Gość: x
IP: *.detekt.pl / 192.168.1.*
24.04.02, 23:38
Zatrzymuje sie czasem w biegu i rozgladajac sie widze, ze ludzie wokol ciesza
sie zyciem, wiedza dokad daza, znaja jego sens...
Odkad pamietam marzylam by umrzec
Jak na zlosc jestem katoliczka i tylko to powstrzymywalo mnie przed
samobojstwem... smieszne - prawda...
Czasem jest lepiej i mowie sobie wtedy, ze moze jeszcze troche wytrzymam
Wtedy jest znosnie... ale nie zeby mnie cos cieszylo albo sprawialo ze jestem
szczesliwa - poprostu jest znosnie
Na zewnatrz jestem normalna
Przez lata zauwazylam ze ludzie odsuwaja sie od smutnych i ponurych osob
Nauczylam sie wiec udawac zadowolona, zdecydowana i wesola
Swietnie mi to wychodzi - to moja obronna poza, maska, ktorej uzywam juz z
wielka wprawa bez najmniejszego wysilku...
Jestem energiczna, usmiechnieta, kompetentna i wiele osob nawet mnie uwaza za
wzor do nasladowania - paranoja...
A mi poprostu nie chce sie zyc, nie widze sensu, jestem ciagle smutna i nic
mnie nie cieszy - NIC
Jest tak odkad pamietam...