Dodaj do ulubionych

Poddaje sie.

15.12.05, 19:45
Juz nie mam sily. Nie znajde w sobie ani krzty energii na to, by dalej
walczyc. Dotychczas byl to moj zyciowy cel, celu juz nie mam...
Nie wygram z glupota, zaklamaniem. Nie, nie uwazam sie za pepek swiata, nie
wywyzszam sie.

Zawsze beda mi wypominac, ze zle postapilam. Zle?! Sprzeciwilam sie zasadzie
nie przestrzegania zasad. Nie toleruje mojej matki- tego, ze spotyka sie z
oblesnym, niemyjacym sie typem, by zaspokoic swe potrzeby seksualne. Nie
zgodzilam sie, by on u nas mieszkal. Nie pozwolilam, by mnie dalej wyzywal,
wyrzucal z domu, przywlaszczal sobie moj dom. Nie zaakceptowalam, ze nie ma
rozwodu, a mojej matce to nie przeszkadza (ale jednak dlugi czas to ukrywala,
gdy sie dowiedzialam, jej facet chcial mnie zaskarzyc w prokuraturze za
wtracanie sie w zycie prywatne jego i jego rodziny- napisalam sms do jego
syna, za co mial mnie oskarzyc za nekanie; po konsultacji z prawnikiem, bo
juz calkiem sie pogubilam, okazalo sie, ze absolutnie nie ma ku temu podstaw,
ale moja matka i tak go poparla). Nie podobaja mi sie puste przekonania
oparte na wartosciach dalekich od wszelkich morali.

Co z tego, ze mi sie to nie podoba? Moja rodzina uwaza mnie za najgorsze
dziecko swiata, jestem glupia, tepa, ograniczona, nic nie wiem o zyciu,
wskrzesam z mlodszej siostrze nienawisc do matki. To moja wina, ze 20-letnia
kuzynka w wieku 16lat miala w wakacje chlopaka (?!), moja wina jest rowniez
brak symaptii innej kuzynki w strone tej latajacej w lato za chlopakiem. W
koncu, to moja wina, ze mam polowe genow po ojcu; a moze to, ze sie urodzilam
rowniez?! Dlaczego, dlaczego dorosli ludzie zyja pozorami, widza problem, ale
nie reaguja? Czemu oni tacy sa?

Znajomi zauwazyli, ze cos ze mna nie tak. Nie usmiecham sie, nie smieje, nie
rozmawiam, jestem nieobecna, nie radze sobie w szkole, nie ciesze sie z zycia.

Stracilam sens zycia.
Obserwuj wątek
    • pilot.nawigator Re: Poddaje sie. 15.12.05, 19:49
      "Don't give up, please don't give up" P.Gabriel, K.Bush:)
    • merwinka Re: Poddaje sie. 15.12.05, 19:51
      Czy mogę CI zadać pytanie?
      Ile masz lat? I dlaczego nie akceptujesz partnera Twojej mamy? No i co się
      dzieje z Twoim tatą, jesli to nie jest problem, żeby o tym powiedzieć?
      Trzymaj się!
      • guise Re: Poddaje sie. 15.12.05, 20:05
        merwinka napisała:

        > Czy mogę CI zadać pytanie?

        Tak.


        > Ile masz lat?

        Prawie 18.

        >I dlaczego nie akceptujesz partnera Twojej mamy?

        Wydaje mi sie, ze dosc jasno to opisalam, zacytuje:
        "spotyka sie z
        oblesnym, niemyjacym sie typem, by zaspokoic swe potrzeby seksualne. Nie
        zgodzilam sie, by on u nas mieszkal. Nie pozwolilam, by mnie dalej wyzywal,
        wyrzucal z domu, przywlaszczal sobie moj dom. Nie zaakceptowalam, ze nie ma
        rozwodu, a mojej matce to nie przeszkadza (ale jednak dlugi czas to ukrywala,
        gdy sie dowiedzialam, jej facet chcial mnie zaskarzyc w prokuraturze za
        wtracanie sie w zycie prywatne jego i jego rodziny- napisalam sms do jego
        syna, za co mial mnie oskarzyc za nekanie; po konsultacji z prawnikiem, bo
        juz calkiem sie pogubilam, okazalo sie, ze absolutnie nie ma ku temu podstaw,
        ale moja matka i tak go poparla)"

        >No i co się
        > dzieje z Twoim tatą, jesli to nie jest problem, żeby o tym powiedzieć?

        Wjechal 4lata temu za granice. I nie wrocil.
    • jakfajnie Re: Poddaje sie. 15.12.05, 20:58
      > Juz nie mam sily. Nie znajde w sobie ani krzty energii na to, by dalej
      > walczyc. Dotychczas byl to moj zyciowy cel, celu juz nie mam...
      > Nie wygram z glupota, zaklamaniem
      - masz rację, nie otworzysz oczu komuś na coś, czego nie chce widzieć za żadne
      skarby świata. Skup się na nauce, wyjedź na studia. Ty żyj swoim życiem
      a matka niech żyje swoim. Jeśli Twoje zachowanie matka odbiera jako atak na
      swoją osobę i zły przykład dla młodszej siostry, to tym bardziej sobie odpuść
      zwracanie uwagi matce. W przeciwnym wypadku stracisz siostrę a tego przecież
      nie chcesz.

      Pytasz "Dlaczego, dlaczego dorosli ludzie zyja pozorami, widza problem, ale
      nie reaguja? Czemu oni tacy sa?"
      dlatego, że tak im łatwiej. Czasami życie układa się nie tak jak by sobie
      tego człowiek życzył a żyć trzeba. Nie każdy potrafi pogodzić się ze swoim
      losem i ślepo dążąc do szczęścia rani bliskie osoby. Zaspakaja swoje potrzeby
      dając do zrozumienia otoczeniu "jestem zaradna, atrakcyjna".

      Jeśli zdajesz sobie sprawę z zakłamania dorosłych to pamiętaj o tym co teraz
      czujesz gdy będziesz matką.

      i jeszcze jedno: czy Ty byś pozwoliła matce wtrącać się w Twoje osobiste
      sprawy, np wybór chłopaka i sposób spędzania wspólnego czasu?

    • solaris_38 Re: Poddaje sie. 16.12.05, 01:50
      kobieto człowke pozruca środowisko kóre mu nie odpowada i szuka sobie
      mioejsca do życia pzryjaciół sposobów zarabiania kasy itd
      w tym celu ludzie pozrucają rodzinę i wyjeżdzają nawet na inny kontynent bez
      niczego

      na pewno dasz sobie radę i znajdziesz mijesce
      tylko zamiast sie załąmywac pzrygotuj się do SAMODZIELNOŚCI i zamiast
      obwiniac matkę (niech zyje z kim chce) ty sama pokaż że potrafisz pzrtetwać
      trudy zycia zachowując sie ianczej

      pokaz to

      pokaż swoje morale zamiast sadzić innych

      powodzenia
    • madzia69 Re: Poddaje sie. 16.12.05, 02:20
      przejdzie Ci...
      a jak nie, to wnies sprawe o znecanie sie psychiczne... z tego co piszesz
      uwielbiaja rozprawy, narazie jestes nieletnia i obowiazkiem Twojej matki jest
      dbanie o Twoj zdrowy rozwoj psychiczny... jezeli jej kochanek w jakis sposob
      Cie skrzywdzi chocby upokarzajac i wywierajac presje psychiczn sprawa podchodzi
      po prokuratora...

      bron sie
      albo wyjedz do ojca on tez ma obowiazki wobec Ciebie...
    • hellaa Re: Poddaje sie. 16.12.05, 09:31
      Ja z zupełnie innych powodów niż ty wstałam dzis w nastroju "poddaję się"... To
      się chyba zdarza wiele razy w życiu - taka ściana i wielkie pytanie, czy dalej
      ją forsować, czy robić podkop, czy obejsc do okoła, inną drogą?...
      Mnie się zdaje, że w twoim przypadku rozwiazaniam jest pójście własną drogą.
      Najprawdopodobniej sedno problemu jest miedzy tobą a matką, największa wina
      leży po stronie twojego ojca - reszta to tylko rekwizyty tej gry.
      Matka jest sfrustrowana sprawą z twoim ojcem i ma ku temu wszelkie podstwy:
      zostawił ją z dwójką dorastających dzieci i ona sama musi, w niełatwych
      czasach, utrzymać was, mieć was na wzgędzie układając sobie życie - ona musi
      wszystko - on totalnie to olał i cieszy się nieograniczona sobodą, a przy
      okazji, nie będąc z wami, nie wystepuje w konfliktach, więc w dodatku może,
      paradoksalnie, uchodzić za tego dobrego, tylko niedostępnego...
      Twoja mama została strasznie wyrolowana i to w skali życiowej. Może też
      powiedziała sobie: Poddaję się. Mam gdzieś bycie odpowiedzialną i w porządku
      wobec innych. Kiedyś tak się starałam - i zostałam na lodzie, jakbym nie była
      nic warta a moje starania bez sensu. Teraz będę inna. Będę zaspokajać swoje
      potrzeby nie oglądając się na innych - bo dbanie o nich nie przyniosło mi nic
      dobrego. Będę więc brać to, co dobre dla mnie i martwić się o siebie /tak, jak
      zrobił twój tata zresztą/ a inni niech martwią się o siebie!
      Twoja mama być może zbuntowała się przeciwko temu, że ona musi być dorosła i
      odpowiedzialna a twój tato się z tego zwolnił. Nie tak przecież w jej życiu
      miało być... Nie okazała się w tej sytuacji świetą, przeciwnie, pokazuje teraz
      swoje ciemne strony, mści się na tych, których ma pod ręką, nie mogąc rozliczyć
      sie z tym, kto ją naprawdę zranił... Nie postępuje dobrze i pewnie pakuje się w
      kłopoty, ale... Jak już ktoś napisał - to jej życie. Jej wolnością jest
      popełnienie w nim błędu - o ile sobie tak życzy.
      Na twoim miejscu skupiłabym się na nauce i planowalabym studia poza
      domem /jeśli was stać/ albo pracę + wynajmowanie mieszkania + studia zaoczne.
      Mamie wolno zaprosić do domu, kogo chce, ale wynegocjowałabym, żeby stało się
      to, kiedy wyprowadzisz się. Bo faktycznie, jak on cię wyzywa itd. to nie ma
      sensu abyście mieszkali pod jednym dachem.
      Chyba jednak za daleko posunełaś się w swoich kompetencjach zakazując mamie
      zwiazania się z mężczyzną, którego sobie wybrała. Ma do tego pełne prawo, to
      jej życie i jej dom. A ty masz prawo bronic się przed sytuacją wyzywania,
      dlatego załatwcie to tak, żebyście sobie po prostu nie wchodzili w drogę.
      • pilot.nawigator Re: Poddaje sie. 16.12.05, 09:34
        Ty sie zajmij lepiej doskonaleniem swoich kiepskich w lozku przyjaciolek:)
      • guise Re: Poddaje sie. 16.12.05, 15:09
        hellaa napisała:

        > Nie postępuje dobrze i pewnie pakuje się w
        > kłopoty, ale... Jak już ktoś napisał - to jej życie. Jej wolnością jest
        > popełnienie w nim błędu - o ile sobie tak życzy.

        Alez oczywiscie, ze to jej zycie, niech idzie na dno, skoro tak jej to
        odpowiada. Tylko niech nie pociaga tam mnie, zmuszajac do tego i ciagle
        wywierajac presje.


        > Na twoim miejscu skupiłabym się na nauce i planowalabym studia poza
        > domem /jeśli was stać/ albo pracę + wynajmowanie mieszkania + studia zaoczne.

        Nie, nie stac nas. Dlatego zaraz po maturze wyjezdzam na jakas prace sezonowa,
        by oplacic akademik. W tygodniu studia, w weekendy praca.


        > Mamie wolno zaprosić do domu, kogo chce, ale wynegocjowałabym, żeby stało się
        > to, kiedy wyprowadzisz się. Bo faktycznie, jak on cię wyzywa itd. to nie ma
        > sensu abyście mieszkali pod jednym dachem.

        Ciagle probuje negocjowac. I nic.


        > Chyba jednak za daleko posunełaś się w swoich kompetencjach zakazując mamie
        > zwiazania się z mężczyzną, którego sobie wybrała. Ma do tego pełne prawo, to
        > jej życie i jej dom. A ty masz prawo bronic się przed sytuacją wyzywania,
        > dlatego załatwcie to tak, żebyście sobie po prostu nie wchodzili w drogę.

        Tego nie da sie w ten sposob zalatwic.. On ja szantazuje- albo bedzie mieszkal
        tu albo w ogole koncza znajomosc. I co, to ma byc milosc?!

    • agnes_l25 Re: Poddaje sie. 16.12.05, 12:38
      Spróbuj sobie życie ułożyć bez niej. Wyprowadź się, zacznij studiować w innym
      mieście. Masz już wystarczająco dużo lat, żeby o tym pomyśleć.
      Rozumiem Twoją sytuację dość dobrze. Co prawda nie moja matka, ale matka mojego
      narzeczonego odwaliła taki numer dwa lata temu. Mnie to również dotknęło
      bardzo, bo patrzyłam na niego jak się męczy, jak jest mu przykro, że matka lata
      za "obleśnym, niemyjącym się typem, by zaspokoić swe potrzeby seksualne". Że
      nie ma dla niego już tyle czasu co kiedyś, że w razie jakichkolwiek konfliktów
      między moim ukochanym a jej fagasem zawsze stanie po stronie tamtego. Że ma
      całą rodzinę przeciwko sobie. Że jego matkę interesuje tylko to, żeby się
      grzecznie zachowywał i udawał przed nim, że go uwielbia.
      Próbowaliśmy z tym walczyć. Na marne. Tego się nie da zmienić i po prostu
      trzeba to zaakceptować. Chociaż może to za mocne słowo. Przynajmniej to
      tolerować.
      Zdecydowałam się wziąć sprawy w swoje ręce bo nie mogłam patrzeć jak się męczy.
      I zamieszkaliśmy razem, z dala od naszych domów. Widujemy się z nią raz na 2-3
      tygodnie, od czasu do czasu dzwonimy. I to wszystko. Jeśli mamy zamiar
      przyjechać w odwiedziny prosimy, żeby go nie było (ten koleś nie mieszka z nią
      tylko jest tzw. dochodzący. Na weekendy jedynie, więc wystarczy poprosić, żeby
      nie przyjechał). Dość trudno jest pewne zasady egzekwować ale staramy się być
      konsekwentni i może kiedyś uda się wyleczyć tą chorą sytuację.
      A na razie co mnie obchodzi kogo ona sobie do łóżka zaprasza? Szacunku do niej
      już raczej mieć nie będę ale stać mnie na to, żeby przez parę godzin w miesiącu
      poudawać i się przynajmniej zachowywać kulturalnie (nie mylić z "miło").
      • guise Re: Poddaje sie. 16.12.05, 15:11
        agnes_l25 napisała:

        > Spróbuj sobie życie ułożyć bez niej. Wyprowadź się, zacznij studiować w innym
        > mieście.

        To za poltora roku, a teraz?
        • agnes_l25 Re: Poddaje sie. 16.12.05, 15:22
          Ja tam bym uparcie obstawała przy swoim. Nie chce obcego faceta w domu i
          koniec. To nie tylko jej dom ale twój również i masz prawo czuć się w nim
          dobrze.
          • agnes_l25 Re: Poddaje sie. 16.12.05, 15:27
            A nie masz kogoś, gdzie byś mogła zamieszkać? Jakiejś życzliwej ciotki, albo co?
            • guise Re: Poddaje sie. 16.12.05, 15:33
              agnes_l25 napisała:

              > A nie masz kogoś, gdzie byś mogła zamieszkać? Jakiejś życzliwej ciotki, albo
              co
              > ?

              Ha ha. Cala rodzina jest taka sama (mowie oczywiscie o tej od strony matki; tej
              od strony ojca nie widzialam od kilku lat). Dla przykladu- siostra mojej matki
              prawie doprowadzila nastoletnia corke do samobojstwa- wiedziala, ze ta sie
              tnie, ale nie zareagowala- udawala, ze nie widzi problemu:|

              Przeczekam jakos te poltora roku... Mam nadzieje, ze uda mi sie dostac na
              dzienne studia.

              Kolega powiedzial mi, ze powinnam sobie "kogos" znalezc. Jak to "kogos",
              pytam?! Czemu tylu ludzi przeklada zabawe i wygode nad moralnie osiagniete
              szczescie?!
              • agnes_l25 Re: Poddaje sie. 16.12.05, 15:57
                A czemu tak naprawdę ci ten facet przeszkadza? Bo ja się wielokrotnie
                zastanawiałam nad tym czemu mnie przeszkadza ten co włazi do łóżka mojej
                tesciowej i sama nie potrafię dać logicznej odpowiedzi. Jest obleśny, to fakt,
                ale o gustach się nie dyskutuje. Dla samej zasady tylko?
                • guise Re: Poddaje sie. 16.12.05, 16:29
                  agnes_l25 napisała:

                  > A czemu tak naprawdę ci ten facet przeszkadza? Bo ja się wielokrotnie
                  > zastanawiałam nad tym czemu mnie przeszkadza ten co włazi do łóżka mojej
                  > tesciowej i sama nie potrafię dać logicznej odpowiedzi. Jest obleśny, to
                  fakt,
                  > ale o gustach się nie dyskutuje. Dla samej zasady tylko?


                  Mam wyliczyc? Nie ma problemu:

                  * to, co ich laczy to uklad, a nie milosc

                  * zle traktuje moja matke-np. wchodzac, rozsiada jak wielki pan na kanapie
                  przez TV nic przy tym nie robiac procz "grzebania" w komorce M. (kolezanka z
                  pracy to dla niego kochanek, wiec informuje o tym fakcie rodzicow M., wyzywajac
                  ja przy tym od dz**ki)

                  *inwestuje w dom, zamiast w moja matke (podczas jakiejkolwiek klotni grozi,
                  ze zabierze cos, co kupil- wymienione okna, ktore dal matce w prezencie. kiedys
                  zabral M. telefon komorkowy, ktory dal jej na urodziny, bo mieli "skonczyc
                  znajomosc")

                  * nie umie sie zachowac, jest niekulturalny, nie dba o higiene (ble)

                  * bawi sie w gre pozorow i jest klamca- mowi, ze jego dzieci nie maja nic
                  przeciwko temu "zwiazkowi", a w rzeczywistosci ma w swoim domu o to ciagle
                  awantury ( pisze "swoim", bo raz jest tu, raz tam); mowil, ze jest rozwodnikiem-
                  rozwodu zadnego nie ma (co M. zreszta w pelni akceptuje)..

                  *licza sie dla niego tylko pieniadze, jest pusty- moja siostra powiedziala
                  mu, ze ma sie zajac swoim synem, na to on odpowiedzial- "przeciez daje mu co
                  miesiac 1000zl. malo?!?!"

                  *nastawia matke przeciw nam, wyzywa nas (mnie i siostre), mnie prawie uderzyl

                  *mowi mi, ze jestem nikim dlatego, ze nie toleruje go w swoim domu.

                  *ma nas za dziwolagi, poniewaz nie chcialysmy przyjmowac od niego prezentow w
                  zamian za jego mieszkanie tu (nie dam sie przekupic; i tak za jakis czas ten
                  rpezent zabierze)- aha, rachunkami z M. sie nie dzieli (M. zarzuca mi, ze mamy
                  malo pieniedzy, ze jakby byl ten facet to byloby super, no ale on nie placi nic-
                  wiec jak to jest?)

                  Wystarczy?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka