Dodaj do ulubionych

Jak wyjsc z samotnosci?

    • ulena1 z deszczu pod rynnę 03.02.04, 14:04
      Ewuś.
      A mnie zaczepił jakiś facet na GG. Gadamy od października i usilnie próbuje
      mnie namówić na spotkanie. Jednak ja czuję, ża absolutnie do siebie nie
      pasujemy (pod żadnym względem). On cały czas gada o sobie a ja muszę się zmagać
      z samotnością i wariatem.
      Czasami się zastanawiam czy tylko to pierwsze nie byłoby lepsze :)
      Ulena

      Pozrdawiam - aby do wiosny
      • Gość: empatka Ale co z _ewa???? IP: 200.118.87.* 06.02.04, 07:06
        czacik sobie spokojnie trwa poltora roku, ale ostatni udzial _ewy zanotowano
        chyba rok temu...

        Gdzie jest autorka tego WSZYSTKIEGO? Ostatecznie od lipca 2002, gdy rozpoczela
        ten watek, tomoglo sie bylo duuuuzo zmienic, a my tu wciaz obsypujemy Ja
        radami...

        Oby zreszta tak bylo!
        Ale - Ewka! Daj znac!

        Pozdrowek moc!
        • ewa_new _ewa = ewa_new 06.02.04, 10:31
          _ewa = ewa_new, swego czasu Gazeta "nakazala" wymiane nickow zaczynajacych sie
          od kreseczek, kropeczek i takich tam... ja tu bywam ;-) dosc czesto.
          pozdrawiam
          • Gość: empatka Re: _ewa = ewa_new IP: 200.118.87.* 06.02.04, 22:00
            czesc, Ewo (new, zatem:-)))!
            A myslalas kiedys o tzw. "zmianie srodowiska"? O wyjezdzie, zmianie pracy i
            wszystkiego?
            Teraz jest mnostwo szumu wokol UE, potrzeb rozdmuchanej eurokracji w Brukseli,
            otwierania sie nowych rynkow dla nas.
            Nie wiem jak stoisz jezykowo i jaka dziedzina sie zajmujesz, ale czasami taka
            totalna zmiana wszystkiego na raz dobrze robi.Najpierw jestes tak zajeta
            ukladaniem sobie wszystkiego na nowo, ze nie masz czasu na smutki, bo uwaga
            jest calkowicie pochlonieta, a potem, jak juz czujesz grunt pod nogami, to masz
            takie poczucie satysfakcji, ze generalnie jestes do przodu z samopoczuciem...
            A funkcjonowanie w innym jezyku troche zmienia nasza osobowosc. W angielskim
            zwlaszcza - to jest jezyk nastawiony na paplanie. Mozna gadac 2 godziny nic nie
            mowiac, w wiekszosci sytuacji trzeba i wtedy cala ta "sztywnosc" ucieka w kat,
            nawet jak sama nie zauwazysz.A potem gadawszy z rodakami w rodzimym jezyku
            zachowujesz sie automatycznie bardziej luzacko, otwarcie - mniej formalnie, co
            u nas niestety wciaz pokutuje...
            Wiem, ze ten pomysl nie gwarantuje zalatwienia Tej Najwazniejszej Kwestii,
            dodatkowo naraza na oderwanie sie od swojskosci i przyjaciol, ale zwieksza
            jednoczesnie szanse na poznanie nowych ciekawych osob, spojrzenie na wszystko z
            innej perspektywy (na Te Kwestie rowniez). No i oczywiscie - w Europie Zach. i
            USA radosnych i otwartych singli w Twoim wieku i daleko starszych jest cale
            mnostwo, wiec nie bylabys skazana na towarzystwo samych par. W ogole - cala
            perspektywa by Ci sie zmienila...

            Myslalas o tym, czy pomysl jest calkowicie od czapki?
            Powtarzam - nie znam dokladnie Twojej sytuacji "branzowo-edukacyjnej", ale z
            przesledzenia dotychczasowych mejli wynika, ze jestes wyksztalcona
            dobrze,inteligentna (co widac od razu po stosowanym sarkazmie) bystra i ciekawa
            swiata!A do takich swiat nalezy, prawda?

            Pozdrawiam goraco!
            Pisze z doswiadczenia.
            • Gość: ciekawska Re: _ewa = ewa_new IP: 200.118.87.* 06.02.04, 22:38
              Witam!
              Odkrylam to forum zaledwie wczoraj wieczorem, na razie przestudiowalam dopiero
              jakies 215 pierwszych postow i z 17 ostatnich i tak sie zastanawiam...

              Watek trwa poltora roku, zgromadzil chyba rekordowa liczbe forumowiczow, lwia
              czesc jest zaangazowana dosc powaznie i powraca, tak tez czyni autorka
              pierwotna...A skad wiadomo, ze to jest rzeczywista sytuacja?
              A co Wy na taki scenariusz:
              Przyszly autor pracy magisterskiej/licencjackiej/ dowolnej prowokuje taka
              sytuacje. Ostatecznie Polacy nie maja opinii narodu az tak angazujacego sie w
              problemy innych ludzi, ze ewenement takiego rozleglego w czasie i liczbach
              zaangazowania to calkiem niezle zjawisko socjologiczne...A co, jakby sie
              okazalo, ze Ewa wcale nie istnieje? Nie ma 31 lat i nie jest samotna od zawsze
              (no, prawie zawsze). A co jakby autorem okazal sie byc ustawiony 25-40 latek.
              Zona, dom, dzieciaki. Na boku sobie dorabia "status naukawy". Ostatecznie dla
              takich potrzeb jakbym miala wymyslec fikcyjna kobiete tez dalabym jej na imie
              Ewa, jesli robilabym podobne "badania" o facetach - przedstawilabym sie
              jako "Adam, 45-latek, swietne wyksztalcenie, kariera w korporacjach m-
              dzynarodowych, krach, wywalaja mnie z pracy, zona ode mnie odchodzi, mam 45
              lat..."i sto innych scenariuszy...

              Nie chce nikogo obrazac, oczywiscie, tylko tak calkiem hipotetycznie przemknelo
              mi przez mysl...
              (jakis czas temu warszawskie Krakowskie Przedmiescie bylo zalane fala mlodych
              wzglednie zaniedbanych ludzi wyludzajacych od przechodniow kase. Jakis czas
              potem okazalo sie, ze normalni studenci robili jakies badania na temat zachowan
              Polakow/Warszawiakow - reakcji spolecznych na ten problem...) Symulacja jedna z
              szeroko rozwinietych metod naukowego researchu...

              Jesli zas Ewa istnieje to udzielono Jej juz tylu calkiem madrych rad, zdobyla
              taka popularnosc, ze az trudno uwierzyc, ze nic nie drgnelo przez tyle
              miesiecy...Ale milo, ze wciaz wraca na to forum!
              Inny fenomen tego forum to taki, ze w dyskusjach nt niektorych artykulow Gazety
              glos zabiera jakis straszny prymityw (nie tylko, ale czesto sie zdarza - na 20
              postow jakies 5 jest wulgarnych), a tutaj - ku milemu zaskoczeniu wszystkie
              glosy sa kulturalne i na poziomie. I co wiecej - naprawde przejete
              sprawa...Jest to budujace!

              Pomyslal ktos o tym?

              CIAO!
              • ulena1 Re: _ewa = ewa_new 07.02.04, 01:03
                Skro wątek się pojawił (nieważne kiedy) i ludzie się tym interesują to czy ważne
                jest, czy Ewa istnieje? Jeżeli nie ta - to inna istnieje. Gdyby nikomu nie
                przytrafiło się to co Ewie niebyłoby wątku. Skoro zainteresowanie jest tak
                olbrzymie mamy tu prawdopodobnie doczynienia z wieloma samotnymi osobami
                (inaczej by ich tu nie było).
                A skąd wiesz, że od tamtej pory "coś" nie drgnęło? Przecież sama napisałaś, że
                przeczytałać tylko 215 postów.

                Pozdrawiam - byle do wiosny
                • Gość: ciekawska Dlatego, bo... IP: 200.118.87.* 07.02.04, 06:01
                  ...poza PIERWSZYMI 215 przeczytalam tez ostatnich 17! (teraz zreszta jestem
                  przy jakims 250 :-))))))
                  Ale masz racje - w sumie nie to jest wazne i oczywiscie, ze takich Ew jest cale
                  mnostwo! I Adamow tez tyle, ze oni sobie z tym (w wiekszosci przypadkow)
                  potrafia lepiej radzic...

                  Pozdrawiam!
                  • Gość: rufus Re: Dlatego, bo... IP: 212.160.234.* 10.02.04, 10:43
                    Nie wiem czemu sadzisz ze mezczyźni lepiej sobie radzą z samotnoscią. Z tego co
                    wiem jest calkiem przeciwnie, moze tylko mezczyźni rzadziej o tym mowią.
                    Dopiero dzisiaj przypadkiem trafilem na to forum i ten watek. Jestem troche
                    starszy, skonczylem 37 lat, ale gdybym mial napisac o sobie to moglbym wkleic
                    pierwszy post Ewy prawie go nie zmieniając. Przeczytalem kilkadziesiat
                    pierwszych wątkow a potem oczywiscie przeskoczylem na koniec zeby zobaczyc jak
                    Ewa z tego wyszla, i widze ze jeszcze jej sie nie udalo. Optymistyczne jest to
                    ze tylu ludzi sie tu zaangazowalo; juz samo ten fakt moze wprawic w lepszy
                    nastroj.
                    • Gość: Ciekawska Re: Dlatego, bo... IP: 200.118.87.* 11.02.04, 04:54
                      Czesc, Rufus!

                      Sadze, ze faceci sobie radza z tym problemem znacznie lepiej dlatego, bo...nie
                      odczuwaja ogromnej presji kladzionej im na barki przez Babcie, Ciocie,
                      kolezanki Rodzicow i generalnie jakies ogolnospoleczne przesady. Ja pierwszy
                      raz w zyciu zaczelam sie z Kims spotykac, gdy mialam 17 lat i trwalo to raptem
                      4 miesiace. Kolejna Wazna Osoba pojawila sie dopiero 4 dlugie, samotne, smutne
                      lata pozniej. Glownie po to, bym po paru latach mogla dojsc do wniosku, ze
                      przez ostatnie miesiace w tym zwiazku bylo mi tak samo samotnie jak przez te
                      poprzednie puste 4 lata. Potem dosc szybko poznalam Najcudowniejszego Mezczyzne
                      Swiata (nie bez wad, nie bez wad :-))) i od ponad roku jestesmy Malzenstwem.
                      Sek w tym, ze w miedzyczasie cala rodzina zdazyla polozyc na mnie kreske. Z
                      grubsza od konca podstawowki Babcie zagadywaly niewinnie dlaczego jeszcze nie
                      mam chlopaka, a od konca liceum to byla mowa tak, jakbym w ogole juz dobijala
                      co najmniej emerytury i jak sie "nie zalapie" tej wiosny to zmarnowane zycie
                      gotowe.(Juz nie wspomne jaka sensacje w Rodzinie wywolal fakt pojscia samej na
                      studniowke - w klasie bylo 7 dziewczat i 23 facetow, wiec ja nie rozumialam w
                      czym rzecz, ale rodzinka odebrala to juz jako ostatni znak, ze "nic ze mnie w
                      tej materii nie bedzie") Gdy trwal ow nieszczesny paroletni zwiazek bez przerwy
                      padaly pytania o date slubu, bo dzieci nagle nalezaloby zaczac rodzic. Jak
                      skonczylam 25 lat (tuz po zakonczeniu owego zwiazku), to juz dla wszystkich
                      bylo jasne, ze nic z tego. Jakbym poszla do Karmelu Bosego to reakcje moglyby
                      byc dokladnie takie same. Tymczasem moj brat, raptem starszy ode mnie o poltora
                      roku nie tylko, ze w ogole takich komentarzy nie musial wysluchiwac od prawie
                      zawsze, tak teraz, gdy wciaz jest sam (po kilku mniej lub bardziej powaznych
                      zwiazkach) jest tak zajety praca, kariera i "samorozwojem", ze chyba nawet nie
                      mialby czasu, zeby kims sie zainteresowac (chcialby bardzo, ale praktycznie to
                      nie wiem - chyba musialby sie umawiac na randki miedzy 23:00 a 6:00 bez
                      weekendow).Na dodatek On jeszcze nie wie, czy w ogole chcialby zostac w Polsce,
                      czy wyjechac, wiec tym bardziej nie zwiazki Mu teraz w glowie. I co On slyszy
                      od calej Rodziny? Ze jest wspanialy, madry, zdolny, inteligentny. Ze teraz to
                      wlasnie czas na rozwijanie siebie a na Rodzine to ma jeszcze mnooostwo czasu.
                      On w tym roku skonczy 30-stke i OCZYWISCIE, ze ma mnostwo czasu. Tylko, ze
                      kobieta slyszac od podstawowki, ze w zasadzie to powinna dorwac meza jak
                      najszybciej chocby nie wiem jak to wszystko ignorowala to po paru latach to
                      jednak zaczyna siedziec gdzies w glowie i w chwilach slabosci wylazi na wierzch
                      i tylko poteguje STRACH przed samotnoscia powodujac, ze coraz gorzej ten stan
                      znosi. Ja mam dopiero 28,5 roku. I juz slysze, ze powinnam sie pospieszyc z
                      dziecmi. I bynajmniej nie od Babc, bo juz nie zyja, ale od osob swietnie
                      wyksztalconych, z duzych miast, w okolicach 40-55 lat...No i jak tu nie myslec,
                      ze Polska wciaz jest krajem cokolwiek zacofanym? Bo to nie jest, ze to moja
                      Rodzina i znajomi sa dziwaczni, podobny problem ma mnostwo moich kolezanek,
                      znajomych, itp...

                      To chyba zdecydowanie za obszerna odpowiedz na Twoje i tak retoryczne pytanie,
                      ale chyba glownie chcialabym podtrzymac ten watek...Bo chociaz nie dotyczy mnie
                      teraz, to zdecydowanie wiecej lat spedzilam borykajac sie z tym problemem niz
                      cieszac stanem obecnym, wiec wiem, jak to boli. A wciaz dochodza nowi
                      forumowicze i chocby dla nich warto ten watek podtrzymac...

                      Pozdrawiam wszystkich goraco!
                      • ewa_new Re: Dlatego, bo... 11.02.04, 08:54
                        Mowiac szczerze nigdy slyszalam ani od dalszej, ani od najblizszej rodziny
                        pytan w rodzaju: czemu nie wyszlas czy nie wychodzisz za maz? Dla mnie to
                        akurat nie stanowi problemu. Nie czuje presji otoczenia. Czuje za to presje
                        wlasnego wieku, wlasniej atrakcyjnosci fizycznej, bo co by nie mowic, to
                        wlasnie atrakcyjnosc fizyczna jest pierwszym wabikiem, zbyt malo znaczacym, by
                        na tym opierac znajomosc, ale w pierwszej chwili liczy się wlasnie to.
                        • dorotaa6 Re: Dlatego, bo... 11.02.04, 09:17
                          ale czy naprawdę atrakcyjność fizyczna jest zbyt mało znaczącym elementem w
                          zwiazku? Myślę, ze jest ogromnie ważna, nie tylko w momencie zawierania
                          znajomości, choć wtedy jest chyba decydująca, zwłaszcza dla faceta......
                          ciągle słysze od róznych facetów, ze są wzrokowcami i to absolutna prawda.....
                          Oczywiście czasem :) poza ładną buzią i ciałem szukają jeszcze czegoś, ale
                          często to właśnie podstawa....
                          Nie chcę być źle zrozumiana, wśród inteligentycvh kobietek sa ładne i te
                          brzydsze, i zazwyczaj te ładniejsze są wybierane....
                          ale widzisz Ewo- zazwyczaj nie znaczy zawsze....
                          Jestem rozwódką i poznaje teraz smak samotności, często zastanawiam się, czy
                          jestem jeszcze wystarczająco atrakcyjna żeby ułożyć sobie zycie, teoretycznie
                          tak, podobam się, ale z drugiej strony, prawie nigdy nie podobam się facetom na
                          któych mi zależy....więc nie jest dobrze...
                          A mam kolezanki, niezbyt atrakcyjne (delikatnie mówiąc), które są bardzo
                          szczesliwe, maja swietnych, zapatrzonych w nie (o dziwo) mężów..
                          więc jak to jest z tą atrakcyjnością..
                          a może chodzi jednak o to szczęście w życiu, którego mi brak a inni je maja,
                          kto wie
                          pozdrawiam
                          • ewa_new Re: Dlatego, bo... 19.02.04, 19:04
                            dorotaa6 napisała:

                            > prawie nigdy nie podobam się facetom na
                            > któych mi zależy....więc nie jest dobrze...

                            Witaj Doroto,
                            Mi tez sie to wlasnie czasem przytrafia. Nawet calkiem niedawno. Kolega z
                            pracy, juz zreszta chyba o tym wspominalam, zaproponowal romantyczny wieczor, a
                            ja nie moge, nie chce. Zastanawialam sie nawet, w czym tkwi tajemnica? Moze w
                            tym, ze wobec niego jestem swobodoba i bardziej naturalna, niz kiedy ktos wpada
                            mi w oko. Pozdrawiam
                        • stary_nudziarz Dociekanie 11.02.04, 11:15
                          Może Twój problem bierze się stąd, że nie potrafisz kochać? (zakochać się?)
                          • dorotaa6 Re: Dociekanie 12.02.04, 10:41
                            Niestety potrafie,
                            tylko nie mam już chyba siły na kolejna nieszczęśliwą, nieodwzajemnioną miłość,
                            chyba nie ma gorszego uczucia....
                            • stary_nudziarz Re: Dociekanie 12.02.04, 15:01
                              dorotaa6 napisała:

                              > Niestety potrafie,

                              Niestety? Pomyśl kim byłabyś, gdybyś nie potrafiła kochać.

                              > tylko nie mam już chyba siły na kolejna nieszczęśliwą, nieodwzajemnioną
                              miłość, chyba nie ma gorszego uczucia....

                              Czy miłość nieodwzajemniona musi być nieszczęśliwą?
                              Ja na przykład nigdy nie chciałbym wyzbyć się miłości do swego dziecka, nawet
                              jeśli ono by jej nie odwzajemniało.
                              • dorotaa6 Re: Dociekanie 12.02.04, 15:38
                                Tylko, że ja mam na myśli miłość do mężczyzny,
                                taka, nieodwzajemniona miłość jest zawsze nieszczęśliwa, zawsze niewyobrażalnie
                                boli..

                                Moje życie tak sie potoczyło, że nie mam dzieci...
                                Mogę się tu żalić, moge siebie zadręczyć na śmierć a niczego już nie zmienie..
                                D.
                                • stary_nudziarz Psychoanalizy cd. 13.02.04, 12:41
                                  dorotaa6 napisała:

                                  > Tylko, że ja mam na myśli miłość do mężczyzny,
                                  > taka, nieodwzajemniona miłość jest zawsze nieszczęśliwa, zawsze
                                  niewyobrażalnie boli..

                                  A ja miałem na myśli miłość jako dawanie siebie drugiemu. Może w tym tkwi
                                  problem, że nastawiasz się na branie i jesteś sfrustrowana, kiedy życie rozmija
                                  się z oczekiwaniami.

                                  > Moje życie tak sie potoczyło, że nie mam dzieci...
                                  > Mogę się tu żalić, moge siebie zadręczyć na śmierć a niczego już nie zmienie..
                                  > D.

                                  Możesz, tylko po co? Zajmij się czymś co sprawia Ci radość, a nie będzie tak
                                  źle. Zapewniam, że samotność potrafi wynagradzać.
                                  • jmx Re: Psychoanalizy cd. 14.02.04, 01:55
                                    stary_nudziarz napisał:


                                    > A ja miałem na myśli miłość jako dawanie siebie drugiemu. Może w tym tkwi
                                    > problem, że nastawiasz się na branie i jesteś sfrustrowana, kiedy życie
                                    > rozmija się z oczekiwaniami.

                                    Na tym polega brak wzajemności - chce się dać wszystko ale tej drugiej osobie
                                    nie jest to do niczego potrzebne. Ona cię nie potrzebuje...
                                    • stary_nudziarz Re: Psychoanalizy cd. 16.02.04, 07:16
                                      jmx napisała:

                                      > Na tym polega brak wzajemności - chce się dać wszystko ale tej drugiej osobie
                                      > nie jest to do niczego potrzebne. Ona cię nie potrzebuje...

                                      Wiem na czym polega brak wzajemności, zastanawiam się tylko czy musi on być
                                      przyczyną rozpaczy.
                                      • dorotaa6 Re: Psychoanalizy cd. 16.02.04, 10:57
                                        czy brak wzajemności musi być przyczyną rozpaczy?
                                        pewnie nie, kiedy masz 15-18 lat i całe zycie przed soba, szybko przechodzisz
                                        nad tym do porządku dziennego..

                                        ale kiedy jesteś kobieta 30 letnią, masz za sobą nieuade małżeństwo i marne
                                        perspektywy na to, że cokolwiek jeszcze w Twoim życiu będzie normalne- tak,
                                        wtedy brak wzajemności moze doprowadzić do rozpaczy....
                                        Mnie doprowadza,,

                                        Nie wiem skad, na jakiej podstawie czerpiesz sowje domysły, że nie potrafię
                                        kochać.....nie rozumiem tego......
                                        Jak mozna mówić komuś, kto jest samotny, zrozpaczony, ze jego samotność wynika
                                        z tego, ze nie potrafi kochać....
                                        Wiesz co ja czuję? że mam w sobie niewyobrażalne pokłady uczuc- których nikt
                                        nie chce, a na pewno nie cche ich człowiek, o którym marzę....i nie jest to
                                        jeden przypadek, tak jest zawsze
                                        pozdr
                                        D.
                                        ps a samotność, naprawde wierzysz w to, ze samotnosć moza dac nam coś
                                        dobrego????przeciez to absurd, samotność jest straszna, przerażająca.....
                                        • stary_nudziarz Re: Psychoanalizy cd. 16.02.04, 12:42
                                          Widzę, że się nie rozumiemy i chyba nie potrafimy zrozumieć dlatego odpowiem
                                          jedynie na Twoje ostatnie pytanie:
                                          > naprawde wierzysz w to, ze samotnosć moza dac nam coś
                                          > dobrego????przeciez to absurd, samotność jest straszna, przerażająca.....

                                          Ja nie tylko w to wierzę, ja tego doświadczam.
                                          MfG
                                          • dorotaa6 Re: Psychoanalizy cd. 16.02.04, 14:03
                                            to współczuję
                                            Nie wierzę żadnej samotnej osobie, któa mówi, ze jest jej dobrze w
                                            samotności..poprostu nie wierzę......chyba, ze naprawdę są ludzie pozbawieni
                                            uczuć, emocji, pragnień, którzy wystarczaja sami sobie w życiu- to chyba jest
                                            skrajny egoizma, zresztą nie wiem jak to nazwać....

                                            pogodzić się z samotnością- pewnie mozna, czasem po prostu trzeba, ale mówić,
                                            ze mi z tym dobrze?
                                            nie uwierze nigdy
                                            ja nie potrafię nawet się pogodzic
                                            • j_ar Re: Psychoanalizy cd. 16.02.04, 14:24
                                              a co tu nie wierzyc? czemu traktowac ludzi wg szablonu, ze trzeba byc z kims?
                                              sa ludzie, ktorzy nie potrafia byc szczesliwi bedac samotnuymi, a sa ludzie,
                                              ktorzy wtedy wlasnie odzywaja, bo maja czas dla siebie i nie czuja sie wcale
                                              samotni, moga realizowac swoje plany i marzenia,ktore nie byly by mozliwe bedac
                                              z kims
                                              • dorotaa6 Re: Psychoanalizy cd. 16.02.04, 15:12
                                                ok, niech będą, ja im tego szczęścia nie zabiorę.
                                                ale widzsiz wydaje mi się to wbrew naturze człowieka- nie potrzebować bliskości
                                                z drugą osobą, więzi emocjonanlnej lub po prostu seksu..
                                                ale to moze tylko ja jakaś dziwna jestem....
                                                D.
                                                • jmx Re: Psychoanalizy cd. 16.02.04, 15:19
                                                  dorotaa6 napisała:

                                                  > ok, niech będą, ja im tego szczęścia nie zabiorę.
                                                  > ale widzsiz wydaje mi się to wbrew naturze człowieka- nie potrzebować
                                                  bliskości
                                                  >
                                                  > z drugą osobą, więzi emocjonanlnej lub po prostu seksu..
                                                  > ale to moze tylko ja jakaś dziwna jestem....
                                                  > D.

                                                  Człowiek potrzebuje wielu rzeczy a czasem tak się składa, że ich nie ma.
                                                  I to już od danej osoby zależy jakie znajdzie sobie miejsce na świecie, czy
                                                  będzie zadowolona (bo każdy stan ma swoje plusy i minusy) czy nie.
                                                  A potrzebę bliskości czy ciepła mogą również zaspokajać przyjaciele czy
                                                  znajomi, nie tylko ta przysłowiowa "druga połówka".
                                            • stary_nudziarz No tak... 17.02.04, 08:08
                                              dorotaa6 napisała:

                                              > to współczuję
                                              > Nie wierzę żadnej samotnej osobie, któa mówi, ze jest jej dobrze w
                                              > samotności..poprostu nie wierzę......chyba, ze naprawdę są ludzie pozbawieni
                                              > uczuć, emocji, pragnień, którzy wystarczaja sami sobie w życiu- to chyba jest
                                              > skrajny egoizma, zresztą nie wiem jak to nazwać....
                                              > pogodzić się z samotnością- pewnie mozna, czasem po prostu trzeba, ale mówić,
                                              > ze mi z tym dobrze?
                                              > nie uwierze nigdy
                                              > ja nie potrafię nawet się pogodzic

                                              Teraz już chyba wiem dlaczego jesteś samotna.
                                        • jmx Re: Psychoanalizy cd. 16.02.04, 15:32

                                          Trochę się powymądrzam, z góry przepraszam ;-)

                                          > Nie wiem skad, na jakiej podstawie czerpiesz sowje domysły, że nie potrafię
                                          > kochać.....nie rozumiem tego......
                                          > Jak mozna mówić komuś, kto jest samotny, zrozpaczony, ze jego samotność
                                          wynika
                                          > z tego, ze nie potrafi kochać....

                                          Chyba można... Nie akceptując siebie, swego stanu, nie można, moim zdaniem
                                          stworzyć szczęśliwego trwałego związku. Sama mówisz, że sytuacja się powtarza,
                                          więc to raczej nie może być przypadkowe. Żeby kochać trzeba dawać. Ale dawanie
                                          pustki czy tęsknoty za drugą osobą nie stanowi dobrego fundamentu do związku.
                                          Każda samotność jest inna bo każdy człowiek jest inny ale można (a nawet
                                          trzeba) ją... oswoić. Czego Ci życzę :-).
                                          • dorotaa6 Re: Psychoanalizy cd. 16.02.04, 16:17
                                            dziękuję Ci bardzo:)
                                            Tobie i innym panom, którzy tak trafnie doknali "psychoanalizy" mojej skromnej
                                            osoby:
                                            oto cała prawda o mnie- jestem pusta, nie potrafię kochać, nie mam do
                                            zaoferowania drugiej osobie nic oprócz pustki i bezgranicznej tęsknoty za drugą
                                            osoba..
                                            I wszystko to na podstawie kilku moich krótkich wypwoiedzi odn. postu o
                                            samotności....
                                            no cóż- to przykre, cholernie, nic nie wiedząc o drugiej osobie- krzywdzić,
                                            ale dzięki, choc ja wcale nie prosiłam o diagnozę....
                                            D.
                                          • Gość: elf Re: Psychoanalizy cd. IP: 62.233.169.* 16.02.04, 18:26
                                            > Żeby kochać trzeba dawać. Ale dawanie
                                            > pustki czy tęsknoty za drugą osobą nie stanowi dobrego fundamentu do związku.

                                            Prawdziwa milosc ma to do siebie, ze zaczyna rozkwitac dopiero wtedy, gdy sie
                                            juz spotka ta wlasciwa osobe. Wtedy wlasnie ta "pustka" zaczyna sie nagle sama
                                            z siebie wypelniac tak, ze i my mamy rowniez cos do "dawania".

                                            > Każda samotność jest inna bo każdy człowiek jest inny ale można (a nawet
                                            > trzeba) ją... oswoić.

                                            Teoretycznie samotnosc mozna "oswoic", nie myslec ciagle o tym, zapelnic jakos
                                            caly swoj czas, ale zawsze w koncu nadejdzie taka chwila, ze poczujemy sie sami
                                            i zdani tylko i wylacznie na siebie. Bez zadnego oparcia w kims drugim. Predzej
                                            czy pozniej ktos/cos nam to uswiadomi. I wtedy to boli i to bardzo.
                                            • jmx Re: Psychoanalizy cd. 17.02.04, 03:12
                                              Gość portalu: elf napisał(a):

                                              >
                                              > Prawdziwa milosc ma to do siebie, ze zaczyna rozkwitac dopiero wtedy, gdy sie
                                              > juz spotka ta wlasciwa osobe. Wtedy wlasnie ta "pustka" zaczyna sie nagle
                                              sama
                                              > z siebie wypelniac tak, ze i my mamy rowniez cos do "dawania".

                                              Moim zdaniem tak nie jest. Nic się nie zapełni "samo z siebie".
                                              To też jest pułapka "jak kogoś poznam to się wszytsko zmieni" - a tak naprawdę
                                              nic się nie zmieni jesli my i nsze nastaiwnie się nie zmienią. Bo pustkę,
                                              samotność, brak wypełnienia można czuć także będąc w związku (i wielu ją
                                              czuje), więc to wskazuje, że to nie jest "problem" partnera/jego braku ale
                                              naszego wnętrza.

                                              > Teoretycznie samotnosc mozna "oswoic", nie myslec ciagle o tym, zapelnic
                                              jakos
                                              > caly swoj czas, ale zawsze w koncu nadejdzie taka chwila, ze poczujemy sie
                                              sami
                                              >
                                              > i zdani tylko i wylacznie na siebie. Bez zadnego oparcia w kims drugim.
                                              Predzej
                                              >
                                              > czy pozniej ktos/cos nam to uswiadomi. I wtedy to boli i to bardzo.


                                              1. Oparcie może dawać nie tylko życiowy partner.
                                              2. Nikt za nas życia nie przeżyje, nawet najbardziej kochająca osoba więc w
                                              obliczu problemów i tak jesteśmy zdani na własne siły, bo sami się musimy z
                                              nimi uporać.
                                              • Gość: elf Re: Psychoanalizy cd. IP: 62.233.169.* 17.02.04, 11:10
                                                > To też jest pułapka "jak kogoś poznam to się wszytsko zmieni" - a tak
                                                naprawdę
                                                > nic się nie zmieni jesli my i nsze nastaiwnie się nie zmienią. Bo pustkę,
                                                > samotność, brak wypełnienia można czuć także będąc w związku (i wielu ją
                                                > czuje), więc to wskazuje, że to nie jest "problem" partnera/jego braku ale
                                                > naszego wnętrza.

                                                Mozna miec bogate wnetrze i jednoczesnie czuc pustke. A poznajac kogos drugiego
                                                zmienia sie z reguly nasze postrzeganie swiata, a nie swiat jako taki. I o to
                                                chyba wlasnie chodzi.

                                                > 1. Oparcie może dawać nie tylko życiowy partner.
                                                > 2. Nikt za nas życia nie przeżyje, nawet najbardziej kochająca osoba więc w
                                                > obliczu problemów i tak jesteśmy zdani na własne siły, bo sami się musimy z
                                                > nimi uporać.

                                                Jako dzieci najczesciej mamy oparcie w rodzicach. Czujemy, ze oni sa przy nas i
                                                zawsze nas we wszystkim wspieraja. Bedac osoba dorosla to wsparcie, albo
                                                inaczej ta akceptacje dla nas samych daje nam z reguly nasz zyciowy partner. Tu
                                                nie chodzi o rozwiazywanie jakichkolwiek problemow, bo tego musimy dokonac
                                                sami. Chodzi tu raczej o podtrzymanie na duchu, o dobre slowo, ktore dodaje
                                                wiary w samego siebie i we wlasne mozliwosci.
                                      • jmx Re: Psychoanalizy cd. 16.02.04, 15:13
                                        stary_nudziarz napisał:

                                        > Wiem na czym polega brak wzajemności, zastanawiam się tylko czy musi on być
                                        > przyczyną rozpaczy.

                                        Nie musi. Ale czasem bywa...
                                  • j_ar Re: Psychoanalizy cd. 16.02.04, 12:56
                                    > A ja miałem na myśli miłość jako dawanie siebie drugiemu. Może w tym tkwi
                                    > problem, że nastawiasz się na branie i jesteś sfrustrowana, kiedy życie
                                    rozmija się z oczekiwaniami.

                                    ale jak mozna porownac milosc do doroslej obcej osoby z miloscia do wlasnego
                                    dziecka?... dziecko, chociazby bylo najgorsze to jednak bedzie zawsze w nas, a
                                    kochany dorosly kiedy niszczy nam zycie to po prostu mozna dac mu kopa w dupe.
                                    Dziecko akceptujesz z jego wadami i kochasz je bo jest, a od osoby z ktora sie
                                    wiazesz oczekujesz wparcia, zrozumienia, bezpieczenstwa.
                                    • stary_nudziarz Cóż to jest miłość? 16.02.04, 13:28
                                      j_ar napisał:

                                      Dziecko akceptujesz z jego wadami i kochasz je bo jest, a od osoby z ktora sie
                                      wiazesz oczekujesz wparcia, zrozumienia, bezpieczenstwa.

                                      Przepraszam ale byłem przekonany, że rozmawiamy o miłości, nie o oczekiwaniach.
                                      • j_ar Re: Cóż to jest miłość? 16.02.04, 13:37
                                        > Przepraszam ale byłem przekonany, że rozmawiamy o miłości, nie o
                                        oczekiwaniach


                                        ach rozumiem, wachanie kwiaaatkow, pisanie wierszy, wspolne cerowanie
                                        skarpetek...no fakt, zagalopowalem sie z tymi uczuciami :(
                                        • stary_nudziarz No cóż... 17.02.04, 08:07
                                          j_ar napisał:
                                          > no fakt, zagalopowalem sie z tymi uczuciami :(

                                          W moim życiu wszystko jest małe z wyjątkiem miłości.
    • ewa_new Dowod na moje istenienie... ;-) 07.02.04, 01:31
      Dzis jest juz wprawdzie 7 lutego, a watek zalozylam 6 lipca 2002 roku. Minal
      rok i 7 miesiecy. Sporo. Troche sie w moim zyciu pozmienialo, choc dotyczy to
      glownie pracy. W zyiu osobistym znacznie mniej. Nadal jestem sama. Nie testuje
      niczyjej wrazliwosci. Napisalam pierwszy post, bo chcialam sie wyzalic. I tak w
      sumie jest do dzisiaj: zagladam tu zwykle, gdy dopada mnie smutek. Ale pisalam
      tu tez przed rokiem, gdy wydawalo mi sie, ze miedzy kolega a mna cos sie
      zaczyna. Niestety szybko sie skonczylo. Odnosze wrazenie, bo nigdy tego
      drobiazgowo nie liczylam, ze pisze tu wiecej pan, niz panow. Tak jak gdyby
      panowie bali sie samotnosci, starali sie jej unikac.
      Podrawiam
      ewa_new
      PS. Dowodow na moje istnienie brak.
      • Gość: Empatka Re: Dowod na moje istenienie... ;-) IP: 200.118.87.* 07.02.04, 06:03
        Tez uwielbiam reportazowe opowiadania Hanny Krall!

        Sciskam Cie i na razie!
        • Gość: Doswiadczona a moze by tak zmienic nastawienie... IP: *.sasiedzi.pl 13.02.04, 19:34
          Jezeli przez te poltora roku nic sie nie zmienilo, to moze pora zmienic
          nastawienie do calej sprawy..
          bo z jednej strony chce Pani byc z mezczyzna, cala dusza i calym cialem /cialo
          tez sie przewijalo w watku/, ale z drugiej strony, to pisze Pani ze nie jest
          flirciara itp.
          Niestety,aby miec mezczyzne, trzeba go najpierw spotkac, a potem pouwodzic.....
          Takie jest zycie...
          Oczywiscie nie zrobi sie tego siedzac w domu i wymyslajac jaki on ma byc.
          Niestety skoro przez poltora roku pisania nie zmaterializowal sie, to juz sie
          nie zmaterializuje....
          Potem bedzie mozna pieknie opowiadac jak to spojrzal i zakochal sie bez
          pamieci, ale najpierw trzeba pokrecic sie po swiecie i pobywac /nawet mozna
          utworzyc watek - dziewczyny nie wiecie gdzie tu fajni faceci bywaja ..../
          no i powdzieczyc do panow, bo na skwaszona, smutna, zaniedbana myszke pewnie
          nikt nie bedzie mial ochoty.
          A wlasnie jest karnawal, wlasciwa pora na szukanie towarzysza...
          I to od dawna tak bylo, po to byly bale, potem potancowki, wieczorki, teraz sa
          dyskoteki i co tam jeszcze.
          No i druga sprawa nie zakochiwac sie tak od razu, bo do tego ma pani sklonnosci
          wystarczy jeden jego telefon lub e-mail....a juz nadzieja.. i po co tak.
          Przeciez to nieskuteczne, a nawet zniechecajace.
          Prosze pamietac, ze mezczyzna to zdobywca, ceni to co SAM zdobyl i to ciezka
          praca, cos co jest na wyciagniecie reki i gotowe do wziecia nawet moze go nie
          skusic, ani zainteresowac.
          Glowa do gory, ma Pani dopiero 32 lata!
          Przeciez to piekny wiek.
    • Gość: Mała Trochę inaczej IP: *.toya.net.pl 11.02.04, 16:05
      Kochani ja nie wierzę,że ten wątek umrze:-) I zgadzam się z wymienioną tu w
      którymś poście opinią, że to bardzo mądra dyskusja. Ale postanowiłam się Was
      poradzić w trochę odwrotnej kwestii, czyli jak do samotności wrócić. Mój
      przyjaciel rozstał się obecnie z dziewczyną, byli razem przez pięć lat. Nie
      miałam pojęcia,że az tak go to rozbije, dosłownie zaczyna wszystko zawalać
      (mówię o pracy w szczególności). Wydaje mi się nawet że ma początki depresji.
      Ja wiem, jak to jest kiedy się ludzie rozstają tylko że chyba jest pewna
      granica tego bólu. I może on akurat tego udźwignąć nie może. Może faceci mogą
      mi coś tutaj poradzić. Już nie wiem jak mu pomóc, poza tym że staram się przy
      nim być. Pozdrawiam,Mała
    • majewskaania Re: Jak wyjsc z samotnosci? 13.02.04, 21:39
      Wiesz ktos kiedys napisał "SAMOTNY W SAMOTNOŚCI POŻERA SIE SAM. WŚRÓD WIELU
      POŻERA GO WIELU A TERAZ WYBIERAJ" i uwierz mi ze czasem samotnośc jest lepsza
      od bycia z kimś na siłe. Mam 30 lat od 3 lat jestem mezatka (a raczej bylam -
      obecnie w separacji) mamy dwoje malutkich dzieci i co ani jednej rocznicy
      ślubu... Jestem sama a mam dwoje dzieci za ktore jestem odpowiedzialna i ktore
      potrzebująmiłości i czułości a co ze mną? Maż niby jest bo mieszkamy razem ale
      ochodzi go tylko on sam i nikt wiecej. WIekszośc znajomych sądzi ze mam
      szcześliwe zycie a ja umiweram z samotności w pustych ścianach inie mam z kim
      czasem pogadać . Powiesz ze mam chociaz dzieci - ok to jest cudowne tylko ze na
      starcie maja spiepszone życie inienormalną rodzine Czasem zazdrosze tym co sa
      sami wolni - nie warto nic robic na sile czasem mozna sie grubo pomylic. mimo
      ze czuje sie pokrzywdzona przez los(a raczej meza) to wierze ze jeszcze bede
      szczesliwa ikochana i moje dzieci tez i wiec nie trac nadziei i zyj swoim
      zyciem badz soba i uwierz bo wiara czyni cuda ANia.
    • plec_zenska Re: Jak wyjsc z samotnosci? 15.02.04, 16:51
      ja nie czytalam wiecej niz Twoj list i powiem Ci gdzie pies pogrzebany: "albo
      on mnie, albo ja jemu nie przypadlam do gustu" - to ludzi trzyma w samotonsci;
      ja jestem super ekstra swietna, i mam za soba amrmie delikatnie odstawionych
      mezczyzn; lgna do mnie bo ich akcpetuje z duza latwoscia; ja nie mam jakis
      takich: mi sie to nie podoba; kocham wszystkich ludzi, mezczyzn i kobiety;
      ludzie nigdy nie sa ulomni; sa co najwyzej zagubieni, niepewni siebie etc;
      trzeba ich oswoic, zaczynaja byc soba i zycie z nimi jest just beautiful;
      otworz sie na na drugiego czlowieka a on otworzy sie na Ciebie; nie umiesz sie
      otworzyc? zacznij od kogos, na kogo to ocenie mniej Ci zalezy; a potem przenos
      to na jakies tam sobie uznane za bardziej ambitne cele; powodzenia
      • plec_zenska Re: Jak wyjsc z samotnosci? 15.02.04, 17:06
        a co do tego: jestem super ekstra swietna - po to to pisze, bo kontynuacja tej
        mysli jest: nie potrzebuje mezczyzny, ktorym to, ze jestem super etc, udowodnie
        przed innymi;
        a cos mi sie tak wydaje (tj dalabym sobie glowe uciac), ze ludzie pod tym katem
        sobie kogos tam dobieraja (tj sie zakochuja)
        • j_ar Re: Jak wyjsc z samotnosci? 17.02.04, 08:17
          zeby udowodnic komus cos - to sie zakochuja? taki tu jest wniosek? bo cos slabo
          zalapalem ta piekna mysl....;)
          • plec_zenska Re: Jak wyjsc z samotnosci? 17.02.04, 16:26
            tak, wlasnie tak;

            chcemy byc dumni z siebie, z niej/nigo, z dzieci; a co to ma wspolego z
            Miloscia?
            niech ma pieniadze, albo zna przynajmniej poczet krolow poslkich; a po co to?
            • j_ar Re: Jak wyjsc z samotnosci? 20.02.04, 09:50
              > tak, wlasnie tak;
              >
              > chcemy byc dumni z siebie, z niej/nigo, z dzieci; a co to ma wspolego z
              > Miloscia?
              > niech ma pieniadze, albo zna przynajmniej poczet krolow poslkich; a po co to?


              hmm.. a wlasnie, ze nie, kiedy zakochujemy sie to nie dlatego, aby udowodnic
              cos komus, tylko, dlatego, ze tak jest... a dumni jestesmy nie dlatego aby sie
              sycic i puszyc przed innymi, tylko dlatego, ze wewnetrznie radosc jest w nas
              bez potrzeby udowadniania innym i pokazywania 'spojrzcie, jacy my szczesliwi i
              dumni' - nie ma wtedy potrzeby dowartosciowywania sie porzez ludzi
    • Gość: lolo32adwokat Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.retsat1.com.pl 17.02.04, 09:54
      naprawde swietnie rozumiem to co opisujesz, przez wiele lat miotalem sie,
      obsesyjnie szukalem tej jedynej, a to w klubach, a to na necie, bez
      skutku.mialem pretensje do calego swiata, do ludzi ze potrafia byc szczesliwi a
      ja nie, coraz bardziej zamykalem sie w swoim rozpaczliwym swiecie,zaczynala sie
      we mnie rozwijac depresja, mimo ze jestem czlowiekiem silnym, nie poddajacym
      sie trudnosciom zycia, ta kropla przepelnila kielich...rzucilem wszystko w
      diably, i net i nocne zycie, powiedzialem sobie stanowczo tak dluzej byc nie
      moze...moj wzrok skierowal sie w strone o jakiej raczej nie
      myslalem...poszedlem do kosciola...i o dziwo zobaczylem tam takich samych ludzi
      cicho placzacych pod nosem, nie wiem czy nie z tego samego powodu co
      ja...dowiedzialem sie pozniej ze Wielkim Pomocnikiem w szukaniu wymarzonej zony
      jest sw. Jozek...na poczatku dosc sceptycznie i z wielkim przekasem zaczalem z
      nim konwersacje na temat "czy moze pomoc takiemu glupkowi" jak ja, ktory
      praktycznie wiekszosc zycia odwracal sie do niego plecami...z czasem zaczynalem
      wierzyc ze ta jedyna istnieje na swiecie...zmienilem swoje podejscie do zycia i
      nadal sie modlilem. Nie minely 4 miesiace jak na mojej drodze pojawila sie ona-
      kobieta majaca wszystkie te cechy, ktore pragnalem:dobra, kreatywna, serdeczna,
      z pasja zycia...Strzała Józka dotknela nas oboje...dzis jestem szczesliwym
      mezem od 5 lat... na swiecie drepcza dwie male nozki-owoc naszej
      milosci...zainwestowalem w nadzieje i to sie oplacalo najbardziej...Jestem w
      stu procentach przekonany, ze aby spotkac ta wymarzona osobe trzeba skulic uszy
      i isc po pomoc do tego ktory sie na tym zna...Nie traktuj mojego maila jako
      manifest nawroconego grzesznika, potraktuj to jako przyjacielska rade,
      sprawdzona na wlasnej skorze. Jestem szczesliwy i chce takiego szczescia dla
      innych. Nie czekaj dluzej,zostaw wszystko to co nieskuteczne i idz tam gdzie
      czeka na Ciebie antidotum na Twoja samotnosc.
      ps. pod moim listem może podpisać sie wiele szczęśliwych par z kregu moich
      znajomych, ktorzy odnalezli sie dzieki pomocy Jozka.Gdybys chciala ta modlitwe
      napisz na ogolnym, dopisze z checia. Odwagi!!!!
      • angrzel Re: Jak wyjsc z samotnosci? 17.02.04, 13:17
        Czy moge prosic o te modlitwe? Zalogowalam sie, wiec mozna wyslac do mnie mailem
        A ze swojej strony gratuluje szczescia i zycze powodzenia


        Gość portalu: lolo32adwokat napisał(a):

        > naprawde swietnie rozumiem to co opisujesz, przez wiele lat miotalem sie,
        > obsesyjnie szukalem tej jedynej, a to w klubach, a to na necie, bez
        > skutku.mialem pretensje do calego swiata, do ludzi ze potrafia byc szczesliwi
        a
        >
        > ja nie, coraz bardziej zamykalem sie w swoim rozpaczliwym swiecie,zaczynala
        sie
        >
        > we mnie rozwijac depresja, mimo ze jestem czlowiekiem silnym, nie poddajacym
        > sie trudnosciom zycia, ta kropla przepelnila kielich...rzucilem wszystko w
        > diably, i net i nocne zycie, powiedzialem sobie stanowczo tak dluzej byc nie
        > moze...moj wzrok skierowal sie w strone o jakiej raczej nie
        > myslalem...poszedlem do kosciola...i o dziwo zobaczylem tam takich samych
        ludzi
        >
        > cicho placzacych pod nosem, nie wiem czy nie z tego samego powodu co
        > ja...dowiedzialem sie pozniej ze Wielkim Pomocnikiem w szukaniu wymarzonej
        zony
        >
        > jest sw. Jozek...na poczatku dosc sceptycznie i z wielkim przekasem zaczalem
        z
        > nim konwersacje na temat "czy moze pomoc takiemu glupkowi" jak ja, ktory
        > praktycznie wiekszosc zycia odwracal sie do niego plecami...z czasem
        zaczynalem
        >
        > wierzyc ze ta jedyna istnieje na swiecie...zmienilem swoje podejscie do zycia
        i
        >
        > nadal sie modlilem. Nie minely 4 miesiace jak na mojej drodze pojawila sie
        ona-
        >
        > kobieta majaca wszystkie te cechy, ktore pragnalem:dobra, kreatywna,
        serdeczna,
        >
        > z pasja zycia...Strzała Józka dotknela nas oboje...dzis jestem szczesliwym
        > mezem od 5 lat... na swiecie drepcza dwie male nozki-owoc naszej
        > milosci...zainwestowalem w nadzieje i to sie oplacalo najbardziej...Jestem w
        > stu procentach przekonany, ze aby spotkac ta wymarzona osobe trzeba skulic
        uszy
        >
        > i isc po pomoc do tego ktory sie na tym zna...Nie traktuj mojego maila jako
        > manifest nawroconego grzesznika, potraktuj to jako przyjacielska rade,
        > sprawdzona na wlasnej skorze. Jestem szczesliwy i chce takiego szczescia dla
        > innych. Nie czekaj dluzej,zostaw wszystko to co nieskuteczne i idz tam gdzie
        > czeka na Ciebie antidotum na Twoja samotnosc.
        > ps. pod moim listem może podpisać sie wiele szczęśliwych par z kregu moich
        > znajomych, ktorzy odnalezli sie dzieki pomocy Jozka.Gdybys chciala ta
        modlitwe
        > napisz na ogolnym, dopisze z checia. Odwagi!!!!
      • Gość: reni Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.lodz.dialog.net.pl 02.03.04, 21:19
        Ja też chętnie poznam tę modlitwę do Józka.
        Podaj ją pliz...........
    • ulena1 Przeobrażenie 20.02.04, 15:30
      Witam!
      A ja znalazłam dobry sposób na to, żeby nie zadręczać się z powodu samotności.
      Kiedyś bałam się spotykać na randkach, duskotekach i temu podobnych imprezach -
      bałam się bo myślałam, że każda rozmowa i każdy taniec musi prowadzić ... do
      jednego (bliższego zapoznania się). W tej chwili mam to w nosie. Uświadomiłam
      sobie, że bycie samą wcale nie jest takie złe. Przecież mam znajomych w pracy,
      mam przyjaciół - a to że nie mam z kim spotkać się po pracy....no cóż, może to
      i lepiej - trochę sobie odpocznę, więcej porobie rzeczy naprawdę pożytecznych.
      Uważam, że bycie w związku to strata drogocennego czasu. Trzeba poświęcać tej
      osobie masę czasu ........... a tak jestem WOLNA.
      Innym plusem całej tej sytuacji jest to, że nie boję się żadnych spotkań - bo
      przecież i tak chcę być sama, więc nic mi nie grozi :)
      Pozdrawiam - czuję wiosnę :)
      • Gość: zocha Re: Przeobrażenie IP: *.dialup.mindspring.com 20.02.04, 15:56
        Jak sie nie ma co sie lubi, to sie lubi, co sie ma.Ale powaznie; mysle, ze
        tylko czlowiek ograniczony, pusty, bez zainteresowan, moze martwic sie tym , ze
        jest sam(otny). Samotnosc poza tym, to stan cywilny, ktory nie zagraza
        rozwodem. Samotnosc jest cudowna ;tyle czasu , tyle mozliwosci, zadnych
        obowiazkow, w nastepnym zyciu na pewno wybiore samotnosc...do samotnosci (tak
        jak i do wolnosci) trzeba dorosnac..dojrzec...pozdr.
        • Gość: elf Re: Przeobrażenie IP: 62.233.169.* 20.02.04, 20:33
          Oj ludziki, czemu inne osoby wypowiadajace sie w tym watku okreslacie ciagle
          jako "puste", "ograniczone", "bez zainteresowan" itd jednoczesnie wcale ich tak
          naprawde nie znajac? A przeciez z wiekszosci wypowiedzi wynika raczej, ze osoby
          te sa ciekawe, inteligentne, z poczuciem humoru. To, ze ktos lubi sobie w necie
          od czasu do czasu ponarzekac to wcale jeszcze nie swiadczy o tym, jakim tak
          naprawde jest czlowiekiem. Na codzien moze to byc bardzo fajna osobka, tylko
          czasami miewa gorsze chwile i wtedy przychodzi sobie tutaj popisac.
      • nom73 Re: Przeobrażenie ... 22.02.04, 13:19
        ... a może PRZEBUDZENIE? :-)
        Podobno żeby kogoś pokochac trzeba być właśnie wolnym, nie przywiązywać się do
        nikogo ani niczego, nie uzależniać, więc jesteś na dobrej drodze.

        Powodzenia. :-)
        • Gość: reni Re: Przeobrażenie ... IP: *.lodz.dialog.net.pl 02.03.04, 21:27
          I jeszcze jedno. Wiecie kobiecie jest trudniej zaakceptować samotnośc, bo
          wszystkie marzenia o dzieciach i rodzinie oddalają się. A zegar biologiczny
          tyka...

          Meżczyzna może poznać młodszą kobiete, mieć z nią dzieci, itd. Kobieta biegu
          lat nie odwróci. Owszem zostaje adopcja, ale to juz nie to samo...
          Wydaje mi się ze to czy jesteśmy sami czy nie jest w dużej mierze sprawa
          przypadku.
          Ja nie jestem odludkiem, poznaję dużo ludzi, w sumie raczej łatwo nawiązuję
          kontakty, ale tego jedynego jeszcze nie spotkałam.
          Przewijało sie kilku ale nie było nam po drodze...
          Takie życie.
          trzymajcie isę wszyscy którym samotność doskwiera... Wiosna więc i nadzieja na
          lepsze :-)
    • Gość: amy Krytyka polskich facetow ;) IP: 62.233.169.* 12.05.04, 21:46
      ale cos w tym chyba jednak jest... a przynajmniej czesto bywa
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13183&w=12452808&a=12536450
      ps. Ewcia a co tam u Ciebie slychac?
      • Gość: amy Re: Krytyka polskich facetow ;) IP: 62.233.169.* 14.05.04, 14:55
        Tak mi sie wlasnie cos przypomnialo a propos facetow.
        Kiedys bylam przez jakis czas w Niemczech, wiec mialam okazje do porownania
        sobie Polakow i Niemcow. Ciekawe, ze wlasnie w Niemczech zainteresowali sie
        wreszcie moja osoba faceci w moim typie, a w kraju wzbudzam zainteresowanie
        wylacznie wsrod polglowkow. Dodam, ze ten "moj typ" oznacza madrego, ciekawego
        swiata, otwartego, pelnego radosci faceta potrafiacego interesujaco rozmawiac
        (!!!) ze mna godzinami na rozne ciekawe tematy, natomiast "polglowek" to po
        prostu totalny nudziarz mowiacy wylacznie o sobie, swoich osiagnieciach,
        posiadanej kasie itepe.
        Tez juz jestem po 30 i tak sie wlasnie zaczynam zastanawiac czy nie powinnam
        aby poszukac tej swojej drugiej polowki wlasnie wsrod obcokrajowcow skoro
        znajomi rodacy sa troche nie teges.
    • Gość: Aneta32 Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.zdnet.com.pl / *.zdnet.com.pl 14.05.04, 01:13
      Ewo!!!!!!!!!!!!!znam to!!!!!!!!!!!!!nie jesteś sama!!!!!!!!!!!!
    • katesandra Re: Jak wyjsc z samotnosci? 14.05.04, 10:54
      Bez sensu.Przez całe życie uważłam miłość za coś w rodzaju
      przyzwolenia,niewolnictwa.To kłamstwo:nie istnieje miłość bez wolności i na
      odwrót.Ten kto czuje się wolny,kocha bezgranicznie. A ten, kto kocha
      bezgranicznie, czuje się wolny. W miłości nie można się wzajemnie ranić, bo
      przecież każdy odpowiada za własne uczucia i nie ma prawa potępiać drugiego.
      Czułam się zraniona, gdy traciłam mężczyzn na których mi zależało. Dziś jestem
      przekonana, że nikt nikogo nie traci bo nikt nikogo nie może mieć na własność.
      I to jest prawdziwe przesłanie wolności : mieć najważniejszą rzecz na świecie i
      nie posiadać jej.
      A nawet jeśli go straciłam to przeżyłam jeden dzień szczęścia. Świat jest, jaki
      jest, i każdy dzień szcześcia graniczy niemal z cudem.
      Namiętność sprawia że przestajemy jeść,spać,pracować. Buż nasz spokoj. Obraca w
      niwecz całą przeszłość.
      Nikt nie lubi,kiedy jego świat rozsypuje się na kawałki. Dlatego ludzie próbują
      przewidzieć zagrożenie i go unikać, bo dzięki temu udaje im się podejrzeć
      kruchą konstrukcję,która i tak ledwo stoi. Są tacy którzy postępuja inaczej :
      rzucaja się na oslep w wir namietnosci, w nadzieji, że ona rozwiąże wszystkie
      problemy. Składają na barki innych całą odpowiedzialność za własne szczeście i
      całą wine za własne niepowodzenia. Bronić się przed namietnością czy jej slepo
      ulec? Co jest mniej niszczycielskie? Nie wiem.
    • Gość: wiewciu cos o mnie :) IP: *.lubin.dialog.net.pl 14.05.04, 11:55
      23 lata, kawaler, miły, uczciwy, wesoły, punktualny, pracowity, szuka tej
      jednej jedynej.
      kontakt tom@squir.com
      (więcej o mnie www.squir.com/art.htm) :]

      sorks, nie mogłem się powstrzymać :)

      a tak wracając do tematu, wiem że łatwo mówić, ciężej coś zrobić w tej sprawie,
      sam nie umię podrywać dziewczyn, i wszystkie z którymi mie kiedykolwiek coś
      łączyło to mnie pierwsze zaczepiły, a nie odwrotnie!
      niestety szczęścia w miłości niemam, a to mi się trafia dziewczyna która
      mieszka zbyt daleko, i po dłuzszym czasie wkoncu znajduje se kogos innego, tam
      na miejscu, albo inna która ciągle traktuje jako sponsora, albo trzecia która
      jest nieletnia i mimo ze nic zlego bym jej nie zrobil, to jej rodzice zagrozili
      mi sądem, jesli będziemy sie wciąż spotykać.
      no cuż.. takiego jakoś pecha mam :/
      i zawsze mi jest przykro kiedy poraz nty jestem u cioci czy wójka i się mnie
      pytają czy mam dziewczynę akurat kiedy jestem samotny..
      tez odwracam glowę na ulicy kiedy widzę całującą się parę, bo wtedy chce mi się
      płakać.
      sam niewiem jak to robią niektórzy moi koledzy, którzy bez problemu podrywają
      po kilka dziewczyn naraz :)
      ja próbowalem juz wszystkiego, np. specjalnie chodzilem wczesniej na uczelnię
      aby pogadać z dziewczynami które rysowały cos na zajęcia (jako że sam też
      rysuję), innym razem kupiłem se sportowy samochód i zabierałem jakieś
      dziewczyny z przystanków, tudzież autostopowiczki, naprawde próbowałem
      wszystkiego wszystkiego wszystkiego, i co? nic, jakoś ciągle zostaję sam, mimo
      że zawsze staram się jak moge. staram się być miły i szczery, ale jakoś nie
      potrafię przywiązać do siebie tej drugiej osoby tak aby była przy mnie juz na
      zawsze.
      A Teraz chcę se kupić pieska, od dawna chciałem, bo wszystcy znajomi mają a ja
      też bardzo lubię zwierzęta, taki piesek nigdy cię nie oszuka, nigdy cię nie
      zostawi, nie będzie powtarzał setki razy ze cię kocha, zeby potem odejść do
      innego, ale nie tylko to, jakoś mimo woli przewija mi się mysl ze teraz bede
      mogl zagadać do dziewczyn które czasem widuję na spacerze z pieskami, ale tak
      bez niczego zacząć rozmowe jakoś ciężko :)
      cuz.. widac jeszcze sie nie poddaję, ale sam niewiem na ile mi sił jeszcze
      starczy..
    • Gość: elwi Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.04, 11:55
      Chociaż mam troszeczke mniej lat to czuje się bardzo podobnie i choć nie znam
      recepty na tą sytuację to wiedz , że jest ktos kto Cię rozumie, może to
      chociażw malutenkim stopniu Ci pomoże......
    • Gość: Ted Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.05.04, 12:21
      Witaj Ewo...
      Zajrzałem tu przez reklamę. To co pisałaś - pisałaś 2 lata temu. CIekawe, czy
      jeszcze tu zaglądasz, a przede wszystkim: ciekawre, czy te 2 lata zmieniły coś
      w Twoim życiu, tzn. czy już nie jesteś samotna? No i czy ta cała dyskusja na
      forum CI jakoś pomogła w zmianie podejścia do siebie, otoczenia, innych ludzi,
      tej drugiej połówki?
      kiedyś usłyszałem nierealny i "szajbnięty" pomysł, lecz genialny w swej
      prostocie. Jeśli ktoś jest samotny, niech przyjdzie w jakieś wyznaczone miejsce
      o wyznaczonej porze. I co? Automatycznie przestaje być ssamotny, bo zejdzie się
      tłumek ;-). Sprowadezając to do realnych wymiarów: Wystarczy, by osoby samotne
      otywarcie się do tego przyznały, a wtedy właściwie przestałyby być samotne :-).
      Poza tym chyba trzeba rozróżnić pojęcia: samotności i brak zrozumienia ze
      strony otoczenia, czyli wyobcowanie. To, co nas najbardziej boli, to
      najczęściej to drugie. Sama zauważyłaś, ze nie masz zbyt wielu znajomych. Czyli
      to nie jest (lub był) tylko problem braku tej drugiej osoby, ale też problem z
      brakiem osób przyjaznych wokół siebie. I od tego - moim zdaniem - trzeba
      zacząć "walczyć z samotnością": od zbudowania trwałych relacji z przyjaznym
      otoczeniem. Miłość to tylko jeden z elementów - oczywiście ważny. Ale osobiście
      nie sądzę, by ktoś samotny przestał być tak naprawdę samotny, znajdując tylko
      tę drugą osobę. Raczej kojarzy smi się to z "zamknięciem na otoczenie", co
      prędzej czy później wyjdzie na wierzch w formie frustracji i "przejedzenia"
      związkeim, gdy z "zapatrzenia "przejdzie on w koleją fazę....
      Pozdrawiam CIę serdecznie, jeśli tu jeszcze zaglądzasz, i chętnie poczytam, co
      się u CIebie dzieje ;-)
      Swoją drogą: wybrałaś chyba dobre rozwiązanie, jeśli chodzi o walkę z
      samotnością. WIem, zę znajomości wirtualne sa niezobowiązujące i przez
      większość nie traktowane poważnie, ale kto powiedział, że ten anał komunikacji
      (bo tym jest tak naprawdę) jest gorszy od innych?
      Pozdrawiam CIę serdecznie raz jeszcze.

      Tadeusz
    • Gość: Ted Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.05.04, 12:41
      Hej, to jeszcze raz ja!
      Przejrzałęm całe forum. Imponujące objętością! Przejrzyj je i zwróć uwagę, jak
      bardzo zaabsorbowałaś sobą ludzi, jak wiele osób intereuje się Tobą, myśli o
      Tobie, dopinguje Ci. Jeli nadal sądzisz,że jesteś samotna, to... jesteś w
      błędzie :-) Tu jest całe mnóstwo osób regularnie piszących i rozmawiajacych.
      Myśle, ze wiele osób chciałoby mieć takie grono zainteresowanych, jak masz Ty.
      Więc to jest chyba jakoiś sukces, nieprawdaż? Nie poprawiło Twej samooceny i
      samopoczucia?
      Pozdrawiam.
      T.
      • Gość: antidotum Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.04, 13:08
        to forum jest reklamowane... ciekawi mnie jak jestes prawdziwa. i jak prawdziwe
        sa twoje problemy..

        jezeli chcesz porozmawiac . zostawiam maila

        antidotum4u@o2.pl
    • Gość: samotnyyyy Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.04, 13:19
      Witam
      Poczytalem sobie z jakies 100 moze 150 watkow i czasami sie zgadzam czasami wrecz zastanawiam sie czy ten kto to pisal wie co to znaczy byc samotnym. Moze wydaje sie niektorym ze wystarczy inaczej popatrzec na swiat i wszystko sie zmienia. Niestety zycie daje bardziej w kosc nizby sie wydawalo. Jestem troszeczke przed 30 i jestem samotnym facetem. Mam ten problem od juz nie pamietam kiedy. Nie uwazam sie za nieatrakcyjnego a wrecz podobno jestem bardzo przystojny, zabawny, mily, uroczy i kochany czy jak tam to sie nazywa bo tyle juz slyszalem. I mimo tych "niesamowitych" zalet jakie podobno mam jakos nie odczuwam aby ktos sie mna interesowal. Nie wazne ile razy i z kim sie spotykam wszystkie odchodza szybciej niz jestem wstanie zapamietac ich imiona to oczywiscie zart ale tak to jest w przyblizeniu. Najlepsze jest to ze tez zawsze slysze ze jest fajnie ale wlasnie pokochalam innego i zostanmy "dobrymi znajomymi". Zeby byc dokladnym przez te wszsytkie lata zadna powtarzam zadna dziewczyna nie wykazala jakiegokolwiek zainteresowania moja osoba. Mowicie ze to niemozliwe, musiala sie ukrywac. Ale co mi po takiej co np. sie ukrywa i obserwuje z okna przeciwnego bloku. Nigdy sie o niej nie dowiem i tak w kolko. Jestem naprawde tolerancyjny nie szukam idealu i niesamowitego ciala. Patrze i czuje jak mnie tyka od srodka. Potem zostaje jeszcze tylko kubel zimnej wody i tydzien dezorientacji i znow jestem samotny. Tak bylo od kiedy tylko pamietam i zeby wyjasnic pare spraw nie jestem kolebka smutku i zalu. Mimo to jest jak jest i troche mnie to drazni bo 30 sie zbliza i jest juz blisko :P hehe. Jak widzicie moj problem jest troche inny ale dotyczy samotnosci.
      Jak bedziecie chcieli to napisze cos jeszcze aby temat rozwinac
      Pozdrawiam :)
      • Gość: A. Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.lubin.dialog.net.pl 14.05.04, 13:33
        a ja nie wiem czy mam problem. Bo ja była w długim związku. Wkrótce skończę 26
        lat i od 1,5 roku jest sama :)) Sama ale nie samotna. Umiem być w związku i
        umiem być sama. Jestem wdzięczna losowi za to co było i z niecierpliwością
        patrzę na to co będzie. A pewnie będzie dużo piękniej :) Już w tej chwili
        czuję, że chciałabym Kogoś pokochać - bardzo mocno. pozdrawiam

        A. dreamo@o2.pl
      • Gość: Samotnaa Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 14.05.04, 13:39
        hej :) Samotność to zła jędza, która radość z serca wypędza..Wbrew pozorom też
        jestem samotna. Wbrew pozorom bo mam małego synka, wielu znajomych.ale brakuje
        mi ukochanej osoby.. Pewnie nie ja pierwsza i nie ostatnia mam taki problem.
        Wiele razy próbowałam to zmienić, lecz się nigdy nie udawało, ale ja wciąż mam
        nadzieję, nie trace jej....Jeśli masz ochote na rozmowe to zostawiam swojego
        E-maila brenda101@poczta.onet.pl lub zapraszam na rozmowe na gg :)to moj
        nr.7074337
    • Gość: piotr Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.pl / *.pl 14.05.04, 13:33
      Myślisz ,że tylko ty masz taki problem ja mam 34 lata i ciągle
      sam!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      nie ma sie komu wyzalic!!!!!!!!!!
      • fara25 Re: Jak wyjsc z samotnosci? 14.05.04, 14:25
        Mam wrażenie, że Ty swoją postawą blokujesz ewentualne zainteresowanie Tobą-
        kobietą /dot.mężczyzn/.Z Twojej wypowiedzi, aż bije przekonanie, że jest mało
        prawdopodobne, żeby istniał KTOŚ, kto zauważy Cię "ciepło", zechce z Tobą BYĆ.
        Emanujesz tym wokół i oczywiście mężczyźni, których spotykasz kupują to! Jeśli
        w Tobie nie ma wiary w swoje wartości, to powiedz jak mają je dostrzec, ci
        których spotykasz na swej drodze, często tylko przelotnie?
        Zaczniej myśleć o sobie: jestem kobietą atrakcyjną, w pełni godną
        zainteresowania, a już na pewno godną MIŁOŚCI !!!!!!!!!!!!!
        Tylko pozytywne myślenie da pozytywne wyniki. Zapomnij o narzekaniu i użalaniu
        się nad swiom losem ! Głowa do góry ! Wszystko przed Tobą ! Naprawdę warto !
        Pozdrawiam:Joanna.
    • Gość: aaa aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.05.04, 13:50
      jeju! ja mam 19 lat i czuję sie tak samo. przeżyłam miłość swojego życia która
      mnie zostawiła. i od roku żyje w letargu. mam paru internetowych znajomych. tak
      to również nigdzie nie bywam, a na widok par mam ochotę coś im zrobić. czuję
      sie jak 60-letnia staruszka, którą nic juz nie czeka w życiu... i gdzie tu
      sprawiedliwość???
    • Gość: edzia Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.biaman.pl / *.elpos.net 14.05.04, 14:07
      Ewuniu, jest mnostwo takich ludzi jak ty, nawet ci ktorzy sa zwiazani czuja sie
      samotnie. Najwazniejsze jest to zebys uwierzyla w siebie, ze jestes wartosciowa
      kobietka i jestes duzo warta. Musisz byc silna, zdecydowana i pewna siebie,
      wtedy na pewno przyciagniesz facetow jak magnes. Takie kobiety podobaja sie
      facetom. Takze malenka, glowa do gory i wyjdz do ludzi!! :-))
    • Gość: Tadeusz Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.telpol.net.pl / *.telpol.net.pl 14.05.04, 14:09
      mozechcialabys o tym porozmawiac ze mna , moze moje doswiadczenia pomoga Ci,
      przesylam swoj nr gg 8285790
    • Gość: Kicia Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.05.04, 14:40
      Ewo . Ja też mam taki problem . Zakochałam sie w takim jednym M. Mam 20 lat i
      ciągle bez chłopaka . Dziewczyny mówią , że jestem ładna tylko poprostu nie
      przypadłam mu do gustu . Nie wiem co robić . Na pocieszenie daje ci adres
      stronki
      www :

      hem.passagen.se/thecure/iloveyou.html
      Ten zwierzak Cię pokocha .
    • Gość: agnieszka Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: 213.25.179.* 14.05.04, 14:49
      cześć Ewa! Przeczytałam Twój list i pomyślałam o sobie...To może dziwne -
      jednak nie będę pisać o sobie (centralnie). Wiesz co - nie myśl o samotności -
      to chyba jedyne lekarstwo. Wiem, że to trudne..Chodzi mi o to, że
      prawdopodobnie wytwarzasz wokół siebie jakąś aurę samotności, która działa na
      ludzi ostraszająco. Z doświadczenia wiem, że moje relacje z ludźmi kształtują
      się w zależności od mojego nastroju - więc zapomnij o smutku. Czy masz może
      cos, co daje Ci szczęście -skup się na tym. Szukanie faceta za wszelką cenę
      najczęściej spełza na niczym - kurczowe łapanie się każdej nadarzająćej się
      okazji też nie jest skuteczne, ale to pewnie wiesz i tak.Nie chcę Cię dołować,
      ale powiem Ci coś - ja również jestem samotną osobą - w sensie bez partnera
      zyciowego. Chyba nikogo w zyciu jeszcze nie kochałam - sama nie wiem. Jendak
      gdy włącza mi się syndrom samotności to klapa towarzyska w każdym względzie.
      Staram się nie myśleć o tym i chyba nie czuję się samotna tak naprawdę. Otaczaj
      się ludźmi życzliwymi, których lubisz i wzajemnie.I nie zadawaj sobie pytania -
      co z Toba nie tak - to bez sensu, nie przyszło Ci do głowy, żę wszystko w jak
      najlepszym, skoro nie bawisz się w coś, co Ci nie odpowiada - tylko na
      zasadzie "zapchaj-dziury'? Dla mnie to oczywiste, że nei trafiłaś. Wiesz co
      jeszcze sobie myślę, że czasy sie zmieniają i w wielu dziedzinach światopogląd
      też, tylko mentalność została ze starych czasów. Zdradzę Ci coś - kiedyś
      myślałam sobie - miłość, ten jeden-jedyny, mój-ci-on itp. Czas weryfikuje
      poglądy i "dziś" stoję przed decyzją - czy zadowolić się chociaż kochankiem?
      Straszne, prawda? Z pewnością decyzji takowej nie podejmę, ponieważ nie jest to
      takie proste, myślę, że mogłoby to zwichnąć moje poczucie humoru. :)W każdym
      razie - zapomnij o samotności - bo ona przyciąga smutek, a nie tego CI
      potrzeba. Trzymaj sie i nie daj! Pozdrawiam serdecznie
      • Gość: Agnieszka ale inna Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.05.04, 15:24
        Popieram słowa Agnieszki ;-) Po pierwsze: Trzeba wokół siebie roztoczyć aurę
        ciepła i wesołości, to przyciąga facetów i nie tylko ich.
        Po drugie: powinnas znaleźć w sobie pasję. Co robisz na codzień? pracujesz?
        uczysz się? a co robisz w wolnych chwilach? TV? książka? nie mam nic przeciwko,
        ale raczej na wspólne wieczory ;-). Znajdź w sobie to, co Ciebie "kręci", co
        nadaje sens życiu. Nie żyjemy tylko dzięki codziennym obowiązkom.
        A partner? Będzie, a tym czasem pamiętaj, że kazdy człowiek coś Tobie da, nawet
        bezwiednie. Chwila rozmowy nawet z przypadkową osobą daje dużo frajdy.
    • Gość: Krzys Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: 195.205.252.* 14.05.04, 15:38
      Samotnosc jest najlepsza. Nikt ci nic nie dyktuje!!!!
    • fara25 Re: Jak wyjsc z samotnosci? 14.05.04, 15:39
      Jeszcze raz ja - Joanna.
      Błagam nie czytaj nawet tych "samotnych 20-latek", bo one coś tam wiedzą, tylko
      nie bardzo "...w którym kościele".Odstaw również te wirtualne znajomości.Tylko
      kontakt z człowiekiem "twarzą w twarz" i nie koniecznie, na wszelki wypadek, od
      razu z rezerwą, może zaowocować fajną znajomością. Znajomość taka może "pójść
      dalej"? Wiesz mnie kiedyś tam, ktoś /ważny dla mnie/ powiedział:wszyscy chcą
      być kochani, tylko nikt nie chce kochać".Może to strach przed utratą wolności?
      Ja po przemyśleniu tej "złotej myśli" doszłam do wielu wniosków, niezbyt
      fajnych na temat mojego stosunku do MIŁOŚCI !!!!!!!
      Dziś wiem, że samotnym można być w wielkim tłumie /wielbicieli-ewentualnych/,
      ale przede wszystkim jest to STAN, który sami sobie fundujemy !!!!!!!!!!!!!!!!!
      Wiele przeżyłam w "tym temacie" i jeżeli nic nie zmieniło się do dziś w Twoim
      życiu "in plus", to gdybyś chciała porozmawiać z osobą myślącą "tu i teraz"
      pozytywnie, to podaję nr gg 3970013.
      Jeszcze raz pozdrawiam:Joanna.
    • Gość: kry.nia Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 14.05.04, 18:11
      To wyjdź wreszcie z tego internetu,wyjdź do ludzi,spaceruj po mieście,ubierz
      się ładnie,modnie,zrób sobie fryzurke,kup sobie coś nowego,eleganckiego,a
      przede wszystkim usmiechaj się,bądź miła to baaaardzo pomaga.W internecie wejdź
      tylko na randki i wybierz kogoś odpowiedniego,może akurat Ci sie
      poszczęści.Życzę Ci tego z całego serca.Jesteś jeszcze bardzo młoda,ja dłużej
      czekałam na tego upragnionego,nie traciłam nadziei i udało się!!!
    • Gość: agnieszka Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.04, 18:15
      Droga Ewo. Moze olejesz to co do Ciebie pisze bo mam 18 lat ale uwierz mi ze
      znajdziesz tego jedynego.Musisz poprostu uwierzyc w siebie,fakt masz juz 31 lat
      ale na milosc nigdy nie jest za pozno!!!!!Msm kolzezanke ktora tez mowi ze
      nigdy nikt jej nie zechce ( oczywiscie nie mowie o tych ktorzy chca z nia byc a
      ona nie), ma na imie Iza mieszkamy razem ja jej 10 razy dziennie powtarzam ze
      jest zajebista osoba i wiesz powoli nabiera pewnosci siebie.Tez zawsze mowila
      ze nie potrafi flirtowac i ze podziwia mnie za to a teraz idzie jej calkiem
      dobrze. Prosze Cie nie zalamuj sie jestes KOBIETA a my nigdy sie nie
      poddajemy.Bedzie dobrze. jakbys chciala sie do mnie odezwac:
      adelka_nam@buziaczek.pl pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka