Dodaj do ulubionych

Beznadziejna miłość

IP: *.tele.pw.edu.pl 18.10.02, 19:20
Autorka felietonu nie zauwaza subtelnej roznicy miedzy miloscia a fatalnym zauroczeniem (film "Fatal attraction" niedawno
przypomniala TV). Prawdziwa milosc jest uczuciem dobrym, kreuje dobro, nie idzie po trupach". A jak zachowuje sie nasza
bohaterka? Po co pisze do ksiedza? Znalazl on zapewne swoje powolanie i czerpie radosc z jego realizacji. Po co mu to utrudniac -
dla wlasnego egoizmu? Bohaterka ma rodzine - jakos o niej w felietonie cicho. Maz, zapewne i dzieci zostaly potraktowane jak
powietrze, i to nie tylko przez bohaterke, ale rowniez autorke felietonu. Na koniec autorka beztrosko radzi bohaterce, by sobie
poszukala innego, bardziej dostepnego partnera. A w ostatecznosci moglaby sie tez zainteresowac swoim mezem... Gratuluje
dobrego samopoczucia i moralnej wrazliwosci.
Obserwuj wątek
    • Gość: agnieszka Re: Beznadziejna miłość IP: *.chello.pl 19.10.02, 16:39
      Niestety Przemku - też myślałam, że takie rzeczy w praktyce sie
      nie zdarzają... mam rodzinę, którą kocham nad zycie! A jednak
      znalazło się w moim sercu jeszcze trochę miejsca. Zaskakująco
      spotkało mnie i razilo, jak piorunem, nie zmieniając stałych,
      dobrych uczuć do męża!!! I tak, jak bohaterka artykułu bronię
      sie przed czynami. Przed uczuciami nie potrafię!!! Kiedy widzę
      zachwyt w jego oczach, kiedy słyszę jego głos... A z mężem jest
      dobrze, choc nie wie - i to chyba jedyna zdrada i grzech -
      niedomówienia - o moich uczuciach do pozornego znajomego... Póki
      co nikogo nie krzywdzę, chyba... NIe zdradzam, przynajmniej
      fizycznie. Czy kochanie dwóch mężczyzn, ale życie z jednym
      doprowadzi mnie do zguby? Nie wiem, ale wiem, że takie uczucie,
      beznadziejne, jest mozliwe. Mnie spotkało. Niestety? Na
      szczęście?
      • piotr.kowal Re: Beznadziejna miłość 19.10.02, 17:51
        Gość portalu: agnieszka napisał(a):

        > Niestety Przemku - też myślałam, że takie rzeczy w praktyce sie
        > nie zdarzają... mam rodzinę, którą kocham nad zycie! A jednak
        > znalazło się w moim sercu jeszcze trochę miejsca. Zaskakująco
        > spotkało mnie i razilo, jak piorunem, nie zmieniając stałych,
        > dobrych uczuć do męża!!! I tak, jak bohaterka artykułu bronię
        > sie przed czynami. Przed uczuciami nie potrafię!!! Kiedy widzę
        > zachwyt w jego oczach, kiedy słyszę jego głos... A z mężem jest
        > dobrze, choc nie wie - i to chyba jedyna zdrada i grzech -
        > niedomówienia - o moich uczuciach do pozornego znajomego... Póki
        > co nikogo nie krzywdzę, chyba... NIe zdradzam, przynajmniej
        > fizycznie. Czy kochanie dwóch mężczyzn, ale życie z jednym
        > doprowadzi mnie do zguby? Nie wiem, ale wiem, że takie uczucie,
        > beznadziejne, jest mozliwe. Mnie spotkało. Niestety? Na
        > szczęście?

        Czego Ci brakuje w aktualnym związku?

        • Gość: agnieszka Re: Beznadziejna miłość IP: *.chello.pl 19.10.02, 23:36
          Piotrze! niczego... uwierzysz? NICZEGO! jest świetnie - dlatego
          nie szukam żadnych kontaktow fizycznych, ba, chyba sie przed
          nimi bronię...

          w tamtym widzę po prostu siebie młodszą, ładniejszą,
          atrakcyjniejszą, inną... tamten jest moja miłością sprzed lat,
          nagle, jak feniks z popiołów odrodzoną - choć chyba to tylko
          duchy przeszłości... ale tak dobrze słyszeć jego głos...

          wiem jednak, że to mój mąż jest moją druga połową, z nim mam
          dzieci, z nim się chcę zestarzeć... i nie chcę go zranić... więc
          wszystko pozostaje w sferze myśli, marzeń... żadnych czynów...

          pozornie czysta przyjaźń, wewnętrznie - całkowite uczuciowe
          zaplątanie...

          i co? co myślisz o mnie? jestem upadła? .....

          • Gość: Przemek Re: Beznadziejna miłość IP: *.tele.pw.edu.pl 21.10.02, 10:48
            Alez skad! (to o tej upadlosci...) Znajomy psycholog powiedzial mi kiedys, ze niebezpieczenstwo tkwi w tworzeniu sobie wlasnego
            swiata, do ktorego najblizsza rodzina nie ma dostepu. Ten swiat moze sie powiekszac, kosztem zwiazku ze stalym partnerem (to
            staduim osiagnela chyba bohaterka artykulu - rodzina przestala ja obchodzic). Wg mnie trzeba sie zdobyc na szczerosc, potraktowac
            siebie i cala sprawe z dystansem, nawet z humorem. Ja bym poszedl do stalej partnerki i powiedzial: "Sluchaj, ale heca! Trafila mnie
            znienacka "fatal attraction" - musimy o tym porozmawiac, bo moze cos w naszym zwiazku nie funkcjonuje tak, jak trzeba. A jesli sie
            nie dogadamy, to chodzmy do psychologa - razem!"
            • Gość: firanka Re: Beznadziejna miłość IP: 212.244.188.* 21.10.02, 14:35
              "Przesmiewanie", to jeden z wielu stosowanych mechanizmow radzenia sobie w trudnej sytuacji. Tobie z pewnoscia
              jest z nim dobrze, sprawdza sie- jest ok. Jestes jednak pewien, ze w taki sam sposob potraktowalaby taki text Twoja
              partnerka?

              Gość portalu: Przemek napisał(a):

              > Alez skad! (to o tej upadlosci...) Znajomy psycholog powiedzial mi kiedys, ze n
              > iebezpieczenstwo tkwi w tworzeniu sobie wlasnego
              > swiata, do ktorego najblizsza rodzina nie ma dostepu. Ten swiat moze sie powiek
              > szac, kosztem zwiazku ze stalym partnerem (to
              > staduim osiagnela chyba bohaterka artykulu - rodzina przestala ja obchodzic). W
              > g mnie trzeba sie zdobyc na szczerosc, potraktowac
              > siebie i cala sprawe z dystansem, nawet z humorem. Ja bym poszedl do stalej par
              > tnerki i powiedzial: "Sluchaj, ale heca! Trafila mnie
              > znienacka "fatal attraction" - musimy o tym porozmawiac, bo moze cos w naszym z
              > wiazku nie funkcjonuje tak, jak trzeba. A jesli sie
              > nie dogadamy, to chodzmy do psychologa - razem!"
              • Gość: Przemek Re: Beznadziejna miłość IP: *.tele.pw.edu.pl 22.10.02, 11:39
                Gość portalu: firanka napisał(a):

                > "Przesmiewanie", to jeden z wielu stosowanych mechanizmow radzenia sobie w trud
                > nej sytuacji. Tobie z pewnoscia
                > jest z nim dobrze, sprawdza sie- jest ok. Jestes jednak pewien, ze w taki sam s
                > posob potraktowalaby taki text Twoja
                > partnerka?

                Na pewno lepiej niz na deklaracje "Kocham inna, odchodze" - po dlugim okresie udawania, ze niby wszystko O.K.
            • Gość: dziara Re: Beznadziejna miłość IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 15.04.03, 14:26
              No tak, to jest odpowiedź co drugiego faceta na jakiekolwiek problemy:
              pośmiejmy się, a będzie nam lepiej.
              Wierz mi, to w przypadku kobiet nie działa. Poważna rozmowa owszem. Próby
              rozwiązania problemu żartami prawie nigdy.To rani, a nie pomaga.
              Dlaczego, Wy mężczyźni, staracie się tak strasznie ukrywać swoje uczucia?
              Dlaczego kiedy ja cierpię i prawie płaczę, ktoś sądzi, że pomoże mi
              rozładowując sytuację śmiechem. TO NIE POMAGA

              Kasia
              • Gość: Malwina Re: Beznadziejna miłość IP: *.abo.wanadoo.fr 15.04.03, 14:29
                tobie nie pomaga
                mi tylko humor i rozladowanie smiechem
                zaraz nabieram dystansu do tych wszystkich dramatow i tragedii
                uwielbiam facetow z poczuciem humoru ( a tak ich malo snif snif)
    • Gość: gb Re: Beznadziejna miłość IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 19.10.02, 19:56
      Wydaje mi sie że czegos w tym artykule nie wychwyciłes bo rzeczywiscie
      najistotniejszy wątek, moim zdaniem, został rozmyty w dywagacjach na temat
      nieszczęśliwej miłości. Otóż są ludzie ktorzy mają w sobie ciepło ktorym
      potrafią obdarzać innych, mało tego, potrafią z innych także wydobyć uczucia.
      Ważne jest jedno, i to zostało poruszone w tym artykule, nie każda bliskość z
      drugim człowiekiem musi dotykac sfery erotycznej. Jak Ty byś się czuł w
      sytuacji w której jesteś ze znajomą, rozmawiasz z nią najzwyczajniej w świecie
      a ona nagle robi tzw. maślane oczy i rzuca ci sie na szyję. Byłbyć zaskoczony
      i zdziwiony bo przecież Twoje zachowanie nie wyszło poza zwykłą uprzejmość,
      więc dlaczego tak zadziałało na innych? Otóż niektórzy nie potrafią sami
      dotrzeć do pokładów miłości w nich samych sie znajdujących i jak już spotkają
      kogos, kto im to pokarze, to czują się niemalże uzależnieni od osoby która w
      efekcie wcale nie miała zamiaru wywołać takich emocji. Błąd w rozumowaniu,
      mylenie płaszczyzny towarzyskiej z erotyczną, łączenie takiego stanu rzeczy z
      konkretnym człowiekiem a nie z sobą samym, ubezwłasnowolnienie swojej osoby i
      balast dla kogoś innego.
      • Gość: renik2 Re: Beznadziejna miłość IP: *.devs.futuro.pl / 62.233.181.* 16.12.02, 18:29
        Jak bym czytala o sobie, tak zreszta powtarza co
        druga osoba na tym forum.Wydobyto ze mnie uczucia, ale nigdy nie
        rzucilam sie na szyje.Maslane oczy pewnie mialam, mam, ale nie
        omawiano tego.Uczucia-nie moge wytepic z siebie, choc gasnie,
        ale i powraca ze wzmorzona sila.Przypadek beznadziejny-nie mozna
        nic zbudowac na tej znajomosci poza moze???? przyjaznia- to przeciez wiele.
        Inaczej zinterpretowalam artykul, bo odnioslam do siebie- topienia uczuc
        w nieodpowiednich osobach.Nie jestem w zwiazku. Nigdy nie zrobilam i nie zrobie
        krzywdy.Pozdrawiam wszystkich udreczonych


    • mysz_ Re: Beznadziejna miłość 20.10.02, 09:45
      jakoś nie mogę uwierzyć, że mozna sie tak bezpamięci zakochać w momencie gdy w
      związku jest wszystko w porządku. Pewnie mąż juz dawno nie spojrzy głęboko w
      oczy , nie przyniesie kwiatka i dlatego panie czuja sie w nowych związkach
      wyjątkowe i na nowo odkryte jesli zjawi sie inny mężczyzna. Ostatecznie nie
      wszystko sprowadza się do kasy i wspólnego łóżka, we wspólnym zyciu chodzi o
      cos więcej. Patrząc na moich rodziców ktorzy po 35 latach małżeństwach z wielką
      ckliwościa obchodza walentynki wierzę, że fascynacja kims innym w naprawde
      szczesliwym układzie jest niemożlwia
    • kol5 Re: Beznadziejna miłość 20.10.02, 12:16
      A mnie w tym artykule zastanowiło jak kobieta, w której wyzwoliły się tak
      potężne pokłady miłości oraz nieznane dotąd inne ja, może wrócić do normalnego
      życia. Bezsensem jest trwać w niespełnieniu czy poczuciu odrzucenia.

      Wydaje mi się, że dokopała się "po coś".
      Czy po to by zrozumieć, że istnieje coś innego niż życie "po linii zawodowej".
      Że małżeństwo oparte na chłodnym wyrachowaniu - w co wpada się machinalnie,
      nie jest tym, czego tak naprawdę potrzebujemy?

    • Gość: gb Re: Beznadziejna miłość IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 20.10.02, 14:58
      Napisz proszę, gdzie publikowany był ten artykuł.
      • Gość: mira Re: Beznadziejna miłość IP: *.tptempcold.gda 21.10.02, 13:50
        A ja tam Cię rozumiem Agnieszko, z prostej przyczyny - jestem w
        podobnej sytuacji.
        Choć nie ukrywam, że wcześniej pewnie bym Cię (siebie zresztą
        też) potępiła, i zarzuciłabym tekstami typu – jak możesz?!?. Tak
        łatwo oceniania się ludzi, szczególnie źle, kiedy nie jesteśmy w
        ich sytuacji.
        Wierzcie mi że na wszystko patrzy się z innego punktu widzenia,
        jak się znajdzie w „oku cyklonu”. Każdy przypadek jest inny, jak
        inni są ludzie, którzy tworzą ten przypadek, i bardzo często
        uniwersalne prawdy nie mają żadnego zastosowania.
        • Gość: mnie_tez_trafilo Re: Beznadziejna miłość IP: *.igik.edu.pl 22.10.02, 08:39
          Witam wszystkich,
          "Z miloscia jest jak z kolka nerkowa: nie masz pojecia co to
          jest, dopoki cie nie spotka. A jak Ci opowiadaja, to nie
          wierzysz." - A. Sapkowski

          Tak, jestem facetem i przyznaje sie, ze trafilo mnie cos
          takiego, co wiekszosc facetow uwaza za nieistniejace w meskim
          wydaniu i bedace tylko wymyslem stesknionych uczyc i ciepla
          gospodyn domowych.
          Jeszcze rok temu, prezentowalbym opinie przedmowcow ze w zwiazku
          musi czego brakowac, ze tylko jesli dany zwiazej jest
          jakis "niepelny" pozbawiony rzeczywistego uczucia. Tak, do
          niedawne tez bym tak uwazal bo niby dlaczego nie? To przeciez
          takie oczywiste i logiczne.
          Tylko ze wszelka logika i analityczne myslenie zawodzi i nie ma
          glosu, gdy do glosu dochodza uczucia. Powtarzam: UCZUCIA, nie
          emocje, czy żądze. Na cialem mozna panowac, na emocjami tez sie
          udaje, ale prosze mi wierzyc, nad uczuciami sie nie da. Pisal o
          tym wieszcz, powie to kazdy psycholog. Skad wiem? Bo bylem u
          takowego, gdy wciaz nie mogac pojac, co sie ze mna dzieje
          postanowilem podagac z kims, kto sie na tym lepiej zna.
          Piszecie, ze rodzina "staje sie powietrzem", ze jest niewazna,
          ze schodzi na plan dalszy. Nieprawda.
          Ja mam swoja rodzine i Ona ma swoja rodzina. Udana, kochajaca,
          szczesliwa. Maz, dzieci. Jestesmy bardzo daleko od siebie ale
          nie dazymy by byc blisko. Dlaczego? Bo nie ma to sensu, bo
          wybralismy kiedys juz swoje drogi nie bedziemy, nawet z powodu
          przezywanego uzucia, wyjatkowo gwaltownego, silnego i pelnego,
          niszczyc tego co mamy i krzywdzic tych, ktorych kochamy. Bo
          kochamy ich. Mocno i stale. I jest nam z nimi dobrze. A ze soba
          mogloby nam nie byc, mogloby sie to nie sprawdzic. Ale tego
          nigdy sie nie dowiemy...
          Czy zdradzamy? Uwazam ze tak choc skonczylo sie na paru
          specerach i czuje wine oraz mam wyrzuty sumienia, choc byc moze
          nie powinienem. Bo niby dlaczego? Za los nas ze soba spotkal?

          Jakby przed tym wszystkim ktos powiedzial mi, ze mozna kochac
          dwie kobiety, z jedna zyc, kochac sie, miec dzieci i spedzic ze
          soba reszte zycia, a druga po prostu kochac i ... nic wiecej -
          nie uwierzylbym. Ba! Zwymyslalbym goscia, bo o co on mnie
          podejrzewa? Mnie! Majacego zasady twardziela, ktory mimo
          roznych "okazji" nigdy nie zdradzil swojej kobiety, bo "tego sie
          nie robi".
          Ale zapewniam Was - tych, ktorych to nie spotkalo: na to nie ma
          rady. Mozna sie tylko wtedy elegancko zachowac i nie niszczyc
          zycia swojej partnerce i partnerowi Tej Trzeciej. Nie mamy do
          tego prawa, niezaleznie co czujemy.
          I najgorszemu wrogowi nie zycze czegos takiego. Bo to męka nie
          do opisania...
          Pozdrawiam,
          Trafiony

          PS
          Wybaczcie ale z oczywistych powodow pisze w sposob
          uniemozliwiajacy identyfikacje. Nasze rodziny tez korzystaja i
          internetu.
          • Gość: KZ Re: Beznadziejna miłość IP: *.psych.uw.edu.pl / 172.16.3.* 28.10.02, 14:55
            Hej Mnie_Tez_Trafilo,

            Chce Ci napisac o dwoch cudownych ludziach. Pierwszego znam od
            lat nastu, drugi pojawil sie tego lata. Ten drugi jest jak
            kasztan w kolczatce, jak zle zlapiesz kluje okropnie, a poza tym
            dusza czlowiek. Ma nad moim wspolmalzonkiem jedna ogromna
            przewage - potrafi mowic, nie to, co scisly umysl, z ktorym
            dziele m-4, geerujacy komunikaty bardzo oszczedne w formie i
            raczej przypominajace komendy z C++. No i tak wlasnie wpada
            sliwka w kompot, zwlaszcza gdy z informatykiem nie uklada sie za
            dobrze. No i co? No i trzymanie sie na dystans od Kasztana, bo
            nawet jesli mnie spotyka cos tak nieoczekiwanego to nie powod,
            zeby oni mieli z tego powodu klopoty. Nawet nie o sfere
            erotyczna tu chodzi, raczej wlasnie o przyjazn bedaca podstawa
            mojego malzenstwa i w ogole moich zwiazkow z innymi. Kiedy gadam
            z Kasztanem, mam wrazenie, ze buduje mur miedzy mna a
            Informatykiem (z ktorym gada sie raczej pod gorke). Kiedy ide z
            Kasztanem na piwo do klubu, malo kto sie do nas dosiada, bo on
            jest ze mna (podoba sie innym kobietom), a przeciez i on
            powinien miec szanse na znalezienie kogos sensownego. Och, tak
            czasem sobie mysle, ze kocham Informatyka tylko malzenstwo bylo
            ze cztery lata za wczesnie :-(( Tak wiem, w glowie mi sie
            poprzewracalo. Powracam zatem do obowiazkow sluzbowych.
            Pozdrowienia dla Mnie_Tez_Trafilo

            KZ

            Gość portalu: mnie_tez_trafilo napisał(a):

            > Witam wszystkich,
            > "Z miloscia jest jak z kolka nerkowa: nie masz pojecia co to
            > jest, dopoki cie nie spotka. A jak Ci opowiadaja, to nie
            > wierzysz." - A. Sapkowski
            >
            > Tak, jestem facetem i przyznaje sie, ze trafilo mnie cos
            > takiego, co wiekszosc facetow uwaza za nieistniejace w meskim
            > wydaniu i bedace tylko wymyslem stesknionych uczyc i ciepla
            > gospodyn domowych.
            > Jeszcze rok temu, prezentowalbym opinie przedmowcow ze w
            zwiazku
            > musi czego brakowac, ze tylko jesli dany zwiazej jest
            > jakis "niepelny" pozbawiony rzeczywistego uczucia. Tak, do
            > niedawne tez bym tak uwazal bo niby dlaczego nie? To przeciez
            > takie oczywiste i logiczne.
            > Tylko ze wszelka logika i analityczne myslenie zawodzi i nie
            ma
            > glosu, gdy do glosu dochodza uczucia. Powtarzam: UCZUCIA, nie
            > emocje, czy żądze. Na cialem mozna panowac, na emocjami tez
            sie
            > udaje, ale prosze mi wierzyc, nad uczuciami sie nie da. Pisal
            o
            > tym wieszcz, powie to kazdy psycholog. Skad wiem? Bo bylem u
            > takowego, gdy wciaz nie mogac pojac, co sie ze mna dzieje
            > postanowilem podagac z kims, kto sie na tym lepiej zna.
            > Piszecie, ze rodzina "staje sie powietrzem", ze jest niewazna,
            > ze schodzi na plan dalszy. Nieprawda.
            > Ja mam swoja rodzine i Ona ma swoja rodzina. Udana, kochajaca,
            > szczesliwa. Maz, dzieci. Jestesmy bardzo daleko od siebie ale
            > nie dazymy by byc blisko. Dlaczego? Bo nie ma to sensu, bo
            > wybralismy kiedys juz swoje drogi nie bedziemy, nawet z powodu
            > przezywanego uzucia, wyjatkowo gwaltownego, silnego i pelnego,
            > niszczyc tego co mamy i krzywdzic tych, ktorych kochamy. Bo
            > kochamy ich. Mocno i stale. I jest nam z nimi dobrze. A ze
            soba
            > mogloby nam nie byc, mogloby sie to nie sprawdzic. Ale tego
            > nigdy sie nie dowiemy...
            > Czy zdradzamy? Uwazam ze tak choc skonczylo sie na paru
            > specerach i czuje wine oraz mam wyrzuty sumienia, choc byc
            moze
            > nie powinienem. Bo niby dlaczego? Za los nas ze soba spotkal?
            >
            > Jakby przed tym wszystkim ktos powiedzial mi, ze mozna kochac
            > dwie kobiety, z jedna zyc, kochac sie, miec dzieci i spedzic
            ze
            > soba reszte zycia, a druga po prostu kochac i ... nic wiecej -
            > nie uwierzylbym. Ba! Zwymyslalbym goscia, bo o co on mnie
            > podejrzewa? Mnie! Majacego zasady twardziela, ktory mimo
            > roznych "okazji" nigdy nie zdradzil swojej kobiety, bo "tego
            sie
            > nie robi".
            > Ale zapewniam Was - tych, ktorych to nie spotkalo: na to nie
            ma
            > rady. Mozna sie tylko wtedy elegancko zachowac i nie niszczyc
            > zycia swojej partnerce i partnerowi Tej Trzeciej. Nie mamy do
            > tego prawa, niezaleznie co czujemy.
            > I najgorszemu wrogowi nie zycze czegos takiego. Bo to męka nie
            > do opisania...
            > Pozdrawiam,
            > Trafiony
            >
            > PS
            > Wybaczcie ale z oczywistych powodow pisze w sposob
            > uniemozliwiajacy identyfikacje. Nasze rodziny tez korzystaja i
            > internetu.
        • Gość: Przemek Re: Beznadziejna miłość IP: *.tele.pw.edu.pl 22.10.02, 12:00
          Gość portalu: mira napisał(a):

          Każdy przypadek jest inny, jak
          > inni są ludzie, którzy tworzą ten przypadek, i bardzo często
          > uniwersalne prawdy nie mają żadnego zastosowania.

          Jednak pewnej elementarnej zasady bym bronil: nalezy wystrzegac sie wyrzadzania krzywdy ludziom.
          Dziwi mnie to, ze pani psycholog nie uwzglednila tego aspektu zagadnienia. Przeszla do porzadku dziennego nad
          faktem, ze bohaterka tekstu pisze listy milosne do ksiedza, a nastepnie zaproponowala bohaterce poszukanie sobie
          bardziej dostepnego partnera, lub odbudowanie zwiazku z mezem (w tej wlasnie kolejnosci!). Moim zdaniem
          psycholog to nie adwokat, ktory ma pomoc klientowi, nawet kosztem zniszczenia strony przeciwnej. Psycholog
          wchodzi w jakas sytuacje, w ktora uwilkanych jest wiele osob. Powinien poszukac rozwiazania, ktore nie wiaze sie
          z krzywda wyrzadzana ludziom, a jesli nie jest to mozliwe, to niech usiluje zminimalizowac sume ludzkich nieszczesc.
          • Gość: inka_sama Re: Beznadziejna miłość IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 22.10.02, 12:10
            Juz dawno miałam napisać - w tym artykule nie pada słowo ż ete listy
            sa "miłosne". To wcale w sposób oczywisty nie wynika z tresci. Może ona pisze
            do niego jak do przyjaciela - co nie zmienia faktu że jej uczucie może tam
            przebijac.
            Co do rady psychologa - wybór chyba logiczny zaproponował? Albo odbudowa
            związku z mężem albo inny partner nie związany z nikim (nie ksiądz, nie
            zakonnik, nie żonaty...). Jakieś inne propozycje?
            • Gość: Przemek Re: Beznadziejna miłość IP: *.tele.pw.edu.pl 22.10.02, 15:02
              Gość portalu: inka_sama napisał(a):

              > Juz dawno miałam napisać - w tym artykule nie pada słowo ż ete listy
              > sa "miłosne". To wcale w sposób oczywisty nie wynika z tresci.

              Jesli dyskutuje np. na temat tomizmu lub papieskich encyklik, to nie ma sprawy.
              Natomiast jesli wystawia na probe jego powolanie... Zalozmy ze ksiadz ulegnie - cala parafia krzyknie jednym
              glosem, ze uwiodl on kobiete, do tego mezatke, a wiec przyczynil sie do rozbicia rodziny.

              > Co do rady psychologa - wybór chyba logiczny zaproponował? Albo odbudowa
              > związku z mężem albo inny partner nie związany z nikim (nie ksiądz, nie
              > zakonnik, nie żonaty...). Jakieś inne propozycje?

              W tekscie artykulu powiedziano, ze rodzina "udana", a wiec nalezaloby zachecic bohaterke, aby sie pojawila u
              psychologa wraz z mezem, w celu odbudowy wzajemnej wiezi. Nie ma zadnej logiki w propozycji zmiany partnera
              poki nie wyczerpie sie wszystkich mozliwosci ratowania malzenstwa. Zwazmy na koszt zmiany partnera: maz
              pewnie sie "stoczy", a do psychologa beda biegac... dzieci, leczac depresje. Po co?
          • Gość: Marlena Re: Beznadziejna miłość IP: *.ipt.aol.com 22.10.02, 15:09


            Osobiscie nie znam rzadnej kobiety ktora by skrycie nie marzyla o innym
            merzczyznie niz jej staly partner, nie chodzi mi zaraz o jakas realna potrzebe
            zwiazania sie z kims innym ,ale o takie zwykle platoniczne zauroczenie ,gdyby
            tak nie bylo to Brat Pitt nie zrobilby kariery a autorzy romansow nie mieliby
            tak ogromnych nakladow.Znam tez kobiety ktore takie platoniczne zakochanie
            ratuje przed rozbiciem zwiazku , dla wielu z nas codziennosc i rutyna jest nie
            do zniesienia ,na mnie np.zapewnienia meza ze jestem pociagajaca juz niewiele
            znacza i lubie zobaczyc to w oczach innego mezczyzny,wcale to nie oznacza ze
            zdradzam .Mysle ze dla wielu kobiet sam fakt bycia zakochana dodaje skrzydel i
            pozwala jakos ciagnac ta codziennosc ,fakt ze czasami moze to prowadzic do
            rozbicia rodziny ale ryzyko zero nie istnieje.
          • laura75 Re: Beznadziejna miłość 22.10.02, 15:59
            Witam
            Mogłabym podpisać się pod każdym Twoim słowem, ale kolka nerkowa to jest nic w porównaniu z tym o
            czym piszesz , było (jest ) mi dane przeżyć jedno i drugie. O kolce szybko sie zapomina , a uczucie " takie
            własnie jak opisujesz) zostaje na całe życie, ale porównanie jest bardzo dobre , nie da sie wyrazić
            najmniejszej cząstki tego co w człowieku wtedy się dzieje... więc już może skończe.
            Dziękuje Ci za uswiadomienie , że to nie tylko ja...
            Pozdrawiam serdecznie
          • laura75 mnie też to trafiło 22.10.02, 16:01
            Witam
            Mogłabym podpisać się pod każdym Twoim słowem, ale kolka nerkowa to jest nic w porównaniu z tym o
            czym piszesz , było (jest ) mi dane przeżyć jedno i drugie. O kolce szybko sie zapomina , a uczucie " takie
            własnie jak opisujesz) zostaje na całe życie, ale porównanie jest bardzo dobre , nie da sie wyrazić
            najmniejszej cząstki tego co w człowieku wtedy się dzieje... więc już może skończe.
            Dziękuje Ci za uswiadomienie , że to nie tylko ja...
            Pozdrawiam serdecznie
        • Gość: agnieszka Re: Beznadziejna miłość IP: *.waw.tgc.pl / 172.18.13.* 23.10.02, 14:39
          Mira, dzieki, choc ja tam cały czas się potępiam... a
          moje "fatalne zauroczenie" pewnie się niedługo skończy - nie
          tyle samo zauroczenie, bo ono trwa we mnie silne, jak nigdy, ale
          pewnie przestaniemy się widywać, bo mojej "staro-nowej" miłości
          nie odpowiada model "beznadziejnej miłości" - chce iść na
          całość, jego małżeństwo nie jest dobre, jak moje...

          moim zdaniem taka przyjaźń w miejsce miłości pełnej włącznie z
          erotyką jest możliwa - jego zdaniem - albo wszystko albo nic...

          a ja się męczę, rany, jak to boli - jak ćmiący ząb...

          do Przemka - moim zdaniem mój mąż byłby zraniony, gdybym mu
          powiedziała, że "mnie coś trafiło" i myślę o tym drugim...

          sama, jak pisze Mira, jeszcze dwa lata temu nie uwierzyłabym, że
          można kochać więcej niż jednego mężczyznę!!!

          tyle, że jedna z tych miłości, w naszej kulturze i morlaności
          musi pozostać "beznadziejną", jeśli nie przekształci się
          w "niewinną" przyjaźń...
          • Gość: mira Re: Beznadziejna miłość IP: *.tptempcold.gda 23.10.02, 15:54
            Agnieszko musisz żyć tak abyś TY była szczęśliwa, co nie znaczy że masz
            wszystkich dookoła ranić. Niestety, albo „stety” sama musisz podjąć decyzję,
            jak to życie będzie wyglądać. I choć może ono tak bardzo odbiegać od standardów
            typu: tylko mąż, dzieci, nie oznacza to że to jest złe. Nie potępiaj się.
            Ja sama dość długo zastanawiałam się czy tak można żyć – kochać męża i kogoś
            innego – można!. Choć nie jest to łatwe.

            Ale nie łudź się że mąż Cię zrozumie. Tak jak wspominałam, jeżeli samemu się
            tego nie przeżyje, to się takiego zachowania nie rozumie. Myślę że
            pogorszyłabyś tylko swoją sytuację.

            Z jedną rzeczą się nie mogę zgodzić, że moglibyście - Ty i Twoja „stara-nowa”
            miłość pozostać na stopie przyjaźni. Nie teraz, kiedy już każda ze stron wie,
            że tak naprawdę pragnie czegoś więcej. Cały czas byście się szarpali, żeby nie
            przekroczyć tej wyznaczonej granicy, albo nie mogąc się sobą nasycić,
            zaczęlibyście się stawać dla sobie co raz bardziej obcy.
            Choć mogę się mylić, ale takie są moje doświadczenia.

            Trzymam mocno za Ciebie kciuki,
            Życzę powodzenia
            • Gość: agnieszka Re: Beznadziejna miłość IP: *.waw.tgc.pl / 172.18.15.* 24.10.02, 16:07
              Niestety Mira, nie wiesz nawet jak bardzo masz rację i jak bardzo aktualne są
              Twoje słowa!!!!!

              Oczywiście, że nie zrozumie mnie mój mąż - ja jego też nie zrozumialabym,
              gdybym sama tego nie przeżyła... Nie zamierzammu nigdy o tym powiedzieć.

              Chyba moja "stara-nowa" miłość właśnie tak myśli, jak ty - że nie możemy
              już "tylko" sie przyjaźnić... i chyba to będzie koniec;

              A mnie smutno i źle, ból jest rzeczywiście nie do opisania, ssie i ćmi, jak
              ząb, ba, cała szczęka naraz... tęsknię, jak zbity pies na deszczu, rety...

              Ja jednak myślę, że moglibyśmy nadal być sobie bliscy bez przekraczanie tej
              sfery, która jest dla mnie zdecydowanie zdradą mojego męża... myślę, że za
              uczucia nie odpowiadam, za czyny - tak; tylko które czyny są też już zdradą -
              rozmowy, spacery? w którym momencie?

              Dziękuję za trzymanie kciuków i życzenia powodzenia - niestety w naszej
              sytuacji - jak pewnie też w Twojej, Mira, powodzenie raczej sie nie zdarza...
              Każdy wybór jest zły - jest wyborem tragicznym. Poprzez propozycję
              miłości "platonicznej", przyjaźni, pokrewieństwa dusz chciałam znaleźć złoty
              środek. Nadal uważam, że jest to możliwe. On niestety tak nie uważa.

              Może koniec tej znajomości przywróci nam spokój. Bardzo nie chcę jej kończyć i
              wciąż czekam na jakiś kontakt. Ale może się nie doczekam...

              Ciekawa jestem, i jesli chcesz, to napisz: jak jest u Ciebie? jakiego wyboru
              dokonalaś? Trwasz w tym związku, w "beznadziejnej miłości" mając rodzinę? Co
              na to On?

              Pozdrawiam serdecznie. Dziękuję, że jesteś i piszesz, czuję się lepiej
              wiedząc, że nie tylko ja jestem wyrzutkiem, że jeszcze kogoś też trafiło :-)

              agnieszka
              • Gość: Heloiza Re: Beznadziejna miłość IP: *.sieradz.sdi.tpnet.pl 26.04.03, 18:05
                Przemek pisze jak ksiądz. ???
      • renik2 Re: Beznadziejna miłość 16.12.02, 17:53
        Jesli jeszcze nie wiesz, to w Wysokich Obcasach z 19,10,2002.
        Pozdrawiam
      • Gość: renik2 Re: Beznadziejna miłość IP: *.devs.futuro.pl / 62.233.181.* 16.12.02, 18:26
        Jesli jeszcze nie wiesz, to w Wysokich Obcasach 18,10,2002.Pozdrawiam!
    • Gość: Emka Re: Beznadziejna miłość IP: proxy / 217.153.27.* 30.10.02, 11:30
      Nie wiem,czyj to wiersz. Nieistotne. Przeczytajcie:

      Modlitwa Wieczorna (*)


      Nie mogę zasnąć

      Boże

      który docierasz do bram

      oświetlonych marną żarówką

      i wspinasz się po zabłoconych schodach

      odrapanych korytarzy



      Który wiesz dlaczego

      i potrafisz przechować pod śniegiem motyla

      na następne lato

      czuwając nad jego snem z palcem na ustach



      Zrób coś

      z taką miłością

      nie w porę

      gdy bezlistne drzewa kołyszą się na

      marcowym wietrze

      wszyscy mają katar

      a rozmiękły śnieg

      wlewa się do butów



      Śnisz nas Boże razem

      na brzegach talerzy gdy nakładam obiad

      i na rąbku wystygłej małżeńskiej pościeli we wgłębieniach zmarszczek

      wokół oczu

      i na paznokciach

      moich zniszczonych rąk gdy zmywam

      naczynia

      i piorę dziecięce skarpetki

      trwożąc się na myśl

      o rychłym potępieniu



      A ty śnisz nas upracie razem

      i splatasz nam dłonie

      tak że nie możemy uciec od siebie



      A jeśli

      a jeśli nie

      to nie wódź nas na pokuszenie

      niech już oplącze mnie

      domowy makaron na niedzielę

      daj zasnąć

      i zbaw nas

      każde osobno

                  Amen
      • Gość: ewa Re: Beznadziejna miłość IP: *.dip.t-dialin.net 12.11.02, 17:05
        Do Agnieszki - opisujesz swoje uczucia tak jak bylyby moimi. I
        co my mamy zrobic???
        Jeszcze 2 miesiace temu nie myslalam ze znajde sie w takiej
        sytuacji - i ze wogole bede szukala artykulu na ten temat, ze
        dojda do mego serca tak silne uczucia i stane sie osoba
        nieprzytomna, zaplakana ( nikt nie zna powodu) i sentymentalna.
        Agnieszka - podaje ci reke. Ewa
      • sheana Re: Beznadziejna miłość 12.11.02, 17:44
        Wszystko co tu czytałam , Emko , jest niezwykle smutne ale ten wiersz wzruszył
        mnie do łez. Dziwna dwumiłość , poczucie beznadziejności zaistniałej sytuacji
        i brak perspektyw na zakończenie dramatu powala na kolana przed potęgą miłości.
        Miłości spóźnionej , miłości niechcianej , miłości niezawinionej , miłości
        pełnej wyrzutów sumienia i żalu do samego siebie zarówno za świadomość tego
        czego się NIE UCZYNI jak i za to co się czuje.
        sheana

        Pięknie powiedział tu mężczyzna o nicku 'mnie też trafiło' - zapewniam tych
        których to nie spotkało że na TO nie ma rady. Nad wszystkim można zapanować
        ale nie da się panować nad uczuciami.
    • j#m DO WSZYSTKICH - pocieszenie...? 13.11.02, 01:10
      Długo zastanawiałam się czy napisać tutaj.
      Moi drodzy, świetnie Was wszystkich rozumiem, bo sama przeżywałam coś takiego.
      Uwierzcie mi - można się z tego wyzwolić, czas jest najlepszym lekarstwem.
      Trzeba sobie dać czas na przeżycie tego co zesłał los, nie obwiniajcie się i
      nie samooskarżajcie. Paradoksalnie to może czasem wzmacniać uczucie. W tym nie
      ma niczyjej winy. Tak się po prostu zdarza...

      Wyzwalanie się z takiego uczucia to nie jest kwestia dni czy miesięcy. Mi
      zajeło to cztery lata... czy to długo czy krótko - nie wiem. Czasem żałuję,
      świat nie jest już taki kolorowy, nie ma tego kogoś (choćby tylko w myślach)
      kto ubarwia szare godziny codzienności. Nie zapomniałam o Nim, zawsze będę o
      Nim pamiętać. Ale to już nie to, nie tak samo... To wspomnienie nie jest już
      bolesne, nie rani jak kiedyś. Czasem spotykam Go, choć baaardzo rzadko,
      potrafię się do Niego uśmiechnąć, kiedyś nie mogłam... Zawsze będzie miał
      miejsce w moim sercu ale teraz to sama sympatia i życzliwość, bez miłości
      takiej jak na początku.

      Pozdrawiam wszystkich ciepło i trzymam kciuki :-)
      j#m
    • Gość: eva-monik Re: Beznadziejna miłość IP: *.dip.t-dialin.net 15.11.02, 23:39
      Juz sam tytul mowi,ze to beznadzieja.Jesli wszystko "gra", to
      nie moze nic z tych rzeczy sie pojawic.A w innym
      przypadku,szukamy czegos, kogos,sytuacji i chcemy wierzyc,ze
      to,co sobie tylko wyobrazamy,bo to tak naprawde nie istnieje w
      naszym realnym swiecie ,ze jest realne i tak piekne!
      Mnie taka beznadziejna milosc nie ma prawa sie przydarzyc,bo
      jestem 100%realistka.
      Niezaleznie od tego,pozdrawiam wszystkie "nie100%realistki!
    • Gość: Kobieta Re: Beznadziejna miłość IP: 217.11.144.* / 192.168.100.* 19.11.02, 14:19
      Artykul Anny Dodziuk to miod na moje, mowiac patetycznie, zranione
      serce. Kocham beznadziejnie od dwoch lat. Ja jestem w stalym w
      zwiazku, obiekt moich marzen nie byl, a teraz jest z kims. Wszystko
      oczywiscie zaczelo sie od przyjazni. Poznawalismy sie powoli, bardzo
      dokladnie i wlasciwie doszlismy do kresu. To znaczy wspolne
      przebywanie bez watku erotycznego stalo sie... nieznosne,
      niemozliwe,nieprawdziwe. Ja do tego dazylam, moj ukochany zdawalo
      sie, ze tez. Gdy jednak moglismy wreszcie byc razem, ON sie wycofal.
      Nie powiedzial czemu, ale domyslam sie. Zna mojego meza i bardzo go
      lubi. Nie moglam mu tego darowac. A odkad wiem, ze z kims sie zwiazal
      jestem dla niego nieznosna. Wiem, ze zachowuje sie beznadziejnie...
      Przeciez w sumie powinnam go szanowac.
    • Gość: unchain my heart Re: Beznadziejna miłość IP: *.dip.t-dialin.net 21.11.02, 18:01
      Unchain My Heart (B.Sharp/T.Powell )

      UNCHAIN MY HEART BABY LET ME BE
      CAUSE YOU DON'T CARE PLEASE SET ME FREE

      UNCHAIN MY HEART
      BABY LET ME GO
      UNCHAIN MY HEART
      CAUSE YOU DON'T LOVE ME NO MORE
      EVERY TIME I CALL YOU ON THE PHONE
      SOME FELLA TELLS ME YOUR NOT AT HOME
      UNCHAIN MY HEART SET ME FREE

      UNCHAIN MY HEART
      BABY LET ME BE
      UNCHAIN MY HEART
      CAUSE YOU DON'T CARE ABOUT ME
      YOU GOT ME SEWED UP LIKE A PILLOW CASE
      BUT YOU LET MY LOVE GO TO WAIST
      UNCHAIN MY HEART SET ME FREE

      I'M UNDER YOUR SPELL
      LIKE A MAN IN A TRANCE
      YOU KNOW DARN WELL THAT I DON'T STAND A CHANCE
      UNCHAIN MY HEART LET ME GO MY WAY
      UNCHAIN MY HEART YOU WORRY ME NIGHT AND DAY
      I LIVE A LIFE OF MISERY
      AND YOU DON'T CARE A BAG OF BEANS FOR ME
      UNCHAIN MY HEART SET ME FREE

      SOLO

      I'M UNDER YOUR SPELL
      LIKE A MAN IN A TRANCE
      YOU KNOW DARN WELL THAT I DON'T STAND A CHANCE
      UNCHAIN MY HEART LET ME GO MY WAY
      UNCHAIN MY HEART YOU WORRY ME NIGHT AND DAY
      I LIVE A LIFE OF MISERY
      AND YOU DON'T CARE A BAG OF BEANS
    • Gość: aga Re: Beznadziejna miłość IP: *.zgora.dialog.net.pl 13.12.02, 00:17
      czyli jestem tak srasznie pospolita ibeznadziejna nie potrafię
      inaczej myśleć to stało się tak nagle niespodziewanie a do tego
      te wstrętne ludzkie spojrzenia
      • Gość: W. Re: Beznadziejna miłość IP: proxy / 62.134.35.* 16.12.02, 08:55
        Tak, zycie sprawia nam czesto niespodzianki. Ja tez surowo
        ocenialam ludzi przezywajacych pozamalzenskie milosci. Myslalam,
        ze jest to kwestia samokontroli, odpowiedzialnosci itp. Do
        czasu. Zmienilam prace, spotkalam kogos, kto wydal mi sie bardzo
        sympatyczny. Chetnie przebywalam w jego towarzystwie, laczylo
        nas wiele zainteresowan i pasji, ale caly czas mialam wrazenie,
        ze mnie ignoruje. Ale dobrze mi bylo z tym platonicznym
        zauroczeniem. Naleze do bardzo atrakcyjnych kobiet, nie brakuje
        mi spojrzen pelnych zachwytu, wielbicieli itp. Az pewnego dnia
        wyznal mi swoje uczucia, swoje zauroczenie mna, swoje
        pragnienia. Bylam jak w transie, caly czas zabranialam sobie
        tego uczucia, jego spelnienia, ja, zadeklarowana monogamistka.
        Doszlo do kilku pocalunkow. Zaczelam myslec o czyms wiecej, i on
        wtedy sie wycofal, w sposob bardzo nieelegnacki, bo dowiedzialam
        sie o tym przypadkiem, mowiac, ze bardzo mnie pragnie, ale
        zadecydowal inaczej. Cierpie i lize rany. Zachowal sie jak
        prawdziwy mezczyzna, czy jak tchorz? Mam nadzieje, ze czas
        uleczy moje rany, ale swiadomosc, ze tak duzo nas laczy, i ze on
        tez walczy ze swoimi uczuciami pogarsza cala sytuacje.
        Nienawidze go i chce z nim rozmawiac. Mam nadzieje, ze juz sie
        nie zobaczymy i ze jednak bedziemy razem. Dlatego ostrzegam
        wszystkich, ktorzy surowo oceniaja takie sytuacje. Nie wiecie,
        co zycie ma jeszcze dla was. Sama nie spodziewalam sie, jaka to
        sila. I jestem ze wszystkimi, ktorzy przezywaja podobne do moich
        meki. Trzymajcie sie.
    • Gość: Hałas Re: Beznadziejna miłość IP: *.bratniak.krakow.pl 13.12.02, 00:30
      Cześć Przemek!
      Tu Maciek (z liceum). Daj jakiś kontakt do siebie.
      Co słychać? Nie wiedziałem, że tu na Ciebie wpadne.
      Cały czas wierny czytelnik Wyb.?
      Pozdrawiam
      naughty44@wp.pl
    • renik2 Re: Beznadziejna miłość 16.12.02, 17:48
      Od do gb.: Jak bym czytala o sobie, tak zreszta powtarza co
      druga osoba na tym forum.Wydobyto ze mnie uczucia, ale nigdy nie
      rzucilam sie na szyje.Maslane oczy pewnie mialam, mam, ale nie
      omawiano tego.Uczucia-nie moge wytepic z siebie, choc gasnie,
      ale i powraca ze wzmorzona sila.Przypadek beznadziejny-nie mozna
      nic zbudowac na tej znajomosci poza moze oprzyjaznia.Inaczej
      zinterpretowalam artykul, bo odnioslam do siebie- topienia uczuc
      w nieodpowiednich osobach. Nigdy nie zrobilam i nie zrobie
      krzywdy.Pozdrawiam wszystkich udreczonych
      • Gość: W. Re: Beznadziejna miłość IP: proxy / 62.134.35.* 17.12.02, 08:24
        Moze z wyjatkiem samej sobie? Czasem zastanawiam sie, dlaczego kobiety maja
        taka silna potrzebe rezygnowania z uczuc i pragnienien dla wznioslych celow?
        Dlaczego nalozono nam tak silne spoleczne, religijne wiezy? Dlaczego musimy
        rezygnowac z marzen i ich spelnienia? Dla naszego dobra? Dla dobra rodziny? Czy
        zdrada w "glowie", pragnienie kontaktow erotycznych z innym mezczyzna nie jest
        juz zdrada sama w sobie? Czy nie wmawiamy sobie, ze nic sie nie stalo, bo to
        tylko w myslach? A moim zdaniem cos sie stalo, cos nieodwracalnie peklo w
        naszym stalym zwiazku, a slowa, kocham moejgo meza, sa proba usprawiedliwienia
        sie przed czyms, co w naszej kulturze jest niedopuszczalne. I ma to sens, ale
        cena jest ogromna. Nie chce ranic nikogo, dlatego ranie sama siebie. Czy
        naprawde tak musi byc?
        • Gość: renik2 Re: Beznadziejna miłość IP: *.devs.futuro.pl / 62.233.181.* 19.12.02, 17:42
          Gość portalu: W. napisał(a):

          > Moze z wyjatkiem samej sobie?

          Skoro robie sobie krzywde to na wlasne zyczenie i cierpie sama, a nie obciazam
          tym innych, a tym bardziej tej drugiej osoby.



          Czasem zastanawiam sie, dlaczego kobiety maja
          > taka silna potrzebe rezygnowania z uczuc i pragnienien dla wznioslych celow?

          ----nie mam akurat wznioslego celu, ale pewnie przewaznie tak jest
          > Dlaczego nalozono nam tak silne spoleczne, religijne wiezy? Dlaczego musimy
          > rezygnowac z marzen i ich spelnienia? Dla naszego dobra? Dla dobra rodziny?
          Czy
          >
          > zdrada w "glowie", pragnienie kontaktow erotycznych z innym mezczyzna nie
          jest
          > juz zdrada sama w sobie? Czy nie wmawiamy sobie, ze nic sie nie stalo, bo to
          > tylko w myslach? A moim zdaniem cos sie stalo, cos nieodwracalnie peklo w
          > naszym stalym zwiazku, a slowa, kocham moejgo meza, sa proba
          usprawiedliwienia
          > sie przed czyms, co w naszej kulturze jest niedopuszczalne. I ma to sens, ale
          > cena jest ogromna. Nie chce ranic nikogo, dlatego ranie sama siebie. Czy
          > naprawde tak musi byc?

          Moze to tak jakby nic nie bylo.....Chyba to raczej samoudreczenie, ale i
          sprawianie sobie przyjemnosci z myslenia o kims, z rozmawiania z nim.
          • Gość: listek Re: Beznadziejna miłość IP: *.chello.pl 19.12.02, 18:06
            Spokojnie, koleżanki, spokojnie. Zadurzenie mija po z góra dwóch latach, a po
            kilkunastu mozna sie juz z tego nawet śmiać. Inna sprawa, że gdy widzi sie tego
            dręczyciela na codzień jest cholernie trudno. Gdyby tak dało się go jakoś
            " zniknąć"!
    • 3kot.3 Re: Beznadziejna miłość 05.02.03, 13:57
      Przeczytałam dyskusję internetową na temat artykułu Anny Dodziuk "Beznadzejna
      miłość".Niestety dopiero teraz mam dojście do internetu, ale bardzo by mi
      zależało nawiązać kontakt z Agnieszką, którą tak bardzo otworzyła sie i
      opowiedziała o problemie , który również i mnie o ostatnich miesiącach
      dotknął.Chciałabym z nią czy innymi kobietach podyskutowć na ten temat, jakoś
      znosić tę inną " rzeczywistość " i godzić te uczucia mając zarazem dom i
      rodzinę. Pozdrawiam
      • renik2 Re: Beznadziejna miłość 05.02.03, 18:58
        Czesc,

        Wypowiadalam sie na tym forum. Dotknelo mnie "to"
        w "szczegolny" , oczywiscie dla mnie, sposob. Trudno bylo, bo to
        obsesja, glupota i cos tam jeszcze. Na szczescie nie jestem
        zwiazana i dlatego nie wyobrazam sibie, "jak tak mozna", ale nie
        chce sie dziwic, bo pozniej przychodzi to, co wydawalo sie
        nieprawdopodobne.

        Pozdrawiam, Zycze uwolnienia sie, bo to chyba najlepsza droga do
        spokoju ducha...
    • 3kot.3 Re: Beznadziejna miłość 07.02.03, 12:42
      Dzięki renik2 za odpowiedź.Cięzko jest funkcjonować, gdy myślami wybiegasz
      często poza rzeczywistośc związana z domem, rodziną.Ostatnio stwierdziłam,iz to
      zauroczenie napędza mnie do poszukiwania nowych wrażeń, pogłębiania wiedzy,
      doznań estetycznych.Po prostu On wyrwał mnie z jakiegoś letargu. Niestety
      cierpię, ale zarazem żyję inaczej i w tym wszystkim jest super. Pozdrawiam
    • Gość: Elwira Re: Beznadziejna miłość IP: *.213.30.67.kzo.mi.chartermi.net 07.05.03, 23:25
      Jest w tej milosci sprawa osobliwa,
      kto z miloscia walczy - ten zwykle przegrywa.
      Z tad wniosek prosty - jak mi sie wydaje:
      ten z miloscia wygrywa, kto sie jej poddaje.
    • Gość: Joe Re: Beznadziejna miłość IP: *.acn.pl 10.05.03, 17:38
      Zakochanie sie w innym partnerze podczas kiedy jest sie juz z
      jednym oznacza tylko tyle, ze ta milosc ktora mamy - ona nam nie
      wystarcza. i nie trafiaja do mnie przekonania agnieszki - w moim
      serduszku znalazlo sie troche miejsca na drugiego mezczyzne. -
      guzik prawda! milosc jest wszystkim, albo niczym, bo kiedy sie
      dzieli na roznych facetow czy kobiety - to jak z tymi
      pierwiastkami promieniotworczymi - jak sie rozmienia je na
      drobne - przestaja istniec. Jestem w trwalym zwiazku 9 lat, mamy
      dzieci, i to co agnieszka pisze: w oczach tego drugiego widze
      siebie mlodsza, itd - to my tak mamy, mam tak z moja partnerka i
      nie potrzebuje obcych ludzi zeby sie dopelniac w milosci, nie
      potrzebuje dodatkowych dopalaczy swojego uczucia! milosc mimo
      wszystko potrafi byc zdradliwa sila. Dzisiaj agnieszka wmawia
      sobie ze wszystko jest dobrze, ze ma kochanego meza i jakies tam
      uczucia do drugiego faceta. ale to niebezpieczne bo -
      przepraszam, co sie stanie, kiedy agnieszka obudzi sie ktoregos
      dnia i dojdzie do wniosku ze ten drugi to cale jej zycie? albo
      popsztyka sie ze swoim mezem, a w jej zwojach mozgowych zacznie
      pulsowac lampka pt.: widzisz, a z tamtym to bys sie tak nie
      zarla, tamten by cie kochal, bylby doskonaly. dodatkowa milosc
      mozna tlumaczyc sobie na wszystkie mozliwe sposoby -
      dopelnienie, cos nowego, innego - ale jest to (tak jak w
      przypadku agnieszki) zycie w swiecie iluzji i oszukanczej
      autosugestii. Milosc to tylko milosc, rozmieniana staje sie
      warta tyle co worek bezuzytecznych kosci.
      • agresja4 Re: Beznadziejna miłość -joe 10.05.03, 20:48
        Bardzo trafnie /w/g mnie/ ująłeś problem.
        Wszystko albo nic. Dosłownie.

        Pozdrawiam bardzo serdecznie
    • Gość: beata Re: Beznadziejna miłość IP: *.student.pw.edu.pl 23.05.03, 22:29
      faceci jacy wy jestescie beznadziejni.Kobieta pisze jak to zycie
      nie jest proste , to ten wyskakuje ze ktos komus karze sie
      rzucac w ramiona. Gdzie tak jest napisane. Ja ten artykół
      zrozumialam zupelnie inaczej niz ty Przemku.
    • Gość: kasia Re: Beznadziejna miłość IP: *.kki.krakow.pl 23.10.03, 14:23
      czy to nie jest przerazajace? takie puste zwiazki? byc z kims a
      marzyc o zupelnie kims innym? a gdzie miejsce na milosc?
    • Gość: Selene Re: Beznadziejna miłość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.03, 15:16
      Zastanawiam się, jak to się dzieje, że ktoś potrafi zakochać się w dwóch osoba
      naraz. Jeżeli kocham jedną osobę, tworzę z nią rodzinę, jest dobrze i nagle
      zakochuję się jeszcze w kimś innym - to wybaczcie, ale jest to dla mnie
      oznaką, że to ze mną jest coś nie w porządku. Po pierwsze, niespecjalnie
      wierzę w miłość, która trafia jak grom, to zauroczenie a nie miłość, jak można
      twierdzić, że kogoś się kocha, gdy nie zna się tej osoby. Jeżeli twierdzę, że
      kocham, to znaczy, że pozwoliłam temu uczuciu rozkwitnąć, poprzez rozmowy,
      kolejne spotkanie itd. Tak często piszemy, że to nasz partner nam czegoś nie
      daje, dopiero ten drugi ( te jego cudowne spojrzenie), a co my dajemy naszemu
      partnerowi, jak o niego zabiegamy, troszczymy się. Przyjęło się uważać, że
      kobiety są takie romantyczne, spragnione komplementów, wyznań, a mężczyźni,
      myślicie, że nie? Nie potępiam takich osób, ale czas chyba sobie uzmysłowić,
      że jeżeli to ja mam problemy, to muszę nad nimi popracować, a nie szukać
      załatania dziury przez drugą osobę. Może to nie świat powinien się zmienić,
      ale ja? Nie piszę o mężach, którzy leją na odlew po mordzie, ale o mężach,
      zabieganych, czasami zmartwionych, czasami takich, którym do głowy coś nie
      przyjdzie, czego byśmy oczekiwały. Może warto dać im szansę, a nie dzielić
      serduszka na pięć części i roztkliwiać się nad sobą, jaka jestem nieszczęśliwa.
      • Gość: Ona.. Re: Beznadziejna miłość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.03, 11:45
        Czytajac wasze listy i ogolnie listy na temat milosci uczuc, odnajduje siebie i
        swoja sytuacje zyciowa.
        Moje malznstwo choc nadal trwa powoli dobiega konca,z poczatku udane,opierajace
        sie na milosci,szacunku,zrozumieniu,wspolnym pojmowaniu wartosci rodziny w
        spoleczenstwie.Z roku na rok cos w nas umieralo,razem a jednak osobno.Mialam w
        sobie duzo sily zeby probowac ratowac to co zaczelo sie walic,dla niego bylam
        nikim,na swoj temat slyszalam wiele przykrych slow,ale trwalam
        cierpliwie,znosilam jego humory i kaprysy,bronilam go przed rodzina twierdzac
        ze jest bardzo dobrym czlowiekiem tylko ma zle dni.Trwalo to kilka lat,raz bylo
        cudownie innym razem bylo bardzo zle, ale nigdy nie podniosl na mnie reki i
        nawet nie probowal tego uczynic.Teraz od 3-4 lat bardzo sie zmienil, jest innym
        czlowiekiem,zrozumial ze zle postepowal i stara sie wszystko odbudowac na nowo
        i jestem z tego zadowolona ale.....jest juz za pozno zebysmy znowu byli
        wspanialym malzenstwem,ja tego nie chce.Poswiecilam na ratowanie mojego zwiazku
        wiele lat, wsadzilam w to wiele wysilku,dawalam mu szanse za szansa,czulam ze
        sie ponizam, ze robie cos wbrew swojej woli tylko dla dobra naszego malzenstwa
        zebysmy przetrwali na dlugie lata.Wreszcie peklo we mnie wszystko stracilam
        sily i wiare w to ze bedzie lepiej.Nie kocham mojego meza i nic mnie z nim nie
        laczy emocjonalnie,od 3 lat jestesmy dobrymi kumplami, ale nie ma mowy o tym
        zeby kiedykolwiek cos sie zmienilo.Nawet terapia nam nie pomoze,bo ja juz nie
        umiem jego pokochac,nie umiem wspominac razem przezytych milych chwil,nawet
        wspolne dzieci nie sa dla mnie powodem aby razem byc,nie umiemy razem rozmawiac
        ani sie smiac,stal mi sie bardzo obojetny i nieraz zastanawiam sie dlaczego ja
        tak dlugo trwalam w tym zwiazku,dlaczego robilam wszystko zebysmy byli razem,
        bo dopiero teraz zdalam sobie sprawe ze tak naprawde to ja go nigdy nie
        kochalam,popropstu chcialam miec przy sobie partnera,ojca dla
        dzieci,przyjaciela.
        Jestem samodzielna kobieta, daje sobie w zyciu rade,mezczyzn traktuje po
        przyjacielsku, jestem do nich troche zrazona i bardzo ostrozna w kontaktach,
        ale staram sie byc bardzo mila i zawsze usmiechnieta.
        Jednak moje kobiece serce potrzebowalo i potrzebuje milosci, takiej
        prawdziwej,dojrzalej,nigdy nie szukalam ona przyszla do mnie sama,zapukala do
        sercai powolutku wchodzila.Nie podejrzewalam ze z czasem ropali ogien tak
        wielki, ze nie bede w stanie go ugasic.
        Poznawalismy sie przez kilka miesiecy,dojrzewalismy jak jablka na drzewie, zeby
        potem spasc na ziemie i ocknac sie ze to milosc, ze kochamy sie i chcemy ze
        soba byc, ale tylko chcemy bo tak naprawde nie mozemy.On ma rodzine ktorej nie
        zostawi, ja jeszcze jestem w starym zwiazku, ale jestem wolna osoba.
        Jestem szczesliwa ze jego poznalam ,pokochalam,ale z drugiej strony bardzo
        cierpie, ze to wszystko nie moze sie jakos ulozyc.Minelo juz wiele czasu, a ja
        nie wiem co mam robic? kochac dalej, byc z nim,czekac na spotkanie, tesknic,a
        moze zaczac sie leczyc z tej milosc? zadac sobie kilka miesiecy a moze lat bolu
        i cierpienia.Patrzac na siebie widze dwie osoby, jedna kochajaca
        szczerze,dajaca mezczyznie cale swoje serce,druga silna odpycha od siebie ta
        milosc walczy z nia,jak aniol z diablem.Bije sie myslami sama ze soba i juz nie
        wiem co mam robic, opadaja mi rece.
        Dla mnie to jest beznadziejna milosc,ktora nie ma szans na to zeby
        przetrwac,chociaz .........nigdy nie wiadomo co sie moze wydarzyc.Mam nadzieje
        ze zycie bedzie dla mnie laskawe.

    • Gość: Bajbucha Re: AMOR STRZELA na slepo ! IP: *.90.203.62.dial.bluewin.ch 22.11.03, 17:24
      Dopiero teraz odkrylam ten artykul i dyskusje, i po przeczytaniu wszystkich
      wypowiedzi postanowilam podzielic sie moim uczuciami.
      Mnie trafila strzala, i to niestety na stare lata,
      Jak wyjasnic, strzale amora , ktora trafila we mne kobiete, majaca dorosle
      dzieci , i ponad ciwerc wieku malzenstwa, ?
      To nie koniec, a poczatek komplikacji.
      Dzieli nas odleglosc ogromna, dzieli nas takze moj wiek, on jest 16 lat
      mlodszy , a na dodatek jest zakonnikiem i ksiedzem .
      Sama tego nie moge ani zrozumiec ani pojac co sie ze mna dzieje. Maz mnie
      kocha z dnia na dzien bardziej, wlasnie teraz gdy dzieci wyszly juz z domu i
      zostalsmy sami, wolni, maz okazuje mi napowrot, jak za narzeczenskich czasow ,
      mnostwo czulosci i adoracji. Nie klocimy sie o dzieci ani nie sprzeczamy, jak
      to bylo kiedys.
      Teraz , gdy napowrot mamy idylle malzenska, mnie zawrocil w glowie, intelkt,
      piekny umysl , czlowieka, ktorego nie znalam. Zaimponowal, ambicja ta
      wlasciwa , skromna, Przekonaniami,i swoim powolaniem . Wlasnie taki idealny
      ksiadz, zakonnik, mlody , zangazowany w to co robi i wierzy, ale najzupelniej
      normalny, facet,Wlasnie taki normalny, zaden "nawiedzony" kaznodzieja.
      POznalismy sie najpierw wirtualnie i mysle , ze juz wowczas bylam ogromnie
      zainteresowana nim, a moja dusza i jego interesowala. To tak jakby sie
      spotkaly dwie dusze, dwie polowki, poslalismy fotgrafie. Spotkalismy sie , i
      spedzili kilka godzin na spacerze. Mysle , ze urok osobisty przypieczetowal
      nasze uczucia. O nastepnych spotkaniach nie ma mowy i chyba nie bedzie.
      Niestety, poplenilam blad, okrutny blad, ujawnilam , ze moja dusza nalezy do
      niego. Ze jest jednym mezczyzna ktoremu moglabym zaufac. Pisywalam krotkie
      listy, i zadne wylewne , czy milosne, czy ckliwe, NIe. A mimo to ,
      uciekl, zniknal , i nie ma go. zerwal wszelki kontakt ze mna.
      Nikt z mojej rodziny nie cierpi, meza kocham, jest moim przyjacielem, takze
      imponuje mi swoja madroscia, a ja jemu, uzupelniamy sie od lat, bo jestesmy ja
      dwa przeciwne bieguny i moze dlatego jestesmy z soba 30 lat.
      Natomiast TO uczucie jest jakies dziwnie inne , wyidealizowane, do idealnej
      osoby,choc wiem , ze idealny nie jest.
    • Gość: Bajbaja Re: Amor strzela IP: *.93.203.62.dial.bluewin.ch 23.11.03, 17:26
      dobra , to i ja opowiem moja,
      otoz jechalismy razem 6 godzin , ktory to czas przegadalismy
      znakomicie sie bawiac, dyskutujac, wesolo i powaznie.
      Stara kobita jestem , takze o jakies 12- lat conajmniej starsza
      od tego intersujacego mezczyzny, przy ktorym zapomnialam ile mam
      lat, a on nie zauwazyl starszej pani. On ma swoja wspaniala
      prace i mloda rodzine, ja swoja "stara" rodzine.
      Ku memu zdziwieniu to on, mlody , inteligentny , naukowiec
      koniecznie podtrzymuje te znajomosc. Spotkalismy sie jeszcze,
      zaprosil mnie do siebie abym poznala "jego Pania"= zone i
      dzieci. Utrzymujemy kontakt, wymieniamy poglady na intersujace
      nas tematy, troche osobistych zwierzen. Podtrzymanie na
      duchu ,dodanie odwagi wpodejmowaniu decyzji. Czy to z mojej
      strony milosc? nie wiem, nie potrafie okreslic, napewno ten
      czlowiek nie jest mi obojetny i cieszy mnie kazde slowo od
      niego. Mysle o nim czesto. On do mnie pisze bardzo cieplo, i
      nadzwyczaj serdecznie,jak do kogos szczegolnie bliskiego, do
      kogo sie ma pelne zaufanie. Nie moge objac moim rozumem, aby
      tak mlody czlowiek majacy urocza zone zaangazowal sie
      uczuciowo w az tak wiele starszej od siebie. Dopiero po
      przeczytaniu tutaj artykulu, oraz wypowiedzi powyzszych
      zrozumialam , ze to jest mozliwe,Do tej pory nie dopuszczalam
      takiej mozliwosci i nie potrafilam wyjasnic jego zachowan.
      TAk , to jest jakas niespelniona nieosiagalna, beznadziejna na
      zawsze "milosc" inna", z gory zdana na idealizacje osoby i
      uczucia.
      cos z tymi strzalami amora juz tak jest, ze nigdy nie wiadomo w
      kogo kiedy trafia.
      • Gość: yo_annna Re: Amor strzela IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.04, 23:28
        Czytam tu o niespelnionych milosciach.... i widze ze kazda
        piszaca osoba ktora ma kogos do kogo wzdycha, cierpi bo nie
        moze miec kontaktu fizycznego, bo to jest ta zdrada.Ja mam inny
        problem: otoz ja mialam mlozliwosc kontaktu seksulanego z
        chlopakiem ktorego kocham jednak nie zrobilam tego .Dlaczego?
        bo on mnie nie kocha!!!Podobam mu sie fizycznie dlugi czas sie
        przyjaznilismy...Niby jest wszystko co trzeba a jednak on mnie
        nie darzy takim uczuciem jak ja jego. Musze przyznac ze jestem
        w innej sytuacji jak pzostali tu na forum bo jestem jeszcze
        mloda mam dopiero 18 lat. Jednak mysle ze to co czuje teraz
        bedac w liceum w klasie z tym chlopakiem moze sie kiedys
        odrodzic gdy bede miala rodzine. Zawsze tak jest z niespelniona
        miloscia: czlowiek ja idealizuje !!!! Mam nadzieje ze to moze
        brak czulosci, poczucia ze jest sie kochanym powoduje tak silne
        uczucie. Uwazam zatem ze mowienie ze nie nalezy tlumic uczuc
        jest bledne bo gdy sie cos rozpamietuje i marzy o tym w
        konfrontacji z rzeczywistosci zadaje straszny bol!!!!Zycze
        sobie i wszystkim szybkiego wyzdrowienie!!!
        PS: Musi cos w tym byc ze czlowiek nie chce pozbyc sie takich
        niespelnionych uczuc;)))
    • Gość: Eliza Re: Beznadziejna miłość IP: *.magma / *.magma-net.pl 10.06.04, 10:12
      artykul jest proba pocieszenia ale , wlasnie ...autorka nie zauwaza, ze
      zaangazowanie intelektualno - emocjonalne w inna osobę moze byc rownie
      szkodliwe dla zwiazku co zaangazowanie fizyczne. autorka podaje przyklad
      kobiety zakochanej w ksiedzu i twierdzi, twierdzi, ze bohaterka moze kochac
      tylko nie fizycznie (czyli jak? platonicznie? ) trudno odgadnac bo o agape
      raczej tu mowy nie ma??? Skoro jestesmy przy teologii to jest gdzies
      napisane: "nie grzesz myslą, uczynkiem czy zaniedbaniem". wiec o co chodzi w
      tym artykule? zeby nadal sie kobiety mamiły, oszukiwaly, usprawiedliwialy
      tchorzliwych mezczyzn, ktorzy nie potrafia zorganizowac swojego zycia,
      zdecydowac sie na konkretne dzialania?
      Nie, ja uwazam, ze toksyczne zwiazki nalezy ucinac oczywiscie zostawiajac mile
      wspomnienia ... ale startowac w nowe zycie. Przeciez kazda z nas ma duze serce,
      ktore pomiesci wiele...
      • Gość: Magda Re: Beznadziejna miłość IP: *.uni.opole.pl 13.06.04, 21:19
        Toksyczne związki nalezy ucinać... Zrobilam wlaśnie tak. Nie wiem czy dobrze.
        Zastanawianie się co by było gdyby nic tu nie da. Jednak nie mogę o nim
        zapomnieć. W moim przypadku sprawa dotyczyła nieodwzajemnionej miłości.
        Przyjaźń przeistoczyła się w uczucie. Czy to miłość? Nie wiem. Nie miałam
        czasu na to aby się o tym przekonać. Fakt faktem chciałam kochać. Najgorsze
        jest to że dawał mi złudzenie że łączy nas coś więcej niż tylko przyjaźń. NIe
        spotkałam takiego mężczyzny. Był czuły i co najważniejsze słuchał. Czułam się
        przy nim bezpieczna. A dlaczego musiałam powiedzieć koniec, musimy się rozstać,
        nie będziemy się już widywać? On kocha inną. Od bardzo dawna. Tylko że ona jest
        z kimś. Z kimś kogo nie kocha. Ale jednoczesnie spotyka się z nim. Daje mu
        nadzieje ze cos sie zmieni, tłumaczy się tym że potrzebuje czasu. I co? Przez
        nią musiałam zrezygnować z niego w całośći. Wiedziałam ze będę cierpieć
        spotykając się z nim i hamując swoje uczucia. Musiałam powiedzieć juz nigdy się
        nie spotkamy. Spotkalismy się jednak. Po miesiącu. Rozstanie nie było dla mnie
        tak straszne jak tamten dzień. Wiedziałam ze już jest jej. Ze już się nie
        spotkamy. I ten ból cały czas mnie trawi. Wiem że to była jedyna dobra decyzja.
        Ale to mówi rozsądek. Serce cierpi. Mieliśmy tyle wspólnych zainteresowań,
        podobne spojrzenie na świat. Wspomnienia przez to że są tak dobre, pięką
        bardzo. Chciałabym o nim zapomnieć, zapomnieć jego dotyk, zapach, bliskość gdy
        mnie przytulał, przeklinam dzień w którym go poznałam. Argumentacja o
        wzbogacaniu życia przez tego rodzaju doświadczenia, nie daje mi uspokojenia.
        Lecz cóż moge zrobić? Nie cieszę się z życia tak jak kiedyś. Żyję. Czasami
        jednak wychodzi mój smutek na światło dzienne-tak jak teraz.
    • Gość: marek Re: Beznadziejna miłość IP: *.lama.net.pl / *.lama.net.pl 10.06.04, 13:51
      mam trochę inny problem, moja żona zauroczyła sie kobietą. I co teraz. Ja ją
      kocham i czekam na jej powrót emocjonalny. Chcę mieć z nią rodzinę. Czy taka
      miłość jest prawdziwa, czy to tylko chęć przygody?
      • ulkaa Re: Beznadziejna miłość 26.06.04, 22:34
        Niestety , chyba ten powrot nie bedzie taki szybki . Masz dwa wyjscia -albo
        przeczekac albo to zakonczyc . Nie mam doswiadczenia w tej dziedzinie , ale
        wiem , co to jest beznadziejna milosc , czy tez fatalne zauroczenie , jak chca
        inni , ktorzy komentowali ten artykul. NA TO PO PROSTU NIE MA RADY. ZADNEJ!
        Mysle tu oczywiscie o Uczuciu. Na to nie ma rady .
        Chociaz "normalnie "funkcjonuje i spelniam swoje obowiazki zony i matki, to
        tkwi we mnie ta bolesna zadra . Ona wcale nie ubogaca .Nie! To jest bolesne ,
        trudne i meczace. Ja tez nie " spelnilam " swojej milosci po latach . Odnalazl
        mnie po dlugim czasie ,bylo jedno spotkanie w wiekszym towarzystwie ,potem
        przez pol roku pisalismy i dzwonilismy do siebie bardzo czesto ( dzieli nas
        bardzo duza odleglosc).Oboje mamy rodziny , ale znalismy sie i kochalismy
        platonicznie w liceum . W koncu umowilismy sie na ponowne spotkanie . I wtedy -
        cios. On zrezygnowal . Bez slow. Wiem , ze postapil rozsadnie , ale boli
        mnie , ze zrobil to w taki sposob. Wydaje mi sie , ze to tchorzostwo .
        Nie to , ze zerwal nasza znajomosc , ale styl , w jakim to zrobil. I nic
        wczesniej nie prorokowalo takiego zbiegu wydarzen . Byl naprawde czuly
        i nasze rozmowy byly delikatne , taktowne , pelne zwierzen a czesto tez-
        dobrego humoru. Mowil ,ze spelnilam jego oczekiwania i marzenia .Boli mnie ta
        milosc . A najgorsze jest to , ze wciaz go usprawiedliwiam , tlumacze i nie
        potrafie o nim zapomniec. Mecze sie juz z tym trzeci miesiac. On nie daje znaku
        zycia i wiem , ze juz tak bedzie do konca mojego zycia. I wiem takze , bo znam
        siebie , ze zostanie to we mnie do Konca.
        Nigdy wczesniej , pomimo niezbyt szczesliwego malzenstwa , nie pozwolilabym
        sobie na potajemne telefony i listy do innego mezczyzny. Jak ja mam sie z tego
        niechcianego uczucia wyzwolic. Nikt mi nie powie i nie pomoze. Jestem wolna
        tylko w snach i marzeniach. Na co dzien -spetana i opetana. Nikt sie nawet nie
        domysla , wiec mozecie sobie wyobrazic , jaka wewnetrzna walke codziennie
        prowadze sama ze soba .Taka milosc to nie jest szczescie , to jest
        nieszczescie ...
        • Gość: victoria Re: Beznadziejna miłość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.06.04, 13:29
          uluuu!!!! czy to jest miłość...nie staraj się tego tak nazwać....bo ból beedzie
          większy...ja też czuję się opentana swoją tajemnicą...znaną tylko mnie...i
          zarezerwowaną dla mnie tylko ..no cóż ..moze jestesmy niepoprawnymi
          idealistkami ....marzącymi wciąz o....Tolibowskim ....pamiętasz Barbarę
          Niechcic z "nocy i dni"....pomyśl ,ze nie tylko Ty jestes opentana :) ..ja też
          budze się kazdego dnia..i myslę..i czekam..i wiesz stałam się nawet
          atrakcyjniejsza dla najblizszego otoczenia....i wciąz nie postawiona kropka nad
          i przez obiekt moich westchnień powoduje ,ze trwam w słodkim świecie urojeń...
        • moc_ca Re: Beznadziejna miłość 27.06.04, 13:49
          Droga ulkoo,
          niesprawiedliwie (chyba) oceniasz mężczyznę Twojego życia, w Waszej sytacji
          jego zachowanie było jedynym słusznym krokiem. Nagłe zerwanie, bez tłumaczenia
          i zbędnych spotkań w czasie których mogło paść wiele słów utrudniajacych coraz
          bardziej rozstanie ..
          Wiem że boli ale to ból po amputacji, po nim odczujesz ulgę że już nic Cię nie
          łączy z "chorą tkanką" która mogła zakazić i zniszczyć cały organizm.
          • ulkaa Do victorii , moc_ca i krisha 27.06.04, 22:03
            Dziekuje Wam za odpowiedzi , a przede wszystkim za zainteresowanie.
            Zrobilam juz pierwszy krok , ze o tym opowiedzialam i jest mi odrobinke lzej .
            Ale tylko odrobinke. Poza tym czlowiekowi jakos tak lepiej , ze ktos o tym
            wie , ze przez chwile pomysli o twoim problemie. No i wszyscy macie swoją
            racje , kazdy inną , ale wszyscy . Nie wiem jeszcze co ze mna bedzie jutro ,
            ale dzis jest calkiem nieźle , dzięki. Jestescie Kochani.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka