sonai
20.08.05, 09:02
Nie rozumiem świata ani ludzi.Niczego dosłownie.Jutro wychodze z
pielgrzymka.Czekałam na nia caly rok,a teraz jestem wsciekla ze sie
zapisalam.Bo watpie na maksa ostatnio.Spedziłam super dni z facetem (tym
ktorego opisywalam).Wtorek imprezka u mnie w domu.Super tanczy,wiec sie nie
nudziłam.Pozniej spacerki,kino,po prostu sielanka.Wczoraj wrocil do
Tomaszowa.Ciezko mi bylo sie zegnac.Zwlaszcze,ze wracam dopiero 30
sierpnia.Pomyslalam no mus.Najgorsze jest to ze sie zaangazowaalam,a on nie
za bardzo.I nie martwie sie az tak jedzeniem,bo jem,ale bez przekonania.Nawet
nie chce mi sie kombinowac,zeby bylo smaczne.I nie moge powiedziec,ze go
kocham,ale mi jednak bardzo zalezy.Tez wlasciwie rodzaj uzaleznienia,bo o
niczym innym nie mysle.Ta pielgrzymka to bedzie dla mnie meczarnia.Wczoraj mi
napisał na gg,ze on nie wie co do mnie czuje.Cos na pewno,ale nie potrafi
tego okreslic.Poczulam w pewnym sensie pustke.Nawet nie wiem czy cos z tego
bedzie.Do tego dochodzi starch przed szkoła.No zwyczajnie sie obawiam co
dalej.Czy oprocz zarcia mialyscie jakies konjkretne problemy z psychika?(nie
pytam sie czy jestescie wariatkami:)ale jakas depresja czy cos?Bo odczuwam
brak checi do zycia,nie chce mi sie nic robic.Najchetniej bym wziela jakies
proszki i spokoj,ale nie zrobie tego,bo w koncu jestem wierzaca.Ostanio m
isie skumulowalo sporo problemow i nie potrafie sobie z nimi
poradzic.NIESTETY.Doradzcie co zrobic,zeby odzyskac nadzieje na lepsze
jutro.PoCIESZAM SIE TYLKO ZE NA PIELGRZYMCE SCHUDNE Z 5 KG po 260 km na
kuloskach.POZDRAWIAM