IP: 195.164.13.* 12.09.01, 13:07
Jestem w rozterce! Jakiś czas temu dowiedziałam się o tym że jestem od kilku
miesięcy zdradzana.Przeprowadziłam "rzeczową rozmowę". Mój partner (10 lat
związku) prosił o czas dla najmniej bolesnego rozwiązania "spraw". Dostał czas
i zdecydował się kontynuować nasz związek. Wszystko na pozór wróciło do normy ,
oprócz mojego do niego zaufania". Nie jestem w stanie uwierzyć że "wrócił" , że
mnie kocha , że już nie jest zaangażowany gdzie indziej(choć to deklaruje). Z
drugiej strony po co (pytam sama siebie ) miałby tkwić w niesatysfakcjonującym
związku ze mną. Nie mdlałam i nie płakałam, mógł odejść "z godnością".
Obiektywnie rzecz biorąc nie ułatwia mi sprawy jego milczenie na "nasz" temat ,
a także niezbyt moim zdaniem otwarte wyjaśnienia na moje nieśmiałe pytania
gdzie był jak go niebyło.Generalnie zachowuje się jakby nic się nie stało i
możnaby żyć jak wcześniej.Przyznaję że przez cały nasz związek osobne wyjścia
(obojga) nie były nigdy problemem. Zastanawiam się czy to histeria , iść do
lekarza!!!
Obserwuj wątek
    • Gość: ja Re: zaufanie IP: *.ostrow-wielkopolski.sdi.tpnet.pl 12.09.01, 18:08
      a Ty byś pewnie chciała żeby tak zaraz wszystko było tak jak było! Każda rana
      musi się zagoić! KAZDA! I to potrwa. Czasami długo - ba, i się jątrzy. Chyba
      jednak będzie dobrze. Byle tylko nie zwariować, bo to nic nie zmieni. Mam
      nadzieję, że był to pojedynczy wyskok i chyba mu naprawdę zależy na Tobie...
      :o)) bądź dobrej myśli. Gdyby było inaczej - wypiąłby się - i tyle byś go
      widziała! Pozdrawiam
      • Gość: Nana Re: zaufanie IP: *.chello.pl 15.09.01, 01:02
        A czy nie nie przyszło Ci na myśl, że tak jest dla niego po prostu wygodniej.
        Wie czego się może spodziewać w swoim stałym związku; obiadek, ciepłe kapcie i
        czysta koszula codziennie oraz poczucie stałości i bezpieczeństwa. Coś co się
        dla faceta bardzo liczy. A przy tym całym dobrodziejstwie..... zawsze może
        sobie wyskoczyć w bok dla podniesienia adrenalinki i męskiej dumy.
        • Gość: Nana Re: zaufanie IP: 195.164.13.* 10.10.01, 13:15
          To co napisałeś to szczera prawda!!! niestety moje dotychczasowe doświadczenie
          nie opiewa na robienie awantur. Nie potrafię zapytać kto dzwonił, co robił ,
          gdzie był bez zadawanie sobie gwałtu. matko jedyna przecież wiem że to on
          powinien mnie gonić , a nie goni to pewne!!!!!!
          • Gość: ona Re: zaufanie IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 10.10.01, 13:44
            TO TERAZ SOBIE WYOBRAZ JAK ZA PARE MIESIECY ZACZYNASZ ODCZUWAC PANICZNY STRACH
            SCISKAJACY CI ZOLADEK BO: ON SIE SPOZNIA 15, 30 60 MINUT; MA SLUZBOWE
            SPOTKANIE; DZIWNE TELEFONY WIECZOROWA PORA; NOWE TOBIE NIEZNANE KOLEZANKI; SMSy
            KTORYCH DO TEJ PORY NIE DOSTAWAL, ITD, ITP... a ty sie boisz go zapytac gdzie i
            z kim byl i popadasz w coraz wieksza paranoje... i, nie daj Boze, zaczynasz
            obwiniac wylacznie siebie, a wasz cudowny zwiazek coraz bardziej przypomina
            farse... apotem jeszcze dolaczaja sie do tego komentarze znajomych, ktorzy
            widzieli twego lubego gdzies i z kims...

            ja bylam taka naiwna glupia idiotka przez pare lat i pare takich akcji, az mi
            sie amplituda tych wyskokow skrocila do miesiaca... wlasnie przestalam i jestem
            bardzo szczesliwa. jak bylo raz, bedzie i drugi. niestety. jesli nie macie
            dzieci, to daj szanse przede wszystkim sobie. badz dzielna.
    • Gość: fnoll Re: zaufanie IP: *.ds.uj.edu.pl 16.09.01, 00:24
      myślę, że to on powinien przywrócić w tobie zaufanie do
      niego, ale jeśli traktujesz go ze zbyt wielką wyrozumiałością,
      to może się po prostu nie czuć do tego zmotywowany, jeśli dla
      niego wszystko jest w porządku - bo gdy ktoś ci wyrządza krzywdę,
      naturalnym jest, że reaguje się agresywnie, nawet wobec osoby
      którą się kocha, także może na wstępie rozbij mu coś na głowie i
      powiedz dlaczego, miłość potrzebuje energicznych działań, inaczej
      zamienia się w cieplutkie i wygodne, aczkolwiek nudnawe przywiązanie

      pozdro!
    • Gość: Kasia Re: zaufanie IP: 213.25.195.* 10.10.01, 13:37
      Witaj, Lila. Wybacz, ale czegos tu nie rozumiem. Jak to "zdecydowal sie
      kontynuowac nasz zwiazek"? W tych slowach pokazujesz, ze to on mial ostateczne
      zdanie w tej kwestii. Zdradza Cie, kiedy chce i kontynuuje zwiazek, kiedy chce?
      A gdzie w tym wszystkim jestes TY?!?!? Obawiam sie, ze rzeczywiscie woli
      ustabilizowany tryb zycia i obiadek i kapciuszki... i boi sie ryzyka... Bo Ty
      go nie pytasz o nic i zgadzasz sie na wszystko... To chyba nie tak, Lila.
      Przepraszam, ale nie wyobrazam sobie, zebym nie wiedziala, gdzie moj maz byl i
      o ktorej wroci - sama go o to nie wypytuje, mowi mi SAM. I to jest dobry uklad.
      Szczery mozna powiedziec. Ty chcesz isc do lekarza?!?!? Dziewczyno, Tobie
      potrzeba duzo czasu na wylizanie ran. I w miare normalne zycie. Zycie od
      poczatku. Bo nie wyobrazam sobie, zeby przejsc po tym wszystkim do porzadku
      dziennego. Na to trzeba tygodni, miesiecy, a moze lat. Zeby zaufac najblizszej
      osobie, ktora tak zranila. Z calego serca Tego Ci zycze.
      • Gość: Malwina Re: pekniety dzban IP: *.abo.wanadoo.fr 10.10.01, 13:56
        mozna skleic, owszem. ale czy widzieliscie pod lupa ilosc obrzydliwych bakterii ktore siedza w
        peknieciu ? i wy z tego mozecie pic ????????????????,
        • Gość: ona Re: pekniety dzban IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 10.10.01, 13:59
          ja nie.
          • Gość: sebo Re: pekniety dzban IP: 220.20.200.* 10.10.01, 14:09
            Nic nie jest oczywiste.
            Równie dobrze jak bakterie, można sobie woybrazić sterylną próżnię i życie w
            ciągłym głodzie.
            Jednak zgadzam się ślad po sklejeniu zostanie na zawsze.
            • Gość: kreska Re: pekniety dzban IP: 10.129.132.* / *.acn.pl 13.10.01, 09:50
              Gość portalu: sebo napisał(a):
              > Jednak zgadzam się ślad po sklejeniu zostanie na zawsze.

              No to co? Ślad zostaje zawsze i po wszystkim. Z takej obawy można by niczego nie
              przeżyć.

        • Gość: Momo Re: pekniety dzban IP: *.cezex.pl 10.10.01, 14:56
          Gość portalu: Malwina napisał(a):

          > mozna skleic, owszem. ale czy widzieliscie pod lupa ilosc obrzydliwych bakterii
          > ktore siedza w
          > peknieciu ? i wy z tego mozecie pic ????????????????,

          A ile roztoczy siedzi na każdym milimetrze naszego ciała, brrrrrr, obrzydliwość
          ((, ale i one sa potrzebne. Moim zdaniem przykład nietrafiony ZUPEŁNIE.
          Ale swoja drogą nie wyobrażam sobie, aby od początku istnienia związku wyrobić
          złe zwyczaje, które być może miały jakiś tam wpływ na postepowanie faceta Lili -
          ona o nic nie pyta, on NIGDY nie musi się tłumaczyć, a więc droga wolna - i to
          dopiero jest niezdrowe, a wtedy tylo ostre cięcie.
          Powodzenia, jaką kolwiek decyzje byś podjęła, Momo

          • Gość: Lila Re: pekniety dzban IP: 195.164.13.* 10.10.01, 16:28
            Gość portalu: Momo napisał(a):

            > Gość portalu: Malwina napisał(a):
            >
            > > mozna skleic, owszem. ale czy widzieliscie pod lupa ilosc obrzydliwych bak
            > terii
            > > ktore siedza w
            > > peknieciu ? i wy z tego mozecie pic ????????????????,
            >
            > A ile roztoczy siedzi na każdym milimetrze naszego ciała, brrrrrr, obrzydliwość
            > ((, ale i one sa potrzebne. Moim zdaniem przykład nietrafiony ZUPEŁNIE.
            > Ale swoja drogą nie wyobrażam sobie, aby od początku istnienia związku wyrobić
            > złe zwyczaje, które być może miały jakiś tam wpływ na postepowanie faceta Lili
            > -
            > ona o nic nie pyta, on NIGDY nie musi się tłumaczyć, a więc droga wolna - i to
            > dopiero jest niezdrowe, a wtedy tylo ostre cięcie.
            > Powodzenia, jaką kolwiek decyzje byś podjęła, Momo
            To nie od zawsze tak było . Kiedyś to zaufanie było i bakterie po nim nie latały.
            Teraz też nie wiem czy latają , może tylko w mojej wyobraźni!!! on mówi gdzie
            idzie i kiedy wróci(prawie zawsze) tyle że ja w to nie wierzę. Obawiam się że za
            chwilę będę skłonna grzebać po kieszeniach i szukać śladów szminki, a tego bardzo
            nie chcę bo co to za związek gdzie niema zaufania. Nie stać mnie na racjonalną
            analizę tego co się dzieje choć nie jestem typem słotkiej idiotki nie moge się
            jednak zachowywać "rozsądnie" i to okropnie mi doskwiera.
            >

    • Gość: kika Re: zaufanie IP: 195.164.13.* 12.10.01, 15:50
      Zaufanie jest bardzo ważne i nie można w żadnym wypadku życ bez niego . Ja bym
      poprostu powiedziała że nie masz zaufania i wolałabyś wiedzieć gdzie idzie i co
      robi i po tej deklaracji poprostu bym pytała. Tobie wolno mieć wątpliwości a on
      powinien to rozumieć. Wiele rzeczy teraz powinien zrozumieć i bardzo wiele
      zrobić!!!!!! Ty też (bo nie ma róży bez ognia)ale on nie musi o tym wiedzieć.
      Możesz sobie nawet dyskretnie pogrzebać w kieszeniach ( na wojnie wszystkie
      chwyty dozwolone)ale panmiętaj że możesz cos znaleźć. Bądz gotowa na najgorsze
      może będziesz musiała go wykreślić, wykasować ze swojego życia. Czy jesteś na
      to gotowa , czy chcesz walczyć i wygrać. Nie napisałam przegrać bo choć to Cię
      zdziwi to po zastanowieniu przyznasz mi rację ...ZAWSZE BEDZIESZ WYGRANA...
    • Gość: Mina Re: zaufanie IP: *.turboline.skynet.be 13.10.01, 06:54
      Lila - po pierwsze, nie podejmuj zadnych decyzji pod wplywem emocji. Daj sobie
      czas. Po drugie, nie zamartwiaj sie niewiernym. Wrocil, przyjelas go - ok, a
      teraz zajmij sie soba, a nie nim. Sprawiaj sobie przyjemnosci, zmien troche
      tryb zycia, wychodz (niekoniecznie z nim), spedzaj egoistycznie czas na tym, co
      Cie pasjonuje. Niech sobie sam wyprasuje koszule i przygotuje kolacje dla Was
      obojga. Zobaczysz, czy rzeczywiscie chodzilo o powrot do Ciebie (bo chyba mimo
      calej beztroski zdaje sobie pan mezus sprawe, ze Cie zranil, wiec masz prawo
      odreagowac), czy tez o te wyprasowana koszule i obiadek na czas. Trzymaj sie.
      • Gość: kreska Re: zaufanie IP: 10.129.132.* / *.acn.pl 13.10.01, 10:23
        >Gość portalu: Lila napisał(a): Gość portalu: Momo napisał(a): Gość portalu:
        Malwina napisał(a):

        I inni, to miłe, prawda? I ja też Ci piszę:
        Lilu, wszyscy "goście" coś Ci piszą. Nawet jedna feministka (osobny temat tu
        pomińmy).
        Ale, ciekawe zagadnienie - dlaczego powołując się na różne jednostkowe
        doświadczenia, przekazywane Ci w dobrej wierze zapewne, miałabyś podjąc /
        zaniechać jakies działanie? Któryś [młodzieniec ;-) jak sądzę] oznajmia, że "nie
        widział jeszcze". No tak, a ja "widziałam". Czy jesteś statystczna osobą?
        Obraźliwe przypuszczenie ...
        Dlatego skłaniam się do poparcia tego, co <<Gość portalu:>> Mina napisał(a):

        > Lila - po pierwsze, nie podejmuj zadnych decyzji pod wplywem emocji. Daj sobie
        > czas.
        Czas - daje nowe spojrzenie. Szanse na mądrość. Czemu nie spróbować?
        Różne rzeczy bolą i to nie jest takie znowu bolesne ;-)

        > Po drugie, /.../ > teraz zajmij sie soba, a nie nim.
        Popieram.
        > spedzaj egoistycznie czas na tym, co
        Nie popieram nazewnictwa. To jest spedzaj leczniczo, na tym co Ci sprawia
        przyjemność, a nie "egoistycznie".
        >
        > Niech sobie sam wyprasuje koszule i przygotuje kolacje dla Was
        > obojga.
        Co Wy tak o tych koszulach ??? Sami nie potrafia, Ci Wasi faceci ??? Dziwne ...
        Albo tak samo pracują jak Wy, albo mają "stanowiska" - to stać ich na pralnie (z
        prasowaniem), albo Wy nie pracujecie i wtedy dalsze rozważania, typu albo, albo.

        Czy naprawdę tylko mężczyzna potrzebuje "ciepełka" = bezpieczeństwa?
        A TY? A Twoje bezpieczeństwo?
        To jest temat do zdefiniowania na nowo, a nie "pytac czy nie pytać co robi, jak
        go nie ma"?
        Co robi, to jego sprawa. "Mój" lubi opwiedzieć co robił (co robił - czas
        przeszły, a nie co robi-będzie robił! To już różnie. Ja też, ale ja tak mam, to
        nie dbałość o równowagę sił ;-))) A Twój nie lubi?
        No cóż...
        To zajmij sie sobą (zawsze warto) i
        > Zobaczysz, czy rzeczywiscie chodzilo o powrot do Ciebie (bo chyba mimo
        > calej beztroski zdaje sobie pan mezus sprawe, ze Cie zranil, wiec masz prawo
        > odreagowac), czy tez o te wyprasowana koszule i obiadek na czas.
        > Trzymaj sie.

        Bardzo się trzymaj :-)
        Kreska



    • Gość: Bolek Re: zaufanie IP: 195.164.13.* 15.10.01, 12:18
      Kobieto, jak facet zostaje to chce zostać. Może walczy ze sobą bo jak wiadomo
      nowe jest zawsze excytujące. Moim zdaniem to dobry chłop i ja bym mu dał szansę.
      • Gość: Lila Re: zaufanie IP: 195.164.13.* 15.10.01, 12:36
        Gość portalu: Bolek napisał(a):

        > Kobieto, jak facet zostaje to chce zostać. Może walczy ze sobą bo jak wiadomo
        > nowe jest zawsze excytujące. Moim zdaniem to dobry chłop i ja bym mu dał szansę
        > .

        ...jednak nie chodzi o to że łaskawca został tylko co robi żebym ja chciała żeby
        został . Dlaczego tak odważnie zakłada że JA CHCE ZEBY ZOSTAŁ BEZWARUNKOWO. Jasne
        że to nie jest bezwarunkowe. Musi chcieć i ja muszę chcieć!!! Jednak ja nie
        jestem panienką z okienka, która koniecznie musi mieć koło siebie jakiekolwiek
        portki.Znamy się , przez lata byliśmy także przyjaciłmi. Tym bardziej dziwi minie
        jego zachowanie teraz , bo zna mnie (chyba) i wie że to nie żarty (chyba). Jestem
        coraz skłonniejsza do twierdzenia przed którym się broniłam cała życie, że chłop
        to chłop i basta. Skoro tak kochał szalenie to dlaczego nie miał kurka odwagi
        związać się z tą kobietą...Kurka a może to ona nie chciała... muszę pomyśleć .
        • Gość: iwona Re: zaufanie IP: *.elblag.dialog.net.pl 15.10.01, 13:05
          Czytam uważnie i zdaje mi się,że wiesz co zrobić tylko brakuje Ci jakiegoą
          bodzca!Ja ,

          w opisywanej przez Ciebie sytuacji,nie chciałabym i nie umiałabym żyć w zgodzie
          z sobą.
        • Gość: guerra Re: nie obwiniaj siebie!!! IP: *.*.*.* 15.10.01, 13:10
          Może to ona nie chciała, bo ma wlasna rodzine, a twoj mąż był dla niej tylko
          przejściową przygodą. Proszę nie obwiniaj siebie, bo to on zawiódł twoje
          zachowanie. Stwierdzenie, że gdybyście sobie o wszystkim mówili do tego by nie
          doszło to bujda. Można o wszystkich wyjściach mówić, tylko nie każdy kieruje sie
          tam gdzie mówi że idzie. Trzymaj się, bo nie wiem czy to koniec twojej historii.

    • Gość: kwieto Re: zaufanie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.10.01, 13:28
      Wiesz... decyzje musisz podjac sama. I tylko Ty bedziesz za nia odpowiadac.
      A pytanie kogokolwiek na forum mija sie z celem, bo nikt Cie nie zna tak na
      prawde, ani nie zna calej sytuacji.
      Nieznamy tez Jego, wiec cala dyskusja tutaj jest wlasciwie gra do jednej bramki
      - on nie ma szans sie bronic w sadzie ktory sie tutaj odbywa.

      Tak naprawde mam wrazenie, ze Ty wiesz juz co chcesz zrobic, i szukasz tylko
      uzasadnienia dla Twojej decyzji - ale wlasciwie dlaczego? To Twoj wybor, wiec
      nie musisz uzyskiwac na niego zgody od kogokolwiek
      • Gość: Lila Re: zaufanie IP: 195.164.13.* 15.10.01, 14:02
        Gość portalu: kwieto napisał(a):

        > Wiesz... decyzje musisz podjac sama. I tylko Ty bedziesz za nia odpowiadac.
        > A pytanie kogokolwiek na forum mija sie z celem, bo nikt Cie nie zna tak na
        > prawde, ani nie zna calej sytuacji.
        > Nieznamy tez Jego, wiec cala dyskusja tutaj jest wlasciwie gra do jednej bramki
        >
        > - on nie ma szans sie bronic w sadzie ktory sie tutaj odbywa.
        >
        > Tak naprawde mam wrazenie, ze Ty wiesz juz co chcesz zrobic, i szukasz tylko
        > uzasadnienia dla Twojej decyzji - ale wlasciwie dlaczego? To Twoj wybor, wiec
        > nie musisz uzyskiwac na niego zgody od kogokolwiek

        Masz wiele racji. Rzeczywiście zrobię to co zechcę tak jednak ze mną jest , że
        łatwiej mi o racjonalne oceny gdy piszę. Masz też rację że On nie może się
        bronić , a właściwie nie tyle bronić co "wypowiedzieć". Nie zamierzam też jakoś
        go specjalnie oczerniać.Jest winny zdrady i albo oboje z tego wyjdziemy albo
        oboje spaprzemy sobie życie.Mam żal o to że wydaje się tego nie wiedzieć. Myślę
        że można zachować do partnera szacunek(a więc także miłość) gdy gra w otwarte
        karty np.pa kochanie lub ok to można ratować. Chowanie głowy w piasek nic tu nie
        da.Jednak to nie on zawędrował na to forum lecz ja i chyba mogę mieć takie
        okropnie subiektywne sądy. Jak widać (przeczytałam także swoje wypowiedzi)
        uspakajam się i chyba mniej nerwowo myślę o wszystkim. Pewnie nie obejdzie się
        bez rozmowy z Nim ale prawdę powiedziawszy sądziłam że jakiś mądry człowiek
        podrzuci jakiś przepis na zachowanie w mojej sytuacji. Jasne że wiem że to
        idealizm , ale bardzo nie chcę (ciągle)kolejnej dyskusji na bolesne tematy, to
        chyba normalne że mam ochote od tego uciec , choć wiem że się nie uda.A może
        jednak...nie sądzę żeby "rozmowa " była jekiem na wszystko.
    • Gość: Monika Re: zaufanie IP: 217.67.195.* 15.10.01, 16:31
      > Jestem w rozterce! Jakiś czas temu dowiedziałam się o tym że jestem od kilku
      > miesięcy zdradzana.Przeprowadziłam "rzeczową rozmowę". Mój partner (10 lat
      > związku) prosił o czas dla najmniej bolesnego rozwiązania "spraw". Dostał czas
      > i zdecydował się kontynuować nasz związek. Wszystko na pozór wróciło do normy ,
      > oprócz mojego do niego zaufania". Nie jestem w stanie uwierzyć że "wrócił" , że
      > mnie kocha , że już nie jest zaangażowany gdzie indziej(choć to deklaruje). Z
      > drugiej strony po co (pytam sama siebie ) miałby tkwić w niesatysfakcjonującym
      > związku ze mną.

      Lilu. Mam podobny problem, chociaz moj maz nadal jest zaangazonany uczuciowo poza
      naszym malzenstwem. Mowi, ze walczy z tym i nie chce ode mnie odejsc, bo wciaz
      mnie kocha.
      Niestety, ja nie umiem wybaczyc zdrady i zyc w przeswiadczeniu, ze cos podobnego
      moze sie jeszcze zdarzyc w przyszlosci.
      Postanowilam odejsc. Bedzie to trudne, ale chyba to najlepsze rozwiazanie.
      Nie wiem, co musialo by sie wydarzyc taraz, abym zmienila swoja decyzje.
      Dla mnie zdrada, nie tylko nadwyreza zaufanie, ale je po prostu zabija.
      Moze bedziesz miala wiecej sily, aby przetrwac.
      Pozdrawiam,
      Minika
      • Gość: Lila Re: zaufanie IP: 195.164.13.* 16.10.01, 16:06
        Pewnie masz rację , pewnie to się nie da wybaczyć a napewno zapomnieć ale co
        zrobić nie jestem w stanie wyobraźić sobie siebie bez niego. Zbyt dobrze
        pamiętam te lata gdy było tak dobrze. Na razie nic na to nie umiem poradzić ,
        choć to wbrew zdrowemu rozsądkowi!!!
        • Gość: Monika Re: zaufanie IP: 217.67.195.* 16.10.01, 16:32
          > nie jestem w stanie wyobraźić sobie siebie bez niego. Zbyt dobrze
          > pamiętam te lata gdy było tak dobrze. Na razie nic na to nie umiem poradzić ,
          > choć to wbrew zdrowemu rozsądkowi!!!

          Lilu, jesli uwazasz, ze nie potrafilabys zyc bez niego i umiesz wybaczyc, to
          przetrwaj, a moze jeszcze bedziecie szczesliwym malzenstwem.
          Kazdy z nas jest inny, kazdy podejmuje wlasne decyzje, a potem ponosi ich
          konsekwencje.
          Dla mnie nie ma pewnych rzeczy, dla sa akceptowalne.
          Pozdrawiam i zycze szczescia.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka