Dodaj do ulubionych

happy day...

07.06.05, 21:51
Budzisz się rano. Za ok pół godziny musisz być w pracy. Za oknem paskudna
pogoda, a Twoja pierwsza myśl to "jaki dzisiejszy dzień będzie fatalny". Jak
się w ciągu całego dnia okazuje- pierwsza myśl była prawdziwa. Na początek
spóźniasz się pracy. W ciągu najbliższych kilku godzin myslisz tylko o tym jak
jesteś zmęczona, jak bardzo chciałabyś iść do łóżka i wstać następnego dnia.
Dowiadujesz się, że do końca tygodnia będziesz miała codziennie kilka razy
więcej pracy i dużo bardziej stresującej niż zwykle. Wracasz do domu. Chcesz
się komuś pożalić, niestety nie ma tam nikogo, kto by chciał Cię wysłuchać.
Wcześniej, podczas drogi powrotnej kilku znajomych posmiało się z Ciebie,
mimo, że świetnie wiedzieli, że nie miałaś najmniejszej ochoty za żarty.
Pomomimo zmęczenia siadasz do pracy. Niesety nie bardzo Ci ona wychodzi. Twoje
myśli krążą wokół całkowicie innych osób, miejsc, problemów. Robi Ci się
jeszcze smutniej niż wczesniej. Zostawiasz całą pracę, momo, że będzie źle
jeśli nie zrobisz tego na następny dzień. Siadasz skulona w kącie i zaczynasz
płakać. Przypominają Ci się wszystkie problemy, wszyscy ludzie, którzy Cię w
jakiś sposób skrzywdzili, zrobili przykrość, wszystkie negatywne sytuacje i
wydarzenia. Zaczynasz mieć dziwne myśli- nikt Cię nie kocha, nie masz nikogo
kto mógł by Cię wysłuchać. Nienawidzisz siebie, swojego zycia i wszystkiego co
Cię otacza i jest w jakikolwiek sposób z Tobą powiązane. Chciałabyś to
zmienić, ale nie wiesz jak, nie umiesz, nie możesz. z Twoich oczu zaczyna
lecieć coraz więcej łez, płaczesz głośniej. Nikt jednak tego nie widzi, miomo,
że nie mieszkasz sama. Zaczynasz myśleć o tym, co by to zmieniło, gdybnyś się
rzuciła z dachu wysokiego budynku, a może lepiej, żeby zepchnął Cię z niego
ktoś kto Cię nieznosi. Myślisz o ludziach, którym by Ciebie brakowało i o tych
którym było by potwornie smutno. Ze zdziwnieiem stwierdzasz, że większości
raczej by ulżyło. Idziesz do łaznieki, bierzesz kąpiel płacząc jeszcze
bardziej. Nikt się przy Toibie nie pojawia. Myślisz o swojej samotności. O tym
co byś zmieniła w ludziach gdyż ich zachowanie strasznie często Cię denerwuje,
momo, że sama zdajesz sobie sprawę z tego, że nie jestes idealna, posiadasz
wady. Idziesz do łóżka pogrążona w smutku, długo nie możesz zasnąć gdyż po
Tojej głowie nadal krążą smutne myśli.
Budzisz się następnego dnia. Nie zapowiada się wcale lepiej niż poprzedni...
Obserwuj wątek
    • itsmeagain Re: happy day... 07.06.05, 21:57
      masz prace -> masz kase -> mozesz myslec o ewentualnych zmianach
      nie masz pracy -> nie masz kasy -> wegetujesz
      • fasolala Re: happy day... 07.06.05, 22:21
        masz prace -> masz kase -> mozesz myslec o ewentualnych zmianach
        nie masz pracy -> nie masz kasy -> wegetujesz

        Nie mam pracy... uczę się... naukę przedstawiłam jako pracę... ale to tu jest
        akurat mało ważne... chyba ;)
        • itsmeagain Re: happy day... 07.06.05, 22:35
          Jesli sie jeszcze uczysz to w sumie troche dziwne jak dla mnie masz problemy. U
          mnie to bylo tak:
          nauka -> nie mam czasu myslec o dodatkowych bzdetach
    • procesor Re: happy day... 07.06.05, 22:11
      świetny przepis na wpędznie się w depresję

      oraz piekna ilustracja na samospełniające się przepowiednie
    • alienka2 Re: happy day... 08.06.05, 15:32
      chyab jednak zawsze trzeba szukać tego co choć trochę cieszy
      nawet jeśli miało być to zamiatanie liści przed domem
      pomalowanie szafki
      zagranie w grę
      zrobienie żarcia eksperymentalnego
      kupienie rybki z akwarium
      no czasem to pomaga
      tak mi się wydaje

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka