Dodaj do ulubionych

Polska kultura czy niedorozwój?

08.07.02, 00:36
Mam na myśli zachowanie statystycznego Polaka w sytuacji kontaktu twarzą w
twarz z nieznajomym, kiedy brakuje innych osób w pobliżu. Np. po wejściu do
windy, albo podczas mijania się na spacerze po leśnej alejce itd. Jest to
zazwyczaj raczej niezręczna sytuacja, gdyż ludzie udają, że się nie widzą, a
zdrowy rozsądek niejako nakazuje jakoś na tego drugiego osobnika zareagować.
Nie mówię, że w każdej takiej sytuacji – trudno np. oczekiwać od kobiety
wędrującej nocą po Marszałkowskiej by odpowiadała na „cześć” mijanego
podejrzanego typa, gdy nikogo nie ma w pobliżu:) Ale często po prostu są takie
sytuacje, gdy wypadałoby, a „się nie robi”. Amerykanie czy Kanadyjczycy pod tym
względem biją nas o głowę – tam od razu Polak usłyszałby „hello” albo „hi”.
Jak zachowujecie się w takich sytuacjach? Próbujecie tę barierę przełamywać czy
poddajecie się jej? Uważacie ją za coś złego, czy wręcz przeciwnie -
akceptujecie? Czy to jest polska specyfika kulturowa, czy też niedorozwój,
spuścizna homo sovieticus?
Obserwuj wątek
    • sombre Re: Polska kultura czy niedorozwój? 08.07.02, 00:37
      Ratunku i sorry, ale mój wątek się klonuje! :)
    • roseanne Re: Polska kultura czy niedorozwój? 08.07.02, 00:38
      tak, Kanadyjczycy spotkani na szlaku turystycznym, na spacerze w lesie zawsze
      sie witaja z nadchodzacymi.
      ja sie po prostu usmiecham
    • sombre Re: Polska kultura czy niedorozwój? 08.07.02, 01:02
      Ale Polacy na szlaku turystycznym czy wodnym też się pozdrawiają.
      Czyżby to był wyjątek potwierdzający regułę?
      • cyntia1 Re: Polska kultura czy niedorozwój? 08.07.02, 01:26
        Kiedy wejdziesz między wrony musisz.....

        Wiesz co jak byłam w Stanach (no tyż się pochwalę, że byłam, a co?)
        to mi się bardzo podobało, że każdy ekspedient ma ze mną o czym pogadać,
        zaczepia uśmiecha się itp, wcale nie po to żeby coś sprzedać, ot człowiek się
        pojawił, można pogadać czegoś się dowiedzieć.

        Niestety nie żyło mi się ( w tym wcieleniu ) w Polszcze międzywojennej na
        przyklad, żebym mogła stwierdzić czy to homo sowietikus.

        Myślę jednak, że częściowo tak ( a to wiadomo było do kogo się w windzie
        usmiechasz).

        Myślę sobie jednocześnie, że jeśli homo sovietikus zrobił z nas
        ludzi "naburmuszonych" w stosunku do obcych, to także nauczył nas, że w biedzie
        sobie trzeba pomagać ( czego nie ma na zachodzie - znam układy we Włoszech, w
        Stanach też).

        Ale, że nic w miejscu nie stoi, może i u nas zacznie się zmieniać.

        W stosunku do ludzi na ulicy z uśmiechem, ale "nobody loves you when you down
        and out".

        Ale pewnie trochę się czepiam i odrobina uśmiechu w stronę bliźnich na ulicy by
        nam nie zaszkodziła, bo po prostu poprawia nastrój.

        Pzdr:)
    • Gość: jr Re: Polska kultura czy niedorozwój? IP: 203.129.132.* 08.07.02, 01:27
      a czy ci przyjazni przekazuja sobie "znak pokoju" rowniez???
      ja osobiscie nienawidze gdy ide biegac i ci amatorzy szczerza zeby i prubuja
      byc mili - ja traktuje spacery czy bieganie jak medytacje i nie chce aby
      ktokolwiek to zaklocal - coz... sa ludzie i ludzie...
      ale generalnie to pewnie wiekszosc europejczykow jest zimniejsza niz inne
      narodowosci. coz, moze klimat jest winny...
    • sombre Re: Polska kultura czy niedorozwój? 08.07.02, 01:51
      Gwoli ścisłości, nie chodzi mi o emanowanie wybitnie pozytywną, wręcz miłosną:)
      energią do nieznajomych, a o zwykłe wyrażanie faktu, iż zauważam, że ktoś już
      jest w tej windzie do której wsiadam. Albo taka sytuacja: biegam sobie po
      różnych kniejach a tu nagle wielka ulewa. Więc ja myk – i stoję pod wiaduktem
      kolejowym pod autostradą. I nagle z lasu nadchodzi chłopak z wielkim psem. I
      stoimy tak razem pod tym wiaduktem a wokół pustka – łąki i las, no i ten
      deszcz. W Ameryce pewnie od razu byśmy się zgadali, choćby wymienili „hi”. A w
      Polsce możemy tak stać nawzajem się „nie zauważając”...

      Nie chcę nikogo urazić pytaniem o homo sovieticus. Po prostu zastanawiam się,
      czy to nie efekt tego, że kiedyś były w Polsce o wiele gorsze problemy życiowe
      niż takie tam „fanaberie” społecznej kultury. I dlatego może nie mieliśmy kiedy
      rozwinąć się jako społeczeństwo w tym kierunku? A że teraz też nie jest lekko,
      więc może zajmie nam to jeszcze parę dekad?
      • Gość: Aaron Re: sombre IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 08.07.02, 02:08
        Bardzo ladnie starasz sie przerzucic odpowiedzialnosc za wrodzony brak
        kurtuazji u narodu znad Wisly na wplywy ze wschodu.Zapomnialas jednak ze juz
        za Mieszka I i pozniej i pozniej kazdy kto zetknal sie z ta szczegolna nacja
        mial na celu tylko jedno..jak schamic ten poczciwy,dumny i bohaterski narod o
        tak silnych korzeniach uwiklanych w katolicyzm.Polacy po 20 i wiecej latach
        przebywania wsrod narodow o innym wzajemnym stosunku do siebie wyrozniaja sie
        nadal cierpietniczym wyrazem twarzy ,wiecznym niezadowoleniem i
        przeswiadczeniem o wyzszosci intelektualnej nad innymi.No coz okazuje sie ze
        nie tylko antysemityzm jest zasysany z mlekiem matek a to niewiele ma z teoria
        homo ....
        • sombre Re: sombre 08.07.02, 02:16
          Za nic i na nikogo nie staram sią przerzucać odpowiedzialności. Ja się tylko
          pytam i zastanawiam. Natomiast za nadinterpretacje nie biorę odpowiedzialności.
          Pzdr.
          • Gość: dodo po 10 dniach w polsce IP: *.sympatico.ca 08.07.02, 03:37
            wlasnie wrocilam na kanadyjskie lono po 10 dniach bardzo
            pracowitych zmagan w polskich urzedach.
            uprzejmie donosze, ze nikt sie do mnie nie usmiechal, wszedzie bylam
            traktowana jak natret tudziez kompletny debil - te spojrzenia
            z komentarzem "to nie wie pani, ze trzeba sie bylo zarejestrowac
            w tamtym okienku?" jakby te wiedze nalezalo wyssac z mlekiem matki
            (wedlug arona jako dodatek do antysemityzmu i ponuractwa).
            to nie zmienia jednak faktu, ze... w windach obcych blokow, nieznajomi
            odpowiadali usmiechem i milym slowem na moje wlasne "dzien
            dobry"; kompletnie obcy facet, kolo ktorego siedzialam w poczekalni
            jednego z owych urzedow, sam z siebie poczestowal mnie cukierkiem
            i wymienil poglady na temat pogody, dlugosci czekania, klopotow
            z parkingiem.
            wnioski?
            sama nie wiem... moze jak sie czlowieka traktuje z usmiechem, to
            mozna liczyc i na cukierka ;-)
            a moze urzednik to nie czlowiek?
            ojoj... to juz pewnie za daleko posuniete wnioski...
            • Gość: maly.k Re: po 10 dniach w polsce IP: *.sympatico.ca 08.07.02, 04:56
              Gość portalu: dodo napisał(a):
              > a moze urzednik to nie czlowiek?
              > ojoj... to juz pewnie za daleko posuniete wnioski...
              Oczywiscie, ze urzednik to nie czlowiek. Urzednik to
              nadczlowiek!

              Pozdrawiam,

              mk.

              PS. Jak wrazenia z Polski?
              • Gość: dodo wrazenia dla ksiecia IP: *.sympatico.ca 08.07.02, 05:21
                bylam na koncercie szopenowskim w lazienkach - wzruszylam sie - jak
                to milo, ze niektore chwile da sie jednak przywolac.
                bylam na powazkach - no comments ... tylko to nieznosne szczypanie
                pod powiekami...
                znajomym ukradziono zeliwna brame do domu ale do domu sie nie
                wlamali, bo psy szczekaly przez drzwi.
                jazda samochodem z warszawy do krakowa a potem z krakowa do
                tarnowa, z tarnowa do lublina i z lublina do warszawy to przezycie
                zdecydowanie bardziej podnoszace adrenaline niz jakiekolwiek rajdy
                w wonderland. nastepnym razem - tylko pociag! ja musze jeszcze
                pozyc pare lat zeby dzieci skonczyly studia.
                pierwszy raz skorzystalam z warszawskiego metra - bardzo
                przyjemnie.
                smiecie w warszawie wyworza!
                moja corka zostala w przegozalach - szkola jezyka polskiego.
                bylysmy w krakowie na paczkach z roza - nie ma lepszych ciastek na
                swiecie :-)
                znajomi sie postarzeli :-(
                oni pewnie to samo mysla (i mowia) teraz o mnie :-(
            • Gość: inka Re: po 10 dniach w polsce IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 08.07.02, 14:10
              A ja sie do ludzi uśmiecham - i wtedy też widze uśmiech na twarzach...
              Najlepiej wychodzi z dziećmi - nie umiem sie nie uśmiechnąć do małych berbeciów!

              To nieprwda że w Polsce wszyscy to ponuracy, bez generalizacji proszę!
              A do Arona - ja z mlekiem matki antysemityzmu nie wyssałam... Ale jak czytam
              takie teksty to mi ise scyzoryk w kieszeni otwiera. Jak się dziwić że wielu
              ludzi (nie tylko Polaków!) nie lubi Żydów - jeśli wszystkim nam wmawia się
              antysemityzm jeśli tylko skrytykuje sie jakieś działania
              przedstawicieli "narodu wybranego"? A co? Żydzi to święte krowy?
              Ech po co te nerwy...

              Dodo szkoda że urzędnicy nie są mili - zastanawiam się czy to jednak tylko
              polska specyfika? Ja sama ostatnio miałam trochę do załatwiania trochę
              urzędowych spraw - ale trafiałam na wyjątkowo normalne i miłe osoby (dawniej
              różnie bywało). No może to specyfika mojej obecnej sytuacji?...
    • trzcina Re: Polska kultura czy niedorozwój? 09.07.02, 01:34
      W windzie róznie bywa. Uśmiech zdarzy się lub nie.
      Ale w pociągu to drzewiej ludzie gadali, cały przedział dyskutował zawzięcie.
      Towarzysko natychmiast się robiło. A od paru już lat - cisza. Dobrze, jak
      dzieńdoberek padnie. Walkmany, książki...Sama lubię teraz bardziej pomilczeć.
      Wschodniaki, zawsze gadatliwe, teraz bardziej się i nade mną napracują, żeby z
      zagajki coś wyniknęło.
      Na szlakach niekiedy taki tłok, że od witania w gębie zasycha.
      A przy grajkach ulicznych poznaje się nas, Polaków tutejszych, bez pudła. Nawet
      jak pieniążek wrzucamy, to chyłkiem i bez nawiązania ocznego kontaktu. Pogawędka
      z muzykami? Rzadkość.
      Ale to się zmienia:o) Jak wydyszymy już z siebie to zmęczenie zmianami, szok
      przejścia, to i rozluźnimy się wreszcie, ufam. Młodzi bardzo już tak mają.
      A u starszych? Stara nieufność, na nią nałozona nowa. A głownie ta zadyszka od
      biegu, myślę.

      pzdr
      t.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka