myriama
14.01.05, 13:44
Patrzyła na niego, ukradkiem. Wszystko było w nich takie kradzione, całe to
uczucie tak szumnie zwane miłością. Patrzenie bolało, wiec zmuszała się do
odwracania głowy.
W pracy się pracuje. Udawała ze się nie znają. A znała każdy najmniejszy
zakamarek jego ciała….każdą bliznę, miękkość jego głosu, kiedy szeptał jej że
jest najważniejsza na świecie, ruchy i gesty….uczyła się ich na pamięć, aby
jej nigdy tego nie zabrakło.
Zamykała oczy, kiedy służbowo podchodził i nachylał się nad nią. Sztywniała i
starała się nie oddychać, bo wtedy poczuje jego zapach, taki jedyny na
świeci, który drażni i słodko nęci….
Trzeba zapomnieć, pracować, realizować stosy spraw zapisane w głowie, nie
myśleć, nie pamiętać - te słowa powtarzała codziennie jak modlitwę. Aby mieć
siłę żeby się nie złamać. Odejść nie odwracając się za siebie. On zapomni… No
bo co ona może mu zaoferować?
Trzydziestoletnie ciało i w dorobku jej dziecko? A on? Syn szefowej, na
pierwszym roku studiów w renomowanej warszawskiej firmie….To się przecież nie
mogło udać…