Gość: lila
IP: 195.164.13.*
12.09.01, 13:07
Jestem w rozterce! Jakiś czas temu dowiedziałam się o tym że jestem od kilku
miesięcy zdradzana.Przeprowadziłam "rzeczową rozmowę". Mój partner (10 lat
związku) prosił o czas dla najmniej bolesnego rozwiązania "spraw". Dostał czas
i zdecydował się kontynuować nasz związek. Wszystko na pozór wróciło do normy ,
oprócz mojego do niego zaufania". Nie jestem w stanie uwierzyć że "wrócił" , że
mnie kocha , że już nie jest zaangażowany gdzie indziej(choć to deklaruje). Z
drugiej strony po co (pytam sama siebie ) miałby tkwić w niesatysfakcjonującym
związku ze mną. Nie mdlałam i nie płakałam, mógł odejść "z godnością".
Obiektywnie rzecz biorąc nie ułatwia mi sprawy jego milczenie na "nasz" temat ,
a także niezbyt moim zdaniem otwarte wyjaśnienia na moje nieśmiałe pytania
gdzie był jak go niebyło.Generalnie zachowuje się jakby nic się nie stało i
możnaby żyć jak wcześniej.Przyznaję że przez cały nasz związek osobne wyjścia
(obojga) nie były nigdy problemem. Zastanawiam się czy to histeria , iść do
lekarza!!!