Dodaj do ulubionych

CZY SŁUSZNIE MAM DO NIEJ ŻAL???????

29.03.05, 13:25


Taty prawie nie pamiętam...wychowywała mnie (a raczej: miezkałam z..) matka.
Może rzeczywiście się starała... byli 5 lat po ślubie jak tata zginął w
wypadku (częściowo z jej winy...) gdy miałąm 6 lat babka (jej matka)
zachorowała na raka: wtedy moja matka zwolniła się z pracy,żeby się nią zająć.
Później(gdy babka zmarłą), idąc za "dobrymi radami" koleżanek zaczęła się
starać o rente..jeszcze wtedy nie było trudno "załatwić sobie" rentę...jeszcze
wtedy żyłyśmy w miarę normalnie...przed kolejną komisją lekarską ktoś
"życzliwy" doradził jej żeby postarała się o papiery od psychiatry (że niby ma
nerwicę czy coś w tym stylu) i chyba wtedy to się zaczęło...zaczęła brać
tabletki przepisywane jej przez psychiatrę, chociaż tak naprawdę tego nie
potrzebowała... z czasem zaczęła brać coraz więcej... kiedy brakowało jej
lekarst potrafiła symulować duszności nerwicowe, i wzywała pogotowie...
wreszie któryś z kolei lekarz "erki" zorientował się, że symuluje...zamiast
lekarstw zaczęła dostawać w zastrzykach sól fizjologiczną... o dziwodalej jej
"pomagało" po prostu stała się lekomanką..uwielbiała być w centrum
zainteresowania...przestało ją interesować zajmowanie się domem...nie
interesowało ją czy jadłam coś, czy przygotowałam do szkoły...a ja jeszcze
byłam zbyt mała żeby się całkiem sama sobą zająć..miałam wtedy...10-12
lat...często wracając ze szkoły z koleżankami zazdrościłam im, jak jedna przez
drugą zaczynały się przegadywać co będą miały na obiad...pytana przez nie
zawsze odpowiadałam "nie wiem..."


jestem jeszcze niepełnoletnia, więc dalej z nią mieszkam...ale umie sobie
radzić sama. Tylko cały czas nie mogę jej wybaczyć...że nie miałam takiego
dzieciństwa jak inni...nie potrafię z nią normalnie rozmawiać...

CZY SŁUSZNIE MAM DO NIEJ ŻAL???
Obserwuj wątek
    • psychoguru neslusznie nie_wiem_czego_chce 29.03.05, 13:59
      nie_wiem_czego_chce napisała:

      > jestem jeszcze niepełnoletnia, więc dalej z nią mieszkam...ale umie sobie
      > radzić sama. Tylko cały czas nie mogę jej wybaczyć...że nie miałam takiego
      > dzieciństwa jak inni...nie potrafię z nią normalnie rozmawiać...
      > CZY SŁUSZNIE MAM DO NIEJ ŻAL???

      Nieslusznie. Zdarzyly sie rozne wydarzenia zyciowe a i w mozgach dzieja sie
      rozne rzeczy, nie mialas na to wplywu. Natomiast uczucie zalu w twoim przypadku
      dziala destrukcyjnie bo zamiast myslec o przyszlosci topisz sie w przeszlosci
      ktora jest martwa, zamknieta i nie wroci. Zamiast tego powinnas myslec,
      planowac i dzialac na przyszlosc. Jezeli to zrobisz dobrze to okaze sie ze co
      prawda nie mialas dziecinstwa takiego jak inni z przyczyn od ciebie
      niezaleznych ale gdy moglas podjac samodzielne zycie wszystko potoczylo sie
      inaczej. Jezeli bedziesz poddawala sie zalowi to i przyszlosc bedzie nieciekawa
      a to bedzie juz na twoja odpowiedzialnosc.

      Na przyklad czy oprocz zalu masz plany zyciowe zeby sie usamodzielnic,
      zamieszkac osobno? To sa sprawy o wiele wazniejsze niz zal z powodu przeszlosci
      ktory odwraca uwage od planowania przyszlosci.
      • nie_wiem_czego_chce Re: neslusznie nie_wiem_czego_chce 29.03.05, 15:12
        Tak...chciałabym kiedyś mieszkać sama... ale jest mały problem... jesteśmy
        współwłaścicielkami domu w którym mieszkamy (spadek po tacie) a żeby myśleć o
        całkowitym usamodzielnieniu się potrzebowałabym pieniędzy, chociażby po to, żeby
        kupić, ew wynająć jakieś mieszkanko... niby mam pare groszy renty po tacie...ale
        to naprawde niewiele, i to tylko dopóki się uczę... niecałe 600zł to naprawdę za
        mało, żeby pomyśleć o wynajęciu czegoś i utrzymaniu się... :(
        • psychoguru myslec o przyszlosci 29.03.05, 17:02
          nie_wiem_czego_chce napisała:

          > Tak...chciałabym kiedyś mieszkać sama... ale jest mały problem... jesteśmy
          > współwłaścicielkami domu w którym mieszkamy (spadek po tacie) a żeby myśleć o
          > całkowitym usamodzielnieniu się potrzebowałabym pieniędzy, chociażby po to,
          żeb
          > y
          > kupić, ew wynająć jakieś mieszkanko... niby mam pare groszy renty po
          tacie...al
          > e
          > to naprawde niewiele, i to tylko dopóki się uczę... niecałe 600zł to naprawdę
          z
          > a
          > mało, żeby pomyśleć o wynajęciu czegoś i utrzymaniu się... :(

          No jasne, problemy sa potezne. Wiec o nich trzeba ciagle myslec i planowac jak
          to rozwiazac. A nie o zalu za dziecinstwem bo to na pewno NIC nie rozwiaze.
          Liczy sie tylko przyszlosc, przeszlosc to jest twoj kamien u szyi ktory cie
          wciaga w podobne bagno. Zrob taka autoterapie: gdy pojawi sie mysl o zalu,
          zacznij myslec o swojej przyszlosci, jak sie usamodzielnic i to wczesniej niz
          pozniej.
          • nie_wiem_czego_chce Re: myslec o przyszlosci 29.03.05, 17:11
            często myśle o tym by jak najszybciej zostawić przeszłość i ją daleko za sobą...
            ale tak jak powiedziałam...żeby się usamodzielnić poytrzebne są pieniądze...a
            dopóki ona żyje nie moge sprzedać domu, bo ona na pewno się na to nie zgodzi bo
            nie miałaby gdzie się podziać.mogłabym kiedyś próbować ją np.
            ubezwłasnowolnić...ale to chyba było nie fair...
            • psychoguru myslec 29.03.05, 19:52
              nie_wiem_czego_chce napisała:

              > często myśle o tym by jak najszybciej zostawić przeszłość i ją daleko za
              sobą..
              > .
              > ale tak jak powiedziałam...żeby się usamodzielnić poytrzebne są pieniądze...a
              > dopóki ona żyje nie moge sprzedać domu, bo ona na pewno się na to nie zgodzi
              bo
              > nie miałaby gdzie się podziać.mogłabym kiedyś próbować ją np.
              > ubezwłasnowolnić...ale to chyba było nie fair...

              Chodzi wiec o to zeby myslec o przyszlosci i probowac znalezc rozwiazanie a nie
              pograzac sie w zalach. Jesli niemozliwa jest sprzedaz domu to trzeba myslec
              o innym sposobie usamodzielnienia. To jest oczywiscie trudne i dlatego powinno
              byc glownym tematem myslenia. Zal za dziecinstwem tylko przeszkadza w mysleniu
              i moze spowodowac ze twoja przyszlosc bedzie taka jak dziecinstwo. Z tym musisz
              aktywnie walczyc.

    • blue_as_can_be Re: CZY SŁUSZNIE MAM DO NIEJ ŻAL??????? 29.03.05, 15:15
      nieslusznie. zajmij sie soba, zamiast doszukiwac sie w swojej matce przyczyn
      wlasnego zlego samopoczucia w zyciu. mozna nie lubic wlasnych rodzicow (w sumie
      nie zawsze jest za co), ale nie wolno na nich ani na kogokolwiek innego zwalac
      odpowiedzialnosci za siebie.
      • nie_wiem_czego_chce Re: CZY SŁUSZNIE MAM DO NIEJ ŻAL??????? 29.03.05, 17:07
        "złe samopoczucie" jak Ty to piszesz, a żal do kogoś to, przynajmniej według
        mnie, dwie różne rzeczy. Ja na złe samopoczucie nie narzekam. Próbuje przestać
        się zajmować nią, i jej problemami, chociaż mieszkając razem z nią jest to
        trudne. Ale po prostu mam dosyć tego co ona robi, zwalania przez nią na mnie
        zajmowania się całym domem. I jej nagłych "ataków" gdy okazuje się, że trzeba
        coś zrobić czy załatwić...Jej ciągłe pobyty w szpitalach i przerzucanie mnie od
        jednej rodziny do drugiej... To chyba troche za dużo dla 10-14 letniego dziecka.
        Teraz staram się już tym nie przejmować, ale dalej jest mi ciężko...
    • hubkulik Re: CZY SŁUSZNIE MAM DO NIEJ ŻAL??????? 29.03.05, 18:36
      Uczucie zalu jest normalne. Swiadczy o tym, ze czegos nie ma lub ze cos zostalo
      utracone. Po przezyciu uczucia zalu mozna sie powoli zaczac otwierac na cos
      lepszego.

      Pozdrawiam Hubert

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka