jalando878
24.03.24, 06:16
Chciałabym, aby ktoś innym okiem spojrzał i napisał co myśli. Jestem obecnie w trudnym momencie mojego życia. Odeszłam od męża, który latami znęcał się nade mną. Mieszkam z 5-letnią córką sama w dużym mieście. Jestem osobą, której bardzo ciężko prosić o pomoc. Uczę się tego dlatego, że tej pomocy zwyczajnie czasami potrzebuje, gdy córka jest chora albo gdy mam jakieś sprawy do załatwienia. Nie nadużywam tej pomocy. Nie spotykam się z koleżankami, nie wychodzę do kina- proszę o pomoc gdy naprawdę potrzebuje. Nie ukrywam, że już mi trochę to ciąży, że chętnie bym spotkała się ze znajomymi, chętnie bym wyszła gdzieś sama. Nie chcę jednak obciążać osób, które mi od czasu do czasu pomagają. Mam długoletnią przyjaciółkę, która mieszka 25 km od nas. Jest signielką. Wiadomo, nigdy nie wymagam, aby ktoś rezygnował ze swoich planów aby mi pomóc. Jakiś czas temu umówiłam się z moją przyjaciółką, że przypilnuje moją córeczkę. W ostatniej chwili odmówiła tłumacząc, że ma awarie auta. Ok- zdarza się. Nie rozmyślałam o tym wtedy. Jednak okazało się całkiem przypadkowo, że w tym czasie pożyczyła auto firmowe, aby być mobilną i w sobotę tym autem była w moim mieście. Poczułam żal. Rzadko kiedy ją o coś proszę, praktycznie w ogóle. Zaczęłam rozmyślać, że gdyby ona była w mojej sytuacji, powiedziałabym- Słuchaj, zajmę się Twoją córką w sobotę idź do kina, przejdź się gdzieś, zrób sobie spokojnie zakupy, złap oddech. Czeka mnie ciężka rozprawa rozwodowa, moja przyjaciółka niestety nie zgodziła się być świadkiem- wiem, ma prawo- nie nalegałam na to. Jednak teraz jak rozmyślam o naszej relacji to czuje jakiś żal. Często jest w moim mieście, ani raz nie zapytała - Chcesz sobie wyjść spokojnie na zakupy? Nie wiem czy te moje odczucia są zasadne.