Dodaj do ulubionych

terapeuta- Kraków

21.03.05, 07:51
dziewczyny, proszę o informację, jeśli tylko znacie kogoś odpowiedniego, bo
źle ze mną
Obserwuj wątek
    • szczesliwawa Re: terapeuta- Kraków 21.03.05, 08:43
      # Kraków: Instytut Psychiatrii Dzieci i Młodzieży
      (0-12) 421-57-44
      Tyle znalazłam na sąsiednim forum. może pod tym tel Cię skierują. Trzymaj się.
      Jestem z Tobą duchem.
      Sz
    • ikka Re: terapeuta- Kraków 23.03.05, 21:42
      smutek na miarę bólu fizycznego (taki konkretnie dotkliwy)
      bardzo jestem sama
      samotne wieczory,weekendy,wakacje
      potworny brak dotyku (nawet psa nie mogę miec w Krakowie).człowiek może oszaleć
      bez niego.
      mam wrażenie, że ludzie uciekają, nie interesują się, nie chcą być ze mną, a
      jak powiem, że mam problem - nie pamiętają o tym, nie pytają, czy lepiej

      dosłownie, nie wyolbrzymiam.

      to nie chwilowa chandra - już dwa miesiące tak mi beznadziejnie. bez nadziejnie.

      napady jedzenia, waga, to teraz problem marginalny. bardzo malutki.

      co ja mam zrobić? już nie wiem sama. "wyjść do ludzi"? czyli gdzie??? tak nie
      można żyć. nie można tak bez ludzi.


    • ikka Re: terapeuta- Kraków 23.03.05, 22:54
      ale wciąż nie mam przekonania do terapii. po co? ja wiem, dlaczego mi smutno i
      czego mi trzeba. jak się ciągle myśli o sobie...:/ mam w nosie bed, jestem
      szczupła wciąż, chcę być chuda bo taki gust mam, ale dieta to ryzyko i nie
      wiem, czy się opłaca (a to nowość, przestaje mi się chcieć odchudzać); znam
      swoje słabe i mocne strony, wiem, co dla mnie ważne w życiu; jestem strasznie
      nieśmiała,zestresowana i samotna - tyle - wiem, skąd się to wzięło i jak sobie
      z tym radzić, też wiem mniej więcej (teoretycznie). a tezy psychologa z
      wrodzonej przekory będę zwalczać, a zresztą też człowiek i omylny, a ja wiem
      najlepiej, co powyżej.
      ale tak mi beznadziejnie, że najchętniej zaczęłabym krzyczeć. rozumiecie? tak
      do bólu smutno i no future.
      konkretnie: ja potrzebuję ludzi, a oni mnie niezbyt. tak jakby wystarczali im
      zupełnie ci znajomi, przyjaciele, których już mają. a ja wciąż plączę się sama
      i to jest naprawdę poważny problem. nadwaga, phi. wagę można zaakceptować, ale
      żyć szczęśliwie a samotnie? "kto zaś żyje poza państwem jest albo zwierzęciem,
      albo istotą nadludzką"(czy coś podobnego)
      czuję po prostu, że źle ze mną. że moje emocje i zachowania są chore, a nie
      jedynie taka ekscentryczna jestem. nawet mojej tolerancji dla mnie już nie
      starcza. ale psychologom nie ufam, a psychiatra - to chyba za dużo. nie chcę
      leków. ludzi chcę. dobra, kończę, właściwie nie jestem przekonana nawet do
      tego, co piszę. dziewczyny - godnych Świąt życzę. dbajcie o siebie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka