9ton
16.03.05, 10:04
jest mi coraz trudniej. zostałem wychowany w rodzinie katolickiej, chodziłem
o kościoła, uczestniczyłem we wszystkich sakramentach (mój ślub był dla mnie
wielkim przeżyciem, wydawało mi się, że właśnie wtedy tak naprawdę
doświadczyłem obecności Boga) później jednak bylo już coraz gorzej. w życiu
układa mi sie dobrze, na szczęście (dzięki Bogu) nie zostałem jakoś
szczególnie doświadczony. szystko układa się po mojej myśli - kochająca i
kochana żona, wspaniały synek, właśnie kończe doktorat. wydawałoby się że
jest idealnie, ale...
no właśnie, jest ale. nie widzę sensu w chodzeniu do kościoła, nie rozumiem
celowości tej celebry, czytania Pisma Świętego i póxniejszej adoracji, nie
mającej z tym konkretnym czytaniem nic wspólnego. Nie rozumiem po co ksiądz
czyta Pismo Święte, aby zaraz po tym odczytać list pasterski od biskupa
proszącego o kasę na seminarium duchowne czy na jakiś kościół. nie jestem
specem od Biblii i przypuszczam, że to samo mogą o sobie powiedzieć moi
rodacy, a jedyna osoba mogąca mi to wyjaśnić, pomóc zinterpretować, fanzoli
coś o rzeczach mających związek "radziecki" z przeczytanym właśnie fragmentem
Pisma Świętego. nie rozumiem zakazu używania prezerwatywy (tylko i wyłącznie
z własną żoną), nie rozumiem sensu wstrzemięźliwości seksualnej i
gloryfikowania dziewictwa, nie widzę sensu klepania "zdrowasiek" co wieczór,
nie czuję potrzeby chodzenia do kościoła i bezmyślnego uczestnictwa w
obrzędzie nie dającym mi zupełnie nic wartościowego!
żeby było śmieszniej, to kilka tygodni temu na kazaniu mój proboszcz
tłumaczył jak ważny jest sposób przyjmowania komunii św! rozumiecie? sposób,
nie cel!! przez całe kazanie opowiadał jak powiniśmy podchodzić do księdza,
jak złożone powinny być ręce, kto powienien pierwszy podejść, że powiniśmy
podchodzić w kolejce itp. totalne pierdoły! czy to jak podchodzę po komunię
jest ważniejsze od jej istoty? jestem pewien, że Jezus, bedący wtedy z nami
smutno spuścił głowę...
Jestem rozdzierany wewnętrznie - z jednej strony nie mam najmniejszych
wątpliwośći, że Bóg istnieje, że zesłał nam swojego jedynego Syna żeby nas
zbawił, że Jezus zmartwychwstał i zawsze można Go prosić o potrzebne łaski, a
z drugiej strony obrzedy katlickie i cała ta otoczka pseudo wiary (patrz
radiomaryja) są dla mnie zupełnym bezsensem.
Nie jest łatwo....