vaporetto
18.12.05, 17:57
Witajcie- przepraszam, że tak wkraczam z butami na Wasze forum znienacka, ale
mam pewien problem i pomyślałam, że może tutaj jakiś spec od psychologii
doradzi mi coś sensownego. Streszczę się maksymalnie : mam "koleżankę"-
znajomość od początku liceum (jedna klasa), zawsze podszyta niechęcią z jej
strony. Różne takie szczeniackie chamskie wygłupy- oczernianie, ostentacyjne
podrywanie chłopaka- licealny standard. W maturalnej klasie z zaskoczeniem
odkrywam,że koleżanka postanowiła nieoczekiwanie wystartować na te same
studia ( bardzo specyficzne i nietypowe, dziedzina jest moja najwiekszą,
życiową pasją). Dostałyśmy się obie i zaczęła się niekończąca jednostronna
rywalizacja- na średnie, oceny, powodzenie u wykładowców, itp. Traktowałam to
z pobłażliwym uśmiechem, aż do czasu niesmacznej przygody erotycznej
zainicjowanej przez koleżankę z udziałem mojego ukochanego ( związek jeszcze
w fazie raczkującej, przetrwał jeszcze potem 4 lata w cieniu tego epizodu,
który zresztą koleżanka łaskawa była przypomnieć przy każdym spotkaniu). A
potem było już tylko gorzej. Na drugim roku udało mi się wygrać konkurs i
załapać do organizacji działającej w mojej wymarzonej dziedzinie i dzięki
naprawdę ciężkiej pracy ( pełen etat + studia dzienne) udało mi się utrzymać
tam do dziś. Koleżanka przywędrowała tam za mną jak cień, bez większych
sukcesów puka tam do drzwi po dziś dzień, insynuując np., że zatrudnienie
mnie jest wynikiem mojej atrakcyjności bądź, co gorsza, intymnych stosunków z
kierownictwem. Całe studia były dla mnie okresem totalnej harówy i cholernie
dużo mnie cała ta za przeproszeniem kariera kosztowała, więc jest to
podwójnie przykre. O tym, że motorem działania mojej drogiej przyjaciółki
jest zawiść o rzekomą moją urodę oraz jako takie powodzenie zawodowe
dowiedziałam się z drugiej ręki- mnie nigdy nie przyszłoby to do głowy.
Najgorsze jest jednak to, że zdałam sobie niedawno sprawę, że od wielu już
lat moje życie podporządkowane jest uciekaniem i zwykłemu strachowi przed tą
niewiastą. O ile udało mi się,w bolesny sposób ( utrata wspólnych znajomych,
rozpad w/w związku) wyeliminować ją z mojego życia osobistego, o tyle wciąż w
jakiś tam sposób orbituje wokół mojej firmy i najzwyczajniej w świecie boję
się, że kiedyś wreszcie jej się uda i zacznie działać w środowisku tak mi
bliskim i ważnym dla mnie. Może nie do końca jasno udało mi się to opisać,
ale liczę, że ktoś może coś doradzi, patrząc chłodnym okiem.