Dodaj do ulubionych

jak pozory moga mylic...kochani tesciowie.?

03.12.05, 17:24
Mam problem, ktory dla obiektywnego obserwatora moze wydac sie blahy, ze niby
szukam dziury w calym. Ale chcialabym napisac co ja przy tym czuje i jak
pozory moga mylic…
Moi przyszli tesciowie od poczatku wydali mi sie bardzo sympatyczni, mili i
przyjeli mnie z otwartymi ramionami. Czulam sie juz w pierwszych miesiacach
jakbym nalezala do rodziny: wspolne obiadki, wypady do kina, na urlop, do
teatru, na wesela kuzynow i kuzynek, mowienie sobie po imieniu: zawsze
liczyli mnie jako osobe.

Dzis, po ponad trzech latach bycia z moim narzeczonym i jego rodzina, w
przyszlym roku slub a ja czuje, ze wpadlam jak sliwka w kompot. Lgnelam do
nich, bo wlasnych rodzicow juz nie mam, pragnelam jak nikt rodziny. Takze moj
narzeczony wydawal mi sie byc idealnym kandydatem na meza. Dzis jednak widze,
ze pod pozorem grzecznosci i przymilania calkowicie przejeli wladze nad nim i
nad naszym zwiazkiem, co zmusza mnie do zastanowienia sie nad wspolna
przyszloscia. Pozornie nadal zawsze usmiechnieci, ja ukochana synowa, a
przeciagneli mojego narzeczonego na swoja strone. On liczy sie tylko z ich
zdaniem, mnie nie biorac juz pod uwage. Zaplanowal np. cale swieta i
sylwestra, gdzie je spedzimy, gdzie jedziemy – bo rodzice tak chca a jemu tez
to odpowiada, nie musi sie zastanawiac co i jak, ktos inny za niego podjal
decyzje, a jemu z tym dobrze, ja sie nie licze, ja sie musze do wszystkiego
dopasowac. Moge sie klocic z nim i tlumaczyc, co czuje, jak sie czuje, on nie
jest w stanie walnac w stol i powiedziec rodzicom: „Kocham was jako rodzicow,
ale moja przyszlosc, to ta kobieta, kora sobie wybralem, ktora wkrotce urodzi
mi dziecko. Rodzice rodzicami,ale to ona jest moja przyszla rodzina i dlatego
dla mnie najwazniejsza“. on nawet tak nie czuje, nie mowiac juz o tym, by byl
w stanie to powiedziec…
Bedziemy mieszkac razem z nimi – bo rodzice tak chca. Czuje sie w ich domu
jak piate kolo u wozu, gdy szwagierka rozmawia z tesciowa szeptem, bóg wie o
czym, narzeczony z tata w innym kacie, jak sie pytam o czym, e tam, nic
waznego. Bedziemy mieli wkrótce dziecko, snuja juz plany gdzie urodze, do
jakiego przedszkola maly pójdzie, moje zdanie sie w niczym nie liczy.
Mezczyzna, ktorego kocham, traktuje mnie jak przylepe, egoistyczny jaki jest –
jade tam i tam, jak chcesz to mozesz jechac ze mna jak nie to, ja mam taki
plan i albo sie podporzadkowujesz, przypasowujesz sie do tego jak mi pasuje,
albo nie. A jakie mam wyjscie?
Zostac samotnym wojownikiem? ja jedna i ich czterech? a jak jeszcze nasze
dziecko dojdzie, czy nie zasluguje na ich szacunek jako matka malego? a mam
wrazenie, jakby traktowali mnie jak kobiete, ktora TYLKO urodzila ICH synowi
dziecko…

Gdzie popelnilam blad? W ktorym momencie przestali mnie szanowac, zaczeli
traktowac, owszem, jak czlonka rodziny, ale tam wbrew pozorom, ze tacy
serdeczni i mili, nie ma nikt nic do powiedzenia oprocz ojca. a ten i ze mna
sobie juz pozwala: ze za dlugo w lazience siedze, wali mi w dzwi i sie
wscieka, ze telefonuje za dlugo – wszystko mu przeszkadza. nie tylko we mnie,
do wszystkich taki jest, ale ja uwazam ze synowa synowa, i cudownie jest czuc
sie u rodziny meza dobrze, ale w ich zachowaniu jest tyle przesady, ze
zaakceptowali mnie an nadto, ze traktuja mnie jak smiecia, z ktorym mozna
wszystko zrobic. Tak jak siebie wzajemnie. Pod pozorem szczegolnej
serdecznosci, na tyle zdobyli moje zaufanie ze nie zauwazylam znakow, kiedy
zaczeli sie za bardzo do mnie spoufalac. A tam, gdzie jest przesada, nigdy
nie jest dobrze.
Nie ma tej moralnie zdrowej granicy, my rodzina – ty synowa.

A we wlasnym przyszlym mezu nie mam oparcia, bo on mnie nie rozumie. ze robie
z igly widly, ze przeciez nikt mnie nie krzywdzi, jestem u nich, siedze,
spie, jem, ale tak mysle sobie ze gdybym miala tesciow, z ktorymi nie
moglabym sie dogadac, to przynajmniej moj narzeczony musialby sie okreslic,
kto jest dla niego wazniejszy. a tak on chce miec i rodzicow i mnie jako jego
cien u boku. A ja sie zastanawiam, czy tak ma moje cale zycie wygladac?
przeciez ja nerwowo nie dam rady, wczesniej czy pozniej to sie rozpadnie bo
nie mozna ciagnac, tak jak on, dwoch srok za ogon, ktos musi byc wazniejszy,
a dla niego, jesli mialby wybierac, sa to niestety rodzice, nie ja. A nawet
jak sie rozstaniemy to jego rodzice i tak nie pojma, ze to przez nich, ze to
oni za duzo chcieli, przesadzili, ze rozwalili nam malzenstwo. Dla nich ja
bede ta zla i tyle.
Wszystko przelicza na pieniadze: bo tak jest taniej, lepiej i kombinuje, zeby
wilk syty i owca cala. on ma rodzinke wokol siebie i mnie u boku. a ze ja nie
jestem szczesliwa w tej sytuacji, to on nie rozumie. Bo, tak mysle, po prostu
mnie nie kocha…
Obserwuj wątek
    • jonaszkowalski Re: jak pozory moga mylic...kochani tesciowie.? 03.12.05, 17:58
      i wszyscy raaaaazem

      maaaaaaaalusi maaaaaaaaaaaaaalusi
      jaaaaaaaaaaaaaaaaaak ta reeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeenkawicka
      hej
    • vvitch Re:Wszyscy ludzie mają wady... 03.12.05, 18:18
      Na swojej drodze życiowej nie spotkasz nikogo idealnego. Dlatego to co się
      dzieje to 'normalna' kolej rzeczy powrót do rzeczywistości. Szkoda,że przed
      zajsciem w ciąże nie zauważyłaś pewnych odchyłek w tej rodzince, ktore ci psują
      humor.

      Jeszcze inna sprawa kobiety w ciązy są bardzioej wrażliwe na otoczenie....i
      wyszukują dziury w całym. Myślę,że jak dzieciątko się narodzi to i oni się
      zmienią i łatwej tobie będzie żądać swojego.

      A jeszcze inna sprawa, po co mieszkać z teściami pod jednym wspólnym dachem? No
      chyba,że krótko.... Każdy dorosły osobnik potrzebuje własnego kąta i wy też.
      Moze wynająć mieszkanie? Nie myślałaś o tym.....


      Nic nie stoi wmiejscu..sytuacje i ludzie ZMINIAJĄ SIĘ W ŻYCIU odrobinę
      cierpliwości....
      • jonaszkowalski Re:Wszyscy ludzie mają wady... 03.12.05, 18:22
        i razem

        maaaaaaaaaaaaalusi maluuuuusi
        jak taaaaaaaa reeeeeeeeeeeenkawickaaaaa
        hej

        strzel do teścióf z procy i wywal karpika w galarecie na podłogę
        i inne takie wigilijne poróty zrób
        niech poznaja twoją prawdziwą nature
        zasłaniaj tęściowi telewizor
        • vvitch Re:Kowalski prosze do tablicy.... 03.12.05, 18:36
          czy ty aby o drobinę nie wypiłeś za wiele mojego likieru malinowego i teraz
          hajduczysz się po forum......
          • jonaszkowalski Re:Kowalski prosze do tablicy.... 03.12.05, 18:44
            hajduczę ?
            śpiewam sobie kolendę
            i

            maaaaaaaaalussssssssssi , tu tutu tutu laaaaaaaa laalala
            to japa :D spadam , jak ma być poważka to spadam
            i papatki
            lalalaaaas lalaaa ,malusiii maaaaaalusi
    • sarka_farka Re: jak pozory moga mylic...kochani tesciowie.? 04.12.05, 00:23
      Hmmm.... post jest tak wyczerpujacy, ze wlasciwie na kazde pytanie jakie by sie
      chcialo zadac - juz w nim odpowiedzialas! Masz do czynienia z wyjatkowo
      toksycznymi ludzmi (tesciowie), ktorzy manipulacje zdaje sie opanowali do
      perfekcji i wyjatkowo slabym facetem (synus mamusi czy tatusia, licho wie), co
      dobrze nie wrozy. Zalecilabym tu psychoterapie pary, ale z tego co piszesz twoj
      narzeczony nawet slyszec o tym nie bedzie chcial! (mimo wszystko warto
      sprobowac). Radzilabym odejsc czym predzej z tego domu i jak najdalej od
      takiego czlowieka jakim jest twoj facet, o ile sie nie zmieni jego stosunek do
      ciebie, ALE bedzie to wymagalo od Ciebie niesamowicie duzo sily i determinacji,
      tym wiekszej, bo bedziesz musiala zadbac o siebie i dziecko, ktore urodzisz.
      Czy masz jakokolwiek rodzine, przyjaciol do ktorych moglabys sie zwrocic w
      potrzebie? Czy masz staly dochod, prace?
      • mmax20 Re: jak pozory moga mylic...kochani tesciowie.? 04.12.05, 12:20
        no waśnie, chyba lepiej się już nie da tego opisać,
        witam w clubie
      • maja.f Re: jak pozory moga mylic...kochani tesciowie.? 04.12.05, 12:37
        Wygląda na to, że dziewczyna nie ma w nikim oparcia i nie jest samodzielna. Po
        prostu dopuściła do takiej sytuacji, że jest pod każdym wzgledem zależna od tej
        rodziny. I to był błąd.

        Kylie7, dołączę sie do pytania Sarki_farki: Nie masz juz rodziców, ale czy masz
        jakokolwiek rodzine, przyjaciol oprócz rodziny narzeczonego? Czy masz
        wykształcenie, staly dochod, prace, czy jesteś samodzielna finansowo? Jeśli
        odpowiedź na te pytania brzmi "nie", to Twoim błędem jest to, że dopusciłaś do
        takiej sytuacji. Oni czują, że mogą się z Tobą nie liczyć, bo Ty i tak nie masz
        wyjscia, nie masz możliwości się im sprzeciwić, nie możesz odejść.

        Jesteś w ciężkiej sytuacji, ale nie jest za późno. Musisz zacząć budować swoją
        siłę. Przede wszystkim zacznij poznawać ludzi. Miej swoich WŁASNYCH znajomych.
        Teraz, kiedy spodziewasz się dziecka, możesz zaprzyjaźnić się np. z innymi
        przyszłymi mamami, np. na szkole rodzenia. Będziesz w nich miała oparcie. A kidy
        dziecko będzie na tyle duże, ze będziesz mogła je zostawiać z teściową,
        rozejrzyj się za pracą. Dzieki temu będziesz po pierwsze miała oparcie w
        ludziach, a po drugie nie bedziesz od teściów i męża tak zależna finansowo. A
        wtedy kto wie, teściowie i mąż może Cię docenią i stosunki z nimi będą miały
        większą szanse się unormować. W końcu to zawsze będą dziadkowie Twojego dziecka,
        więc lepiej mieć z nimi pozytywne niż negatywne relacje.
        • kylie7 Re: jak pozory moga mylic...kochani tesciowie.? 04.12.05, 21:59
          tak, mam skonczone studia, pracuje jako prawnik. tu nie o to chodzi, ze nie mam
          wyjscia, musze z nim byc, ja moglabym odejsc i jakos bysmy zyli, ja i malutki,
          ale JA GO KOCHAM,mojego M i chce walczyc o ten zwiazek tylko nie wiem jak...
          najlatwiej powiedziec odchodze, bez walki ale ak jest najprosciej a ja nigdy
          nie szlam na latwizne.
          Mam przyjaciol, brata, nie jestem samotna tylko nie wiem jak i czy w ogole jest
          szansa by ten zwiazek jeszcze uratowac?
          • sarka_farka Re: jak pozory moga mylic...kochani tesciowie.? 04.12.05, 23:57
            Skoro go kochasz to walcz o niego! Rozmowa i jeszcze raz rozmowa, szczera,
            konkretna, bez wymowek. Czy on w ogole wie ze Ci w tym zwiazku zle? Ze w tej
            sytuacji jakiej wszyscy jestescie Ty sie po prostu DUSISZ?
            • babara7 Re: jak pozory moga mylic...kochani tesciowie.? 05.12.05, 10:54
              Podpisuje sie pod wszystkom co napisala sarka i pamietaj, ze nie mozesz
              oczekiwaC zaraz po wejsciu do obcego domu, ze wszyscy zobacza w tobie lidera.
              Buduj swoj autorytet /mnie sie to udalo po kilku latach/, kiedy zobacza, ze
              odnosisz sukcesy zawodowe, masz przyjaciol, ktorzy cie cenia, powoli zmienia
              stosunek do ciebie.
              Dzielenie wspolnego domu wymaga dyplomacji, tolerancji i tylko nieliczni w tym
              ukladzie sa szczesliwi.
          • pipetkaa Re: jak pozory moga mylic...kochani tesciowie.? 05.12.05, 13:43
            to dlaczego jezeli jestes prawnikiem nie kupicie sobie mieszkania?prawnicy
            dooobbrre zarabiaja!co maja powiedziec dziewczyny na zasilku?moze tobie tak
            wygodniej?
            • pilot.nawigator Re: jak pozory moga mylic...kochani tesciowie.? 05.12.05, 13:44
              Uciekaj plagiatorko!!!
            • kylie7 Re: jak pozory moga mylic...kochani tesciowie.? 05.12.05, 15:07
              ale przeciez ja chce mieszkanie! tylko problem jest taki, ze on nie chce od
              rodzicow odejsc!! a zeby sama sobie kupic i sie wyprowadzic to po 1. mnie stac,
              a samo wynajecie to jakby ucieczka, to nie jest rozwiazanie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka