Dodaj do ulubionych

nerwica lękowa - czy do końca życia na lekach?

18.01.05, 17:15
Od kilku lat cierpię na nerwicę lękową - najpierw zemdlałam w autobusie,
potem już bałam się gdziekolwiek sama chodzić/jeździć, psychoterapia, leki -
próby odstawienia, kolejne omdlenia... I tak ciągnę na lekach - najpierw
anafranil, potem fevarin... Skończyłam studia, wyszłam za mąż, pracowałam.
Zaszłam w ciążę, odstawiłam oczywiście leki, także na czas karmienia (ponad 9
mies.), od tych kilkunastu miesięcy jakoś sobie radzę - mogę się kręcić po
okolicy, byle nie były to zatłoczone miejsca (nie ma mowy o samotnych,
dłuższych zakupach itp.), ogromny stres przed jakimkolwiek wyjściem (także z
kimś znajomym) itp. itd. Kto zna problem, wie o co chodzi. Moje pytanie brzmi:
czy jest szansa, ze kiedykolwiek to minie? Czy sa jakies alternatywne sposoby
lecznia...czy do końca życia będe musiala brać leki? Bo jak dotąd na to się
zanosi, takie jest też zdanie mojego psychiatry (po tych nieudanych próbach
odstawiania). Przeraża mnie ta wizja (także finansowo :( ), zwłaszcza, że gdy
biorę leki to też nie zawsze czuję się tak "bezpiecznie"...
Nie szukam pocieszenia, ale może ktoś miał/ma/zna podobną sytuację i może mi
coś doradzić z własnego doświadczenia?...
Z góry dziękuję

Wisienka

Obserwuj wątek
    • hubkulik Re: nerwica lękowa - czy do końca życia na lekach 18.01.05, 17:22
      > czy jest szansa, ze kiedykolwiek to minie?

      Jest szansa.
      Buduj pozytywne. Jak bedziesz to konsekwentnie robic, to zobaczysz po jakims
      czasie ze jest juz w Tobie calkiem stabilna struktura bezpiecznego, spokojnego
      i szczesliwego w Twoim zyciu, ktore zawsze powraca.
      Jak chcesz szybkich efektow na lepsze, to skieruj swoje mysli do Boga.

      Pozdrawiam Hubert
      • zraniony Re: nerwica lękowa - czy do końca życia na lekach 18.01.05, 18:06
        Hubert, matko przenajświętsza, jak psycholog moze takie głupoty gadac
        • hubkulik Re: nerwica lękowa - czy do końca życia na lekach 18.01.05, 18:12
          Bo chce pomoc.
          Proste.

          Pozdrawiam Hubert
      • zraniony Hubert a moze Ty księdzem jesteś? 18.01.05, 18:07
        • hubkulik Re: Hubert a moze Ty księdzem jesteś? 18.01.05, 18:12
          A co? Chcesz sie wyspowiadac drogie dziecko?;)

          Pozdrawiam Hubert
          • zraniony Re: Hubert a moze Ty księdzem jesteś? 18.01.05, 21:47
            Hubert, jak ja bym się Tobie wyspowiadała, to byś z konfesjonału uciekł, hihi
            więc może lepiej nie
    • ooops Re: nerwica lękowa - czy do końca życia na lekach 19.01.05, 01:50
      Wisienko. Alterantywą do leków jest psychoterapia. W przypadku twojego problemu (prawdopodobnie) niezbyt długa i z dużą szansą całkowitego wyleczenia, bez nawrotów. Może to wyglądać tak, że pójdziesz na terapię, zaczniesz coraz lepiej kontrolować objawy i pod opieką terapeuty (i w porozumieniu z psychiatrą) powoli wycofasz leki.
      Oczywiście możesz do końca życia brac leki, ale mi osobiście wydaje się to niezbyt zdrowe (no i pewnie kosztowne).
    • armia5 Re: nerwica lękowa - czy do końca życia na lekach 19.01.05, 08:57
      Droga Wisienko !!
      wSPÓŁCZUJE CI SERDECZNIE , TO STRASZNA MĘKA.cZY MASZ JAKIEŚ NIEROZWIĄZANE
      PROBLEMY?ZASTANÓW SIĘ , BO JEŚLI TAK , TO NIE POMOGĄ TU PSYCHOTROPY.MOZE JAKIŚ
      PSYCHOLOG? SPRÓBUJ SIĘ DO TEGO POPROSTU PRZYZWYCZAIĆ , OSWOIĆ , MOZE WTEDY NIE
      BĘDZIE TAKIE STRASZNE.MYSLĘ JEDNAK , ZE NALEŻAŁOBY ROZWIAZAĆ SWOJE PROBLEMY.
      BĘDZIE DOBRZE.UWIERZ W TO.
      • nezzi Re: nerwica lękowa - czy do końca życia na lekach 19.01.05, 09:02
        Może warto by było spróbować raz jeszcze z psychoterapią? Zwłaszcza z grupową,
        bo szybko dowiesz się jaka jest przyczyna tych lęków i będziesz miała wsparcie
        w najgorszych chwilach (trzeba je przejść, choć lęk może być bardzo duży).
    • slonka20 Re: nerwica lękowa - czy do końca życia na lekach 19.01.05, 09:22
      Problem znam niestety z wlasnego doswiadczenia.
      U mnie zaczelo sie wszystko od ostrych objawow sercowych
      a skonczylo na podobnym leku. Mialam ogromne szczescie, gdyz trafilam do
      cudownego psychologa. Jestem w trakcie psychoanalizy
      i objawy sercowe juz mam za soba i malymi kroczkami pozbywam sie leku.
      Nie bralam zadnych lekow - zaufalam psychoanalizie i narazie dziala.
      • maminka1 Re: nerwica lękowa - czy do końca życia na lekach 19.01.05, 14:21
        Dziękuję wszystkim za odpowiedzi - nie sądziłam, że będzie ich az tyle :) Czyli
        jest szansa, bardzo się cieszę choć...szczerze mówiąc trochę w to wątpię. To
        trwa u mnie już tyle lat, i tyle razy próbowałam odstawić leki...:( Mówię sobie
        czasem - co tam, spróbuję iść (gdzieś tam), dam radę, najwyżej mi ktoś pomoże
        jak padnę... Ale po każdej porażce naprawdę bardzo długo muszę dochodzić do
        siebie i znowu zaczynać wszystko małymi kroczkami - wtedy już lęk paraliżuje
        mnie nawet w domu i zaczynam powoli, powoli od np. samodzielnego wyrzucenia
        śmieci, potem okoliczny sklepik itp. itd. Ale i tak jest dużo lepiej niż na
        początku, więc może....
        Problem w tym, że teraz mam dziecko i jestem odpowiedzialna także za nie, nie
        mogę sobie pozwolić na ryzykowne samotne wypady gdzieś dalej :(
        Gdybym wiedziala, czego tak naprawdę się boję (oprócz tego, ze znowu zemdleję, a
        to uczucie paraliżu, niemocy jest koszmarnym wspomnieniem :( )- mogę chodzić
        tam, gdzie nie ma tłumu, gdzie nie ma właściwie ludzi... Kiedy na swojej drodze
        spotykam człowieka od razu zaczynam się stresować, a z drugiej stronu myślę
        sobie: aha, ktoś jest, to mi w razie czego pomoże... Paranoja jakaś.

        Zastanawiałam sie nad ponowną psychoterapią - właśnie grupową, i chyba to jest
        dobry pomysł. Może znacie jakieś dobre ośrodki/poradnie w Wawie? Tam, gdzie
        chodziłam iks lat temu była tylko indywidualna (super sprawa zresztą, bardzo mi
        pomogła ogólnie :)). Może doradzicie mi też dobrego psychiatrę? Ten mój jest
        ponoć b. dobrym i znanym specjalistą, aczkolwiek chyba nie umie już mi pomóc
        (moja wizyta ogranicza się krótkiej rozmowy - często są to historyjki z jego
        życia - recepta, 150 zł, i tak co 2 miesiące :( )
        Jeszcze raz dziękuję wszystkim za posty i pozdrawiam

        Wisienka
        • wisienka154 Re: nerwica lękowa - czy do końca życia na lekach 19.01.05, 16:52
          Post wyżej jest mój, pisałam z innego konta :)
        • misiek695 Re: nerwica lękowa - czy do końca życia na lekach 19.01.05, 21:23
          podobny problem, równiez szukam pogobnego ośrodka w Wawie. wdzięczny będę z
          informacje
          • daggy Re: nerwica lękowa - czy do końca życia na lekach 19.01.05, 21:37
            Wczoraj byłam na pierwszych zajęciach psychoterapii grupowej dot. lęku w
            ośrodku w W-wie INZPiRO, które wyczaiłam z banera tu, na gazecie.pl. Grupa jest
            otwarta (tzn można się przyłączyć) do 8 lutego.

            Cierpię na zaburzenia lękowe (plus od pewneg czasu depresja) od KILKUNASTU lat :
            ( Z przerwami, rzecz jasna. Na lekach jestem (nie pierwszy raz) od prawie roku.
            Mam nadzieję, że niebawem je odstawię.

            Możecie pisać na priwa.

            Pozdrawiam

            daggy
            • miska30 Re: nerwica lękowa - czy do końca życia na lekach 20.01.05, 21:08
              Znalazlam stronke INZPIRO .Zadzwonilam i umówilam sie na konsultacje.Dzieki
              dzieki.
              • chmiel100 Re: nerwica lękowa - czy do końca życia na lekach 23.01.05, 23:47
                ,
        • bespowrotnie Re: nerwica lękowa - czy do końca życia na lekach 19.01.05, 22:56
          maminka1 napisała:
          > Ten mój jest
          > ponoć b. dobrym i znanym specjalistą, aczkolwiek chyba nie umie już mi pomóc
          > (moja wizyta ogranicza się krótkiej rozmowy - często są to historyjki z jego
          > życia - recepta, 150 zł, i tak co 2 miesiące :( )

          Cóż niestety mam podobne wrazenia, ze ci znani specjaliści i ponoć bardzo
          dobrzy to są lekarzami już wypaczonymi dobrem pacjenta :( , tak jako
          orydynatorzy pomogają szybciej znaleść miejsce w szpitalu, pomagają w uzyskaniu
          niepodwarzalnego (bo przecież wybitny specjalista) zaświadczenia o niezdatności
          do pracy (renta, itp). Pozatym wypisują recepty i spławiają pacjenta
          taktyka "historyjkową" jak najszybciej do domu, czasem nawet, żeby tylko
          szybciej dają pacjentowi takie dawki lekarwstwa jakie pacjent sam sugeruje
          (może nie w sposób bezposredni, a raczej werbarlny określa z czym by się czół
          bezpiecznie i optymistycznie nastawiony - a tylko taki wyjdzie z gabinetu
          wcześniej ). Czy nie wydaje wam się że to jest wręcz patologiczne? Właśćiwie
          czym tu się burzyć taki pacjent przecież wychodzi zadowolony z gabinetu, tylko
          pozostaje pytanie na jak długo?? Nie chce tutaj nikogo obrazić. Wiem ,że
          uogólniam bardzo strasznie, ale staram się tylko opisać to co udalo mi się
          dostrzeć będąc świadkiem (10lat) prób leczenia przez "wybitnego specjlalisty"
          choroby mojej Matki. Napisałem bo pomyślalem, że jeżeli ktoś właśnie ma bliską
          osobe leczoną lub sam jest leczony przez podobnych specjalistów, to żeby nie
          wierzył zbytno w jego "znaność" i "wybitność" tylko bardziej patrzał też
          krytycznie i szukał alternatyw.

          Ps. przepraszam ze wtrącam sie w twój wątek.
          Bede trzymał za ciebie kciuki, zeby udało ci się udstawić lekarstwa za pomocą
          terapii grupowych.

          ---------
          "Mamo"
          • maxima2 Re: nerwica lękowa - czy do końca życia na lekach 20.01.05, 22:56
            Przechodziłam to samo, trwało to ok.7,8 lat. Można z tego wyjść, musisz
            uwieżyć, że minie, oswoić się z dolegliwosciami, znaleźć ważny cel do
            realizacji i rozwiązać problemy, które może podświadomie, siedzą w twojej
            głowie. Życzę powrotu do zdrowia i pozdrawiam.
      • mikra3 Re: nerwica lękowa - czy do końca życia na lekach 25.01.05, 20:42
        hej, slonka20 ja mam problemy nerwicowe odbijajace się na moim serduchu,nie
        chce brać leków,a nie wiem czy sama wróce do równowagi, myślałam o
        psychoterapii,czy mogłabyś podać adres tego psychologa, który Ci pomógł
    • chmiel100 Re: nerwica lękowa - czy do końca życia na lekach 22.01.05, 12:54
      Znam ten problem swietnie. Obawa przed wyjsciem z domu towarzyszyla mi przez
      wiele lat. Strach przed praca, przed wieksza grupa ludzi, prze nowymi ludzmi.
      Niepokoj, taki dygot, ktory caly czas byl ze mna, choc nie bardzo bylo wiadomo,
      czego dotyczy. I skad sie bierze. Wszystkim, ktorzy znaja te stany polecam
      terapie grupowa. Daje dobre zrozumienie i wsparcie, uczy zyc z lekiem, a on
      powoli zanika.
      • emma37 Re: nerwica lękowa - czy do końca życia na lekach 25.01.05, 20:34
        Miałam też nerwicę lękową i trwało to kilka dobrych lat/pewnie z 6/.Zaczęło się
        od zapaści po zastrzyku penicyliny,/ na samo wspomnienie czuję dreszcze/. Wiem
        co czujesz bo mialam podobne objawy, a najbardziej balam się zasypiać, bojąc
        się, że się już nie obudzę...bardzo też bałam się,że jestem na coś chora, ale
        było i minęło, naprawdę!!!Bardzo pomógł mi lek Signopam, najpierw bylo 3x1
        tabl, a potem zaczęłam bardzo powoli zmniejszać dawki, bojąc się uzależnienia,
        nie pamiętam dokładnie jak to rozłożyłam w czasie bo to był 1989 r, więc już
        dawno temu.Jeszcze kilka lat temu brałam go już tylko 2x w roku. Napiszę Ci co
        mi jeszcze bardzo pomagało, a więc: rozmowy z ludżmi, którzy to mieli i im
        przeszło, a były to... koleżanki z pracy i wcześniej się do tego nie
        przyznawały,/ no bo w zasadzie czym się tu chwalić/ a ja dzięki tym rozmowom
        miałam nadzieję, że jak im to przeszło to i mi ten cholerny lęk wcześnie czy
        pózniej minie, dlatego polecam terapię grupową. Pomógł mi też
        pewien...kręglarz, ale nie manualnie, tylko tym, że powiedział mi, że
        jestem...zdrowa, bo on też patrząc na człowieka mówił na co ktoś jest chory.
        Muszę się tu odrazu przyznać,że ja w to nie bardzo wierzyłam, ale rodzina mnie
        wprost zaciągnęła. Najbardziej bałam się tego, że znajdzie jakąś chorobę, i tak
        potem z perspektywy kilku lat doszłam do wniosku, że on był lepszym
        psychologiem niż kręglarzem bo niewiele mógł mi poustawiać w kręgosłupie bo tak
        się tego bałam, że się cały czas wywijałam z pod jego rąk i zanim mnie dotknął
        już piszczałam. Ale najbardziej pomógł mi program w radiowej trójce,
        naprawdę!!!. To po nim już nie musiałam w ogóle brać żadnych leków i do
        dzisiaj/odpukać/ nie biorę. A jeszcze kilka lat temu było tak, że zawsze w
        torebce musiałam mieć signopam tak na wszelki wypadek, bo jakbym zapomniała to
        by się działo...atak strachu gotowy!!!Program o którym piszę to "Przychodzi
        Dobroń do lekarza".We wtorek o 21.00 miałam darmową psychoterapię, naprawdę!!!
        Ja w oczach zdrowiałam i do dzisiaj jak mi czasami żle to se przypominam ten
        program i tę atmosferę..., samo wspomnienie pomaga!!!. Ja już kilka lat nie
        biorę signopamu, poprostu sama se jakoś radzę, potrafię myśleć pozytywnie i
        odrzucać te upiorne lęki, zresztą ja ich w zasadzie już nie mam. Teraz p. K.
        Dobroń prowadzi podobną audycję w niedzielę od 24.00 do 2.00,"Dobranocka"
        strasznie póżno, bo bym chętnie se posłuchała, a poza tym audycja ta ma już
        trochę inną formułę, ale może by warto posłuchać, ona wtedy zapraszała różnych
        specjalistów a teraz to nie wiem bo nie słucham, kilka razy próbowałam ale
        usnęłam...Ale się rozpisałam, może jednak jakoś ci to moje pisanie pomoże i
        przede wszystkim da nadzieję, że z tego można wyjść, naprawdę!!!Nie trać więc
        nadziei, życzę powodzenia.
      • chmiel100 Re: nerwica lękowa - czy do końca życia na lekach 27.01.05, 12:13
        ufff
    • chmurka27 Re: nerwica lękowa - czy do końca życia na lekach 25.01.05, 19:15
      Witaj wisienko !
      Problem z którym piszesz był kiedys moim problemem, cierpiałam na nerwicę
      lękową, każde wyjście z domu było lękiem i bólem ,ja - dotychczas bardzo
      aktywna dwudziestokilkulatka nagle zamknełam sie w domu a w codziennej drodze
      do pracy kiedy musiałam pokonać mały odcinek drogi pomiedzy przystankiem a
      pracą - wbijałam paznokcie w dłonie niemal do krwi aby siebie poczuć bo
      wszystko co dookoła wydawało mi sie nierealne i miałam wrażenie że za chwilę
      zemdleję, umrę, przerażały mnie przestrzenie, ulice, skrzyzowania, do dziś
      pamietam siebie kiedy ze łzami w oczach podchodzę do skrzyzowania z myślą w
      głowie - "czy aby uda mi się przejść?" czy może za chwilę upadnę, pamietam to
      jak mówiłam sobie idąc ulicą: jeszcze tylko kawałeczek, marta tylko do tego
      sklepu, tylko do tego drzewa... kręciło mi się w głowie, moje ciało
      bolało...trafiłam na solidna, dobrą, owocną terapię, mój mężczyzna zwyciesko
      przetrzymał moje napady złości, był ze mną nawet wtedy gdy mówiłam "odejdź nie
      chcę cię", nienawidziłam go jako mężczyzny - teraz wiem że było to
      przeniesienie z relacjii z moim ojczymem, który pokazał mi fatalny model
      męzczyzny, alkoholika który posunął sie do nadużyc seksualnych... Wisienko, dla
      Ciebie też jest nadzieja, nie znieczulaj się prochami, jesli chcesz uwolnić się
      od bólu musisz go najpierw przezyc jeszcze raz. Moim zdaniem terapia grupowa
      może byc dobrym rozwiązaniem ale nie jedynym, mi bardzo pomogła terapia
      indywidualna, wisienko jeśli zechcesz, napisz do mnie, Marta
      • senta Re: nerwica lękowa - czy do końca życia na lekach 25.01.05, 20:28
        Ja tez ....cierpialam kilka lat.Oprocz atakow leku poza domem,nie moglam zostac
        sama w swoim domu,omdlenia,zapasci..etc.

        Wyszlam z tego dzieki slawie psychoterapeutycznej.Dzieki Bogu nie uzaleznilam
        sie od lekow.

        Tak sobie mysle ze....Hubert ma duzo racji.Nie przechodz obok jego rad
        obojetnie.

        Pracuje,odnosze sukcesy,jestem silna i...lekki powiew leku towarzyszy mi gdzies
        w tle...on gdzies jest,ale mnie nie paralizuje.

        Wcale nie staram sie go pozbyc...puszczam to wolno!

        Pisze po to abys uwierzyla,ze koszmar nie musi trwac.

        Serdecznie Ciebie pozdrawiam :)))))))))))))))))))
        • emma37 Re: nerwica lękowa - czy do końca życia na lekach 26.01.05, 09:36
          Znalazłam na tym forum forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
          f=210&w=1397684&a=1397684
          • wisienka154 Dzięki dzięki :) 28.01.05, 12:07
            Dziękuje za tyle postów - naprawdę zaczynam wierzyć, że może jednak...kiedyś, za
            parę lat... będę mogła wyrzucić leki do kosza i pojechać sobie jak gdyby nigdy
            nic SAMA na zakupy, do kina, do knajpy...:))

            Chmurko, napisałam do Ciebie na priv, ale nie wiem, czy tego maila (wysłanego
            dwa-trzy razy) szlag nie trafił, bo nie zapisal sie w wyslanych :( Daj znać,
            jeśli możesz, czy coś doszło.

            Emmo, link nie działa : "Podane forum nie istnieje lub jest niedostępne" :(
            Przebadałam się przy pierwszych omdleniach dokładnie, wiem, że jestem zdrowa,
            nie boję się, że umrę, wiem, ze jak zemdleję, to sie w końcu sama podniosę, co
            najwyżej sie potłukę, a mimo to... lęk paraliżuje :(

            Senta, z wiarą w Boga to u mnie kiepsko, więc to mi nie pomoże... A szkoda, bo
            wiara czyni cuda :)

            Pozdrawiam i zaczynam rozglądać się za grupową psychoterapią (tylko czasu trochę
            brakuje)

            • emma37 Re: Dzięki dzięki :) 28.01.05, 17:54
              Trzeba wpisać nie tylko to co na czerwono ale i tę resztę po...wybacz, ale
              początkująca ze mnie internautka...
            • senta Re: Dzięki dzięki :) 29.01.05, 00:34
              U mnie z wiara tez nie najlepiej..ale ja w chorobie siegnelam dna..wtedy
              pomyslalam o Bogu,bo juz nic wiecej mi nie zostalo:((
              Z tej perspektywy slowa Huberta sa nieglupie..

              Powodzenia Ci zycze..i tak na wszelki wypadek powtorz badanie TSH..
              • wisienka154 TSH - senta? 29.01.05, 21:31
                Ups, nie wiem nawet, czy to robiłam, bo nie wiem, co oznacza ten skrót...:( Będe
                wdzięczna za rozwikłanie zagadki.
                Nie robilam też badań na tarczycę, a to może mieć ponoć coś wspólnego...
                • senta Re: TSH - senta? 30.01.05, 19:26
                  TSH oprocz T3 i T4 to jeden z hormonow tarczycy.
                  Moja rzekoma nerwica byla po prostu niezdiagnozowana nadczynnoscia tarczycy.
                  Zrobilam badania tarczycy i byly one na pograniczu normy...nikt nie wpadl na
                  pomysl aby je powtorzyc.

                  W ten sposob przechorowalam 5 lat,nie wiedzac co mi jest.

                  Po jodowaniu,wszystko minelo jak zly sen.No moze nie do konca..bo jak czlowiek
                  zyl w leku przez wiele lat,to potem trudno o tym zapomniec.

                  Wszystkie objawy w jakis sposob wdrukowuja Ci sie w pamiec.

                  (gnaj do endokrynologa jesli jeszcze nie bylas!!!)

                  Pozdrawiam serdecznie !
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka