xy2
03.04.05, 19:18
jak wiadomo w takim dniu jak wczorajszy więszosc popadła w zadumę, myślała
nad wlasnym życiem, marzeniami. w dniu dzisiejszym naszło mnie na rozmowe z
kumplem politologiem. chciałam dowiedziec sie czegos wiecej,
zaczerpnąć "wiedzy specjalistycznej". umówiłam sie na piwo w jednym spokojnym
miejscu na kazimierzu z odpowiednim klimatem do tego typu rozmów.
siedzielismy przy piwie w pustej niewielkiej sali podpalajac lekkiego jointa.
przy wejsciu stanął pozornie wesoły gosc i pozdrowił nas po zydowsku. zagadał
po angielsku wiec spytalismy czy zechce sie dosiasc. nie odmówił, oddalismy
mu czesc jointa z czego był bardzo zadowolony.
co sie okazało: gosc jest niemieckim zydem, świetnie wykształconym poliglotą,
który postanowił wiesc zycie kloszarda i w ten sposób zwidzic europe, pomimo
ze w niemczech miał mnóstwo kasy. jestem w stanie w to uwierzyc, bo ludzie z
takim wykształceniem w europie zachodniej zycie kloszarda mogą wiesc tylko na
życzenie. mówił chaotycznie bo był upojony "magic drinkami", które w tym
miejscu serwują. opowiedział nam historie swojego zycia, bardzo ciekawie,
opowiedział o swoim marzeniu, którym jest zbudowanie synagogi starymi
archaicznymi metodami, z materiałów jakie uzywano na początku, za pomocą
dawnych nardzędzi i urządzić to miejsce zgodnie z zasadami feng shui.
fakt, po magic drinkach bywa podobno różnie z marzeniami. spisałam bedac w
knajpie czesc jego słów, była to bajka, która kończyła sie pytaniem.
niesamowite przezycie