Gość: pysia
IP: 217.96.104.*
09.08.02, 10:20
zaczęło się na jesieni - późniejszy powrót do domu (godzina, dwie), a prace
planowo kończy o 18 albo o 20 + godzina drogi do domu. Rzekomo nadgodziny, co
w sezonie jest niby normalne. Wydało się szybko po sprawdzeniu paska - nie
było wtedy żadnych nadgodzin. Co jakiś czas awantura o wysokie rachunki
telefoniczne (łącznie z płatnymi liniami, to już od paru lat). Ja w tym
czasie kupa obowiązków - pośpiech przy wyjściu z pracy (do 17. trzeba odebrać
starsze), odbiór dzieci, powrót (bez zatrzymywania się to już 18), szybka
kolacja, sprawdzenie lekcji, w międzyczasie inne prace domowe, usypianie
dzieci (z płaczem starszej że musi usypiać sama i z płaczem młodszej że znowu
nie widzi taty). I padam ze zmęczenia. W weekendy - mąż w pracy (wolny co 3
weekend, albo i to nie, święta w większości pracujące), ja z dziećmi
(odrabianie zaległości w domu, czas dla dzieci - kinderbale, kino, spacery,
gry - cierpią na brak rodziców). Gdy mąż ma wolne ja i dzieci jesteśmy poza
domem (praca, szkoła, przedszkole) - pracuje wtedy w domu, wykańczamy dom. W
te dni wieczory mam "wychodne" - co dwa tygodnie wieczór na zakupy
(spożywcze), inne dni to dentysta, lekarz, fryzjer jak muszę itd. Ja się
wykończyłam zdrowotnie - (nerwica, nadciśnienie), muszę znaleźć dodatkowy
czas na lekarzy. Powinnam zadbać o siebie. Dochodzą firmowe imprezy męża i
moja praca w nietypowych godzinach (czasami też weekendy). W pacay kłopoty -
za mało w niej siedzę (bo spieszę się do dzieci). Rzadko jestesmy razem.
Teraz jest łatwiej - w weekendy dzieci chodzą później spać - można się umówić
ze znajomymi, wigilie też mozna zacząć o 21. Do tego dochodzi brak gotówki
(spłacamy kredyt na dom).
Mąż nadal znajduje preteksty by po pracy pobyć w Internecie - głównie czaty
towarzyskie. Na nic się zdają tłumaczenia, że dla mnie jest ważne byśmy
czasami zjedli razem kolacje w domu. Do tego doszły SMS-y do panienek
(podobno tych z internetu). Na wczasach ledwo mógł wytrzymać bez internetu
(ie zgodziłam sie na kawiarenkę internetową.)Na ponad 100 wysłanych sms-ów do
mnie jest 1,2. To ja głównie do niego dzwoniłam, on rzekomo nie miał czasu (a
komórka wskazuje inne rozmowy).
Czuje się oszukiwana. W jego rodzinie małżeństwa "dla dobra dzieci" lub
rozwody z powodu zdrady to normalka.
Nie rozumnie że czuję się oszukiwana. Dla niego to niewinne rozmowy. Ja
widziałam nieszczęśliwe zakończenia takich historii.
Co powinnam zrobić? Sytuacja finansowa fatalna. Jesteśmy zadłużeni, większość
pieniędzy idzie na spłatę kredytów, ale może powinnam pomyślec o podziale
majątku (zarabiam dwa razy tyle co mąż, w dom zainwestowałam panieńskie
mieszkanie - ale tego nie mam jak udowodnić, moi rodzice chcą nam pożyczyć na
wykończenie). Jeżeli majątek podzielimy teraz, to w razie rozwodu będę mu
mniej spłacać. Problem - czy to są duże koszty? Muszę myśleć o dzieciach -
społeczna szkoła kosztuje, być może będę musiała znaleźć płatną pomoc do
odwożenia dzieci, czy pomocy w domu. Rodzice niestety paredziesiąt kilometrów
dalej - ale wiem że na ich pomoc też mogę liczyć.
Mąż twierdzi, że mnie kocha. A wszystko to podobno moja wina, bo nie jestem
czuła (jak moge być czuła gdy czuję się oszukiwana?). Jest dobrym ojcem jak
jest z dziećmi, lepszym niż ja w roli znerwicowanej matki (ciągle szybciej,
szybciej, bo znów się spóźnimy).
Na poprawę straciłam nadzieję. A chyba nie chcę się pogodzić z rolą
oszukiwanej i zaniedbywanej żony. A jeśli jest też i zdrada, skąd mogę
wiedzieć? Nie chcę też szukać pocieszenia w internecie lub u rzeczywistych
kolegów. Chyba wolę samotność.
Proszę o pomoc - co robić?
Pysia