elmorte
20.05.05, 14:38
Witam,
Problem jakich tu wiele, ale bolesny aż do szpiku - po kilku latach
małżeństwa żona oznajmiła mi, że stałem się dla niej emocjonalnie obojętny i
już mnie nie kocha. Niestety, to w bardzo dużej mierze moja wina i jej
argumenty wydają się uzasadnione (zaniedbywanie emocjonalne, brak okazywania
czułości, zainteresowania, opiekuńczości, brak poczucia, że jestem z nią).
Niestety, zdałem sobie z tego sprawę gdy już jest za późno. Najgorsze w tym
wszystkim jest to, że rozpieprzyłem związek w którym była prawdziwa miłość i
żona potwierdza ze mnie kochała i czuła się ze mną szczęśliwa. Ale ten ogień
stopniowo wygasał i wygasł. Żona czuje się wypalona. Powiedziała mi nawet, że
możemy zostać przyjaciółmi i nawet by chciała, abym znalazł inną kobietę.
Tylko że ja ją kocham i zawsze kochałem i nie chcę innej kobiety! Chcę o nią
walczyć, chcę się dla niej zmienić i dać szczęście! Mamy oboje po 30 lat i
całe życie przed nami...Czy to w ogóle ma jakiekolwiek szanse???
Wiem teraz jak się ona czuła odtrącana przeze mnie, może nie w tak
bezpośredni sposób i czuję się jakby mi ktoś wydarł wnętrzności..
Poradźcie co robić bo życie w takim zawieszeniu jest kompletnie bez sensu.
załamany
elmorte