olakwi
25.04.02, 21:00
W moim zyciu zaszły ostatnio ogromne zmiany - a było to urodzenie dziecka i tu
zaczęły się problemy. Ciąża była typową wpadką, która, o ironio, przydażyła sie
mi - niemal specjalistce od antykoncepcji. Na szczęście znalazlam oparcie w
rodzinie i mężu mimo, że dziecko pojawiło się naprawdę nie w porę bo własnie po
długich poszukiwaniach, po skończeniu studiów, znalazłam pracę, mieliśmy
maleńką kawalerkę i czułam, że to nie ten czas by zostać matką. Udało mi się w
końcu zaakceptować ten stan. Ciąża okazała się jednak dla mnie koszmarem, nie
było dnia bym czuła sie dobrze i mialam chyba wszystkie możliwe ciążowe
dolegliwości. Z ogromnym lekiem czekałam na poród, który wspominam głównie jako
ogromny ból. Na szczęście dziecko urodziło się ładne i zdrowe. Teraz zaczęły
się moje problemy, to nie tak, że nie daję sobie rady ( jak to zwykle się
dzieje w przypadku młodych, przestraszonych mam ), jestem dobrze zorganizowana
- ja po prostu tego NIE LUBIĘ!!! Nie cierpię siedzieć w domu, nie lubię
zajmowac się dzieckiem - te zajęcia nie dają mi satysfakcji, raczej mnie
irytują. Czuję sie jak w więzieniu, duszę się w domu i szczerze zazdroszczę
mężowi, pracującym kolezankom. Czasem dzieckiem zajmują się nasi rodzice a ja
czuję się wtedy wspaniale jak niegdy dotąd, wychodzę z domu i mam ochotę tam
nie wracać, albo spakowć walizkę i po prostu uciec. Potem mam ogromne wyrzuty
sumienia, że tak myślę i czuję bo w gruncie rzeczy kocham moje dziecko, chcę
dla niego jak najlepiej. Boje się, że je unieszczęśliwię, że sprowadziłam na
świat bezbronną istotkę, która przeze mnie będzie cierpiała. W związku z tym
cierpię ja i nie wiem co zrobić. Swoją sytuację postrzegam jako benadziejną i
nie wiedzę żadnego wyjścia. Jestem ciągle zła i poirytowana ale staram się tego
nie okazywać bo dziecko potrzebuje pogodnej mamy, po prostu chowam te uczucia
gdzieś głęboko ale co będzie gdy one eksplodują? Próbuję zmienić tak myślenia,
szukać pozytywów ale poza tym, ze dziecko jest (odpukać!) zdrowe nic takiego
nie widzę, przygnębiają mnie ponadto fizjologiczne zmiany jakie we mnie zaszły,
czuje się nieatrakcyjna, gruba, czasem po nieprzespanej nocy nie jestem w
stanie ze zmęczenia sklecic sensownego zdania.
Najgorsze jest to, że rozmawiając z innymi matkami, czy też odwiedzając forum
spatykam się wyłącznie z wypowiedziami jak to wspaniale być matką, jakie
wspaniałe są dzieci i jak to cudownie się nimi zajmować. Czy tylko ja jestem
taka niedojrzała i beznadziejna?
Może ktoś przeczyta ten trochę przydługi post i poradzi mi co robić by nie
zwariować.
:(