bas_kontra
03.04.05, 01:25
Przeżywałam bolesny czas odchodzenia Ojca w sposób szczególny.
Przewartościowania, rachunki sumienia, wszystko to z ogromną siłą , bardzo
burzliwie, by wreszcie urodziła się potrzeba i chęć przebaczenia win mojemu
winowajcy. Win wielkich, okrutnych...
Kilka minut po ogłoszeniu śmierci Papieża dzwoniłam do pewnych drzwi.
Nie zostałam wpuszczona, suchy trzask odkładanej słuchawki domofonu przerwał
moją prośbę o kilkuminutowe spotkanie.
Tobie Ojcze Święty dedykuję na Pożegnianie to swoje niechciane przebaczenie.