fnoll
17.11.04, 20:25
wykracza poza samą kanapkę ... ile byśmy chleba nie ciamkali, żuli, siorbali, rozgryzali ... nie znajdziemy w nim wszystkiego, czego szukamy ...
każdego następnego wieczoru przystępujemy do tej samej procedury "odsączenia"
kolacyjności i znowu odchodzimy z bąkiem ...
gdzie jest więc owa kolacyjność ?
w kształtach ? napewno nie ... że niby trochę bardziej spoiste od obiadu unużanego w sosie ? nie, nie w nich znajdziemy esencję ...
kolacja jest perfekcyjnym usypiaczem, manifestacją łagodności ....
łagodność w ogóle, i możliwość smakowania lekkości są atrybutami "wyzierającymi" z innej przestrzeni ... kolacyjność jest sentymentalnym pożegnaniem, manifestujacym się tu i teraz, ale nie osiągalnym w całości z naszej perspektywy ...
możemy ją, kolacyjność, muskać i podziwiać, ale nigdy nie spożyjemy jej w
całości ... zawsze zostanie coś dla pleśni i roztoczy