08.05.02, 21:03
Dla mnie jestes po prostu WIELKI Kwieto.
Przeczytalam wszystkie Twoje wypowiedzi od poczatku istnienia tego forum. Przez
dwa tygodnie zajmowalam sie analizowaniem Twojego spojrzenia na swiat.
Wyrazales go w oszczednej i lakonicznej formie. Wywrociles moje poglady na
zycie do gory nogami. Dzieki Tobie zainteresowalam sie buddyzmem zen.

Pamietaj ze jest taka Antosia ktore zawdziecza Ci bardzo duuuuuuuzo:-)))))) Papa
Obserwuj wątek
    • kwieto Re: KWIETO 08.05.02, 22:14
      ekhem... bardzo mi milo, nawet sie nieco czerwienie, tylko... nie przesadzajmy
      z ta wielkoscia :"))) Tutaj kazdy sie uczy czegos od kazdego, ja sie na
      przyklad bardzo wiele nauczylem od was, wiec... wszyscy sa wielcy :")))
      • masaker Re: KWIETO 09.05.02, 10:39
        Dziękuję, że pisząc wszyscy niechcący miałes na mysli także mnie.
        A na poważnie - jak to jest, że ktos czytając twoje posty (a ja ich też kilka przeczytałem jeszcze jako pan
        b.) zainteresował się buddyzmem, a ja - nie? Może ja jestem jakis nienormalny, co?
        • kwieto Re: KWIETO 09.05.02, 11:19
          Brakuje Ci po prostu piatej klepki, a siodma przesunela sie na miejsce
          czwartej, ot co. :")
          • masaker Re: KWIETO 09.05.02, 11:58
            Jak mogłes powiedzieć to publicznie!? Przecież prosiłem cię, żebys nie ujawniał takich danych.
            Jestes odrażający moralnie...
            • kwieto Masaker 09.05.02, 12:36
              wymsknelo mi sie... ;")
              • Gość: Andrzej do wszystkich IP: *.navix.net 09.05.02, 16:17
                kwieto napisał(a):

                > wymsknelo mi sie... ;")

                A tak szczerze mowiac, geniusz kwieta to moj wynalazek. Ja go jako pierwszy
                promowalem na tym forum, ja zbieralem najwieksze kopniaki od Mistrza,
                ja obwiescilem swiatu, ze kwieto jest tworca Eaaatamizmu, ja bronilem go
                przed zwolennikami fnolla, i ja powtarzam, ze Antosia ma racje, a nie kwieto.
                Zycze mu, by GW wylowila go z tlumu doradcow wszelkiej masci i przyjela go na
                caly etat.
                Pozdr, Andrzej.
                • pastwa Andrzej wypromuj i pozostałych !!! 09.05.02, 16:21
                  Tylko geniusz mógł stworzyć geniusza, zatem czapki z głów przed Andrzejem.
                  • kwieto Re: Andrzej wypromuj i pozostałych !!! 09.05.02, 16:26
                    Tak jest! A zarazem musze uchylic czola przed akuszerem Eeeetamizmu, ktore to
                    okreslenie bardzo mi przypadlo do gustu :")))
                  • Gość: Andrzej do pastwy IP: *.navix.net 09.05.02, 16:39
                    pastwa napisał(a):

                    > Tylko geniusz mógł stworzyć geniusza, zatem czapki z głów przed Andrzejem.

                    Nie pozostawie Cie na pastwe losu, Pastwo. Jestes w pierwszej Trojcy, w
                    kolejnosci: Mistrz Lin Kwie To, Ding Fnoll Dong, i ty Zapas Twa Hua.
                    Wiec nie przejmuj sie.
                    Pozdr, Andrzej.
                    • pastwa Re: do Andrzeja, Szefa wszystkich szefów 09.05.02, 17:02
                      And_ pomysleć, jakie to polskie imię, posiada moce drze_miące w _ju
                      • mariposa wstretne meskie szowinistyczne swinie!!!!!!! 09.05.02, 17:52
                        • pastwa Re: wstretne meskie szowinistyczne swinie!!!!!!! 09.05.02, 17:56
                          Mariposa nie wkurzaj się znowu, my tu wszyscy na forum jestesmy tylko
                          geniuszami, Ty natomiast jesteś nadgeniuszką, dlatego milczymy na Twój temat.
                          • mariposa bedac mloda lingwistka... 09.05.02, 18:10

                            przyszlo raz do mnie geniuszy kilku pytajac, ktory z geniuszy najwiekszym jest.
                            poddalam wszystkich natychmiastowej obdukcji i korzystajac z mojego bogatego
                            doswiadczenia lingwistycznego, stwierdzilam, ze posiadajac ten sam zrodloslow,
                            GENIusz miesci sie w GENItaliach. bedac kobieta ze wszech miar delikatna i
                            taktowna pozostawilam szanownych panow sam na sam z NAGA prawda.

                            • pastwa Re: bedac mloda lingwistka... 09.05.02, 18:23

                              GENeralnie odnosze wrazenie, że tu bardziej przydałoby się inne doświadczenie,
                              niż lingwistyczne. Talia genów jest bowiem dość trudna do językowego badania(
                              chyba, że perwersyjnie interpretując).
                              Mari poza, jest owszem delikatną pozą,a to przyjemniejsze jest dla wielu
                              GENItaliuszy, niż sam geniusz.

                              • Gość: Andrzej Re: bedac mloda lingwistka... IP: *.navix.net 09.05.02, 21:18
                                pastwa napisał(a):

                                >
                                > GENeralnie odnosze wrazenie, że tu bardziej przydałoby się inne doświadczenie,
                                > niż lingwistyczne. Talia genów jest bowiem dość trudna do językowego badania(
                                > chyba, że perwersyjnie interpretując).
                                > Mari poza, jest owszem delikatną pozą,a to przyjemniejsze jest dla wielu
                                > GENItaliuszy, niż sam geniusz.
                                >
                                Nie przejmuj sie pastwa tymi kobiecymi gadkami. Kobieta jest najszczesliwsza gdy
                                sie... NAGAda, hihihihi.
                                Pozdr, Andrzej
                                • pastwa Re: bedac mloda lingwistka... 09.05.02, 22:05
                                  Ja się nie denerwuję, jestem tylko zaskoczony tym, że kobieta dostrzegająca
                                  geniusz w męskich genitaliach, pozostawia tych niezwykłych ludzi samym sobie
                                  nago, zatem skłania mnie to do podtrzymania mej wypowiedzi, iż jest ona
                                  nadGenitaliuszką.
    • tetsua Re: KWIETO 09.05.02, 16:25
      Ja tu jestem od niedawna, ale tez z wieeeeeelka uwagą czytam odpowiedzi.
      I muszę przyznać, że chętnie się przyłącze do Fun Clubu Kwieto. Nie żeby mi tak
      od razu wywrócił życie do góry nogami :-)... ale miło się go czyta. Mam jeszcze
      jednego faworyta, ale to może przy innej okazji zdradzę, kto nim jest.
      Pozdrawiam Cię ciepło, Kwieto.
    • Gość: Kulka Re: KWIETO IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 09.05.02, 18:14
      Pamietaj ze jest taka Antosia ktore zawdziecza Ci bardzo duuuuuuuzo:-))))))
      Papa

      .....a ja się zastanawiam po co? Po co Kwieto a ogólnie ktokolwiek ma pamiętac
      że ktos mu coś zawdzięcza? Czy po to żeby sie samouwielbiac? czy też po to zeby
      kiedyś ten dług wdzięczności odebrać???
      • antosia Re: KWIETO 09.05.02, 18:49

        Dzis gdy przeczytalam wczorajsza swoja wypowiedz to stwierdzilam ze faktycznie
        wyszlam pewno na egzaltowanego pajaca (moze jeszcze ogolonego na lyso..hihi). Ale
        nie czepiaj sie Kulka:) Nikt nie musi o niczym pamietac i przeciez to nie ma
        zadnego znaczenia. Wcale nie przyjmuje tego co pisze Kwieto tak calkiem
        bezkrytycznie. To sa tylko pewne pomysly, stany, koncepcje, opis celow do
        osiagniecia w jego rozumieniu. I wiem ze ja SAMA MUSZE...Chcialam mu tylko
        podziekowac ze jest.

        Gość portalu: Kulka napisał(a):

        > Pamietaj ze jest taka Antosia ktore zawdziecza Ci bardzo duuuuuuuzo:-))))))
        > Papa
        >
        > .....a ja się zastanawiam po co? Po co Kwieto a ogólnie ktokolwiek ma pamiętac
        > że ktos mu coś zawdzięcza? Czy po to żeby sie samouwielbiac? czy też po to zeby
        >
        > kiedyś ten dług wdzięczności odebrać???

        • mariposa Antosia 09.05.02, 19:03

          nie wiem czym sie kierowalas, ale przeciez Kwieto sie loguje...
          • antosia Re: Antosia 09.05.02, 19:23
            Nie proszona nie wskakuje nikomu na priv. Poza tym nie widzialam nic zlego w
            podziekowaniu Kwieto na forum. Zazdrosna jestes?

            mariposa napisał(a):

            >
            > nie wiem czym sie kierowalas, ale przeciez Kwieto sie loguje...

        • Gość: Kulka Re: KWIETO do Antosi IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 09.05.02, 20:56
          ....Nie było moim zamiarem się czepiac, po prostu zastanowiło mnie ogólnie, czy
          jest jakis sens w pamiętaniu ,że ktoś nam coś zawdzięcza i to wszystko. Dodam
          też że nie jestem zazdrosna :) Szkoda ,że nie odpowiedziałas na moje
          pytanie,które zresztą nie było personalnie do Ciebie skierowane , tylko
          ogólnie, do wszystkich. Pzdr
          • Gość: mariposa ogolnie IP: *.biz.mindspring.com 09.05.02, 21:23

            tak ogolnie to przeczytalam kiedys, ze, paradoksalnie, wieksza sympatia darzymy
            osoby, ktorym wyswiadczylismy jakas przysluge, niz osoby, ktore nam zrobily
            uprzejnosc.

            mozna to wytlumaczyc w dwojaki sposob:
            - nie lubimy miec dlugow wdziecznosci
            - probujemy "udowodnic" sobie, ze dana osoba byla warta naszego zaangazowania,
            troche ja przy tym idealizujac i obdarzajac sympatia (niekoniecznie
            uzasadniona).

            czy ten mechanizm jest prawdziwy czy to tylko nadinterpretacja zazdrosnych
            naukowcow ;-)))
            • Gość: Kiepski Re: Kwieto - i ogolnie do wszystkich IP: *.214.108.204.Dial1.Boston1.Level3.net 09.05.02, 22:14
              Nie zagladalem na Forum przez ponad pol roku - ciesze sie widzac wszystkich "starych" bywalcow
              w dobrym nastroju walczacych o palme pierwszenstwa. Dalej Kwieto! - doradzaj wszystkim we
              wszystkim (taki jest charakter tego forum) - dobra robota! Nie daj sie zagadac Mariposie, ani
              uspic "ojcowskim" pochwalom Andrzeja, czy otumanic uwodzicielskiej Antosi!
              Czas, jednak skonczyc ten watek, bo Kwieto popadnie w samouwielbienie - a jest przeciez
              potrzebny teraz innym!

              Wiem, ze pewien mlody czlowiek czytujacy Forum, zadaje sobie pytanie:
              "Czy to wina moich rodzicow, ze jestem taki jak jestem? - jesli tak - to czy moge zwalic na nich
              wszystkie swoje zyciowe niepowodzenia?".

              Ciekaw jestem - co Kwieto by powiedzial temu mlodziencowi.

              Pozdrawiam Wszystkich,

              Kiepski
              • Gość: mariposa a Kwieto na to... IP: *.biz.mindspring.com 09.05.02, 22:32
                "eeeeeetam,
                o ile oczywiscie nie mozemy lekcewazyc wplywu genow, na to, jacy jestesmy, to
                JA uwazam, ze TAK NAPRAWDE TO kazdy w pewnym momencie staje sie w pelni
                swiadomym, a co za tym idzie odpowiedzialnym za siebie czlowiekiem. JA na
                przyklad, o ile nie mialem wplywu na kolor wlosow, ktorym zostalem obdarzony,
                to SAM wybralem uczelnie, ktora UKONCZYLEM,a takze to co zjadlem na sniadanie.
                zatem radzilbym ci wziasc zycie w swoje rece, przeanalizowac swoje
                dotychczasowe porazki i wyciagnac z nich odpowiednie wnioski, bo TAK NAPRAWDE
                to tylko starasz sie obarczyc innych wina za wlasne bledy"

                a mariposa na to: "BUZIAKI DLA SAMAKI!!!"
                • kwieto Re: a Kwieto na to... 09.05.02, 23:07
                  Mariposa, przewidzialas wypowiedz prawie idealnie :"))))
                  Musze tylko ze wstydem przyznac, ze wciaz nie mam dyplomu... :"((
    • kwieto Hej, sluchajcie 09.05.02, 23:11
      Sluchajcie, bo rzeczywiscie zaraz zaczne wpadac w samouwielbienie, hihi
      Kulko, nawet jesli nie to jest moim celem, to milo jest gdy ktos mowi, ze w
      jakis sposob lubi/popiera/uznaje za cenne moje wypowiedzi... mi jest wtedy
      bardzo milo.

      Ale jak juz powiedzialem - wlasciwie wszyscy tutaj pokazujemy sobie cos
      nawzajem. Dzieki mnie ktos inaczej spojrzy na swoj problem, dzieki komus innemu
      ja inaczej spojrze na swoj... i tak w kolko. Wiec wszyscy jestesmy tu
      gwiazdami, i tak niech zostanie.

      No z tymi gwiazdami, to moze nie wszyscy - Mariposa jest przeciez motylem :")))
      • masaker chrum? 10.05.02, 10:07
        Przepraszam, ale dlaczego rozmawiacie o geniuszach beze mnie? Nie to, żebym się do nich zaliczał,
        skądże znowu! Ale sami rozumiecie...
      • Gość: kulka Re: Hej, sluchajcie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.05.02, 11:35
        lubi/popiera/uznaje

        ale mnie nie chodziło o to ale o wdzięczność.I tak się zastanawiam ,czy ze mną
        jest coś nie tak???bo jak mi ktoś mówi że jest mi wdzięczny /dziwicie się? a
        jednak,widocznie każdemu się zdarza:)/ to wcale nie jest mi miło,tylko jakoś
        głupio, nie wiem co z tym zrobić.
        • Gość: kamfora wdzięczność... IP: 195.216.121.* 10.05.02, 12:09
          Gość portalu: kulka napisał(a):

          > ale mnie nie chodziło o to ale o wdzięczność.I tak się zastanawiam ,czy ze mną
          > jest coś nie tak???bo jak mi ktoś mówi że jest mi wdzięczny /dziwicie się? a
          > jednak,widocznie każdemu się zdarza:)/ to wcale nie jest mi miło,tylko jakoś
          > głupio, nie wiem co z tym zrobić.

          "Młoda lekarka" mawiała i mawia: "wdzięczność proszę położyć w kopercie na
          parapecie"

          Naprawdę nie jest Ci miło, gdy ktoś doceni to, co robisz? Słowami wdzięczności
          właśnie?
          Nie wszystko da się zamienić na pieniądze.
          Takie słowa są potrzebne i mówiącemu, i adresatowi..
          Warto nauczyc się przyjmować je. Z uwagą, ale i...z pokorą.


          • Gość: jasna Re: wdzięczność... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.05.02, 12:11
            Gość portalu: kamfora napisał(a):
            > nie jest Ci miło, gdy ktoś doceni to, co robisz? Słowami wdzięczności właśnie?
            > Takie słowa są potrzebne i mówiącemu, i adresatowi..
            > Warto nauczyc się przyjmować je. Z uwagą, ale i...z pokorą.

            mnie jest bardzo milo, lubie to, sama tez czesto wyrazam wdziecznosc
            ;)

        • kwieto Re: Hej, sluchajcie 10.05.02, 12:24
          To zalezy na czym polega wdziecznosc. Jesli ktos mi mowi - "fajnie ze cos
          zrobiles", to jest to po prostu wyraz sympatii, jakiegos wlasnie uznania.
          Natomiast zupelnie nie wiem, jakbym sie czul, gdyby ktos mi powiedzial
          "uratowales mi zycie". Nie wiem... Na szczescie nikt nigdy mi czegos takiego
          nie powiedzial ;"))
          • masaker Re: Hej, sluchajcie 10.05.02, 13:19
            To ja ci powiem: "nie uratowałes mi życia". I jak się teraz czujesz?
            • kwieto Re: Hej, sluchajcie 10.05.02, 23:36
              Szczerze powiedziawszy, jestem nieco zmeczony bo sie nie wyspalem poprzedniej
              nocy... :")))
          • ta_mar_ta obdarowany wyznaniem... 10.05.02, 21:47
            kwieto napisał(a):

            >... zupelnie nie wiem, jakbym sie czul, gdyby ktos mi powiedzial
            > "uratowales mi zycie". Nie wiem... Na szczescie nikt nigdy mi czegos takiego
            > nie powiedzial ;"))

            Bardzo proszę, wyobraź sobie,że jednak coś takiego usłyszałeś i spróbuj opisać
            swoje uczucia. Znam sytuację, gdy małżonka pana, któremu takie wyznanie uczyniono
            była oburzona tym faktem. Twierdziła,że to nadmiernie "zobowiązuje" ( do czego?)
            i wiąże emocjonalnie obdarowanego wyznaniem z wyznającym.Uważała to za rodzaj
            manipulacji. Miała rację?

            Ta_
            • kwieto Re: obdarowany wyznaniem... 10.05.02, 23:35
              Nie wiem, czy miala racje. Ja bym byl chyba zaklopotany. Bo nie czuje w sobie
              jakiegos mesjanizmu i potrzeby "zbawiania zablakanych dusz". Jesli moja
              wypowiedz dala komus cos do myslenia - to dobrze, jesli nie - tez dobrze.

              A gdyby ktos powiedzial, ze uratowalem mu zycie... hmmm. To jest troche tak, ze
              czulbym w jakis sposob odpowiedzialnosc. To daje namacalnie niemal do
              zrozumienia, ze Twoje slowa rzucone zupelnie przypadkowo, albo wypowiedziane
              zartem - moga stac sie dla kogos wyrocznia, sprawic ze zmienil podejscie do
              calego swojego zycia itd. Nie czulbym sie odpowiedzialny za jego losy, z
              drugiej strony na pewno taki komunikat uczy, ze nalezy bardzo zwracac uwage na
              wlasne slowa - nigdy nie wiadomo jaki, pozytywny lub negatywny efekt moga
              wywolac.
              • pastwa Re: obdarowany wyznaniem... 11.05.02, 15:09
                kwieto napisał:

                > Nie wiem, czy miala racje. Ja bym byl chyba zaklopotany. Bo nie czuje w sobie
                > jakiegos mesjanizmu i potrzeby "zbawiania zablakanych dusz". Jesli moja
                > wypowiedz dala komus cos do myslenia - to dobrze, jesli nie - tez dobrze.

                Tam zaraz zbawianie i mesjanizm, a zwykłe uratowanie komuś życia,poprzez
                odwiedzenie słowne samobójcy od skoczenia z dachu. Chcąc nie chcąc, zostaniesz
                człowiekiem, do którego będzie ten uratowany człowiek czuł potem wdzięczność,
                zwłaszcza kiedy opuszczą go emocje i stwierdzi, że to była głupota.
                Co wówczas,nadal będziesz zakłopotany ?

                • Gość: @@@ Re: obdarowany wyznaniem... IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 11.05.02, 15:29
                  co za dziecinada!!!!!!!!
                • kwieto Re: obdarowany wyznaniem... 11.05.02, 15:39
                  pastwa napisał(a):


                  > Tam zaraz zbawianie i mesjanizm, a zwykłe uratowanie komuś życia,poprzez
                  > odwiedzenie słowne samobójcy od skoczenia z dachu. Chcąc nie chcąc, zostaniesz
                  > człowiekiem, do którego będzie ten uratowany człowiek czuł potem wdzięczność,
                  > zwłaszcza kiedy opuszczą go emocje i stwierdzi, że to była głupota.
                  > Co wówczas,nadal będziesz zakłopotany ?
                  >
                  Po pierwsze, on musi wpierw dojsc do wniosku, ze moje odwiedzenie go do skoczenia
                  z dachu to jest ratowanie go. A co jesli pozniej emocje opadna a on nadal
                  stwierdzi, ze jednak lepiej by bylo, gdyby skoczyl?

                  A poza tym, jesli ktos stoi na dachu i grozi ze skoczy - to on tak na prawde nie
                  chce skoczyc. Bo gdyby chcial - to by po prostu skoczyl. Jesli stoi i grozi, to
                  raczej szuka jakichkolwiek argumentow, zeby tego jednak nie robic... to taka moja
                  prywatna opinia.

                  Slowo "ratowanie komus zycia" ma w sobie jakis patos. A gdy skaczesz do wody, by
                  wylowic tonacego - ostatnia rzecz, o ktorej myslisz to patos. Zapewne nie zdajesz
                  sobie nawet sprawy, ze ratujesz komus zycie.
                  • pastwa Re: obdarowany wyznaniem... 11.05.02, 15:55
                    kwieto napisał:

                    > Po pierwsze, on musi wpierw dojsc do wniosku, ze moje odwiedzenie go do skoczen
                    > ia z dachu to jest ratowanie go. A co jesli pozniej emocje opadna a on nadal
                    > stwierdzi, ze jednak lepiej by bylo, gdyby skoczyl?

                    Ja nie piszę o ratowaniu całego jego przyszłego życia, ale w danym momencie,
                    naturalnie nawet lekarz po udanej operacji pozwalającej komuś dalej żyć, nie może
                    powiedzieć, że uratował ŻYCIE pacjenta.
                    Skoro byś go odwiódł od skoku ( śmierci) zatem nie ma tu innego motywu, niż
                    dalsza chęć( której sens, byś mu uświadomił)życia u niego, przynajmniej w tym
                    momencie.

                    > A poza tym, jesli ktos stoi na dachu i grozi ze skoczy - to on tak na prawde ni
                    > e chce skoczyc. Bo gdyby chcial - to by po prostu skoczyl. Jesli stoi i grozi,
                    > to raczej szuka jakichkolwiek argumentow, zeby tego jednak nie robic... to
                    > taka mo ja prywatna opinia.

                    Tak może i się zdarza, ale po co w takich przypadkach odciągać samobójcę od
                    skoku,skoro sam ma wątpliwości, więc nie powinien skoczyć.
                    Ja natomiast skłaniałbym się do sytuacji, gdzie człowiek chcący popełnić
                    samobójstwo zostaje przez Ciebie zaczepiony,gdyby nie to, nikt by go nie
                    powstrzymał.

                    > Slowo "ratowanie komus zycia" ma w sobie jakis patos. A gdy skaczesz do wody, b
                    > y wylowic tonacego - ostatnia rzecz, o ktorej myslisz to patos. Zapewne nie
                    >zdajesz sobie nawet sprawy, ze ratujesz komus zycie.

                    Pomińmy istnienie tutaj "patosu", ponieważ po uratowaniu kogoś, zdajesz sobie
                    sprawę co zrobiłeś, nie działasz już bowiem instynktownie, ale na chłodno
                    interpretujesz wydarzenie i wszelkie jego konsekwencje.

                    • kwieto Re: obdarowany wyznaniem... 11.05.02, 16:14
                      Wiesz, generalnie staram sie unikac stwierdzen w stylu "gdyby nie ja, to..." Bo
                      to strasznie egotyczne. i przepelnione pycha. Nie wyobrazam sobie pyszalka
                      ratujacego komus zycie.
                      Ale do tematu: jak nizej napisala Kamfora, kwestia okolicznosci w jakich ktos
                      to wypowiada. A takze formy. Bo jesli ktos powie - "uratowales mi zycie" a
                      nastepnie bedzie usilowal dac mi do zrozumienia, ze on patrzy na mnie jak w
                      obraz i traktuje mnie jak wyrocznie - to staralbym sie wytlumaczyc mu, ze nie
                      bede go wiecznie nianczyl. A jesli to "uratowales mi zycie" bedzie bardziej
                      oznaczalo "dzieki, teraz juz potrafie sobie sam poradzic" - to tylko bym sie
                      ucieszyl :")
                      • pastwa Re: obdarowany wyznaniem... 11.05.02, 16:27
                        kwieto napisał:

                        > Wiesz, generalnie staram sie unikac stwierdzen w stylu "gdyby nie ja, to..." Bo
                        > to strasznie egotyczne. i przepelnione pycha. Nie wyobrazam sobie pyszalka
                        > ratujacego komus zycie.

                        Tak, bo byłoby to ratowanie czyjegoś życia, ale dla poklasku, choć dobre i takie
                        ratowanie, niż całkowity go brak.
                        Pyszałek może by i uratował komuś życie, ale pewnikiem nie w przypadku narażania
                        własnego.

                        > Ale do tematu: jak nizej napisala Kamfora, kwestia okolicznosci w jakich ktos
                        > to wypowiada. A takze formy. Bo jesli ktos powie - "uratowales mi zycie" a
                        > nastepnie bedzie usilowal dac mi do zrozumienia, ze on patrzy na mnie jak w
                        > obraz i traktuje mnie jak wyrocznie - to staralbym sie wytlumaczyc mu, ze nie
                        > bede go wiecznie nianczyl. A jesli to "uratowales mi zycie" bedzie bardziej
                        > oznaczalo "dzieki, teraz juz potrafie sobie sam poradzic" - to tylko bym sie
                        > ucieszyl :")

                        Tak, to niezręczna sytuacja,a zwłaszcza, gdyby ta osoba robiła jakieś korzystne
                        dla nas wyjątki z tego tytułu, a najgorsze gdyby działo się to kosztem
                        osoby,bardziej zasługującej na owe korzyści.

                  • Gość: kamfora Okolicznosci wyznania IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 11.05.02, 16:04

                    Tak sobie mysle, ze to wlasnie okolicznosci, w jakich nastepuje "wyznanie"
                    komus, ze zawdzieczamy mu zycie/cos cennego sa najwazniejsze.
                    Bo zupelnie inaczej czlowiek reaguje na takie "wyznanie" sam na sam
                    z "uratowanym", a inaczej, gdy wyznanie nastepuje w wiekszym gronie.
                    Wtedy moze byc glupia sytuacja, i dla obdarowanego wyznaniem wdziecznosci i dla
                    tych, ktorzy sluchaja, (a byc moze tez mysla, ze zasluguja na jakas wdziecznosc,
                    a tu tylko tego jednego docenil ten "wdziecznik-niewdziecznik")
                    Oczywiscie, tez sa rozne sytuacje, nic nie jest jednoznaczne, ale...ja
                    w kazdym razie wole kiedy takie "wyznania" odbywaja sie w cztery oczy.
                    • antosia Re: Okolicznosci wyznania 11.05.02, 20:17
                      Jest taki przypadek Zen:

                      Splonela swiatynia Zen. Opat nie mial pieniedzy na odbudowe.

                      Przychodzi bogaty kupiec i mowi opatowi:oto 400 ryo- powinno wystarczyc na
                      odbudowe
                      opat: milczy
                      kupiec: 400 ryo to spora kwota
                      opat: milczy
                      kupiec: rodzina moze przezyc caly rok za 3 ryo
                      opat: milczy
                      kupiec patrzy wyczekujaco...
                      opat: czy spodziewasz sie ze ci podziekuje? To DAJACY powinien byc wdzieczny.

                      • pastwa Re: Okolicznosci wyznania 11.05.02, 20:24
                        Ciekawe, czy przy takim podejściu, miał za co odbudować opat tą świątynę.
                        • antosia Re: Okolicznosci wyznania 11.05.02, 20:30
                          do przypowiastek i bajek nie podchodzi sie w sposob tak racjonalny

                          pastwa napisał(a):

                          > Ciekawe, czy przy takim podejściu, miał za co odbudować opat tą świątynę.

                          • pastwa Re: Okolicznosci wyznania 11.05.02, 20:35
                            antosia napisał(a):

                            > do przypowiastek i bajek nie podchodzi sie w sposob tak racjonalny.

                            Zatem, jakiż życiowy morał( przesłanie) miałby płynąć z tej bajki ?


                            • antosia Re: Okolicznosci wyznania 11.05.02, 20:44
                              Ale to nie ma znaczenia Pastwa. Twoje wyobrazenie dotyczace tej przypowiastki
                              jest OK.
                              a.
                              • pastwa Re: Okolicznosci wyznania 11.05.02, 20:48
                                uff, a już myślałem, że mam dzisiaj wyjątkowy regres intelektualny:")))
                • Gość: kasia28 Re: obdarowany wyznaniem... IP: *.atol.com.pl 11.05.02, 23:32
                  Pastwo, jeśli napisze, ze byc może uratowałeś mi życie przyprawię Cie o
                  zakłopotanie?:)

                  Kasia
                  • pastwa Re: obdarowany wyznaniem... 12.05.02, 03:28
                    Gość portalu: kasia28 napisała:

                    > Pastwo, jeśli napisze, ze byc może uratowałeś mi życie przyprawię Cie o
                    > zakłopotanie?:)

                    Kłopotałbym się raczej w sytuacji takiej, gdzie nie ratowałbym komuś życia, a
                    potrafiłbym.
                    Powyższy Twoj post, to takie teoretyczne pytanie do mnie, czy ja o czymś nie
                    wiem ?
                    :-)

                    • Gość: A27 Re: obdarowany wyznaniem... IP: *.proxy.aol.com 14.05.02, 02:49
                      Zeby nie bylo tak jednostajnie ja ze swej strony dodam, ze kwieto na mnie tez
                      dziala, ale bynamniej nie pozytywnie. Wiem, tez on odwzajemnia to uczucie -
                      iwec jest rownowaga w ekosystemie forumowym.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka