > > dzieki
            > > chyba jeszcze troche pozyje :-)
            >
            > Witaj X
            > naprawde niepokoilem sie o ciebie. Bardzo sie ciesze, ze jednak odezwalas sie,
            > twoje milczenie bylo przygnebiajace.
            >
            > Gdybys chciala, powiem ci trzy slowa o moich problemach.
            >
            > W zeszlym roku, zeby kupic mieszkanie dla mnie i mojej kobiety konkubiny,
            > zapozyczylem sie u najlepszego przyjaciela. Zeby brakujaca czesc kasy na
            > mieszkanko i jego remont zdobyc, "zapomnielismy" w naszej mini firmie poplacic
            > VAT, podatki itp, bo nie bylo innego sposobu. Mieszkanko jest kupione oficjalni
            > e
            > na moja kobiete, a ja , wraz z moimi przyjaciólmi jestem poreczycielem kredytu
            > na
            > te czesc co brakowalo.
            > mialem nalot trzech albo czterech komornikow, bo przy okazji cos ostatnio ucich
            > lo
            > z koniunktura i pieniazkow jakby mniej, zeby to wszystko posplacac. Miesiac tem
            > u
            > zepsulo mi sie auto, i od tego czasu stoi w warsztacie, bo nie mam kasy na
            > bebechy do niego.
            > A teraz, wlasnie rozstalem sie z moja kobieta, tak ze ostatnie dwa dni
            > spedzilem u mojej rodziny. Czyli nie jest dobrze, bo musze splacac dlugi za cos
            > ,
            > z czego jez nie bede korzystal. Scislej biorac, ona mnie wyrzucila, ale to
            > nieistotne.
            >
            > Ale w calej tej sytuacji sa pewne pozytywy.
            > Rozstalem sie z kobieta, ktora mnie nie kochala tylko ukladala sobie ze mna
            > zycie, bo zawodowo uzupelniamy sie.
            > Wiem juz, z kim na pewno nie chce zyc dalej, i to wiedza warta kazde
            > pieniadze , tak ze niczego w moim zyciu nie zaluje.
            > Jestem wolny. Od 48 godzin w kazdej chwili czuje wolnosc, i jest mi z tym
            > bardzo dobrze.
            > W ogole czuje sie swietnie, jeszcze tylko przydalaby sie jakas rozsadna robot
            > ka
            > za ciekawe pieniazki, i bedzie tak jak powinno.
            >
            > Pzdr, i oby twoj kolejny list byl bardziej pozytywny :)


            o... cholera!
            ciag zdarzen laczy sie w calosc jak puzzle...
            a co na to Twoja depresja ... co to ja juz jakis czas temu uleczyles?
            x

            • Gość: Slawek dla X - spoko :) IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 21.05.02, 12:08
              ha, jednak powoli sobie radzisz, to dobrze. Zobaczysz, jak za pół roku
              obejrzysz ten wątek- będą to tylko wspomnienia.

              U mnie raczej w porzadku, wiesz jestem zdrowy na ciele i umysle i to jest
              najwazniejsze, a problemy finansowe rozumiesz - w życiu może będziesz mieć
              bardzo wiele pieniędzy, a straconego czasu nic ci nie wróci.
              Jak chcesz, mozemy kiedys pogadac na jakims gg czy icq, juz wiem jak to działa:)
              pzdr , i uważaj na siebie
              • Gość: x Re: dla s - od x IP: *.detekt.pl / 192.168.1.* 23.05.02, 23:20
                Gość portalu: Slawek napisał(a):

                > ha, jednak powoli sobie radzisz, to dobrze. Zobaczysz, jak za pół roku
                > obejrzysz ten wątek- będą to tylko wspomnienia.
                >
                > U mnie raczej w porzadku, wiesz jestem zdrowy na ciele i umysle i to jest
                > najwazniejsze, a problemy finansowe rozumiesz - w życiu może będziesz mieć
                > bardzo wiele pieniędzy, a straconego czasu nic ci nie wróci.
                > Jak chcesz, mozemy kiedys pogadac na jakims gg czy icq, juz wiem jak to działa:
                > )
                > pzdr , i uważaj na siebie

                smutna jest ta Twoja historia...
                to niesamowite ze potrafisz jeszcze zachowac taki optymizm
                albo...
                moze Ty tez na zewnatrz pokazujesz sie pogodnie
                Ja zawsze mialam takie przekonanie, ze jezeli bede smutna na zewnatrz to nikt
                mnie nie polubi i dlatego udawalam pogodna
                Bardzo dobrzemi to wychodzilo
                ale, jezeli naprawde nie straciles pewnosci siebie i dobrego samopoczucia to Ci
                zazdroszcze
                Fakt - pieniadze sa a potem ich nie ma a potem znowu sa i tak w kolko
                a czas... mija...
                jestes w lepszej sytuacji niz ja - kobieta
                Facet potrafi byc sexi nawet pod piecdziesiatke
                Poza tym przy Twojej pogodzie ducha samotnosc Ci nie grozi
                trzymaj sie cieplo
                x

    • Gość: samaka Re: smutek IP: *.214.123.243.Dial1.Boston1.Level3.net 21.05.02, 15:45
      Czesc X!
      Przeczytalam pracowicie caly watek.
      Przez wiele, wiele lat mojego zycia chcialam umrzec. Od dziecinstwa do
      ...40-stki. Przy zyciu trzymal mnie obowiazek wychowania corki. Ale "na
      zewnatrz" tez bylam wesola, pogodna itd...- tak jak to opisujesz.
      Ale piszesz tez inne wazne rzeczy.
      Np. seks Cie nie cieszy
      Dlaczego?
      Wspomnialas o trudnych sprawach z dziecinstwa - jakich?
      Smutek (stan calkiem naturalny) - ma zawsze swoja przyczyne.
      Mam taka teorie, nie wiem czy sluszna, ale moze (??)
      Jako dziecko bylas molestowana seksualnie, moze nawet nie chcesz tego
      pamietac, ale to powoduje, ze masz poczucie winy, ze jestes smutna, ze nie
      chce Ci sie zyc, no i nie ciesz Cie seks.....
      Pomysl o tym. czasem dzieci molestowane zapominaja, bo tak im latwiej
      zyc, ale.....pozostaje smutek i chec zapadniecia sie w nicosc...- bardzo to
      Twoja postawe przypomina.
      Depresje leczy sie oczywiscie i mozesz sobie pomoc antydepresantami, bo
      zdecydowanie ich potrzebujesz - ale.......Ty nie masz depresji klinicznej, nie
      jestes chora psychicznie - nie wspominasz nic o "glosach", omamach,
      stanach nienormalnego pobudzenia. Wiec nie martw sie, Twoja depresja to
      nie choroba psychiczna. Natomiast zapisane przez lekarza antydepresanty
      zdecydowanie pomoga Ci wygrzebac sie z tego smutku.
      pozdr
      • Gość: x Re: smutek IP: *.detekt.pl / 192.168.1.* 23.05.02, 23:40
        Gość portalu: samaka napisał(a):

        > Czesc X!
        > Przeczytalam pracowicie caly watek.
        > Przez wiele, wiele lat mojego zycia chcialam umrzec. Od dziecinstwa do
        > ...40-stki. Przy zyciu trzymal mnie obowiazek wychowania corki. Ale "na
        > zewnatrz" tez bylam wesola, pogodna itd...- tak jak to opisujesz.
        > Ale piszesz tez inne wazne rzeczy.
        > Np. seks Cie nie cieszy
        > Dlaczego?
        > Wspomnialas o trudnych sprawach z dziecinstwa - jakich?
        > Smutek (stan calkiem naturalny) - ma zawsze swoja przyczyne.
        > Mam taka teorie, nie wiem czy sluszna, ale moze (??)
        > Jako dziecko bylas molestowana seksualnie, moze nawet nie chcesz tego
        > pamietac, ale to powoduje, ze masz poczucie winy, ze jestes smutna, ze nie
        > chce Ci sie zyc, no i nie ciesz Cie seks.....
        > Pomysl o tym. czasem dzieci molestowane zapominaja, bo tak im latwiej
        > zyc, ale.....pozostaje smutek i chec zapadniecia sie w nicosc...- bardzo to
        > Twoja postawe przypomina.
        > Depresje leczy sie oczywiscie i mozesz sobie pomoc antydepresantami, bo
        > zdecydowanie ich potrzebujesz - ale.......Ty nie masz depresji klinicznej, nie
        > jestes chora psychicznie - nie wspominasz nic o "glosach", omamach,
        > stanach nienormalnego pobudzenia. Wiec nie martw sie, Twoja depresja to
        > nie choroba psychiczna. Natomiast zapisane przez lekarza antydepresanty
        > zdecydowanie pomoga Ci wygrzebac sie z tego smutku.
        > pozdr

        Witaj,
        dzieki za list
        czesto obserwowalam ludzi i zastanawialam sie czy wszyscy tylko udaja tak jak ja
        czy ci wszyscy na okolo ludzie naprawde sa radosni...
        powinnas mnie zrozumiec - jezeli tak jak ja postepowalas i na dodatek z podobnych
        powodow
        Nie nie znalazlam w sobie zadnych wspomnien dotyczacych molestowania
        Moje dziecinstwo bylo smutne bo niby mialam kochajaca matke ale ojciec pil i
        awanturowal sie ciagle.
        Jak mysle o dziecinstwie to czuje ze najgorzej bolal taki brak oparcia w rodzicach
        To ze nikt mnie nie bronil przed innymi doroslymi np w szkole
        Bylam mala bezbronna dziewczynka na ktora zawsze zwalano wszelkie winy
        to bylo takie niesprawiedliwe
        Gdy mialam problemy np z nauka - nikt mi nie pomagal
        zawsze czulam sie winna ze nie rozumiem
        Dopiero ok. 20-tki pojelam ze przeciez po to sie chodzi do szkoly by sie czegos
        nauczyc i ze mialam prawo nie wiedziec...
        Dzieki temu oswieceniu poszlam na studia...
        Nie znalazlam w moich wspomnieniach molestowania
        Dziecinstwo boli tylko dlatego ze nie bylo nikogo kto by sie mna zajal
        Jak doroslam wszystko sie zmienilo
        Wytworzylam sobie w miare stabilna i bezpieczna sytuacje
        Tylko niestety ten smutek zostal
        Powinnam teraz zbierac plony a nie potrafie
        Nie umiem sie cieszyc tym co osiagnelam
        Ciagle marze o tym by sie to wszystko skonczylo by przestac myslec czuc, byc..
        To tak jakby ta czesc we mnie stanela w tamtych dawnych czasach i stoi ani drgnie
        Zycie boli i bycie boli
        To wszystko na okolo strasznie mnie meczy - tak ze juz poprostu nie chce tego
        dluzej...
        Nie mam dzieci - Ty masz corke
        Piszesz ze dla niej zylas
        Rozumiem to - mialas jakis cel w zyciu
        Mi cel sie jakos rozmywa - nie mam celu
        Przeciez przezycie do smierci nie moze byc celem samym w sobie
        Lekarz powiedzial ze brak popedu seksualnego to normalka przy depresji
        Ale ja sie nie zgodzilam na leki
        Boje sie ich i juz
        Nie chce by jakias chemia zmieniala mi mozg
        Piszesz troche o sobie - prosze napisz mi wiecej
        Piszesz ze do 40-tki chcialas smierci
        Co sie stalo po 40-tce
        Dlaczego chcialas umrzec
        co bylo przyczyna
        Czy molestowanie w dziecinstwie
        Czy moze tez nie wiesz dlaczego - tak jak ja
        Wiesz, nigdy nie rozmawialam z podobna mi osoba
        Napisz mi o sobie prosze
        x
      • Gość: antek Re: smutek IP: *.proxy.aol.com 23.05.02, 23:47
        niewastpliwie jestes osoba niedokochana w dziecinstwie, a inna sprawa ze zeby
        oslodzic naprawde smutek zycia na tym swiecie, trzeba znalezc dla niego sens, a
        wymaga to troche wysilku...woli. Wowczas sens i prawda odnajda Cie same, wcale
        nie trzeba fizycznie umrzec zeby wiedziec czy po smierci bedzie to czy sio.
        Twoje smutasowe powatpiewanie i nicosciowanie to agonalne odruchy rozumu, ktory
        utracil juz wiare w swoja wladcza nienaruszalnosc, lecz jeszcze nie nauczyl sie
        sluzyc milosci zycia. Pascal nazywal taki stan: Juz nie bydle, jeszcze nie
        aniol. Odkrycie sensu duchowego tej przygniatajacej rzeczywistosci, rozswieci
        Ci caly ten swiat. Ale ta praca nalezy do Ciebie. Jak tez decyzja jej podjecia.
        W przeciwnym razie utkwisz na stale w krainie cieni i smutasow. A zta otchlania
        to prawda. Zyczenia, swiadome i nieswiadome, spelniaja sie. Uwazaj.
        Co do nicowsci, to nie jest taka straszna ani nierelana. czasem trzeba byc
        bardzo dlugo nicoscia, azeby moc zapragnac czegos naprawde.
        • Gość: antek Re: smutek-jeszcze raz IP: *.proxy.aol.com 24.05.02, 00:26
          Twoj ostatni post wlasciwie wyjasnia specyfike Twojego problemu, dlatego
          przepraszam za ten 'rozum'. W Twoim wypadku jest to niewatpliwie bycie
          niekochana w dziecinstwie. Sama na to wskazujesz, jednoczesnie zaprzeczajac.
          Stad reakcja dobrego, skrzywdzonego czlowieka w postaci depresji, czyli gniewu
          skierowanego na samego siebie, na zycie w sobie, w postaciu smutku. I
          kontynuacja tej negatywnej roli rodzicow wobec samej siebie, tego
          niedopieszczenia, niedokochania. Tego chcenia-nie-chcenia. Wpierw trzeba sobie
          to wszystko chyba dobrze jednoznacznie uswiadomic, a potem wyrazic te
          zaduszone, przez dobro, zle emocje, wydobyc je jakos. I niewatpliwie
          potrzebujesz przez dluzszy czas jakiejs wlasciwej psychoterapii, indywidualnej
          i grupowej. A jesli masz sklonnosci czy zainteresowania natury artystycznej, to
          tez jest bardzo pomocne. Wszelka ekspresja artystyczna wydobywa rowniez emocje.
          Kumulacja negatywnych uczuc przeistacza sie w fizyczne choroby. Nie mowiac o
          poczuciu wyczerpania, rezygnacja etc.itd, typowych objawach depresyjnych.
          Depresja to gniew skierowany przeciwko sobie. Dlatego rowniez sklonnosci
          samobojcze. Tez przez to przechodzilem.
          • Gość: Renka Re: x IP: *.home.cgocable.net 24.05.02, 07:06
            W szkole czulas sie zagubiona i samotna, balas sie doroslych, nikt cie nie
            bronil przed ich agresja. Nikt w szkole ci nie powiedzial, ze powinnas zapytac,
            kiedy nie wiesz. Poczucie winy z powodu niewiedzy.To wyglada na litowanie sie
            nad soba. Czy ta litosc ma jakis sens? Owszem, poglebia smutek.
            Zauwazylam,ze ludzie zawsze cos ze soba niosa przez zycie, jeden smutek, inny
            chciwosc, jeszcze inny zazdrosc, bojazn, niesmialosc.Kazda z tych cech moze
            niezdrowo dominowac w kazdym z nas i z czasem stajemy sie slupem ogloszeniowym
            z napisem: pomocy ! Pod spodem, malenkimi literkami opisanie przypadku.
            Czy zabiegani przechodnie zwracaja uwage na te slupy? Czy czytaja ten drobny
            druk?
            Jaka szansa na zauwazenie? Moze, na niedzielnym spacerze.No, ale wszyscy na
            weekend samochodami jezdza, kto by tam na slup uwage zwracal! Tak faktycznie,to
            o kazdym przypadku wie ten starszy plakatowy, co te plakaty rozwiesza.To
            niewiele zmienia.Slup jest slupem. Jezeli nawet namalujemy na nim wielki,
            radosnie wygladajacy usmiech, to i tak wszyscy WIDZA, ze to slup! I mijaja go w
            pospiechu.
            • Gość: x to jeszcze ja IP: *.detekt.pl / 192.168.1.* 25.05.02, 21:22
              ...no i zrobilam to - poszlam do hipermarketu i kupilam caly koszyk slodyczy...
              czekolady... najbardziej lubie takie chrupiace, wiec z migdalami albo orzechami
              i takimi bialymi malymi i slodkimi kawaleczkami czegos... dobre
              ...i lody kupilam - 2 litry
              po drodze kupilam witaminy - takie musujace - to dla zdrowia
              i jeszcze krowki i toffi i takie czekoladki mietowe- cieniutkie w zielonym
              pudeleczku i co tam jeszcze
              ... orzeszki sobie kupilam - nerkowce (cala torbe) i pistacje
              pomarancze bylybrzydkie i banany tez ale arbuzy byly ladne- to caly wzielam
              i jeszcze takie zielone gwiazdeczki - co to nie wiem jak sie nazywaja
              i sloik zielonych wisienek
              i jeszcze jogurt - 0% tluszczu bo dbam o linie
              i troche batonikow - roznych
              Ledwo dotaszczylam to wszystko z samochodu do domu
              wypakowalam na lozko i usiadlam w tym wszystkim
              ...yeeeeeeeeeeeee... do teraz mnie mdli...
              fajnie bylo!
              zielone wisienki mi zostaly...
              to chyba "id" mi sie zaspokoilo!!! (dopisek dla bywalcow terapii)
              Wyczytalam gdzies, ze pigulki placebo podawane chorym na depresje dziala jak
              antydepresant jezeli tylko pacjent jest przekonany ze powinny mu pomoc...
              Powinni to placebo robic z czekolady
              aaaaa... i jeszcze kogel mogel lubie
              yyyeeee....
              x
              • Gość: x Slawek zyjesz? IP: *.detekt.pl / 192.168.1.* 25.05.02, 21:25
                no tak, miales sie trzymac "po przejsciach" a tu cisza...
                a ja pamietam ze masz szybki samochod... chyba
                odezwij sie lepiej bo znowu popadne w depresje
                x
                • Gość: Slawek Re: zyje, nawet bardzo IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 27.05.02, 09:50
                  Gość portalu: x napisał(a):

                  > no tak, miales sie trzymac "po przejsciach" a tu cisza...
                  > a ja pamietam ze masz szybki samochod... chyba
                  > odezwij sie lepiej bo znowu popadne w depresje
                  > x

                  Ha, gdybys doczytala dokladniej wiedzialabys, ze samochod mam zepsuty, moze w tym
                  tygodniu porozgladam sie za glowica. co prawda mieszkam na 13 pietrze, ale nie
                  lubie z zycia robic komedii:))
                  Wszystko ok. Dogadalem sie z kobieta, mamy uklad na dwa miesiace, potem
                  zobaczymy.Jeden komornik splacony, zostalo tylko trzech.
                  A poza tym wiosna w pelni, zaraz lato przyjdzie - czym sie przejmowac. Moze uda
                  mi sie w tym roku znalezc czas na morze i zagle...
                  pzdr
                  i odliczaj sie regularnie :)))
              • Gość: kate m Re: to jeszcze ja IP: *.bial.pl / *.stok.bial.pl 25.05.02, 21:28
                Czyli jedzenie jest dobre na wszystko....

                Dobrze działają jeszcze zakupy, a potem przymierzanie ciuchów w domu przed
                lustrem.

                I jeszcze książka - najlepsza taka z dzieciństwa.

                Może sensem życia jest sprawianie sobie przyjemności i po prostu
                uszczęśliwianie się.

                k.
                • kwieto Re: to jeszcze ja 25.05.02, 21:47
                  Gość portalu: kate m napisał(a):


                  > Może sensem życia jest sprawianie sobie przyjemności i po prostu
                  > uszczęśliwianie się.
                  >
                  Bardzo madre spostrzezenie :"))

                  • Gość: kate m Re: to jeszcze ja IP: *.bial.pl / *.stok.bial.pl 25.05.02, 21:57
                    Wiem, tylko jeszcze po drodze należy pokonać przekonanie, że tak postępują
                    tyko egoiści, :)
                    • kwieto Re: to jeszcze ja 25.05.02, 22:04
                      Oj tak. I nalozyc sobie filtr, zeby nie robic tego kosztem innych :")))
                      • Gość: kate m Re: to jeszcze ja IP: *.bial.pl / *.stok.bial.pl 25.05.02, 22:11
                        Pewnie okażę się "feministką", ale i tak powiem,że mężczyzni mają w sobie
                        zakodowaną dużą dozę przydatnego w życiu egoizmu i poczucia własnej wartości.
                        Ja im zresztą wszystkim tego bardzo, ale to bardzo zazdroszczę, :)))Panowie,
                        jesteście wygrani, :)))
                        • pastwa Re: to jeszcze ja 25.05.02, 22:13
                          Może i mamy zakodowane, ale problem w tym, iż nie posiadamy urządzenia
                          dekodującego :-(
                          • Gość: kate m Re: to jeszcze ja IP: *.bial.pl / *.stok.bial.pl 25.05.02, 22:46
                            Po co odkodowywać, wystarczy świadomość, że inni takiej umiejętności nie
                            posiadają i podzielenie się z nimi tym kodem, :)
                        • kwieto Feminizm 25.05.02, 22:21
                          Ej, to tylko stereotyp. We wspolczesnym swiecie wszystko sie poodwracalo i
                          pokielbasilo. Ja sie dlugo musialem uczyc tego co Ty nazywasz "zdrowym
                          egoizmem".

                          P.S.
                          Zawsze mowilem, ze mam w sobie cos z kobiety :"))
                          • Gość: kate m Re: Feminizm IP: *.bial.pl / *.stok.bial.pl 25.05.02, 22:47
                            Tówj pech, :)
                            • kwieto Re: Feminizm 25.05.02, 22:53
                              Ale ja znam jeszcze co najmniej kilku takich mezczyzn, ktorych moglbym pod to
                              podciagnac. Oni tez zgubili swoj kod?
                              • Gość: kate m Re: Feminizm IP: *.bial.pl / *.stok.bial.pl 25.05.02, 23:00
                                A czy ja twierdzę, że istnieje na tym świecie sprawiedliwość? Gdybym potrafiła
                                przełożyć to, co wiem na mój byt w reality, byłabym bardzo szczęśliwą, zdrową
                                psychicznie jednostką.
                                • kwieto Re: Feminizm 25.05.02, 23:04
                                  hehehehe - realizacja szwankuje? Znany problem... :((
                                  • Gość: kate m Re: Feminizm IP: *.bial.pl / *.stok.bial.pl 25.05.02, 23:18
                                    Szwankowała, szwankuje i będzie szwankować.
                                    • kwieto Re: Feminizm 25.05.02, 23:28
                                      Bo na tym polega oswiecenie buddyjskie - gdy dochodzimy do wniosku, ze idealnie
                                      nam nic nigdy nie wyjdzie, i zaczynamy to akceptowac jako norme, a wrecz sie z
                                      tego cieszyc :"))
              • kropel Re: to jeszcze ja 25.05.02, 21:40
                Witaj zatem w świecie miliardów smutno-wesołych ludzi :-)
      • Gość: x Samaka - ja tu czekam IP: *.detekt.pl / 192.168.1.* 25.05.02, 21:26
    • Gość: cyniczna Re: smutek IP: *.pool.mediaWays.net 26.05.02, 14:22
      moze to i owo sie u Ciebie zmienilo (pozytywnie).Cholera,ze u katolikow zawsze
      tak wiele problemow - lubi sie to poprostu - polecam lekture PRZEBUDZENIA -
      A.deMello - albo dobra porade lekarska i psychoterapie.Trzymam kciuki i zycze
      dalszej poprawy
      • noida Re: smutek 26.05.02, 23:09
        Czesc X,
        Bardzo smutny ten Twoj wątek. Ale nie martw się, wolę jak mówisz, że jesteś
        smutna niż gdybyś miała przed nami udawać wesołą. Nieprzyjemne to uczucie,
        kiedy człowieka przeraża całe jego długie, męczące życie, które będzie musiał
        przeżyć. Oj, znam to. Ale mnie samo przeszło, więc nie może się równać z
        Twoim. Myślałam o tym, że skoro tyle razy chciałaś się zabić a tutaj
        nie "pomogła" ani choroba, ani szybka jazda samochodem ani inne
        samobójstwogenne czynności, to może pisane Ci jest jeszcze zrobić coś
        wielkiego? Może masz jakieś zadanie na ziemi, które musisz wykonać? To tyle ze
        sfery mistycyzmu bez oparcia w realnym świecie...
        A tak bardziej realnie to myślę, że racje mają ci, którzy poradzili walczyć ze
        smutkiem i depresją, może coś tworzyć- malować, pisać.
        Aby sobie poradzić z takim żalem i bólem, jaki nosisz w sobie trzeba dużo siły-
        życzę Ci jej. Będę tu zaglądać i patrzeć, jak sobie radzisz.
        Pozdrawiam.
Pełna wersja