Dodaj do ulubionych

Jak sobie ze sobą poradzic?

25.04.02, 21:00
W moim zyciu zaszły ostatnio ogromne zmiany - a było to urodzenie dziecka i tu
zaczęły się problemy. Ciąża była typową wpadką, która, o ironio, przydażyła sie
mi - niemal specjalistce od antykoncepcji. Na szczęście znalazlam oparcie w
rodzinie i mężu mimo, że dziecko pojawiło się naprawdę nie w porę bo własnie po
długich poszukiwaniach, po skończeniu studiów, znalazłam pracę, mieliśmy
maleńką kawalerkę i czułam, że to nie ten czas by zostać matką. Udało mi się w
końcu zaakceptować ten stan. Ciąża okazała się jednak dla mnie koszmarem, nie
było dnia bym czuła sie dobrze i mialam chyba wszystkie możliwe ciążowe
dolegliwości. Z ogromnym lekiem czekałam na poród, który wspominam głównie jako
ogromny ból. Na szczęście dziecko urodziło się ładne i zdrowe. Teraz zaczęły
się moje problemy, to nie tak, że nie daję sobie rady ( jak to zwykle się
dzieje w przypadku młodych, przestraszonych mam ), jestem dobrze zorganizowana
- ja po prostu tego NIE LUBIĘ!!! Nie cierpię siedzieć w domu, nie lubię
zajmowac się dzieckiem - te zajęcia nie dają mi satysfakcji, raczej mnie
irytują. Czuję sie jak w więzieniu, duszę się w domu i szczerze zazdroszczę
mężowi, pracującym kolezankom. Czasem dzieckiem zajmują się nasi rodzice a ja
czuję się wtedy wspaniale jak niegdy dotąd, wychodzę z domu i mam ochotę tam
nie wracać, albo spakowć walizkę i po prostu uciec. Potem mam ogromne wyrzuty
sumienia, że tak myślę i czuję bo w gruncie rzeczy kocham moje dziecko, chcę
dla niego jak najlepiej. Boje się, że je unieszczęśliwię, że sprowadziłam na
świat bezbronną istotkę, która przeze mnie będzie cierpiała. W związku z tym
cierpię ja i nie wiem co zrobić. Swoją sytuację postrzegam jako benadziejną i
nie wiedzę żadnego wyjścia. Jestem ciągle zła i poirytowana ale staram się tego
nie okazywać bo dziecko potrzebuje pogodnej mamy, po prostu chowam te uczucia
gdzieś głęboko ale co będzie gdy one eksplodują? Próbuję zmienić tak myślenia,
szukać pozytywów ale poza tym, ze dziecko jest (odpukać!) zdrowe nic takiego
nie widzę, przygnębiają mnie ponadto fizjologiczne zmiany jakie we mnie zaszły,
czuje się nieatrakcyjna, gruba, czasem po nieprzespanej nocy nie jestem w
stanie ze zmęczenia sklecic sensownego zdania.
Najgorsze jest to, że rozmawiając z innymi matkami, czy też odwiedzając forum
spatykam się wyłącznie z wypowiedziami jak to wspaniale być matką, jakie
wspaniałe są dzieci i jak to cudownie się nimi zajmować. Czy tylko ja jestem
taka niedojrzała i beznadziejna?
Może ktoś przeczyta ten trochę przydługi post i poradzi mi co robić by nie
zwariować.
:(
Obserwuj wątek
    • roseanne Re: Jak sobie ze sobą poradzic? 25.04.02, 21:08
      spokojnie.
      Nie jestes zla matka, przeciez dopiero zaczynasz bys matka - musisz sie wiele
      nauczyc i poprzestawiac swoje zycie.
      To nie do unikniecia.
      a dzieci SA wspaniale. Cale zycie przed Wami
      wszystkiego dobrego
      • prowokatorka Re: Jak sobie ze sobą poradzic? 25.04.02, 21:51
        Na Twoje pytanie : "Czy tylko ja jestem taka niedojrzała i beznadziejna?"-
        odpowiadam :
        Tak , tylko Ty jesteś taka niedojrzała i beznadziejna!

        Od początku tego dziecka nie chciałaś , dlatego tak źle zniosłaś ciążę!
        Dlatego poród był taki bolesny!
        Dlatego teraz tak źle znosisz macierzyństwo!
        Cieszysz się kiedy rodzice zajmują się Twoim dzieckiem i myślisz wówczas
        o spakowaniu walizki i ucieczce??!!
        Zbierz się w garść!
        Ciesz się , że Twoje dziecko jest zdrowe i całe!
        ONO Cię potrzebuje! Teraz najbardziej! Jesteś najważniejsza
        w jego "malutkim" życiu! Jego serce szybciej bije kiedy słyszy Twój głos!
        ONO już Cię KOCHA!
        Bądź mu M A M Ą ! Jesteś mu to winna! Należy mu się to!
        Bez względu na to czy Ci się to podoba czy nie!
        • Gość: Andrzej Re: Jak sobie ze sobą poradzic? IP: 129.93.24.* 25.04.02, 22:02
          prowokatorka napisał(a):

          > Na Twoje pytanie : "Czy tylko ja jestem taka niedojrzała i beznadziejna?"-
          > odpowiadam :
          > Tak , tylko Ty jesteś taka niedojrzała i beznadziejna!
          >
          > Od początku tego dziecka nie chciałaś , dlatego tak źle zniosłaś ciążę!
          > Dlatego poród był taki bolesny!
          > Dlatego teraz tak źle znosisz macierzyństwo!
          > Cieszysz się kiedy rodzice zajmują się Twoim dzieckiem i myślisz wówczas
          > o spakowaniu walizki i ucieczce??!!
          > Zbierz się w garść!
          > Ciesz się , że Twoje dziecko jest zdrowe i całe!
          > ONO Cię potrzebuje! Teraz najbardziej! Jesteś najważniejsza
          > w jego "malutkim" życiu! Jego serce szybciej bije kiedy słyszy Twój głos!
          > ONO już Cię KOCHA!
          > Bądź mu M A M Ą ! Jesteś mu to winna! Należy mu się to!
          > Bez względu na to czy Ci się to podoba czy nie!

          Brawo, tak trzeba nazywac sprawy, a nie jakies tam "dobre mamusie".
          Autorka tego postu ma problem, i ta sprawa ma taki tytul a nie inny.
          Pozdr, Andrzej.
        • olek13 Re: Jak sobie ze sobą poradzic? 25.04.02, 22:30
          Acha, to są dobre słowa, żeby wywołać poczucie winy, zmusić do działań niezgodnych z wewnętrznymi przekonaniami. I z czasem z małego problemu robi się duży problem, przejawiający się jakąś miłą choróbką (np. raczek).
          Pewnie - warto się zmobilizować, ale nie przeciw sobie!
          Każdy problem ma przyczynę. Brak akceptacji roli matki ma też swoją przyczynę i od tego należy zacząć.
          olakwi: nie koncentruj się na problemie, na negatywnych odczuciach. Skoncentruj się na ROZWIĄZANIU problemu. Pracuj nad osiągnięciem pożądanego stanu: "mam dziecko i tej sytuacji czuję się wolna, spełniona, mam czas i energię na sprawy, które mnie interesują".
          Uwierz, że to możliwe, bo to jest możliwe. To tylko Twoje wyobrażenia Cię ograniczają. Znajdź kogoś, kto Ci pomoże, jakiegoś fachowca, terapeutę. Jeśli naprawdę zechcesz, to poradzisz sobie z tym.

          I tego Ci serdecznie życzę.
        • maly.ksiaze Whoa! 25.04.02, 22:43
          Prowokatorko,

          Ladny nick - a i tresc pasuje. Musze przyznac, ze takiego zestawienia bzdur i
          komunalow, podlanego zla wiara dawno tu nie widzialem.

          Pozdrawiam,

          mk.
          • Gość: Andrzej do mk IP: 129.93.24.* 25.04.02, 23:19
            maly.ksiaze napisał(a):

            > Prowokatorko,
            >
            > Ladny nick - a i tresc pasuje. Musze przyznac, ze takiego zestawienia bzdur i
            > komunalow, podlanego zla wiara dawno tu nie widzialem.
            >
            > Pozdrawiam,
            >
            > mk.

            Coz tak Cie mosci ksiaze boli w wypowiadaniu prawdy ? O jakich to bzdurach o
            komunalach wasci mowisz? Czy dzisiaj mowienie prawdy i nazywanie rzeczy po imieniu
            juz nie w modzie? Wszystko trzeba w bawelenke, bo inaczej .... To przez twoja
            i tobie podobnym rozmyta percepcje zdarzen, dzisiaj za gwalt i pobicie mozna
            odsiedziec poltora roku w komfortowej celi, ogrzewanej (zeby nam sie tylko nie
            przeziebil ). Co ty soba prezentujesz, czego ty bronisz, wyjasnij mi to .
            Andrzej.
            Andrzej.
            • Gość: maly.k Re: do Andrzeja IP: 139.57.24.* 25.04.02, 23:25
              Andrzeju,

              Czy jestem rowniez odpowiedzialny za 'global warming' i zla pogode w Nebrasce?

              Pozdrawiam,

              mk. (meteo)
              • Gość: Andrzej Re: do Andrzeja IP: 129.93.24.* 25.04.02, 23:31
                Gość portalu: maly.k napisał(a):

                > Andrzeju,
                >
                > Czy jestem rowniez odpowiedzialny za 'global warming' i zla pogode w Nebrasce?
                >
                > Pozdrawiam,
                >
                > mk. (meteo)

                Przestan z ta gimnastyka mk. wiem cos o zonach i matkach oddajacych swe pociechy
                (?) swym matkom, bo sam bylem oddany, a poza tym jestem 3 raz zonaty i niestety
                widzialem na wlasne oczy i dojrzale mlode matki i cos zupelnie odwrotnego.
                jakie ty masz doswiadczenie oprocz kilku lektur na temat "jak tu nadstawiac
                drugi policzek" albo " nigdy nie daj klapsa swemu dziecku"?
                Andrzej.
                • Gość: maly.k Re: do Andrzeja IP: 139.57.24.* 25.04.02, 23:36
                  Mam dwojke dzieci, w tym jedno ..hmmm.. 'czesciowo uposledzone' (to chyba
                  wlasciwe sformulowanie). Czy czyni mnie to godnym pisania czegokolwiek na to
                  Forum w oczach Szanownego Pana?

                  Pozdrawiam,

                  mk.
                  • Gość: Andrzej Re: do Andrzeja IP: 129.93.24.* 25.04.02, 23:41
                    Gość portalu: maly.k napisał(a):

                    > Mam dwojke dzieci, w tym jedno ..hmmm.. 'czesciowo uposledzone' (to chyba
                    > wlasciwe sformulowanie). Czy czyni mnie to godnym pisania czegokolwiek na to
                    > Forum w oczach Szanownego Pana?
                    >
                    > Pozdrawiam,
                    >
                    > mk.

                    Czyni prosze Szanownego Pana, ale to nie zwalnia Szanownego Pana z nazywania
                    rzeczy po imieniu, prosze Szanownego Pana. To rozmemlanie, ktore nie ma zadnego
                    kierunku, doprowadza do tego, ze ci co czynia zle, nigdy niczego sie nie naucza,
                    bo nie uslysza prawdy o sobie samych.
                    Zycze pogodnego wieczoru Szanownemu Panu.
                    Andrzej.
                    • Gość: maly.k Re: do Andrzeja IP: *.sympatico.ca 26.04.02, 01:37
                      Andrzeju,

                      Przyznam, ze zaluje, nie pierwszy raz zreszta, ze wdalem sie z Toba w dyskusje.
                      Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek w rozmowie ze Toba napisal cos
                      szczegolnie odkrywczego lub madrego. Ani tez aby ktorakolwiek z Twoich
                      wypowiedzi byla specjalnie inspirujaca.
                      Dajmy sobie wiec spokoj. Szkoda czasu.

                      Pozdrawiam,

                      mk.
                      • Gość: lusia Re: do Andrzeja i m.k. IP: *.kim.pl / 195.150.102.* 26.04.02, 11:57
                        Moim zdaniem Andrzej złości się na swoich rodziców, którzy oddali go na
                        wychowanie dziadkom.
                        Teraz wystawię się na jego ciosy, ale powiem, co myslę - biedny twardziel z
                        niego.
        • Gość: iwek Re: Jak sobie ze sobą poradzic? IP: *.dialog.net.pl / *.wroclaw.dialog.net.pl 26.04.02, 13:46
          Nie Ty jedna przez to przechodzisz. Według Światowej Organizacji Zdrowia co
          trzecia kobieta ma po porodzie problemy z akceptacją swego macierzyństwa lub
          depresję poporodową.I nie ma znaczenia, czy była to wpadka, czy planowana ciąża.

          Niektórzy próbowali tu ratować Ciebie terapią wstrząsową. To nic nie daje.....
          i jak słusznie zauważył mk, może być szkodliwe. W rzeczywistości, to oni sami
          owijają w bawełnę. Bo jak inaczej można nazwać wciskanie kitu, który może Cię
          tylko utwierdzić w przekonaniu, że kobieta ma być święta, pełna poświęcenia i
          musi sobie ze wszystkim poradzić - Matka Boska i matka-Polka w jednej osobie -
          - stereotyp myślenia Polaków.
          Masz prawo być rozczarowana macierzyństwem. Taki jest podstawowy przekaz
          psychoterapeutów zajmujących się tym problemem. Naturalne jest to, że czujesz
          się odstawiona na boczny tor, a życie płynie gdzieś obok. Ten stan pogłębia
          jeszcze izolacja i przykre uświadomienie sobie, iż wszystko zaczyna się obracać
          wokół fizjologii. Aż w końcu rodzi się niezgoda na to wszysko - nuda tych
          codziennych czynności sprawia, że chciałoby się zwiać jak najdalej.

          Nie można również pominąć sprawy hormonów odpowiadających za stany emocjonalne
          w tym okresie. Wszystko co się z Tobą wtedy dzieje, jest trudne do konrolowania
          i powiedzenie "weź się w garść", niczego nie zmieni.
          A trzecia rzecz, to osobowość. Każdy inaczej reaguje na zmiany w życiu, ma
          inną odporność psychiczną.

          Są grupy wsparcia dla matek z tymi problemami. Czasem wystarczy wygadać się,
          oderwać się od obowiązków "podrzucając" komuś dziecko.
          Też przez to przechodziłam. I choć bardzo się cieszyłam z macierzyństwa.., i
          mnie to dopadło. Bycie matką - piękna rzecz, o ile nie podnosi się tego do
          rangi świętości.
          Masz prawo do zmęczenia, rozczarowania, braku zapału, co w cale nie oznacza,
          że jesteś złą lub niedojrzałą matką. I nie daj sobie wmówić, że musisz być za
          wszelką cenę szczęśliwa . A potem sama zauważysz, jak ten czas szybko minął.

          pozdrawiam :)))


        • roseanne do Prowokatorki 26.04.02, 16:09
          Jedno jedyne pytanie:
          czy Ty jestes matka, czy tez swoje "prawdy zyciowe" wykrzykujesz z pozycji
          wolnej i pelnej dobrych checi panienki?

          • prowokatorka do roseanne 26.04.02, 22:48
            Cieszę się ,że ktoś może mnie wziąć za bezdzietną panienkę :-))
            Czy możesz mi , roseanne , wyjaśnić dlaczego moje poglądy
            wzbudzają Twoje szczególne zainteresowanie?
            Czytuję na tym Forum wypowiedzi bardziej kontrowersyjne niż moje.
            Mam taki pogląd na omawianą sprawę! Nie ma tu żadnych podtekstów , nie jest
            to prowokacja , nie mam przestarzałych poglądów , nie uważam ,że kobieta
            musi się poświęcić w imię macierzyństwa , nie propaguję idei "Matki-Polki"! ! !
            Ale na zadane w początkowym poście pytanie mam taką odpowiedź!!
            I koniec! Rozumiesz , roseanne?
            I skąd te "wycieczki personalne" : - czy jesteś matką czy też ...
            Jestem.
            Jakie to ma znaczenie?
            Czy kiedy boli Cię ... no , powiedzmy oko - wybierasz lekarza ,
            którego boli oko? Czy tylko taki przekona Cię co do sposobu leczenia
            Twojego oka , roseanne?

            pozdrawiam
            prowokatorka
            • roseanne ciekawosc, ot co 26.04.02, 22:56
              lubisz sie czepiac, oj lubisz.
              i po co mi to bylo.

              Wiesz, po prostu te ostre zdania nie pasuja mi do osoby, ktora byc moze tez
              miala klopoty z dzieckiem.
              Ba ,wskaz mi taka ,ktora nie miala.
              zgadzam sie ,ze dziecko potrzebuje matki i kocha ja od zawsze, ale napadanie na
              biedna dziewczyne, ktora jak sama pisze niedorosla jeszcze dotej roli nie ma
              wiekszego sensu
              pozdrawiam
        • Gość: Tori Re: Jak sobie ze sobą poradzic? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.04.02, 22:58
          Teraz nie masz już wyjścia. Możesz tylko szukać pozytywów i dobrych stron, zeby
          pomóc wam obu. Wmówić sobie, ze jesteś szczęśliwa. Od dziecka uciec nie można.
          Wierzę, że jeszcze poczujesz się matką. Ponoć najtrudniejsze sż pierwsze dwa
          lata, potem dziecko jest bardziej samodzielne może chodzić do żłobka,
          przedszkola, a Ty będziesz mieć dla siebie więcej czasu.
    • mary_ann Re: Jak sobie ze sobą poradzic? 25.04.02, 22:33
      Spokojnie, nie jesteś beznadziejna, nie jest łatwo, kiedy przydarza nam się w
      zyciu coś, czego absolutnie nie chcemy, a co zycie to radykalnie odmienia. Na
      odnalezienie sie w nowej sytuacji potrzebujesz na pewno czasu i być może
      wsparcia, nie przejmuj sie sugestiami typu, ze "masz natychmiast wziąść się w
      garść".(Ten, kto tak mówi, nigdy nie był naprawdę rozsypany; a moze zresztą
      ten login "prowokatorka" sugeruje prowokację? Do mnie w każdym razie tego typu
      argumenty w takich sytuacjach nie przemawiają).
      Jeśli jesteś z Warszawy, spróbuj skontaktować się z poradnią "Początek" przy
      Fundacji "Rodzić po Ludzku" (od niedawna na ulicy Nowolipie chyba)- na pewno
      dostaniesz tam profesjonalne wsparcie, nienacechowane ideologicznie.

      Pozdrawiam serdecznie
      Mary_ann
      • prowokatorka Re: Jak sobie ze sobą poradzic? 25.04.02, 22:58
        maly.ksiaze ,
        proszę odnieś się do pytania postawionego w poście.
        Ja nie proszę o recenzje!
        Szczególnie ty - daruj sobie.
        Jeśli oceniać po nicku ( jak to ty czynisz) to ani z ciebie książę ani
        Mały Książę ...
        po prostu .. maly .. za maly!

        mary ann.
        To nie jest prowokacja.
        To jest moja odpowiedź na pytanie postawione w poście.
        Mój nick - niczego tu nie sugeruje. To przypadek.
        Tak jak i Twój.
        Nick jak nick.
        Cieszę się , że ciepło odniosłaś się do problemu.
        Masz więcej tolerancji niż ja.
        "Nie zgadzam się z Twoimi poglądami, ale oddam życie , abyś mógł je głosić"
        /Voltaire/
        Pozdrawiam cieplutko.:-)

        Pozdrawiam.
        • Gość: maly.k Jak sobie poradzic z prowokatorka? IP: 139.57.24.* 25.04.02, 23:24
          Prowokatorko,

          To czy jestem maly czy duzy, czy sredni nie powinno byc w zadnym stopniu Twoim
          zmartwieniem. Jestem po prostu wystarczajacy.

          > Ja nie proszę o recenzje!
          > Szczególnie ty - daruj sobie.
          Dlaczego 'szczegolnie ja'? Nie przypominam sobie, abysmy kiedykolwiek w
          jakiejkolwiek sprawie sie dotad zetkneli. Jesli ktos udziela porad na forum
          publicznym, to musi sie liczyc z tym, ze ktos to skomentuje.
          Uznalem Twoja wypowiedz za szkodliwa, stad moj komentarz.

          Dla uzasadnienia cytaty z Twojego listu:
          >Na Twoje pytanie : "Czy tylko ja jestem taka niedojrzała i beznadziejna?"-
          >odpowiadam :
          >Tak , tylko Ty jesteś taka niedojrzała i beznadziejna!

          Przyjmij do wiadomosci, ze taki motywacyjny pep-talk nie na kazdego dziala.
          Wiecej, zwykle jest szkodliwy i demotywujacy.

          Zmeczenie taka sytuacja i nieumiejetnosc radzenia sobie z nia zdarzaja sie dosc
          czesto. Przyjmij do wiadomosci, zes nie jedyna i wez sie w garsc (to do
          szanownej 'zaczynaczki' watku). W naszym przypadku trwalo to chyba dosc dlugo,
          ale sie wkoncu odnalezlismy. Dosc dobrze, jak sadze.

          > Od początku tego dziecka nie chciałaś , dlatego tak źle zniosłaś ciążę!
          > Dlatego poród był taki bolesny!
          Tojest przyklad tzw. 'andronow'. Skad wiesz, jaka byla przyczyna? Serwujesz takie
          opinie tak, jakbys cos konkretnego wiedziala.

          Pozdrawiam,

          mk.
          • Gość: Andrzej Re: Jak sobie poradzic z prowokatorka? IP: 129.93.24.* 25.04.02, 23:27
            Gość portalu: maly.k napisał(a):

            > Prowokatorko,
            >
            > To czy jestem maly czy duzy, czy sredni nie powinno byc w zadnym stopniu Twoim
            > zmartwieniem. Jestem po prostu wystarczajacy.
            >
            > > Ja nie proszę o recenzje!
            > > Szczególnie ty - daruj sobie.
            > Dlaczego 'szczegolnie ja'? Nie przypominam sobie, abysmy kiedykolwiek w
            > jakiejkolwiek sprawie sie dotad zetkneli. Jesli ktos udziela porad na forum
            > publicznym, to musi sie liczyc z tym, ze ktos to skomentuje.
            > Uznalem Twoja wypowiedz za szkodliwa, stad moj komentarz.
            >
            > Dla uzasadnienia cytaty z Twojego listu:
            > >Na Twoje pytanie : "Czy tylko ja jestem taka niedojrzała i beznadziejna?"-
            > >odpowiadam :
            > >Tak , tylko Ty jesteś taka niedojrzała i beznadziejna!
            >
            > Przyjmij do wiadomosci, ze taki motywacyjny pep-talk nie na kazdego dziala.
            > Wiecej, zwykle jest szkodliwy i demotywujacy.
            >
            > Zmeczenie taka sytuacja i nieumiejetnosc radzenia sobie z nia zdarzaja sie dosc
            >
            > czesto. Przyjmij do wiadomosci, zes nie jedyna i wez sie w garsc (to do
            > szanownej 'zaczynaczki' watku). W naszym przypadku trwalo to chyba dosc dlugo,
            > ale sie wkoncu odnalezlismy. Dosc dobrze, jak sadze.
            >
            > > Od początku tego dziecka nie chciałaś , dlatego tak źle zniosłaś ciążę!
            > > Dlatego poród był taki bolesny!
            > Tojest przyklad tzw. 'andronow'. Skad wiesz, jaka byla przyczyna? Serwujesz tak
            > ie
            > opinie tak, jakbys cos konkretnego wiedziala.
            >
            > Pozdrawiam,
            >
            > mk.

            malo wiesz mk o tym jak stan psychiczny wplywa na stan naszego fizycznego
            samopoczucia. ty piszesz androny, prowokatorka nazwala rzecz po imieniu.
            to niepopularne, wiem, ale zadko kiedy prawda jest mile witana, w szczegolnosci
            ta bolaca.
            Andrzej.
          • prowokatorka Re: Jak sobie poradzic z malym?! 26.04.02, 01:59
            Gość portalu: maly.k napisał(a):

            > Prowokatorko,
            >
            > To czy jestem maly czy duzy, czy sredni nie powinno byc w zadnym stopniu Twoim
            > zmartwieniem. Jestem po prostu wystarczajacy.
            **********************************************************************************

            Kim ty jesteś , maly , że tobie wolno analizować mój nick a mnie nie wolno
            uczynić tego z twoim ???!!!
            Dlaczego "martwisz" się moim nickiem? Jego adekwatnością do wypowiedzi?

            **********************************************************************************
            >
            > > Ja nie proszę o recenzje!
            > > Szczególnie ty - daruj sobie.
            > Dlaczego 'szczegolnie ja'? Nie przypominam sobie, abysmy kiedykolwiek w
            > jakiejkolwiek sprawie sie dotad zetkneli. Jesli ktos udziela porad na forum
            > publicznym, to musi sie liczyc z tym, ze ktos to skomentuje.
            > Uznalem Twoja wypowiedz za szkodliwa, stad moj komentarz.
            *********************************************************************************

            Komentuj tę wypowiedź o skomentowanie której autor prosi. Ja cię nie proszę o
            recenzję , bo jesteś zbyt maly , żeby mnie recenzować. Ja uważam twoją wypowiedź
            za szkodliwą ale jej nie komentuję , bo masz prawo do własnych sądów.
            Daj mi je także , dobrze?


            >
            > Dla uzasadnienia cytaty z Twojego listu:
            > >Na Twoje pytanie : "Czy tylko ja jestem taka niedojrzała i beznadziejna?"-
            > >odpowiadam :
            > >Tak , tylko Ty jesteś taka niedojrzała i beznadziejna!
            >
            > Przyjmij do wiadomosci, ze taki motywacyjny pep-talk nie na kazdego dziala.
            > Wiecej, zwykle jest szkodliwy i demotywujacy.
            **********************************************************************************

            Nie pouczaj mnie! Mogłabym udzielić ci paru rad ale nie czynię tego , bo
            nie czuję się do tego upoważniona przez ciebie. Robię to wtedy gdy ktoś o to
            prosi.(vide post na początku wątku)

            **********************************************************************************
            >
            > Zmeczenie taka sytuacja i nieumiejetnosc radzenia sobie z nia zdarzaja sie dosc
            >
            > czesto. Przyjmij do wiadomosci, zes nie jedyna i wez sie w garsc (to do
            > szanownej 'zaczynaczki' watku). W naszym przypadku trwalo to chyba dosc dlugo,
            > ale sie wkoncu odnalezlismy. Dosc dobrze, jak sadze.
            *********************************************************************************

            Tu myślę , pomyliłeś wątki. To nie jest cytat z mojego postu. :-))
            Ładnie to tak , nie czytasz zbyt dokładnie i wypowiadasz się na temat ,
            myląc szczegóły?!

            *********************************************************************************

            >
            > > Od początku tego dziecka nie chciałaś , dlatego tak źle zniosłaś ciążę!
            > > Dlatego poród był taki bolesny!
            > Tojest przyklad tzw. 'andronow'. Skad wiesz, jaka byla przyczyna? Serwujesz tak
            > ie
            > opinie tak, jakbys cos konkretnego wiedziala.
            >
            > Pozdrawiam,
            >
            > mk.
            *********************************************************************************
            Czy myślisz ,że wyrażałabym opinie na temat którego nie znam?
            Dlaczego tak myślisz?
            Robisz tak ?

            Pozdrawiam Cię , życząc większej tolerancji dla wypowiedzi innych!

            prowokatorka

            Ps.
            To koniec mojej polemiki z Tobą ,na tematy nie zwiazane z wątkiem.


            • Gość: maly.k Z malym nie mozna sobie poradzic... IP: *.sympatico.ca 26.04.02, 02:15
              ...trzeba go polubic.

              Nie zwracaj sie do mnie prosze w ten sposob. Jakos mi nie pasuje. Twoj
              nick: 'prowokatorka' - jakos tak 'pasowal mi' do wypowiedzi zaczynajacej sie od
              slow 'tylko ty jestes beznadziejna'. Nie mialem nic uszczypliwego
              i 'analitycznego' do powiedzenia na ten temat. Nick to nick, masz racje, to bylo
              niepotrzebne. Zakopmy przeto ten topor - jeszcze ktos o to potknie i bedzie
              klopot...

              > Kim ty jesteś , maly , że tobie wolno analizować mój nick a mnie nie wolno
              > uczynić tego z twoim ???!!!
              Przeciez widzisz. Jestem ksieciem.

              > Daj mi je także , dobrze?
              Prawo do sadow? Prosze bardzo. Ale przyjmij do wiadomosci, ze to forum publiczne.
              mam prawo napisac:
              "Nie sluchaj tej Pani. Nie ma racji. Nie jestes wcale beznadziejna, a jesli juz,
              to nie tylko Ty."

              > Nie pouczaj mnie! Mogłabym udzielić ci paru rad ale nie czynię tego , bo
              > nie czuję się do tego upoważniona przez ciebie. Robię to wtedy gdy ktoś o to
              > prosi.(vide post na początku wątku)
              Nie pouczam Cie. Uzasadniam swoja wypowiedz. Tylko tyle...

              > Tu myślę , pomyliłeś wątki. To nie jest cytat z mojego postu. :-))
              > Ładnie to tak , nie czytasz zbyt dokładnie i wypowiadasz się na temat ,
              > myląc szczegóły?!
              To zart? Jesli tak, to nie rozumiem.
              > Czy myślisz ,że wyrażałabym opinie na temat którego nie znam?
              > Dlaczego tak myślisz?

              To znaczy wiesz, co bylo przyczyna trudnej ciazy olakwi? Wiem, ze psychika ma
              wielki wplyw, mialem okazje to obserwowac. Ale jest roznica miedzy 'ma wplyw',
              a 'jest przyczyna'.

              > Pozdrawiam Cię , życząc większej tolerancji dla wypowiedzi innych!
              Pozdrawiam Cie, zyczac sprawdzenia w slowniku znaczenia wyrazu 'tolerancja'.

              Pozdrawiam (naprawde zyczliwie),

              mk.

              PS. Jakos nie moglem sie powstrzymac. To chyba za tego 'malego'.
              • prowokatorka Re: Z malym nie mozna sobie poradzic... 26.04.02, 13:34
                maly.k ,
                piszesz o zakopaniu topora a cały Twój post pełen jest zjadliwości i
                uszczypliwosci w stosunku do mojej osoby.
                Udam ,Ze tego nie widzę , ok? :-))


                Na poniższą sugestię odpowiem jednak , bo takiego pouczania nie zniosę!
                Co więc sugerujesz , ze nie znam znaczenia słów , których używam?
                To raczej Ty powinienes sięgnąć po słownik .. ale zrobię to dla Ciebie
                i zacytuję "Słownik Wyrazów Obcych" wydany przez PWN , wydanie najnowsze :

                - tolerancja - liberalizm w stosunku do cudzych odmiennych od naszych poglądów ,
                wierzeń , wyrozumiałość dla czyjegoś odmiennego zdania , postępowania.
                ----------------------------------------------------------------------------------
                Ja napisałam :
                > > Pozdrawiam Cię , życząc większej tolerancji dla wypowiedzi innych!

                Ty napisałeś :
                > Pozdrawiam Cie, zyczac sprawdzenia w slowniku znaczenia wyrazu 'tolerancja'
                > PS. Jakos nie moglem sie powstrzymac. To chyba za tego 'malego'.
                ----------------------------------------------------------------------------------

                No , jak się czujesz po zacytowaniu "Słownika Wyrazów Obcych" ?
                Może jednak zakop ten topór i nie wygłupiaj się z pouczaniem mnie!

                Pozdrawiam cieplusio :-)))
                prowokatorka


                • Gość: maly.ksiaze Slowniczki, slowniczki IP: *.sympatico.ca 26.04.02, 14:32
                  prowokatorka napisał(a):

                  > Udam ,Ze tego nie widzę , ok? :-))
                  OK. Dziekuje za wyrozumialosc.

                  >
                  > Na poniższą sugestię odpowiem jednak , bo takiego pouczania nie zniosę!
                  > Co więc sugerujesz , ze nie znam znaczenia słów , których używam?
                  > To raczej Ty powinienes sięgnąć po słownik .. ale zrobię to dla Ciebie
                  > i zacytuję "Słownik Wyrazów Obcych" wydany przez PWN , wydanie najnowsze :
                  >
                  > - tolerancja - liberalizm w stosunku do cudzych odmiennych od naszych poglądów
                  > wierzeń , wyrozumiałość dla czyjegoś odmiennego zdania , postępowania.
                  [...]
                  > No , jak się czujesz po zacytowaniu "Słownika Wyrazów Obcych" ?
                  > Może jednak zakop ten topór i nie wygłupiaj się z pouczaniem mnie!
                  Czuje sie swietnie, czego i Tobie zycze. Dla odmiany encyklopedia, jak
                  najbardziej powszechna:
                  wiem.onet.pl/wiem/00fcab.html

                  Cytowalas Voltaira, prawda? Jak najbardziej toleruje to co napisala. Ja sie po
                  prostu z tym nie zgadzam. Wyrazilem to wiec. Czy mam do tego prawo? Do wyrazenia
                  swojej opinii, znaczy sie? Nie knebluj mnie prosze w imie 'tolerancji'.

                  Pozdrawiam,

                  mk. (bledny, ale nie oblakany)
                  • prowokatorka Re: Slowniczki, slowniczki 26.04.02, 15:11
                    Gość portalu: maly.ksiaze napisał(a):

                    > prowokatorka napisał(a):
                    >
                    > > Udam ,Ze tego nie widzę , ok? :-))
                    > OK. Dziekuje za wyrozumialosc.
                    >
                    > >
                    > > Na poniższą sugestię odpowiem jednak , bo takiego pouczania nie zniosę!
                    > > Co więc sugerujesz , ze nie znam znaczenia słów , których używam?
                    > > To raczej Ty powinienes sięgnąć po słownik .. ale zrobię to dla Ciebie
                    > > i zacytuję "Słownik Wyrazów Obcych" wydany przez PWN , wydanie najnowsze :
                    > >
                    > > - tolerancja - liberalizm w stosunku do cudzych odmiennych od naszych pogl
                    > ądów
                    > > wierzeń , wyrozumiałość dla czyjegoś odmiennego zdania , postępowania.
                    > [...]
                    > > No , jak się czujesz po zacytowaniu "Słownika Wyrazów Obcych" ?
                    > > Może jednak zakop ten topór i nie wygłupiaj się z pouczaniem mnie!
                    > Czuje sie swietnie, czego i Tobie zycze. Dla odmiany encyklopedia, jak
                    > najbardziej powszechna:
                    > <a href="http://wiem.onet.pl/wiem/00fcab.html"target="_blank">wiem.onet.pl/wiem
                    > /00fcab.html</a>

                    Sprawdziłam. To samo znaczenie! :-)))

                    "Nie odwracaj kota ogonem"! Sugerowałeś ,że nie znam znaczenia wyrazów!
                    Okazało się , że Ty nie wiedziałeś co to znaczy. :-)
                    Jeśli się tylko nie zgadzasz z tym co napisałam to dlaczego każesz mi sprawdzać
                    znaczenie słowa tolerancja? Musisz częściej zaglądać na stronę , która mi podałeś!

                    >
                    > Cytowalas Voltaira, prawda? Jak najbardziej toleruje to co napisala. Ja sie po
                    > prostu z tym nie zgadzam. Wyrazilem to wiec. Czy mam do tego prawo? Do wyrazeni
                    > a
                    > swojej opinii, znaczy sie? Nie knebluj mnie prosze w imie 'tolerancji'.

                    Co Ty pleciesz o "kneblowaniu"????? To raczej Ty próbujesz to zrobić!
                    Ja Ci niczego nie zarzucam! To Ty na mnie napadasz od wczoraj!
                    >
                    Też pozdrawiam. prowokatorka
                    > Pozdrawiam,
                    >
                    > mk. (bledny, ale nie oblakany)

                • Gość: maly.ksiaze Slowniczki, slowniczki IP: *.sympatico.ca 26.04.02, 14:32
                  prowokatorka napisał(a):

                  > Udam ,Ze tego nie widzę , ok? :-))
                  OK. Dziekuje za wyrozumialosc.

                  >
                  > Na poniższą sugestię odpowiem jednak , bo takiego pouczania nie zniosę!
                  > Co więc sugerujesz , ze nie znam znaczenia słów , których używam?
                  > To raczej Ty powinienes sięgnąć po słownik .. ale zrobię to dla Ciebie
                  > i zacytuję "Słownik Wyrazów Obcych" wydany przez PWN , wydanie najnowsze :
                  >
                  > - tolerancja - liberalizm w stosunku do cudzych odmiennych od naszych poglądów
                  > wierzeń , wyrozumiałość dla czyjegoś odmiennego zdania , postępowania.
                  [...]
                  > No , jak się czujesz po zacytowaniu "Słownika Wyrazów Obcych" ?
                  > Może jednak zakop ten topór i nie wygłupiaj się z pouczaniem mnie!
                  Czuje sie swietnie, czego i Tobie zycze. Dla odmiany encyklopedia, jak
                  najbardziej powszechna:
                  wiem.onet.pl/wiem/00fcab.html

                  Cytowalas Voltaira, prawda? Jak najbardziej toleruje to co napisala. Ja sie po
                  prostu z tym nie zgadzam. Wyrazilem to wiec. Czy mam do tego prawo? Do wyrazenia
                  swojej opinii, znaczy sie? Nie knebluj mnie prosze w imie 'tolerancji'.

                  Pozdrawiam,

                  mk. (bledny, ale nie oblakany)
                • Gość: maly.ksiaze Slowniczki, slowniczki IP: *.sympatico.ca 26.04.02, 14:39
                  prowokatorka napisał(a):

                  > Udam ,Ze tego nie widzę , ok? :-))
                  OK. Dziekuje za wyrozumialosc.

                  >
                  > Na poniższą sugestię odpowiem jednak , bo takiego pouczania nie zniosę!
                  > Co więc sugerujesz , ze nie znam znaczenia słów , których używam?
                  > To raczej Ty powinienes sięgnąć po słownik .. ale zrobię to dla Ciebie
                  > i zacytuję "Słownik Wyrazów Obcych" wydany przez PWN , wydanie najnowsze :
                  >
                  > - tolerancja - liberalizm w stosunku do cudzych odmiennych od naszych poglądów
                  > wierzeń , wyrozumiałość dla czyjegoś odmiennego zdania , postępowania.
                  [...]
                  > No , jak się czujesz po zacytowaniu "Słownika Wyrazów Obcych" ?
                  > Może jednak zakop ten topór i nie wygłupiaj się z pouczaniem mnie!
                  Czuje sie swietnie, czego i Tobie zycze. Dla odmiany encyklopedia, jak
                  najbardziej powszechna:
                  wiem.onet.pl/wiem/00fcab.html

                  Cytowalas Voltaira, prawda? Jak najbardziej toleruje to co napisala. Ja sie po
                  prostu z tym nie zgadzam. Wyrazilem to wiec. Czy mam do tego prawo? Do wyrazenia
                  swojej opinii, znaczy sie? Nie knebluj mnie prosze w imie 'tolerancji'.

                  Pozdrawiam,

                  mk. (bledny, ale nie oblakany)
                  • prowokatorka maly.k - wyluzuj! :-)) 26.04.02, 15:15
                    Musiało Cię wkurzyć .. mooooooocno!
                    Ręce Ci drżały????
                    Co się stało?
                    Trzy razy ... ?????

                    Uśmiecham się słodko do Ciebie.
                    Dajmy sobie spokój!
                    Zakopałam swój topór wojenny.
                    Głęboko.
                    Miłego odpoczynku! :-))
                    prowokatorka
                    • Gość: maly.k hick, hick IP: 139.57.24.* 26.04.02, 16:14
                      To nie ja, to serwer dostal czkawki. Moja ekscytacja byla ogromna, ale nie az
                      taka.

                      Pozdrawiam,

                      mk. (hick-hick)
        • mary_ann Re: Jak sobie ze sobą poradzic? 26.04.02, 23:00
          Pozdrawiam również :)
    • Gość: ink Re: Jak sobie ze sobą poradzic? IP: *.nas22.new-york1.ny.us.da.qwest.net 25.04.02, 23:37
      Co prawda nie jestem mama i mam nadzieje, ze nigdy nia nie bede musiala byc. W
      kazdym razie na pewno nie ty jedna sie tak czujesz. Wiesz ostatnio moja
      instruktorka jogi urodzila mala slodka coreczke. Przez dwa miesiace nie
      prowadzila zajec, ale nidawno wrocila do pracy. I w ten pierwszy dzien - rany,
      jaka ta kobieta byla szczesliwa, ze mogla wyjsc z domu i znowu byc kims innym
      oprocz mama. Ta jej ulge naprawde mozna bylo dostrzec. Zatem to nie ty, nie
      twoja wina, tylko sam konwenans, ze kobieta musi siedziec w domu calymi dniami
      z malenstwem, bez meza, ktory w tym czasie porusza sie beztrosko w szerokim
      swiecie, jest bardzo krzywdzacy. Moze nie dla wszystkich kobiet, ale mysle, ze
      dla wielu. Wiesz, jeszcze jedna historia. Moja kolezanka urodzila dziecko po
      tym, jak chlopak ja zostawil bo doszedl do wnisoku, ze musi "zyc." Wspominala,
      ze bylo jej ciezko przez pierwszych kilka miesiecy - caly czas z malym, bez
      nikogo, a ponoc najtrudniej bylo jej zniesc brak kontaktu z dzieckiem, ktore
      bylo jeszcze za male, by dac jej znac, ze to co robi dla niego jest mu
      potrzebne, ze dzieki niej czuje sie szczesliwe. Stwierdzila, ze gdy synek
      troche podrosl tasytuacja ulegla zmianie i dopiero wtedy poczula sie mu
      potrzebna i kochana przez niego. Zatem- moze to wszystko wymaga czasu? A moze
      maz moglby z dzieckiem posiedziec, zebys ty mogla gdzies wyjsc - chociaz na
      chwile, zupelnie sama. Takie chwile "wolnosci" sa potrzebne, zeby moc chciec
      wrocic. Trzymaj sie cieplo i nie przejmuj sie tymi arcytradycyjnymi postami
      osob, ktore za cokolwiek cie winia.
      • Gość: Andrzej Re: Jak sobie ze sobą poradzic? IP: 129.93.24.* 25.04.02, 23:43
        Gość portalu: ink napisał(a):

        > Co prawda nie jestem mama i mam nadzieje, ze nigdy nia nie bede musiala byc. W
        > kazdym razie na pewno nie ty jedna sie tak czujesz. Wiesz ostatnio moja
        > instruktorka jogi urodzila mala slodka coreczke. Przez dwa miesiace nie
        > prowadzila zajec, ale nidawno wrocila do pracy. I w ten pierwszy dzien - rany,
        > jaka ta kobieta byla szczesliwa, ze mogla wyjsc z domu i znowu byc kims innym
        > oprocz mama. Ta jej ulge naprawde mozna bylo dostrzec. Zatem to nie ty, nie
        > twoja wina, tylko sam konwenans, ze kobieta musi siedziec w domu calymi dniami
        > z malenstwem, bez meza, ktory w tym czasie porusza sie beztrosko w szerokim
        > swiecie, jest bardzo krzywdzacy. Moze nie dla wszystkich kobiet, ale mysle, ze
        > dla wielu. Wiesz, jeszcze jedna historia. Moja kolezanka urodzila dziecko po
        > tym, jak chlopak ja zostawil bo doszedl do wnisoku, ze musi "zyc." Wspominala,
        > ze bylo jej ciezko przez pierwszych kilka miesiecy - caly czas z malym, bez
        > nikogo, a ponoc najtrudniej bylo jej zniesc brak kontaktu z dzieckiem, ktore
        > bylo jeszcze za male, by dac jej znac, ze to co robi dla niego jest mu
        > potrzebne, ze dzieki niej czuje sie szczesliwe. Stwierdzila, ze gdy synek
        > troche podrosl tasytuacja ulegla zmianie i dopiero wtedy poczula sie mu
        > potrzebna i kochana przez niego. Zatem- moze to wszystko wymaga czasu? A moze
        > maz moglby z dzieckiem posiedziec, zebys ty mogla gdzies wyjsc - chociaz na
        > chwile, zupelnie sama. Takie chwile "wolnosci" sa potrzebne, zeby moc chciec
        > wrocic. Trzymaj sie cieplo i nie przejmuj sie tymi arcytradycyjnymi postami
        > osob, ktore za cokolwiek cie winia.

        Posluchaj ty ultranowoczesna NIE WIADOMO KTO. Bzdury pleciesz.
        Andrzej.
    • Gość: j. do Andrzeja jeszcze raz IP: 10.0.50.* 26.04.02, 01:55
      Mam putanie - jak to, ze byles 3 razy zonaty ma swiadczyc o Twojej dojrzalosci,
      odpowiedzialnosc i madrosci zyciowej. Wydaje mi sie, ze to swiadczy o
      przynajmniej dwoch porazkach. 3 razy rozpoczynales od nowa budowanie zwiazku,
      ktory przeciez z zalozenia jest dozywotnim. Trudno Cie uznac za autorytet
      moralny. (chyba, ze miales tak strasznego pecha i dwa razy zostales wdowcem -
      wtedy bardzo przepraszam).
      I jeszcze drugie pytanie - dlaczego utozsamiasz prawde z agresja? Miedzy
      owijaniem w bawelne, a wlanieciem mlotkiem sa jeszcze jakies drogi posrednie.
    • maly.ksiaze Re: Jak sobie ze sobą poradzic? 26.04.02, 02:38
      Zwykle nie udzielam rad, nie pocieszam itd., ale Twoja sytuacja wyglada
      dosc ...hmm.. znajomo. Zatem:
      1. Nie Ty jedna przez to przechodzisz. Widzialem to z bliska na wlasne oczy dwa
      razy. Po pewnym czasie mija.
      2. Prowokatorka miala racje o tyle, ze masz bardzo powazny obowiazek i po
      prostu sie z tym pogodz. Nie ma innego wyjscia.
      3. Spij wiecej. Brak snu (a przy malym dziecku go brakuje, zwlaszcza matce)
      meczy i powoduje takie wlasnie poczucie bezsensu.
      4. Wsparcie meza. Potrzebujesz. Masz prawo - wymagaj.
      5. Wez sie w garsc. To minie. Pozniej jest juz coraz lepiej. Naprawde.

      Pozdrawiam i zycze pogody ducha,

      mk.
    • dalla Do Olakwi 26.04.02, 13:00
      Nie jestem mama, wiec trudno mi sie postawic w Twojej sytuacji. Wiem tylko, ze
      mysl o dziecku mnie przeraza.

      Twoj post jest odpowiedzia na opinie typu: " jak urodzisz dziecko, to instynkt
      macierzynski sam przyjdzie". Jak widac - niekoniecznie.
      Nie dla kazdej kobiety macierzynstwo jest powolaniem i nie wszystkie musza sie
      dobrze czuc w roli matki.

      No tak, ale Ty matka juz jestes. I choc nie musisz tego polubic, to powinnas
      zaakceptowac ten fakt - byc moze wizyta u psychologa moglaby pomoc.
      Nie czuj sie jednak winna, ze masz ochote wyjsc z domu, czy "podrzucic" dziecko
      dziadkom.
      Ja tam wolalam, kiedy moja mama wiecej czasu poswiecala sobie niz mi, bo byla
      zadowolona i usmiechnieta, a rodzina tylko na tym korzystala. A ja sie czulam
      kochana, bo nigdy nie mialam poczucia, ze mama cos robi dla mnie czy dla
      siostry, dlatego, ze musi.



    • Gość: moi Re: Jak sobie ze sobą poradzic? IP: 213.25.85.* 26.04.02, 14:56
      To o czym piszesz to bardzo poważny problem. Nie jestem psychologiem, ale wiem,
      że to co czujesz bardzo często czują kobiety cierpiące na depresję poporodową.
      Niestety większość z nich żyje w ogromnym poczuciu winy, co nie ułatwia wyjście
      z tej patowej sytuacji. Do tego dochodzi na ogól niezrozumienie problemu przez
      najbliższych. Rady typu "weź się w garść, nie histeryzuj, jak to nie cieszysz
      się dzieckiem itp. tylko pogłębiają depresję. Ciężko jest kobiecie gdy wkoło
      słyszy ,że macierzyństwo to radość a ona tego nie czuje a wszyscy tego od niej
      oczekują.
      Myślę, że najwyższa pora udać się po pomoc do specjalisty. Z tego można wyjść a
      specjalista pomoże Ci cieszyć się macierzyństem - zrób to dla siebie, dziecka i
      męża. I pamiętaj nie jesteś jedyną matką, która kocha swoje nowonarodzone
      dziecko, ale ... czuje to co czujesz.
      Moja depresja na szczęście trwała tylko i aż miesiąc, pomimo, że ciąża była
      zaplanowana i na dziecko czekałam z radością i pełną akceptacją. Tylko, że mi
      wtedy nikt nie powiedział, że istnieje coś takiego jak depresja poporodowa.
      • Gość: Andrzej do mk i innych IP: *.unl.edu 26.04.02, 15:46
        Gość portalu: moi napisał(a):

        > To o czym piszesz to bardzo poważny problem. Nie jestem psychologiem, ale wiem,
        >
        > że to co czujesz bardzo często czują kobiety cierpiące na depresję poporodową.
        > Niestety większość z nich żyje w ogromnym poczuciu winy, co nie ułatwia wyjście
        >
        > z tej patowej sytuacji. Do tego dochodzi na ogól niezrozumienie problemu przez
        > najbliższych. Rady typu "weź się w garść, nie histeryzuj, jak to nie cieszysz
        > się dzieckiem itp. tylko pogłębiają depresję. Ciężko jest kobiecie gdy wkoło
        > słyszy ,że macierzyństwo to radość a ona tego nie czuje a wszyscy tego od niej
        > oczekują.
        > Myślę, że najwyższa pora udać się po pomoc do specjalisty. Z tego można wyjść a
        >
        > specjalista pomoże Ci cieszyć się macierzyństem - zrób to dla siebie, dziecka i
        >
        > męża. I pamiętaj nie jesteś jedyną matką, która kocha swoje nowonarodzone
        > dziecko, ale ... czuje to co czujesz.
        > Moja depresja na szczęście trwała tylko i aż miesiąc, pomimo, że ciąża była
        > zaplanowana i na dziecko czekałam z radością i pełną akceptacją. Tylko, że mi
        > wtedy nikt nie powiedział, że istnieje coś takiego jak depresja poporodowa.


        Mk, to ze nic madrego nie wymysliles w dyskusjach ze mna to juz twoj problem nie
        moj. Obserwuje cie od jakiegos czasu na forum i oprocz okraglych, "zgola"
        cieplych, "technicznie" poprawnych, dobrze uczesanych, politycznie "na czasie"
        porad nic nie wniosles do dyskusji. Jest taki rodzaj dyskutantow na forum,
        ktorzy sa "wiecznie" usmiechnieci, pelni tzw. wiedzy na kazdy temat, w miare
        elokwentni, ale z gruntu nie wiedzacy tak naprawde o co im chodzi. Na Informacje
        Dnia wypowiadala sie niejaka MAG z Teksasu, cos w twym stylu, wszystko wiedzaca,
        do kilku miejsc po przecinku, przeslodko mila, ale wywolujaca mdlosci. Wole jak
        czasami pojawi sie ktos "niereformowalny" na tym forum, niz sluchac tego samego,
        bezbarwnego gledzenia, ktore i tak nic nie wnosi do tematu, poza miejscem na
        twardym dysku.
        Za zadnego moralnego przewodnika sie nie uwazam i nie uwazalem. Ale z racji
        mojego poturbowanego zycia, czesto z mojej winy, chce sie tu wypowiadac, nie po to
        by podpisac sie pod jakimis nowymi "wynalazkami" psychologi rodzinnej, ale
        zeby troche potrzasnac uczestnikami, zeby im skrocic droge do wyjscia z dolka,
        czy to jest alkoholizm, czy problemy innej natury. Wiem co nieco o oddanych
        dzieciach do dziadkow, gdyz ja bylem oddany majac zaledwie 2 miesiace, moje
        pierwsze dziecko bylo oddane do dziadkow, co spowodowalo po roku smierc ciezko
        chorej babci (o chorobie jej nic albo nie wiele wiedzialem)z powodu wyczerpania.
        Moja byla zona wiedziala o chorobie serca swej matki, jednak wolala miec wolna
        reke bez dziecka. Ja byle wtedy chulajacym w dobre studentem. Drugie dziecko
        zostawilem uciekajac za granice i dopiero teraz po 18 latach jest szansa ze
        moj syn przyjedzie do mnie do Stanow na stale.
        Jak wiec widzicie, filter moich osobistych przezyc kaze mi reagowac tak a nie
        inaczej, gdyz gdzies w srodku czuje bol dziecka opuszczonego, oddanego w imie
        mojej wygody. To sa sprawy wysoce emocjonalne i wierze ze konfrontacja wstrzasowa
        ma o wiele wiecej szans na suksces niz bawelniarstwo i nie nazywanie rzeczy po
        imieniu.
        Pozdr, Andrzej.
        • prowokatorka Do Andrzeja. :-)) 26.04.02, 15:54
          Witaj Andrzeju!
          Od pewnego czasu bywam na tym Forum z lubością czytując Twoje wpisy! :-))))
          Rymujemy się dokładnie we wszystkich poglądach czego najświeższym dowodem jest
          wczorajsza polemika! Cieszę się , że mogę Cię czytać.
          Pozdrawiam weekendowo i słonecznie.
          prowokatorka
          • Gość: Andrzej Re: Do Andrzeja. :-)) IP: *.unl.edu 26.04.02, 16:03
            prowokatorka napisał(a):

            > Witaj Andrzeju!
            > Od pewnego czasu bywam na tym Forum z lubością czytując Twoje wpisy! :-))))
            > Rymujemy się dokładnie we wszystkich poglądach czego najświeższym dowodem jest
            > wczorajsza polemika! Cieszę się , że mogę Cię czytać.
            > Pozdrawiam weekendowo i słonecznie.
            > prowokatorka

            Klaniam sie niezgrabnie po same brzusisko i pozdrawiam takze.
            Andrzej.
        • Gość: maly.k Do Andrzeja IP: 139.57.24.* 26.04.02, 16:08
          Zwykle odpowiadam na listy skierowane do mnie, wiec - mimo braku checi -
          odpowiem i teraz.
          1. Daruj sobie wypowiedzi na temat mojej mialkosci, elokwencji fryzury, zarostu
          itp. Nie pisuje tutaj na Twoj benefis, odpusc sobie sumujace oceny mojej
          skromnej osby.
          2. Znasz jezyk angielski, prawda? Wiesz, jaka jest roznica miedzy 'honest'
          a 'blunt'?
          3. Chcesz prawdy? Najwieksza zaleta ideologii ktora wyznajesz i tu propagujesz
          jest to, ze kazdemu 'przez los dotknietemu' popaprancowi pozwala patrzec z gory
          na wszystkich innych tylko dlatego, ze on 'szuka Prawdy' a pozostali 'zyja
          zludzeniami'.
          4. Moje poglady sa moje i tylko moje. Nie zapisuje sie do zadnej grupy, nie
          przynaleze, nie propaguje. Nie podobaja Ci sie - patrz pt.5.
          5. Pocaluj mnie w d...

          Pozdrawiam,

          mk.
          • Gość: Andrzej Re: Do Andrzeja IP: *.unl.edu 26.04.02, 16:40
            Gość portalu: maly.k napisał(a):

            > Zwykle odpowiadam na listy skierowane do mnie, wiec - mimo braku checi -
            > odpowiem i teraz.
            > 1. Daruj sobie wypowiedzi na temat mojej mialkosci, elokwencji fryzury, zarostu
            >
            > itp. Nie pisuje tutaj na Twoj benefis, odpusc sobie sumujace oceny mojej
            > skromnej osby.
            > 2. Znasz jezyk angielski, prawda? Wiesz, jaka jest roznica miedzy 'honest'
            > a 'blunt'?
            > 3. Chcesz prawdy? Najwieksza zaleta ideologii ktora wyznajesz i tu propagujesz
            > jest to, ze kazdemu 'przez los dotknietemu' popaprancowi pozwala patrzec z gory
            >
            > na wszystkich innych tylko dlatego, ze on 'szuka Prawdy' a pozostali 'zyja
            > zludzeniami'.
            > 4. Moje poglady sa moje i tylko moje. Nie zapisuje sie do zadnej grupy, nie
            > przynaleze, nie propaguje. Nie podobaja Ci sie - patrz pt.5.
            > 5. Pocaluj mnie w d...
            >
            > Pozdrawiam,
            >
            > mk.

            Nawet taki bradziaga, chuncwot, dzierzykufel jak ja, nie posunie sie do punktu
            piatego twej wypowiedzi. Oj mk, cos z nerwami nie tak.
            Pozdr, Andrzej.
            • Gość: maly.k Re: Do Andrzeja IP: 139.57.24.* 26.04.02, 16:48
              Aby bylo jasne: nic przeciwko Tobie osobiscie nie mam. W pewnym sensie Cie
              lubie - bo lubie poznawac (i doceniam) punkty widzenia odmienne od mojego.

              Tylko odpusc juz sobie 'mk i podobnych' i podobne szeregowanie. To takie
              dyskusyjne buractwo.
              A punkt 5 - wet za wet, Andrzeju.

              Pozdrawiam,

              mk.
              • Gość: Andrzej Re: Do Andrzeja IP: *.unl.edu 26.04.02, 16:51
                Gość portalu: maly.k napisał(a):

                > Aby bylo jasne: nic przeciwko Tobie osobiscie nie mam. W pewnym sensie Cie
                > lubie - bo lubie poznawac (i doceniam) punkty widzenia odmienne od mojego.
                >
                > Tylko odpusc juz sobie 'mk i podobnych' i podobne szeregowanie. To takie
                > dyskusyjne buractwo.
                > A punkt 5 - wet za wet, Andrzeju.
                >
                > Pozdrawiam,
                >
                > mk.

                Tez Cie lubie, tylko mnie troche denerwujesz, czy ja wiem tak naprawde,
                dlaczego ? Ok, ty mnie nie namawiaj do ... punktu 5, a ja dam spokoj
                twemu uczesaniu.
                Pozdr, Andrzej.
        • Gość: iwek do Andrzeja IP: *.dialog.net.pl / *.wroclaw.dialog.net.pl 26.04.02, 18:30
          Nie rozumiem, w imię jakiej (przepraszam za słowo)zafajdanej prawdy
          występujesz. Twoje nazywanie rzeczy po imieniu jest tylko tuszowaniem prawdy.
          Prawda jest taka, że macierzyństo jest trudną i ciężką pracą. A przede
          wszystkim-odpowiedzialną. I najwyższy czas, by odmitologizować rolę matki.
          Matka nie musi być świętą.
          Tymczasem Ty potwierdzasz stereotyp myślenia, dzięki któremu kobiety na siłę
          starają się być ideałami. Możesz się tylko wypowiadać jako syn lub ojciec, nie
          masz natomiast zielonego pojęcia, co czuje kobieta. Bo ta sprawa nigdy nie
          dotknęła Ciebie bezpośrednio.
          Niech wypowiedzą się kobiety. Ich prawda jest dla mnie bardziej wiarygodna.

          pozdrawiam
          • Gość: Andrzej Re: do Andrzeja IP: *.unl.edu 26.04.02, 18:45
            Gość portalu: iwek napisał(a):

            > Nie rozumiem, w imię jakiej (przepraszam za słowo)zafajdanej prawdy
            > występujesz. Twoje nazywanie rzeczy po imieniu jest tylko tuszowaniem prawdy.
            > Prawda jest taka, że macierzyństo jest trudną i ciężką pracą. A przede
            > wszystkim-odpowiedzialną. I najwyższy czas, by odmitologizować rolę matki.
            > Matka nie musi być świętą.
            > Tymczasem Ty potwierdzasz stereotyp myślenia, dzięki któremu kobiety na siłę
            > starają się być ideałami. Możesz się tylko wypowiadać jako syn lub ojciec, nie
            > masz natomiast zielonego pojęcia, co czuje kobieta. Bo ta sprawa nigdy nie
            > dotknęła Ciebie bezpośrednio.
            > Niech wypowiedzą się kobiety. Ich prawda jest dla mnie bardziej wiarygodna.
            >
            > pozdrawiam

            iwek, klepiesz androny. wedlug ciebie sprawcy zbrodni powinni sami siebie
            wychowywac, bo tylko oni wiedza przez jakie pieklo przeszli, dzieci powinne
            byc pozostawione sobie, bo my woly zapomnielismy jak cielakami bylismy,
            my heteroseksualisci nie mozemy wypowiadac sie o homoseksalistach, bo nie wiemy
            jak wyglada kochanie inaczej, z wrzodem na dupie moge pojsc tylko do lekarza,
            ktory nosi podobny wrzod...
            przemysl to obronco NIE WIADOMO CZEGO.
            Andrzej.
        • Gość: fnoll Re: do mk i innych IP: *.bydgoska.krakow.pl 26.04.02, 21:31
          andrzeju

          z "byciem czlowiekiem po przejsciach" moze byc ten problem, ze slowa innych
          naginasz do swych wlasnych, intensywnych doswiadczen - i de facto wszelkie
          udzielane przez ciebie rady odnosza sie do ciebie samego

          trudno wczuc sie w subtelnosci historii innych, dostrzec, zaakceptowac i
          docenic roznice, gdy ciagle ma sie swoj bagaz w glowie

          jak czlowiek jest przepelniony, to trudno mu zrobic w sobie miejsce na druga
          osobe - ludzie zajmujacy sie zawodowo "pomagactwem" (psychoterapeuci) by moc w
          ogole skutecznie wykonywac swoj fach musza na wstepie wlasnie przepracowac
          wlasne trudne doswiadczenia po to, aby nie patrzyc przez ich pryzmat na
          problemy swych klientow, by niejako moc dostrzec druga osobe w sposob
          mozliwie "najczystszy"

          takze, andrzeju, choc przyznam, ze lepiej mowic do rzeczy, niz paplac tak aby
          nikomu sie nie narazic jednoczesnie zapewniajac sobie poczucie bycia w
          kontakcie - to wez prosze pod uwage, ze sposob wchodzenia w relacje nie jest
          tak czarno-bialy jak to przedstawiasz

          troche wrazliwosci :)

          pzdr

          fnoll
          • Gość: Andrzej Re: do mk i innych IP: *.unl.edu 26.04.02, 21:45
            Gość portalu: fnoll napisał(a):

            > andrzeju
            >
            > z "byciem czlowiekiem po przejsciach" moze byc ten problem, ze slowa innych
            > naginasz do swych wlasnych, intensywnych doswiadczen - i de facto wszelkie
            > udzielane przez ciebie rady odnosza sie do ciebie samego
            >
            > trudno wczuc sie w subtelnosci historii innych, dostrzec, zaakceptowac i
            > docenic roznice, gdy ciagle ma sie swoj bagaz w glowie
            >
            > jak czlowiek jest przepelniony, to trudno mu zrobic w sobie miejsce na druga
            > osobe - ludzie zajmujacy sie zawodowo "pomagactwem" (psychoterapeuci) by moc w
            > ogole skutecznie wykonywac swoj fach musza na wstepie wlasnie przepracowac
            > wlasne trudne doswiadczenia po to, aby nie patrzyc przez ich pryzmat na
            > problemy swych klientow, by niejako moc dostrzec druga osobe w sposob
            > mozliwie "najczystszy"
            >
            > takze, andrzeju, choc przyznam, ze lepiej mowic do rzeczy, niz paplac tak aby
            > nikomu sie nie narazic jednoczesnie zapewniajac sobie poczucie bycia w
            > kontakcie - to wez prosze pod uwage, ze sposob wchodzenia w relacje nie jest
            > tak czarno-bialy jak to przedstawiasz
            >
            > troche wrazliwosci :)
            >
            > pzdr
            >
            > fnoll

            Wedle rozkazu.
    • Gość: fnoll Re: Jak sobie ze sobą poradzic? IP: *.bydgoska.krakow.pl 26.04.02, 16:14
      grunt, ze nie udajesz, ze nie jest jak jest

      proponuje ci pogrzebac troche w literaturze "rodzinnej" - takie rozumowe
      zglebienie, opanowanie sytuacji moze byc bardzo pomocne, samo poczucie, ze sie
      z grubsza rozumie dlaczego jest jak jest daje duzo luzu - mozemy latwiej
      zaakceptowac siebie i sytuacje, nie uciekajac lepiej rozpoznac szanse rozwoju

      bo przeciez jest na pewno iles tam sposobow na to, byscie stanowili rodzine
      ludzi czerpiacych z przebywania z sobia wiele radosci i inspiracji, wsparcia -
      trzeba je tylko wspolnie wynalezc

      pojawienie sie pierwszego dziecka to kryzys dla kazdej pary, szczegolnie gdy
      przychodzi na swiat w niezbyt dla nas wygodnej sytuacji (ale coz, wiekszosc
      dzieci rodzi sie w okolicznosciach mowiac delikatnie niewolnych od problemow) -
      a w kryzysach albo sie zastyga, albo sie je przezwycieza

      co jest rozwiazaniem? sytuacja kiedy na powrot wszyscy czlonkowie rodziny
      poczuja sie ze soba nawzajem dobrze

      takie naturalne kryzysy sa zawsze dla nas szansa rozwoju

      czego waszej trojce zycze :)

      fnoll
    • mysz_ Re: Jak sobie ze sobą poradzic? 26.04.02, 22:22
      cześć skarbie:-))
      ja urodziłam dziecko planowane z meżczyna ktorego kocham i co??
      przeszłam to samo co ty, moje klozeanki i bratowa i kuzynki mówiły to samo.
      Tatalna frustracja i wyalienowanie. Każdy normalny czlowiek nagle wyrwany z
      zycia, moze zareagowac stanem depresyjnym. Nie próbuj byc doskonała. Zarezerwuj
      sobie czas tylko dla siebie. Jesli mozesz to wracaj do pracy, spotykaj sie z
      ludzmi. Jesli masz byc nieszczesliwa mama caly dzien z dzieckiem to lepiej idz
      do pracy i badz po poludniu dla dziecka mamą zadowolona. Dbaj oo siebie, idz na
      rower, aerobik, piwo z kumpelka albo do kina.
      Pamiętaj że nikt nie jest doskonaly, i nawet w badziewiastych pisemkach pisza
      do mam: płaczcie jak nie wytrzymujescie jak nie dajecie rady.
      Nie jestes sama, nie jestes dziwna.
      Poza tym staraj sie pomyslec ze ta malenka istotka baardzo wlasnie teraz
      potrzebuje twojego ciepla. Dla niemowlaka jego mama to byc albo nie byc.
      Nie do kazdego macierzynstwo przychodzi od razu, u mnie to trwało naprawde
      dlugo. Ale mam dla ciebie swietna wiadomosc:-)))) dzieci rosna!!!
      I mozna potem wszedzie normalnie wyjsc, dac na sobotni wieczor do babci a ty
      wtedy bierz meza pod pache, zrob sie na bostwo i idz gdzies sie rozerwac.
      Trzymaj sie cieplutko-to wszystko minie zobaczysz
      Ja naprawde jestem juz szczesliwa mamą a było tak samo jak u ciebie
    • Gość: anka Re: Jak sobie ze sobą poradzic? IP: *.usw-1-225.pacifier.com 27.04.02, 06:42
      Moze wroc do pracy i zatrudnij nianie (jesli mozesz) albo popros rodzicow o
      opieke nad dzieckiem. Mysle, ze skoro nie lubisz zjmowac sie dzieckiem, a nie
      watpie, ze je kochasz,to moze powrot do pracy uszczesliwilby i ciebie i
      dziecko, ktorym zjmowalby sie ktos kto lubi dzieci. Pozdrawiam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka