Dodaj do ulubionych

Kolezanki Twojego Partnera

IP: 212.244.51.* 15.05.02, 09:53
Witam Wszytskich,

ostatnio uslyszlaam przykra historie i o zdardzie chlopaka z kolezanka swoja,
ktora dodatkowo, byla takze znajoma zdradzonej, ale oczywiscie przez meza sie
poznaly.a najgorsze ze to babsko staralo sie przyjaznic ze zdradzona.:-(((
zaczelam sie zastanwiac i nasunelo mi sie pytanie:
czy w zyciu jest tak, ze trzeba uwazac i pilnowac kolezanek swojego partnera??
ze nie mozna spokojnie myslec, ze kobiety ktore zna to sa TYLKO kolezanki i
nawet jak mu sie podoba fizycznie to nie bedzie nas z nia zdradzal??
ze jak lubi jakas kolzezanke to trzeba miec oko, czy przypadkiem nie
zaprzyjazni sie tez z nami a potem zabierze faceta albo gorzej jezlei my nie
znamy tej kolezanki, z ktora nasz partner od czasu do czasu sie spotyka??
jak to jest w tym zyciu??
ja zawsze bylam spokojna o kolezanki chlopaka, wszytski znalam, mniej lub
bardziej... nawet widzialam kiedy ktorejs on sie podobal tez inaczej:-))
jednak nie martwilam sie nigdy, bo uwazam ze kazdy musi miec swoich znajomych
wsrod plci przeciwnej, ktore bardzo lubi itd ale nic wiecej.

wszystko mi sie poplatalo jak uslyszalam ta historie
a jakie jest wasze zdanie??

Kwiat

Obserwuj wątek
    • kwieto Re: Kolezanki Twojego Partnera 15.05.02, 10:02
      Gość portalu: Kwiat napisał(a):

      > wszystko mi sie poplatalo jak uslyszalam ta historie
      > a jakie jest wasze zdanie??
      >
      Ze wszystko zalezy nie od kolezanek, ale od partnera...
      • Gość: OLT Re: Kolezanki Twojego Partnera IP: *.wat.sdi.tpnet.pl 15.05.02, 10:13


        owszem: znacznie, ale to znacznie bardziej od partnera, ale i "kolezanki"
        potrafia dorzucic swoje 3 grosze

        • Gość: Kulka Re: Kolezanki Twojego Partnera IP: 217.99.1.* 15.05.02, 10:46
          Po prostu uczciwość, przestrzeganie pewnych zasad, itp. nie są zalezne od płci,
          a jak partner zdradza, to zdradza, nawet jeśli nie przyjaźnisz się z jego
          kochankami.
    • Gość: Sławek Re: Kolezanki Twojego Partnera IP: 213.186.93.* 15.05.02, 12:24
      Widzę Kwiatku że nie tylko ja jestem oglądaczem Klanu.
      :-)
      • Gość: kwiat Re: Kolezanki Twojego Partnera IP: 212.244.51.* 15.05.02, 12:30
        Gość portalu: Sławek napisał(a):

        > Widzę Kwiatku że nie tylko ja jestem oglądaczem Klanu.
        > :-)

        nie ogladam:-))) uslyszlam to od znajomej moze ona oglada

    • Gość: Lea Re: NIE KUSIC LOSU. KOLEZANKI PA, PA IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 15.05.02, 18:03
      Moje zdanie jest nastepujace: mozemy tu pisac dlugo o potrzebie przyjazni z
      plcia przeciwna, zaufaniu , poczuciu wartosci wlasnej , itp itd. Wszystko to
      brzmi cacy i jest pilitycznie poprawne. Prawda jednak jest politycznie
      niepoprawna: kazdy jest tylko czlowiekiem, istnieje biologia, istnieja kryzysy
      itp i lepiej nie wodzic losu na pokuszenie, nie podsuwac, czy tez nie zgadzac
      sie na wystawianie chlopa na probe wytrzymalosci na plec piekna. Kropka. Chcesz
      miec meza, ojca swoich dzieci obok to nie pozwalaj na kontakty z kobitkami,
      szczegolnie bez ciebie. Twoje piekne kolezanki spotykaj w kawiarni sama, majac
      przy tym dobry relaks i odpoczynek od spraw domowych. On o swoich kolezankach
      niech zapomni, wystarcza koledzy. Jesli nie zaproponuj, ze ty bedziesz sie
      spotykac ze swoimi kolegami poza domem, wowczas szybko zobaczysz jak on jest
      politycznie niepoprawny. Pozdrawiam.
      • kwieto Re: NIE KUSIC LOSU. KOLEZANKI PA, PA 15.05.02, 18:11
        Gdybym dostal informacje, ze mam zrezygnowac z jakichkolwiek kontaktow ze
        swoimi znajomymi plci przeciwnej - coz, skonczylby sie zwiazek z dziewczyna
        ktora takie cos by zaproponowala...

        Ja nie mam zamiaru ograniczac Jej kontaktow z mezczyznami, i oczekuje dokladnie
        tego samego w stosunku do moich kontaktow z kobietami. Szczegolnie ze mam wiele
        znajomych kobiet, ktore sa MOIMI znajomymi, i nie bede ograniczal z nimi
        kontaktow, bo ktos mi nie ufa.
        • Gość: Lea Re: NIE KUSIC LOSU. KOLEZANKI PA, PA IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 15.05.02, 23:06
          A jak bedziesz mial zone i dzieci i te twoje kolezanki rowniez beda zamezne i
          dzieciate to tez bedziesz stosowal te same zasady? Jakos watpie ze bedzie sie
          to podobac im mezom i twojej zonie. Chyba ze bedziecie sie spotykac we
          wspolnym gronie.
          • kwieto Re: NIE KUSIC LOSU. KOLEZANKI PA, PA 15.05.02, 23:40
            To zalezy, co bedziemy robili. Nie bede zmuszal zony, by grala ze mna w brydza,
            tylko wylacznie dlatego, ze ja to lubie. Nawet jesli pozostalymi graczami beda
            kobiety. Tak samo nie bede sie wtracal jej sprawy, w ktorych sam nie chce
            uczestniczyc. Spotykanie w gronie mezatych i dzieciatych to zalezy od
            kontekstu. Nie bede rezygnowal ze swoich znajomych singli, tylko dlatego, ze
            mam dziewczyne/zone. To jest chore. Bo swiat nie sprowadza sie do seksu i
            zdrad, i relacje damsko-meskie moga operowac na zupelnie innym poziomie niz
            podbieranie sobie partnerow. To zalezy od klasy zarowno partnera jak i
            partnerki. Jesli ktos takiej klasy nie ma - bedzie zdradzal na prawo i lewo,
            chocbys go w kajdany zakula. A swoja droga chec kontrolowania partnera do tego
            stopnia tez swiadczy o braku klasy...
            • Gość: Lea Re: NIE KUSIC LOSU. KOLEZANKI PA, PA IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 16.05.02, 12:42
              Mylisz zupelnie pojecia, no moze po prostu nie masz jeszcze doswiadczenia bedac
              mezem i ojcem. To nie chodzi o zadne kajdany, czy braki klasowe, ale o zmiany
              jakie zachodza w naszym zyciu. Mysle, ze one powoduja, ze z beztroskich singli
              przechodzimy w role wspolmalzonkow i tych przyjaciol singli plci obojga jest
              wokol nas duzo , duzo mniej, bo ludzie zajmuja sie troche wiecej rodzina niz
              tylko przyjaciolmi. Mysle, ze brak klasy mozna wykazac niezalnie jednak czy sie
              ma stalego partnera i rodzine czy tez bedac tylko beztroskim singlem.
      • Gość: ida Re: NIE KUSIC LOSU. KOLEZANKI PA, PA IP: *.csk.pl 15.05.02, 18:21
        Gość portalu: Lea napisał(a):

        > Moje zdanie jest nastepujace: mozemy tu pisac dlugo o potrzebie przyjazni z
        > plcia przeciwna, zaufaniu , poczuciu wartosci wlasnej , itp itd. Wszystko to
        > brzmi cacy i jest pilitycznie poprawne. Prawda jednak jest politycznie
        > niepoprawna: kazdy jest tylko czlowiekiem, istnieje biologia, istnieja kryzysy
        > itp i lepiej nie wodzic losu na pokuszenie, nie podsuwac, czy tez nie zgadzac
        > sie na wystawianie chlopa na probe wytrzymalosci na plec piekna. Kropka. Chcesz
        >
        > miec meza, ojca swoich dzieci obok to nie pozwalaj na kontakty z kobitkami,
        > szczegolnie bez ciebie. Twoje piekne kolezanki spotykaj w kawiarni sama, majac
        > przy tym dobry relaks i odpoczynek od spraw domowych. On o swoich kolezankach
        > niech zapomni, wystarcza koledzy. Jesli nie zaproponuj, ze ty bedziesz sie
        > spotykac ze swoimi kolegami poza domem, wowczas szybko zobaczysz jak on jest
        > politycznie niepoprawny. Pozdrawiam.

        Lea, a słyszałaś może gdzieś kiedyś, o "owocach zakazanych" co to najlepiej
        smakują...?
        A może lubisz bawić się w gestapo?
        Bo prawda jest w gruncie rzeczy bardzo banalna- jeśli on się nie chce
        sam "upilnować", to Tobie tym bardziej sie to nie uda...
        • Gość: Lea Re: Ida IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 16.05.02, 15:51
          Ida a czy ty kiedys slyszalas powiedzenie, ze okazja czyni zlodzieja? Ja uwazam
          ze lepiej nie prowokowac losu. Zaufanie jak najbardziej, bez tego nie ma mowy o
          udanym zwiazku. Czy facet cie zdradzi czy nie , czy ty jego zdradzisz czy nie
          zalezy od czlowieka przede wszystkim. Jednak jesli zgodzisz sie na randki z
          kolezankami to po co pozniej zal i pretensja jesli jednak cie zdradzi. To tak
          jakbys mu na te zdrade zezwolila. Do kogo potem zal? Chyba tylko do siebie
          • Gość: ida Re: Ida IP: *.csk.pl 16.05.02, 17:31
            Gość portalu: Lea napisał(a):

            > Ida a czy ty kiedys slyszalas powiedzenie, ze okazja czyni zlodzieja? Ja uwazam
            >
            > ze lepiej nie prowokowac losu. Zaufanie jak najbardziej, bez tego nie ma mowy o
            >
            > udanym zwiazku. Czy facet cie zdradzi czy nie , czy ty jego zdradzisz czy nie
            > zalezy od czlowieka przede wszystkim. Jednak jesli zgodzisz sie na randki z
            > kolezankami to po co pozniej zal i pretensja jesli jednak cie zdradzi. To tak
            > jakbys mu na te zdrade zezwolila. Do kogo potem zal? Chyba tylko do siebie

            W porządku, każdy ma prawo zyc jak uważa.
            Co do tego powiedzenia, to jest tak jak z wszystkimi innymi powiedzeniami -nie
            każdego człowieka da się pod nie "podciągnąć". Ja nigdy niczego nie ukradłam,
            mimo że okazji wcale nie było tak mało...

            Ale interesuje mnie jak sobie "technicznie" wyobrażasz to co napisałaś "on o
            swoich koleżankach niech zapomni" - tzn co, mam mu oświadczyć, że skoro jesteśmy
            razem to nie może widywać swoich koleżanek? Bo nie jest już "beztroskim singlem"?
            A nie-beztroskim nie-singlom nie wolno mieć kolezanek?
            Że co, że nie może pójść na kawę z koleżanką z pracy, ze studiów itp, bo ja sie
            nie zgadzam, żeby sobie "randkował" za moimi plecami?

            Wiesz co robi normalny facet po takim oświadczeniu?
            Bierze nogi za pas.

            Co do tego żalu, nie wiem, pewnie i miałabym żal do siebie, ale wcale nie
            dlatego, że sama "pozwoliłam" mu się z tym kimś spotykać, tylko dlatego, że sie
            co do niego zwyczajnie pomyliłam...


            • Gość: Lea Re: Ida IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 16.05.02, 18:01
              Ida ja mysle, ze teoretyzujesz i idealizujesz . Wez troche bardziej poprawke
              na to ze jestesmy tylko ludzmi i nic co ludzkie....wlasnie nie jest nam obce.
              Wierz kawa kawie tez nie rowna i nie warto generalizowac tutaj.Jedna sytuacja
              moze nie znaczyc zupelnie nic druga wrecz przeciwnie. Nie twierdze ze regula
              musi byc sztucznie sztywna. Wszedzie sa pewne delikatne granice. Ja tez siadam
              czasami z kolegami z pracy w kafeterii i rozmawiamy, co nie oznacza ze umowie
              sie z jednym z nich po pracy sam na sam na kawe w kawiarni. Pewne granice
              dopuszczalne musza byc. Dla ciebie one moga byc troche inne niz dla mnie ale
              rowniez istnieja. Czy zalozmy bedac w delegacji przy butelce wina wypitego ze
              swoim kolega polozylabys sie z nim spac w jednym lozku, bo do twojego pokoju za
              daleko, a tobie troche sie kreci w glowie? Ja nie. A wiesz dlaczego? Bo za
              bardzo kocham i szanuje mojego meza i to co razem stworzylismy. Czy bylabys
              pewna ze na 100% nie podzialalaby na ciebie biologia, czyli naturalny pociag
              kobiety do mezczyzny i odwrotnie? Ja nie bylabym na 100% pewna ze wytrzymalabym
              tak obojetnie lezec kolo niego. Nigdy nie bylam w takiej sytuacji dlatego nie
              napisze : ja nigdy bym tego nie zrobila.Lepiej nie prowokowac losu, a raczej
              przewidywac pewne skutki zawczasu, a nie zalowac potem. Jestesmy tylko ludzmi.
              Przeczytaj list Joli na koncu listy.
              • Gość: Lea Re: Ida IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 16.05.02, 18:03
                Sorry w trzeciej linijce powinno byc "wierz mi" a nie samo "wierz".
              • kwieto Re: Ida 16.05.02, 18:10
                Ej, ale nie mowimy o lezeniu w lozku ze swoimi znajomymi, tylko o spotykaniu
                sie z nimi bez obecnosci partnera. Przeciez idac z kolezanka do pubu nastawiam
                sie raczej na wypicie piwa, niz kladzenie sie obok niej... na stole???
                • Gość: ida Re: Ida IP: *.csk.pl 16.05.02, 19:16
                  hej, gdyby sie okazało, że on hasło "spotkanie z koleżanką" rozumie
                  jako "poleżenie sobie z nią", to w ogóle nie mielibyśmy od tego momentu o czym
                  ze soba rozmawiać...

                  Ale mi się wydawało, że w tym wątku zadane było pytanie czy faktycznie trzeba
                  odizolować swojego partnera od wszelkich pokus płci przeciwnej, bo on sam z
                  siebie nie jest w stanie zapanować nad swoja biologią...

                  ja facetem nie jestem, ale zawsze wydawało mi się że faceci też mają pewnego
                  rodzaju wyczucie, gdzie się kończy ta kawa czy piwo, a zaczyna zupełnie co
                  innego... Mi nikt nie musi tłumaczyć, ze jak jestem "beztroskim singlem" to mam
                  pełne prawo mieć za daleko do swojego pokoju, ale gdy jestem "z kimś" to nie
                  powinnam (nie chcę)tyle pić, żeby do tego pokoju nie trafić...
                  Ja bez pilnowania wiem kiedy przestać, i od niego oczekuję, że też będzie
                  wiedział.

                  Poza tym, poważnie nie umówiłabyś się na kawę z kolegą "sam na sam"? tylko
                  zawsze w wiekszej grupie? Wybacz, ale to troche pachnie czasami, kiedy
                  wszystkim spotkaniom przedstawicielom dwóch róznych płci towarzyszyła
                  przyzwoitka...

                  Czytałam post Joli, ale to chyba coś innego, gdyż ten związek jej przyjaciółki
                  był, że się tak brzydko wyrażę "w stanie rozkładu", kiedy Jola się w
                  to "wmieszała"... I mam wrażenie, że rozstaliby się niezaleznie od tego...
                  • Gość: Lea Re: Ida IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 18.05.02, 18:54
                    Wiesz napisalam ,ze nie umowilabym sie sam na sam z kolega z pracy w
                    kawiarni , bo doprawdy nie widze powodu dla ktorego nie moglabym mu powiedziec
                    cokolwiek nie mam do powiedzenia w pracy. Maz jest dla mnie bardziej
                    atrakcyjnym facetem niz jakikolwiek kolega aby z nim isc do kawiarni. Co
                    innego jeslibym spotkala starego znajomego przypadkowo i chcialabym pogadac
                    wtedy napewno bym chwile z nim pogadala przy tej kawie. Dajac ten teoretyczny
                    przyklad z delegacja chcialam powiedziec przez to, ze dla kazdego z nas sa
                    jakies granice nieprzekraczalne, rowniez i dla ciebie, bo przeciez on moglby ci
                    powiedziec: chyba mi ufasz , jedno lozko nic nie znaczy, ja bym cie nigdy nie
                    zdradzil, nic sie nie stalo itp, a jednak raczej w tym momencie nie bylabys
                    taka ufna i liberalna. Nie twierdze ze podczas pierwszego wypadu do kawiarni
                    ludzie sie klada na stolikach obok siebie itp. jak to napisal Kwieto, ale po
                    ktoryms tam razie jednak moze miedzy nimi zaiskrzyc i co wtedy? Nie twierdze ze
                    musi. Kazdy powinien sie sam pilnowac, nie zadne tam gestapo czy cos innego,
                    ale powinny byc pewne reguly gry wspolnie szanowane i przestrzegane( tak jak ta
                    na przyklad, ze z kolega , ani kolezanka w jednym lozku nie spimy). Mysle, ze
                    tego typu reguly gry sprzyjaja trwalosci zwiazku( oczywiscie nie sa gwarantem,
                    ze na 100% zwiazek sie nie rozpadnie, bo zycie jest nie do przewidzenia na 100%)
                    • Gość: ida Re: Ida IP: *.csk.pl 18.05.02, 19:50
                      Gość portalu: Lea napisał(a):

                      Mysle, ze
                      > tego typu reguly gry sprzyjaja trwalosci zwiazku( oczywiscie nie sa gwarantem,
                      > ze na 100% zwiazek sie nie rozpadnie, bo zycie jest nie do przewidzenia na 100%
                      > )


                      Tylko, że takie "reguły gry" sprzyjają trwałości związku nie przez przez to, że
                      miedzy nami układa sie coraz lepiej... ale przez oganiczanie do minimum
                      niebezpieczeństwa, że on może w trakcie tych niewinnych spotkań z koleżankami
                      poznać kogoś kto mu przypadnie do serca bardziej niż ja... I mógłby zachcieć
                      odejść...
                      Tylko, że ja w takim układzie nie widzę powodu dla którego miałabym go na siłę
                      zatrzymywać. W końcu chyba to jest tak, że każdy zasługuje na to co najlepsze...
                      • Gość: LEA Ida IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 19.05.02, 22:02
                        Kazdy oczywiscie zasluguje na to co najlepsze, ale faktem rowniez jest ze
                        miedzy ludzmi raz uklada sie lepiej a raz gorzej. To jaki wy stworzycie model
                        ze swoim mezem to tylko wasza sprawa. Jesli indywidualne spotkania typu randka
                        z innymi ludzmi beda dla was obojga OK to nie ma sprawy. Swoja droga chcialabym
                        kiedys porozmawiac z toba jak juz bedziesz miala meza i dzieci ( mysle ze ich w
                        tym momencie nie masz, czy sie myle?)Czy napewno bedziesz wowczas uwazala ze to
                        jest wlasnie to najlepsze w zyciu co cie moze spotkac, jak on bedzie na randce
                        z kolezanka, a ty opiekujaca sie dzieciakami w domu. Ja osobiscie uwazam, ze
                        malzenstwo nie rozniloby sie niczym wowczas od kolezenstwa( bo przeciez wspolne
                        lozko i stol to nie wszystko) . Mysle, ze kazda z nas zostaje dzisiaj przy
                        swoim co sadze niekoniecznie oznacza co innego, po prostu nie mozemy , czy tez
                        nie potrafimy mowic na dzien dzisiejszy jednym jezykiem. Co oczywiscie nie
                        oznacza dla mnie jednomyslnosci w temacie, lecz wspolna plaszczyzne
                        doswiadczen. Pozdrawiam i zycze szczescia.
                        • Gość: ida Re: Ida IP: *.csk.pl 19.05.02, 22:50
                          Gość portalu: LEA napisał(a):

                          > Swoja droga chcialabym
                          >
                          > kiedys porozmawiac z toba jak juz bedziesz miala meza i dzieci ( mysle ze ich w
                          >
                          > tym momencie nie masz, czy sie myle?)Czy napewno bedziesz wowczas uwazala ze to
                          >
                          > jest wlasnie to najlepsze w zyciu co cie moze spotkac, jak on bedzie na randce
                          > z kolezanka, a ty opiekujaca sie dzieciakami w domu. Ja osobiscie uwazam, ze
                          > malzenstwo nie rozniloby sie niczym wowczas od kolezenstwa( bo przeciez wspolne
                          >
                          > lozko i stol to nie wszystko) . Mysle, ze kazda z nas zostaje dzisiaj przy
                          > swoim co sadze niekoniecznie oznacza co innego, po prostu nie mozemy , czy tez
                          > nie potrafimy mowic na dzien dzisiejszy jednym jezykiem. Co oczywiscie nie
                          > oznacza dla mnie jednomyslnosci w temacie, lecz wspolna plaszczyzne
                          > doswiadczen.

                          no fakt, partnerem do rozmowy jestem rzeczywiście marnym :-((
                          Ani męża ani dzieci...
                          Ale nawet gdybym go i je miała nie sądzę, żebym nagle zmieniła zdanie w tej
                          kwestii.
                          A to dlatego, że ja sobie nie wyobrażam, że ktoś mogłby mi wybierać towarzystwo z
                          którym wolno mi się spotykać. A reszta to pa pa...
                          I skoro nie wyobrażam sobie tego w stosunku do siebie, to nie mam też potrzeby
                          robienia czegoś takiego w stosunku do innych.
                          • Gość: Lea Re: Ida IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 20.05.02, 15:49
                            Nie denerwuj sie , ja tez troche inaczej myslalam jak bylam mloda mialam duzo
                            czasu dla siebie i nie mialam innych obowiazkow oprocz siebie samej. Wyobraznie
                            jednak powinnas miec troche lepsza , nie powiesz chyba ,ze bylaby to dla ciebie
                            taka rozkosz dbac w tym czasie o dzieciaki jak twoj maz bawi kolezanke na
                            randce, zamiast byc z toba i dzieciakiem powiedzmy na spacerze?
                            • Gość: Lea Re: Ida IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 20.05.02, 16:12
                              Wiesz na czym polega roznica miedzy toba a mna? Ja kiedys bylam w twoim
                              polozeniu i wiem co to oznacza, ty natomiast nigdy nie bylas w moim i nie masz
                              o tym pojecia , a piszesz na temat meza i dzieci i co bys wtedy zrobila. Nie
                              wiesz bo sie jeszcze w tym nie sprawdzilas, myslisz tylko teoretycznie, ze
                              zrobilabys to czy tamto. Czysta teoria o ktorej nie masz praktycznego pojecia.
                              • Gość: ida Re: Ida IP: *.csk.pl 20.05.02, 16:52
                                Lea, ja nie ma o tym praktycznego pojęcia, ale Ty z kolei uważasz, że układ
                                prezentowany przez Ciebie jest jedynie słuszny i inny w ogóle nie ma prawa się
                                sprawdzić w praktyce. Twoja sprawa, ja nie mam zamiaru od nikogo wymagać
                                rezygnacji ze znajomych. a jak ktoś będzie usiłował na mnie wymusić rezygnację
                                z moich znajomych, to musi się liczyć z faktem, że to ja prędzej zrezygnuję z
                                niego...

                                Druga sprawa, nie mieszajmy w to obowiązków typu opieka nad dziećmi, tylko
                                wyłącznie "czas wolny". Po tym , jak obowiązki związane z posiadaniem rodziny
                                zostały sprawiedliwie podzielone. Zaraz powiesz pewnie, że w małżeństwie
                                takiego czasu w ogóle nie ma. Że wtedy to sie powinni cieszyć sobą, a nie
                                umawiać z innymi ludźmi. Ale w ten sposób można sie bardzo szybko w takim
                                związku "udusić"...
                                • Gość: Lea Re: Ida IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 20.05.02, 20:05
                                  Wcale tak nie uwazam. Jesli obydwoje partnerzy sa za wzajemnymi randkami z
                                  plcia przeciwna to jest tylko ich sprawa, ja do tego nic nie mam. Napewno nie
                                  zrezygnujesz z dobrego i kochajacego meza tylko dlatego, ze on nie bedzie lubil
                                  faktu ze spedzasz czas z kolegami zamiast z nim i z dziecmi, no chyba, ze
                                  bardziej ci zalezy na kolegach niz na nim. Wcale nie powiem ze nie ma sie
                                  wolnego czasu jak sie ma rodzine, bo kto chcialby miec wowczas rodzine?
                                  Powinien byc czas na wszystko, ale faktem jest ze jest go znacznie mniej niz
                                  moglabys to sobie dzisiaj wyobrazic.Wiesz ile sie go ma jak sie urodzi dziecko?
                                  Nie masz czasu aby sie wyspac i wowczas nie myslisz juz o zadnych spotkaniach.
                                  Po jakims czsie masz wiecej czasu ale ci twoi znajomi sa juz troche dalej.
                                  Zostaja tylko najlepsi. My wolimy ten wolny czas spedzic wspolnie razem, badz
                                  ze wspolnymi przyjaciolmi, albo on ze swoimi kolegami a ja ze swoimi
                                  kolezankami. Spotykanie sie z plcia przeciwna na randkach jak sie jest zonatym
                                  czy zamezna uwazam za rzecz nie w porzadku w stosunku do partnera, za pewnego
                                  rodzaju zdrade( niekoniecznie fizyczna) . Wiesz ja mam nawet taki przyklad w
                                  gronie znajomych: on czesto jezdzil po delegacjach, mieli wspolnego znajomego,
                                  ktory czesto ich odwiedzal, mial jednak pewne skrupuly ze faceta nie ma czesto
                                  w domu, ona sama z dziecmi. Wiec powiedzial, wiesz ciebie nie ma w domu czesto,
                                  na co maz: no to co , ale przeciez Halinka jest w domu. No to on przychodzil i
                                  przyjaznil sie z ta Halinka pod nieobecnosc meza i jak maz byl tez .Chadzal
                                  razem z ta Halinka i innymi znajomymi na koncerty , wycieczki itp. Po jakims
                                  czasie rozwiodl sie ze swoja zona, a pozniej kupil dom i Halinka przeprowadzila
                                  sie z dziecmi do niego. Dzisiaj ten maz placze i mowi : on mi wbil noz w plecy,
                                  a ja myslalem ze on jest moim przyjacielem. Mowi, ze nadal mialby rodzine gdyby
                                  nie byl taki liberalny i nie zgadzal sie na rozrywki zony z " kolega".
                                  • Gość: ida Re: Ida IP: *.csk.pl 20.05.02, 20:27
                                    a nie uważasz, że w tej historii to nie ten przyjaciel wbił nóż w plecy mężowi,
                                    tylko sam mąż nie znał potrzeb swojej własnej żony? Jesteś pewna, że wina nie
                                    leży po jego stronie? Ona sama non-stop w domu, a on praca, praca, praca... i
                                    nie miał zwyczajnie dla niej czasu?
                                    • Gość: Lea Re: Ida IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 20.05.02, 21:40
                                      Bez watpienia wina lezy po obu stronach, absolutnie. Dzisiaj on mowi ja bym
                                      wszystko zrobil dla niej, zmienil prace itp. Przyjaciel pojawil sie na
                                      horyzoncie w momencie kiedy oni przezywali kryzys. Nie twierdze, ze jedynie
                                      spotkania z przyjacielem tu zawinily, ale z cala pewnoscia nie pomogly aby sie
                                      dogadac i probowac naprawic to co nie gralo w tym malzenstwie. Mysle, ze gdyby
                                      nie przyjaciel mogliby jeszcze miec szanse na pobudzenie tego zwiazku do
                                      dzialania.
                                      • Gość: ida Re: Ida IP: *.csk.pl 20.05.02, 21:52
                                        Gość portalu: Lea napisał(a):

                                        > Mysle, ze gdyby
                                        > nie przyjaciel mogliby jeszcze miec szanse na pobudzenie tego zwiazku do
                                        > dzialania.

                                        A ja myslę, że gdyby nie przyjaciel, on by w ogóle nie zdał sobie sprawy, że cos
                                        jest nie tak... A tak przynajmniej może w następnym związku będzie postępował
                                        inaczej. Czyli nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło....
                                        • Gość: Lea Re: Ida IP: 154.5.235.* 21.05.02, 00:55
                                          Wiesz gdyby rozwiazaniem kazdego kryzysu malzenskiego mial byc przyjaciel i
                                          rozbicie rodziny to lepiej takich nauk nie pobierac. Jak myslisz czy i ich
                                          dzieci mysla tak jak ty?
                                          • Gość: ida Re: Ida IP: *.csk.pl 21.05.02, 12:41
                                            Gość portalu: Lea napisał(a):

                                            > Wiesz gdyby rozwiazaniem kazdego kryzysu malzenskiego mial byc przyjaciel i
                                            > rozbicie rodziny to lepiej takich nauk nie pobierac. Jak myslisz czy i ich
                                            > dzieci mysla tak jak ty?

                                            A skąd ja mogę wiedzieć co myslą ich dzieci? A może sie cieszą, że nowy tatuś ma
                                            dla nich dużo więcej czasu niż stary? Wiesz, jak ktoś traktuje rodzinę jak
                                            miejsce do spania i nic poza tym, to raz, że jeśli nie dowie sie na własnej
                                            skórze do czego takie postępowanie prowadzi, to sam z siebie nigdy sie nie
                                            domyśli... a dwa, jak ktoś nie ma czasu dla dzieci to nie powinien się na nie
                                            decydować...

                                            I to równie dobrze mógłby być nie przyjaciel, ale hydraulik, listonosz,
                                            sprzedawca w pobliskim sklepie... Właściwie to należałoby partnerowi zakazać
                                            spotykania się nie tylko z przyjaciółmi płci przeciwnej ale też wszystkimi innymi
                                            osobnikami płci przeciwnej bez żadnego wyjątku...
                                            • Gość: Lea Re: Ida IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 22.05.02, 16:57
                                              Ja nikomu nic nie zabraniam ani kolezanek ani burdeli, ani listonoszy, ani
                                              hydraulikow. Moj maz jest dorosly i to co robi wynika z jego systemu wartosci
                                              oraz z szacunku i milosci do mnie. A ty mala dziewczynko odrob lepiej lekcje,
                                              bo sprawy doroslych nie sa na twa mala glowke. O dzieciach nie masz pojecia, a
                                              to ze ty mialas tylu tatusiow( listonoszy, hydraulikow, sprzedawcow itp)to
                                              juz twoj problem, pozostale dzieci wola zawsze swoich ojcow.
                                              • kwieto Moja panno 22.05.02, 17:05
                                                Tutaj powiem, ze nie podoba mi sie to w jaki sposob sie zwracasz do innych osob
                                                na tym forum. Uprzejmie prosze o przestrzeganie elementarnych zasad wychowania,
                                                i tak zwanej netykiety.

                                                Dziekuje
                                                • Gość: Lea Re: Moj kawalerze IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 22.05.02, 17:21
                                                  Ty sam ich nie przestrzegales w stosunku do mnie . Wymyslajac jakies rzekome
                                                  zakazy , nakazy, papiloty i inne zlosliwosci. Zastosuj sie najpierw sam do
                                                  nich, tak jak radzisz innym.
                                                  • kwieto Szanowna pani, a propos wkladania slow w usta 22.05.02, 17:30
                                                    Cytat:

                                                    Re: NIE KUSIC LOSU. KOLEZANKI PA, PA
                                                    Autor: Gość portalu: Lea
                                                    Data: 15-05-2002 18:03
                                                    adres: *.cpe.net.cable.rogers.com
                                                    ------------------------------------------------------------------------
                                                    "...Prawda jednak jest politycznie niepoprawna: kazdy jest tylko czlowiekiem,
                                                    istnieje biologia, istnieja kryzysy itp i lepiej nie wodzic losu na pokuszenie,
                                                    nie podsuwac, czy tez nie zgadzac sie na wystawianie chlopa na probe
                                                    wytrzymalosci na plec piekna. Kropka. Chcesz miec meza, ojca swoich dzieci obok
                                                    to nie pozwalaj na kontakty z kobitkami, szczegolnie bez ciebie. (...) On o
                                                    swoich kolezankach niech zapomni, wystarcza koledzy".

                                                    Koniec cytatu.
                                                  • Gość: Lea Re: Szanowna panie, a propos wkladania slow w usta IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 22.05.02, 17:59
                                                    Co do kropeczki sie zgadza. Co nie oznacza, ze ja musze mojemu mezowi zakazywac
                                                    takich spotkan, bo on jest na tyle prawy i dojrzaly aby wiedziec ze z takich
                                                    sytuacji moga tylko powstawac niepotrzebne klopoty. GDZIE TU JEST NAPISANE
                                                    ZE JA COS MU ZABRANIAM??????? GDZIE JEST NAPISANE ZE ON CHCIALBY Z TYMI
                                                    BABKAMI LATAC ZAMIAST BYC Z RODZINA????? To jest to co ciagle bezpodstawnie mi
                                                    przypisujesz, prawiac ciagle zlosliwosci. Bo jak ty robisz cos oczywiscie co
                                                    chce twoja dziewczyna to sie nazywa negocjacja, jak ja to sie nazywa wowczas
                                                    zakaz. PRZESTAN STOSOWAC PODWOJNY STANDARD. I nie badz zlosliwy.Swoja droga jak
                                                    ta twoja dziewczyna wytrzymuje z toba, a moze wlasnie skaczesz dla niej przez
                                                    szczotke i tylko pytasz jak wysoko i dlatego wyzywasz sie na innych tu na
                                                    forum.
                                                  • kwieto Zabawa robi sie ciekawa 22.05.02, 20:50
                                                    Wybacz, ale czegos nie rozumiem. To znaczy, ze innym radzisz stosowanie czegos,
                                                    od czego sie absolutnie odzegnujesz? Czyli swiadomie im doradzasz zle? (no bo
                                                    jesli nie doradzasz sprawdzonych metod tylko takie ktorych sama sie wzbraniasz)

                                                    Czyzby syndrom Co_innego_mowie_co_innego_robie_co_innego_mysle?
                                                    Sluchaj... nie widze mozliwosci uprawiania z Toba rzeczowej dyskusji.
                                              • Gość: ida Re: Ida IP: *.csk.pl 22.05.02, 17:12
                                                Gość portalu: Lea napisał(a):

                                                > A ty mala dziewczynko odrob lepiej lekcje,
                                                > bo sprawy doroslych nie sa na twa mala glowke.


                                                Juz odrobiłam...
                                                :-)))))

                                                Czy mogę teraz pozajmować się sprawami dorosłych? Pliiiiizz...

                                                • Gość: Lea Re: Ida IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 22.05.02, 17:18
                                                  Nie mozesz, rob to tylko na czym sie znasz, na sprawach doroslych najwyrazniej
                                                  nie. Lepiej wiec pobaw sie lalkami.
                                                  • Gość: ida Re: Ida IP: *.csk.pl 22.05.02, 17:25
                                                    Gość portalu: Lea napisał(a):

                                                    > Nie mozesz,


                                                    Buuuuuuuuuuuu...

                                                  • Gość: Lea Re: Ida IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 22.05.02, 18:02
                                                    To ty jestes baranica ? A ja myslalam ze dziewczyna.
                                                  • Gość: ida Re: Ida IP: *.csk.pl 23.05.02, 10:36
                                                    Wiesz Lea, przemyslałam sprawę i uważam, że masz 100% racji nie pozwalając
                                                    męzowi na kontakty z obcymi kobietami. Ja gdybym była na Twoim miejscu
                                                    zrobiłabym dokładnie tak samo.
                                                  • Gość: Lea Re: Ida ja mu nie musze nic zabraniac IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 23.05.02, 20:38
                                                    Powtarzam po raz setny : Ja nikomu nic nie zabraniam, bo nie musze. Moja
                                                    opinia i jego na temat kolezanek jest taka sama. On tych kolezanek nie chce
                                                    widywac, bo nie ma ani czasu ani ochoty na to . Mysle, ze czas juz skonczyc te
                                                    zabawe, ktora wymyslil Kwieto czy Kwiat. Musicie sobie wymyslec inna rozrywke.
                                                  • pastwa Zapytanie o zabawe do Lea 23.05.02, 20:58
                                                    Gość portalu: Lea napisała:

                                                    Powtarzam po raz setny : Ja nikomu nic nie zabraniam, bo nie musze. Mysle, ze
                                                    czas juz skonczyc te zabawe, ktora wymyslil Kwieto czy Kwiat.
                                                    Musicie sobie wymyslec inna rozrywke.

                                                    Czy owo "musicie" jest zakazem kontynuacji tej "zabawy", czy tez niczego nam nie
                                                    zakazujesz, ale zwyczajnie "musimy" znaleźć sobie inna rozrywkę ?

                                                    Pastwa
                                                  • Gość: ida Re: Zapytanie o zabawe do Lea IP: *.csk.pl 23.05.02, 21:20
                                                    pastwa napisał(a):

                                                    > Czy owo "musicie" jest zakazem kontynuacji tej "zabawy", czy tez niczego nam ni
                                                    > e
                                                    > zakazujesz, ale zwyczajnie "musimy" znaleźć sobie inna rozrywkę ?


                                                    Oczywiście, że Lea nam niczego nie zabrania, ale musimy znaleźć sobie inną
                                                    rozrywkę... :-(

                                                    Na tę samą nutę: Swojemu męzowi Lea też niczego nie zabrania, ale koleżnkom musi
                                                    on powiedzieć pa pa...

                                                    Inne przykłady takiego "niezabraniania" można mnożyć i mnożyć...
                                                  • kwieto Re: Zapytanie o zabawe do Lea 23.05.02, 22:53
                                                    Co_innego_mowie_co_innego_mysle_co_innego_slysze_co_innego_robie

                                                    Nie zabraniam, ale musza mu wystarczyc koledzy, hihi
                                                  • Gość: ida a swoja drogą... IP: *.csk.pl 24.05.02, 07:31
                                                    to niezwykle pokrzepiające, że są jeszcze tacy męzczyźni na swiecie co to im
                                                    nie trzeba niczego zabraniać i oni sami wiedzą, że z koleżanek to trzeba
                                                    zrezygnować, i nie trzeba ich pilnować, bo sami sie pilnują... Lea to cholerna
                                                    szczęściara, że trafiła na takiego faceta. Jak tak sobie patrzę ile sie moje
                                                    koleżanki natrudziły zanim udało im sie odseparowac swoich lubych od koleżanek,
                                                    zwłaszcza tych "niesparowanych", co to jak wiadomo są najbardziej
                                                    niebezpieczne...

                                                    :-)
                • Gość: Lea Re: Kwieto IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 18.05.02, 19:07
                  Kwieto z tym kladzeniem to tylko taka teoria, ktora miala uswiadomic wam (
                  tobie i Idzie), ze i wy macie pewne granice, pewne zasady ktorych staracie sie
                  nie przekroczyc. Nawiasem mowiac, mam do ciebie nastepujace pytanie? Zalozmy,
                  ze dla ciebie te wycieczki rowerowe z kolezanka to tylko dla towarzystwa,
                  bezpieczenstwa , rozrywki itd. Czy jestes pewny , ze i dla niej tak jest?
                  Kurcze jak ja jezdzilam tez kiedys na takie wycieczki z kolega z liceum
                  jeszcze, on myslal ze ja taka pasjonatka sportu, a ja owszem lubilam przyrode i
                  ruch i powietrze i wiatr szumiacy mi w uszach, ale wiesz to wszystko to bylo
                  na boku, drugoplanowe, to byl pretekst tylko, aby byc blisko niego, bo
                  najbardziej ze wszystkiego to ja lubilam JEGO.
                  • kwieto Re: Kwieto 18.05.02, 19:24
                    Nie wiem, ale dlaczego niby mam odpowiadac za to co ona sobie mysli? Ja jej nie
                    daje szansy na romans, granice ma jasno wytyczone - jesli ma nadzieje, ze w ten
                    sposob cos "zaiskrzy" to tylko na jej wlasna odpowiedzialnosc - nie mam zamiaru
                    ponosic konsekwencji czyichs wyobrazen.

                    A swoja droga - zawsze kiedy mowimy o zdradzie partnera, powinnismy pamietac o
                    swoim udziale w tym zamieszaniu. Bo czy partner by nas zdradzil, gdyby byl z
                    nami szczesliwy? Czy w ogole ogladalby sie za innymi kobietami/mezczyznami?

                    Jesli czuje potrzebe kontroli, zakazywania partnerowi takich czy innych
                    kontaktow, to znaczy, ze czuje sie w stosunku do niego/niej nie w porzadku, ze
                    mam cos na sumieniu, ze boje sie, ze ze mna nie jest szczesliwy/szczesliwa...
                    Czyli albo mam problem ze soba, albo... sam oszukuje?
                    • Gość: Lea Re: Kwieto IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 19.05.02, 21:44
                      To nie jest kwestia zakazywania, ani kontroli, tylko pewnych zasad. Jesli ty ze
                      swoja zona postanowicie, ze to jest OK spotykac sie z innymi ludzmi plci
                      przeciwnej na indywidualnych spotkaniach typu randka to wasza rzecz.
                      W moim malzenstwie nie ma nic takiego jak kontrola, pilnowanie, zakazywanie,
                      klotnie itp. Mamy pewne niepisane zasady, ktore powstaly poprzez lata wspolnego
                      zycia i system wartosci wspolny dla nas obojga. Jesli wyobrazasz sobie, ze
                      jestem okropna baba, ktora tyranizuje biednego faceta, chodzi w papilotach i
                      przydeptanych kapciach to nie mozesz byc dalszy od prawdy. Aha i jeszcze jedno:
                      ty nie jestes w zaden sposob odpowiedzialny za te kolezanke z ktora jezdzisz i
                      nie twierdze, ze ty jestes kims wiecej dla niej niz kolega do wycieczek
                      rowerowych. Mowie tylko ze moglbys byc i moglbys czegos nie widziec co dla
                      innych byloby widoczne golym okiem. Ale to oczywiscie czysta teoria. Mysle, ze
                      nie mozemy sie za bardzo zrozumiec( nie mylic prosze ze zgodzic sie), bo
                      piszemy troche z innych punktow widzenia. Pozdrowka
                      • kwieto Re: Kwieto 19.05.02, 22:28
                        Moze dlatego, ze za bardzo cenie sobie wolnosc i swobode? I troszke co innego,
                        gdy wasze ustalenia sa wspolne (choc nadal nie rozumiem po co je w ogole robic)
                        i wam obojgu odpowiadaja, a troche co innego, gdy (jak napisalas to w swoim
                        pierwszym poscie) zakomunikowalabys mu, ze ma skonczyc ze swoimi kolezankami.

                        Swoja droga, tak sobie pomyslalem, ze taki "komunikat" bylby naruszeniem praw
                        czlowieka... :")))
                        • Gość: Lea Re: Kwieto IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 20.05.02, 15:57
                          Wyobrazasz sobie ze to jest ogloszone na slupie? To przychodzi z czasem,
                          naturalnie, masz coraz mniej tych kolezanek im wiecej obowiazkow masz w domu,
                          az w pewnym momencie to zona i dzieci staja sie dla ciebie najwazniejsze do
                          tego stopnia , ze te chwile wolnego czasu jakie wam sie zdarzaja wolicie
                          spedzac razem. Zreszta te twoje kolezanki tez nie beda siedziec przy telefonie
                          i tylko czekac kiedy ty z nimi na te randki polecisz. Ty dla nich tez zejdziesz
                          na plan dalszy. Co do wolnosci i swobody to niektorzy sie wcale nie wiaza na
                          stale z nikim zeby miec ciagle te swobode i to jest OK. Nie wszyscy dojrzewaja
                          do zalozenia rodziny i zwiekszonych obowiazkow, odpowiedzialnosci i
                          ograniczenia dotychczasowej swodbody.
                          • kwieto Re: Kwieto 20.05.02, 17:37
                            Juz mowilem, ze wykrecasz kota ogonem. Nie rozmawialismy o tym, co sie dzieje w
                            malzenstwie i czy malzenstwo ma czas na umawianie sie ze znajomymi, tylko o
                            tym, czy WOLNO partnerowi to robic. Ty uwazasz, ze MASZ PRAWO ZAKAZAC mu takich
                            spotkan, a ja uwazam ze NIE. Natomiast rozmowa o tym czy bedzie na to czas, czy
                            beda takie spotkania w ogole mozliwe, to zupelnie inna historia. Wiem tylko, ze
                            w zwiazku 2+n bez zadnych kontaktow ze znajomymi bardzo szybko bym mial dosc.
                            Bo nie potrafie ograniczyc potrzeby kontaktow "miedzyludzkich" wylacznie do
                            zony i dzieci. Oczywiscie obowiazki obowiazkami, ale czasem trzeba od tych
                            obowiazkow odpoczac... i co wtedy? Mam sie gapic w sufit?

                            Caly czas mam dziwne wrazenie, ze Tobie wydaje sie, ze jesli nie zakazesz
                            takich spotkan, to Twoj partner nie bedzie robil nic innego, tylko ciagle sie z
                            kolezankami umawial. W takim razie zostaje tylko "pogratulowac" tak
                            nieodpowiedzialnego i zdziecinnialego partnera... ale pono kazdemu sie trafia
                            to, na co sobie zasluzyl :")
                            • Gość: Lea Re: Kwieto IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 20.05.02, 21:55
                              Stajesz sie zupelnie nieprzyjemny . Komentujesz cos o czym nie masz zielonego
                              pojecia i wiesz nie zycze sobie abys pisal zle o moim mezu, ktorego obraz nie
                              ma nic wspolnego z twoim wyobrazniem oraz abys nadal tak zlosliwie pisal o
                              mnie.Ja nie robilam zadnych osobistych wycieczek pod twoim adresem. Nie
                              komentowalam jak ty wygladasz i jak wyobrazam sobie twoja kobiete. Moglabym tu
                              o was napisac wiele rzeczy ktore sobie wyobrazam i to nie takich jakie bys
                              lubial. Ty ciagle uparcie w kolko piszesz o tych zakazach. Mysle, ze jedyna
                              osoba ktora stosuje jakies tam zakazy albo narzucanie swojej woli jestes ty i
                              tylko ty nie ja. Nic nie wiemy co sadzi o tych twoich wyprawach z kolezanka
                              twoja dziewczyna. A wiec moze ty ja zmuszasz do tego lubienia tego co tylko ty
                              w rzeczywistosci lubisz. Jak do tej pory nie zauwazylam abys sie mogl liczyc z
                              jej zdaniem, bo piszesz tylko o sobie i o tym co ty chcesz. Jej potrzeby i
                              upadobania sa ci zwyczajnie obojetne. To sie nazywa tyrania.
                              • kwieto Re: Kwieto 20.05.02, 22:03
                                Ja komentuje caly czas pierwsza wypowiedz, w ktorej bylo "kolezanki pa,pa". A
                                ja nie wyobrazam sobie wyjscia do znajomych, nie informujac o tym dziewczyny,
                                tudziez nie pytajac sie jej czy ona ma na to ochote.
                                • Gość: Lea Re: Kwieto IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 21.05.02, 11:19
                                  A dlaczego tak kurczowo sie trzymasz tej pierwszej wypowiedzi ? Czyzbys czul ze
                                  tracisz grunt pod nogami? No a jak ta twoja dziewczyna nie ma ochoty abys ty
                                  gdzies szedl co wowczas? Nie idziesz bo jestes mieczak i ulegasz jej zakazowi,
                                  czy tez idziesz bo ona i tak nie odejdzie od tyrana? Ps. Slowo zakaz
                                  wymysliles ty, widac nie wyobrazasz sobie form posrednich wspolzycia miedzy
                                  ludzmi. Czyzbys mial zbyt ostra mame?
                                  • kwieto Re: Kwieto 21.05.02, 12:10
                                    Juz mowilem, ze wykrecasz kota ogonem, odchodzac od pierwotnej wersji
                                    (przypominam tytul posta "kolezanki pa, pa").
                                    Co jesli ona nie ma ochoty? Negocjujemy, i staramy sie ustalic cos, co zadowoli
                                    obie strony...
                                    • Gość: Lea Re: Kwieto IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 22.05.02, 17:14
                                      Dokladnie wlasnie tak jest i u nas.A czy ty i twoja dziewczyna stworzycie
                                      trwala i szczesliwa rodzina to czas pokaze, bo u nas pokazal i tego wam zycze.
                                      I ja nic nie odwracam . Moj maz jest dorosly i ma system wartosci, ktory mnie
                                      odpowiada, dlatego ja nie musze mu zakazywac ani nakazywac niczego. A to ze nie
                                      uwazam iz powinien randkowac z kolezankami niczego nie zmienia. Tak uwazam i
                                      tego nie odwrocilam w zadnym momencie. On nie randkowalby z nimi ani gdyby mial
                                      tysiace zachet , ani gdyby mial tysiace zakazow , obojetne. To jest jego
                                      wybor. Bo to jest facet ktorego podziwiam za prawosc i wiele innych rzeczy.
    • debe Re: Kolezanki Twojego Partnera 15.05.02, 18:34
      ...Przymniala mi sie taka historyjka (moja).
      Kiedys, bedac na spotkaniu-randce uslyszlam od faceta mniej wiecej takie
      zdanko: ze jego dziewczyna, na pewno nie bedzie miala zadnych kumpli, on na to
      nie pozwoli.
      Oczywiscie randka sie skonczyla w kilka minut pozniej...

      Sa ludzie, ktorzy w zwiazku szukaja uczucia czy partnerswa,
      sa tez inni,ktorzy chceliby MIEC=POSIADAC meza, zonke
      ..samo zycie
    • ta_mar_ta Re: Kolezanki Twojego Partnera 15.05.02, 20:58
      Miałabym życie tracić na "pilnowanie" partnera?

      I jak miałoby to wyglądać? Chodzić za nim ( z nim)wszędzie ?, podsłuchiwać
      rozmowy?, przeglądać korespondencję? "przetrzepywać" kieszenie? obwąchiwać
      koszule?

      Ratunku! To miałoby być życie? Fuj...
      Ta_
      • Gość: Lea Re: Kolezanki Twojego Meza IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 15.05.02, 22:42
        Wlasnie o to chodzi ze jesli bedziesz sama mu podsuwac piekne kolezanki, albo
        pozwalac sobie i jemu na wszystko to mozesz dojsc do takiej paranoji, ze
        bedziesz obwachiwac i podejrzewac i generalnie nie wierzyc mu, co rychlo
        doprowadzi was do rozwodu. Widzisz my z mezem zawsze mielismy i mamy do siebie
        zaufanie, wzajemny szacunek i przestrzeganie pewnych ogolnych zasad, jak
        chociazby taka, ze on nie idzie z kolezanka na spotkanie kiedy ja zostaje w tym
        czasie sama w domu, albo ze ja nie spotykam sie sam na sam z kolega kiedy moj
        maz w domu pilnuje nasze dzieciaki. To bylo dobre jak bylismy wolni, bylismy
        studentami dzisiaj uklady sa inne. I nie dlatego ze sie wzajemnie pilnujemy,
        tylko mamy inne obowiazki , przyjaznimy sie z parami, albo ja ide ze swoimi
        kolezankami, innym zas razem on ma dobry czas ze swoimi kolegami. Kiedys
        przychodzilo do mojego domu mnostwo moich kolegow i moj chlopak nigdy nie bylby
        w stanie zabraniac mi ich widywac. Dzisiaj ci koledzy maja zony i dzieci i nie
        wyobrazam sobie abym ich samych wyciagala na spotkanie podczas gdy ich zony
        pilnowalyby dzieciaki w domu. Chcialabys byc taka zona?
        • kwieto Re: Kolezanki Twojego Meza 15.05.02, 23:02
          Mam taka kolezanke, z ktora czasem jezdze na rowerze, czasem sie wspinam. Jej
          chlopak ani nie chce sie zbytnio zajac wspinaczka, ani rowerem. Dosc podobnie
          jest z moja dziewczyna... I co, mam teraz zrezygnowac ze swojej pasji (a akurat
          z owa kolezanka bardzo sympatycznie sie wspinac i jezdzic) bo... no wlasnie? bo
          co? Bo nie wypada? Bo nie powinienem?

          Zawracanie glowy...
          • debe Re: Kolezanki Twojego Meza 15.05.02, 23:10
            Kazdy widzi swiat swoimi oczyma.
            Ja nie po to wychodzilam za maz, zeby sypiac i innymi. Do tego wygodniej jest
            byc samemu.
            Poniewaz ja tak widze nasz zwiazek, nie umialabym myslec, ze moj maz widzi to
            inaczej. A jezli ma ochote spotykac sie z kolezankami, to co za roznica, czy sa
            one mezate czy nie. Dla mnie zadna.
            Poza tym, jesli moj maz bedzie mial ochote mnie zdradzic, niezaleznie czy z
            moja kolezanka czy nie, to jego wybor. Jak kazdy czlowiek, ma wolna wole, i ja
            mu tego ani nie zabronie, ani nie bede przekonywac, ze nie warto. To Jego
            decyzja.
            • Gość: Lea Re: Kolezanki Twojego Meza debe IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 16.05.02, 12:58
              Czy ty czesto siedzisz w domu sama, czy tez z dzieciakami jesli je posiadasz
              podczas gdy twoj maz ma spotkania z tymi kolezankami? Co wowczas mowisz swoim
              dzieciom: sorry tatus nie moze z wami isc do kina, czy na spacer bo wlasnie
              bawi sie z innymi paniami? Swiat rzeczywiscie moze byc postrzegany roznymi
              oczami. Na przyklad przeczytalam tu wlasnie na forum ze istnieja kobiety dla
              ktorych zdrady meza z paniami sa do zaakceptowania, o ile tylko wieczorem
              przyjdzie do domu. Moze ty wlasnie tak postrzegasz liberalnie ten swiat , ja
              nie jestem az taka liberalna. Malzenstwo i rodzina to wartosci dla mnie
              najwazniejsze i jakkolwiek cenie sobie towarzystwo przyjaciol to potrzeby i
              dobro mojej rodziny sa tu najistotniejsze. Ani ja , ani maz nie kontrolujemy
              sie nawzajem jak tu niektorzy sugerowali i dzieki Bogu nasza rodzina kwitnie i
              dobrze prosperuje i kazdy ma swoje przyjemnosci , ale mamy jedna zasade: na
              randki z kolezankami ani kolegami nie chodzimy.
              • debe Re: Kolezanki Twojego Meza debe 16.05.02, 17:58
                Lea napisalas:
                "Prawda jednak jest politycznie niepoprawna: kazdy jest tylko czlowiekiem,
                istnieje biologia, istnieja kryzysy itp i lepiej nie wodzic losu na pokuszenie,
                nie podsuwac, czy tez nie zgadzac sie na wystawianie chlopa na probe
                wytrzymalosci na plec piekna. Kropka. Chcesz miec meza, ojca swoich dzieci obok
                to nie pozwalaj na kontakty z kobitkami, szczegolnie bez ciebie"

                Napisalas "nie pozwalaj".
                Tego nie rozumiem i sie z tym nie zgadzam. To wszystko. Nie musisz atakowac
                mnie, tylko dlatego, ze mam inne zdanie. Po prostu nie uwazam, ze mam
                jakiekolwiek prawo, komukolwiek (zwlaszcza osobie doroslej, z ktora jestem i
                ktora jest za mna z wlasnej woli) nakazywac/zakazywac/pozwalac. A nawet nie o
                prawo chyba chodzi. Nie umiem "zyc"w taki sposob.
                I to czy sie spotykamy, zyjemy bez slubu, jestesmy malzenstwem z dziecmi czy
                bez nie ma znaczenia. Przynajmniej dla mnie.
          • Gość: Lea Re: Kolezanki Twojego Meza Kwieto IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 16.05.02, 12:32
            To wasza decyzja. Jesli wszystkie zainteresowane strony czuja sie z tym dobrze
            to nie ma problemu.
            • kwieto Re: Kolezanki Twojego Meza Kwieto 16.05.02, 12:52
              A myslisz, ze ktokolwiek moze czuc sie dobrze jesli partner go ogranicza, i z
              wszystkim co robi musi uwazac, zeby nie "podpasc"?

              Pewna moja kolezanka przezywa kryzys - wlasnie dlatego, ze partner chcial ja
              miec wylacznie przy sobie, nie pozwala jej na kontakty ze znajomymi - a sam do
              wspolnych wyjsc nie jest dosc skory...
              • Gość: Lea Re: Kolezanki Twojego Meza Kwieto IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 16.05.02, 13:14
                To nie sa zadne ograniczenia, ale taka zwykla kolej losu, ze system naszych
                priorytetow sie zmienia. My teraz jestesmy o wiele bardziej zajeci niz jak
                bylismy wolni, jak studiowalismy. Mamy oprocz siebie dzieci ktore zajmuja nam
                mnostwo czasu, ktory kiedys moglismy spozytkowac na spotkania z kolezankami i
                kolegami. W moim domu rodzinnym drzwi sie nie zamykaly bo ciagle ktos
                przychodzil i to byl piekny czas. Dzisiaj na spotkania ze znajomymi mamy o
                wiele mniej czasu, dlatego wykorzystujemy go optymalnie.I tu nie chodzi
                absolutnie o kontrolowanie, czy o patologie o ktorej wspomniales, ale o
                stworzenie zdrowych , wspolnych, wzajemnie akceptowanych zasad, ktore sa
                podstawa trwalosci zwiazku.Kazdy jest kowalem swego losu, dlatego kazdy z nas
                podejmuje decyzje odnosnie tego co dobre, co mniej dobre. Jak myslisz czy
                lepiej byloby gdyby moj maz poszedl do kawiarni z kolezanka zamiast jechac ze
                swoja rodzina i przyjaciolmi na narty?
                • sonija Re: Kolezanki Twojego Meza Kwieto 16.05.02, 13:29
                  Najgorsze jest to,że koleżanka z pracy jest niestety potencjalną osobą, z którą
                  najszybciej wykręci Ci numer Twój mąż ( nie wnikam, czy będzie jeden numerek,
                  czy dłuzszy romans),take w każdym razie są wyniki przeróznych sondaży. Zawsze
                  mam dyskretne oko na takie panie... choć to niczego oczywiście w życiu nie
                  zmieni...
                  • Gość: Lea Re: Kolezanki Twojego Meza Sonija IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 16.05.02, 13:49
                    Tu nie chodzi o potencjalna zdrade, bo i kobieta w drodze na zakupy moze
                    zdradzic meza. Ludzie musza sie szanowac wzajemnie i miec do siebie zaufanie.
                    Jednak glupota byloby samej aranzowac spotkanie meza z kolezanka z pracy , czy
                    tez godzic sie na te randki bo to w moim przekonaniu bylaby jakby zgoda na
                    zdrade, a takiej mu chyba nie dajesz kiedy idzie do biura? To czy zawiedzie czy
                    tez nie zawiedzie twoje zaufanie, ciebie , czy twoja rodzine to juz zupelnie
                    inna rzecz. I tu jest rowniez twoja rola, jesli swiadomie wychodzisz za maz za
                    lajdaka o nieciekawej przeszlosci to tak jakbys juz na starcie sama pisala sie
                    na to aby byc zdradzona wczesniej czy pozniej.Prosze nie odnos tego do siebie
                    osobiscie, to odnosi sie do kazdej kobiety czy tez mezczyzny. Pozdrawiam Musze
                    juz konczyc bo zrobilo sie pozno.
                • kwieto Re: Kolezanki Twojego Meza Kwieto 16.05.02, 13:45
                  Gość portalu: Lea napisał(a):


                  >Jak myslisz czy
                  > lepiej byloby gdyby moj maz poszedl do kawiarni z kolezanka zamiast jechac ze
                  > swoja rodzina i przyjaciolmi na narty?

                  A co w sytuacji, gdy nie chce jechac na narty, a z kolezanka tez nie pusci? Moja
                  obecna nie jezdzi na rowerze, ja srednio dziennie przejezdzam "w sezonie" 20
                  kilometrow. I nie bede z tego rezygnowal, ani skazywal sie na samotne buszowanie
                  po lesie, tylko dlatego, ze ona nie jezdzi.

                  A co do zdrad i rozpadu zwiazkow. Robiono kiedys badania, i wyszlo, ze
                  podstawowymi przyczynami "oziemblosci" (bo chyba o to glownie chodzi, jesli
                  mowimy o rozpadzie zwiazku) byly: wiecznie zakrecone papiloty, przydeptane
                  pantofle, brudny szlafrok, ciagle komentarze pod adresem gwiazd filmowych.... a
                  owa "druga" byla na dopiero 23 miejscu!*
                  Moze jest wiec tak, ze to malzonkowie obojga plci sami prowokuja zdrade partnera,
                  swoim zachowaniem...

                  *Cyt. za T. Zimecki,"Od Hanczy do Australijskiej Thomson River", Wydawnictwo
                  Poznanskie 1988, s. 55
                  • Gość: Lea Re: Kolezanki Twojego Meza Kwieto IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 16.05.02, 13:59
                    Z tymi nartami to akurat moj maz szaleje, a nie ja. Jezdzimy i razem i on sam z
                    synami i znajomymi( wowczas ja mam czas dla moich drogich kolezanek i dla
                    siebie ). Ty Kwieto absolutnie sam po tych lasach nie kursuj, bo to
                    niebezpiecznie, juz raczej jedz z ta kolezanka. Masz racje trzeba dbac o
                    atrakcyjnosc w oczach partnera, dlatego jak moj maz na te narty , czy inne
                    wycieczki jedzie to ja ciach do fryzjera, albo kosmetyczki. Pozdrowka.
    • Gość: rick Re: NIE KUSIĆ LOSU IP: *.unisys.com 16.05.02, 12:46
      w swietle tej dyskusji całkiem inaczej wyglądają niektóre zakazy islamu
      nakazujące kobietom nie odkrywać twarzy /ani niczegi innego/ przy obcych.
      to wygląda na "złoty środek"

      nie jestem zwolennikiem tych metod, ale czytając Wasze wypowiedzi pomyślałem,
      że to rozwiązanie pomogłoby Wam w rostrzygnięciu dylematów

      3mta się

      rick
    • Gość: Miriam Re: Kolezanki Twojego Partnera IP: *.wspolczesna.pl 16.05.02, 13:48
      Moja historia:

      Studiowałam w szkole teatralnej miałam mnóstwo kolegów i koleżanek i byłam z
      wieloma w zażyłych przyjacielskich stosunkach, chodziłam z chłopakiem, więc
      uważałam że z żadnym z kolegów nie powinnam się posuwać dalej niż układ
      przyjacielski. Tego samego oczekiwałam od swojego chłopaka, który miał znajomych
      minimalnie w zasadzie bazował na moich bo byli rozrywkowi. Pobraliśmy się i nadal
      spotykaliśmy się ze znajomymi bywało, że każdy ze swoimi oddzielnie, co mnie
      cieszyło bo mój mąż niezabawowy był a ja owszem. Rozwiodłam się z nim, bo w
      przeciągu 5 lat małżeństwa miał 4 romanse, z kobietami, które prócz jednej były
      moimi przyjaciółkami, za każdym razem opowiadał, że to tylko przyjaciółka a ja
      wierzyłam, wszak ludzi mierzy się własną miarką. Okazałam się ostatnią
      naiwniaczką wierząc jemu i moim przyjaciółkom. Teraz mam faceta, który przyciąga
      wiele kobiet, jest terapeutą, a ja umieram ze strachu, ze sytuacja może się
      powtórzyć, choć bardzo chcę wierzyć, że jest to inny człowiek, to jednak zżera
      mnie strach o te babki, które zresztą chętnie odwiedzają mnie byle pobyć chwile z
      moim narzeczonym. Duszą jestem za tym aby można było pozwalać na przyjaźnie mężów
      z koleżankami i odwrotnie, ale przykre doświadczenia mówią mi co innego.
      Pozdrawiam

      > Witam Wszytskich,
      >
      > ostatnio uslyszlaam przykra historie i o zdardzie chlopaka z kolezanka swoja,
      > ktora dodatkowo, byla takze znajoma zdradzonej, ale oczywiscie przez meza sie
      > poznaly.a najgorsze ze to babsko staralo sie przyjaznic ze zdradzona.:-(((
      > zaczelam sie zastanwiac i nasunelo mi sie pytanie:
      > czy w zyciu jest tak, ze trzeba uwazac i pilnowac kolezanek swojego partnera??
      > ze nie mozna spokojnie myslec, ze kobiety ktore zna to sa TYLKO kolezanki i
      > nawet jak mu sie podoba fizycznie to nie bedzie nas z nia zdradzal??
      > ze jak lubi jakas kolzezanke to trzeba miec oko, czy przypadkiem nie
      > zaprzyjazni sie tez z nami a potem zabierze faceta albo gorzej jezlei my nie
      > znamy tej kolezanki, z ktora nasz partner od czasu do czasu sie spotyka??
      > jak to jest w tym zyciu??
      > ja zawsze bylam spokojna o kolezanki chlopaka, wszytski znalam, mniej lub
      > bardziej... nawet widzialam kiedy ktorejs on sie podobal tez inaczej:-))
      > jednak nie martwilam sie nigdy, bo uwazam ze kazdy musi miec swoich znajomych
      > wsrod plci przeciwnej, ktore bardzo lubi itd ale nic wiecej.
      >
      > wszystko mi sie poplatalo jak uslyszalam ta historie
      > a jakie jest wasze zdanie??
      >
      > Kwiat
      >

      • Gość: rick O co chodzi ??? IP: *.unisys.com 16.05.02, 14:03
        to w końcu o co chodzi ? czy o to, że zdradza , czy o to, że z koleżanką ?
        a jak z koleżanką to gorzej, niż z nieznaną ?

        rick
        • Gość: Miriam Re: O co chodzi ??? IP: *.wspolczesna.pl 16.05.02, 14:08
          Chodzi chyba o zaufanie jakim obdarza się faceta i co za tym idzie także jego
          koleżanki czy swoje. Jestem skłonna przychylić się też do teorii, że duży udział
          ma w tej sprawie facet: co on z tymi koleżankami robi, a czego nigdy by nie
          zrobił.
          Pozdr.

          > to w końcu o co chodzi ? czy o to, że zdradza , czy o to, że z koleżanką ?
          > a jak z koleżanką to gorzej, niż z nieznaną ?
          >
          > rick

          • Gość: rick Re: O co chodzi ??? IP: *.unisys.com 16.05.02, 14:15
            Gość portalu: Miriam napisał(a):

            > Chodzi chyba o zaufanie jakim obdarza się faceta i co za tym idzie także jego
            > koleżanki czy swoje.

            ktoś kiedyś powiedział "koleżanka, to gorzej niż teściowa". a na poważnie -
            zaufanie nie jest przechodnie. zdrada jest zdradą, czy z koleżnką, czy z kimś
            innym. no chyba, że chodzi o liczby - za jednym razem traci się i faceta i
            koleżankę, a w przypadku obcych, to zostają chociaż koleżanki

            rick
      • Gość: jola z drugiej strony lustra.... IP: 212.121.202.* 16.05.02, 14:17
        Mialam kiedys bliska przyjaciolke. Naprawde bliska. Spotykalysmy sie
        czesto, ona opowiadala mi o problemach ze swoim facetem. Nie ukladalo
        im sie zupelnie, ja staralam sie ja pocieszac, robilam co moglam zeby
        zapomniala. Jednoczesnie ow chlopak byl rowniez moim przyjacielem.
        Delikatnie staralam sie ingerowac, umawialam ich na spotkania po
        wielkich klotniach, caly czas staralam sie zeby byli ze soba... Zarowna z
        nia jak i nim rozmawialam godzinami. I wiecie co? Pewnego wieczoru,
        doskonale to pamietam siedzialam u niego w firmie i gadalismy o jego
        problemach z ta dziewczyna. ... Poczulam na sobie jego "inne"
        spojrzenie... To dziwne odkrycie zasialo w moim sercu nic watpliwosci czy
        powinnismy sie przyjaznic, w podswiadomosci czulam ze nie powinnam,
        ze to owoc zakazany.... W koncu pewnego zimowego dnia umowilismy sie
        na picie wodki. Ja bylam zrozpaczona bo moj facet mnie zostawil a on jak
        zwykle mial problemy... Zaczelismy calowac sie jak szaleni.... Jakby nam
        tego brakowalo przez ten caly czas naszej znajomosci.... I nie wazne bylo
        ze w tym czasie dzwonila ona... To sie nie liczylo, nie wtedy.... Nie jestem
        jednak osoba, ktora wyrzadza ludziom krzywde i potrafi z tym zyc... To bylo
        strasznie ciezkie, ona dzwonila proszac o rade a w ty samym czasie on
        przesylal romantyczne smsy.. Tak minely 2 miesiace i kiedys
        powiedzialam sobie nie!!!!! Nie potrafi tak zyc, musze jej powiedziec,
        musze bo inaczej nigdy nie odzyskam do siebie szacunku.... Zapytalam
        sie jego co o tym sadzi. Powiedzial ze nie powinnam, bo: czego oczy nie
        widza tego sercu nie zal.... A jednak... Pojechalam do niej. ...Przy kawie
        powiedzialam ze zrobilam cos strasznego, ze nie zasluguje na jej
        przyjazn. Ona w tym momencie poweidziala: ciii ja nie chce nic wiedziec,
        jestes moja przyjaciolka od wielu lat , domyslam sie wielu rzeczy ale to
        mnie nie interesuje.... Nie musze dodawac ze czulam sie duzo gorzej.
        Gdyby mnie uderzyla, krzyczala plakala... A ona mi wybaczyla.... Pozniej
        spotykalam sie z nim....Ona to widziala, byla przy mnie doradzala mi co
        mam robic, tak tak chory uklad bo go kochala.... I mnie zostawil po
        pewnym czasie, i to w duzo gorszym stanie niz ja...Bylam zakochana po
        uszy... A ona przy mnie byla pocieszala wyciagala z dola.... I teraz mimo ze
        juz nie utrzymujem ze soba bliskich kontaktow( odleglosc) czuje ze moge
        na nia liczyc..... Ale wiem tez jedno. Bardzo trudno przewidziec co sie w
        zyciu wydarzy. Nigdy bym nie przypuszczala ze potrafie tak wielkie
        swinstwo zrobic kolezanke a jednak.... Dlatego tez rozumiem wszystke
        dziewczyny ktore zdecydowaly sie na bycie ta druga. Czasami bardzo
        ciezko jest bys sama, bez nikogo kto by pocieszyl dodal otuchy... Mam
        nadzieje ze juz nigdy podobna sytuacja nie bedzie miala miejsca, ze
        nikogo nie zranie...ale wiem tez jedno, nawet najwiekszym
        przeciwniczkom zdrad moze sie pdobna sytuacja zdarzyc....
    • Gość: weronika Re: Kolezanki Twojego Partnera IP: *.kopernik.gliwice.pl 18.05.02, 22:11
      jak ktos ma ochote zdradzic to zrobi to i tyle
      swoja droga kwieto zycze ci takiej kobiety ktora bedzie siedziec w domu z
      dzieciakami a ty bedziesz szalal z kolezankami na kawach
      ja nie wyobrażam sobie tego ze przy takim tempie zycia facet zamiast przyjsc do
      domu i czas spedzic ze mna, a jest go niewiele idzie z jakas kumpela na kawe
      jakos nie znam takich malzebstw
      • kwieto Re: Kolezanki Twojego Partnera 18.05.02, 22:36
        A kto tu mowi, ze ja bede szalal z kolezankami, tudziez ze zona bedzie siedziec
        w domu? Problem nie polega na tym, czy dana rzecz sie bedzie robilo czy nie,
        tylko na tym, czy ma jakikolwiek sens zakazywanie takich rzeczy partnerowi.
        Moze sie przeciez zdazyc, ze to ja bede siedzial z dzieciakami, a ona bedzie z
        kumplami imprezowac... I nie mam zamiaru jej tego zabraniac, o ile sam bede
        mial rowniez taka swobode. Co wcale nie znaczy, ze oboje bedziemy co chwila z
        tej swobody korzystac, i co chwila sie z kims umawiac.
        • Gość: weronika Re: Kolezanki Twojego Partnera IP: *.kopernik.gliwice.pl 19.05.02, 19:56
          powiem ci ze ludzie pracujacy i majacy male dzieci notorycznie nie maja czasu
          na nic a przede wszystkim dla siebie wiec jesli bedziesz chcial ten kawaleczek
          czasu spedzic z kolezankami a nie z rodzina to zycze powodzenia , to jest
          wielkie teoretyzowanie, ale ty jeszcze nie wiesz jakie wielkie obowiazki niesie
          za soba zalozenie rodziny
          • Gość: Lea Re: Kolezanki Twojego Partnera IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 19.05.02, 22:07
            No wlasnie caly czas staralam sie to miedzy innymi przekazac i Kwieto i Idzie,
            ale najwyrazniej brakuje tu pewnej wspolnej plaszczyzny doswiadczen.
            Pozdrawiam.
          • kwieto Re: Kolezanki Twojego Partnera 19.05.02, 22:39
            A skad wiesz? Mam juz na koncie kilka lat pracy, zreszta w bardzo wymagajacych
            przedsiebiorstwach. I Mimo wszystko zawsze potrafilem sobie wygospodarowac
            troche czasu na spotkania z przyjaciolmi. Mam wrazenie, ze Ty opcje "widywania
            sie z kolezankami" traktujesz jakbym mial to robic codziennie. A to nie o to
            chodzi. Moze nie bede czul potrzeby takiego spotkania sie z kims przez pare
            miesiecy, lat... ale nie chce, zeby ktos mi takie podejscie narzucal. A od
            propozycji narzucenia swojej wizji zwiazku oraz kontroli partnera rozpoczela
            sie cala dyskusja.

            Natomiast ostatnie wypowiedzi Twoje i Lei traktuje jak wykrecanie kota ogonem.
            Bo wpierw bylo "Chcesz miec meza, nie pozwalaj na kontakty z kobitkami" - mamy
            wiec jasny zakaz. A teraz argumentacja jakos zlagodniala, i mowicie, ze chodzi
            o to, ze obowiazki, ze nie bede mial czasu na takie spotkania... moze nie bede
            mial czasu, i nie bede sie wtedy spotykal. Ale zakazow sobie nie zycze.
            • Gość: Lea Re: Kolezanki Twojego Partnera IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 20.05.02, 16:03
              Totez zadna z nas ci nic nie zakazuje. Ty jednak chyba nie mozesz rowniez nam
              zakazywac zakazywania, jezeli to juz tak okreslamy. Duzo znasz malzenstw o
              takim modelu: facet na randce z kolezanka, ona w domu z dzieciakami lub na
              odwrot?
              • kwieto Re: Kolezanki Twojego Partnera 20.05.02, 17:29
                Nie, ale w zadnym z nich nie ma takiego zakazu...
            • Gość: weronika Re: Kolezanki Twojego Partnera IP: *.kopernik.gliwice.pl 20.05.02, 21:26
              moje ostatnie wypowiedzi, całe dwie udowadniają że zakaz spotkań z paniami nie
              musi oznaczac zazdrosci na tle seksualnym tylko raczej czasu na dzielenie
              obowazków
              swoją droga kwieto sama praca to eldorado w porównianiu z pracą i rodzina,
              uwierz mi
              wbrew temu co zapewne sądzisz to ja tez nie sądzę ze mogłabym sie zwiazc z kims
              kto np zakazuje mi raz na pol roku pojechac do kumpeli ze studiow
              ale takie calkiem beztroskie tralala-to lepiej nie zakładac rodziny
              poza tym twoja dziewczyna na pewno wie kim jestes i czym jest spotkanie z
              kolezanka w twoim przypadku
              gdyby moj maz szedl na kawe z kolezanka z pracy to ja wiedzialabym ze to chodzi
              jednak o cos wiecej bo go znam i wiem ze nie tracilby by czasu na takie sobie
              kontakty
              • kwieto Re: Kolezanki Twojego Partnera 20.05.02, 21:35
                Tylko ze niekoniecznie rodzina oznacza dwoje z dzieckiem - mozna miec zone i
                nie miec dzieci, wtedy ten czas sie troszke inaczej rozklada, prawda?
                Poza tym, nikt tu nie mowi o beztroskim tralala, ale jesli mam okazje spotkac
                sie ze znajomymi, i mam akurat czas, to nie rozumiem czemu mialbym sie nie
                spotkac. Tylko dlatego ze sa przeciwnej plci?
                • Gość: weronika Re: Kolezanki Twojego Partnera IP: *.kopernik.gliwice.pl 20.05.02, 22:23
                  no dobra, niech bedzie że na tym poziomie czasu i obowiązków, zakazy nie są
                  wskazane
                  choć musisz wziac pod uwagę że ktos moze to uznac za brak zainteresowania
                  kiedys taki facet chodzil z kolezankami na kawe i sie pytal co ja na to, czy
                  jestem zadrosna czy nie
                  ja oczywiscie ze nie, ze spoko, niech sie bawi jak nie moze teraz byc ze mna
                  po czym tłumaczył mi przez poł nocki że ja powinnam czuć jakąś przynaleznosc
                  jego do siebie i że powinnam sie choc troche oburzyc bo inaczej to sprawia
                  wrazenie ze mi zwisa
                  i tak sobie mysle ze jest w tym ziarno prawdy, choc te jego kawki jak sie
                  pozniej dowiedziałam nie były wclae takie pozbawione podtekstów
    • Gość: Iwo Re: Kolezanki Twojego Partnera IP: *.chello.pl / 62.179.0.* 20.05.02, 18:26
      Nastały takie czasy,że ludzie nawet jak się bardzo kochają to się
      zdradzają.Dlaczego się zdradzają?Może dlatego,że im jest za dobrze.Mają kochaną
      żonę,dziecko,jednak koleżanka np. z pracy jest atrakcyjna ,wykształcona... .Na
      początku rozmawiają,potem się przytulają w trudnych chwilach,potem się
      pieszczotliwie dotykają,całują,czasami kończy się to seksem,ale nie
      koniecznie.Jeśli kończy się przyjazn seksem to jest żal,rozczarowanie,że jednak
      żona czy mąż są wspaniali(chociaż jedna ze stron tak myśli).Cierpiąc,zaczynają
      się unikać i kończy się różnie...Na pewno nie na dalszej przyjazni!Jeśli
      przyjazn nie zakończy się seksem,to ich przyjazn będzie trwać bardzo
      długo,nawet po grób.Jeśli każesz mu wybrierać w takiej sytuacji wybierze
      przyjaciółke i będzie miał zal do Ciebie że mu nie ufasz
      • hookean Re: Kolezanki Twojego Partnera 20.05.02, 18:38
        To nie czasy takie są,to tylko efekt błędnego założenie, że seks musi wypływać
        z miłosci do partnera, a jego pojawianie sie po za związkowe, oznaczać musi
        zdradę uczuciową i cokolwiek tam jeszcze złego. Ta nielogiczność tworzy chorą
        barierę dla normalnego( zgodnego z biologią) zachowania sie ludzi i powoduje
        zbędne wyrzuty sumienia oraz mnożenie się przypadków "zdrady", które są
        zwyczajnym zaspokojeniem człowieczego popedu płciowego.
        • Gość: soso leo, ida, kwieto i inni IP: 195.41.66.* 21.05.02, 13:42
          Strasznie macicie. Przede wszystkim nie podoba mi sie to osadzanie ludzi. Jakis
          sad kapturowy nad taka czy inna postawa. Wolno, nie wolno, ..

          Mysle, ze tak nie jest. Kazdy wchodzac w jakis uklad zdaje sobie sprawe z
          sytuacji, alternatyw, co mozna zrobic i jaki rachunek za to przyjdzie. Kwestia
          druga jest jakies wartosciowanie. Ja bym tego unikal.

          Leo - zabronisz mezowi tego czy owego. No i teraz pytanie - co dalej? Mylse, ze
          takie wykladanie oczywistego nic nie zmienia i wciaz, czy zostalo to
          powiedziane czy nie, kazdy wie, ze jak zaczynam cos z kims innym a jestem juz w
          jakims tam zwiazku to ryzykuje zepsucie tego istniejacego. To jest oczywiste.
          Idac dalej, czy warto wobec tego robic z tego problem zabraniajac itd. Jak ma
          sie rozleciec to sie rozleci i moze lepiej skoro dla jednych nie zycie tylko z
          jedna osoba lub z 'ta' osoba. Niech idzie w cholere, ze tak powiem. W koncu wie
          co robi. Co to za zwiazek oparty na 'zabraniam ci tego czy owego'? Dla mnie to
          antyzwiazek. Po to sie jest z kims by miec odskocznie czy baze dla wlasnego
          rozwoju, odpowiadania na wlasne zapotrzebowania. Jezeli one sprowadzaja sie do
          seksu z innymi to zwiazek 'na zawsze' nie jest wlasciwy.

          To tylko stwierdzenie faktow i lepiej sie na to godzic niz probowac sztuczek z
          kajdanami. Dla mnie jest to psucie sobie i innym zycia.


          Kwieto - takze nie podoba mi sie Twoja meta_wolnosc. Mozna wszystko bo
          zaufanie, itd. Nie tak. Wcale nie mozna wszystkiego bo wciaz jest konsekwencja.
          Bez osadow ale konsekwencja. Jak sie facet chce spotykac 'na kawie' z
          kolezankami zony (np.) to jest tego jakas konsekwencja dla zwiazku. Jedni
          potrafia to akceptowac i jest okay, inni czuja sie z tym zle. Tym drugim taki
          zwiazek nie odpowiada i znowu uklania sie priorytety.
          Jezeli tak sie dzieje miedzy dwojgiem ludzi, ze oni sami dla siebie sa
          problemem to lepiej, zeby nie byli razem. Nie wiem, jak jedna strona moze cos
          okreslac w zwiazku - tak zakres niewoli jak i zakres wolnosci? Nic z tych
          rzeczy.
          Wedlug mnie para to taki uklad, w ktorym mamy swiadomosc, co nasze czyny znacza
          i mamy obopolna wolnosc wyboru ale takze czujemy intuicyjnie (co zwiazek to
          inny uklad przeciez) co nasze czyny rodza za konsekwencje. I tylko tyle. Tu sie
          konczy sprawa. Dalej to nasze decyzje i ich skutki. Nie wierze w zabranianie
          jak i nie wierze w deklarowana nieograniczona wolnosc dla obojga. Obie
          skrajnosci nie sprawdza sie w praktyce.

          Interesowalem sie kiedys wlasnie takimi przypadkami, ze ludzie zaprzyjaznieni
          popadaja w rozmaite uklady romansowe. Jest to chyba bardzo powszechne i
          naturalne. Wszelkie dywagacje typu, jak on, ona, mogli to zrobic sa dla mnie
          idealizowaniem pospolitej rzeczywistosci. Wiec lepiej moze myslec, ze bliskie
          kontakty zdarzaja sie, byc na to gotowym i swiadomym konsekwencji - dotyczy tak
          prowokatorow jak i pokrzywdzonych.

          Dla jasnosci, nie zabraniam zonie spotykac sie kolegami i sam nie daje sobie
          wolnosci do spotykania sie z innymi kobietami - bliskie spotkania trzeciego
          stopnia. Jedno i drugie intuicyjnie mi pasuje do naszego zwiazku. Jezeli ona
          popadnie w sytuacje, ktora dla mnie bedzie nie do udzwigniecia to pewnie sie
          rozstaniemy. Podbnie jezeli sam nie dotrzymam kroku wlasnym ograniczeniom wiem,
          ze tym samym daje jej prawo do wyjscia z naszego ukladu. Oboje pewnie to wiemy
          i od obojga nas zalezy, jak bedzie. Nie ma nic do tego zabranianie lub
          zezwalanie na cokolwiek. Jestesmy ludzmi, ze slabosciami ale i z mozliwosciami.
          Czas pokaze, jacy jestesmy. Ale na pewno nie w kategoriach zli czy dobrzy. Ot,
          tacy i tyle.

          pzdrw


          soso
          • Gość: rick Re: leo, ida, kwieto i inni IP: *.unisys.com 21.05.02, 13:57
            Gość portalu: soso napisał(a):

            > Wedlug mnie para to taki uklad, w ktorym mamy swiadomosc, co nasze czyny znacza
            >
            > i mamy obopolna wolnosc wyboru ale takze czujemy intuicyjnie (co zwiazek to
            > inny uklad przeciez) co nasze czyny rodza za konsekwencje. I tylko tyle. Tu sie
            >
            > konczy sprawa. Dalej to nasze decyzje i ich skutki.

            zgadzam się w całej rozciągłości. dodałbym tylko, że intuicyjnie czujemy jak
            nasze czyny są odbierane przez drugą stronę. a jak nie wiemy, to się po prostu
            pytamy. nie ma rzeczy oczywistych

            pozdrawiam
            rick
            • Gość: Lea Re: Rick IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 22.05.02, 17:49
              Swiete slowa Rick. To ze czegos nie lubimy , czy tez z czyms sie nie zgadzamy
              druga strona moze albo akceptowac, albo miec takie same poglady albo nie
              akceptowac i wowczas albo sie do tego dostosowac albo nie. To ze ja nie uwazam
              iz facet moze sie spotykac na randkach z przyjaciolkami, jak ma zone i dzieci
              nie oznacza ze ja mu wydaje zakazy.On sam ma pewien system wartosci, ktory by
              mu na to nie pozwalal, oprocz tego oczywiscie, ze mnie i dzieci kocha i
              szanuje. Ale tak jak napisales, co para to inny zwiazek i ja nie mam problemu
              jesli ktos inny prowadzi zwiazek otwarty, czy tez po prostu uwaza, ze z
              randek z kolezankami wynikaja tylko same plusy. Moze za dlugo juz zyje na tym
              swiecie aby w cos takiego uwierzyc. Tak jak jednak juz napisalam to
              indywidualny wybor. Napisala tu Jola ktorej taki uklad sie nie sprawdzil, ale
              chetnie zobaczylabym tu wypowiedz z zycia wzieta, ktora pokazalaby ze na
              dluzsza mete ( powiedzmy 10-20lat ) to sie sprawdza i takie otwarte zwiazki sa
              trwale. Bo wypowiedzi osob ktore nigdy nie zalozyly rodziny to tylko czysta
              teoria .
              • Gość: rick czysta teoria .. albo o staraniu się IP: *.unisys.com 23.05.02, 12:47
                Gość portalu: Lea napisał(a):

                > wypowiedzi osob ktore nigdy nie zalozyly rodziny to tylko czysta
                > teoria .

                masz na myśli formalną rodzinę z małżeństwem itd ? jeśli tak, to pozwolę sobie
                się nie zgodzić. w związku nieformalnym jeszcze bardziej trzeba dbać i starać się
                o drugą stronę. w małżeństwie często przed rozstaniem powstrzymuje ludzi obawa
                przed wysiłkiem jaki trzeba podjąć , żeby załatwić wszystkie formalności, rozwód
                itd. w związku nieformalnym tego nie ma, można się rozstać znacznie szybciej. i
                to powoduje, że bardziej trzeba o taki związek dbać.
                w moim związku staram się unikać sytuacji, które potencjalnie mogą być przyczyną
                konfliktu czyli np. spotykania koleżanek mojej dziewczyny bez niej. nie znaczy
                to, że tego nigdy nie zrobię, tylko, że się staram i moja partnerka o tym wie. to
                samo działa w drugą stronę.

                rick
      • Gość: rick Re: Kolezanki Twojego Partnera IP: *.unisys.com 21.05.02, 13:29
        Gość portalu: Iwo napisał(a):

        > Nastały takie czasy,że ludzie nawet jak się bardzo kochają to się
        > zdradzają.Dlaczego się zdradzają?Może dlatego,że im jest za dobrze.

        a ja sądzę, że takie zachowania to wcale nie jest nowość. zawsze tak bywało. to
        jest wbudowane w psychikę i zawsze trzeba było umieć nad tym panować.
        to nie jest usprawiedliwienie, tylko wytłumaczenie. nie jestem fatalistą, który
        mówi 'tak być musi', tylko, że każdy ma szansę z tym się uporać.

        rick
    • Gość: gosc Re: Kolezanki Twojego Partnera IP: 212.244.188.* 23.05.02, 12:38
      Nie bede teoretyzowac ani pisac specjalnie dlugich wywodow. Zawsze wydawalo mi
      sie, ze kolezanki to kolezanki, trzeba miec do siebie zaufanie itp. nie wolno
      ograniczac partnera - takie bzdety. Moj maz mial/ ma duzo kolezanek. Jeden
      znalam dobrze, inne mniej, a niektorych wcale. Uwazalam, ze tak jest ok.
      Niestety. Jestem wlasnie w separacji. MOj maz zdradzal mnie z taka wlasnie
      swoja, "kolezanka". Obrzydliwe, ale prawdziwe. Dlatego nigdy juz nie popelnie
      podobnego bledu. Uwazac na "kolezanki", w koncu krew nie woda.
      • kwieto Re: Kolezanki Twojego Partnera 23.05.02, 14:47
        A moze najpierw sie przyjrzec sobie i zapytac, dlaczego on sie zaczal rozgladac
        za inna kolezanka? Brutalne ale prawdziwe.

        Mam wrazenie, ze wszyscy ktorzy sa zwolennikami ograniczania swobody mysla
        sobie tak, jak to bylo w gospodarce niedoboru. Zamiast ulepszac produkt,
        wystarczylo zamknac granice, a wtedy kazdy komu sie udalo kupic zepsuta pralke
        byl szczesliwy, ze w ogole sie udalo.

        Ale w przypadku zwiazku takie "zamkniecie granic" nigdy nie wypali, skonczy sie
        jeszcze szybszym rozstaniem
    • pastwa Jak uniknąć zdrady , 100% skuteczności? 23.05.02, 13:17
      Wszystkim podejrzliwym wobec mężczyzn paniom( jeszcze nie „udupionym”)
      polecam nie wiązanie się z facetami, daje Wam to gwarancje, że facet Was nie
      zdradzi z koleżanką, Wy nie musicie mu czegokolwiek zabraniać, macie święty
      spokój, bo nie interesuje Was, z kim w danej chwili przebywa.
      Same będziecie stanowiły związek o wiele doskonalszy, mając do samych
      siebie pełne zaufanie, wiecie że się same nie zdradzicie, co więcej, jest to
      gwarantem, ze taki związek solo nigdy się nie rozleci i będzie trwał w samo
      miłości aż do śmierci!

      Dzieci tez nie stanowią problemu, do wyboru adopcja, bądź metoda ivitro, a
      wszystko bez udziału faceta :-)

      Seks, tu tez istnieje ogromne pole do popisu w obecnych czasach, co daję Wam
      pełną kontrolę nad tym: ile, kiedy, i jak, i to bez udziału faceta :-)

      W kwestii czułości, zakup czyściutkiego, puszystego kota lub psa wszystko
      załatwi. Te zwierzaki notorycznie okazywać chcą swą wierność ocierając się
      rozkosznie o nas, a same też możecie je do woli głaskać, a wszystko w cenie
      jeno wyżywienia, i bez udziału faceta :-)

      Wygadać możecie sie zawsze bliskiej koleżance, nikt Was tak dobrze nie
      zrozumie/pocieszy jak druga kobieta, przecież.

      Dajcie więc facetom spokój, niech sobie mają te koleżanki, a Wy nie pakujcie
      sie w takie męczące życiowo układy, bądźcie mądre przed szkodą!

      Powodzenia Zyczy Pastwa
      :-)
      • Gość: rick Re: Jak uniknąć zdrady , 100% skuteczności? IP: *.unisys.com 23.05.02, 13:55
        proponowałem także /nieco wcześniej/ 'wariant islamski' - zasłonki i te rzeczy
        też skuteczny

        a poza tym wygląda , że faceci tego problemu nie mają. nie było smutnych głosów
        w sprawie kolegów mi=ojej partnerki

        rick
      • Gość: kamfora Re: Jak uniknąć zdrady , 100% skuteczności? IP: 195.216.121.* 23.05.02, 13:57

        Blablabla - latwo ci pisac...

        A na kogo bysmy wtedy narzekaly? ;-)
      • Gość: ela Re: Jak uniknąć zdrady , 100% skuteczności? IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 23.05.02, 14:29
        Kiedyś czytałam autentyczną "radę" (chyba w Naj) nt. Jak utrzymać męża przy
        sobie.
        Pani pisała (chwaliła się), że co jakiś czas serwuje mężowi dawkę
        swoich "złotych" myśli w rodzaju: Co mi się tak bez sensu po mieszkaniu
        kręcisz. Znowu w pracy się obijałeś. Taaaaak dostałeś nagrodę? Twój szef 1000
        zł Ty 300 i uważasz to za sukces? To mówisz, że Iksińska uważa, że jesteś
        przystojny, z jej urodą to każdy wygląda jak Apollo. itd... itp...
        Efekty: Mąż boi się nawiązywać kontakty (zwłaszcza z kobietami) w towarzystwie
        jest mrukliwy i niedostępny, brak mu wiary w siebie, często choruje...itd.
        Tak "doświadczany" mąż nie ma siły żeby poznać inną kobietę a nawet
        jeśli ją pozna, to czy może być szczęśliwy...

        • kwieto Re: Jak uniknąć zdrady , 100% skuteczności? 23.05.02, 14:50
          Oj tak, tak! Ale ja mu przeciez nie zakazuje kontaktow, prawda? :"))
          • Gość: A27 Re: Jak uniknąć zdrady , 100% skuteczności? IP: *.proxy.aol.com 25.05.02, 03:42
            Moj kolega Frank jest Republikaninem i moj maz go nie trawi. Ja natomiast mam
            sentyment do Franka, bo byl jedyna osoba, ktora rozumiala moja kampanie
            malzenska. Co prawda oferowal mi swoje cialo w zamian...ale to szczegol.
            Moj maz nie ma nic przeciwko temu, ze od czasu do czasu wypije kawe z Frankiem,
            pod warunkiem, ze jest to po poludniu a nie w nocy. Frank jest dosyc
            przystojny, ale nie rusza mnie. Gdyby facet mnie naprawde pociagal nie
            spotykalabym sie z nim, bo to byloby kuszenie losu. Albo oszukiwanie samej
            siebie.

            Co do kolezanek mojego meza. No nie wiem, czy tak wiele bab lecialoby na niego
            i jak wiele podobaloby mu sie bardziej niz ja. Albo na tyle, by zepsuc nasze
            male szczesliwe zycie. Czego jak czego, ale pozadania mojego meza to jestem
            pewna. Tak wiec, on sobie chodzi na imprezki, gdzie inni lewacy dyskutuja
            odpady nukearne, albo na takie gdzie wszyscy sa po filozofii i czytali Sartra.
            Mnie takie imprezy nudza, chociaz tez kiedys czytalam Sartra. Wiec maz chodzi
            czasem sam. I tam sa tez dziewczyny, co mi zupelnie nie przeszkadza.

            Mamy umowe, ze zanim zdradzimy to sie rozwiedziemy. Gdybym jednak miala jakies
            podejrzenie, ze na kogos ma chrapke to bym zrobila awanture a nie udawala, ze
            nie ma problemu, albo nie spala po nocach myslac co sie dzieje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka