sola-z-jarmarku
13.08.05, 17:57
miał ktoś tak? mur, przez który trzeba się było przeprawić, żeby żyć swoim życiem.
Mur dzielący od swego życia. Człowiek-mur. Człowiek z marMURu.
Bo to takie badziewie, które dzieli od własnego życia. Uwstecznia. Hamuje.
Choroba. Nowotwór-potwór.
Długo to trwało ale się udało. Strasznie mozolna i ciężka praca. Zaliczałam
przez ostatnie 1,5 roku zakręty co miesiąc. I wywracałam się co kilka miesięcy.
Niby chciałam przejść przez mur, ale odbijałam się od muru i krążyłam w kółko
pod murem. Aż zrozumiałam. Już docierało to0 do mnie od kilku miesięcy ale
bałam się zrobić cięcie. A dzisiaj rano zrozumiałam, że mam konkretne cele w
życiu, które warunkują moje szczęśćie i dobre samopoczucie. I to mi
przeszkadzało. On od samego początku mi w tym przeszkadzał, uniemozliwiał mi
to. Pewnie nigdy się nie dowiem dlaczego go pokochałam, bo dzisiaj nie pamieam
już nic dobrego. Dobre jest to co jest teraz. I cieszę się, że nie mam już co
do tego wątpliwośći.
Bardzo serdecznie pozdrawiam wszystkie panie po podobnych przejściach. A piszę
dlatego, że mam taką potrzebę, bo z nikim na ten temat nie rozmawiam.
Miłego popołudnia!
(drugie uczucia są inne, ale grunt, że można i trzeba chcieć do nich dotrzeć i
pozwolić sobie na nie)