Dodaj do ulubionych

Zredukowali mnie

07.10.02, 21:43
W ramach RESTRUKTURYZACJI (czytaj: efektów złego zarządzania firmą) szef
firmy zredukował najwyżej zarabiających, ot tak, automatem z listy płac.
Czeka mnie cykl rozmów z potencjalnymi pracodawcami. Jest to dla mnie coś w
rodzaju "beauty contest" i wewnętrznie się buntuję, ale muszę... OK. Jak się
sprzedać? Wiadomo, trzeba wczesniej przejść proces odnowy biologicznej
(psychiczne solarium i tak dalej). Ale JAK SIĘ SPRZEDAĆ? Przynieść kwity, że
coś tam zrobiłam? A jeżeli potencjalny szef zrobił mniej? Proszę o
wskazówki...
Jest mi z tym bardzo źle psychicznie, bo nie do końca jest tak, że nie ma dla
mnie pracy, ale krew mnie zalewa, że mam zdawać egzamin przed ludźmi, którzy
(często) są, moim zdaniem, słabo przygotowani merytorycznie, a z jakichś
względów zajmują tzw. STANOWISKA. Co robić? Pokora czy buta? Megalomania czy
ociekanie seksem? Poradźcie...
Obserwuj wątek
    • kamfora Re: Zredukowali mnie 07.10.02, 21:56
      Tego...ja nie w celach doradczych, bynajmniej, tylko
      "podglądawczych"...Mam poważne obawy, że znajdę sie
      w tych 10% przewidzianych odgórnie do redukcji
      w tym miesiącu/roku.:-(

      Ślę Ci więc wspierające myśli i czekam, jakich rad
      udzielą forumowicze...
      • iwa_ja Re: Zredukowali mnie 07.10.02, 22:05
        Takoz i ja pozdrawljaju. Mówili, trzeba się przygotować psychicznie, ale nie
        wierzyłam, że palec wymierzy we mnie. Teraz myślę, że zaraz po przyjęciu do
        jakiejś pracy trzeba szukać następnej. Tak na wszelki przypadek, dla kamforu,
        przepraszam, komfortu psychicznego.
      • Gość: inka_sama Re: Zredukowali mnie IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 07.10.02, 22:06
        Co jest?
        "Dożynki" jesienne???
        Mój brat też został wykopany - ale przywrócili go do grudnia, jego żona ma to
        przed soba...

        W ramach robienia zimowych zapasów firmy pozbywaja sie pracowników? Bo to mniej
        osób do podziału...
      • Gość: eva07 Re: Zredukowali mnie IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 09.10.02, 00:57
        Mnie też. A poniewaz jeszcze nie odniosłam spektakularnych sukcesów przy
        szukaniu nowej pracy, więc nie moge się wypowiadac autorytatywnie. Intuicyjnie
        wiem dwie rzeczy: lepiej nie byc "za madrym", bo w naszej niezbyt po koleji
        ułozonej rzeczywistości selekcja na wysokie stanowiska niekoniecznie jest
        pozytywna i jest zbyt wielu szefów matołków. A najgorzej to "gdy mu o sobie złe
        mniemanie, nasunie z innym porównanie". Druga sprawdzona rzecz to znajomosci.
        Zycze wytrwałości i nie poddawania się. Choc taka sytuacja okropnie człowiekowi
        zaburza poczucie własnej wartości. Wiem cos o tym, alenie daję się. E.
    • Gość: inka_sama Re: Zredukowali mnie IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 07.10.02, 22:03
      Uch Iwo!
      Co prawda nie poradzę ci jak rozmawiać z potencjalnymi pracodawcami - ale w
      ramach "psychicznego solarium" napisze ci, że na pewno zrobisz to dobrze! :)

      Znając cię z forum - wiem że nie potrzebujesz pocieszania i głaskania po główce
      typu "jaka biedna Iwa". Ale zawsze miło gdy ktoś ciepło o tobie myśli. A ja tak
      myslę.

      A w tych rozmowach - pewnie trzeba by pokazać że się jest swietną osobą na dane
      stanowisko - a o szefie słyszało sie tyle dobrego i chciałoby sie jeszcze od
      niego tyle nauczyć!... Szczypta podziwu -prawdziwego czy udanego - pewnie się
      przyda. Tylko co robić jeśli udawać trzeba baaaardzo?....

      pozdr.
      i_s
      • iwa_ja Re: Zredukowali mnie 07.10.02, 22:17
        Dzięki, Inka. W rzeczy samej, główki mi głaskac nie trzeba. Tylko problem mam
        taki (zawsze) z kręgosłupem: słabo się zgina. Ale mam trochę czasu, poćwiczę
        przed lustrem. W gruncie rzeczy chodzi mi o to, że mając dość znane nazwisko w
        tzw. środowisku po raz pierwszy w życiu nie jestem nagabywana o to, żeby dla
        kogoś tam pracować. Równocześnie z kwitem dostałam pocztą trzy propozycje
        gadułek na róznych konferencjach (żem niby jest szpecjalistka). I trochę mnie
        ta korona uwiera, żeby teraz pokazywać, że faktycznie na czymś tam się znam.
        W tzw. środowisku zrobił się pewien popłoch, który mi trochę przypomina relacje
        byłych przyjaciół po rozwodzie: na wszelki wypadek schowam głowę w piasek...
        • tse-tse Re: Zredukowali mnie 07.10.02, 22:27
          iwa_ja napisała:

          > Dzięki, Inka. W rzeczy samej, główki mi głaskac nie
          trzeba. Tylko problem mam
          > taki (zawsze) z kręgosłupem: słabo się zgina. Ale mam
          trochę czasu, poćwiczę
          > przed lustrem. W gruncie rzeczy chodzi mi o to, że
          mając dość znane nazwisko w
          > tzw. środowisku po raz pierwszy w życiu nie jestem
          nagabywana o to, żeby dla
          > kogoś tam pracować.

          I tu jest pies pogrzebany, chyba...
          zastanow sie nad tym....
          - kregoslup, ktory sie slabo zgina
          - znane nazwisko
          -nie mam innych propozycji pracy...

          Moze masz zbyt wysokie mniemanie o sobie, nie poparte
          zbytnio w praktyce i inni to widza?
          • iwa_ja Re: Zredukowali mnie 07.10.02, 22:35
            tse-tse napisała:

            > I tu jest pies pogrzebany, chyba...
            > zastanow sie nad tym....
            > - kregoslup, ktory sie slabo zgina
            > - znane nazwisko
            > -nie mam innych propozycji pracy...
            >
            > Moze masz zbyt wysokie mniemanie o sobie, nie poparte
            > zbytnio w praktyce i inni to widza?
            E nie, to nie tak. Mam kilka propozycji pracy, ale, powtarzam, uwiera mnie,
            że muszę rozebrać się do naga przed tą komisją wojskową. Ot, co. Praktykę mam,
            z mniemaniem o sobie gorzej. Wyrzucają mi to moi przyjaciele: więcej wiary w
            siebie. Myślę, że ten pies to własnie tutaj...
      • tse-tse Re: Zredukowali mnie 07.10.02, 22:20
        a o szefie słyszało sie tyle dobrego i chciałoby sie
        jeszcze od
        > niego tyle nauczyć!...


        buhhahahahhah, faktycznie extra, napewno pomoze jej to w
        znalezieniu pracy, niech jeszcze doda inny banal- "to
        nic, ze tego nie umiem, szybko sie ucze szefunciu.."
        zenada.


        • Gość: inka_sama do tse-tse IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 07.10.02, 22:32
          Kąśliwa z ciebie mucha! ;))

          Napisałam to z przymrużeniem oka.
          Lepiej by było żebym się wymądrzała CO DOKŁADNIE słowo w słowo ma powiedzieć
          iwa? Chodzi o takie żonglowanie słowem żeby siebie zniesmaczyc a szefowi nie
          okazać że dla nas jest podnóżkiem - no chyb aże tse-tse wchodzi z
          tekstem "witam pana - przyszłam zająć pana stanowisko! a teraz won!"
          ;)
          Iwa da sobie radę, spoko. Języka w gębie nie zapomni, a to co my sobie tu
          powypisujemy to pogawędka towarzyska. Bo my forumowicze nie pochowamy głow w
          piasek żeby przeczekać i zobaczyć jak też iwa da sobie rade...
    • Gość: Jedrek Re: Zredukowali mnie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 07.10.02, 22:49
      > W ramach RESTRUKTURYZACJI (czytaj: efektów złego zarządzania firmą) szef
      > firmy zredukował najwyżej zarabiających, ot tak, automatem z listy płac.
      A siebie nie zrestrukturyzował??? Bo on biedactwo tak straaaasznie mało
      zarabia....

      > JAK SIĘ SPRZEDAĆ? Przynieść kwity, że coś tam zrobiłam? A jeżeli potencjalny
      > szef zrobił mniej? Proszę o wskazówki...
      Zasadniczo jak ktoś coś sobą reprezentuje, to musi się liczyć z tym, że
      zostanie zaproszony na prawie każdą rozmowę kwalifikacyjną. Ja niewiele jeszcze
      w życiu dokonałem, a jeszcze nie zdarzyło mi się żeby mnie na rozmowę nie
      zaprosili. Kosztowało mnie to krocie, a pracy nie dostałem... bo nie mam
      zamiaru pracować za pół-darmo.

      > krew mnie zalewa, że mam zdawać egzamin przed ludźmi, którzy (często) są,
      > moim zdaniem, słabo przygotowani merytorycznie, a z jakichś względów zajmują
      > tzw. STANOWISKA. Co robić? Pokora czy buta? Megalomania czy ociekanie seksem?
      Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia: wszystko zależy od tego ile masz
      kasy. Jeżeli nie musisz znaleźć pracy w ciągu miesiąca - dwóch, to bądź sobą i
      przebieraj w ogłoszeniach. Może (SKORO LICZYSZ SIĘ W SWOIM ŚRODOWISKU) warto
      pomyśleć o własnej firmie? Masz znajomości, kontakty - pracuj na własny
      rachunek i ceń się! Wbrew pozorom ludzie pracowici i myślący są na wagę złota i
      Twój dotychczasowy szef jeszcze "zatęskni" za Tobą. Musisz tylko umieć upomnieć
      się o swoje.

      > Tego...ja nie w celach doradczych, bynajmniej, tylko "podglądawczych"...Mam
      > poważne obawy, że znajdę sie w tych 10% przewidzianych odgórnie do redukcji w
      > tym miesiącu/roku
      Ja też :) tylko że w tych 50%

      > Równocześnie z kwitem dostałam pocztą trzy propozycje gadułek na róznych
      > konferencjach (żem niby jest szpecjalistka). I trochę mnie ta korona uwiera,
      > żeby teraz pokazywać, że faktycznie na czymś tam się znam. W tzw. środowisku
      > zrobił się pewien popłoch, który mi trochę przypomina relacje byłych
      > przyjaciół po rozwodzie: na wszelki wypadek schowam głowę w piasek...
      Jak w oczy zagląda bieda to nie ma kolegów...
      W mojej firmie jesienne zwolnienia to standard. Wywalili już wszystkich moich
      kolegów z działu (wiosną przyjmując kogoś innego) i pewnie tej zimy już nie
      przetrzymam. Zrobiłem kilka manewrów wymijających: napisałem oprogramowanie
      które co roku JA muszę konserwować ;) jako jedyny wiem jak uratować niektóre
      tematy przed zawaleniem... Ale chyba teraz kolej na mnie. Czas zacząć zarabiać
      kasę zamiast marnować czas na pierdołach.

      Pokora i lizusostwo są dobre dla maluczkich. Nie warto dla szybkiej kasy
      pozbywać się resztek godności (podrywanie spasłego starca albo głupiego
      szpanera w 3częściowym gajerku to chyba wątpliwa przyjemność).
      • tse-tse Re: Zredukowali mnie 07.10.02, 23:00

        >
        > Pokora i lizusostwo są dobre dla maluczkich. Nie warto
        dla szybkiej kasy
        > pozbywać się resztek godności (podrywanie spasłego
        starca albo głupiego
        > szpanera w 3częściowym gajerku to chyba wątpliwa
        przyjemność).

        W gore dziada, madrze gada:)
        Trzeba przedstawic swoja osobe w sposob rzeczowy-
        - osiagniecia
        -zaslugi
        -zalety
        -staz
        bez wywyzszania sie ni zbytniego plaszczenia...- to, by
        pracowac dla kogos...
        a jezeli jestes przekonana o swojej wyjatkowosci- to moze
        faktycznie praca na wlasny rachunek? Byc sobie zeglarzem,
        sterem , okretem...nie musialabys sie martwic, ze ktos
        nad toba jest niedouczony( slowa te, moze brzmia
        zlosliwie, ale takimi nie sa)
      • iwa_ja Re: Zredukowali mnie 07.10.02, 23:03
        Gość portalu: Jedrek napisał(a):

        > A siebie nie zrestrukturyzował??? Bo on biedactwo tak straaaasznie mało
        > zarabia....
        Dlatego myslę, że w końcu dobrze się stało. Bo miałam od dawna dosyć. Tego
        pryncypialnego tonu szefa itd. OK. Będę damą. Mam czas. Popatrzę sobie z
        daleka, jak jego firma tonie. To zresztą dość specyficzny sposób zarządzania:
        zwalnianie specjalistów (czyli najwyżej uposażonych).

        > Pokora i lizusostwo są dobre dla maluczkich. Nie warto dla szybkiej kasy
        > pozbywać się resztek godności (podrywanie spasłego starca albo głupiego
        > szpanera w 3częściowym gajerku to chyba wątpliwa przyjemność).
        Fakt.
        Ale jak tak spojrzeć z lotu ptaka, to rzeczywiście się wyrabia! W znanych mi
        firmach zarząd zarządza od WZA do WZA, dokonując "kreatywnej księgowości" czyli
        liftingu bilansu. Strasznie krótka kołdra. Troche mi żal, że wiele dobrych firm
        przez konieczność sporządzania bilansu "z maseczką odmładzającą" pójdzie do
        gleby. Ale to już temat na inne opowiadanie...
    • scianka a ja mam przeczucie, ze dasz rade :) 08.10.02, 10:34
      Iwo,

      Bylam w podobnej sytuacji, charakter mam nie bardzo ulegly, a i zajmuje się
      m.in. rekrutacja,
      zatem do rzeczy.

      Przede wszystkim piszesz, jak się sprzedac, a wlasciwie, jak zrozumialam, jak
      to zrobic, żeby nie stracic twarzy przed osobami, co do których masz
      watpliwosci, czy Ciebie docenia.

      Zrozumialam tez, ze jestes osoba realistycznie patrzaca na swiat, swoje tzw.
      srodowisko, a tez na siebie (mozliwosci, dokonania, oczekiwania).

      Tego bym się trzymala, na podstawie tych realiow zbudowala podstawe, z ktorej
      wynika partnerski sposób rozmowy. Nie z gory, nie z dolu, nie z seksem, nie
      bezplciowo, a tak jakos zdrowo, ze srodka, z wiedzy, z doswiadczen, ktorym
      trudno zaprzeczyc.

      Jeżeli Twoje doswiadczenia jako specjalisty sa „silne”, warto tak się
      pokazywac. Realistycznie. W oparciu o fakty, przykłady, może i referencje.

      Twoje obawy, ze napotkasz po drugiej stronie stołu osoby mniej doświadczone niż
      Ty – pewnie sa prawdziwe. Ale to tez Ty wybierasz sobie prace, pracodawce,
      chocby i mialo to trwac dluzej (jeżeli możesz sobie na to pozwolic! ).

      Moze uslysze glosy sprzeciwu, ze teraz sa trudne czasy itp., ale zapytaj sie
      siebie samej, co dla Ciebie jest wazne - jaka praca, jaki szef, i jak daleko
      mozesz sie ugiac i byc w zgodzie ze soba. Przeczuwam, ze niedaleko (tez tak
      mam :)).

      Po drugiej stronie jest tez czlowiek, i zazwyczaj chce uslyszec prawde o Tobie,
      Twoich umiejetnosciach i oczekiwaniach. Możesz spokojnie tak się „sprzedawac”.

      A jeśli nie chce tego – to czy Ty chcialabys spedzic z taka osoba najblizsze
      lata, dni, godziny?

      Powodzenia! w razie czego jestem z 3city, możemy pogadac, jezeli masz taka
      potrzebe, albo rozminelam sie w rozumieniu Twojej perspektywy

      scianka
    • scianka a ja mam przeczucie, ze dasz rade :) 08.10.02, 10:34
      Iwo,

      Bylam w podobnej sytuacji, charakter mam nie bardzo ulegly, a i zajmuje się
      m.in. rekrutacja,
      zatem do rzeczy.

      Przede wszystkim piszesz, jak się sprzedac, a wlasciwie, jak zrozumialam, jak
      to zrobic, żeby nie stracic twarzy przed osobami, co do których masz
      watpliwosci, czy Ciebie docenia.

      Zrozumialam tez, ze jestes osoba realistycznie patrzaca na swiat, swoje tzw.
      srodowisko, a tez na siebie (mozliwosci, dokonania, oczekiwania).

      Tego bym się trzymala, na podstawie tych realiow zbudowala podstawe, z ktorej
      wynika partnerski sposób rozmowy. Nie z gory, nie z dolu, nie z seksem, nie
      bezplciowo, a tak jakos zdrowo, ze srodka, z wiedzy, z doswiadczen, ktorym
      trudno zaprzeczyc.

      Jeżeli Twoje doswiadczenia jako specjalisty sa „silne”, warto tak się
      pokazywac. Realistycznie. W oparciu o fakty, przykłady, może i referencje.

      Twoje obawy, ze napotkasz po drugiej stronie stołu osoby mniej doświadczone niż
      Ty – pewnie sa prawdziwe. Ale to tez Ty wybierasz sobie prace, pracodawce,
      chocby i mialo to trwac dluzej (jeżeli możesz sobie na to pozwolic! ).

      Moze uslysze glosy sprzeciwu, ze teraz sa trudne czasy itp., ale zapytaj sie
      siebie samej, co dla Ciebie jest wazne - jaka praca, jaki szef, i jak daleko
      mozesz sie ugiac i byc w zgodzie ze soba. Przeczuwam, ze niedaleko (tez tak
      mam :)).

      Po drugiej stronie jest tez czlowiek, i zazwyczaj chce uslyszec prawde o Tobie,
      Twoich umiejetnosciach i oczekiwaniach. Możesz spokojnie tak się „sprzedawac”.

      A jeśli nie chce tego – to czy Ty chcialabys spedzic z taka osoba najblizsze
      lata, dni, godziny?

      Powodzenia! w razie czego jestem z 3city, możemy pogadac, jezeli masz taka
      potrzebe, albo rozminelam sie w rozumieniu Twojej perspektywy

      scianka
      • iwa_ja Re: a ja mam przeczucie, ze dasz rade :) 08.10.02, 10:50
        Ścianka, ja z 3City byłam, lecz nie jestem od dawna - na emigracji w wawie
        teraz. Za propozycję rozmowy dzięki więc wielkie, ale realia awykonalne.
        Zgodnie z Twoją poradą pogrzebię teraz w moim zyciorysie, bo przeciez muszę
        napisać kwit pt. CV. I zobaczę, gdzie są zady i walety z punktu widzenia
        przyszłego pracodawcy. Ale i z punktu mojego. Właściwie dobrze zrobić czasami
        taką wiwisekcję, bo życie jest takie zaganiane i bez oddechu. Tylko wiesz, są
        takie aspekty, których nie przeskoczę. Na przykład w poprzedniej już pracy
        (czyli tej, z której mnie wykopsali) od początku miałam zgrzyty z szefem, który
        prawie kawa na ławę powiedział, że przeszkadza mu mój tytuł (którego on nie
        posiada). Ten tytuł ja uważam za jeden z moich atutów, ale parę razy już mi się
        zdarzyło, że osoba, która chociażby przez chwilę stała nade mną, a tytułu nie
        miała, robiła wszystko, żeby pokazać, kto tu rządzi...
        To nie jest tak, jak tu wczesniej ktoś sugerował, że to ja jestem zarozumiała.
        Bywa raczej tak, że trafia się na szefa sfrustrowanego tym, że jego podwładny
        ma gadżet przed nazwiskiem, a on nie. Jak udowodnić przyszłemu szefowi, ze
        tytuł nie ma nic do rzeczy, jeżeli chodzi o stabilność jego posady, że tytuł
        wskazuje wyłącznie na moje kwalifikacje, a nie chęć wygryzania?
        Mam nadzieję, że z tych moich myśli nieuczesanych wyłapiesz, o co mi chodzi.
        Jeszcze raz dziękuję za dobre słowo.
        • scianka Re: a ja mam przeczucie, ze dasz rade :) 08.10.02, 11:13
          mam dwa podejscia do kwestii "gadzetow" przed nazwiskiem:

          jedno to jasne wylozenie kawy na lawe - najlepiej przed zatrudnieniem (tak jak
          teraz) albo przed wspolpraca: fakt, mam (dajmy na to) doktorat, ale moje
          aspiracje ida w kierunku (przedstawic je, w oparciu o konkrety), a nie kusi
          mnie zarzadzanie ludzmi, bo (i tu tez przedstawic fakt, moze nawet slaba
          strona, byle prawdziwa i nieprzeczaca kompetencjom merytorycznym).

          jak zaufa - to faktycznie nie wchodzic w kompetencje szefa, nie rozstawiac
          ludzi, nie byc "szara eminecja" (taka, co oficjalnie nie rzadzi, ale wiadomo,
          ze nieformalnie tak).

          opcja druga - jak nie zaufa - i to widac, slychac i czuc: ja wtedy zakladam, ze
          w czasie jednej rozmowy (zwlaszcza rekrutacyjnej :)) nie zmienie pogladow tego
          czlowieka i daje sobie spokoj z takim pracodawca.
          po co mam sie pozniej meczyc :)

          scianka
          • Gość: dodo a ja na to jak na lato IP: 209.226.65.* 08.10.02, 15:50
            iwa, czemu sie tak buntujesz przeciwko "beauty contest"?
            ja jestem kadrowa, hmmm... tak to sie w polszcze nazywalo za "wczesnego
            gierka", teraz nie wiem.
            ale to jest moje oblicze z ostatnich kilku lat, wykonywalam juz w zyciu tyle
            zawodow, ze powoli sama trace swiadomosc czego jeszcze nie umiem ;-)
            kazde zwolnienie z pracy, restrukturyzacja, glupawa rozmowa typu "taka mamy
            sytuacje...", zmiana adresu czy nazwiska to szansa. tylko tak wolno ci patrzec
            na pisanie po raz kolejny twojego resume - szansa na ciekawsze miejsce pracy,
            jakichs bardziej interesujacych ludzi, moze nawet czystsze kible w budynku choc
            akurat na to bym nie liczyla.
            zrestrukturyzowali cie - too bad for them - ty sobie znajdziesz cos ciekawszego
            i lepiej platnego. i z mojej strony to nie jest zadne "duchowe solarium" -
            wszystkie statystyki dowodza, ze jezeli zwalniamy pracownika to najczesciej
            dlatego, ze cos pomiedzy nami nie gralo (chemistry nie bylo :-D) a czlowiek
            dobrze pracuje i szczesliwy jest tylko tam, gdzie wszystkim "gra". dlatego
            wedlug wszelkich znakow na niebie i ziemi tudziez znakow wysmarowanych tu przez
            dodo - oni ci zrobili przysluge, podjeli za ciebie decyzje, ktora ty sama tez
            juz bylas pewnie prawie gotowa podjac.
            no i teraz - "beauty contest". a czemu nie? co jest, do diabla, nie stac cie na
            to zeby jakiemus prospective employer (chocby i ciulasowi z murzasichla)
            udowodnic, zes super? stac cie na to, bo jest to mobilizujece wyzwanie a tego
            ci wlasnie potrzeba - wyzwania! no i je masz :-)
            • maly.ksiaze I tu przypomniala mi sie 08.10.02, 16:34
              Gość portalu: dodo napisał(a):

              > ale to jest moje oblicze z ostatnich kilku lat, wykonywalam juz w zyciu tyle
              > zawodow, ze powoli sama trace swiadomosc czego jeszcze nie umiem ;-)
              Irena Kwiatkowska. Nie wiem czemu, ale pozdrawiam.

              mk.
              • Gość: dodo alez pamietam, oczywiscie :-) IP: 209.226.65.* 08.10.02, 16:52
                maly.ksiaze napisał:

                > Gość portalu: dodo napisał(a):
                >
                > > ale to jest moje oblicze z ostatnich kilku lat, wykonywalam juz w zyciu ty
                > le
                > > zawodow, ze powoli sama trace swiadomosc czego jeszcze nie umiem ;-)
                > Irena Kwiatkowska. Nie wiem czemu, ale pozdrawiam.
                >
                > mk.

                na wyglad trzeba zapracowac :-)
                jednego bym tylko pewnie nie umiala (jeszcze) - w jednym z odcinkow ona
                rysowala na chodniku przed blokiem rozne ksztalty kieliszkow do wszelkich napoi
                z procentami - po pierwsze nie umialabym tak rysowac, po drugie - ja jestem
                prosta kobita, mam jeden ukochany kieliszek i z niego pije, co sie da a reszta
                swiata niech sie sama martwi, co w jakim szkielku.
                ale jakby mnie kto tak wyzwal na pojedynek ze znajomosci np. eleganckiego
                nakrywania do stolu, to moze i resume bym napisala ;-)
                tu dygam staroswiecko przed ksieciem, bo inaczej nie wypada zwlaszcza, ze
                krolowa zbliza sie w nasze okolice wiec warto pocwiczyc savoir-vivre.
                • roseanne popraweczka 09.10.02, 01:11
                  ona nie rysowala, ona malowala lejac mlekiem z butekli :))
            • iwa_ja Re: a ja na to jak na lato 08.10.02, 16:41
              Hej Dodo! Och, jak Ty masz rację!!!! Wiesz, woziłam się z tą decyzją od dawna.
              Każdy ranek i perspektywa, że muszę tam pójść powodował, że miałam
              siedmiokilowe buty. Tylko... wściekła jestem na siebie, że to nie ja w końcu
              podjęłam tę decyzję. Głupia idotka byłam. Wiesz, miałam coś tam jeszcze do
              załatwienia. A także lenistwo i obawa przed czymś nowym. Ale teraz już, po
              pierwszym szoku, myśle pozytywnie. OK. mają mnie prześwietlać? Niech
              prześwietlają. Trochę mi czas tutaj bruździ, ale niech tam!
              Jak wcześniej napisałam, od dawna mi się tam nie podobało, jakośc zarządzania,
              stosuneczki w pracy, traktowanie ludzi itd.
              A dzisiaj ktoś napisał, zeby dać mu kopa, bo mu się nie chce. Jak mu dadzą
              kwit, to mu się zachce. tylko to takie, hmmm, nieprzyjemne. Z drugiej strony
              takie myśli jak "perły przed wieprze" itd. To nie megalomania. Jeżeli szef wie
              zawsze lepiej i rzuca maciami, jezeli daje mu się realistyczne sprawozdanie na
              jakiś temat, a on każe dokonać retusz sprawozdania i nie słucha, to po co tam
              trwać.
              Dzięki, Dodo. Rzeczywiście teraz może byc juz tylko lepiej.
              Buźka
              • Gość: eva07 Stosunki pracy IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 09.10.02, 01:14
                Wybaczcie, że ja jeszcze swoje trzy grosze... Otóż moja troche ironiczna rada,
                żeby "się nie wyrywać" podyktowana była tym, ze ja juz zdązyłam sie dowiedziec,
                że na proponowane miejsce pracy mam za wysokie kwalifikacje... Cos podejrzewam
                dodo, że u nas te "stosunki pracy" sa troche mniej zdrowe niz szerokim swiecie.
                Sama 3 lat pracowałam w US i miałam znacznie większe poczucie, że "wszystko
                zalezy ode mnie". Ale oczywiście wierzyć trzeba mimo wszystko. I jeszcze
                dowcip. To raczej o tych co to teraz tak intensywnie sie kształca by zanleźć
                swoje miejsce na rynku. Znacie? To posłuchajcie: "Co bezrobotny absolwent mówi
                do swojego kolegi, który ma pracę?
                -Hamburgera poproszę."
    • ya-cek Re: Zredukowali mnie 09.10.02, 01:44
      Niestety, Ewa ma rację.
      Widzisz Dodo, rynek pracy w III RP wciąż ewoluował, wydawało się do niedawna,
      że w "cywilizowanym" kierunku. Niestety nie zdążył... A dziś jest to jakiś
      wynaturzony potwór, rządzący się niepojętymi dla foreignera regułami.
      Triumfuje nepotyzm, przeżarte nim do cna są administracja i wszystkie służby
      publiczne. Na prowincji,co lepsze posady są obstawione "swoimi" także w firmach
      prywatnych, także tych zarządzanych (przeważnie zdalnie) przez zagraniczniaków.
      To jest horror! Oczywiście są zawody, stanowiska, w/na których nie da się
      jedynie udawać wiedzy, ale od czego są zastępcy/asystenci itp.
      Naprawdę zgroza.
      Nie przemawia przeze mnie jakaś zawiść, bo jestem w superkomfortowej sytuacji
      zawodowej, ale martwi mnie to szczerze i tyle.

      Iwo miła. Z mojej prowincjonalnej perspektywy wydaje mi się, że jest jednak
      wielu szefów stosujących całkiem odmienną strategię przetrwania, niż Twój
      dotychczasowy - takich zatrudniających na kluczowe stanowiska ludzi świetnych,
      superprofesjonalnych, a redukujących resztę szaraczków (przy okazji rotując
      miejsca pracy dla bratanków,kuzynów, kochanek:)))). Stąd postawiłbym przy
      interwiach (he,he, ale słówko mi wyszło)na profesjonalizm i na taką "pewność
      siebie w trudnych czasach". Jeśli już mówisz o trzech spotkaniach, to pozostaje
      mi zazdrościć i życzyć powodzenia.
      Pa
      • Gość: dodo jeszcze sie troszke powymadrzam IP: 209.226.65.* 09.10.02, 19:25
        bardzo prosze sie nie ludzic, ze gdziekolwiek istnieje raj dla zatrudnionych :-)
        jest to niby prawda oczywista a jednak mam czasem wrazenie, ze ludziom trudno
        jest porzucic marzenie o jakims idealnym miejscu na swiecie, gdzie wszystko
        dziala sprawnie, uczciwie, solidnie, odpowiedzialnie i na dodatek przynosi
        zyski.
        wszedzie na swiecie pelno jest niedouczonych (zeby nie powiedziec
        niegrzecznie "glupich") szefow, bezsensownie awansowanych kolegow, pelno jest
        nepotyzmu, wzajemnego podgryzania i wojen podjazdowych pomiedzy personelem.
        oczywiscie, sa tez i mechanizmy prawno-rynkowe, ktore w jakis sposob kontroluja
        i ograniczaja owa glupote, lenistwo, podsiebiernosc, brakorobstwo, nepotyzm,
        tumiwisizm czy biurokracje ale nader zadko dzialaja one zawsze i wszedzie -
        najczesciej zaczynaja dzialac na chwile po jakichs spektakularnych kryzysach
        badz aferach, by znow po pewnym czasie oslabnac i wiednac.
        ja wiem, ze my - polacy mamy sklannosc do traktowania siebie samych jako
        wyjatkowych czy to w dobrym, czy to w zlym ale akurat w kwestii stosunkow czy
        warunkow pracy owa wyjatkowosc tak naprawde nie ma miejsca.
        zgodze sie, ze pewne zjawiska moga byc w polsce bardziej dokuczliwe niz gdzie
        indziej (chocby ordynarne chamstwo przelozonych) ale nie ma sensu budowac sobie
        w marzeniach swietlanego obrazu "innego kraju", w ktorym wszystko jest perfect.
        poza tym kazdy z nas ma swoje problemy w zaleznosci od adresu - one moga sie od
        siebie lekko roznic ale ilosc ich i dokuczliwosc sa najczesciej porownywalne.
        zwlaszcza gdy dotyczy to zatrudnienia. dlatego nie widze powodu by traktowac
        polska rzeczywistosc jako specjalnie wredna wobec osoby poszukujacej pracy -
        jak juz wspomnialam, pracowalam w sumie na 4 kontynentach - zmienial sie tylko
        jezyk i pora przerwy w srodku dnia, reszta problemow najczesciej jest ta sama.
        ale taka sama bywa tez i radosc, i satysfakcja, i duma z dobrze wykonanej
        pracy - dodo uwielbia pracowac - to tak zeby ten caly post nie brzmial zbyt
        minorowo!
        i tym optymistycznym... ;-) ... trzymam kciuki za iwe by znalazla sobie kolejne
        cieplutkie "bagienko", ktore moze bedzie choc troszke mniej dolujace niz
        poprzednie :-)
        • iwa_ja Re: jeszcze sie troszke powymadrzam 09.10.02, 21:07
          Gość portalu: dodo napisał(a):

          > i tym optymistycznym... ;-) ... trzymam kciuki za iwe by znalazla sobie
          kolejne cieplutkie "bagienko", ktore moze bedzie choc troszke mniej dolujace
          niz poprzednie :-)

          Nie dziękuję, żeby nie zapeszyć. A poza tym to nie jest tak, że w zyciu
          przenosiłam się z bagna do bagna. Ale że teraz borowinka by się przydała, to
          inna para obuwia. Poprzedni wpis uświadomił mi, że jest wiele ludzi, którzy
          nawet nie mają szansy załapać się na różne interwiuły. Ergo: jest do przodu.
          I tylko trochę lata żal.
          Tym optymistycznym akcentem pozdrawliaju wszystkich przed, w trakcie i po
          redukcji. To jak, nome omen, świnka w dzieciństwie. Kazdy musi to przechorować.
          Trzymam kciuki za brak powikłań (jakie piękne zdanie po polsku mi sie napisało,
          ale nie będę już dilejtować).
        • eva07 Niestety dodo nie masz racji 10.10.02, 00:56
          Gość portalu: dodo napisał(a):
          W tej dyskusji widze echo wielu innych czesto prowadzonych z cudzoziemcami lub
          emigrantami. Patrza się na delikwenta nieco podejrzliwie (megaloman jakiś czy
          co...)i tłumaczą, że u nich tez zycie nie jest usłane rózami a polityka super
          czysta. W latch 80 jeszcze tłumaczyli, że wcale nie sa super bogaci i nawet
          mówili prawdę (tylko przelicznik dolara był,jaki był...). Otóz wszystkie
          systemy, państwa i rządy sa zle. Przyjmijmy to za pewnik, bo ludzie są
          niedoskonali. To nie znaczy, że pod różnymi wzgledami jedne nie sa lepsze, a
          drugie gorsze. POd wieloma wzgledami jest LEPIEJ zyc w POlsce niz na Białorusi,
          choc w POlsce jest do chrzanu. I ja się będe naprawde upierać, ze w tej
          fatalnej sprawie zatrudniania ludzi i tego co pisał yacek skupia sie, jak w
          soczewce nienormalność (wciąż) naszego zycia. Lekceważenie kompetencji,
          zaburzenie hirachi wartości i układowość na skale o wiele wieksza niż ta, która
          zna układowy skąd inąd świat zachodni. Nie oglądałaś takich instytucji (dość
          ekstremalnych)jak np. TVP SA, więc nawet pojęcia ne masz o wyobrażeniu, jak
          może być. A jesli ktoś uważą ze jest swietnie i bardzo normalnie to niech sie
          jeszcze raz rozejrzy wokół.

          > bardzo prosze sie nie ludzic, ze gdziekolwiek istnieje raj dla
          zatrudnionych :-
          To nie ochodzi o to, że ktos poszukuje raju.

          > ja wiem, ze my - polacy mamy sklannosc do traktowania siebie samych jako
          > wyjatkowych czy to w dobrym, czy to w zlym ale akurat w kwestii stosunkow czy
          > warunkow pracy owa wyjatkowosc tak naprawde nie ma miejsca.

          >
          >Jak ci to wytłumaczyc, że ma? Może zapytam: kiedy ostatni raz pracowałaś w
          Polsce?
          POzdrawiam Ewa.
          • maly.ksiaze Różnie bywa, Evo 10.10.02, 03:03
            Ja akurat kontakt z polską mizerią pracowniczą miałem
            stosunkowo niedawno - i szczerze powiem, nie była taka
            mizerna ta mizeria.
            Naprawdę nie było takiej przepaści, jaką widać z Polski.
            Też to tak wówczas widziałem, zmieniłem punkt siedzenia,
            wraz z nim punkt widzenia - i wiem, ze jest podobnie. W
            pewnym sensie w Polsce było mi łatwiej.

            Muszę przyznać jednak, że nie pracowałem nigdy w TVP, PZU
            ani wogóle w mętnej wodzie prywatno/państwowych układów.

            Pozdrawiam,

            mk.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka