Gość: soso
IP: 195.41.66.*
27.05.02, 09:10
Wiem, ze posypia sie gromy ale pewnie i beda przytakniecia. Chodzi mi tylko o
psychologiczna czy moze antropologiczna strone sytuacji.
Widzialem JPII w Bulgarii i zrobilo to na mnie przygnebiajace wrazenie, smutne
obrazki. Szczegolnie te problemy z mowieniem. O co mi chodzi.
Z antropologicznego punktu widzenia ludzie w takim stanie zdrowia sa
postrzegani specjalnie i to zalenie od kultury roznie sie przedstawia ale
zawsze wydzwiek jest dosc jednoznaczny - osoba w takim stanie zdrwowia jest
odbierana czy tez moze nie jest odbierana tak, jak by sobie tego zyczyla.
Mysle, ze papiez, ktory wrecz opiera sie na 'gloszeniu' a jednoczesnie
pozbawiony swego narzedzia jest w jakims sensie postacie karykaturalna. On ma
przeszlosc, dorobek, historie, ktorej nikt nie zmieni i mu nie odbierze. Mysle
jednak, ze od kilku misiecy czy lat cos sie zmienilo, nastpil jakis przelom i
jego misja dobiegla konca ze wzgledu na stan ciala, nie ducha czy umyslu.
Mysle, ze wazac wszelkie argumenty powinien dac szanse komus, kto moze
wypelniac ta misja lepiej komunikujac sie z innymi.
Wiem, ze jestesmy bardzo przywiazani, dumni, itd. Ale czy nie jest
prawdopodobne, ze ktos inny moze w dzisiejszej sytuacji rownie dobrze lub
lepiej wypelniac papieska posluge? Czy nie brakuje bardzo madrych ludzi, ktorzy
rownie dobrze mogli by poprowadzic Kosciol? Jest to bardzo przykre patrzec na
naszego JPII. Mysle, ze wszelkie argumnety o jego sile ducha itp. to niestety
tylko uleganie kultowi, w jakims sensie kultowi jednostki.
Kto jest za papiezem na emeryturze? Ja tak.
pzdrw
soso