qw5
10.09.05, 19:47
Wyobraźcie sobie, że macie bliską osobę, bardzo chorą, której tak naprawdę
nie można już pomóc. Leczy się ona w dość dobrym ośrodku w Polsce, macie
jednak taką wewnętrzną potrzebę i stać was na to, by skierować ją do
świetnego ośrodka za granicą, który w szerszym zakresie może jej pomóc - ale
nie uleczyć. Jest wszystko fajnie, tyle tylko że są jeszcze inne osoby,
które też czują się za tę chorą odpowiedzialne, ale uważają że obecne
warunki leczenia i pobytu są wystarczające, jeśli oczywiście zależy wam, to
zgodzą się, i będą partycypowac w kosztach (chodzi o poczucie honoru). Prawda
jest taka, że chociaż jest je stać, to tak naprawdę mają inną hierarchię
potrzeb (co jest zresztą zrozumiałe i normalne)a ten wasz pomysł, tak
czujecie, uważają za lekką fanaberię.
Ta osoba ze względu na chorobe nie jest w stanie wypowiedzieć swiadomie
swojej woli - pewno by chciała, ale też nie chciałaby, żeby były między jej
bliskimi jakieś kwasy, albo żeby ktoś na siłę coś robił.
Absolutnie te osoby nie zgadzają sie na to, abyście wy sami sfinansowali cały
wyjazd.
Co robicie
-wysyłacie jednak te osobę na leczenie i siłą rzeczy jesteście zmuszeni
przyjąc częściowy zwrot kosztów
- rezygnujecie, wbrew swoim wewnętrznym przekonaniom, codziennie myślac, że
no właśnie, że szkoda
- inne