Dodaj do ulubionych

internet a zdrada

IP: 217.96.104.* 09.08.02, 10:20
zaczęło się na jesieni - późniejszy powrót do domu (godzina, dwie), a prace
planowo kończy o 18 albo o 20 + godzina drogi do domu. Rzekomo nadgodziny, co
w sezonie jest niby normalne. Wydało się szybko po sprawdzeniu paska - nie
było wtedy żadnych nadgodzin. Co jakiś czas awantura o wysokie rachunki
telefoniczne (łącznie z płatnymi liniami, to już od paru lat). Ja w tym
czasie kupa obowiązków - pośpiech przy wyjściu z pracy (do 17. trzeba odebrać
starsze), odbiór dzieci, powrót (bez zatrzymywania się to już 18), szybka
kolacja, sprawdzenie lekcji, w międzyczasie inne prace domowe, usypianie
dzieci (z płaczem starszej że musi usypiać sama i z płaczem młodszej że znowu
nie widzi taty). I padam ze zmęczenia. W weekendy - mąż w pracy (wolny co 3
weekend, albo i to nie, święta w większości pracujące), ja z dziećmi
(odrabianie zaległości w domu, czas dla dzieci - kinderbale, kino, spacery,
gry - cierpią na brak rodziców). Gdy mąż ma wolne ja i dzieci jesteśmy poza
domem (praca, szkoła, przedszkole) - pracuje wtedy w domu, wykańczamy dom. W
te dni wieczory mam "wychodne" - co dwa tygodnie wieczór na zakupy
(spożywcze), inne dni to dentysta, lekarz, fryzjer jak muszę itd. Ja się
wykończyłam zdrowotnie - (nerwica, nadciśnienie), muszę znaleźć dodatkowy
czas na lekarzy. Powinnam zadbać o siebie. Dochodzą firmowe imprezy męża i
moja praca w nietypowych godzinach (czasami też weekendy). W pacay kłopoty -
za mało w niej siedzę (bo spieszę się do dzieci). Rzadko jestesmy razem.
Teraz jest łatwiej - w weekendy dzieci chodzą później spać - można się umówić
ze znajomymi, wigilie też mozna zacząć o 21. Do tego dochodzi brak gotówki
(spłacamy kredyt na dom).
Mąż nadal znajduje preteksty by po pracy pobyć w Internecie - głównie czaty
towarzyskie. Na nic się zdają tłumaczenia, że dla mnie jest ważne byśmy
czasami zjedli razem kolacje w domu. Do tego doszły SMS-y do panienek
(podobno tych z internetu). Na wczasach ledwo mógł wytrzymać bez internetu
(ie zgodziłam sie na kawiarenkę internetową.)Na ponad 100 wysłanych sms-ów do
mnie jest 1,2. To ja głównie do niego dzwoniłam, on rzekomo nie miał czasu (a
komórka wskazuje inne rozmowy).
Czuje się oszukiwana. W jego rodzinie małżeństwa "dla dobra dzieci" lub
rozwody z powodu zdrady to normalka.
Nie rozumnie że czuję się oszukiwana. Dla niego to niewinne rozmowy. Ja
widziałam nieszczęśliwe zakończenia takich historii.
Co powinnam zrobić? Sytuacja finansowa fatalna. Jesteśmy zadłużeni, większość
pieniędzy idzie na spłatę kredytów, ale może powinnam pomyślec o podziale
majątku (zarabiam dwa razy tyle co mąż, w dom zainwestowałam panieńskie
mieszkanie - ale tego nie mam jak udowodnić, moi rodzice chcą nam pożyczyć na
wykończenie). Jeżeli majątek podzielimy teraz, to w razie rozwodu będę mu
mniej spłacać. Problem - czy to są duże koszty? Muszę myśleć o dzieciach -
społeczna szkoła kosztuje, być może będę musiała znaleźć płatną pomoc do
odwożenia dzieci, czy pomocy w domu. Rodzice niestety paredziesiąt kilometrów
dalej - ale wiem że na ich pomoc też mogę liczyć.
Mąż twierdzi, że mnie kocha. A wszystko to podobno moja wina, bo nie jestem
czuła (jak moge być czuła gdy czuję się oszukiwana?). Jest dobrym ojcem jak
jest z dziećmi, lepszym niż ja w roli znerwicowanej matki (ciągle szybciej,
szybciej, bo znów się spóźnimy).
Na poprawę straciłam nadzieję. A chyba nie chcę się pogodzić z rolą
oszukiwanej i zaniedbywanej żony. A jeśli jest też i zdrada, skąd mogę
wiedzieć? Nie chcę też szukać pocieszenia w internecie lub u rzeczywistych
kolegów. Chyba wolę samotność.
Proszę o pomoc - co robić?
Pysia
Obserwuj wątek
    • Gość: Sol Re: internet a zdrada IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.08.02, 12:44
      dlaczego zamiast szukac czasu dla Was znalazl czas na internet? Dlaczego woli
      te "panienki z netu"? Wiesz? Pytalas? On wie jak sie czujesz? Boje sie...jesli
      u niego w rodzinie zwiazek istnieje pro forma bo sa dzieci...
      Oboje zagonieni, wiesz, ze to przez to...
      U niego to pragnienie kontaktu z internetem zakrawa na nalog.
      Bardzo daleko zaszla ta sytuacja.
      Przykro mi, nie chce pisac glupich rad-porozmawiaj, wytlumacz, spytaj
      dlaczego...Bo pewnie to wszystko robilas.
      Ludzie, dalaczego tak gonicie za pieniedzmi, domem, lepszym zyciem a oddalacie
      sie od siebie. Gubicie po drodze szczescie...
      Trzymaj sie cieplo.
    • Gość: pysia Re: internet a zdrada IP: 217.96.104.* 09.08.02, 14:43
      żebym nie została źle zrozumiana. Nasza praca to to co lubimy robić. Niestety
      wymaga ona dziwnych godzin pracy.
      Mąż mógłby zmienić pracę na wykonywaną od poniedziałku do piątku - ale musiałby
      zrezygnować z tego co lubi robić na rzecz pracy "biurowej", dużo nudniejszej,
      dającej mniej satysfakcji (co śmieszniejsze - pieniądze te same). Dla mnie
      lepiej, dla niego nie.
      Ja też pracuję w zawodzie, o którym zawsze marzyłam. Jak zaczynałam był to
      marny zawód (rozpacz rodziny co ja robię), teraz - zarobki są w porządku. Ale
      nie da się od 8 do 16 i do domu.
      Sama wiem jak trudno byłoby mi robić coś mniej ciekawego i dlatego uważam, że
      nie mogę wymagać od męża zmiany pracy.
      Wiem też że ja mogłabym zarabiać więcej w innej firmie (co rozwiązało by nasze
      problemy finansowe)- ale to już wymagałoby pełnego oddania się pracy, zero
      czasu dla rodziny i na to też nie pujdę (chyba że dzieci będą duże).
      Pieniądze - to nie tu leży nasz problem.
    • nieto Re: internet a zdrada 09.08.02, 17:39
      Pysiu, najbardziej NIE zrozumie Ciebie Ktosia, ale wymana pogladow moze byc
      cenna dla obu stron
      nieto

      -------------------------------------------------------------------------------
      Internetowy trójkąt
      Autor: Gość: Ktosia IP: *.sympatico.ca
      Data: 24-07-2002 21:52

      Witam!
      Jestem od dosc dawna osobą wolnego stanu. Zawsze unikałam kontaktow z
      zonatymi. Omijałam, bo ....nalezy taki pan do zony, bo podpisal
      kilkanascie albo i wiecej lat temu zobowiazanie, ze do smierci ..., bo
      przeciez "nie rob drugiemu, co tobie nie mile" ,itp.
      Przez przypadek, nie szukajac zadnej przygody, zaczelam korespondowac
      (e-mail) z zonatym mezczyzna, bo , to mi zaproponowal a wydal mi sie
      ciekawym i cieplym czlowiekiem.
      I co? I dzien za dniem znajomosc sie poglebiala. Czulismy sie czasami,
      ze znamy sie od 100 lat i , ze cos zaczyna kielkowac.
      I wyrzuty sumienia, ktore nie pozwalaly mi zwykle wchodzic w zwiazki z
      zonatymi, jakos nie chcialy sie odezwac. Po prostu bylo mi z tym dobrze.
      A ,że nie jestem mloda , to jakos szkoda mi sie zrobilo ,zeby zabijac
      takie uczucia, ktore zmienialo cale moje zycie w cos romantycznego.
      Zaczelam na cos czekac, czyms zyc, co juz sobie od 10 lat wykreslilam.
      No i fajnie bylo. Przez prawie rok nie zaproponowalismy sobie spotkania,
      bo ....nie wolno a i daleko od siebie mieszkamy.
      Ale oboje juz bardzo zaczynalismy byc ciekawi siebie.
      Po jednej rozmowie telefonicznej, ktorą slyszala przez przypadek (???)
      zona ,dostalam od tej pani list, ze jestem nieprzyzwoita itp .
      Nie odpisalam pani, a panu napisałam, zeby zajal sie bardziej zona, bo
      ...szkoda niszczyc , co przez tyle lat budowali i ze taki list swiadczy
      o jej milosci do niego itp.
      Nie umialam inaczej postapic.
      Jestesmy , z tym panem, do dzis w bardzo ograniczonym kontakcie
      e-mailowym. Ja cierpie bardzo. I tak zastanawiam sie,
      dlaczego zawsze ta trzecia jest tym czarnym charakterem. Przeciez, gdyby
      oni byli dobrym, dobranym malzenstwem, to taki mąz nie siedzialby noc i
      dzien na Internecie. To ona miala jego bliskosc i mozliwosc, zeby
      zapobiec temu, co zaczynało ich dzielic.
      To wg mnie oni sa winni , ze ja dzis bardzo cierpie. A oni moze (?),
      dzieki wzbudzonej zazdrosci, maja bardziej urozmaicone malzenstwo. To ja
      moze padlam ofiara ich rozgrywek. Ale TO JA jestem ta, ktora powinna
      byla uwazac i nie wchodzic w jakiekolwiek relacje z zonatym -tak jak mi
      ta pani oswiadczyla.
      A czy taka zona pomyslala kiedys, co mogloby byc , gdyby tak ona byla
      od lat samotna i gdyby znalazl sie jakis cieply pan ,ktory , po latach ,
      jakos by ją dostrzegl, docenil, dowartosciowal jako kobiete. Dlaczego
      racja jest tylko po stronie prawa? A przeciez uczucia chodza troche
      innymi drogami. Ale to ja jestem TA TRZECIA-gorsza. I mimo, ze na oczy z
      tym panem sie nie widzielismy (oprocz zdjec).
      Wiem, ze odpowiecie mi, ze to przemawia moje poczucie winy. To prawda,
      ze gdzies moje wychowanie sie odzywa, religia itp , ale czy jezeli ja
      poczułam pierwszy raz w zyciu, ze jestesmy na tej samej fali, dlaczego
      ja nie mam prawa walczyc o swoje szczescie.
      Oczywiscie nie bede, ale...pisze do Was o swoim buncie.
      Pozdrawiam - Ktosia
      • Gość: pysia Re: internet a zdrada IP: 217.96.104.* 12.08.02, 13:09
        widziałam niejeden taki związek który powstał przez przypadek. Wy na pewno też.
        Albo ciągnie się latami, ale święta, sylwester itd zawsze z żoną (która chyba
        wszystkiego sie domyśla), a Ktosia sama, w ukryciu, ciągle czekając na okruchy
        szczęścia. Albo kończy się rozpadem małżeństwa (ale na ogół z inicjatywy osoby
        zdradzanej!!!!), ale ten drugi związek też jest na ogół nieudany (oszukiwał
        pierwszą żonę to może i mnie też), bo jeżeli ktoś nie potrafi żyć w związku to
        zmiana partnerki na ogół nic nie daje (kolega ma już 3-cią żonę, ona wyszła za
        niego "bo lata jej leciały" i straciła nadzieję na inny zwiazek. Szczęścia nie
        widzę).
        Najbardziej cierpią dzieci. Znam tylko jeden związek, gdzie dzieci z radością
        przyjęły powtórne małżeństwo matki - ale tam pierwszy związek rozpadł się zanim
        zaczął drugi, a ojciec pił i bił, a drugi facet jest normalny.

        Nie chcę bylejakiego związku - z tą trzecią. Niektórym się wydaje, że to nic
        wielkiego - niewinna zabawa. Nieprawda. Na ogół smutno się kończy. W każdym
        przypadku. W internecie jest prosto - nie ma codziennych kłopotów, a partner ma
        same zalety.

        Wolę samotność, niż dzielenie partnera (nawet tylko przez internet)
      • Gość: pysia Re: internet a zdrada IP: 217.96.104.* 12.08.02, 13:14
        widziałam niejeden taki związek który powstał przez przypadek. Wy na pewno też.
        Albo ciągnie się latami, ale święta, sylwester itd zawsze z żoną (która chyba
        wszystkiego sie domyśla), a Ktosia sama, w ukryciu, ciągle czekając na okruchy
        szczęścia. Albo kończy się rozpadem małżeństwa (ale na ogół z inicjatywy osoby
        zdradzanej!!!!), ale ten drugi związek też jest na ogół nieudany (oszukiwał
        pierwszą żonę to może i mnie też), bo jeżeli ktoś nie potrafi żyć w związku to
        zmiana partnerki na ogół nic nie daje (kolega ma już 3-cią żonę, ona wyszła za
        niego "bo lata jej leciały" i straciła nadzieję na inny zwiazek. Szczęścia nie
        widzę).
        Najbardziej cierpią dzieci. Znam tylko jeden związek, gdzie dzieci z radością
        przyjęły powtórne małżeństwo matki - ale tam pierwszy związek rozpadł się zanim
        zaczął drugi, a ojciec pił i bił, a drugi facet jest normalny.

        Nie chcę bylejakiego związku - z tą trzecią. Niektórym się wydaje, że to nic
        wielkiego - niewinna zabawa. Nieprawda. Na ogół smutno się kończy. W każdym
        przypadku. W internecie jest prosto - nie ma codziennych kłopotów, a partner ma
        same zalety.

        Wolę samotność, niż dzielenie partnera (nawet tylko przez internet)
    • kwieto Re: internet a zdrada 09.08.02, 19:14
      Nie chcialbym wszystkiego sprowadzac do pieniedzy, ale wylapalem w pierwszym
      poscie wsrod utyskiwan na brak kasy "spoleczna szkola kosztuje"... A moze nie
      musi byc spoleczna, moze wystarczy publiczna ale za to rodzice wracajacy
      godzine-dwie wczesniej z pracy? Zapewnienie bytu materialnego dzieciom jest
      wazne, ale to nie jest jeszcze milosc. A dzieci pragna przede wszystkim
      milosci, kasa jest na n-tym miejscu.

      Wracajac do ukladu z mezem - poniekad sami zgotowaliscie sobie ten los. Ciagle
      biegacie ciagle sie gdzies spieszycie, pracujecie nad norme - ze trzeba? A moze
      wystarczy miec malucha a nie mercedesa, i M-3 zamiast willi z basenem, za to
      nieco wiecej czasu dla siebie?
      Kazde biega za swoimi sprawami, buzi w czasie przerwy na lunch. A potem nagle
      zdziwienie, czemu ta druga osoba staje sie coraz bardziej obca, czemu szuka
      sobie rozrywek na wlasna reke. A bo to przyjemne rozrywac sie z kims, z kim tak
      na prawde nie wiem o czym rozmawiac (poza formalnosciami typu - trzeba kupic,
      przyniesc, zrobic, dzieci sa chore, dzis w pracy bylo....), kogo przestaje
      rozumiec?
      Ze proza zycia? Proza zycia nie musi przytlaczac, to sprawa ustalenia
      priorytetow.
      Jakie sa wasze priorytety? Czy sa wspolne dla was obojga?
      • Gość: pysia Re: internet a zdrada IP: 217.96.104.* 12.08.02, 12:47
        kwieto - ja robię to co lubię. Jestem adminką. Ta praca wiąże się z
        niespodziewanymi awariami,podniesieniami systemu (oczywiście "w nietypowych
        godzinach" - jak nikt inny nie pracuje), wdrażaniem nowych projektów, systemów,
        zamknięciami miesięcy, roku itd. Równiez z tym, że ktoś inny nawalił, a ja to
        muszę naprawić. 24 godziny pod telefonem. W urlop również. Zawsze chciałam to
        robić. Ale czy wobec tego powinnam zrezygnować z życia osobistego? A może
        zostać nauczycielem informatyki, mimo iż nie cierpię uczyć, bo to jedyna praca
        od do jaką mi zaproponowano. Nawet w państwowych firmach informatyk nie może
        liczyć na unormowaną pracę. Szukając pracy okazywało się że mogę trafic tylko
        gorzej.
        Ten zawód jest modny i dobrze płatny dopiero teraz. Ja go wybrałam z pasji do
        komputerów, a nie dla pieniędzy.
        Uwolnij się od stereotypów. Dobrze płatna praca nie zawsze jest pracą
        nielubianą, wykonywana dla kasy.
        Informatycy mojego "pokolenia" to pasjonaci. Dopiero teraz ludzie wybierają
        informatykę, bo jest zawodem z przyszłością.
        Do wyboru miałam szkołę społeczną z dobrym poziomem nauki i ze świetlicą, w
        której cos się dzieje lub wydać tę kasę na opiekunkę dla dzieci.
        Nikogo nie szokuje wyjazd na urlop na Wyspy Kanaryjskie czy kupno nowego
        mercedesa, a dziwi płacenie za naukę dzieci. One chca się uczyć. Mają swoje
        pasje, które pomaga rozwijać im dobra szkoła.
        • ida_ Re: internet a zdrada 12.08.02, 18:56
          Nie wiem dlaczego, ale odnoszę wrażenie, że jestes przekonana, że to wszystko
          przez ten nieunormowany czas pracy i że praca "od-do"(Twoja, TWojego męza, lub
          Was obojga) automatycznie uzdrowi całą tą sytuację... mąz nie bedzie wysyłał
          setek SMSów do jakis tam panienek, nie bedzie siedział na czatach...

          Tylko czy aby napewno?

        • kwieto Re: internet a zdrada 12.08.02, 19:27
          Dobrze, ale musisz sobie zdawac sprawe z kosztow jakie musisz poniesc, by oddac
          sie tej pasji. I albo bardzo uwazac, by pasja nie wziela gory nad mezem, albo
          zdawac sobie sprawe, ze on moze miec na dluzsza mete tego dosc.

          Ostatnio slyszalem opowiastke, jak to pewna pani profesor na SGH zapytala
          studentow, jakiego rodzaju zone chcieliby miec - jak taka dziewczyna powinna
          wygladac, jaka byc. Cala lista cech oczywiscie, ale jako jedno z pierwszych
          miejsc - studia, ale humanistyczne, jakis uniwerek...
          Pani zapytala - "a dziewczyny z SGH? przeciez sa bardzo interesujace?"
          odpowiedz studentow - "a po co nam dziewczyna po SGH? Zeby wpadala do domu w
          przerwie na lunh i nawet nie miala czasu dac buzi?"

          Jesli oboje macie syndrom zapracowanego czlowieka - to wam nie zazdroszcze :(

          Kiedy ostatni raz robiliscie cos razem? Jakis spacer, kino?
          • Gość: weronika Re: internet a zdrada IP: *.kopernik.gliwice.pl 12.08.02, 20:52
            hmmm Kwieto chyba sie czepiasz Pysi, przeciez jej mąż mógłby znależć czas dla
            rodziny a nie dla panienek z internetu, nie uwazasz? Jesli nie ma w nim chęci
            do bycia z rodzina, to nawet wypruwajac sobie falki i tak nic sie nie zmieni.
            Myślę, że Pysia musi postawić sprawe jasno ze to juz nie są przelewki i że ona
            potrzebuje wsparcia.
            Nie widze powodu dla którego maja zmieniać prace, wszystko da sie pogodzic z
            odrobina dobrej woli. Teraz nie znam małżeństwa gdzie ludzie od do i do
            widzenia.
            Sama wracam często o 22 z pracy, a mąż najwcześniej o 20. ale jak sie chce
            spędzić troche czasu razem przy takich pracach to po skończeniu fiuu, myk do
            domku i masazyk zonie a nie jakies tam marzenia o żonie z Uniwerku, to
            smieszne. Kobieta i tak musi w jakims stopniu wyrzec sie siebie dla rodziny i
            dzieci, ale czy ma zrezygnowac ze wszystkiego np z pracy ktora sprawia jej
            radosc. Może od razu niech siuę samobiczuje rano, pozniej pojdzie uczyc
            informatyki i wroci o 15 do domu totalnie wsciekła i niezadowolona z zycia a
            wtedy jej mężulo szybko urealni wirtualne znajomosci.
            Po prostu jest problem który trzeba rozwiązać.
            Może nawet zaproponawć rozdzielnośc majątkowo, bo skoro facet bajeruje z
            laskami to może szuka nowej partnerki, wiec leiepij dmuchac na zimne. Może
            facet się opamięta jak poczuje że ciepły kącik zaczyna sie ochładzac.
            Praca w świeta? całe weekendy, to jest troche dziwne, raczej bym się
            zastanawiała jak długo trwa jego romans.
            Myślę że w tym małżeństwie przyszedł czas na rozliczenie i naprawienie
            wszystkiego albo ewentualne rozstanie.
            • kwieto Re: internet a zdrada 12.08.02, 21:31
              Czy koniecznie trzeba wszystko brac doslownie? Oczywiscie, Pysia nie musi
              zmieniac pracy i zaczynac studiow na uniwerku :")
              Chce tylko pokazac co moze byc przyczyna tego, ze maz szuka sobie kontaktow na
              boku. Moze, ale przeciez nie musi

              Natomiast to co proponujesz - "stawianie sprawy jasno" mnie troche przeraza. Bo
              zwykle jak sie "postawi sprawe jasno" to robi sie to w dosc agresywny sposob,
              co powoduje, ze druga strona blokuje sie i zamiast dialogu zaczyna sie klotnia.

              Poza tym, zrzucasz cala odpowiedzialnosc na meza. Maz do tych "rozrywek"
              ucieka. Przed czym? Dlaczego? Znudzil sie? Moze byc, ale akurat bardzo w to
              watpie, kolejne pytanie dlaczego sie znudzil? Zanim sie zacznie kogos oskarzac,
              proponuje najpierw gruntownie sie zastanowic, jakie samemu sie drewienka do
              tego ogniska dolozylo. I moze sie okazac, ze maz szuka sobie panienek, bo OBOJE
              poszkapili sprawe.
              • Gość: kate m Re: internet a zdrada IP: *.bial.pl / *.stok.bial.pl 12.08.02, 22:27
                Przydałby się tu komentarz jakiegoś żonatego pana, który utrzymuje kontakty
                internetowe z "panienkami". Zapewne to by coś wyjaśniło wszystkich
                zdezorientowanym takim zachowaniem paniom.

                Osobiście uważam, że małżeństwo Pysi przechodzi trudne chwile, nie z powodu
                kasy, czy braku czasu, ale z uwagi na mały defekt charakteru jej małżonka. Na
                pewno lepiej, że szuka znajmości w necie, niż w realu, ale to i tak jest
                według mnie zdrada.

                Pysia, może mu to przejdzie, może on jest taki typ, co to jak odkryje coś
                nowego, to świata poza nią nie widzi, a potem rzuca w kąt zabawki.

                Pozdr
              • Gość: weronika Re: internet a zdrada IP: *.kopernik.gliwice.pl 12.08.02, 22:57
                nie wziełam dosłownie:-) tylko pani która poswieca wiecej czasu dla domu
                niekoniecznie musi byc bardzaiej zauwazana przez męża. Zwalam wine na męża bo
                niestety wiem z obserwacji, ze jak w życiu ciężko i problematycznie (kredyty,
                dzieci) to faceci wprost uwielbiaja odsuwać sie bok. Nerwicy nie ma sie z
                niczego, musi wynikac z czegoś, ze stresu, z przepracowania, z samotności.
                Wszystko jest lepsze, nawet kłotnie od obojetności. No i do tego taka 20 letnia
                paniena z netu nie jest tak zabiegana i znerwicowana no bo nie ma dzieci i
                kłopotów z finansami. Paranoja i tyle
                • Gość: xxx Re: internet a zdrada IP: *.lodz.sdi.tpnet.pl 13.08.02, 04:39
                  Witam drogie panie,bo widzę że jest przewaga kobiet.
                  Zawsze się mówi że facet myśli spodniami,a to właśnie mi przyprawiła żona rogi
                  z facetem przez internet.Oboje z żoną mamy gg w pracy i oboje rozmawiamy z
                  płcią przeciwną.Ale to ona straciła nad tym kontrole i zaczeła się zabawiać z
                  jednym człowiekiem przez tel.dosłownie zabawiać.Sama mi się do tego przyznała
                  ponieważ zaczoł ją szantażować że jak nie spotka się z nim na żywo to ja się o
                  wszystkim dowiem,wolała mi to powiedzieć pierwsza,wybrała mniejsze zło.
                  Dodam że mamy po 28 lat i dwuletniego synka,po ślubie jesteśmy 5 lat.
                  Tak sobie myśle,dokąd by to doprowadziło gdyby nie to wpadka.
                  Jest to bardzo przykre...
                  • mindo Re: internet a zdrada 13.08.02, 07:07
                    Sami jesteście sobie winni. Po co instalowaliscie sobie gadu-gadu? Takie zabawy
                    z pogawędkami są niebezpieczne dla osób, które nie znaja umiaru i łatwo można
                    wpaść w pułapkę. A wtedy romans gotowy. Jedyne wyjście to nie wchodzić do
                    internetu na czaty. Same zalety: ma się więcej czasu w pracy, robota lepiej
                    idzie i umysł jest wolny od jakichś wyimagowanych bzdetów internetowych
                    podrywaczy, którzy w gruncie rzeczy okazują się zakompleksionymi życiowymi
                    nieudacznikami.
                • kwieto Re: internet a zdrada 13.08.02, 07:15
                  Paranoja, dobre slowo...
                  Mnie osobiscie smieszy (powiedzialbym - bawi, ale jakos mi nie przechodzi przez
                  gardlo) jak bardzo schematycznie reagujemy na forum.
                  Jesli watek zalozy kobieta, ktora narzeka, ze stracila kontakt z mezem i
                  zastanawia sie czy dac ze zwiazku noge, poszukac kogos innego - zdeccydowana
                  wiekszosc postow dopinguje ja do rozstania, argumentujac w stylu "ten mezczyzna
                  to pacan, nie jest ciebie wart". Gdy mamy sytuacje podobna tylko niejako w
                  druga strone - to maz usiluje dac noge ze zwiazku ktory mu nie odpowiada -
                  zdecydowana wiekszosc postow potepia go i zali sie nad biedna kobieta...

                  Nie chodzi mi tu o udowadnianie kto jest winny, natomiast przekonuje do
                  szerszego i mniej schematycznego spojrzenia na sprawe. KAZDY reaguje inaczej,
                  wiec zdania typu "kobiety sa takie, mezczyzni siacy, kobiety zachowuja sie tak,
                  mezczyzni siak" z zalozenia sa bezsensowne i do bolu stereotypowe.

                  Zwroc uwage, ze z tego co pisze Pysia, ona rowniez nie czula sie zbyt
                  szczegolnie w tym zwiazku, maz po prostu pierwszy zaczal szukac sobie bliskosci
                  na boku. Wierz mi, nie kazdy mezczyzna ktory szuka sobie kochanki robi to bo ma
                  taki kaprys a zona mu sie znudzila. Moge zaryzykowac stwierdzenie, ze robi tak
                  zdecydowana mniejszosc, wiekszosc szuka po prostu tego, czego w zwiazku
                  bezskutecznie probuje dostac. Ale by druga strona to zrozumiala, musi zejsc z
                  piedestalu "bo ja sie tak staram dla zwiazku" i przyjrzec wlasnym (i wspolnym)
                  bledom. A to jest bardzo trudne przestac myslec wylacznie o sobie i swoich
                  urazach, i spojrzec na siebie "oczami partnera". Bo czasem mozna zobaczyc w ten
                  sposob upiora i sie naprawde przestraszyc...
    • Gość: pysia Re: internet a zdrada IP: 217.96.104.* 13.08.02, 10:48
      W kinie byliśmy ostatni raz w zeszłym tygodniu. Życie towarzyskie mamy bogate,
      nie narzekamy na brak znajomych czy imprez. Zrezygnowaliśmy z droższych
      rozrywek (np. drogie restauracje), staramy się więcej wychodzić z dziećmi.
      Dlaczego od razu podejrzewacie małżeńską nudę?
      Dla męża rózne czaty, sms-y to "dodatkowa atrakcja", zabicie nudy wolnych chwil
      w pracy, coś jak dla innych gra w "toto-lotka". Czy chcąc wyłączności chcę za
      dużo? Ja widzę co się dzieje u mnie w pracy. Zaczyna się od gadu-gadu, potem są
      telefony, a na końcu spotkania w rzeczywistości. Zostawanie w pracy po
      godzinach, by pogadać z innym czy inną. Mimo posiadania męża czy żony i udanych
      związków (wszystko to małżeństwa z miłości). Drugiej stronie opowiada się o
      swoim rzekomym zapracowaniu. A dla mnie jest to igranie z ogniem. I zwyczajnie
      nie fair. Nie chcę kontrolować męża (co byłoby łatwiejsze gdyby pracował od do).
      Nie mam nic przeciwko imprezom z płcia przeciwna, z kolegami z pracy, z uczelni
      itd (sama w takich imprezach uczestniczę), ale po co szukać znajomości w gadu-
      gadu, na czatach erotycznych czy innych jeżeli ma się stałego partnera. Bo może
      trafi się ktoś lepszy?
      Nie narzekam na brak męskich propozycji, równiez od zajętych panów, wszak
      pracuję głównie z facetami i okazji jest sporo, ale nigdy nie dałam sie skusić.
      Nie szukam też atrakcji tego typu (gadu-gadu ewentualnie do wysyłania sms-ów do
      znajomych, maile "towarzyskie" pomijam).
      Czy to tylko mi ma zależeć na naszym związku?
      A może to ja oczekuję za dużo?
      • Gość: kamfora Re: internet a zdrada IP: 62.29.248.* 13.08.02, 11:54
        Gość portalu: pysia napisał(a):

        > Drugiej stronie opowiada się o
        > swoim rzekomym zapracowaniu. A dla mnie jest to igranie z ogniem. I
        zwyczajnie
        > nie fair. Nie chcę kontrolować męża (co byłoby łatwiejsze gdyby pracował od
        do)
        > .
        > Nie mam nic przeciwko imprezom z płcia przeciwna, z kolegami z pracy, z
        uczelni
        >
        > itd (sama w takich imprezach uczestniczę), ale po co szukać znajomości w gadu-
        > gadu, na czatach erotycznych czy innych jeżeli ma się stałego partnera. Bo
        może
        >
        > trafi się ktoś lepszy?

        Wiesz, też tak myslę, że to "igranie z ogniem"
        "Zdrada" to nie tylko samo "pójście do łóżka" z kimś trzecim.
        I wcale nie jest tak, że małżeństwo wyklucza przyjaźń i takie tam.
        Po prostu pewne sprawy powinny być zarezerwowane jedynie dla małżonka.
        Pewne tematy. Bliskość. Gdzie granica? Granicy nie da się ustalić
        z zewnatrz. Ta granica ma być ustalona przez oboje, i zaakceptowana
        przez oboje. Jeżeli jedno z małżonków śmieje się z drugiego, że "wymyśla",
        że to "przecież nic takiego", że "nie powinien/nna się czuć tak,
        jak się czuje" to znaczy, że coś nie tak w tym zwiazku.
        Rozwiązania tego "nie tak" nie należy, wydaje mi się, szukać
        na własną rękę, tylko wspólnie. Albo poprzez dyskusję we dwoje, albo poprzez
        terapię małżeńską.
        Bo nie ma nic gorszego, jak świadomość jakiejś krzywdy.
        Wyobrażanie sobie, że "ja tyle z siebie daję, a on/ona tego nie docenia".

        Jak łatwo dać się zwieść miłym słowom pisanym przez znajomego z internetu...
        "jesteś tego wart", "przecież tak naprawdę to ty jesteś genialny - ona powinna
        ci się dywanem pod nogi ścielić", "jak ja bym miała takiego faceta, to...ach!"
        Powrót do domu - i rozczarowanie...nie ma dywanu!
        I pretensje: jak ty mnie mało znasz, jak ty niewiele o mnie wiesz, ludzie
        przez internet więcej mnie cenią, niż ty...

        Czy można przekonać geniusza, że nie jest geniuszem?
        (on to przeciez zawsze czuł, a teraz, na dodatek, ONA powiedziała mu to
        w gadu-gadu...)

        Jest w dekalogu przykazanie: "Nie pożądaj żony bliźniego swego..."
        Uuuu, jakież to nienowoczesne, bzdurne, kto by to brał na serio...
        Nie oszukujmy się: Żadne z przykazań dekalogu nie jest przypadkowe,
        żadne z nich nie jest "przeciw szczęściu człowieka".

        (jeżeli ktoś nie wierzy w Boga - może przykazania traktować jako dar obcej,
        wyższej cywilizacji dla ludzi ;-)


      • Gość: ida Re: internet a zdrada IP: *.csk.pl 13.08.02, 19:17
        Gość portalu: pysia napisał(a):

        > W kinie byliśmy ostatni raz w zeszłym tygodniu. Życie towarzyskie mamy
        bogate,
        > nie narzekamy na brak znajomych czy imprez. Zrezygnowaliśmy z droższych
        > rozrywek (np. drogie restauracje), staramy się więcej wychodzić z dziećmi.
        > Dlaczego od razu podejrzewacie małżeńską nudę?


        No dobrze, bogate zycie towarzyskie, tłum znajomych, imprezy... ale to tylko
        takie wypełnienie wolnego czasu... A satysfakcja, przyjemność, trochę
        jakiegoś "pieprzyku" tu i ówdzie..? ;-)
        Mozna prowadzić właśnie takie bogate zycie towarzyskie, a jednocześnie byc
        znudzonym, zmęczonym...(tymi samymi ludźmi, tymi samymi reakcjami tych samych
        ludzi...wymieniać można w nieskończoność), poza tym czy wiesz co on naprawdę
        czuje w związku z Waszym wspólnym życiem towarzyskim? Jesteś taka pewna, że nie
        jest znudzony? Albo sam jest nudny i stad to "zapotrzebowanie" na różnego
        rodzaju rozrywki gdzie siętylko da...? (Sorry, absolutnie nie traktuj tego jako
        atak na siebie i męza, ale ten argument chyba musiał w końcu paść)


        > Dla męża rózne czaty, sms-y to "dodatkowa atrakcja", zabicie nudy wolnych
        chwil
        >
        > w pracy, coś jak dla innych gra w "toto-lotka". Czy chcąc wyłączności chcę za
        > dużo? Ja widzę co się dzieje u mnie w pracy. Zaczyna się od gadu-gadu, potem

        >
        > telefony, a na końcu spotkania w rzeczywistości. Zostawanie w pracy po
        > godzinach, by pogadać z innym czy inną. Mimo posiadania męża czy żony i
        udanych
        >
        > związków (wszystko to małżeństwa z miłości).


        Wybacz, ale mimo posiadania męza/ zony/ chłopaka/... i udanych związków
        to wcale nie jest nienormalne chcieć sobie pogadać z kimś innym...
        I to wcale nie dlatego, że może "trafi sie ktoś lepszy"...
        Pytanie-Jak sobie wyobrażasz tę "wyłączność"?


    • Gość: ig Re: internet a zdrada IP: 212.106.0.* 13.08.02, 11:23
      zalosny sposob dowatrosciowania..
      • Gość: ig Re: ps IP: 212.106.0.* 13.08.02, 11:32
        a tymi malolatami to nie ma co sie za bardzo przejmowac..pomysl jakiego typu
        osoby siedza na czatach, wpolczuc im tylko;(..nie majac nic do pokazania w
        realu zyja sobie w necie..
        • Gość: weronika Re: ps IP: *.kopernik.gliwice.pl 13.08.02, 11:47
          ostanio pewna znajoma znajomej uprawiała seks 9 godzin bez przerwy z żonatym
          panem który w sobote gnał do niej przez pół kraju, dodam ze poznali sie na
          necie.
          Ona nie mogła chodzić przez tydzien, naprawde nie ma sie czym przejmowac..
          • Gość: ig Re: ps IP: 212.106.0.* 13.08.02, 13:53
            9 godzin bez przerwy..pogratulowac..kolezance wyobrazni
            z zonatym..no coz zaden wolny i zainteresowany sie nie znalazl???
    • eremka Re: Pysiu, ja też... 13.08.02, 15:29
      ...mam (albo miałam - jesli wierzyć mężowi) podobny problem. Mój małżon
      przychodził do domu i zasiadał do czatowania na Mężatki i żonaci na Onecie.
      Najpierw wołał mnie, żebym zobaczyła, jakie tam są głupie ludzie. A potem ...
      kiedy siedział na czacie i 3 godziny - zaczęłam sie złościć. Ja w tym czasie
      zajmowałam sie synkiem, albo nadrabiałam stracony czas sprzątajac albo gotując
      obiad na następny dzień. Komputer jest w pokoju syna, więc były problemy, żeby
      męża wygonic, bo dziecko musi iść spac. Zaczęłam sie denerwować, mówiłam mu, że
      to nie w porządku, kiedy swój wolny czas (a jest w tygodniu b. zapracowany)
      poświęca jakimś obcym ludziom - na darmo, moje gadanie nic nie dało,tłumaczył,
      że to taka odskocznia, że tam go lubia (zwłaszcza jedna panna ;) itd. itp.
      Trwało to kilka miesięcy, w tym czasie mnie sie odechciewało zyć, nie chciałam
      wracac do dmu, bo wiedziałam, że około 9 on będzie czatował, a potem, trudno
      będzie mu się rozstac z "mężatkami i żonatymi". Powoli traciłam ochote do
      życia, zaczęłam myślec o separacji, na poważnie. Skoro mnie nie kocha, bo jak
      może mnie kochac, gdy mówię mu wyraźnie "Twoje czatowanie mnie wpedza w
      depresję, czuję sie zagrozona i nieszczęśliwa" a on nic, a on "że mnie kocha i
      to nic takiego, taka rozrywka". Dobiła mnie pewna sytuacja w czerwcu. Wrócił z
      pracy naładowany, wkurzony, jakis deal mu nie poszedł i mówi od razu "Jestem
      wkurzony, zostaw mnie dzisiaj w spokoju". Jasna sprawa, ja też czasami tak
      mówie, gdy jestem nie w sosie. Więc obchodziłam sie z nim jak z jajkiem. On
      bawił się swoim nowym ericksonem, ale jak podchodziłam do stołu (siedział przy
      stole) odwracał sie tak, żebym nie widziała telefonu. Zaintrygowało mnie to. W
      końcu poszedł spac. Przez godzinę biłam sie z myslami, było mi głupio, czułam
      sie jak złodziej, ale zrobiłam to. Wzięłam jego telefon i coż się okazało...
      cały wieczór wymieniał esemesiki z panienką! Poczułam sie jak... nawet teraz,
      jak to pisze to sie denerwuję :)) Dla mnie było jasne - separacja. Oszukał
      mnie. Następnego dnia totalnie już zrezygnowana powiedziałam mu, że wobec
      zaistniałej sytuacji itd. itp. czuję się niepotrzebna, że przez 4 miesiące
      próbowałam mu uswiadomić, że robi nam, mnie i dziecku krzywdę, że okrada nas z
      czasu, którego i tak ma dla nas niewiele, że tego nie akceptuję, że widocznie
      przestało mu na mnie i na dziecku zależeć - więc dam mu czas na decyzje,
      przeprowadzę sie do mamy. Tym razem mnie nie zbył, chyba wreszcie uwierzył, że
      I mean it i albo rybki albo akwarium. Poprosił o czas do po wakacjach, że
      będzie wchodził na czat na krótko, coraż rzadziej aż przestanie w ogóle.Teraz
      prawie nie wchodzi, przynajmniej w domu, ale ponieważ stara sie wczesniej
      przychodzić z pracy, to myślę, że chyba "moda na czatowanie" mu minęła. Ale tak
      naprawdę - to nie wiem, jak jest. I gdzieś na dnie serca tkwi mi taki kawałek
      żelaza. I juz nie czuję sie komfortowo w tym związku. I nie mowcie mi, że to
      moja wina, że facet sie mną znudził...i szukał gdzies wrażeń, bo w tym czasie,
      kiedy siedział i czarował jakieś pasztety wirtualnie, mógł realnie grac z
      dzieckiem w szachy - obojętności w stosunku do "jego ukochanego" syna - o czym
      sam trąbił wszem i wobec - nie zapomnę łatwo i bez bólu.
      • Gość: unknown Re: Pysiu, IP: *.travelers.com 13.08.02, 23:35
      • Gość: unknown Re: Pysiu, IP: *.travelers.com 13.08.02, 23:51
        wybacz ze poprzedni wpis byl pusty, moj maly paluszek niechcacy
        wyslal "wiadomosc" za wczesnie...

        ciekawy temat poruszylas ptysiu. Mysle, ze bardzo latwo jest przy pomocy
        internetu przekroczyc granice, ktorych sie przekraczac nie powinno i
        przekroczenie ktorych bez watpienia mozna nazwac zdrada, bo zdrada moze miec
        rozne "oblicza" niekoniecznie tylko fizyczne. Dla mnie zdrada nieodmienie wiaze
        sie z klamstwem, a jak napisalas,twoj maz oszukal cie podajac za przyczyne
        swoich pozniejszych powrotow z pracy nadgodziny. Klamstwo oczywiscie latwo
        sprawdzalne.
        Tlumaczenia Kwieto, ze maz czuje jakis niedosyt w malzenstwie i dlatego stara
        sie te braki zaspokoic na zewnatrz malzenstwa sa niepowazne. Jesli czuje jakis
        niedosyt to dlaczego nie porozmawia z Toba otwarcie tylko oszukuje?
        Nadgodziny? Obrzydliwe klamstwo...do tego tlumaczenie, ze pewnie to tobie
        czegos brakuje i biedny maz musi szukac pocieszycielki na zewnatrz - to tez w
        wydaniu Kwieta.
        Kwieto, czy Ptysia jest winna temu ze jej maz jest oszustem?
        Ten maz ma jakies braki charakteru ot co i wcale sie nie dziwie, ze Ptysi sie
        to nie podoba.
        Pozdrawiam Cie Ptysiu,
        :)

        Kwieto zniesmaczyles mnie...

      • Gość: pysia Re: Pysiu, ja też... IP: 217.96.104.* 14.08.02, 16:27
        dziękuję za list.
        boję się, że jest to trochę jak nałóg - człowiek wie, że robi coś źle, ale jest
        to silniejsze od niego.
        Pozostaje kontrola do końca życia (jak w przypadku alkoholizmu).
        U mnie:
        1. o ile się da to zero internetu w domu
        2. od przyszłego miesiąca z komórką ma przychodzić szczegółowy wydruk
        3. w pracy na szczęście nie ma za dużo czasu.
        4. jak mąż ma wolny dzień, a ja pracuję, szczegółowo ustalam dla niego plan
        zadań do wykonania
        5. jak ma wrócić później to telefon + kontrola nadgodzin
        6. szczegółowa kontrola wydatków

        Nigdy nie odzyskam zaufania. Nie piszcie tylko, że stałam się paskudną żoną,
        która nie dość, że nie dba o rozrywki i dobre samopoczucie męża, jak przykazuje
        Kościół, to jeszcze traktuję męża jak gówniarza.
        Mam szczęście - jako osoba niezależna finansowo, mogę stawiać warunki, mąż wie
        że nie żartuję, że gotowa jestem na wszystko, łącznie z rozwodem. Co by było
        gdybym była zależna od męża
        Kwieto - Ciekawe dlaczego tylko ja mam dbać o związek, czy nie jest to obwiązek
        obu stron?
        Oprócz przykazania O niepożądaniu cudzej żony jest jeszcze przysięga małżeńska,
        gdzie mowa jest o uczciwości małżeńskiej.

        A tak a propo - wśród znajomych i rodziny uchodzimy za super udane małżeństwo,
        z dwójką super dzieciaków, czyli ludzi którym do szczęścia nic więcej nie
        trzeba.

        • Gość: ida Re: Pysiu, ja też... IP: *.csk.pl 14.08.02, 18:35
          Gość portalu: pysia napisał(a):

          > Pozostaje kontrola do końca życia (jak w przypadku alkoholizmu).
          > U mnie:
          > 1. o ile się da to zero internetu w domu
          > 2. od przyszłego miesiąca z komórką ma przychodzić szczegółowy wydruk
          > 3. w pracy na szczęście nie ma za dużo czasu.
          > 4. jak mąż ma wolny dzień, a ja pracuję, szczegółowo ustalam dla niego plan
          > zadań do wykonania
          > 5. jak ma wrócić później to telefon + kontrola nadgodzin
          > 6. szczegółowa kontrola wydatków


          Z całego serca życz ę Ci jak najlepiej i mam nadzieję, że TWój mąż nie jest w
          najmniejszym stopniu podobny do mnie. Ja jeszcze tego samego dnia złożyłabym
          pozew o rozwód...


          • Gość: pysia Re: Pysiu, ja też... IP: 217.96.104.* 16.08.02, 14:11
            dlaczego? nie kochasz męża?
            A masz gdzie mieszkać, czy wróciłabyś do mamusi, połowę pensji oddając
            współmałżonkowi na alimenty? Czy starczyłoby Ci potem na opłacenie komórki (sms-
            y do panienek też kosztują i to nie mało) i internetu?
            A jakie inne rozwiązanie widzisz? Bo ja żadnego. Ja już nigdy do końca nie
            zaufam małżonkowi (i on o tym wie). A wolę wiedzieć, niż tkwić w
            nieświadomości. Chociażby po to by złozyc podanie o rozwód.
            To on się boi, że go zostawię. Myślę, że nadal mnie kocha i chciałby być ze
            mną. A może znowu się mylę, może wie jak obejść moją kontrolę? A wtedy po co
            byc razem?
        • kamrena Pysiu... 17.08.02, 13:53
          > Pozostaje kontrola do końca życia (jak w przypadku alkoholizmu).
          > U mnie:
          > 1. o ile się da to zero internetu w domu
          > 2. od przyszłego miesiąca z komórką ma przychodzić szczegółowy wydruk
          > 3. w pracy na szczęście nie ma za dużo czasu.
          > 4. jak mąż ma wolny dzień, a ja pracuję, szczegółowo ustalam dla niego plan
          > zadań do wykonania
          > 5. jak ma wrócić później to telefon + kontrola nadgodzin
          > 6. szczegółowa kontrola wydatków
          >
          > Nigdy nie odzyskam zaufania. Nie piszcie tylko, że stałam się paskudną żoną,
          > która nie dość, że nie dba o rozrywki i dobre samopoczucie męża, jak
          przykazuje
          >
          > Kościół, to jeszcze traktuję męża jak gówniarza.
          > Mam szczęście - jako osoba niezależna finansowo, mogę stawiać warunki, mąż
          wie
          > że nie żartuję, że gotowa jestem na wszystko, łącznie z rozwodem. Co by było
          > gdybym była zależna od męża

          ... dopóki nie przeczytałam tego listu, to Twoja argumentacja do mnie
          docierała. A teraz... cel masz nadal szczytny: uratować swoje małżeństwo(tak
          sądzę:), ale dobór metody budzi moje wątpliwości. Jeśli ograniczenia o jakich
          piszesz narzucił sobie Twój mąż, albo jest to efekt Waszych dyskusji, rozmów
          (kompromis?)to OK. Jeśli jednak Ty postawiłaś warunki, a Twój mąż miał się z
          nimi zapoznać i wprowadzić w życie, to...
          1. Nawet jeśli na początku się do tego dostosuje, to przy kolejnej nadarzającej
          się okazji (a wiecznie czujna nie będziesz) wróci do "nałogu" i opracuje nowe
          metody oszukiwania, o których, ty jako zainteresowana dowiesz się na końcu.
          Efekt: stwierdzisz, że cały czas Cię okłamywał i podasz go o rozwód.
          2. Dostosuje się, ale bedziesz miała w domu osobnika typu: "tak żono, nie żono,
          jak sobie życzysz żono". Efekt: ile razy dziennie można jeść budyń czekoladowy?
          i...podasz go o rozwód.
          3. Twój mąż stwierdzi, że woli mniejsze zarobki i płacić alimenty niż nowy
          regulamin. Efekt: On poda o rozwód.
          To są tylko podstawowe i dosyć banalne wersje wydarzeń. Mnie jednak cały czas
          zastanawia, co Ty chcesz w ten sposób osiągnąć? Bo pomyśl Pysia... sama
          napisałaś, że nigdy już mężowi nie zaufasz, że musisz go kontrolować. Ile
          wytrzymasz bijąc się z myślami, analizując najmniejszy ślad jego ewentualnych
          nadużyć? Jakoś nie chce mi sie też wierzyć, że byłabyś zadowolona, gdyby Twój
          mąż bezgranicznie się Tobie podporządkował. Hmm...mój kolega czesto powtarza:
          królestwo temu, kto zrozumie kobietę;))
          pozdrawiam:)
    • Gość: marcin Re: internet a zdrada IP: *.elblag.cvx.ppp.tpnet.pl 15.08.02, 05:49
      Pysiu,
      musze Cie jako mezczyzna nieco sprowadzic na ziemie. Otoz mysle, ze w ktoryms
      momencie zanim Twoj maz odkryl uroki czatowania, musial poczuc sie przez Ciebie
      zignorowany, opuszczony, po prostu niedowartosciowany. Cos sprawilo, ze nie
      porozmawial z Toba o tym. Moze chcial, ale brak czasu czy zla interpretacja z
      Twojej strony to uniemozliwily. Czat to takie fajne miejsce, gdzie facet moze
      byc nieogolony, byle jak ubrany, rozleniwiony, zawalic wszystko i wszedzie, ale
      gdy jest jako-tako elokwentny i blyskotliwy, mimo wszystko moze uslyszec sporo
      sympatycznych slow pod swoim adresem. Nie doczytuj sie w jego zachowaniu
      jakiegos konkretnego romansu, moga to byc liczne, ale niewinne flirty, ktore
      smiercia naturalna umra na poziomie maili czy sms'ow. Pociesze Cie, ze
      to 'hobby' przestaje byc interesujace, gdy w zwiazku jest zaczyna sie
      poprawiac. W zadnym miejscu nie wspomnialas o zmianach w Waszym zyciu
      seksualnym. Czy nastapily jakies istotne zmiany ?. Nie wyciagaj zbyt pochopnych
      wnioskow i sie trzymaj(cie)....
    • Gość: pysia Re: internet a zdrada IP: 217.96.104.* 16.08.02, 15:21
      dziękuję za wszystkie listy. Pomogły mi dojść do siebie. Na zawsze straciłam
      już zaufanie do męża, i na pewno będzie miało to wpływ na nasze dalsze życie.
      Oboje zmienilismy się przez ponad 10 lat naszego małżeństwa.
      Być może mój mąż "się nudzi", ale to on zrezygnował ze wszystkich swoich
      zainteresowań. Sport - tylko jak musi (bo trzeba iść z dziećmi), telewizja -
      coraz rzadziej jest to ambitny program, książki, czasopisma - coraz mniej,
      nauka (chociażby języków, które musi znać) - zawsze jest coś co staje na
      przeszkodzie. Nawet w Internecie można interesująco, a zarazem pożytecznie
      spędzać czas. Każda z tych czynności wymaga jednak wysiłku. Pokolenie naszych
      ojców przerzucało programy w telewizorze lub zasłaniało się gazetą (tak zresztą
      spędza czas ojciec mojego męża). Teraz są nowe zabawki - seks telefony, gdzie
      za pieniądze panienka będzie ci mówić czułe słówka; internetowe czaty
      towarzyskie czy smsy do miłych panienek.
      Moje dzieci też czują brak ojca. Pod koniec roku szkolnego odbyłam rozmowę z
      wychowawczynią młodszego dziecka, która nie mogła zrozumieć dlaczego dziecko
      cierpi z powodu rzadkich kontaktów z ojcem. Myślała, że mąż jest ciągle w
      delegacjach. Była zdziwiona, że codziennie jest w domu. A tatuś zamiast wrócić
      po 19 i zdążyć poświęcić im chwilę przed zaśnięciem, wraca po 21 gdy one już
      śpią, bo woli sobie poczatować.
      Ja też się zmieniłam i też pewnie na gorsze. Zrezygnowałam z wielu przyjemności
      (chociażby z brydża), bo brak mi na nie czasu. Ale mam nadzieję, że do nich
      powrócę, gdy dzieci podrosną.
      Staram się ciekawie zorganizować wolny czas dzieciom, ale mąż chyba powinien mi
      w tym pomóc, a nie oczekiwać, że jeszcze i nim się zajmę (jak ktoś sugerował).
      A dlaczego nie on mną?
      • Gość: kate m Re: internet a zdrada IP: *.bial.pl / *.stok.bial.pl 16.08.02, 19:42
        Dlaczego to nie mąż ma się zajmować Tobą?

        To chyba odwieczne pytanie towarzyszące życiu większości kobiet. Nie wiem
        dlaczego, ale to do naszej płci przypisane jest POŚWIĘCENIE dla rodziny, dla
        męża, dla dzieci.

        Wierzę, że uda Ci się znaleźć najlepsze wyjście dla siebie.

        Pozdrawiam
        • unknown10 Re: internet a zdrada 16.08.02, 23:46
          co za stereotypowe myslenie?
          ciekawe czy maz pysi tez mysli stereotypowo?czy jest malo odpowiedzialny i
          ucieka od rodzinnych obowiazkow (nie zawsze najprzyjemniejszych).

          Pysiu, wiem jak sie czujesz ale te wszystkie formy kontroli moim zdaniem
          skuteczne za bardzo nie beda, a ponadto bedziesz musiala wiele czasu poswiecac
          na sprawdzanie efektywnosci tychze metod...szkoda twojego czasu i zdrowia...bo
          jak wiadomo zawsze znajdzie sie jakas luka...i jak maz zechce to i tak cie
          bedzie oszukiwal i zrobi swoje.
          Lepiej zastanowic sie co zrobic zeby maz mogl powoli odzyskiwac wiarygodnosc w
          twoich oczach...
          czy wy szczerze ze soba rozmawialiscie? czy go zapytalas wprost czy on cie
          zdradzal (-a? emocjonalnie tylko? fizycznie? jesli nie bedziecie w stanie
          szczerze ze soba rozmawiac to zadna forma kontroli niczego nie zalatwi a
          ponadto nie przyblizy was do siebie.
          Ty znasz swojego meza juz 10 lat wiec bedziesz chyba wiedziala czy to co mowi
          to gra czy prawda?

          przemysl sprawe jeszcze raz i przede wszystkim zrelaksuj sie ....

          pozdrawiam
          u


    • Gość: amika Re: internet a zdrada IP: *.itpp.pl 18.08.02, 11:46
      Pysiu. Sadzę, że twój list w istocie nie jest o tym, że problemem w twoim
      małżeństwie jest zdrada małżeńska ale to, że stało sie ono jak powyciągany
      dres, a kiedyś było wyjściową sukienką. Widzę to, po przeanalizowaniu twoich
      notek tak: ty- zmęczona z dniem jak z niedomykająca się wiecznie walizka bo
      jakiejś sprawy nie udało się jednak załatwić, sfrustrowana (krzyczysz na
      dzieci), zagoniona, bez chwili oddechu dla siebie (zero brydża) oczeukjąca od
      partnera przede wszyskim tego, że ci ulży w obowiązkach (niech położy dzieci,
      niech sie zajmie np sprzątaniem itp). W mojej opinii rodzina jest dla ciebie
      obowiązkiem do wykonania ( w istocie jest, mówię to jako matka, ale ostatecznie
      po to ją mamy żeby czerpać też z tego jakieś przyjemności)
      Twój mąż - kryzys wieku średniego, zapomniał już, że nosił dżinsy i był dla
      ciebie najwspanialszy, chciałby żeby go ktoś docenił (stąd panienki z netu
      które mówią oooo no ty to jesteś mądry), marzy o tym, żeby znowu mieć
      dwadzieścia lat i nie widzieć się tylko jako trybika w domowej maszynie. Ucieka
      od ciebie w internet (oceniam źle to nie w porzadku z jego strony jednak) bo
      chce jeszcze raz pobyć mężczyzną, a nie tylko ojcem i partnerem w domowym
      biznesie.
      To co mi się narzuca to to, że się wykończyliście rodziną. Wiem, że tak może
      byc bo to przechodziłam. Wykończyliście się tak, że patrzycie na siebie,
      zwłaszca ty na niego jak na współpracownika z zestawem obowiązków. A przeciez
      nie dlatego się żeniliście. Myślę, że rozwiązanie jest nie w tym, żeby mu teraz
      zakładać smycz, ale żeby usiąść i uczciwie się zastanowić co jeszcze do siebie
      czujecie i co na tym można zbudować. Ty, tak czuję, ale mogę sie mylić, nie
      szanujesz go (uwagi, ze więcej zarabiasz, ta smycz, która mu zakładasz). A
      nieszanowanie to pierwszy stopień do piekła. To bardziej boli nieraz niż
      zdrada. Nie da się zbudowac następnych lat na kontrolowaniu go. Wygląda na to,
      że ci jednak zależy na byciu razem (może ze względu na dzieci, może dlatego, że
      go jeszcze kochasz), a jeśli tak to trzeba zrobic porządne fundamenty. Na
      waszym miejscu po pierwsze powiedziałabym sobie wszystko to co mi leży na
      wątrobie jemu bym powiedziała jak bardzo sie zmienił, on tobie pewnie to samo i
      jeszcze dalej w ten deseń ze facet musi sie czuć dla kobiety ważny, a on pewnie
      już się takim nie czuje między planem pracy w pracy i w domu. Ty być może
      możesz mu powiedzieć, że jesteś juz wykończona i oczekujesz nie tylko wsparcia
      w obowiązkach domowych ale i w tym żeby cie po prostu przytulił i traktował jak
      kogos bliskiego o kogo się troszczy i na widok kogo się cieszy, że jest. Piszę
      ci to z peryspektywy mojego małżeństwa i macierzyństwa kiedy w końcu uznałam,
      że mam dośc bycia uporzadkowaną mamuśką wiecznie mądrą i spokojną i chcę
      zostać, przynajmniej czasem, małym białym kotkiem, któremu mąż poda herbatę i
      opowie bajkę na dobranoc. W efekcie usłyszałam, że on też chce być małym,
      białym kotkiem, bo czasami musi odpocząć od roli zarabiacza pieniędzy (właśnie
      kończy mi się urlop macierzyński), dzielnego lwa co to z każdym problemem sobie
      poradzi. No i jest tak, że i ja jestem kotkiem (opowiada mi te bajki i przynosi
      herbatę ) i on bywa kotkiem (mówie mu jaki jest wspaniały i jak to dobrze, że
      własnie za niego wyszłam za mąż i jestem dumna nawet jak krzywo przywiesi
      obrazek). A najlepiej wyszło na tym nasze dziecko bo ma dwoje szczęsliwych
      rodziców, którzy przestali na niego patrzec jak na obowiązek pieluszkowo
      kupciany ale jak na kogos na kogo przeciez tyle czekaliśmy.
      Porzucając te osobiste dygresje podsumowuję: te jego panienki i czaty to
      ucieczki od nudy. Byłabym o to zła, ale potraktowałabym jako sygnał, że jest
      coś z NAMI nie tak a nie jako jedynie zbrodnię do ukarania. Na waszym miejscu,
      zafundowałabym sobie po rozmowie dużo przyjemności i powrót do brydża, a w jego
      przypadku do czegoś co lubi (może jeśli nie czaty to aukcje internetowe? to
      dobra zabawa i pożyteczna w sumie bo można tanio kupić fajne rzeczy). A ty
      pysiu stań przed lustrem i powiedz: czy naprawdę kochasz tego faceta tak
      bardzo, że go również szanujesz?
      • neutralny_nick Re: internet a zdrada 18.08.02, 12:48
        wydaje mi sie że nikt z ns nie jest w stanie ocenić sytuacji obiektywnie, skąd
        mamy wiedzieć że to wina pysi a nie że jej mąz jes zwykła kanalią.
        Też przeszłam czatowanie męża z panienkami, kiedy ja zostawałam sama z brudem i
        problemami. Rózniło nas to że ja po prostu muszę a on może uciec w swiat nowych
        panienek. Do dzisiaj nie uważam że to była moja wina. Oczywiscie to moje
        subiekywne zdanie, ale gdzie tu mowa o miłóości jesli swiadomie sie zrzuca z
        sibie odpowiedzialnosć za drugiego człowieka i po prostu sie olewa swiat
        czatujac z panienami, w czasie kiedy ty zasuwasz jak dziki osiol i nie masz
        kiedy spac, a stres doprowadza do ciezkiej nerwicy.
        Mówisz szacunek? Tak, tylko szacunek trzeba sobie wypracowac , a jak szanowac
        kogos kto zamiast spedzic troche czasu ze swoim wlasnym dzieckiem wybiera tania
        rozrywke czatowania, i to po zeby połechtac swoje ego? Dla mnie dno.
        Oczywiscie z tego da się wyjsc, ale zadra zostanie na zawsze.
        Ja wprost przeciwnie do Pysi nie kontrolowałam, tylko po prostu sie odsunęłam
        od tego wqszystkiego. Na sama mysl ze mąż ma przyjsc do mnie do łóżka po tym
        jak bajerował kogos chocby przez telefon, robiło mi się niedobrze.
        Zajęłam się sobą, mój mąż nauczył mnie że kobieta nie może byc męczennica, ze
        jej sie tez cos od zycia nalezy.
        Zaczęlam w koncu robic rzeczy ktore zawsze kochałam i zaczęłam się czuc
        szczesliwsza. Nie obchodził mnie mój mąłżonek nic a nic. Nawet proponowałam mu
        zeby sobie kogoś znalazł na poważnie jeśli nie chce być ze mną bo nie widzę
        powodu dla którego mamy sie meczyc ze soba bo przecież zycie jest takie piękne!

        I stało sie, moj mąż nagle ujrzał we mnie człowieka a nie tylko kogoś kto cos
        chce i czegos oczekuje. Teraz jest nadwyraz dobrze. Nie ma czatowania,są
        wspolne spacery, zabawy, wyjazdy, komputer poszedł na bok.
        Z tej lekcji wyciagnęłam jedna naukę. Pamiętajcie kobiety że wasze dzieci
        kiedys odejdą, ze mężowie moga sobie znalezc kogos innego, róbice wszystko żeby
        być zadowolene z siebie i nie rezygnujcie ze swoich pasji. To są rzeczy ktorych
        nikt wam nie zabierze i zawsze pomoga wam szczesliwym.
        Patrzcie na swoich partnerów i uczcie się od nich, zyjcie nie tylko dla innych
        ale i dla siebie
        • Gość: amika Re: internet a zdrada IP: *.itpp.pl 18.08.02, 14:35
          Gratuluję. Ja nie potrafiłabym poradzić sobie tak jak ty.
          Pewnie, że nie znamy sytuacji pysi i nie wiemy kto i co zrobił. Życie to
          przecież drobiazgi: słowa gesty, miny ton głosu. Oczywistość. Ale jeśli chce
          sie żyć z facetem dalej to nie można tego robić tak jakby się miało psa smycz
          kagadniec i krótko przy nodze bo sie urwie i przeleci jakąś suczkę.
          Współczuję pysi sytuacji bo żadna przyjemnośc mieć przy sobie faceta, który
          zamiast do źony leci do panienki na czacie. Ale współczuję jej tez tego że się
          zarobiła w swoim życiu tak bardzo, że mąż stał się dla niej czymś między
          sprzątaczką, a gosposią. Tak to oceniam z notek twoich pysiu - może fałszywie.
          Uważam, że po prostu zawsze trzeba mieć w tyle głowy, że człowiek który goli
          sie w naszej łazience pojawił się tam nie po to, żeby regularnie wyrzucać
          smieci a po to, żeby go kochać. Znam historie interentowe z obu stron i facetów
          którzy czatuja na dziewczyny w tajemnicy przed żonami i żony które robią
          dokładnie to samo. Wszyscy oni szukali jednego dowartościowania się,
          przypomnienia sobie, że kiedyś byli tacy fajni, wołali żeby ktoś dojrzał w nich
          człowieka, a nie pania od dzieci, albo pana od zarabiania pieniędzy. I ja nie
          uważam, że to dno. To po prostu jest ludzkie choć i bolesne i nieuczciwe.
          I nie jest metodą nakładanie kagańca metoda na nowe życie jest odbudowa związku
          tak żeby i mąż pysi zrozumiał po co z nia się żenił i żeby pysia miała w życiu
          cos więcej niż przekonanie, że kontroluje męża.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka